87. Nigdy nie pozwolę ci upaść

Z takim dedykiem dla Mandu i w szczególności dla Alister(sorki przy okazji, że nigdy nie odpowiedziałam na twój komentarz, naprawdę miałam mało czasu, ale dziękuję z całego serca )

***

Christina Perri – The Words

 

 

Leżała wtulona w jego ramiona, pierwsze promyki słońca powoli wdzierały się do środka. Zapowiadał się kolejny słoneczny, ale mroźny dzień.

Dla niej pogoda i tak nie miała znaczenia. Rozgrzewała ją ta, tak przerażająca, i tak słodka myśl, że już niedługo zostanie panią Longbottom. Śmieszne, pomyślała, nigdy wcześniej nie pomyślałaby, że tak bardzo mogłaby się cieszyć z zaręczyn, pierścionka, planów na przyszłość. Nigdy wcześniej nie pomyślałaby, że los może być dla niej tak łaskawy. Wciąż pamiętała te chwile, kiedy jedyną rzeczą trzymającą ją przy życiu, był  Scorpius, który uparcie odmawiał zostawienia jej w spokoju. Scorpius, który wciąż powtarzał jej, że to nie koniec, jeszcze nie. Scorpius, który wciąż powtarzał, że życie jest wciąż przed nią. Nie wierzyła mu wtedy, ale dziś, nie wierzyła, że jej życie mogłoby potoczyć się w lepszym kierunku. Może koniec końców coś dobrego przyszło z nieszczęsnego związku Evy i Albusa.

– Wiesz, wciąż nie mogę uwierzyć, że tak łatwo poszło – powiedział całując ją w czubek głowy.

– Co takiego? – zapytała.

– To, że się zgodziłaś. Byłem przygotowany na wielogodzinną dyskusję. Ale cieszę się – powiedział przyciągając ją bliżej do siebie. Pocałował ją krótko i spojrzał na jej twarz uśmiechając się lekko.

– Rozmawiałam z Evą dwa dni temu…

– Co? No nie! Jeden raz zdołałem utrzymać sekret i powiedzieć tylko jednej osobie i od razu musiała wypaplać! – przerwał jej oburzony Frank.

– Eva wiedziała? – zapytała zaskoczona Elaine. – Świnia nic nie powiedziała!

– Jak myślisz, skąd miałem właściwy rozmiar palca? – zaśmiał się. – Potrzebowałem wspólnika, a wiadomo, kto by podejrzewał niewinną Evunię – wyszczerzył się wesoło. – Ale skoro nie zdradziła moich planów, to co ci takiego powiedziała?

– Powiedziała, że martwię się za dużo o innych – zaczęła cicho. – I że robię to, żeby nie myśleć o swoim własnym szczęściu. Że powinnam przestać się bać. Że nie jesteśmy już nastolatkami, że już jesteśmy dorośli i powinniśmy wreszcie wziąć odpowiedzialność za nasze życie – mówiła niemal szeptem, wpatrując się w swoją dłoń, spokojnie spoczywającą na jego sercu, po czym spojrzała mu w oczy. – Teraz, kiedy o tym myślę, wspomniała hipotetycznie, co by było, gdybyś się oświadczył i chciał zacząć ze mną dorosłe życie – dodała lżejszym tonem. – Wtedy nie znałam odpowiedzi, ale nie mogłam przestać o tym myśleć. I kiedy przyszedłeś, by ze mną poważnie porozmawiać, byłam pewna, że chcesz zerwać, bo jedynie tyle spodziewałam się od losu. Przestraszyłam się. I kiedy zacząłeś mówić o miesiącu miodowym, zdałam sobie sprawę, że musiałabym być głupia, by nie dać nam szansy. Ja… czasem myślałam, że kiedyś wyjdę za mąż, może będę miała dzieci, ale nigdy nie myślałam, że będę miała szansę, by wyjść za wspaniałego, dobrego człowieka, który mnie kocha z całą moją niedorzeczną przeszłością. Czy kiedykolwiek mogłabym prosić o więcej? Nawet, jeśli… Nawet, jeśli nie przetrwamy, naprawdę myślę, że zawsze będę to dobrze wspominać.

– Zaraz zerwać! Może chciałem ci powiedzieć, że jestem w ciąży! – powiedział Frank z poważną miną.

– Jesteś szalony – zaśmiała się Elaine, po czym westchnęła głośno. – I co teraz?

– Teraz, to chyba wypadałoby powiedzieć rodzicom – powiedział Frank z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. – Możemy zacząć od twoich. No co? Astoria i Draco to twoi urzędujący rodzice, nie?

– Merlinie, Frank, przez chwile myślałam, że naprawdę wybierasz się do mojej matki – odpowiedziała z ulgą.

– Jeżeli ci zależy, to czemu nie – powiedział Frank poruszając zachęcająco brwiami. – Na pewno tym razem nie będzie w stanie się oprzeć mojemu urokowi osobistemu.

Elaine jedynie pokręciła głowa z dezaprobatą, po czym podniosła się z łóżka.

– Zanim pójdziemy do rodziców, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym się wybrać do Scorpiusa.

Frank popatrzył na nią poważnie i kiwnął głową.

– Masz rację – powiedział uśmiechając się lekko. – Scorpius powinien dowidzieć się pierwszy – pocałował ją w czoło na znak, że rozumie i się zgadza. Doskonale wiedział, ile Scorpius dla niej zrobił. Doskonale wiedział, że gdyby nie jego upór, wcale nie byłoby jej tu przy nim. Nie byłoby jej w ogóle. I nie wiedział, czy potrafił jeszcze sobie wyobrazić życie bez niej. Jeśli nawet, z całą pewnością byłaby to jakaś forma piekła.

