84. Szczęśliwego Nowego Roku, Rose

Dziś urodziny obchodzi Neyliero! Whoop! Whoop! Whoop! Wszystkiego najlepszego kochana :*

I jeszcze taka mała dedykacja dla nowych czytelniczek Kukiełek,
Milki i Pannyjulianny :)

No i jeszcze dedyk dla smile, która tak troskliwie upewniała się, że wciąż żyję :)

 

***

Jason Mraz – Who’s thinking about you now?

 

Ulice Londynu pokryły się cienką warstwą śniegu, ale spoglądając w niebo nie trudno było się domyślić, że ten drobny biały pył spadający z nieba był jedynie preludium przed zapowiadanymi burzami śnieżnymi.

Rose poprawiła szalik, przeklinając w duchu swój własny upór. Mogła siedzieć w tym momencie przy ciepłym kominku, z kubkiem gorącej kawy w lewej ręce, dobrą książką w prawej. Mogła podziwiać i zachwycać się pięknymi zimowymi krajobrazami przez okno, spod ciepłego koca. Mogła, ale ciekawość nie dawała jej spokoju od trzech dni.

Lysander zachowywał się dziwnie od tygodni, ale w to w końcu Lysander, w najgorszym wypadku się zakochał, zdecydowała Rose. Diametralna zmiana w zachowaniu Scorpiusa była wytłumaczalna, nabroił, więc i chciał się zrekompensować, pomyślała. Ale ich mały zatarg u Malfoyów nie dawał jej spokoju. Zakopali topór wojenny po tym, gdy wydawało jej się, że widziała Pierre’a w Hogsmeade. Scorpius był nawet dla Lysandra miły, choć Rose widziała, że nie zawsze przychodziło mu to łatwo. A jednak, choć nie usłyszała o czym rozmawiali, ich bojowe miny mówiły same za siebie.

Westchnęła z ulgą widząc znajomą kamienicę i przyspieszyła kroku, wciąż spoglądając uważnie pod nogi. Scorpius na pewno nie ucieszyłby się na wieści, że została znaleziona ze złamaną nogą pod mieszkaniem Lysandra.  Nie to, że się z tym ukrywała, pomyślała w duchu, ale skoro nie mogła nic wyciągnąć od swojej drugiej połówki, może udałoby jej się pociągnąć Lysandra za język.

Ruszyła powoli schodami, zastanawiając się dlaczego ze wszystkich możliwych mieszkań Scamander musiał wybrać akurat to na ostatnim piętrze w budynku bez windy. Gdy wreszcie dotarła na miejsce, odczekała minutę, próbując uspokoić oddech, po czym zapukała do drzwi.

Drzwi otwarły się po chwili i w niewielkiej szparze pojawił się Lysander, jego włosy gładko zaczesane w kucyk z tyłu głowy, wciąż miał na sobie roboczy mundur.

– Rose? – wydukał zaskoczony. – Co tutaj robisz?

– Miłe powitanie – odpowiedziała z przekąsem. – Mogę wejść? – zapytała, stawiając krok do przodu, ale Lysander nie ruszył się z miejsca.

– Rose, to nie jest najlepszy moment, jestem nieco zajęty – powiedział poważnie.

– Zajęty czym? Jesteś z dziewczyną? – zapytała Rose wyciągając szyję, próbując dostrzec jakikolwiek ruch w tle. Lysander jeszcze nigdy nie odesłał jej z kwitkiem. Co, gdyby stało się coś złego, gdyby znów zobaczyła Pierre’a? Ale Lysander zdawał się być całkowicie zobojętniały na jej niezapowiedzianą wizytę.

– Nie jestem z  żadną dziewczyną, mam spotkanie – odpowiedział nieco zirytowany.

– Zachowujesz się dziwnie od kilku tygodni – powiedziała Rose przyglądając mu się uważnie. – Zakochałeś się?

– Nie, a nawet gdybym był, to poszedłbym śladami Franco i wy małe wiedźmy dowiedziałybyście się ostatnie. Czy to naprawdę nie może poczekać do jutra?

– Do  jutra? – zapytała Rose z niedowierzaniem. – Do jutra? Szłam tu w tą zawieruchę, jest z milion stopni mrozu na zewnątrz, a ty mi mówisz, żebym przyszła jutro?

