89. Wesele

 

Groove Armada – Think Twice

 

Podniósł się z miejsca omiatając wszystkich wzrokiem, uśmiechając się lekko. Wszyscy zamilkli, czekając z niecierpliwością na jego przemowę. Wszyscy już wiedzieli o ich zerwaniu, gazety zaczęły się o tym rozpisywać po tygodniu. Był pewien, część z nich żywiła cichą nadzieję, że w tym momencie powie coś o sobie i o Rose. Lub może zrobi coś szalenie romantycznego. Jakby nie było, to on sam złamał jej serce, ale żałował już następnego dnia. Było już za późno, jak się okazuje, Rose znalazła sobie nowego kochanka. Ale on, Scorpius Malfoy, nie zamierzał tak łatwo się poddać. Tak przynajmniej twierdziły gazety.

Jakaś część jego samego niemal pragnęła uczynić ten wielki romantyczny gest, którego wszyscy oczekiwali. Ale to nie był czas, ani miejsce. To był ślub jego najlepszego przyjaciela i nie zamierzał go zepsuć, wbrew cichym podżeganiom Elaine. Przynajmniej ona przekierowała swoją uwagę na Franka, kiedy gdzieś w rozmowie o ich własnym ślubie pojawił się Potter w roli gościa weselnego.

Rozejrzał się wokół. Rose nawet na niego nie patrzyła, uparcie wpatrywała się w kieliszek wina przed sobą.  Nie oczekiwał niczego innego, choć miał cichą nadzieję, że może spojrzy na niego chociaż raz w podziękowaniu za to, że zgodnie z jej prośbą cały wieczór trzymał się od niej z daleka. Może obawiała się, że zachował coś specjalnego własnie na ten moment, na toast.

– Panie i panowie! – zaczął powoli przyglądając się dziesiątkom twarzy czekającym na jakiś skandal. – Wszyscy wiemy, po co się tu zebraliśmy. Co mogę powiedzieć? Chyba wszyscy wiedzieli, że tak to się skończy prócz nich samych. – Po stolikach przeszedł cichy szmer śmiechu. Mia i Mark uśmiechali się szeroko. – Pamiętam początki ich znajomości. Pamiętam, jak Mark szaleńczo próbował ją gdzieś zaprosić i z jaką kreatywnością Mia mu odmawiała. Robiliśmy zakłady za ich plecami, kto się pierwszy złamie – zaśmiał się, a razem z nim zaproszeni goście. – Powiem tyle, nie doceniłem jego determinacji i straciłem pięćdziesiąt galeonów – po sali znów przeszedł szmer śmiechu. – Przed długi czas uważałem, że oprócz pięć dziesięciu galeonów straciłem najlepszego przyjaciela dla jakiejś laski – w pomieszczeniu zapadła cisza. – Ale kiedy patrzyłem na to, jak szczęśliwy jest Mark, zrozumiałem, że nic nie straciłem. Wręcz przeciwnie. Nie powiem, kiedy przyszedł do mnie o czwartej nad ranem i w wieku siedemnastu lat zarzekał się, że znalazł kobietę, z którą spędzi resztę życia, myślałem, że kompletnie sfiksował – goście zaśmiali się głośno. – A jednak jesteśmy tu dziś i korzystając z okazji chciałbym powiedzieć Markowi i Mii, że ich miłość powinna być dla nas inspiracją. Nie ważne, co by się nie działo, nigdy nie przestali o nią walczyć. Więc wznoszę ten toast za Mię i Marka! Oby ich miłość nigdy nie straciła na sile!

– Za Mię i Marka! – zawołał tłum.

Scorpius dopił kieliszek szampana i spojrzał na Rose, która teraz pochłonięta była rozmową z wyraźnie znudzonym Lysandrem. Usiadł zrezygnowany na swoim miejscu. Rose nie zamierzała mu dać kolejnej szansy, nie od razu. I nie mógł zapomnieć ich ostatniej rozmowy, jej łez. Nie mógł przestać myśleć o tym, co jej powiedział, o tym, co mógł jej powiedzieć. O tym, co mógł sobie darować.

Wreszcie zaczynał rozumieć, że jego życie nie było tylko jego życiem, że było połączone i splecione z tyloma innymi, że każda jego akcja miała wpływ na losy innych. Zdradził Rose, wiec Rose odeszła, cierpiała. Problem w tym, że odeszła nie tylko od niego, ale od całej jego rodziny. Cóż Draco był winny, że miał syna idiotę? Jego matka z kolei martwiła się o Draco. Tak, jak Elaine. Może tym razem narozrabiał wystarczająco, by wreszcie dorosnąć. Nawet to, że niemal zniszczył swoje mieszkanie po odejściu Rose wydawało mu się dziecinne.

– Kiedy tak marszczysz czoło, zaczynam się martwić – mruknęła Elaine. – Ty myślisz i wcale mi się to nie podoba.

– Dzięki – odpowiedział.