– Jesteś najlepszy, Frank – pocałowała go krótko.

– Mów mi mój super przystojny przyszły mężu  – odpowiedział szczerząc się wesoło.

Elaine pokręciła jedynie głowa śmiejąc się cicho i wyszła z sypialni. Życie nareszcie było, jak w piosence – słodkie i miłe.

 

 

***

A Great Big World Ft. Christina Aguilera – Say something

 

 

Otworzyła leniwie oczy, ale szybko je zamknęła. Promienie słońca przedzierające się przez okna były nie do zniesienia. Prażyło niemal, jak w środku lata, a przecież zima jeszcze długo miała się tu czuć, jak u siebie. Ponownie spróbowała otworzyć oczy, tym razem z większym powodzeniem, choć nie mniejszym dyskomfortem. Bolała ją głowa, czuła, jakby wszystko w środku napuchło i tętniło boleśnie o jej czaszkę, w jej ustach było równie sucho co na pustyni. Jej oczy piekły, jakby ktoś wcierał w nie piasek godzinami. Każda komórka w jej ciele niemal wyła z bólu. Czuła, jakby przepiła co najmniej całą noc, choć nie przypominała sobie, by odwiedzała jakieś bary. Rozejrzała się wokół zdezorientowana. Była pewna, że znajdowała się w mieszkaniu Lysandra. Nie potrafiła jednak sobie przypomnieć, jak się tu znalazła, ale po wyznaniu Scorpiusa niewiele rejestrowała.

Scorpius.

Poczuła, że do jej oczu znów napływają łzy. Zakryła twarz dłońmi i za wszelką cenę próbowała zdusić tą palącą gulę w gardle. Wciąż nie mogła do końca uwierzyć w to, co jej powiedział. Może to był jedynie głupi żart? Może dla zabawy, może chciał ją rozzłościć, może chciał sprawdzić, jak by zareagowała?

Może po prostu powiedział jej brutalna prawdę. Może po prostu chciał być uczciwy i szczery. Może to tylko kolejna sztuczka? Tak, to z pewnością jego plan. Może gdy sam się przyzna, to i Rose wybaczy i wszystko będzie jak dawniej. Nie mogła uwierzyć, że nie poznała się na kwiatach, prezentach i cudownym penthausie. Klasyczny przykład zdrady, ale nie chciała tego zobaczyć. Nie, kiedy chodziło o Scorpiusa.

Dlaczego zdążyło jej już zbrzydnąć, choć minęło zaledwie parę godzin. Zabawne, pomyślała, po Gregu nie spodziewała się, że coś jeszcze może ją bardziej zranić. I teraz, kiedy tak usilnie starała się go nienawidzić dobre wspomnienia bombardowały jej myśli i nie potrafiła ich zatrzymać.

Ciepły letni wieczór w sadzie babci Molly. Pamiętała, jak dziś sposób, w jaki Scorpius ją całował. Sposób, w jaki na nią patrzył. Sposób, w jaki ją dotykał. I jego spanikowaną minę, gdy usłyszeli jej ojca, szukającego ich w ciemności.

Albo kiedy po wypadku tak usilnie starał się jej pomóc, kiedy odrzucił jej zaloty dla jej własnego dobra, radząc jej by zapisała się na jogę.

Kiedy w czasie finalnego meczu Quidditcha właściwie oddał jej zwycięstwo, a później na oczach wszystkich pocałował ją czule.

Pstryk!

Pojawił się przed nią kubek gorącej czekolady.

– Hm… Nie wiem, co poprawił Fred, ale ostatnie parę dni działa bez zarzutu – powiedział Lysander, siadając na fotelu naprzeciwko Rose. – Jak się czujesz?

– Zajebiście – odpowiedziała oschle, usilnie próbując nie płakać. Jej oczy były już tak zmęczone, że była pewna, wyglądała, jak wielka czerwona ropucha z dwoma wielkimi, spuchniętymi gulami zamiast oczu. – Jak tu się w ogóle wczoraj dostałam? – zapytała cicho, podnosząc się i siadając na brzegu kanapy, ale nie podnosząc ani wzroku, ani głosu. Tylko tak była się w stanie kontrolować.

– Musiałaś się tu wybierać, Lorcan znalazł cię tuż za rogiem. Może po prostu biegłaś przed siebie i akurat biegłaś tędy. W każdym razie, teraz jesteś tutaj. Możesz zostać ile chcesz, pod warunkiem, że nie będziesz niczego przestawiać – powiedział przyglądając jej się uważnie. – Wiesz, że wszystko nam wczoraj powiedziałaś, prawda?  Jeśli chcesz sobie popłakać, to śmiało. Znamy się od lat. Nie będę osądzać.

Nie potrzebowała dalszej zachęty. Z resztą, nie była pewna, czy byłaby w stanie utrzymać łzy na wodzy choćby kolejne parę sekund. Samo wspomnienie skruszonej miny Scorpiusa sprawiało, że jej pierś rozdzierał niewypowiedziany ból. Znów momentami zapominała by oddychać. Znów momentami nazbyt bolało, by choćby próbować coś powiedzieć.

– Mam też i złe wieści – zaczął cicho Lysander.

