94. Za zamkniętymi drzwiami

 

Radiohead – No alarms and no surprises

 

Jadalnię Potterów wypełniały dźwięki ocierających się sztućców i okazjonalne, krótkie wymiany zdań.  Harry rozglądał się wokół, co jakiś czas usiłując coś powiedzieć, ale rozmyślając się w ostatniej chwili. Małe towarzyskie wymiany zdań nigdy nie były jego mocną stroną.  W każdym razie spodziewał się, że obiad nie będzie wielkim sukcesem, ale nie spodziewał się aż tak dogłębnej porażki.

Kiedy Albus powiedział, że chciałby coś powiedzieć całej rodzinie, Harry podejrzewał kłopoty. Kiedy dodał, że Eva także powinna być obecna podczas tejże okazji, Ginny zaczęła poważnie się martwić. Kiedy James zasugerował, że Jamie powinien przyjść z Evą, Lily miała ochotę go uściskać. Kiedy Lily oznajmiła Albusowi, że Jamie również został zaproszony, ten nie krył swojego zniesmaczenia.

­– Jamie, słyszałam, że nagrywasz płytę? W Czarownicy rozpływają się na perspektywę nowych piosenek – powiedziała Lily wesoło, ignorując morderczy wzrok Albusa. Nie zamierzała ignorować Jamiego tylko dla tego, że jej brat za nim nie przepadał. Sam zwołał ten arcyważny obiad w domu Potterów.  Jeżeli cokolwiek, co miał do powiedzenia dotyczyło w jakimkolwiek stopniu Evy, automatycznie dotyczyło to też Jamiego. Kiedy tylko usłyszała o rodzinnym zebraniu, nie mogła się wyzbyć uczucia, że Eva może potrzebować nieco wsparcia.

– Na razie to tylko koncept – Jamie wzruszył ramionami. Co dokładnie robił u Potterów podczas uroczystej rodzinnej uczty? Nie miał pojęcia. Jakim cudem Harry go tu zaciągnął? Nie potrafił stwierdzić. Jakiego zaklęcia użyła Eva, by zmusić go do pozostania, kiedy był tak wyraźnie niemile widziany przez Albusa? Zamierzał się dowiedzieć.

Poczuł ciepłą dłoń na swoim kolanie. Spojrzał na Evę i uśmiechnął się lekko. Tylko dla niej był gotów na takie poświęcenia. Mógłby przysiąc, że nawet na jego rodzinnych kolacjach bywało weselej, a to samo w sobie mówiło wiele. Rozejrzał się wokół, mając nadzieję, że szybko pojawi się jakiś temat do rozmowy, w której wszyscy mogliby uczestniczyć. Zwątpił jednak widząc równie zakłopotane miny pozostałych. Nawet dzieci wyczuwały gęsta atmosferę. Wszystkie siedziały ze spuszczonymi głowami, smętnie grzebiąc w talerzach, co jakiś czas zerkając na swoich rodziców z nadzieją, że wreszcie dostaną pozwolenie, by odejść od tak wyjątkowo niezabawnego stołu.

– Chyba wszyscy nie możemy się doczekać – westchnęła Ginny. – Zwłaszcza, że tym razem już nie będziemy musieli się martwić o Jamesa wymykającego się na koncert z Teddym w środku nocy – zaśmiała się.

– Mamo, nie przypominaj – jęknął James. – Byłem tak pijany, że szczerze nie pamiętam czy w ogóle tam dotarliśmy. Teddy twierdzi, że zabawa była przednia – wyszczerzył się. Ginny pokręciła jedynie głową. – No co? Tak naprawdę to wasza wina. Gdybyście po ludzku pozwolili mi iść na koncert, nie musiałbym się wymykać i nie skończylibyśmy na obrzeżach i nigdy nie weszlibyśmy do tamtego pubu.

– Nie wiem, po kim tyś taki przemądrzały, na pewno nie po mnie – westchnęła Ginny.

– Po mnie też nie – oburzył się Harry.

– Och na pewno. Roonil Wazlib znowu w akcji – powiedziała półgłosem, by tylko Harry mógł ją usłyszeć.

– Byłem pod presją i musiałem coś szybko wymyślić – bronił się najstarszy Potter.

– Twój ojciec zapewne przewracał się w grobie… – zachichotała cicho Ginny, ale szybko spoważniała widząc podejrzliwe spojrzenia Jamesa. Już dawno nauczyli się, że każdy szkolny wygłup był niemal jak broń w rekach ich najstarszego syna.

– Mamo, możemy się iść pobawić? – jęknęła Gracie, ciągnąc lekko rękaw Evy.

– Nie wiem, kochanie – odpowiedziała, spoglądając na Albusa. – Twój tato chciał nam wszystkim coś dzisiaj powiedzieć.

Dziewczynka naburmuszyła się i skrzyżowała ręce na piersi.

– Jamie, możemy się iść pobawić? – zapytała po chwili rzucając mu swój najsłodszy uśmiech.

Blondyn zaśmiał się cicho pod nosem. Moira i Adam też spoglądali na niego z nadzieją. Jeżeli Grace mogła odejść od stołu, to oni także. Przez chwilę rozważał nawet wyrażenie zgody, choćby po to, by zdenerwować Pottera, ale rozmyślił się widząc wyczekującą minę Evy.

– Słuchaj mamy, łobuzie – powiedział po chwili.

– No dobrze – odpowiedziała przeciągle.

– Przy okazji, Albus, może wreszcie powiesz, po co nas tu ściągnąłeś? – zapytał James wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z Lily i Natalie. – Nie, to, że nie chcemy tu być, mama robi najlepszego kurczaka w ziołach na świecie! I te pieczone ziemniaczki! – dodał rozmarzonym tonem.

Albus uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na Miriam. Odłożył nóż i widelec, wziął dłoń dziewczyny w swoja własną i odchrząknął.

