90. Zgoda buduje

A więc, na początku duża dedykacja dla wszystkich tegorocznych maturzystek :) Powodzenia i pamiętajcie, że matura to bzdura i ma się czym stresować. Ja na przykład przypomniałam sobie o maturze z historii dzień przed egzaminem i i tak napisałam na 70 %(a wybitnym uczniem nigdy nie byłam, zawsze mi leniuszek na plecach siedział :P)

Plus dedyk dla Lusi, która zasiliła grono Kukiełkowiczek :)

***

Eels – Mistakes of my youth

 

 

Dom wydawał się dziwnie cichy. Nie było słychać porannych odgłosów wstającego z łóżka Scorpiusa, ani skrzatów próbujących ściągnąć ją samą z łóżka. Było już dawno po śniadaniu więc i dźwięki zazwyczaj dochodzące z kuchni zanikły. Czy było tu już tak cały czas odkąd się wyprowadzili?

Puk! Puk!

Pochwaliła za wcześnie. Nie miała ochoty na rozmowy, choć wiedziała, że prędzej czy później Draco i Astoria staną się podejrzliwi wobec jej przeciągającej się wizyty. Minęły zaledwie dwa dni, liczyła na co najmniej cztery.

– Proszę! – mruknęła niechętnie, nie podnosząc nawet głowy.

Drzwi otworzyły się cicho i nie była zaskoczona, gdy zobaczyła w nich Astorię ze zmartwioną miną. Kobieta podeszła do łóżka i bez słowa usiadła na jego brzegu, przyglądając się uważnie obrazowi, który wisiał na przeciwległej ścianie.

– Nigdy go nie lubiłam – powiedziała po chwili nie spuszczając wzroku z malowidła. – Ale Draco nie chciał go wyrzucić za żadne skarby. Był w rodzinie od pokoleń. A potem ty go zobaczyłaś i po twojej minie już wiedziałam, że się go nie pozbędę – uśmiechnęła się lekko.

Elaine przyglądała jej się uważnie. Czyżby już wiedziała o jej kłótni z Frankiem i obraz miał być metaforą Albusa? Po raz kolejny nie doceniła Astorii, łudząc się, że kobieta będzie zbyt zajęta martwieniem się o wyjazd Scorpiusa.

– Wiesz, na początku myślałam, że przyjechałaś, bo martwiłaś się o mnie i Draco po naszej sprzeczce na weselu Marka – powiedziała wzdychając cicho. – Ale nie widziałam tu Franka nawet raz od tamtej pory, a na każdą wzmiankę o ślubie robisz się biała, jak ściana. Nie wspominając o tym, że brakuje ci pierścionka. Nie zrozum mnie źle, zawsze jesteś tu mile widziana i pod żadnym pozorem cię nie wyganiamy. Ale Draco bardzo się o ciebie martwi. Ja i Narcyza też. Coś się stało? – zapytała przyglądając się jej uważnie.

– W tej rodzinie nic się nie ukryje – mruknęła Elaine, po czym podniosła się do pozycji siedzącej. Odwróciła wzrok i zaczęła miętosić w dłoniach kawałek poszewki. – Prędzej, czy później i tak się dowiesz. Pokłóciłam się z Frankiem i oddałam mu pierścionek – powiedziała nie patrząc kobiecie w oczy. Oddała to nie było odpowiednie słowo, ale zamierzała się wdawać w szczegóły. Czego Astoria nie wie, to ją nie zaboli. Z resztą, nie potrzebowała pouczeń na temat rzucania pierścionkiem w twarz narzeczonego. Żałowała, że to zrobiła, gdy tylko dotarła do domu Malfoyów, ale było już za późno. – Więc tak naprawdę nie wiem, czy nadal jesteśmy zaręczeni i czy do ślubu dojdzie.

Astoria popatrzyła na nią zaskoczona. Spodziewała się sprzeczki, wielkiej awantury, ale zerwane zaręczyny?

– Ale dlaczego? Przecież wszystko między wami układało się świetnie! – oburzyła się Astoria.

– Frank chciał zaprosić Pottera na nasze wesele – wyjaśniła Elaine ze skwaszoną miną. – Pottera, rozumiesz?