Lysander wywrócił oczami i westchnął głośno.

– To coś ważnego? Jeśli nie, to będzie musiało poczekać do jutra. Widzisz, niektórzy z nas nie mają tyle szczęścia i muszą pracować, żeby opłacić rachunki… – zaczął, gdy na jego ramieniu pojawiła się dłoń.

– W porządku, Lysander. Możemy to dokończyć jutro w Biurze. Witaj Rose.

– Wujek Harry? – zapytała zdziwiona. – Co tutaj robisz?

– Jak już mówiłem, pracowałem, kiedy się chamsko wprosiłaś – odpowiedział jej z przekąsem Lysander, otwierając szerzej drzwi i stawiając krok do tyłu.

– Do zobaczenia, Rose. Lysander – powiedział Harry kiwając grzecznie głową, po czym zniknął w kominku z opasłym tomem dokumentów.

– Wchodzisz, czy nie? – zapytał zirytowany Lysander.

Wyrwana z amoku Rose postawiła kilka kroków do przodu, by znaleźć się w salonie z aneksem kuchennym urządzonym w dość nowoczesnym stylu. Ściany pomalowane były na wesoły, wiosenny, zielony kolor, białe kanapy przy kominku otaczały kwadratowy drewniany stolik na którym stały cztery puste kubki i kilka niezapisanych rolek pergaminu.

Rose usiadła tuż przy kominku, czując, jak przyjemne ciepło szybko ogarnia jej ciało.

– Jeśli przez nieskończone spotkanie jakiś czarnoksiężnik uniknie Azkabanu, upewnię się, żeby wiedział, gdzie wysłać kwiaty – powiedział Lysander siadając na drugiej kanapie.

– Nie przesadzaj. Jeśli wujek Harry zdecydował, że nic się do jutra nie stanie, to na pewno ma rację. Z resztą, od kiedy ty się taki przykładny zrobiłeś?

– Jestem Aurorem, muszę być przykładny – odpowiedział wzruszając ramionami.

– Jesteś Specjalistą od Eliskirów.

– W Biurze Aurorów, co czyni mnie Aurorem – odpowiedział znudzonym tonem. – Ale nie przyszłaś tu po to, by dyskutować poprawną nazwę mojej posady? Nie, czekaj, pozwól mi zgadnąć. Scorpius cię już nie zadowala i postanowiłaś poszukać przygód? Odpowiedź brzmi nie, cokolwiek to jest, jutro ci przejdzie.

– Ha! Ha! Ha! – odpowiedziała bez krzty uśmiechu. – To znaczy, przyszłam porozmawiać o Scorpiusie, ale jestem zupełnie z niego zadowolona, jeśli musisz wiedzieć. Chodzi mi o to, co się stało między tobą i Scorpiusem.

– Nie mam zielonego pojęcia, o czym mówisz – odpowiedział znudzonym tonem.

– Wiesz doskonale, o czym mówię – rzuciła oskarżycielskim tonem.

– Nie, serio, Rose, nie wiem, o czym mówisz.

– O tym w kuchni, u Malfoyów.

– A co było w kuchni u Malfoyów?

– Och, nie udawaj! Wiesz doskonale, o czym mówię, przestań się ze mną droczyć! O czym rozmawialiście ze Scorpiusem zanim weszłam do kuchni?

– O jego dozgonnej miłości – odpowiedział znudzonym tonem, choć Rose znała go wystarczająco dobrze, by dosłyszeć nutę kpiny. – A teraz sorry, ale muszę wracać do pracy.

– Pracy? Biuro już jest zamknięte, wujek już sobie poszedł, a ty unikasz odpowiedzi. Widziałam, jak na siebie patrzyliście. To nie było nic. A Scorpius milczy, jak grób.

– Twój kochaś był po prostu rozeźlony, że Astoria zaprosiła mnie na święta. Wydaje mi się, że chciała dodać nieco obcych do listy gości, żeby Ellsworth nie czuł się dziwnie wyróżniony – odpowiedział nieco rozbawiony. – Serio, Rose, szukasz dziury w całym. Wiesz, że Scorpius nigdy mi nie wybaczył naszego… z braku lepszego słowa, romansu.