– Chcieliśmy to ogłosić dopiero po deserze, ale skoro tak się wszyscy dopytujecie… – spojrzał jeszcze raz na Miriam ściskając mocno jej dłoń. – Poprosiłem Miriam, by za mnie wyszła, a ona się zgodziła – wyszczerzył się zadowolony, ale jego mina szybko zrzedła. Niemal cały stół zastygł, przyglądając mu się z zaskoczeniem.

Eva i Jamie wymienili nerwowe spojrzenia. Dlaczego oni musieli być obecni przy ogłaszaniu tej nowiny? Ale gdy rozejrzeli się wokół, zdali sobie sprawę, że nie tylko oni zostali niemile zaskoczeni radosnymi wieściami. Od Bożego Narodzenia Albus spotykał się z trzema dziewczynami, najdłużej, trzy miesiące, wytrwał właśnie z Miriam. Wszyscy byli pewni, że niedługo zastąpi ją kolejna krótkoterminowa dziewczyna. Zaręczyny były ostatnia rzeczą, jakiej się spodziewali. Potterowie wymieniali nerwowe spojrzenia, zupełnie jakby niemo wykłócali się, kto powinien pierwszy się odezwać.

– Gratuluję – mruknęła w końcu Ginny, choć jej twarz wyprana była z emocji.

– Jesteście w ciąży? – zapytała Lily w tym samym czasie, znacznie głośniej i wyraźniej, niż matka.

– Nie! – odpowiedział zdecydowanie Albus, teraz świdrując swoją rodzinę wzrokiem. Wyglądał na zranionego ich obojętnością. Czy nie tego od niego oczekiwali? By się ustatkował z jakąś miłą dziewczyną? I czy nie powinni przynajmniej spróbować się cieszyć jego szczęściem? Zaręczyny Jamesa były powodem niewiędnącego uśmiechu Ginny przez trzy dni. Kiedy Lily zaręczyła się z Sergiusem, Harry nucił swoją weselną piosenkę pod nosem przez niemal tydzień.

Dla niego samego najwyraźniej zabrakło uśmiechów i radości. Rozumiał, że nie zawsze zgadzali się z tym co robił, ale czy naprawdę Miriam zasłużyła na tak chłodne przyjęcie w rodzinie?

– Cieszymy się, oczywiście – powiedział Harry siląc się na uśmiech. – Nieco nas zaskoczyłeś, to wszystko. Gratulacje! – dodał, choć nie wzniósł toastu, ani nie podniósł się do życzeń.

– Własnie, gratulacje! – wyszczerzył się James, ale uśmiech szybko spełzł mu z twarzy.

– Za Albusa i Miriam! – Sergius wzniósł kieliszek wina do góry, czekając, aż pozostali pójdą za jego przykładem. Lily posłała mu wdzięczne spojrzenie, musieli jakoś rozładować tą niezręczną sytuację, ale Potterowie byli w zbyt głębokim szoku, by choć przez chwilę pomyśleć o dobrym wychowaniu. Sergius sam był zaskoczony i nie podobała mu się cała ta sytuacja, ale widząc zawiedzioną minę Miriam, zrobiło mu się jej żal. Cóż dziewczyna winna, że ma narzeczonego idiotę?

– Za Albusa i Miriam! – powtórzyli wszyscy i wypili zawartość swoich kieliszków niemal jednym susłem

 

 

***

Alana Henderson – Wax and wane

 

Stąpała nerwowo z nogi na nogę. Jej serce kołatało między żebrami. Co miałaby mu powiedzieć po tak długim milczeniu? Do wesela Elaine został już jedynie tydzień i kiedyś musiała stawić czoła wyzwaniu.

Przed spotkaniem ze Scorpiusem wydawało sie jej, że wszystko inne musiało być dziecinnie proste. Ale spotkanie przeszło bez kłótni i wzajemnych pretensji. Taki tok wydarzeń zaskoczył ich oboje, ale biorąc pod uwagę, że musieli spędzać ze sobą całe dnie przygotowując wesele, cieszyli się, że mogli znów ze sobą rozmawiać jak para starych znajomych.

Ale teraz musiała stawić czoła kolejnemu wyzwaniu. Nie wiedziała Draco od tak dawna, że niemal zapomniała, jak wspaniale się czuła za każdym razem, kiedy szczerze rozmawiali. Dlaczego go unikała? Powodów było wiele i była pewna, że do jakieś stopnia Draco mógł je zrozumieć. Ale przecież minęło już tyle czasu! Nazbyt wiele by wciąż wykręcać się ta samą wymówką. Jeżeli mogła się zdobyć, by porozmawiać spokojnie i szczerze ze Scorpiusem, tym bardziej była w stanie porozmawiać z Draco.  A jednak wciąż go unikała.

– Rose – usłyszała przyjemnie znajomy głos.

– Draco – uśmiechnęła się lekko. Wzięła głęboki wdech.

Nie podszedł do niej, nie przytulił, nie przywitał. Czyżby był na nią zły? Miał całą masę powodów, zdawała sobie z tego sprawę.

– Może usiądziemy? – zapytał. Ton jego głosu był dość oficjalny, choć wciąż przyjazny. Z jego twarzy trudno było wyczytać jakiekolwiek emocje.

Usiadł na ławeczce przed kaplicą, rozglądając się wokół z zainteresowaniem.

– Niemal zapomniałem, jak tu pięknie – powiedział, bardziej do siebie, niż do niej. – Wybacz, Rose, że zabieram ci cenny czas. Ale nie prosiłbym o spotkanie, gdyby nie było to konieczne. Wiem, że nie chcesz mnie widzieć.

Rose spojrzała na niego i próbowała zaprzeczyć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej gardła. Czy naprawdę miała prawo zaprzeczać, kiedy od miesięcy nawet nie odpowiadała na jego listy?