– Ach… I wydaje ci się, że nie miał podstaw? – zapytała zdawkowo Astoria.

– Oczywiście! – odpowiedziała szybko Elaine, ale pod pobłażliwym uśmiechem Astorii westchnęła ciężko. – No, może nie do końca… – mruknęła przytulając swoje kolana.

– Frank i Albus znali się od dziecka, zawsze trzymali się razem – powiedziała Astoria. – Albus nie zachowywał się… Cóż, wszyscy wiemy jak się zachowywał ostatnimi czasy. Ale wiesz doskonale, dlaczego Frank chciał go zaprosić.

– Wiem – przyznała niechętnie. Nawet, kiedy Potter nic właściwie nie robił, siał zamęt. – Co nie zmienia faktu, że doprowadza mnie to do szału! Po tym wszystkim, co Potter zrobił i powiedział! Nie zasługuje na setną szansę! I nie zasługuje na Franka. Frank za to zasługuje na lepszych przyjaciół.

– I to powiedziałaś Frankowi? – zapytała Astoria uśmiechając się lekko, znała odpowiedź długo zanim zadała pytanie.

– Życie miało się stawać prostsze z wiekiem – jęknęła Elaine.

– Kto ci tak powiedział, dziecko? – zaśmiała się Astoria.

– Frank, tak właściwie – odpowiedziała, uśmiechając się smutno.

– Więc zadaj sobie jedno pytanie. Czy naprawdę nieobecność Albusa jest dla ciebie tak ważna?

– Ciociu, ale to nie chodzi o to, czy on przyjdzie, czy nie. Jedna osoba nie robi mi różnicy. Ale co, jeśli on coś wywinie? Co jeśli wyskoczy w środku ceremonii i powie że znalazł jakiś kosmicznie śmieszny powód, dla którego nie możemy się pobrać? – zaprotestowała Elaine. Była pewna, że jej własna matka jakimś cudem dowie się o weselu i spróbuje je zepsuć. I była na to przygotowana. Ale Potter nie mógł zepsuć ich ślubu, nie, kiedy Frank nadal w niego wierzył. – Wiesz, że jest do tego zdolny, nie zaprzeczaj! Nie chcę, żeby Potter złamał mu serce w dniu, który ma być najszczęśliwszym w naszym życiu!

Astoria uśmiechnęła się ciepło i pogłaskała ją po policzku.

– I wreszcie dotarłyśmy do sedna – powiedziała spokojnie. – Nie chcesz go tam, bo boisz się, że Albus złamie serce Frankowi.

– Nie chcę, żeby Frank był kolejną osoba na liście tych, których skrzywdził Potter. Nie zasłużył na to – powiedziała cicho Elaine.

– Wiem, kochanie – odpowiedziała Astoria uśmiechając się ciepło. – I rozumiem. Albus zrobił niemal wszystko, co było możliwe, by stracić zaufanie nawet najbliższych. Z drugiej strony, to nie grzech starać się widzieć dobro w innych. Myślę, że powinnaś porozmawiać z Frankiem. Wytłumacz mu, dlaczego nie chcesz Albusa na waszym weselu. Jestem pewna, że zrozumie.

Elaine spojrzała na nią podejrzliwie.

– Nie zamierzasz mi powiedzieć, że powinnam się ugiąć i zaprosić Pottera? – zapytała zdziwiona. Znała Astorię i wiedziała, że pod względem wybaczania była niemal tak łatwowierna, jak Frank. Może to jakaś psychologiczna sztuczka?

– To nie grzech, starać się widzieć w innych dobro. Ale to też nie grzech być ostrożnym wobec ludzi, którzy nie słyną z dobrego zachowania – odpowiedziała kobieta podnosząc się z miejsca. – Ale doprawdy, powinnaś już wstać. Wiesz, jaka Narcyza jest marudna, kiedy śpicie do południa. Zamierzam odwiedzić Scorpiusa popołudniu. Wybierzesz się ze mną?

– Myślisz, że przekonasz go, żeby został? – zapytała z powątpiewaniem Elaine.

– Wiem, że nie zmieni zdania. Ale jestem jego matką i muszę spróbować. Po weselu zdecydował się przyspieszyć wyjazd. Lysander wspomniał coś o kłótni z Rose.