– Nawet nie byliśmy wtedy razem – odpowiedziała Rose nieco rozeźlona, próbując się bronić.

– Słońce, ja to wiem. Ale bądźmy szczerzy, to – wskazał na siebie, a potem na Rose. – Co my mamy, to nie jest typowa relacja. Nie możesz się spodziewać, że Malfoy będzie szczęśliwy, że nadal spotykasz się na kawę ze swoim byłym kochankiem. Pomyśl, jakbyś zareagowała, gdyby to on zaczął się widywać z… Louise Laurent, powiedzmy. Nie musisz odpowiadać, widzę po twojej skwaszonej minie. Tak, czy siak, martwisz się na zapas. Ja i Scorpius nigdy nie będziemy przyjaciółmi. Okazjonalne okazywanie sobie niechęci jest wręcz naturalne.

– Może masz rację – westchnęła zrezygnowana Rose. – Po prostu wydawało mi się przez chwilę, że… nieważne.

Lysander kliknął palcami i przed Rose pojawił się kubek gorącej czekolady.

– Fred dał mi prototyp nowej maszyny do przetestowania. Klikasz i pojawia się przed tobą losowy gorący napój. Całkiem użyteczne, zwłaszcza w taką pogodę, choć jeszcze czasem się zacina. Wczoraj kliknąłem raz i nagle pojawiło się przede mną dwadzieścia pięć kubków kawy. I podejrzewam, że pojawiłoby się więcej, ale nie mam więcej kubków.

– Co? I Fred dał ją tobie, nie mnie? – oburzyła się Rose, ale wzięła kubek w dłonie.

– Mi się bardziej przyda. Nie wspominaj o tym Roxanne. Dziecko się spóźnia, jest nieco nerwowa. Współczuje Franco. Fred mówi, że nawet Angelina z trudem z nią wytrzymuje – zaśmiał się.

– Słyszałam – zaśmiała się Rose. – Ciocia była u nas wczoraj i zapytana o Roxy, jedynie wywróciła oczami z irytacją.

 

 

***

Marit Larsen – Under the surface

 

– Gdzie byłaś? – zapytał z ledwo dosłyszalnym wyrzutem, gdy tylko otworzyła drzwi swojej sypialni. – Wyszedłem wcześniej z biura, żeby się z tobą zobaczyć, zanim wskoczysz w poświąteczny wir pracy.

Musiał tam być od dłuższego czasu, na biurku stały dwa puste kubki po herbacie i pusty talerzyk po cieście, które niewątpliwie wcisnęła mu jej matka. On sam leżał wygodnie na łóżku, czytając jedną z jej książek o Eliksirach.

– Poszłam odwiedzić Lysandra – powiedziała niepewnie przygryzając dolną wargę. Był już późny wieczór, zdecydowanie za późny na wizyty u dawnych kochanków. Zdecydowanie za późny, jeśli Scorpius miał na twarzy ten grymas.

– Lysandra? – jego oczy zwęziły się niebezpiecznie i Rose wiedziała, że zapewne skończy się kolejną awanturą. I czy naprawdę mogła go winić za tę zazdrość? Czy sama nie reagowałaby tak samo, gdyby to on okazjonalnie spotykał się na herbatę z Meg? Może Lysander miał rację.

– Dawno się z nim nie widziałam, a ostatnio zachowuje się dziwnie – powiedziała cicho Rose wiedząc doskonale, że żadne tłumaczenia nie byłyby w stanie przekonać Scorpiusa o niewinności ich spotkania, że to tylko gra na zwłokę, by uniknąć kłótni, po tak całkiem spokojnych, przyjemnych świętach.

– Hmph – mruknął Scorpius. – Też zauważyłaś – odpowiedział nieco chłodno. – Wolałbym, żebyś do niego nie chodziła, kiedy zachowuje się tak… inaczej. W idealnym świecie, wolałbym, żebyś nie spotykała się z nim w ogóle, ale najwyraźniej to nieco za dużo, by prosić – dodał, jego ton był obojętny i nie podnosił wzroku znad książki, choć Rose zauważyła, że jego oczy wcale nie poruszały się, jakby śledziły drobny druk opasłego tomu.