Poczuła, jak krew powoli napływa do jej policzków. Najchętniej zapadła by się pod ziemię. Gdyby przynajmniej na nią krzyknął lub ostro zadeklarował swoje wyrzuty. Ale najwyraźniej Draco nie zamierzał wspominać ich długoletniej przyjaźni w ogóle. Ba! Nawet nie zamierzał się zachowywać, jakby kiedykolwiek byli przyjaciółmi. Nie patrzył na nią w ogóle, wciąż zapatrzony w park wokół kaplicy. Jego ton i postawa przypominały te, które zazwyczaj używał przy biznesowych spotkaniach, których tak często bywała świadkiem.

Usiadła obok niego bez słowa, czekając na wyjaśnienie tego nagłego i nie cierpiącego zwłoki spotkania.

– Chodzi o Elaine. Ja, Astoria i Zeus bardzo się o nią martwimy – powiedział, po raz pierwszy spotykając jej oczy. Wciąż się do niej nie uśmiechał i uciął kontakt wzrokowy przy pierwszej nadarzającej się okazji. Stado ptaków odlatujących z najbliższego drzewa zdawała się o wiele bardziej interesująca.

– Jest bardzo zdenerwowana ślubem – westchnęła Rose, wściekła, że nie potrafiła się zdobyć na bardziej elokwentną odpowiedź. Chciała go przeprosić, powiedzieć, by na nią nakrzyczał, zwyzywał może. Wszystko było lepsze od tego sztywnego traktowania, jakby zupełnie się nie znali, a jedynie załatwiali wspólny interes.

– Tak, ale chyba myślimy o zupełnie innych powodach – powiedział po chwili Draco przyglądając się jej uważnie. – Zgaduję, że Elaine nie wspominała ci o snach?

– Snach? – zapytała, ciesząc się każdą sekunda poświęconej jej uwagi.

– Elaine od kilku tygodni ma koszmary – powiedział cicho Draco, ponownie odwracając wzrok. – W każdym z nich Maria morduje Franka w dniu ich ślubu. Elaine wierzy, że te sny to ostrzeżenie. Dlatego przełożyła wesele. Wydaje nam się, że chce w ten sposób zmylić zmylić Marię.

Rose spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami.

– Nic mi nie mówiła – odpowiedziała z wyrzutem Rose. Gdyby Draco miał rację, zachowanie Elaine miałoby całkowity sens. Tylko dlaczego nic jej nie powiedziała? Czyżby nie ufała jej wystarczająco? Czy nie przeszły razem wystarczająco, by móc na sobie polegać w takiej sytuacji?

– Nie wiem, dokładnie, co się dzieje. Ja i Astoria próbowaliśmy ją przekonać, że to tylko sny.

– A co, jeśli to nie są tylko sny? – zapytała niepewnie Rose.

– Razem z Zeusem szukamy Marii. Zniknęła nam z oczu jakiś czas temu. Nie powiedzieliśmy nic o tym Elaine, żeby jeszcze bardziej jej nie nakręcać. Ale obawiam się, że niewiele to pomogło i zwerbowała Scorpiusa do pomocy – westchnął Draco, rzucając jej krótkie, beznamiętne spojrzenie.

– Scorpiusa? – zdziwiła się Rose.

– Tak. Astoria była nieco zawiedziona, że dzieciaki uważają ją za na tyle głupią, by się nie zorientować, ale to nieistotne. Scorpius pomaga Elaine, ale nie wiemy, jaki dokładnie jest ich plan. Problem w tym, że nie wiemy, co im może strzelić do głowy. Dlatego potrzebujemy twojej pomocy.

Rose mogłaby przysiąc, że wypowiedział ostatnie zdanie z niechęcią, którą usilnie próbował zamaskować. Czy naprawdę aż tak bardzo nie chciał mieć z nią nic wspólnego?

– Okej, ale jak ja mam w tym wszystkim pomóc, skoro Elaine  nawet nie ufa mi wystarczająco, żeby wspomnieć o koszmarach – zapytała.

– Gdybyś mogła wyciągnąć ze Scorpiusa co zamierzają, byłoby świetnie. Elaine się boi, a w takim stanie łatwo o zrobienie czegoś głupiego. No i umówmy się, Scorpius też nie słynie z genialnych pomysłów. Po prostu chcemy się upewnić, że nie zrobią nic głupiego, to wszystko. Wiem, że ty i Scorpius znów jesteście w dość dobrych stosunkach, na pewno znajdziesz sposób, żeby ci wszystko wyśpiewał – powiedział Draco, po czym westchnął głośno. – Myślisz, że mogłabyś to dla nas zrobić?

Rose spojrzała na niego, marszcząc czoło.

– Pomogę – powiedziała stanowczo. Próbowała dodać coś jeszcze, ale po raz kolejny jej struny głosowe zawiodły. A przecież chciała mu powiedzieć, że przeprasza, i żeby się już na nią nie złościł.

Kiwnął głową i podniósł się z miejsca.

– W takim razie nie będę zabierał ci więcej czasu. Jeśli się czegoś dowiesz, proszę, daj nam znać najszybciej, jak można – powiedział i odwrócił się na pięcie.

– Draco! – podniosła się z miejsca i złapała go za nadgarstek.

Odwrócił i się, zdziwiony, uważnie się jej przyglądając.

– Proszę, nie karz mnie w ten sposób – powiedziała cicho, puszczając jego nadgarstek. – Ja wiem, że byłam okropna, ale nie karz mnie, traktując, jak kogoś obcego.

Patrzyła na niego błagalnie, rada, że wreszcie na nią spojrzał.