– Sorry ciociu, ale ja nawet nie wiedziałam, że ze sobą rozmawiali… – mruknęła Elaine. – Ale chyba będzie lepiej, jeśli pójdziesz sama. Muszę porozmawiać z Frankiem.

Kobieta kiwnęła głową uśmiechając się lekko, po czym wyszła z sypialni zamykając za sobą drzwi.

 

 

***

Gavin James – Nervous(Live at Whelans)

 

 

Sowa wylądowała miękko na stosie papierów leżących na biurku. Zahukała cicho, próbując przywołać jego uwagę, ale kiedy ten nadal nie odrywał wzroku znad czytanego listu, dziobnęła go złośliwie w palec.

- Auć! – warknął do ptaka. – Przecież cię widzę, chciałem tylko doczytać akapit, ty paskudo! – syknął, odpinając kopertę od nóżki obrażonej sowy, która niemal natychmiast odleciała, uderzając go ogonem w twarz.

Lysander westchnął cicho otwierając kolejną kopertę. Nie był zdziwiony ani trochę, gdy zobaczył, że była to kolejna notka od zmartwionych Weasleyów. Tym razem Victoire. Odrzucił list na bok, gdzie uzbierała się już niemała kolekcja, ale nie wiedział, jak ma im odpowiedzieć. Nie wiedział dlaczego w ogóle powinien musieć na nie odpowiadać.

Rose wciąż wegetowała na jego sofie i nic nie zapowiadało zmian. Łudził się, że po weselu Fitzpatricków, dziewczyna odzyska motywacje do działania, ale jak bardzo się pomylił! Zdawało mu się, że Rose zachowywała się gorzej każdego dnia i powoli tracił i cierpliwość, i wiarę, że bycie uprzejmym wiele zdziała.

Przeklął cicho pod nosem weasleyowską skłonność do dramatyzowania, po czym podniósł się z miejsca i wyszedł z sypialni. Nie był zaskoczony widząc Rose w piżamie, na kanapie, oglądającą mogolską telewizję.

– Zamierzasz się dzisiaj ubrać? – zapytał oschle, mając nadzieję, że jego niemiły ton przykuje jej uwagę.

– I tak nigdzie nie wychodzę – mruknęła, nie odwracając wzroku od ekranu.

– Victoire się zastanawia, jak się masz – powiedział świdrując ją wzrokiem. – Może już czas, żebyś wyszła do ludzi? Porozmawiała z rodziną, znajomymi. Przestała dzwonić do pracy, że jesteś chora. Możesz być Weasley, ale jeszcze parę razy i na pewno cię wywalą.

– Nie mam ochoty – odpowiedziała beznamiętnie, wciąż wpatrzona w telenowelę.

Lysander westchnął cicho. Rose nie pozostawiała mu wyboru, uprzejmości na nią nie działały, więc może kubeł zimnej wody w postaci gorzkiej prawdy postawi ja na nogi? Postawił kilka kroków do przodu, wyrwał jej pilota i wyłączył telewizor.

– Oglądałam!! – zaprotestowała Rose.

– Wiesz co? Wstawaj! Wstań! – warknął Lysander.

– O co ci chodzi? – Rose nie ruszyła się z miejsca, jedynie patrzyła na niego spod byka.

– Ile ty masz lat, hę? Piętnaście? Nie, moja droga. Już ci nie tak daleko do ćwierćwiecza, więc może zaczniesz się zachowywać odpowiednio do wieku, co? – zapytał surowym tonem.

– Moje życie się rozpadło na milion kawałków, więc wybacz, że cierpię! – syknęła Rose.

– Rose! Otwórz wreszcie oczy! Wy nawet nie byliście szczęśliwi te ostatnie parę miesięcy! – krzyknął Lysander. – Przykro mi, że muszę ci to objaśnić w ten sposób, ale takie są fakty. Żarliście się parę razy dziennie, albo ignorowaliście kompletnie. Już nie pamiętasz, że brałaś dodatkowe zmiany w pracy, żeby się z nim nie widzieć? Już nie pamiętasz, ile razy przez niego płakałaś? Myślisz, że zdrada to jest koniec świata? Może cię zszokuje ta wieść, ale nie jesteś jedyną kobietą na świecie, która została zdradzona. Miliony kobiet na świecie borykają się ze zdradą, ale wciąż normalnie funkcjonują! Spójrz na siebie! Siedzisz cały dzień w domu, na kanapie, w swojej piżamie, oglądając durne telenowele! Nie rozmawiasz z rodziną, jakby to oni cię skrzywdzili, ani z przyjaciółmi, jakby to była ich wina! Weź się w garść dziewczyno! Przeżyłaś większe tragedie w ciągu ostatnich dziesięciu lat!