– Wiesz, co mam na myśli – Elaine wywróciła oczami. – Nie chcę, żebyś zrobił coś głupiego.

– Wbrew oczekiwaniom połowy gości, nie zamierzam płaszczyć się przed Rose na weselu Marka – odpowiedział zrezygnowany.

– Ale zamierzasz coś zrobić. Znam ten wyraz twarzy.

– Nie martw się. Tylko układam od nowa system wartości – odpowiedział cicho. Miał ochotę powiedzieć jej wszystko, co zamierzał zrobić, ale był pewien, że wpadłaby w szał i zrobiła scenę, wesele Marka czy nie.

Wszystko przez Lysandra, pomyślał gorzko. Niepotrzebnie przychodził do niego ze swoimi mądrościami. Ale wiedział, że Scamander szczerze nie życzył mu źle. Nawet wyraził współczucie, że padł ofiarą Dominique i jej dziecinnej zemsty. Przede wszystkim chciał się upewnić, że jego własna obecność nie sprowokuje go do niczego głupiego.

– Nie zapomnij umieścić na pierwszym miejscu abstynencji alkoholowej. Whiskey ostatnio ci nie służy – burknęła Elaine.

Gdyby tylko wiedziała, że zamierzał nie tylko zrezygnować z whiskey, ale tez z Rose i całej Anglii! Już sobie wyobrażał awanturę, którą urządzi, gdy tylko się dowie. Zapewne oberwie mu się bardziej niż Frankowi, za pomysł zaproszenia Pottera na ich ślub. Ale musiał to zrobić dla siebie i dla Rose. Może Lysander miał racje. Miłość to czasami za mało. A ich miłość była tak wybuchowa i destrukcyjna, że powoli wykańczała ich oboje. Może oboje potrzebowali przerwy. Nie zamierzał wyjeżdżać od razu. Za parę miesięcy, kiedy pozbędzie się mieszkania i załatwi wszystkie sprawy, które wymagają jego uwagi w firmie. Był pewien, że jego ojciec się zgodzi, i tak nie mógł na niego patrzeć po tym, co zrobił Rose.

Zabawa trwała w najlepsze, goście tańczyli i śmiali się. Scorpius mógł być teraz między nimi, razem z Rose, szczęśliwy. Ale nawet gdyby nie poszedł wtedy z Dominique, czy naprawdę byliby szczęśliwi? Chyba tylko wspomnienia grały na jego uczuciach, zapominał czasami, jak było miedzy nimi źle, pamiętając jedynie sekundy, kiedy nie zwalczali siebie nawzajem.

– Scorpius – usłyszał za sobą – Chyba nie odmówisz matce? – zapytała Astoria wyciągając do niego dłoń.

Blondyn uśmiechnął się i podniósł z miejsca. Chwycił dłoń Astorii i ruszył na parkiet.

– To była ładna przemowa – powiedziała Astoria, gdy ruszyli do tańca.

– Dziękuje, mamo – odpowiedział markotnie, czując wiszącą w powietrzu pogadankę.

– Serce mi się kraje, kiedy widzę cię takim smutnym – powiedziała cicho Astoria. – Myślę, że powinieneś porozmawiać z Rose.

– Rose nie chce mnie widzieć, o rozmowie już nie wspomnę – westchnął Scorpius. – Doceniam, co próbujesz zrobić, ale tak naprawdę, nie ma o czym rozmawiać. Upiłem się i zaliczyłem jej kuzynkę. Co więcej można powiedzieć? – zignorował karcące spojrzenie matki.

– Myślę, że oboje powinniście szczerze porozmawiać o waszym związku. Tylko ślepy nie zauważyłby, jak bardzo miotaliście się te ostatnie parę miesięcy – odpowiedziała. – Nie myśl, że tylko ja zauważyłam. Przynajmniej tyle jesteście sobie winni. Wiem od Laury, że planujesz wyjechać z Anglii. Mam nadzieję, że nie zamierzałeś wyjechać bez pożegnania, jak ostatnim razem?

– Nie wyjeżdżam od razu. Dwa, może trzy miesiące. Jeśli ojciec pozwoli mi tam wrócić, rzecz jasna, choć to nie powinien być problem biorąc pod uwagę, że i tak ledwo znosi moją obecność.

Astoria westchnęła cicho. Nie było sensu zaprzeczać. Draco nie do końca ukrywał swoją niechęć do syna po ostatnim wybryku.

– Wiem, mamo, nie musisz nic mówić. Rozumiem, naprawdę. Może wreszcie dorastam. Może to mi było potrzebne.

– Wiesz, czasem zapominam, że nie jesteś już małym chłopcem, nie jesteś już nastolatkiem – powiedziała Astoria głaskając jego policzek. – Ale proszę, jeśli nie dla siebie, zrób to dla mnie. Porozmawiaj z Rose. Obiecuje ci, że oboje poczujecie się lepiej.