Podeszła bliżej i usiadła na brzegu łóżka, nerwowo przebierając palcami.

– Wiem, że powiedziałam, że nie będę się z nim spotykać, ale sam zauważyłeś, że zachowuje się dziwnie… No i nie mogłam się wyzbyć wrażenia, że coś się między wami wydarzyło, coś o czym powinnam wiedzieć. Przepraszam, powinnam była ci zaufać – powiedziała cicho.

– Zgaduję, że skoro przepraszasz, to nie dowiedziałaś się, jakim jestem podłym sukinsynem, który z tobą pogrywa? – zapytał wciąż nie odrywając wzroku od książki, jego wzrok wciąż utkwiony w jednym martwym punkcie gdzieś na brzegu strony.

– Nie tego szukałam, no Scorpius – powiedziała głaskając jego ramię, po czym delikatnie wyjęła książkę z jego dłoni i położyła ją na stoliku.

– A czego szukałaś? Może po prostu okazji, żeby się z nim zobaczyć? – odpowiedział chłodno podnosząc się z miejsca.

– Scorpius! – powiedziała błagalnie podnosząc się z miejsca, chwytając go za ramię. – Proszę, nie bądź taki… Wiesz, że nic nie ma między mną, a Lysandrem. Z resztą, słyszałam, jak Dominique mówiła Victoire, że jedyną dziewczyną, którą obecnie zainteresowany jest Lysander to praca, jak się okazuje odesłał Domi z kwitkiem… – zaczęła Rose, ale Scorpius przerwał jej czułym pocałunkiem.

– Nie mówmy już o tym – wyszeptał Scorpius, obejmując ją mocno.

– Mi też zdecydowanie bardziej podoba się nowy temat – odpowiedziała uśmiechając się łobuzersko. – Apsik!

Scorpius uśmiechnął się szeroko i przyjrzał się jej uważnie.

– Rose? Czy ty się przeziębiłaś? – zapytał podejrzliwie.

– Oczywiście, że nie. To nic takiego. A ty co się tak cieszysz? – zapytała nieco rozeźlona.

– Bo jeśli jesteś przeziębiona, to nie możesz iść do pracy. Pracujesz w szpitalu. I takie przeziębienie mogłoby trwać kilka dni… No, co najmniej do po Nowym Roku…

Rose przyjrzała mu się uważnie.

– Co masz na myśli? – zapytała podejrzliwie.

– No, że skoro już i tak jesteś przeziębiona – zaczął, kładąć jej dłoń na czole. – A czuję, że możesz mieć gorączkę, to powinnaś zostać w domu i wypoczywać. Ale najlepiej to byś zdrowiała w jakimś ciepłym miejscu. Meksyku, na przykład? No wiesz, ciepły klimat na pewno by ci bardzo pomógł wrócić do zdrowia…

– Scorpius – skarciła go Rose. – Nie mogę dzwonić, że jestem chora, kiedy nie jestem. Co, jeśli zaraz potem naprawdę zachoruję? Jak wspomniałeś, pracuję w szpitalu, to moja odpowiedzialność – powiedziała spokojnie. – Będę miała wolne w Sylwestra, a w Nowy Rok zaczynam dopiero wieczorem – dodała widząc jego zawiedzioną minę.

 

*

Julia Stone – My baby

 

– A mogliśmy pojechać do Meksyku… – zaśmiał się Scorpius podając Rose kubek gorącej herbaty. Był sylwestrowy poranek, choć za oknem wszystko pokryte było grubą warstwą śniegu, na niebie nie było choćby jednej chmury, promienie słoneczne wdzierały się do środka przez grube firany raniąc jej załzawione oczy.

– To nie jest śmieszne, Scorpius – odpowiedziała poirytowana Rose, pół siedząc, pół-leżąc na łóżku, okryta kilkoma kocami, z kompresem na głowie i  z ogniście czerwonym nosem.

– Musisz przyznać, że trochę jest – odpowiedział siadając na brzegu łóżka, całując ją w policzek.

– Wciąż byłabym chora.