Rose spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami.

– Wybacz, że mam uczucia i nie potrafię sobie z nimi poradzić – odpowiedziała z wyrzutem. – Jeśli moja obecność jest dla ciebie tak uciążliwa, to już się zmywam – odpowiedziała podnosząc się z miejsca, ale Lysander złapał jej ramię.

– Nie igraj ze mną, wiesz doskonale, że nie o to mi chodzi! I nie rób z siebie ofiary!

– Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi – syknęła cicho.

– Własnie dlatego mówię ci to wszystko teraz. Przyjaciele nie są tylko od potakiwania. Rose, spójrz na siebie! Przecież to jest żałosne. Z tego co pamiętam miałaś pomagać Elaine w przygotowaniach do ślubu?

– Miałam, ale Elaine nie przyszła, więc co mam zrobić?

– Wiesz, dobra przyjaciółka zainteresowałaby się, czemu Elaine nie przyszła – powiedział cicho Lysander.

Rose spojrzała na niego nieco zmieszana. Czyżby stało się coś, o czym nie wiedziała?

– Tak się składa, że Elaine ostatnie parę dni spędziła u Malfoyów. Pokłóciła się z Frankiem – wyjaśnił blondyn.

– Pokłócili się to i się pogodzą – prychnęła zdawkowo Rose.

– Elaine oddała Frankowi pierścionek. Ku zdziwieniu wszystkich, nie zamknęła się w pokoju na cztery spusty i nie pogrążyła w rozpaczy, jak niektórzy – odpowiedział Lysander puszczając jej ramię. – Mam kontynuować? Lars zdecydował się wyprowadzić w rodzinne strony swojego ojca. Eva jest zdewastowana i robi wszystko, żeby go przekonać by został. Pomijając nową dziewczynę Albusa, której Grace nienawidzi i Jamiego, który nie chce dawać lekcji dzieciakom z fundacji. Ach, zapomniałem o księgowej, która coś namieszała w finansach fundacji i teraz mają jakieś kontrole. Nie jest ci wstyd, że Eva, która faktycznie dużo wycierpiała, wciąż się nie poddaje i idzie do przodu, a ty siedzisz tu, jakby Scorpius wymordował ci wszystkich, których kochasz?

– Evy do tego nie mieszaj!

– Dlaczego nie? O, czekaj, zapomniałem, do niej też się nie odzywasz. To takie ciężkie przestępstwo, być spokrewnionym ze Scorpiusem… – powiedział głosem ociekającym sarkazmem. – Rose, serio, weź się w garść. Miesiąc. Minął miesiąc, a ty nadal zachowujesz się, jakby to było wczoraj. I musisz przyznać, że Scorpius miał trochę racji w tym, co ci powiedział na weselu!

Policzki Rose przybrały kolor purpury. Przez dłuższą chwilę zapanowała miedzy nimi cisza, słychać było jedynie ich ciężkie oddechy. Lysander był pewien, że było kwestia minut, kiedy Rose wyciągnie różdżkę i zacznie rzucać zaklęciami, ale przynajmniej wywołał u niej jakąś reakcję.

– Więc wszystko jasne. Jestem słaba, samolubną babą z mózgiem nastolatka. Cieszę się, że objaśniłeś  tak dokładnie – powiedziała cicho Rose.

– Wcale tak nie powiedziałam. Podnosiłaś się po gorszych ciosach i nie rozumiem czemu teraz się upierasz, żeby dramatyzować. Nienawidzisz dramatów – odpowiedział spokojnie Lysander. – Kiedy cię spotkałem tamtego lata, kiedy zerwałem z Dominique, widziałem silną dziewczynę, która wiele przeszła, ale nadal jakoś funkcjonowała. Co się zmieniło, Rose?