– Rose – zaczął poważnie. – Wiem, że Scorpius bardzo cię skrzywdził. Naprawdę to rozumiem. Rozumiem też, dlaczego na początku nie chciałaś mnie widzieć. Intymne rozmowy z niedoszłym teściem najpewniej nie należą do najprzyjemniejszych. Ale czas mijał i nie miałaś problemu, by spotkać się z Evą, czy z Elaine. Na żaden z moich listów nie odpowiedziałaś, nawet ten, który wysłałem dwa tygodnie temu, kiedy Elaine przełożyła ślub. Szczerze, byłem bardzo zdziwiony, że odpowiedziałaś na ten, który wysłałem wczoraj.

– Wiem – powiedziała cicho. – Przepraszam. Nie wiedziałam, jak mam z tobą rozmawiać. Im dłużej z tobą nie rozmawiałam, tym trudniej było się przemóc…

– Rose, nie jesteś już dzieckiem. Dziecinne zachowania ci nie przystoją – odpowiedział spokojnie. – Nie karzę cię poprzez traktowanie cię, jak kogoś obcego. Traktuje cię tak, jak ty traktowałaś mnie przez ostatnie miesiące i jak najwyraźniej sama chciałaś być traktowana przeze mnie. Bądź pewna Rose, że nie będę ci się więcej narzucał – dodał poważnie. – Prawdę mówiąc, nie zamierzałem cię prosić o pomoc, ale Astoria była dość uparta w tej kwestii. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do pracy. Mam dziś kilka ważnych spotkań.

Odwrócił się na pięcie i odszedł energicznym krokiem.

Wkrótce i jego oddalające się kroki ucichły.

– Przepraszam – wyszeptała.

 

 

***

Kendra Morris – Banshee

 

– O czym chciałeś porozmawiać? – zapytała Eva krzyżując ramiona na piersi, jakby przygotowując się mentalnie na kolejny cios. Czy kiedykolwiek poważne rozmowy z Albusem kończyły się dobrze? Jej serce szalało miedzy żebrami, oddychała płytko, choć starała zachować się neutralny wyraz twarzy. Może tym razem to miało być coś dobrego? Może dorósł nieco i dał sobie spokój z dziecinnymi gierkami na uczuciach jej i Grace? Część jej była zawstydzona swoimi czarnymi myślami. Przecież ludzie mogą się zmienić.

– Jak już wiesz, ja i Miriam zamierzamy się pobrać – powiedział poważnie, opierając się o blat.

– Bardzo się z tego powodu cieszę, Al. Naprawdę.

– Ale to jeszcze nie wszystko.

– Nie wszystko? – wydukała. Czego mogła się spodziewać? Jej myśli ścigały się ze sobą i do głowy przychodziły jej dziesiątki pomysłów.

– Chcemy mieć rodzinę. Prawdziwą rodzinę.

Ewa nerwowo poprawiła włosy. Czyżby Miriam, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, była w ciąży? To by wyjaśniało rychłe zaręczyny, ale czemu było dla niego tak ważne, by powiedzieć jej o tym osobiście? Do tej pory nie konsultował z nią żadnych życiowych decyzji, które mogłyby w jakiś sposób dotyczyć Grace lub jej samej, więc co się zmieniło?

– I pomyślałem, że Grace także zasługuje na prawdziwą rodzinę, z obojgiem rodziców.

– Nie rozumiem? – przyjrzała mu się dokładniej, próbując rozszyfrować nieco zmieszany wyraz na jego twarzy.

– Ja i Miriam będziemy rodziną, planujemy więcej dzieci w przyszłości, a Grace powinna mieć stabilny dom. Decyzja należy do ciebie, oczywiście, ale chciałbym, żebyś się zastanowiła. Ja myślę… Myślę, że byłoby dobrze, gdyby Grace zamieszkała z nami, miałaby wtedy prawdziwa rodzinę, z czasem też rodzeństwo…

Ewa patrzyła na niego z otwartymi ustami. Mówił dalej, ale z trudem rejestrowała jego kolejne słowa. Musiała źle zrozumieć, musiała go źle usłyszeć. Nie wierzyła, że znów zamierzał zaczynać walkę o opiekę, kiedy ostatnim razem skrzywdził tylu ukochanych mu ludzi na swojej drodze.

Nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa. Czy naprawdę zaprosił ją na tą rodzinną uroczystość, tylko po to, by oznajmić jej, że zamierza zabrać jej córkę? Mógł to sobie ubierać w piękne słowa, mówiące o prawdziwej rodzinie dla Grace, ale czy naprawdę byłaby to taka wspaniała rodzina, kiedy Grace z trudem nazywa go tatą? Czy naprawdę sądził, że tak po prostu zamierzała mu oddać swoje dziecko?

– Ty chyba do końca zwariowałeś! – jej myśli dokładnie, choć nie ona je wypowiedziała. Spojrzała w bok, podobnie jak Albus. Jamie stał w drzwiach kuchni, ze skrzyżowanymi na piersi ramionami. Jego policzki były nieco zarumienione, podejrzewała tylko, że ze złości. Jego mina była poważna, oddychał ciężko, lekko kręcąc głową, jakby w niedowierzaniu.

– Nikt cię nie pytał o zdanie Ellsworth, nie jesteś jej ojcem! – syknął Albus.

– A ty nim jesteś? – zapytał z pogardą Jamie.

– Mogło umknąć to twojej uwadze, ale tak się złożyło, że jestem! – odpowiedział unosząc ręce w powietrze w geście irytacji.

– Nie rozśmieszaj mnie! Tylko dlatego, że ofiarowałeś nieco spermy nie robi z ciebie ojca!

– Tylko dlatego, że pieprzysz jej matkę, nie robi ojca z ciebie! – syknął Potter.

Jamie dyszał ciężko ze złości, zaciskając mocno pięści, zastanawiając się, czy wystarczy mu samokontroli, by go nie uderzyć. Spojrzał ukradkiem na Evę, bladą, nadal w lekkim szoku po tej jakże hojnej ofercie.