Scorpius westchnął cicho i rozejrzał się  wokół. Rose wstawała własnie od stołu i kierowała się w stronę wyjścia. Zapewne w poszukiwaniu toalety. Jeśli miał to zrobić, czemu nie od razu?

– Idź za nią – wyszeptała Astoria.

 

Angus and Julia Stone – All of me

 

Scorpius kiwnął głową, ucałował jej dłoń i ruszył za Rose, ignorując zmartwione spojrzenia Elaine i Lysandra. Nie wiedział, co dokładnie miałby powiedzieć Rose, ale Astoria miała rację, musiał z nią porozmawiać zanim wyjedzie. I wiedział doskonale, że Rose nigdy nie zgodziłaby się na spotkanie. Jego serce waliło w jego piersi, jakby chciało się wyrwać i pobiec prosto do niej. Ale to już nie było możliwe. Chciał tylko zakończyć to z godnością, jeśli to jeszcze było możliwie. Chciał, żeby wiedziała, że żałuje i że ma nadzieję, że jeszcze znajdzie szczęście u boku kogoś bardziej wartego jej uczucia.

Musiała być zamyślona, nie słyszała nawet, kiedy był tuż za nią i podskoczyła nieco, gdy dotknął jej nadgarstka.

– Scorpius? – wyszeptała, trzymając dłoń na swojej piersi, próbując się uspokoić. Po chwili jednak na jej twarz wpełzł grymas niezadowolenia. – Myślałam, że wyraziłam się jasno, kiedy powiedziałam, że nie chce, żebyś ze mną rozmawiał na weselu – rzuciła chłodno.

– Wiem – odpowiedział spokojnie. – Ale to była jedyna szansa, realna szansa, by z tobą porozmawiać, zanim wyjadę.

Przynajmniej wzmianka o wyjeździe zdawała się przykuć jej uwagę wystarczająco, by nie uciec w popłochu. Przyglądała mu się uważnie, jakby oczekiwała jakiejś sztuczki, pułapki.

– To jakaś nowa sztuczka? – zapytała chłodno. – Kolejny plan, który sprytnie realizujesz? Jak ten z Dominique?

Scorpius spojrzał na nią zdziwiony. Ich kłótnie zawsze wyglądały tak samo. Rose wyskakiwała z jakimś dziwnym pytaniem lub stwierdzeniem i on już wiedział, że to nie mogło zakończyć się dobrze. Całe ciało Rose niemal krzyczało, że jest gotowa do walki, od jej zaciśniętych ust, poprzez  jej pełne furii spojrzenie, aż po splecione ciasno ramiona na piersi.

– Jaki plan z Dominique? O czym ty mówisz?

– Nie udawaj – odpowiedziała rozżalona. – Mam uwierzyć, że twoje nienaturalnie miłe zachowanie po tym, jak pieprzyłeś moja kuzynkę, to był czysty zbieg okoliczności? Wyceniłeś sobie moje wybaczenie i się tego trzymałeś. Może miałeś nadzieje, że nigdy się nie dowiem. Zapewne to nieco obojga.

– Masz racje – powiedział, spuszczając głowę. – Miałem nadzieje, że może jeśli będę lepszy, to mi wybaczysz. I wiem, że to było głupie. Ale musiałem mieć jakikolwiek cień nadziei. Chciałem wierzyć, że nie wszystko jest jeszcze stracone.

Prychnęła cicho. Miała ochotę na niego wrzeszczeć, uderzyć go. Byli szczęśliwi, a on wszystko zepsuł. Mogli mieć wszystko, teraz nie mieli nic, prócz złamanych serc. I miał jeszcze czelność udawać skruchę. Nie, nie była w stanie uwierzyć jego smutnym oczom. Już nie.

– I mam w to uwierzyć? Mam uwierzyć, że nie czekałeś tylko na okazję?

– Nie rozumiem dlaczego ty wciąż uważasz, że jedynie czekałem na okazję. Słyszałem to średnio raz w tygodniu! – warknął. Miał dość starych pretensji, które słyszał na okrągło, bez żadnych podstaw. Wystarczyło, by zatrzymał się i porozmawiał z jakąś dawną znajomą, córka przyjaciół rodziny, krewną jego przyjaciół. Nie ważne, czy była gruba, brzydka i stara, w oczach Rose zawsze była okazją, na którą tylko czekał. – Uwiesiłaś się tej myśli i zaciskałaś ją na mojej szyi za każdym razem, kiedy byliśmy szczęśliwi zbyt długo!

– Więc chcesz powiedzieć, że nigdy nie przeszło ci przez myśl,  by poszukać szczęścia gdzie indziej? – zapytała oskarżycielskim tonem. Zabolało ją jego ostatnie zdanie. Ala tym razem nie zamierzała płakać. Nie byłaby w stanie. Jedyną emocją, która w tym momencie odczuwała była złość. – Sam powiedziałeś kiedyś, kiedy wróciłeś z miesięcznej delegacji w Meksyku, o której niefortunnie zapomniałeś wspomnieć, że miałeś mnóstwo okazji, gdybyś tylko chciał, nawet bez wychodzenia z biura…

– Własnie. Gdybym chciał! – przerwał jej, czując, jak złość zaczyna wypełniać jego ciało.