– Wszystko się zmieniło! – wybuchła, po czym usiadła na kanapie chowając twarz w dłoniach. – Chcesz szczerości? Proszę bardzo! Kiedy poznałam Scorpiusa, miałam serdecznie dość życia. Potem O’Donnel i ten cholerny wypadek! Scorpius pomógł mi uwolnić się ze wszystkich moich koszmarów – wyszeptała. – Tak, płakałam przez niego wiele razy. Ale wiesz doskonale, ze nie byłam święta. Prowokowałam go wiele razy. Wiesz, dlaczego nigdy nie mogłam odpuścić Meg? Scorpius nie zadawał się z dziewczynami, które już miał. Ale z Meg pogodził się tak szybko. I bardzo szybko zorientowałam się, że byłam nową, ulepszoną wersją Meg…

– Rose…

– Daj mi skończyć – przerwała mu. – Nie mówię tego w negatywnym znaczeniu – wyjaśniła. – Scorpius nie mówił o niej źle po tym, jak się pogodzili. Nigdy. Przyznaję, byłam zazdrosna. Ale wiedziałam, że po prostu oboje wyrośli z tego związku. I bałam się, że my też kiedyś z niego wyrośniemy. Ciągle porównania do Meg były głupie, wiem. Ale czasami czułam się, jak ona, kurczowo trzymając się Scorpiusa, bo już zapomniałam, jak to jest, kiedy muszę sobie radzić sama. Nie to, że można to było nazwać radzeniem sobie w moim wykonaniu.

Lysander usiadł na brzegu stolika do kawy i położył dłoń na jej kolanie.

– Wiem, że ukrywanie się przed światem niczego nie zmieni – wyszeptała. – Ale nie chce jeszcze stawiać czoła światu sama.

–  Odwlekanie tylko pogorszy sprawę, Rose – powiedział cicho Lysander. – Im dłużej wegetujesz, tym trudniej będzie ci zacząć wszystko od nowa. I nie jesteś sama, Rose.

– Wiem… – wychlipała cicho.

Lysander podniósł się z miejsca i chwyciwszy ją za nadgarstki podniósł ją na nogi.

– Pizza? – zapytał.

Rose zaśmiała się przez łzy.

– Jeśli stawiasz.

 

 

***

Fleetwood Mac – Songbird

 

 

Spojrzała w lustro ostatni raz, poprawiając niesforny kosmyk włosów. Odwróciła się i spojrzała na kominek wzdychając ciężko. Miała nadzieję, że Frank był w domu. Miała nadzieję, że o niej nie zapomniał. Miała nadzieję, że może ochłonął nieco i z czasem jej wybaczy. Nie powinna była rzucać mu pierścionkiem w twarz. Nie powinna była go w ogóle zdejmować przez głupią kłótnię.

Tęskniła za nim. Czuła się dziwnie samotna budząc się samej w łóżku, kiedy nikt nie zaoferował jej kawy i nie pocałował w czubek głowy. Wszystko wokół zdawało się dziwnie puste i bez koloru. Zapomniała już, jak to jest żyć bez niego. I nie zamierzała sobie przypominać. Musiała z nim porozmawiać i przeprosić.

Podeszła do kominka i wzięła w garść nieco proszku Fiuu, ale zanim zdążyła wrzucić go w płonienie, te przybrały zielony odcień i z kominka wypadł na nią Frank, powalając ją na ziemię.

– Frank – wyszeptała zaskoczona, jego twarz zaledwie milimetry od jej własnej.

– Elaine – wydukał zaskoczony.

Przez chwilę żadne z nich nie zdołało wydusić z siebie nic więcej. Cisza wisiała między nimi niezręcznie, ale żadne  z nich nie miało pojęcia, jak zacząć. To spotkanie nie zaczęło się dokładnie tak, jak sobie zaplanowali oczyma wyobraźni.

– Merlinie… – wyszeptał Frank mrużąc oczy. – Naprawdę chcę cię teraz pocałować…

– Naprawdę? – zapytała niepewnie.

Frank zaśmiał się i podniósł się z podłogi, po czym pomógł jej wstać. Otrzepał się z niewidzialnego kurzu lekko drżącymi dłońmi i spojrzał na nią nieco speszony.