– Byłabyś pod opieką Laury, która z całą pewnością postawiłaby cię na nogi w przeciągu godziny, gdyby tylko usłyszała, że nie masz dla mnie w ogóle czasu i to miał być nasz romantyczny wypad, no ale cóż…

– Idź sobie diable. To twoja wina – powiedziała Rose. – Wykrakałeś.

– Moja wina? – zapytał z niedowierzaniem. – To nie ja kazałem ci się włóczyć do Lysandra w taką zawieruchę. Mogłaś przynajmniej użyć Fiu, nawet jeśli to dla ciebie nieprzyjemne – dodał udając nieco obrażonego. – Z takim niewdzięcznym nastawieniem, zaczynam się zastanawiać. Nie wiem, czy zasłużyłaś na niespodziankę.

– Jaką niespodziankę? – podniosła się nieco.

– Gdybym ci powiedział, to nie byłaby niespodzianka – odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem. – Jeśli dasz radę wstać z łózka i się ubrać przed północą, to ci pokażę.

– Scorpius, naprawdę nie mam ochoty na imprezy w tym stanie – odpowiedziała markotnie.

– Nie idziemy na imprezę. Tak naprawdę, nie musisz się nawet  czesać. Będziemy tylko we dwoje i użyjemy Fiuu, żebyś nie musiała wychodzić na zewnątrz.

– Nie możemy się po prostu teleportować? – jęknęła.

– Nie. Twój ojciec chyba zaczął coś podejrzewać i musiał zaostrzyć ochronę na domu. Albo mój sposób przestał działać. Od świąt nie udało mi się tu teleportować. Sorry, kochanie – powiedział podnosząc się z miejsca. – Mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia. Wrócę po ciebie wieczorem. Bądź gotowa o pół do dwunastej.

– Ale Scorpius! W co ja się mam ubrać? – zapytała Rose.

– Możesz iść nawet w piżamie. Jak już wspomniałem, będziemy sami.

– Scorpius! A gdzie Mruczek? – zapytała podejrzliwie Rose rozglądając się wokół. – Nie mów mi, że znowu go zamknąłeś w bibliotece.

– Nie ja, tylko twoja mama. Po za tym, co innego miałem z nim zrobić? To bydle nie chce mnie nawet wpuścić do domu. O twoim pokoju nie wspominając.

– To jeszcze dziecko! – odpowiedziała nieco urażona.

Scorpius jedynie wybuchnął śmiechem.

– To jest kot, Rose, zwierzę. Nic mu nie będzie – zaśmiał się, po czym zniknął za drzwiami.

 

 

*

– Gotowa? – zapytał podając jej ramię. Stali przed kominkiem w opuszczonym salonie Weasleyów.

Rose kiwnęła niepewnie głową. Nie do końca podobał jej się ten pomysł. Wciąż nie wiedziała dokąd idą i choć Scorpius zapewnił ją, że mogła nawet iść w piżamie, on sam miał na sobie garnitur, twierdząc, że to z kolacji z rodzicami. Wszystko zdawało się jej dziwne i podejrzane. Scorpius rzadko urządzał jej niespodzianki.

– Wiesz, nie musiałaś zakładać tylu swetrów. Nie zabrałbym cię w zimne miejsce w takim stanie – zaśmiał się pod nosem, po czym wrzucił do kominka garść Fiuu i postawiwszy krok w ogień wypowiedział nieznany Rose adres w Londynie.

Rose zgięła się w pół, gdy tylko wyskoczyli po drugiej stronie. Poczuła ciepłą dłoń Scorpiusa masującą jej plecy.

– W porządku? – zapytał.

Kiwnęła niepewnie głową prostując się. Dopiero teraz zauważyła, że stali przed kominkiem w dużym salonie z ogromną choinką po środku. Wysokie okna dawały zapierający dech w piersiach widok na panoramę Londynu. Wszystkie meble, ściany i dodatki były mieszanką złota bieli i drewna, wyglądając niezmiernie elegancko.

– Gdzie jesteśmy? – zapytała Rose rozglądając się wokół z zachwytem.

– Podoba ci się? – odpowiedział pytaniem.

– Wygląda, jak jakieś cudo z magazynów o dekorowaniu wnętrz – odpowiedziała Rose.

– Pokażę ci resztę – powiedział podając jej ramię z łobuzerskim uśmiechem.