Rose uspokoiła się nieco i spojrzała na niego pytająco. Nie mogło być gorzej, nie, kiedy Scorpius zdradził ją z jej własna kuzynką. Nie teraz, kiedy tak cholernie bolało.

– Harry był tu wczoraj, kiedy Lorcan cię przyprowadził. Twoi rodzice już wiedzą. Zapewne, cały klan już wie. Hugo tu był. Ale powiedziałem mu, że na razie wolałabyś zostać sama. Powiedział, że przekaże reszcie, żeby cię nie nękali.

– Powinnam była wiedzieć… – wyszeptała Rose. Jakaś cząstka niej miała cichą nadzieje, że może uda jej się zachować cały dramat w tajemnicy, cierpieć w milczeniu bez nadtroskliwych pytań rodziny. Ale była to nadzieja głupców, wiedziała doskonale, w jej rodzinie pojęcie tajemnica istniało jedynie w teorii. – Powinnam była wiedzieć od początku…

– Rose, jako twój najlepszy przyjaciel ci to odradzam – powiedział poważnie Lysander, wzdychając ciężko.

– Co takiego? – zapytała przez łzy.

– Utwierdzanie się w przekonaniu, że Scorpius to zwykły skurwiel. Fakt, popełnił błąd, ale wszyscy je popełniamy. Nie wmawiaj sobie, że nigdy cię nie kochał. Wiesz, że to nieprawda. I nie, nie bronię go.

Rose jedynie prychnęła cicho i ponownie położyła się na kanapie, pozwalając łzom płynąć w spokoju. Nawet jeśli Scorpius naprawdę ją kochał, w tym momencie nie chciała w to wierzyć. Nawet nie chciała o nim myśleć. Wciąż odtwarzała w głowie każdą minutę, każdą sekundę balu Evy, którą tylko była w stanie sobie przypomnieć. Odtwarzała w głowie każdą możliwą sekundę po nocnej wizycie Scorpiusa. Mruczek musiał to przeczuwać, uśmiechnęła się gorzko do ironii. Kot, którego sam jej podarował, próbował ją przed nim ostrzec.

– Musze przyznać, jestem zaskoczony. Byłem przekonany, że będę musiał cię przywiązać do kanapy, żebyś nie rzucała mi się na szyję – powiedział zdawkowym tonem, podnosząc się z miejsca.

`– Przeszło mi to przez myśl. Ale a, Scorpiusa by to mało obeszło i b, nie mam już siedemnastu lat – odpowiedziała gorzko. – Dominique… Zrobiła to specjalnie, prawda?

– Twierdzi, że tego nie planowała, a jedynie skorzystała z okazji, że Scorpius był pijany, jak wieprzek – odpowiedział cicho.

Rose zapłakała głośniej, ponownie chowając twarz w dłonie. Minęło tyle lat, jeśli jej kuzynka nadal czuła się przez nią urażona, dlaczego świat miałby jej wybaczyć życie, jakie wtedy prowadziła? Dlaczego los miałby powiedzieć idź dalej z czystym sumieniem, jeśli jej własna rodzina nie potrafiła się na to zdobyć? Może przez tyle szczęśliwie spędzonych ze Scorpiusem lat zapomniała, że nadal miała dług wobec życia? Przeszłość dopadła ją koniec końców.

– Nie sądziłam, że byłeś dla niej aż tak ważny – wymruczała przez dłonie.

– Bo nie byłem. Za to jej urażona duma owszem. Popłacz sobie, dobrze ci zrobi. Ja będę u siebie w sypialni. Mam parę raportów do skończenia.

Lysander wyszedł z salonu rzucając jej ostatnie zmartwione spojrzenie. Nie wiedział, w jaki sposób miałby ją pocieszyć, jak by nie spojrzeć, tak naprawdę to on sam był źródłem jej cierpienia. Gdyby nie zerwał wtedy z Dominique i nie pobiegł do Rose, nic takiego by się nie wydarzyło. Nie docenił, jak długo nastolatka może chować urazę. Ale Dominique zawsze była zawzięta. Zawsze musiała dostać to, czego chciała, nawet jeśli musiała po to iść do samego piekła, lub, co bardziej prawdopodobne, kogoś do niego wysłać.

Westchnął ciężko zamykając drzwi swojej sypialni. Podszedł do biurka i spojrzał na uśmiechnięte zdjęcie Dominique, które trzymał od lat. Podniósł delikatnie ramkę, marszcząc brwi. Wiedział doskonale, że za tą twarzą anioła, kryło się zło w czystej postaci. Wrzucił zdjęcie do kosza, stojącego obok biurka i usiadł ciężko w fotelu. Może tak miało być. Może musiało do tego dojść, by wreszcie zrozumiał, że walczy z wiatrakami. Że Dominique nigdy nie będzie jego. Że nigdy się nie zmieni.

 

 

***

Woodkid ft. Lykke Li – Never let you down

 

 

Wyskoczyła z kominka z wesołą miną. Nie mogła się doczekać, by przekazać Scorpiusowi radosne wieści. Była pewna, że będzie się z nią droczył, wypominając każdy jeden raz, kiedy przysięgała, że nigdy nie wyjdzie za mąż.

Rozejrzała się wokół, ale ciężko jej było cokolwiek dostrzec. W pomieszczeniu panował półmrok, okna zakryte były ciężkimi kotarami, a dodatkowo wszędzie stały sterty pudeł. Postawiła parę kroków do przodu i poczuła, że nadepnęła na kawałek szkła.

- Lumos! – powiedziała machając różdżką.