– Co robiłaś przy samym kominku? Mogłem cię niechcący zmiażdżyć – zapytał chowając dłonie w kieszeniach.

– Ja… Właściwie, to szłam do ciebie. Chciałam porozmawiać – przyznała niepewnie.

– Ja pierwszy, proszę – powiedział Frank, zanim ta zdążyła dodać cokolwiek. – Pamiętam dokładnie, że kłócimy się dużo i o bzdety. Ale nie pamiętam choćby jednej kłótni, gdzie nie pogodziliśmy się tego samego dnia. Nie lubię się z tobą kłócić, misiek. I nie lubię, kiedy cię nie ma w domu. Tęsknie za tobą – powiedział odgarniając kosmyk z jej twarzy. – Przepraszam, jeśli to, co powiedziałem na weselu Marka zabrzmiało, jakbym stawiał Albusa ponad ciebie. Merlin wie, że to nieprawda – Frank chwycił jej dłoń i położył na jej wewnętrznej stronie pierścionek. – Nie zaproszę Albusa na wesele. Pewnie i tak by nie przyszedł. A Scorpius jest oczywiście mile widziany. Tylko wróć do domu. I nie gniewaj się już na mnie.

Elaine westchnęła cicho i spojrzała na pierścionek. Założyła go na palec i spojrzała smutno na Franka. Czy mogłaby się na niego dłużej złościć, kiedy patrzył na nią w ten sposób? Czy mogłaby mu nie wybaczyć i samej nie prosić o wybaczenie?

– Wiesz, dlaczego pomysł zaproszenia Albusa tak mnie wkurzył? – zapytała cicho.

– Nie był ostatnio wzorem do naśladowania… – mruknął Frank.

– Byłam zazdrosna – przyznała, rumieniąc się nieco. Gdyby ktoś powiedział jej parę lat wcześniej, że będzie z kimś tak blisko, by być tak kompletnie szczerym, wyśmiałaby go.

– Zazdrosna? – zapytał na wpół rozbawiony, ale widząc jej minę spoważniał. – Ale o co?

– Wiem dlaczego chciałeś go zaprosić. Nadal wierzysz, że jeszcze nie jest za późno.

– Czy to złe? – zapytał cicho.

– Nie, to nie jest złe. Choć przyznam szczerze, nawet nie wiesz, jakie to irytujące. Nie dlatego, że to złe, czy niewłaściwe, a dlatego, że Potter na to nie zasługuje. Po wszystkim, co zrobił nie powinien nawet prosić o kolejną szansę. Ty za to zasługujesz na lepszych przyjaciół. I byłam zazdrosna, bo pomyślałam dlaczego ja mu nie wystarczam? Wiem, to głupie…

– Po prostu pomyślałem, że może jeśli to my wyciągniemy pierwsi rękę do zgody, jeśli tylko wykażemy się odrobiną dobrej woli, to może on…

– To może on też zacznie zachowywać się bardziej, jak dawniej – dokończyła za niego Elaine.

– Ale to już nie ważne – powiedział obejmując ją w talii. – Zapomnijmy o tym i o Albusie.

– To ważne dla ciebie – podkreśliła Elaine. – Dlatego pozwoliłam sobie pójść do Albusa i osobiście zaprosiłam go na nasze wesele.

– Co? – wydukał Frank.

– Zaprosiłam Pottera na nasze wesele – powtórzyła Elaine, głaskając go po policzku. – Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że zrobiłam to sama.

– Nie, oczywiście, że nie – powiedział szybko. – Ale dlaczego to zrobiłaś? Nienawidzisz Albusa. Zasłużenie z resztą.

– Bo cię kocham – wyszeptała.

Frank nachylił się i pocałował ją krótko.

­– Nawet nie wiesz, jak bardzo cie kocham w tym momencie – powiedział Frank uśmiechając się szeroko. – Porozmawiam z Albusem, zasugeruję, żeby nie przychodził…

­– Nie – przerwała mu Elaine. – Jeśli wierzysz, że może jest jeszcze szansa… Nie wiem, czy ja jestem w stanie uwierzyć, ale dla ciebie jestem w stanie spróbować – powiedziała poważnie, ale po chwili dodała już nieco rozbawionym tonem. – Tylko nie proś go, żeby był twoim drużbą, jego morda zrujnuje nam zdjęcia.