Rose podała mu ramię i razem ruszyli w stronę podwójnych drzwi, które znajdowały się po lewej stronie. Scorpius otworzył je kliknięciem palców, co dziewczyna skwitowała pytającym spojrzeniem.

– Jadalnia – powiedział, gdy weszli do dużego pomieszczenia z podłużnym stołem. – Wystarczająco miejsca dla dwudziestu osób… A te malowidła naścienne przedstawiające leśne nimfy są zaczarowane, patrz – powiedział klaszcząc w dłonie i w tym samym momencie malowidła ożyły, tańcząc i bawiąc się pośród kwiatów i drzew.

– Scorpius, co to za miejsce? – zapytała Rose.

– Tam jest kuchnia – powiedział wskazując na podwójne drzwi po prawej stronie. – Urządzana w starym stylu. Chodź – powiedział ciągnąc ją za dłoń.

– Podwójna lodówka, zamrażarka, wszystkie te dziwne rzeczy, których używają mugole, marmurowe blaty, ściany w bardzo modnym fiolecie…

– Łał, zamierzasz zmienić zawód, czy coś? – zaśmiała się Rose.

Scorpius jedynie uśmiechnął się tajemniczo i pociągnął ją za sobą do kolejnych podwójnych drzwi po prawej stronie, które prowadziły do holu, który był raczej skromny w porównaniu z resztą domu, pomyślała Rose, choć zapewne nie mniej kosztowny.

– Za tym łukiem po prawej, jak widzisz, jest salon. Są trzy sypialnie, dwie łazienki i biblioteka, ale nie są jeszcze do końca umeblowane. Za drzwiami przed nami znajduje się korytarz, który do nich prowadzi…

– Okej, Scorpius, co to za miejsce i dlaczego tu jestem? – zapytała nieco zdezorientowana Rose.

– Chcę wiedzieć, co myślisz, bo kupiłem ten apartament – odpowiedział zdawkowym tonem.

– Kupiłeś apartament w centrum Londynu, który, sądząc po wystroju, kosztował majątek. Z dnia na dzień. Tak po prostu? – zapytała z niedowierzaniem Rose.

– Nie podoba ci się? – zapytał zmartwiony.

– Oczywiście, że mi się podoba, jest piękny, ale nie kupuje się apartamentu z dnia na dzień. Nawet nie wiedziałam, że planowałeś przeprowadzkę do Londynu. Draco o tym wie? Prawie w ogóle nie będziemy się widzieć, jeśli przeprowadzisz się do miasta!

Scorpius uśmiechnął się łobuzersko i podszedł do niej bliżej.

– To cię martwi? To, że nie będziemy się widzieć, ja tu, ty tam?

– Oczywiście, że mnie martwi! Już teraz nie mamy dla siebie wystarczająco czasu – powiedziała cicho.

– No właśnie, Rose. I dlatego kupiłem ten apartament. Dla nas.

Rose spojrzała na niego zaskoczona.

– Masz na myśli…

– Mam na myśli – powiedział obejmując ją w tali. – Że jest nasz. Mój i twój.  Oboje pracujemy w Londynie, nie ma sensu, żebyśmy podróżowali codziennie między domem, a pracą, a potem jeszcze z Doliny do mnie, ode mnie do Doliny. No i oczywiście pozostaje kwestia tego, że w ostatnich tygodniach zdarzały się nam aż nazbyt często sytuacje, gdzie… cieszyliśmy się sobą na kanapie, kiedy usłyszeliśmy natrętne głosy naszych rodziców. Nie mam nic przeciwko małej dawce adrenaliny, ale ubieranie w pośpiechu zaczyna mnie męczyć. Nie będziemy mogli się wprowadzić jeszcze przez dwa, może trzy tygodnie, wciąż czekam na meble do sypialni. Chcesz, mogę ci pokazać… – powiedział, ale Rose przerwała mu namiętnym pocałunkiem.

– Zgaduję, że to oznacza, że się zgadzasz? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.

– Merlinie, tak! – powiedziała wesoło Rose, ponawiając pocałunek.

– Szczęśliwego Nowego Roku, Rose – wymruczał Scorpius, gdy w oddali usłyszeli dźwięk odpalanych fajerwerk.