Rozejrzała się wokół i przestraszyła nieco. Na podłodze było pełno szkła i porozbijanych bibelotów. Kartony leżały w nieładzie, gdzieś pałętały się puste butelki po Ognistej Whiskey. Jeszcze wczoraj wieczorem wszystko było w idealnym porządku, kiedy zostawiała Rose, wcale nie zostało wiele do posprzątania. A jednak teraz miejsce wyglądało, jak pobojowisko.

- Scorpius! – zawołała. – Rose!

Nikt nie odpowiedział, więc ruszyła dalej. Wiedziała, że Scorpius jest w domu, wziął wolne, by się rozpakować, tak mówił Draco. A jeśli miał wolne, na pewno nie wstałby tak wcześnie rano. Może nadal spał? Ale to nadal nie wyjaśniało poniszczonych przedmiotów w salonie.

Szła dalej przed siebie, niepewnie, widziała mieszkanie jedynie parę razy, dodatkowo był to głównie salon i nie potrafiła sobie dokładnie przypomnieć, gdzie znajdowała się ich sypialnia. I nagle ogarnęła ją jakaś nieopisana groza. Coś było nie tak, coś się stało, coś niedobrego. Przyspieszyła kroku i nagle usłyszała gdzieś w oddali odgłos tuczonego szkła. Pobiegła w tamtym kierunku, uważając, by być jak najciszej, aż dobiegła do drzwi zza których zdawał się dochodzić dźwięk. Popchnęła je energicznie trzymając różdżkę w gotowości, ale jedyne co zobaczyła, to Scorpius w pomiętej koszuli, wystającej z jego spodni, w rozczochranych włosach, tłukący wszystko, co znalazło się w zasięgu jego dłoni.

– Scorpius! Na Merlina, co ty wyprawiasz? – warknęła, choć nieco jej ulżyło widząc, że wszelkich zniszczeń dokonał sam blondyn.

– Zostaw mnie samego – mruknął gorzko, po czym potknął się o sweter leżący na podłodze i upadł na ziemie.

– Scorpius, co się dzieje? Gdzie jest Rose? – przynajmniej to drugie pytanie zdawało się przyciągnąć jego uwagę.

– Zapewne i tak się dowiesz, więc równie dobrze mogę ci sam powiedzieć – spojrzał na nią poważnie, nawet nie próbując się podnieść z podłogi. Jego oczy były przekrwione i opuchnięte, zupełnie, jakby płakał, a przecież nie pamiętała nawet, kiedy widziała go takim po raz ostatni, musiała minąć co najmniej ponad dekada.

Podeszła bliżej i uklękła obok niego. Gdyby nie znała go tak dobrze, mogłaby przysiąc, że w jego oczach zaszkliły się łzy.

– Scorpius? – położyła dłoń na jego ramieniu.

– Pieprzyłem się z Dominique – powiedział drżącym głosem. – Wszystko spieprzyłem Elaine. Wszystko. Rose nigdy mi nie wybaczy. I wiesz co? Dobrze zrobi. Zawsze byłem dla niej skurwysynem.

Elaine spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziała, co powiedzieć, ani zrobić. Nie była nawet pewna, czy aby na pewno usłyszała to poprawnie. Nie, musiała źle zrozumieć. Scorpius nie mógł mieć na myśli, że zdradził Rose. Nie widział poza nią świata, tego była pewna. A jednak siedział na podłodze pośród roztrzaskanych szkieł, zdjęć i ubrań, ze łzami w oczach.

– Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego Scorpius? – zapytała szeptem zamykając oczy.

– Dlatego, że była okazja. Dlatego, że byłem pijany. Dlatego, że jestem głupi. Wybierz opcję, która najbardziej ci odpowiada, bo sam już nie wiem – powiedział gorzko.

Był na siebie wściekły. Zawsze musiał wszystko zniszczyć. Może nie potrafił być szczęśliwy zbyt długo. Może był, jak bohaterka tej mugolskiej książki, którą kiedyś pożyczyła mu Rose, pani Bovary, nieustannie wierząc, że byłby szczęśliwszy  gdzie indziej, z kimś innym. Może był po prostu głupi. Tak, musiał być głupi. Tylko głupi ludzie wyrzucają szczęście do kosza, a on własnie to zrobił.

Elaine utkwiła wzrok w podłodze, marszcząc czoło.

– Dominique… – wyszeptała. – Dlaczego akurat Dominique?  Kto powiedział Rose?

Ja powiedziałem Rose – odpowiedział gorzko. – Dominique była całkiem chętna, by utrzymać wszystko w tajemnicy. Nawet powiedziałbym, wolałaby, żeby to nigdy nie ujrzało światła dziennego – mówił beznamiętnie. – Może to była moja zemsta, za to, że zaprosiła mnie do siebie. Nie wiem.  Nic nie mówisz. Skurwysyn ze mnie, co?

Elaine popatrzyła na niego zmartwiona i z pozycji klęczącej usiadła zrezygnowana na podłodze.

– A co mam powiedzieć, kretynie?! – odpowiedziała uderzając go dłonią w tył głowy. – Źle ci było? Dlaczego zawsze musisz wszystko zepsuć?! Tak bardzo nie możesz znieść, że byłeś przez chwilę szczęśliwy? Zresztą, ta cała Dominique wcale nie lepsza! Wszyscy wiedzą, że jest w części wilą, na pewno użyła swojej magii, mała kurwa! – syczała, ale zatrzymała się nagle i westchnęła głośno. – Coś ty narobił, Scorpius? – zapytała cicho.