– Zabierzesz Grace po moim trupie! – powiedział cicho Jamie.

– To się da zorganizować – wycedził przez zęby Albus.

– Jest tylko jeden problem, Potter – oczy Jamiego zwęziły się w szparki. – Ja się ciebie nie boję. Eva, idziemy! – powiedział wyciągając do niej rękę.

Nie musiał powtarzać dwa razy. Jego żądanie wyrwało ją z amoku, ale nie zamierzała protestować. Chciała jak najszybciej stamtąd wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza i może obudzić się, bo to przecież musiał być zły sen.

Kiedy wyszli z kuchni, Jamie pierwszy, zaraz za nim, trzymając jego dłoń truchtała Eva, oboje z poważnymi minami. Jamie, czerwony ze złości, Eva, blada z niedowierzania. Nie obdarzyli choćby jednym krótkim spojrzeniem żadnego z pozostałych Potterów, chcieli jedynie opuścić ten dom i nigdy nie wracać. Żadne z nich nie wierzyło, że Harry, James lub Lily wiedzieli o rodzinnych planach Albusa, ale nie mieli ochoty, by je dyskutować w szerszym gronie.

– Eva, wszystko w porządku? – zapytał Harry podnosząc się z miejsca, ale żadne z  nich nie raczyło mu odpowiedzieć.

– Gracie, idziemy do domu! – zarządził Jamie puszczając dłoń Evy, po czym podniósł dziewczynkę z podłogi, nie zatrzymując się nawet, a jedynie zwalniając kroku.

– Ale jeszcze nie skończyliśmy gry! – zaprotestowała.

– Skończycie ją innym razem, dobrze? – powiedział stanowczym, ale uprzejmym tonem, nadal nie patrząc na pozostałych Potterów, ruszył w stronę wyjścia, Eva tuż za nim, gorączkowo trzymając się jego pleców, jakby w obawie, że gdyby tylko go puściła choćby na ułamek sekundy, świat miałby ich podzielić.

– Eva! Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać! – Albus dogonił ich w przedpokoju.

– A własnie, że tak – powiedziała Eva, wreszcie odzyskując swój głos, po czym zatrzasnęła za sobą drzwi.

W jadalni zapanowała martwa cisza i wszyscy zdawali się zastygnąć w jednej pozycji. Dzieci, bawiące się na podłodze, które wciąż wpatrywały sie w drzwi, za którymi zniknęła towarzyszka ich zabawy. Harry wciąż stał oparty dłońmi o stół. Ginny wpatrująca się w przedpokój z otwartą buzią, podobnie jak James i Natalie. Miriam, Lily i Sergius świdrowali Albusa wzrokiem.

– Albus, co się stało? – zapytał Harry cicho, zamykając oczy. Przyłożył palce do nasady nosa i wziął głęboki wdech, czekając na odpowiedź syna, choć podejrzewał do pewnego stopnia, jak mogła brzmieć.

– Ellsworth się wtrąca w sprawy, które go nie dotyczą, to się stało – wycedził Albus.

– Jeśli coś dotyczy Evy to automatycznie dotyczy to też Jamiego. Tak jak wszystko co dotyczy mnie, dotyczy też Sergiusa i odwrotnie – powiedziała chłodno Lily.

– Ale o czym rozmawiałeś z Evą? – dopytywała się Ginny. – Była blada jak mleko, kiedy wychodzili.

– Chciałem tylko zapewnić Grace prawdziwa rodzinę. Powiedziałem jej, żeby sie zastanowiła. Pomyślałem, że skora ja i Miriam się pobieramy, to byłoby lepiej dla Grace dorastać w domu z dwojgiem porządnych rodziców…

– A kto niby u was ma być tym drugim porządnym rodzicem? – zapytała Lily zakładając nogę na nogę, kołysząc nią z zawrotna prędkością. – Bo chyba nie miałeś na myśli siebie?

– Lilka, nie zaczynaj. Ja tylko chce dobrze – żachnął się Albus.

– Ja pierdole i znowu to samo – jęknęła Natalie podnosząc się z miejsca.

Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni, nigdy nie przeklinała przy dzieciach i nawet James zdawał się zaskoczony jej nagłym wyznaniem.

– O co ci chodzi? – warknął Al. – Co znowu to samo? Hę?

– Znowu te wszystkie bzdury w stylu ja chcę dobra Grace. Wszyscy wiemy, że Grace nie obchodzi cię ani trochę! Chcesz dać jej dom? Proszę cię, nie rozśmieszaj mnie. Po prostu żal ci dupę ściska, że po tym wszystkim co jej zrobiłeś, Eva nie przyjęła cię z otwartymi ramionami. Nie możesz znieść, że układa sobie życie na nowo! Ty się zastanów człowieku, co ty w ogóle robisz. I te całe zaręczyny po trzech miesiącach znajomości? Myślałeś, że będzie zazdrosna, czy coś? Człowieku, żyj i daj żyć innym! James, dzieciaki, wychodzimy! – zarządziła Natalie odchodząc od stołu.

Dzieciaki, jak nigdy, w mgnieniu oka przygotowały się do wyjścia, a i James specjalnie się nie ociągał. Ten obiad i tak był drętwy i wszyscy byli zadowoleni, że tak szybko się zakończył.

– Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia? – zapytał z wyrzutem Al.

– Czy naprawdę trzeba coś jeszcze mówić? – zapytała Lily podnosząc się z miejsca. Sergius szybko poszedł w jej ślady. – Nat podsumowała nasze myśli idealnie. Mamo, tato – kiwnęła głowa na pożegnanie i razem z Sergiusem zniknęli w salonie.