– Najwyraźniej, musiałeś bardzo chcieć z Dominique! Tak ci było ze mną źle? Tak bardzo byleś nieszczęśliwy, że nie mogłeś nawet wybrać kogoś spoza mojej rodziny?! – wrzasnęła, oddychając ciężko.

Scorpius spojrzał na nią zraniony, ale po chwili wziął głęboki wdech.

– Tak. Byłem tak cholernie nieszczęśliwy – powiedział cicho. – Ty też. Musiałaś być, skoro nawet śmierć byłaby lepsza od małżeństwa ze mną – powiedział gorzko.

– Wybacz mi, ale nie pamiętam, żebyś się oświadczył – syknęła Rose.

– Jak miałbym się oświadczyć? Za każdym razem, kiedy ktoś wspomniał nasze małżeństwo, ty bez chwili zastanowienia twierdziłaś, że prędzej zafundowałabyś sobie Kedavrę!

– A co innego miałam powiedzieć, kiedy ty na wzmiankę o ślubie stawałeś się nieprzyjemny i nie zaprzeczaj, wiesz, że tak było! Wiesz, jak to jest, kiedy dwadzieścia kuzynek i kuzynów wypytuje cię o ślub przy każdej rodzinnej uroczystości? Wiesz, jak to jest, kiedy musisz im powiedzieć, że nie chcesz ślubu, bo prawda  jest zbyt upokarzająca! Zapewne byłam dla ciebie jedynie kolejną Meg. Dobrą do…

– Przestań z tą Meg! – przerwał jej Scorpius. Chwycił jej ramię i przyciągnął bliżej siebie. – Uczepiłaś się jej od pierwszego dnia, kiedy jesteśmy razem! Nie było kłótni, czy sprzeczki, żebym nie słyszał tego imienia! Myślisz że nie wiem, że nie jesteś Meg? Hę? Jak myślisz, dlaczego wybrałem ciebie, a nie ją? Czasami miałem wrażenie, że niemal czekasz aż popełnię jakiś błąd, abyś znów mogła ją wspomnieć! Ile razy ja wspomniałem twoich byłych, hę? Uroczego Pierre’a? Wspaniałomyślnego Grega? Bohaterskiego Chrisa? No, ile razy? A co z tymi wszystkimi facetami, z którymi pieprzyłaś się w międzyczasie, co? Co z Lysandrem, Zabinim i Nottem? Ile razy wypomniałem ci ich, hę?

– Więc to wszystko moja wina, tak? Biedny Scorpius miał tak cholernie czepliwą dziewczynę i musiał szukać szczęścia gdzie indziej – powiedziała z udawaną żałością.

– Tego nie powiedziałem! – warknął. – Cóż mogę powiedzieć? Wygląda na to, że koniec końców, chyba nie byliśmy dla siebie stworzeni – powiedział gorzko. – Ale nie martw się, wyjeżdżam do Meksyku, nie będziesz już musiała na mnie patrzeć – spojrzał jej w oczy.

Patrzyła na niego ze złością i zawodem. Byli wystarczająco blisko, by mógł ją pocałować i w jakiejś chwili słabości nachylił się nieco, Rose nie odsunęła się od niego, ale wiedział, że to był zły pomysł.

– Mam nadzieje, że będziesz szczęśliwa – wyszeptał jej do ucha, po czym wypuścił ją ze swojego uścisku i ruszył w stronę sali balowej. Jedyne, na co miał ochotę, to powrót do domu, ale nie mógł tego zrobić Markowi.

Niepotrzebnie słuchał matki. Wolałby wyjechać bez pożegnania, ale z nadzieją, że wciąż mieli szansę. Teraz wiedział, że było to niemożliwe. Ich rozmowa postawiła wiele rzeczy w nowym świetle. Tak, jak jej powiedział, wyglądało na to, że wcale nie byli dla siebie stworzeni. Może, gdyby byli szczerzy od samego początku. Gdyby zamiast złościć się i miotać po prostu przyznał przed Rose, że nie jest gotowy na małżeństwo. Może gdyby Rose przyznała, że ona jest już gotowa, by wziąć ślub. Nadal nie rozumiał, dlaczego wciąż porównywała się do Meg, ale nie sądził, by ona sama znała odpowiedź na to pytanie. Żadne z nich nie było szczęśliwe od dłuższego czasu. Może gierki Dominique były ukrytym błogosławieństwem? Tylko czemu rozstanie tak cholernie bolało?

 

***

The Fray – How to save a life

– Po raz ostatni, nie otrułam Marie – wycedziła przez zęby Elaine, nadal tańcząc z Markiem.