I nagle ogarnęła ją ta smutna myśl, że może to jest cena, jaką los wyznaczył za jej własne szczęście. Może rodziny dostawały pewien limit szczęścia, a im w udziale przypadło go tak mało, by tylko jedna osoba w jednym czasie mogła być szczęśliwa. Może to była jej kara, za to, że pozwoliła sobie pomyśleć, że wszystko już będzie dobrze. Że będą żyli z Frankiem długo i szczęśliwie, aż do końca swych dni. Że happy endy istnieją.

Scorpius złapał ją nagle za dłoń i szarpnął do siebie.

– Auć! Zwariowałeś? – warknęła.

– Co to jest?! – zapytał oskarżycielsko, świdrując ją wzrokiem, zupełnie ignorując jej protesty. – On ci się oświadczył! – dodał jeszcze bardziej oskarżycielskim tonem. – I ty się zgodziłaś! – ostatnie zdanie zawisło w powietrzu, jak najwyższa zbrodnia przeciw ludzkości.

– Ja… Ja… – wydukała zaskoczona, nie tylko jego spostrzegawczością, ale i jego reakcją.

Scorpius wziął jej drugą dłoń w swoje i spojrzał na nią smutno. Tym razem trzymał jej dłonie delikatnie.

– Zabawne, nie sądzisz? Najszczęśliwszy dzień twojego życia, jest najsmutniejszym dniem mojego – powiedział cicho wpatrując się w jej dłonie, po czym podniósł wzrok i uśmiechnął się lekko. – Wiesz, jeżeli to jest cena, jaką musiałbym zapłacić za twoje szczęście, to zapłaciłbym ją za każdym razem bez wahania. Merlin wie, że zasługujesz na szczęście bardziej, niż ja. Merlin wie, że dbasz o nie bardziej, niż ja.

– Scorpius… – zaczęła smutno.

– Wiesz, że mam racje – przerwał jej. – Nie martw się o mnie. Wyliżę się z czasem. Ale… Martwię się o Rose. Jest z Lysandrem, tak twierdzi Dominique..

– Wiem, że go nie lubisz – przerwała mu. – Ale jestem pewna, że Lysander nie wykorzysta okazji.

– Wiem – odpowiedział Scorpius. – Miałem jedynie na myśli… Naprawdę złamałem jej serce, wiem to. Żałuję. Ale nie chciałbym, żeby przeze mnie wpadła w stare nawyki – powiedział cicho.

Elaine kiwnęła głową na znak, że rozumie, ale zmarszczyła brwi i przygryzła wargę.

- Co? – zapytał Scorpius.

– Nie sadzę… – zaczęła nie patrząc na niego. – Nie sądzę, że Rose na razie będzie chciała mnie widzieć, Scorpius.

–  Najpewniej nie – cicho przyznał jej rację.

Elaine podniosła się z miejsca i spojrzała na niego poważnie.

– Lysander o nią zadba. Podnieś się, Scorpius. Musimy ogarnąć tą ruinę – zarządziła. – Nawaliłeś, fakt. Ale nie mamy już szesnastu lat. Życie toczy się dalej. Nie będzie łatwo, ale nie wszystko jeszcze stracone. Niszczenie własności Rose w niczym ci nie pomoże, bo, jeśli nie zauważyłeś, poniszczyłeś też jej rzeczy. No już, ciap ciap, samo się nie posprząta. I nawet nie myśl o wzywaniu skrzatów. Czas nauczyć się sprzątać bałagan, który sam narobiłeś.

Scorpius spojrzał na nią z niedowierzaniem, i Elaine była pewna, że usłyszy tysiąc słów sprzeciwu. Blondyn jednak podniósł się z miejsca i schował dłonie w kieszenie spodni.

– To od czego mam zacząć? – zapytał niepewnie ku zaskoczeniu Elaine.

– Najlepiej od początku – odpowiedziała uśmiechając się lekko.

 

 ****************************

xoxo

Hippie

17 Komentarze

  1. Kukiełki są wyjątkowe. Prawdziwe, słodkogorzkie. Z biegiem czasu coraz bardziej je doceniam. Dorastam z nimi. :) I choć mam ochotę Cię udusić za to, że pozwoliłaś tej małej żmii uwieść Scorpiusa, to z drugiej strony mam ochotę Cię pochwalić. Dajesz im i Nam cenną lekcję. :)

    Do fikcji przemycasz wiele z codzienności. I wiesz? Lubię to najbardziej. :)

    Cieszę się ze szczęścia Elaine i Franka! :)

    Pozdrawiam, Lily M :*
    PS Za niedługo dobijesz do setnego rozdziału! :D

    • Dziękuję, dziękuję, dziękuję :) Moje ego tak szybko rośnie, że mój luby twierdzi, ze dla niego zaczyna brakować miejsca w mieszkaniu :P

      Ciesze sie, że to nie jest tylko jakaś historia do poczytania, kiedy sie wam nudzi. jesli w jakikolwiek wam którykolwiek rozdział kiedykolwiek pomógł, to ja jestem z siebie dumna i cel uważam za osiągnięty :)

      Nom, hyhy, będę chyba musiała przygotować coś super na Kukiełkowy Jubileusz :D

      xoxo
      Hippie

  2. Och, szlocham i ubolewam wielce nad moim biednym Scorose… Takie straszne, moje malutkie kluseczki Malfoyowato – Weasleyowate *siąpi noskiem*. Oni muszą być razem, bo muszą i już!