Ginny podniosła się z miejsca bez słowa, wyciągając różdżkę. Wymamrotała kilka zaklęć pod nosem i wszystkie naczynia ze stołu uniosły się i ułożyły w stosy naczyń, by podryfować do kuchni. Jej usta były zaciśnięte w prostą kreskę, ale nie miała ochoty na rozmowy. Bała się, że tym razem wypowie jedno słowo za dużo. Zresztą, ile razy można wałkować ten sam temat? Była już tym wszystkim zmęczona. I jeszcze te przyspieszone zaręczyny! Nie, dziś nie było dobrym dniem na wyrażanie opinii.

Harry spojrzał na swoją żonę i wiedział dokładnie, co działo się w jej głowie. Próbowała nie wybuchnąć. Sam miał ochotę wrzeszczeć. Miał jedynie nadzieję, że Eva wiedziała, że nikt z rodziny nie popierał śmiesznych żądań Albusa.

Westchnął głośno i ruszył za Ginny do kuchni. On też nie miał w tym momencie ochoty na długą i zazwyczaj bezowocną dyskusję z Albusem.

– Powiedziałeś Evie, że chcemy jej zabrać Grace? – zapytała cicho Miriam wpatrując się w swoje splecione na stole dłonie.

Albus wzdrygnął się nieco słysząc jej głos. Niemal zapomniał, że jego narzeczona nie wyszła z jadalni za przykładem pozostałej części rodziny.

– Grace to moja córka. Chce dać jej dom. Więc tak, powiedziałem to Evie. – odpowiedział siadając obok niej. Wyciągnął do niej dłoń, ale ta położyła swoje na kolanach, poza jego zasięgiem.

– A zamierzałeś mi o tym powiedzieć? – zapytała cicho.

– Grace to moje dziecko, nie ukrywałem przed tego przed tobą – odpowiedział zirytowany. – Nie wiem, w czym problem.

– Albus, o takich rzeczach się najpierw rozmawia, rozumiesz? Nie możesz podejmować takich decyzji sam, jeżeli mamy wspólnie dzielić życie! Jak ty sobie to wyobrażasz? Nie stać nas na większe mieszkanie. Gdzie Gracie miałaby spać? Nie mamy dla niej nawet pokoju! Poza tym, co ci nagle strzeliło do głowy, że Grace nie ma prawdziwej rodziny? Wiele dzieci wychowuje się z jednym rodzicem i jakoś wychodzą na ludzi. Eva jest świetną matką!

– Ty też zaczynasz? – rzucił ostro Albus. – Eva to, Eva tamto, Eva siamto. A co z tym całym typem? Tym Ellsworthem. Czy nikogo nie obchodzi jaką on ma reputację?

– Wiesz co? – zapytała cicho podnosząc się od stołu. – Zaczynam myśleć, że może oni wszyscy mają rację. Może naprawdę wciąż ja kochasz i nie możesz znieść myśli, że wybrała kogoś innego – rzuciła chłodno, ocierając łzę, która popłynęła po jej policzku. Odwróciła się na pięcie i wyszła z domu Potterów.

– To był jedynie taki pomysł… – wymruczał do siebie.

 

***

Patrick Watson – Sit down beside me

 

 

– Eva? – zdziwił się Willy. Opuścił czytaną w fotelu gazetę, by spojrzeć na córkę. – Myślałem, że wrócicie później. Coś się stało? – dodał zmartwiony.

– Nic się nie stało – odpowiedziała sztywno. Wiedziała, że nie brzmiała przekonująco, ale to nie było istotne. Starała się nie mówić źle o Albusie przy Grace, a w tym momencie miała trudności z przypomnieniem sobie choćby dlaczego kiedykolwiek zwróciła na niego uwagę?

Jej ojciec kiwnął głową, na znak, że rozumie.

– Gracie, chodź, pobaw się trochę z dziadkiem. Nie widziałem cię prawie cały dzień – powiedział, widząc rozgniewaną minę Jamiego. Cokolwiek się stało, zapewne chcieli o tym porozmawiać z Evą sam na sam.

Gdy tylko dziewczynka podbiegła do dziadka, Eva i Jamie ruszyli do sypialni kobiety, tupiąc nieco głośniej, niż zazwyczaj, ale jakoś musieli dać upust swojej złości. Drzwi też zatrzasnęli z większym impetem, niż zazwyczaj. Jamie usiadł na brzegu łóżka i schował twarz w dłoniach. Miał ochotę wrzeszczeć. Wypuścił głośno powietrze, odpinając nerwowo górne guziki koszuli. Starał się, naprawdę starał się być miły, ale coś w Potterze irytowało go tak bardzo, że ciężko mu było sie opanować.

Spojrzał na Evę, która dreptała nerwowo pod oknem, obgryzając kciuk. Zapewne nie zaśnie tej nocy, pomyślał gorzko. Będzie się martwic godzinami, co teraz zamierza zrobić Potter. Zwłaszcza po jego własnej interwencji. Zapewne jego udział tylko pogorszy sprawę, ale czy mógł tak po prostu stać i nie reagować?

– Eva, przepraszam, że się uniosłem u Potterów – powiedział podnosząc się z łóżka. – Wiem, że to pewnie jeszcze bardziej rozzłościło tego fiuta, ale nie mogę pozwolić, żeby cię tak traktował – stanął naprzeciwko niej i spojrzał jej w oczy, które szkliły się niebezpiecznie. – Za każdym razem, gdy tylko zobaczy, że może jesteś odrobinę szczęśliwa, on szuka sposobu, żeby to zniszczyć. I te całe żałosne zaręczyny! Daj spokój, to najbardziej desperacki ruch, na jaki do tej pory się zdobył… Co za typek! – wycedził Jamie.

Eva spojrzała w bok. Bała się powiedzieć choćby słowo. Nie była pewna, czy byłaby w stanie opanować listę obelg, które w tym momencie przychodziły jej do głowy, myśląc o Albusie.