Ten uśmiechnął się łobuzersko, kręcąc głową z dezaprobatą. Nie potrzebował jej wyznania, by wiedzieć, że dosypała coś Marie. Znał ją niemal dwadzieścia lat i nigdy, choćby raz, nie zaprosiła kogoś, kogo nie lubiła na herbatę tylko po to, by być miła. Elaine bardzo niewiele rzeczy robiła bez powodu.

– Jaaasne – wymruczał rozbawiony, po czym obrócił ją kilka razy i puścił jej dłoń, aż wylądowała w czyichś ramionach.

– Zamierzasz mnie teraz unikać aż do wesela? – zapytał Frank obejmując ją mocniej. Nie lubił się z nią kłócić. Ale wolał się kłócić, niż unikać siebie nawzajem. Elaine najwyraźniej postawiła na to drugie, nie odzywając się do niego ani słowem przez całe wesele, chyba, że było to absolutnie konieczne.

– Wybacz, tańczyłam z panem młodym – odpowiedziała chłodno, próbując się wyrwać z jego uścisku, ale Frank nie zamierzał jej wypuścić tak łatwo.

– Myślę, że przeżyje, skoro to był jego pomysł – odpowiedział przyciągając ją bliżej siebie. – I nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

– Jeśli nadal upierasz się, żeby zaprosić Pottera, to nie wiem, czy wesele w ogóle się odbędzie, bo ja go nie chcę na moim ślubie! – warknęła przez zaciśnięte zęby. Nie rozumiała, jak coś tak absurdalnego mogło mu nawet przyjść do głowy.

– Nie przesadzasz trochę? No misiek, on pewnie i tak i nie przyjdzie – powiedział zirytowany Frank. – Po za tym, Eva ani Rose nie będą miały nic przeciwko. A to im Albus wyrządził najwięcej krzywdy.

– Czuje się pokrzywdzona ich krzywdą – wycedziła Elaine.

– W takim razie ja czuje się pokrzywdzony krzywdą Rose i nie chce zapraszać Scorpiusa – odpowiedział ze złością Frank.

– Proszę? – zapytała zaskoczona. – Nawet nie porównuj Pottera ze Scorpiusem – syknęła. – To dwie zupełnie inne sprawy! Poza tym, Scorpius to rodzina!

– Albus też, nawet jeśli nie przez więzy krwi – odpowiedział chłodno Frank. Zaczynał tracić cierpliwość, a Elaine nie poddawała się w swoim szaleństwie.

Elaine zaśmiała się teatralnie. Albus i Frank ledwo ze sobą rozmawiali te ostatnie parę lat, Potter nigdy mu nie wybaczył zabranej odznaki prefekta. Najlepsi przyjaciele z dzieciństwa? Najlepszy żart, jaki słyszała od dawna, pomyślała ze złością. Potter zapewne nie potrafiłby powiedzieć, gdzie Frank teraz pracuje, i to ma być przyjaciel? I dlaczego Frank tak się upierał, czy Potter nie wyrządził dość kłopotów przy różnych okazjach? Czy musi zniszczyć i ich ślub, by Frank wreszcie zrozumiał, że Albus jest przyjacielem jedynie samego siebie?

– Elaine, nie chcę się z tobą kłócić – powiedział poważnie Frank.

– Więc nie zapraszaj Pottera! – warknęła pod nosem. – On dostanie zaproszenie na mój ślub po moim trupie!

– Nie zapominaj, że to także mój ślub. I jeśli ty upierasz się, żeby go nie zapraszać, to faktycznie, może ten ślub nie powinien się odbyć – rzucił Frank ze złością.

Elaine odsunęła się od niego, jak oparzona.

– Zrywasz ze mną? – zapytała zbita z tropu.

– Nie bądź niemądra, oczywiście, że nie! Ale mamy duży problem związany z weselem i jeśli nie znajdziemy kompromisu, to ja tego nie widzę. Wesela, znaczy się, nie nas.

– Bardzo dobrze – syknęła zdejmując z palca  pierścionek i rzucając go Frankowi w twarz. – Jak sobie chcesz. Nie wiedziałam, że Potter znaczy dla ciebie więcej niż ja!

Elaine odwróciła się na pięcie i wybiegła z sali.

– Elaine! – Frank pobiegł za nią.  – Elaine!

 

 

 

Lysander westchnął głośno siadając obok Scorpiusa. Rozejrzał się wokół i wypił szklankę whiskey.

– Jak myślisz, za ile się zorientują? – zapytał wskazując głową na tańczących Marka i Mię.

Scorpius spojrzał na niego pytająco.

– Rose siedzi zamknięta w pokoju przez ostatnią godzinę, zapewne wypłakuje oczy po waszej rozmowie.

– Mia zapewne oczekiwała jakiejś wielkiej sceny, wiec jestem pewien, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli jedno z nas dogląda gości. Wiedzieli, na co się piszą – odpowiedział Scorpius znudzonym tonem.

– Twoja matka powiedziała, że wyjeżdżasz. Nie zamierzasz o nią walczyć? – zapytał Lysander.