      • Łiiiiiii, taaaaak!!! Dostałam aine klaine Fraine! Ale nad Scorose nadal ubolewam. Tą drugą cząstką duszy. Ciocia Hippie… Cioooooooooociuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!! A kiedy pojawi się jeszcze Mruczek? Bo jako wielka, kocia fanka tęsknie za nim!

  3. Boże, Boże! Cuuuudowny! A ile ja sie na niego naczekałam! Uzależniłam się no… :( Mam 3 pytania! Pierwsze kiedy następny!? :D Drugie, czy Rose wróci do dawnych nawyków ? :D (lubiłam je, taka zła, pogubiona, nienawiść do rodzinki :D ) i trzyyy CZY ONI DO SIEBIE WRÓCĄ?! :D
    xoxo

    • Heh :)
      Okej, od początku, być może następny pojawi sie na weekendzie, ale mam grypę więc jeżeli będzie opóźnienie, to nie zabijajcie mnie :)
      Rose ma dobrych przyjaciół i złe nawyki, więc na odpowiedź będziesz musiała poczekać.
      Na to to juz na pewno będziesz musiała poczekać :P

      xoxo
      Hippie

  4. No jest <3
    na początku przepraszam za moją długą nieobecnosć, bo nie jestem pewna czy skomentowałam ostatni rozdział, a jeżeli nie ostatni to poprzedznie. Na wstępie chciałabym przeprosić za moją rzadką aktywność, ale natłok obowiązków nie pozwala mi na tak szczegółowe doecenienie Twojej pracy jak bym chciała i jak na to zasługujesz. Ciesze się nadal niezmiernie, że wróciłaś, bo masz do czego! Tego dziecka nie można porzucić, żadnego nie można… :)
    Rozdział marzenie, jaki ty Tutaj kontrast rzuciłaś – szczęścia i nieszczęścia, pokazałaś rozstanie i nowy początek, niby dwie diametralnie różne rzeczy, ale łączy je jedno – w obu przypadkach nadal występuję miłość! I ona jest, piękna i silna, szalenie przez Cb opisywana między Scorpem i jego Rose i ta spokojna aczkolwiek nadal silna między moją ulubienicą a Frankiem…
    Ten Scorp każdej z nas śmierdzał, tą swoją nagłą dobrocią, nudnością, Elaine go wyczuła, my też… nabroił, och nabroił ale to jest Scorp… wiem jak to banalnie brzmi, ale Ty wiesz o co mi chodzi, to jest Scorp… wychodze z założenia, że zanim ten chłopak się czegoś nie nauczy i zanim nie wpadnie w jakies tarapaty to minie duużo czasu i rozdziłów. Ale ich łączy miłość! Wiesz co, ja własnie za to kocham Scorpa, że jej powiedział, że rozumie co odwalił, że się stacza! Tak własnie za to go uwielbiam, bo jest najbardziej autentyczną twoją postacią, osiągnełaś ogromny sukces, ponieważ my wszystkie czujemy, że go znamy, chcemy wiedzieć co zrobi, próbujemy przewidywac jego zachowanie. Czytam komentarze i widze, że nie tylko w mojej głowie snują się pomysł Scorpowych rozwiązań! Chyba żadna inna postac nie spotkała się z takimi planami i to nie dlatego, że ma charakter wrażliwego drania i te śliczne Dracońskie oczy, ale za to, że jest sam w sobie autentyczny, nie jest pospolitym synem Malfoya, dostrzegam w nim cześciej Astorie, mimo wszystko.
    Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie odniosła się do mojej ulubiuonej postaci, o którą tak zawsze błagam żałośnie a która Ty idealnie wpleciesz tam, gdzie jej stosowne miejsce. Chyba za to cię lubię haha że msz swoje zdanie i robisz to co uważasz za słuszne i tylko wtedy, kiedy jest słuszne. Moja biedna Elaine, która naprawdę zasługuje na szczęście, która ma obok siebie idealnego Franka, która żyje dla innych, która tak naprawdę według mnie ma największe serce, dlatego, że postrzega siebie jako nic, a tak naprawdę jest wszystkim. Uwielbiam ją za tą skromność! I wiesz co, był zarys retrospekcji za co Ci bardzo dziękuję, bo mi się wydaje to być ciekawym tematem, tymbardziej, że Rose, której nie znosze, aczkolwiek wypadałoby ją chociaż wymienic w komentarzu, może miec podobne problemy. Wracając do Elaine, ja cholera podzielam jej obawy, jak jest za spokojnie to to jest podejrzane, Frank wydaje się być idealny i do cholery on musi mieć chociaz jedną wadę, chociaż jedną i ja nie wierzę, że to jest ten za długi jęzor, no oby to była jedyna, ale ja nie wierzę, rozumiem jej obawy. Piękny rozdział, bardzo mi sie podobał, jak widać powyżej :) Zaciekawiłaś mnie tak, że będę bardzo niecierpliwa i znowu będę codziennie tu zaglądać. Liczę na więcej Elaine i Scorpa, i wierzę, że tak będzie, bo ktoś będzie musiał naszego młodego Malfoya postawić do piona!
    Dziękuję, że mogę rozkoszować się Twoim dziełem :)
    koko

    • Nie masz za co przepraszać, naprawdę, też mam życie poza blogiem, więc brak czasu świetnie rozumiem :)

      Chyba rozumiem co masz na myśli. I zgodzę się, że Scorpius nawali i to po całej linii. Fakt, że powiedział Rose, sam z własnej woli, jest jak na razie jedyną rzeczą zbliżającą go do wybawienia. jak to sie dalej potoczy, trudno przewidzieć, czas pokaże. Ale myślę, że wszystkie wyciągnęłyśmy z tego lekcję – ludzie nie zmieniają sie tak z dnia na dzień bez powodu.