– Eva, no powiedź coś, nie gniewaj się na mnie… Nie pozwolę mu zabrać nam Grace.

Nam? – wydukała zaskoczona, zapominając kompletnie o Albusie.

– No, wiem, że Grace nie jest moją córką… – zaczął się tłumaczyć. Był pewien, że Eva zaraz rzuci na niego jakąś klątwę. Najpierw rozjuszył Albusa, a teraz przywłaszczał sobie Grace. – Miałem tylko na myśli, że to świetny dzieciak i nie pozwolę, żeby Potter ci ją zabrał. Ja wiem kicia, że ty teraz musisz być na mnie zła…

Zamknęła mu usta pocałunkiem. Na początku zesztywniał zaskoczony, ale szybko się rozluźnił i objął ją ramionami.

– Nie chcesz mnie zabić? – wymruczał.

– Za co? – zdziwiła się. – Jamie, kiedy pojawiłeś się w moim życiu po raz pierwszy od dawna poczułam, że nie jestem z tym wszystkim sama, ale nigdy tak mocno jak dziś… Wiesz, po raz pierwszy nie martwię się, czy to się dobrze skończy. Po prostu jestem wściekła na Albusa. Tylko tyle.

– Czasami żałuję, że nie powiedziałem aurorom od kogo pochodziła ta zatruta butelka whiskey… Czasami żałuję, że nie posadziłem go w Azkabanie, kiedy miałam na to szansę, przynajmniej mielibyśmy teraz spokój – powiedział cicho Jamie.

Eva spojrzała na niego zmartwiona. Pogłaskała jego policzek.

– Jamie, myślisz, że on mówił poważnie? Kiedy powiedziałeś, że zabierze Grace po twoim trupie, a on powiedział, że da się to zorganizować? – zapytała niepewnie. Jeszcze rok lub dwa wcześniej, nie uwierzyłaby, że Albus był zdolny do czegoś takiego, ale teraz nie była tak pewna. Harry twierdził, że ktoś próbował go wrobić, gdy Jamie został otruty, ale czy ojciec nie zrobiłby wszystkiego co w jego mocy, by ratować swoje dziecko?

– Nie martw się, kotku – pocałował ją w czoło. – Ja się go nie boję. Zresztą, pies który dużo szczeka nie gryzie. Poza tym, nawet gdyby coś zrobił, myślisz, że Charlotte pozwoliłaby, żeby uszło mu to na sucho? Pomyśl, nie musiałabyś się wtedy martwić o prawa do opieki – uśmiechnął się łobuzersko.

– Wiem, że Charlotte zamknęłaby go w najciemniejszej celi w Azkabanie, ale znacznie bardziej wolałabym ciebie w jednym kawałku – odpowiedziała poważnie Eva.

– Eva, czy naprawdę myślisz, że tak łatwo mogłabyś się mnie pozbyć? – zapytał uśmiechając się czarująco. – Kto by cię wtedy irytował? Doprowadzał do szewskiej pasji? O kim rozmyślałabyś całymi dniami? O kim byś wtedy fantazjowała?

– Fantazjowała? – uniosła jedną brew.

– Mhm. Fantazjowała.

– Jesteś nazbyt pewny siebie. Ktoś ci już to kiedyś powiedział? – zaśmiała się.

– Ty. Z milion razy – wyszczerzył się. – Ale, rozmawiając o fantazjach, myślisz, że gdybym ja sobie zafantazjował, że ta piękna sukienka, którą masz na sobie, magicznie znajduje się na podłodze, ukazując mi twoje piękne ciało, którym następnie zamierzam się rozkoszować, to by było do zrealizowania? – zapytał przygryzając wargę.

Uśmiechnęła się pod nosem. Jeszcze kilka tygodni wcześniej wywołałby rumieniec na jej policzkach. Ale zdążyła już przywyknąć. I podobało jej się to. Lubiła sposób, w jaki na nią patrzył.

– Zdefiniuj magicznie znajduje się na podłodze – odpowiedziała.

– Może lepiej będzie… zademonstrować. Wiesz, żeby mieć całkowita jasność – wymruczał jej do ucha.

 

**************************************************

Tak, wiem, mało Rose i Scorpiusa i nie ma Lysandra, ale ci będą głównymi bohaterami następnego rozdziału, obiecuję :)

xoxo

Hippie

8 Komentarze

  1. Ależ ze mnie beznadziejna czytelniczka. </3 Po nadrobieniu wszyściutkich rozdziałów ponownie musiałam nadrabiać. Nie to, że czytanie kilku rozdziałów pod rząd mnie nie cieszy (bo cieszy!), ale wolę regularnie komentować.
    Tak tylko na początku wspomnę, że przez ten czas zdążyłam zrozumieć (i ochłonąć z emocji, pewnie głównie dzięki temu zrozumiałam!), że ten Scorpius nie był głównym złym w związku Rose/Scorpius, ale Rose też coś tam od siebie dorzuciła, żeby ich zepsuć. Trochę to śmieszne, bo zwykle irytują mnie zazdrosne dziewczęta (wydają się takie zakompleksione!), ale u Rose tej zazdrości nie dostrzegałam.
    Ale okay, przechodząc dalej. Coś się święci. Chociaż "kukiełki" od początku wydawały mi się "zwyczajną" obyczajówką (co wcale mi nie przeszkadzało!), to od kilku(nastu?) rozdziałów czuć, że coś wisi w powietrzu, a niedawno zostało to w jakiś sposób potwierdzone. Nie wiem, czy czeka nas wojna czy coś innego, ale (kursywa) ekscytuję się. Bardzo.
    Dobra, przejdę w końcu do rozdziału…
    Albus. Boże, zastanawiam się czy on będzie w stanie w swoim życiu zrobić jeszcze coś, przez co te wszystkie świństwa, które zafundował Eve, będę wstanie mu wybaczyć. Bo póki co to czuję do niego tak wielką niechęć, że nie przeszkadzałoby mi, żeby umarł. X'D I liczę na to, że Miriam rzuci mu pierścionkiem zaręczynowym w twarz, bo na pewno zasługuje na kogoś lepszego! (PS: Jaimie/Eve są cudowni i mam nadzieję, że Albus nie odwali czegoś, co by tę parę totalnie rozwaliło)
    I, och, mam złe przeczucia co do ślubu Elaine i Franka i tak bardzo mam nadzieję, że to tylko moje przewrażliwienie i nic złego się nie stanie. Ale nie zdziwiłoby mnie gdyby było inaczej. Za dobrze im się układało (pomimo kłótni o Albusa), byli zbyt idealni. Trzymam za nich kciuki mocno. A jeśli nie wypali, to najwyżej oczyszczę się łzami! X'D
    Przepraszam, że ten komentarz jest trochę bełkotliwy i to niemal pewne, że jest w nim masa literówek, ale dzisiaj nie mam już siły, żeby to sprawdzić.