– Zamierzałem, ale… Po naszej rozmowie nie widzę sensu. Brak szczerości przybijał nam gwoździe do trumny od dnia pierwszego. Dominique to było ostatnie uderzenie młota, ale i tak byliśmy skazani na porażkę – odpowiedział szczerze. Jakoś nienawidził Lysandra mniej, wiedząc, że te wszystkie lata był zabójczo zakochany w Dominique.

– Elaine i Frank też mieli spięcie. Elaine rzuciła mu pierścionkiem w twarz. Niemal nikt nie zwrócił uwagi, więc może młodzi nie dowiedzą się do powrotu z miesiąca miodowego. Może powinieneś porozmawiać z Elaine.

Scorpius westchnął głośno. Mógł się założyć, że wciąż żarli się o Pottera. Ale czy naprawdę był warty odwoływania zaręczyn?

– Może moja matka lepiej jej doradzi w kwestiach sercowych – odpowiedział.

– Ach, jest tylko jeden problem. Twoi rodzice posprzeczali się o ciebie i też wyszli wcześniej.

Scorpius spojrzał na niego i uniósł brwi w zaskoczeniu.

– Ktoś jeszcze? – zapytał z sarkazmem.

Lysander zaśmiał się i podniósł z miejsca.

– Nie, ale może to ostrzeżenie, by już dzisiaj nie wdawać się z nikim w dyskusje – zaśmiał się Lysander i wyszedł z sali, zostawiając Scorpiusa samego.

 

 

**************************************

Wiem, wiem, jestem zua i niedobra i nie mam dla siebie żadnego wytłumaczenia.

Także pragnę przeprosić, że nie odpowiedziałam na wasze  komentarze, straszna ze mnie świnia, ale ostatni miesiąc, cóż, nie będę ukrywać, jakoś towarzyskie zycie mnie wręcz odpychało.

Mogę jedynie obiecać poprawę i jeszcze raz was przeprosić.

PS: Mam nadzieje, że miałyście fajne święta, a wszystko poszło w cyce :D

xoxo

Hippie

13 Komentarze

  1. Ojojoj, ale się pokićkało! Dużo i mocno! Rose i Scorpius, Frank i Elaine, nawet Dracuś i Astoria, dużo! I to na jednym weselu. Grunt, źe państwo młodzi niczego niezauważyli. A Scorpius znów wyjeżdża. Foch na niego. Biedne Scorose, mam nadzieję, źe będą jeszcze szczęśliwi. RAZEM. Z gromadką dzieci. Zrozumiałaś aluzję, Hippie?

    Krysia

  2. Hippie cieszę się , że wreszcie jest nowy rozdział choć dobrze wiem że ukazał się już wcześniej ale niestety nie komentowałam jeszcze wtedy . Ale teraz przejdę do ważniejszych rzeczy . Mam nadzieję że wszystko się ułoży ( między Elaine i Frankiem).

  3. Hmm.. czy ten upór Franka ma jakiś tajny powód ? Bo jeśli nie, to wreszcie poznałam jakąś jego realną wadę. Taką, która naprawdę mnie wkurza. Serio ? Albus należy do jego rodziny ? I skąd nagle stał się jego najlepszym przyjacielem ? Przecież przez ostatnie kilka lat się do siebie nie odzywali, o jakimś wsparciu i uczuciach nie wspomnę (chyba że liczymy niechęć i chęć mordu). Poza tym, co z tego, że Rose i Eva się zgadzają ? Przecież Frank zna Evę nie od dziś i powinien wiedzieć, że i tak by się zgodziła, bo nie chciałaby robić Frankowi przykrości skoro to jego ślub. Ale naprawdę się dziwię jak Frank (mój Frank, który jest jak powód do uśmiechu) mógł wpaść na tak chory pomysł. Po tym wszystkim co Albus spieprzył. I kiedy niby tak się przyjaźnili ? W 6 klasie Hogwartu ? Chyba jednak trochę minęło od tego czasu. I niby dlaczego nagle Albus zrobił się dla niego tak ważny, żeby stawiać pod znakiem zapytania jego ślub z Elaine ?? Bo jak nie będzie Albusa, to nie będzie wesela ? Skoro nie chcesz na ślubie faceta, który skrzywdził tylu twoich bliskich, to zastanowię się jeszcze czy chce się z tobą ożenić i związać na całe życie. To brzmi jak ponury żart i jest absolutnie niepodobne do Franka, które przez te lata znałam. (szczególnie, że nie przypominam sb, żeby aż tak kiedykolwiek się kłócili od początku ich związku, żeby wgl się kłócili). Stąd moje pytanie : czy Frank coś palił przed tą rozmową ? I jak wgl może stawiać Elaine w sytuacji, w której w „najszczęśliwszym dniu jej życia”, musiałaby znosić obecność człowieka, który tak bardzo skrzywdził jej bliskich ? Hmm.. chyba, że to nie Frank. Tylko Albus z eliksirem wielosokowym i misią pod hasłem „jak skrzywdzić wszystkich wokół i zrazić do siebie ludzi”.