      Myślę, że Elaine i Frank dają nam wszystkim przykład, że jak ktoś chce, to potrafi i że rzeczą najważniejszą w związku na pierwszym miejscu jest przyjaźń. Co do wad Franka, nie martw sie jest ich więcej. na przykład zawsze rzuca brudne skarpetki pod ścianą w sypialni czym doprowadza Elaine do szewskiej pasji. I nie umie dochować tajemnic. :P

      Zawsze do usług :)

      xoxo
      Hippie

  5. No i znów musisz czytać ten nieskładny, pełen błędów, strasznych określeń (radykalnie moje serce rozbiło się o ścianę kilku słów, które nie powinny istnieć i mieć miejsca! Więc tak! Nadal jesteś radykałem :P ) nic nie wnoszący komentarz Visenny… :D niestety, chyba będziesz musiała to przeboleć.
    To może zacznijmy od końca. Scorpius, złamane serca, ból i szkło to zdecydowanie nie jest dobre połączenie… właściwie kiedy dodamy tu Rose to połączenie jest fatalne. Na szczęście zarówno Rose jak i Scorpius mają przyjaciół, którzy są w stanie postawić ich na nogi. Kiedy Elaine wyszła z kominka, moim oczom jeszcze przed twoim opisem ukazało się dokładnie to, co przeczytałam chwilę później. W tym momencie naprawdę bałam się, że Scorpius mógł sobie zrobić coś poważnego, ale NA SZCZĘŚCIE, AŻ TAK RADYKALNA NIE JESTEŚ :D (myślę, że w tym momencie powoli zarabiam na potępienie).
    Zarówno Rose jak i Scor stawiają pierwszy krok do powstania z popiołu. Pewnie jeszcze sporo czasu minie nim wybaczą sobie sami przed sobą (zwłaszcza Scor, choć wydaje mi się, że jemu, nie tyle łatwiej co szybciej idzie stawianie kroków, może to dlatego, że przed nim jest ich więcej? Chociaż…). Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć jak będą stawiać kolejne.
    Muszę przyznać, że rozpoczęłaś (zakończyłaś w sumie też) miłą rzeczą. Frank i Elaine (jak już wiele razy pisano, ale co zaszkodzi jeszcze raz?) są świetni w swojej prostocie i swojowości (nie ważne, że takiwyraz nie istnieje i możnaby powiedzieć swojskości, kto by sie przejmował polską gramatyką).
    Kocham postacie, które ukształtowałaś(razem z Bezczelną ;) ), kocham to opowiadanie i kocham twój sposób pisania (nie ten nadmiar miłości wcale nie jest wywołany środkami psychoaktywnymi, ew, może podchodzić pod przekupstwo :D choć właściwe nie wiem, czy prawdą można handlować ). Kiedy opisywałaś wspomnienia czułam jakbym to ja to przeżywała. Dziękuję ci za podarowanie klucza do wrót do tego świata, dziękuję ci za ten promyk słońca wśród ponurej szarej codzienności (nawet jeśli moje serce pęka, to przynajmniej jestem w miejscu, które kocham), a ty dobrze wiesz, że z tymi groźbami to tylko tak na pół serio, najwyżej tylko wyślemy ich, żeby siedzieli ci nad głową pzy pisaniu :)
    Komentarz nieskładny, nie po polskiemu, z mnóstwem wtrąceń, ale nie wymagaj prosze dużo po pieciu godzinach matematyki i fizyki, które uczyniłaś lepszymi i dałaś mi energię na kolejne pięć.
    Dziękuję, tak po prostu. Visenna :)

    • hyhy, chyba ci jestem w stanie wybaczyć :)

      Chyba rzeczywiście zarabiasz na potępienie, ale leżę z grypą w łóżku(musiałam nawet pozbyć się mojego lubego z wyra, żeby zrobić miejsce) więc nie byłabym w stanie cię ściągnąć tak czy siak. chyba nie mam wyboru jak znów ci przebaczyć:)
      Co do Rose i Scorpiusa masz rację, dobrze ze mają właściwych przyjaciół. Myślę, że świat byłby o wiele lepszym miejscem, gdybyśmy wszyscy mogli sobie na takowych pozwolić :)

      Aww to chyba ta grypa, ale aż sie rozczuliłam nad tyloma komplementami. Za każdym razem kiedy któraś z was mi mówi coś takiego to az sie łezka w oku kręci a i weny nagle jakby przybywa, wiedząc, że ten cały czas, który spędzam na pisanie, ma jakieś znaczenie. To ja dziękuję :)

      xoxo
      Hippie

  6. Merlinie dzięki Ci za Franka :)

    Muszę przyznać, że trochę się wzruszyłam kiedy Rose wspominała jej dobry czas ze Scorem (szczególnie chwile po wypadku), bo sama ciągle do tego wracam i non stop o tym marudzę w komentarzach.
    Lys powiedział to, co już pisałam ostatnio. Mam nadzieję, że kiedy już Rose ochłonie zrozumie, że Lys ma rację. I nie będzie sobie teraz wmawiać, że Scor nigdy jej nie kochał, a to wszystko było tylko jego zabawą. Nie dość, że nikomu to nie pomoże to jeszcze niszczy pamięć tych wszystkich dni, podczas których byli szczęśliwi.