    • Hej :) Wszyscy cierpimy na niedomiar czasu, take nic sie nie martw. Jak widzisz, ja tez już dawno nie dodałam rozdziałów w odstępie mniejszym niż trzy tygodnie:/
      Tak, jak się na rzeczy patrzy chłodnym okiem to zupełnie inaczej wyglądają, nieprawdaż? Ale wiesz, przynajmniej coś sama zrozumiała. Kto wie, może wszystko się jeszcze ułoży miedzy nią a Scorpiusem. Może nie. Ale cenna lekcja na przyszłość pozostanie.

      Heh, nie będę zaprzeczać. Coś się święci. Co dokładnie nie powiem, ale mam nadzieję, że się nie zawiedziecie pod żadnym względem. Możecie mnie potem trochę znienawidzić, trochę pokochać, ale nie wybiegajmy za daleko w przyszłość :)

      No Albus nigdy nie zawodzi jeżeli chodzi o sprowadzanie zmartwień, ale wiesz, jak pies dużo szczeka nie gryzie :P Jego przyszłość jest jak enigma, chyba sam do końca nie wie czego chce, ale może coś zrozumie kiedyś. Z naciskiem na „kiedyś”.
      Eva i Jamie mają pod górkę, nie ma co ukrywać, i pewnie zawsze będą mieć trochę pod górkę z Albusem pod ręką, matką Jamiego, jego byłą żoną i wścibskimi papparazzi. Ale wiesz, czasami jak ma się tak pod górkę to i się człowiek tak zaweźmie i powie”ja wam pokaże!”. Także trzeba czekać, czekać i obserwować. I wtedy będzie wiadomo na pewno:)

      No w sprawie Elaine i Franka dużo poradzić nie mogę, ani nic powiedzieć. Bo ja nic nie wiem. Co oni zrobią, wiedzą tylko oni sami. Ja tu tylko spisuję fakty.

      Heh, nie ma się co martwić, ja tez tak nieraz mam, że napisze szybko wiadomość, a potem dostaję odpowiedz o treści „okej, weź to napisz jeszcze raz, tylko po polsku/angielsku(zależy z kim pisze)”.

      xoxo
      Hippie

  2. Cześć dawno mnie tu nie było i za to bardzo cię przepraszam ale wracając do rozdziału to mówiąc sczerze on jest świetny. Spodziewałam się że Albus się oświadczy Miriam czy jak ona ma tam na imię ale gdy Lilka wyskoczyła z tym pytaniem czy Mir (od dzisiaj ją tak nazywam) jest w ciąży to spadłam z krzesła i zaczęłam się tarzać po podłodze ze śmiechu. Bardzo ale to bardzo jest mi żal Rose choć mówiąc szczerze sama sobie nagrabiła. Nie mogę się doczekać ślubu Elaine z Frankiem i mam nadzieje że jej sny się nie spełnią,a i jeszcze jedno ostatnio przypomniałam sobie taką jedną drugoplanową bohaterkę Mie. Co z nią bo jak sięgnąć pamięcią wstecz to jeszcze w hogwarcie chodziła z przyjacielem Scora (jego imienia już nie mapiętam).

    • Wszystko jest spoczko, nic się nie przejmuj:) Wszystkie mamy jakieś życie poza internetami :D
      Heh, myślę, ze wiele chciałoby postawić Lilce pomnik :)
      Rose jest jeszcze zagubiona, ale myślę, że jakoś sie ogarnie. Może nie. Kto wie? trzeba poczekać i zobaczyć, jak to rozegra.
      A u Mii wszystko dobrze. Nadal jest z Markiem, póki co bez większych problemów. W rozdziale 89(„Wesele”) wzięli ślub :) W rozdziale 88.(„Niechciane, miłosne wyznania”) razem z Elaine wyciągały Rose z ukrycia i błagały, żeby przyszła na wesele.
      Niedługo znów sie pojawi, na pewno przy okazji wesela Elaine i Franka własnie, Mark Scorpius i Elaine zawsze byli ze sobą blisko, więc nie mogłoby ich zabraknąć :)
      Mam nadzieje, że rozjaśniłam sytuację :)

      xoxo
      Hippie

  3. Witaj Hippie!
    Dawno mnie tu nie było-masa obowiązków i innych nudnych rzeczy
    Co do rozdziału, jak zwykle genialny
    Rose, coś ty uczyniła? Odsunąć od siebie takiego przyjaciela
    Każdy z nas nie zdaje sobie sprawy, że nasze czyny mogą nie mieć odwrotu. Pozostaje tylko czekać i mieć nadzieje
    Jamie… Ach ci blondyni zawsze kradną moje serce
    Albus to idiota. Tyle w temacie. Dziękuję bardzo.
    Całusy
    Śliczna

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.