­Frank zaśmiał się głośno się i przyciągnął ją bliżej siebie.

– Misiek? – zapytał podejrzliwie po chwili.

– Hm?

– Ty poszłaś sama do Albusa?

– Tak, a czemu?

– I on jeszcze żyje? – zaśmiał się Frank.

– Jeszcze – odpowiedziała Elaine z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.

 

 

*******

Udanej majóweczki kochane :*

Xoxo

Hippie

12 Komentarze

  1. Wchodzę tu kilka razy dziennie by zobaczyć, czy jest coś nowego!
    Nie daj nam długo czekać <3

  2. Niema to jak wejść na bloga i zobaczyć nowy rozdział. Z góry dziękuję za dedykację. Rozdział dość krótki , ale nie jest to jego zła strona. Cieszę się że Elaine i Frank się pogodzili. Mam do ciebie małą prośbę OGARNIJ TĄ ROSE BO JĄ NORMALNIE ROZSZARPIĘ. Mam nadzieję że w następnym rozdziale pojawi się: Eva, Albus, James, Natalie, Jame , Franco oraz Roxi. Chciałabym też żeby wszystko wreszcie się ułożyło ale żebyś nie kończyła bloga. Muszę ci powiedzieć że kiedy zaczęłaś pisać razem z bezczelną nie byłam do ciebie przekonana , ale teraz cię po prostu…UWIELBIAM. Wiesz co Hippie życzę ci żeby ten blog dotrwał do setki , a nawet dalej.

    • PS.Nie wybaczę tylko tobie lub bezczelnej jednego … JAK mogłyście lub mogłaś nazwać Roberta Smiths’a ŚWIREM

        • Proszę bardzo, przyjemność po mojej stronie :)

          Cieszę się, że rozdział przypadł ci do gustu :) Część z twoich prób na pewno sie spełni w przyszłym rozdziale, tyle ci mogę obiecać, ale wiesz, jak to w życiu, nie można mieć wszystkiego :P

          Tak szczerze, kiedy zaczęłam pisać z Bezczelną, największym wątpiącym byłam ja sama, wierz mi. Nie do końca wczuwałam sie w opowiadanie, Kukiełki były jak piosenka, której nie lubisz od pierwszego posłuchania, ale kiedy słyszysz ją w kółko przez jakiś czas, zaczynasz odczuwać sympatię. Teraz Kukiełki stały sie tak duża częścią mojego życia, że choć wiele osób odradza mi porzucenie bloga i zaczęcie własnej powieści, to jakoś nie mogłabym sie do tego zebrać. Włożyłam w to opowiadanie już tyle czasu i pracy, że muszę je skończyć, choćby zajęło mi to 10 lat.

          Żeby wszystko było jasne, to nie MY tak go nazwałyśmy, tylko Albus. A wiemy że gust Albusa jest hmm, inny. Ja osobiście lubię The Cure, choć nie nazwałabym się super fanką. Niektóre piosenki są tak depresyjne, że nie zawsze mogę ich słuchać. ja mam tak, że jak słyszę piosenkę to od razu pojawia się w mojej głowie do niej historia, i możesz się śmiać, ale za każdym razem kiedy słyszę This is a lie, to chce mi sie płakać :/