    No i moja kochana Elaine, która nie będzie płakać nad rozlanym mlekiem i nie pogłaszcze Scora po główce, tylko każe zebrać dupę i się ogarnąć. Bardzo trafiło do mnie to co powiedziała. Że nie mają już po 16 lat i mimo tego, że czasem wszystko się wali, trzeba potem wstać i posprzątać, bo życie toczy się dalej bez względu na nasze problemy. Bardzo podoba mi się zdanie, które powiedziała do Scora „Czas nauczyć się sprzątać bałagan, który sam narobiłeś.”.
    Zauważyłam, że odkąd byli nastolatkami zarówno Rose jak i Scor mają skłonności do hmm… jakby to opisać. Po prostu wiadomo, że jeśli rozpaczają to w najbardziej filmowy i dramatyczny sposób, czyli mnóstwo alkoholu, dym od setek papierosów, szkło na podłodze itd. A oni zagubieni w tym wszystkim. Dobrze,że jest ktoś taki jak Elaine. Kto wejdzie do tego burdelu, ogarnie wszystko wzrokiem, poprzeklina, a potem zacznie doprowadzać wszystko do pionu.

    Wspaniale, że podkreśliłaś związek jaki jest między Scorem a Elaine. To ile razy wzajemnie się ratowali. To, że gdyby wcześniej zabrakło jednego z nich, nie wiadomo czy drugie dałoby radę.
    Może to co powiem będzie brutalne, ale uważam, że jeśli faktycznie jest taki rozkład szczęścia jak to opisali, to Elaine i Frank zasłużyli na nie bardziej niż Rose i Scor. Bardziej o nie dbali, pielęgnowali. A nie skakali wciąż w górę i w dół i zastanawiali się czy przypadkiem nie jest za dobrze. Oni po prostu spokojnie byli razem, trwali i budowali swój związek. I cholernie się cieszę z ich szczęścia, bo w pełni na to zasługują.

    P.S. wiem, że marudzę jak cholera i pewnie masz już ochotę mnie zabić, ale: Co z tym kotem ? Kto/Co to w końcu jest ? Co się dzieje, że Zakon znów musi powstać ? Co oznaczają te tajne zebrania ? Czy ma to związek z Pierrem ? Czy George pojawi się jeszcze osobiście w tej historii ?

    P.S.2. Say something mnie dobiło.

    • Cieszę się, że poruszyłam twoje serducho. Wydaje mi się, że to ważne, żeby nie zapominać o tym, co było dobre, mimo wszystko. Myślę, że Lysander był dobra osoba, żeby jej to powiedzieć, bo on sam nie ma żadnego interesu w tym, żeby sie rozstali, ani w tym, żeby sie rozeszli.

      Świetnie zsumowałaś dramatyczne zapędy Rose i Scorpiusa :) Myślę, że teraz oboje będą potrzebowali kogoś takiego jak Elaine, jak Lysander, żeby troszkę wydorośleć i zacząć patrzeć na życie oczami osoby dorosłej, a nie nastolatka w fazie buntu.

      Co do rozkładu szczęścia, to niestety muszę się zgodzić, choć mam nadzieję, że ta lekcja sprawi, że to sie nieco zmieni. Wydaje mi się, że wiesz, Frank i Elaine kłócą sie o bzdety, nieumyty kubek po kawie, dym papierosowy w salonie, rzucone pod ściana skarpetki. rzeczy nieistotne. natomiast Rose i Scorpius zawsze kłócą sie o rzeczy ważne i wielkie i tu jest, wydaje mi sie, problem.

      Hehe, kot sie wyjaśni, niech was o to głowa nie boli wy ciekawskie babiszony :P Co sie dzieje, też sie wyjaśni, ale jeszcze musicie wykazać sie cierpliwością. Pierre będzie miał w tym swoje trzy grosze, jeśli musicie wiedzieć. Na ostatnie pytanie trudno mi opowiedzieć. Chodzi ci o George’a Weasleya, czy, podążając za tokiem twoich pytań, Grega Alastaira? Własciwie, nie ma to znaczenia. W obu przypadkach odpowiedź brzmi tak.

      xoxo
      Hippie

  7. Totalnie rozpłynęłam się przy scenie z Elaine i Frankiem <3 Oni są tacy kochani <3 Ale Rose i Scorpius…Totalna rozpacz i piekło! Oni muszą się pogodzić bo obydwoje bez siebie usychają i mimo iż ich związek nie jest idealny to moim zdaniem dopełniają się nawzajem.Przy Rose myślałam że pęknie mi serduszko, srrasznie to wszystko przeżywa, zresztą Scorpius też.Wracając do Elaine i Franka, świetnie opisałaś uczucia Elaine w mieszkaniu Scorpiusa, czułam się jakbym ja sama tam była.Po prostu arcydzieło <3 Oczywiście rozdział jak zawsze cud,miód,malina :D Buziaki, Lanruol ^^

    • Prawdę powiedziawszy, bardzo bym sie martwiła i dziwiła, gdyby tak tego nie przezywali. ja nie wiem co bym zrobiła na ich miejscu, ale mogę sobie wyobrazić jak boli w ten sposób złamane serce.

      Czy sie pogodzą czas pokaże, nie będę składać obietnic, ale może z czasem nauczą sie żyć na nowo :)

      xoxo
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.