    Rose i Scor.. hmm. jasne, że mi ich szkoda (nie jestem aż takim potworem), ale nie ukrywam, że w ostatnich rozdziałach zachowanie Rose bardzo mnie irytowało. To jak męczyła Scora o każdą dziewczynę. Doprowadzało mnie to do szału, bo było tak irracjonalne. A ich rozmowa.. Nienawidzę sytuacji, w której ktoś czepia się jednej rzeczy i nie umie spojrzeć na siebie z daleka, przestać skupiać się tylko na tym co on sam czuje i jak bardzo ktoś go skrzywdził. Przecież gdyby było tak pięknie i cudownie, to Scor nigdy by się nie upił wtedy w barze. Gdyby byli tak szczęśliwi to całowałby się z nią na kanapie, a nie siedział sam pijąc whisky. Nienawidzę oszukiwania samej siebie i udawania, że nie widzi się prawdy. A Rose ciągle udaje. Zachowuje się tak jakby żyli w cholernej różowej bańce szczęścia, a tu Scor, dla którego te ostatnie 10 lat było jednym wielkim planem upokorzenia i zabawienia się Rose, przebił ją z nudy. I nagle puf wszystko się rozpadło, Scor stał się skurwielem, a Rose biedną, wykorzystaną ofiarą, której teraz wszyscy żałują. Dziwię się nawet jak Rose może się tak zachowywać. Bardzo się zmieniła przez te 10 lat, dla mnie za bardzo. Zachowuje się jak dziecko, które obrażone nie chce nawet zastanawiać się nad powodami, nie chce rozmawiać. Rozumiem, że trudno jej wybaczyć, trudno jej nawet patrzeć na Scora. Rozumiem, że bardzo ją skrzywdził. Ale, kto jak kto, ale Rose powinna zrozumieć, skoro pijana też często spała z niejednym facetem. Zrozumieć, że to był tylko błąd, który Dominique wykorzystała. Zastanowić się i przypomnieć sb czy warto przekreślać wszystko co było dobre przez te 10 lat przez jeden, głupi błąd. Szczególnie jeśli zna motywy Dominique i wie, że Scor nic oprócz nienawiści do niej nie czuje. Natomiast inną sprawą jest to czy powinni do siebie wracać. Uważam, że Scor podjął dobrą decyzję. Może wcale nie są materiałem na parę na całe życie. Może kochają się miłością, która bardziej rani niż daje im siłę. Może za bardzo się oddalili, zagubili. Tak czy inaczej, dobrze że wyjeżdża. Bo czasami, mimo, że się kocha i że boli wszystko jak cholera, trzeba odejść. Zastanowić sie czy to wszystko jeszcze ma sens. Bo jeżeli tyle samo cierpienia przynosi pozostanie co odejście, to lepiej odejść.

    P.S. wiem, że sam jad dzisiaj w mojej wypowiedzi, ale sama się prosiłaś takim ponurym wpisem ;) proszę o Jamiego (który zachowuje sie jak jedyny dorosły i ogarnięty człowiek nie zostawiając Evy widząc jak całuje sie z Albusem, tylko mówiąc „Rozumiem, skarbie. Wiem, że Albus jest idiotą i próbuje na wszystkie sposoby zniszczyć twoje szczęście, bo jest cholernym, popierdolonym psem ogrodnika. Przykro mi, że znowu zachował sie jak dupek. Jak chcesz to dam mu w twarz.” i całując Evę.) Jamie, Eva i Gracie – bardzo, bardzo się stęskniłam za tą cudowną rodzinką (do której nie ukrywam, że mam olbrzymią słabość) ;)

    P.S.2 Mogę prosić o jakąś dedykację tuż przed maturą ? tak na szczęście :)

    • Wszyscy znamy Franka – jest niepoprawnym marzycielem. Może w przyszłym rozdziale poznamy lepiej jego motywy :) Ale na jego obronę, wiecie, że Frank chciałby uszczęśliwić wszystkich i nie sądzę, że chciał powiedzieć to, co powiedział.
      Ha, no, zobaczymy w przyszłym rozdziale, kto wie? Może masz racje z Eliksirem? heh :)

      Ach, wiem, wiem, nie byli szczęśliwi, ale wiesz jak to jest. Nasz mózg ma tendencje do zapominania złych rzeczy i pamiętania tylko tych dobrych. I odwrotnie. To udowodnione naukowo, że kobieta, która uważa, że jej partner ją zdradza, automatycznie analizuje wszystkie jego zachowania pod kątem zdrady, a wiadomo, jak kobieta chce to i coś znajdzie. Niestety życie to nie bajka :/ A zakochana kobieta nie jest racjonalna. Ach, gdybyś tylko mogła zobaczyć moją zakochaną siostrę. bab ma trzydziechę na karku z zachowuje sie jak trzynastolatka w czasie pierwszego zauroczenia. Aż zygam tęczą. Serio.