          xoxo
          Hippie

  3. Kolejny rozdział, kolejny cudownie spędzony czas w świecie, który ty tworzysz. Długo czekałam na kolejny rozdział, a może to czas płatał mi figle przedłużając minuty i sekundy, na złość pakują c tam kolejne tony zajęć, ktorymi powinnam się zająć. Dlatego też nie skomentowałam poprzedniego posta, bo choć czas się rozciąga to jednak wcale nie wtedy kiedy my chcemy. Przepraszam. Ale wiedz, że był wspaniały. Choć pokłóciłaś wszystkich to jednak zrobilas to w wielkim stylu. Ostatnio do czytania twoich rozdziałów muszę dodawać jakieś pięć minut, żeby „wrócić”, a potem oodzyskać zdolność samodzielnego myślenia, a na sam koniec to jeszcze musze od nowa się alfabetu uczyć! I to wszystko przes ciebie! Robisz mnie analfabetą! A potem trzeba pisać wypracowania na polski…
    Widzę, że idziemy w dobrą stronę. Rose bierze powoli dupe w troki, choć myślałam, że po weselu ogarnie się sama, chociaż, żeby pokazać, że tak. Ale ty ja znasz lepiej, zwłaszcza w takim stanie. I tak nieźle, ze była zdolna „otworzyć się” i przyznać do swojego lęku. Już teraz może być tylko lepiej. Tak przynajmniej mi sie wydaje (patrzy na autorke mroderczym spojrzeniem które zdecydowanie odwodzi Hippie od radykalnych pomysłów) :D
    A Elaine i Frank.. no cóż nic dodać ni ująć. To po prostu oni i to jest piękne, ze mimo tego, ze sa właściwie w epicentrum wszystkiego to trwają i są, niezmiennie i pięknie :D A Frankowi wcale się nie dziwię zdiwienia na końcu. Pewnie Albus dzień przed weselem zginie z powodu potknievia sie podczas schodzenia z ostatniego stopnia, bo jakis czas po wizycie Elaine nabawił się problemów z blednikiem :D
    Mam nadzieje, ze z tego co napisalam da sie wychwytac chov troche czegos zrozumialego bądź poprawnego gramatuczni, ortogradicznie, fleksyjnie, kezykowo inlogistycznie etc… ( bo przeciez te dwie rzeczy nie ida ze soba w parze ). Od kilkunastu dni żyje na dwóch godzinsch snu i mój organizm powili przestaje ze mna wspolpracoowac, wiec w razie czego wybacz. Przekaz był jeden: Jestes świetna i to vo piszesz też (ujszie w tloku ;) )

    Vis, dla ciebie bez snu mogę nawet do srody :D

    • Heh, nie ma potrzeby przepraszać, wszystkie jakby nie było mamy jakieś życie poza internetem :) (mam nadzieję!) sama wiem najlepiej, że czasem ciężko znaleźć czas na cokolwiek, eh, życie, życie. A miało być tak piękne. Miałam wyjść młodo za mąż za bogatego, seksownego blondyna… Eh… jak widać, czasem życie ma inne plany. Ale przynajmniej mam Kukiełki :D

      Ja? Robię cię analfabetą? Merlinie, mam nadzieje, że to nie przez ilość literówek, które mi się zdarzają?! W każdym razie przepraszam najmocniej, ale za grzechy nie żałuję, o!

      Wiesz, naprawdę nie lubię słowa „radykalna”. Słysze je tutaj co jakiś czas, i doprawdy nie rozumiem o co wam chodzi? Czy to ja wszystkich pokłóciłam? czy to ja zmusiłam Scorpiusa do tej nocy z Dominique? Czy to ja zmusiłam Albusa do takiego zachowania? Nie, moje drogie, to oni sami, ja tu tylko pisze, więc wypraszam sobie takie bezpodstawne zarzuty! :P :P :P

      Hehe, twoje objawy brzmią znajomo. Wiem, że ja czegoś takiego nie miałam, bo byłam(i chyba wciąż jestem) leniuszkiem :P) ale słyszałam o tej chorobie już wcześniej. Czyżbyś cierpiała na Maturę??? Jeśli tak, to trzymam mocno kciuki i wysyłam ci nieco energii mentalnie, dotknij palcem .

      hehe, nie musisz kochane, śpij, śpij :)

      xoxo
      Hippie

  4. Aaaaaaa w koncu rozdział w koncu Rose się ogarnie (miejmy nadzieje) i dobrze ze się Elaine z Frankiem pogodzila, codziennie sprawdzałam czy nie ma nowego rozdziału i w końcu jest!! Czekam z niecierpliwoscia na następny

    • Hehe, no nie mogłam was już tak dłużej torturować, zwłaszcza, ze ostatnio nie rozpieszczam was z ilością rozdziałów(co mam nadzieję bardzo szybko sie zmieni).

      Myślę, że wszystkie radujemy się z powodu Franka i Elaine :) Tylko oby tak tak dalej…

      xoxo
      Hippie

  5. Docieranie, docieranie… ;)
    I też takie chwile się zdarzają…

    Pozdrawiam majówkowo, Lily M :*

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.