      W każdym razie też uważam, że Scorpius dobrze robi. Może jemu tez przyda sie sie taka przerwa z daleka od wszystkich.

      heh, wiem, wiem, z reszta ja sama ostatnio nie tryskałam radością w moich wypowiedziach, więc biorę to ponuractwo na siebie :) Ale, z pozytywnej nuty, zdecydowałam skończyć z użalaniem się nad sobą, więc i może trochę więcej słońca wpadnie do opowiadania :D

      heh, dla was wszystko, kochane. Będzie dedykacja, a jak zdążę to nawet dwie :) A co zdajesz, jeśli mogę zapytać?

      xoxo
      Hippie

      • Polski, angielski, historia rozszerzone i matma podstawa. Tylko uczenie się nie do końca wychodzi ;) Zamiast tego włóczę się po lasach, oglądam jedenasty sezon Grey’s Anatomy i czytam wszystko co się nawinie (nawet reklamy w komunikacji miejskiej – a to już szczyt desperacji)

        • O To samo co ja prawie! ja pisałam podstawową historie. Miałam jeszcze zdawać biologię i geografię, ale byłam leniwa i się wycofałam. Boże, to było już 6 lat temu. Czuje się staro :(

          Ech, ja pamiętam, jak ja sie wywijałam od nauki :) czytałam Harry’ego Pottera po raz setny, oglądałam filmy które były dostępne z serii, oglądałam wszystkie bajkowe filmy, ktore sie nawinęły. marzyłam o Irlandii i tak mi mijały dni. Az do 1 maja, kiedy to w panice zaczęłam przerzucać strony notatek :P

          Jestem stara. nie wiem nawet co tu robię. osoby w moim wieku nie powinny pisać fakfików. Może jednak mam miała racje – nic ze mnie dobrego nie wyrosło ;0

          xoxo
          Hippie

  4. Ehh Hippie
    Dawno mnie tu nie było. Chciałabym jednak zgłosić, że przeczytałam każdy rozdział i myślę, że mimo wszystko kłótnia naszych głównych bohaterów była im potrzebna. Wcześniej nie układało im się i to był taki przełom. Może będą kiedyś razem, a może nie. Ich los jest w twoich rękach.
    Całusy
    Mara Lou

  5. Wybacz, ale muszę od tego zacząć.
    Serio Hippie? Naprawdę trzeba było skłócić wszystkich w tym samym momencie? Nie można było jakoś porcjować złych wiadomości? Jeszcze tylko brakuje, żeby Mark i Mia się pokłócili…
    Cóż, nie wypowiem się na temat Scorpiusa i Rose bo ten temat jest zbyt świeży bym mogła do niego podejść rozsądnie w tej chwili.
    Powiem tylko, że nie podoba mi się poziom rozgoryczenia, w którym Scorpius przyznaje, że gierki Domonique mogły być błogosławieństwem. Ani ich rozmowa.
    Myślę, że przynajmniej kłótnia Astorii i Draco nie jest na tyle poważna, by miała natychmiastowo przynieść jakieś katastrofalne skutki.
    Nie mam pojęcia co z Elaine i Frankiem… Ten upór i brak chęci porozumienia może doprowadzić wszystkiego. Naprawdę nie rozumiem jak Elaine mogła się nie zgodzić na układ zaproponowany przez Franka. To znaczy jasne, ja również nie lubię Albusa, ale jeśli mimo wszystko jest on ważny dla Franka, to na jej miejscu bym się zgodziła po rozmowie z Rose i Elaine.
    Ach, dlaczego upór i duma zawsze muszą przynosić tyle kłopotów?
    Happiness

    • Z drugiej strony musze się też zgodzić ze Smile, że upór Franka w tej sprawie wygląda dość podejrzanie jak na ilość znanych przez nas faktów – o ile czytelniczkom wiadomo, Frank i Albus nie żyli ze sobą w wielkiej przyjaźni od czasów Hogwartu i ciąży Ewy. Chyba, że o czymś nie wiemy?

      • No co? no… Dobra. Okej. Może przesadziłam z tymi kłótniami, ale to nie była moja wina, a tak w ogóle, to no. W ogóle.

        Ekhem. Co do kłótni Rose i Scorpiusa. czasem trzeba. A taka rozłąka może im przyda. Może będą razem, może nie. Ale taki reset przydaje sie każdej parze, która nie może ze sobą wytrzymać tygodnia bez rzucania sie sobie do gardeł( i nie, nie chodzi mi o brudne skarpetki na podłodze, ale poważne kłótnie). Ech. Szkoda. Ale to znaczy, ze Scorpius wrócił na sklepowe półki. Mogę się poświecić i go trochę pocieszyć. naprawdę, nie mam nic przeciwko :)

        Tak, duma i upór zabija nawet największą miłość. Ale, jak znam Franka, nie podda tak łatwo Elaine. Więc nie traciłabym ducha tak od razu :)

        Chyba, że o czymś nie wiecie… Mwahahahahaha

        xoxo
        Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.