– Mam dziwne przeczucie, że naprawdę taki będzie, Scorpius… Dla nas obojga – odpowiedziała całując go krótko.

 

 

*************

Kochane!

Na początku pragnę was bardzo przeprosić, że tak długo nie było żadnego rozdziału. I wiem, że ten także nie należy do najdłuższych rozdziałów, jakie opublikowałam.

Cóż mogę powiedzieć? Będę szczera. W moim życiu osobistym sztorm. Nie chcę się za bardzo na ten temat rozgadywać, ale jestem wam winna wyjaśnienie mojej nieobecności i oto ono. Już od jakiegoś czasu przezywamy z partnerem coś na kształt kryzysu. Dawniej było dobrze i czasem miewalismy złe dni. Teraz jest źle i tylko miewamy te dobre. Ciężko jest coś naprawić, jeśli druga strona nie widzi problemu.
Powodem dla którego do tej pory nie udało mi się napisać porządnego rozdziału jest prosty – choć czasu miałam wiele, ciężko było mi się skupić na amorach Rose i Scorpiusa, kiedy u mnie taki chłód.

Mam nadzieję, że kolejny rozdział uda mi się napisać szybciej.

XOXO

Hippie

PS.: Linki wstawię później, bo muszę lecieć, nie mam interneta w domu i żebrzę po znajomych :/

54 Komentarze

  1. Rozdział cudowny <3 Przeczytalam juz twoj blog z trzy razy i jest najlepszy ze wszystkich ktore czytalam :*

  2. Rozdział cudowny <3 Przeczytalam juz twoj blog z trzy razy i jest najlepszy ze wszystkick ktore czytalam :*

  3. Jejkuuuuuu
    Powiem szczerze,
    Czytam opowiadanie może od tygodnia
    Moi znajomi się już na mnie poobrazali bo zamiast z nimi gadać to tylko czytam! Cudowne ff, mogłam wcześniej skomentować już ale czułam się dziwnie komentując coś napisanego dosyć dawno
    Serio gratuluję!
    Chyba nigdy nie widziałam tak długiego ff pod względem czasu i do tego jest taki dopracowany i czyta się go świetnie. Hippie jesteś cudowna, czekam na następny fragment opowieści. Muszę się przyznać ze miałam nadzieję ze czytam już skończona historię bo nienawidzę żyć tak dlugo w niepewności, oczywiście rozumiem ze też masz życie więc czasem tu ponarzekam Ale się nie przejmuj broń Boże. Jedyne co mnie zastanawia przez prawie cały czas to czy forma „w każdym bądź razie” jest poprawna Ale już się tak przyzwyczaiłam ze nie nawrt jeśli to tego nie zmieniaj !
    Jeśli chodzi o wszystkie shipy i tak dalej to oczywiście Jamie i Eve muszą być razem (ekm slub) no i Rose i Scorpius oczywiście! A co myślę ze się dzieje? No coz jak zgadne to będę przeszczesliwa wiec:
    Myślę ze jak się Scorpius upil to go porwali i na jego miejsce wstąpił ten przebrzydly dupek Pierre przez eliksir wielosokowy A ten kot od Lysandra coś przeczuwa i dlatego go podrapal! Coz moze jednak wolałabym żeby to nie była prawda bo nie chce czytać o złamanym serduszku Scora ze Rose tego nie zauważyła proszę proszę nie rób mi tego! Ale mam przeczucie ze coś się stało ze Scorpiusem bo nie odczuwam tego samego przy czytaniu o nim ehhhh
    Gratuluję Hippie wytrwałości w tym blogu Plus jego superanckosci bo inaczej się tego nie da ująć
    Proooooosze o rozdział
    Blaaaagam na kolanach
    Pełzam do Ciebie
    A teraz zasuwam czytać komentarze Love Love love

    • Pierre jako Scor?
      Hmmmmm, dobry plan, szkoda, że na to nie wpadłam.
      Ale Scor zachowuje się niemalże nienagannie (jak na Scora), nie sądzę, żeby Pierre był w stanie aż tak się kontrolować.
      W każdym razie, interesująca koncepcja.

      • Dzięki
        Myślę ze on musi tak się zachowywać i to jest związane z Francją i tymi problemami.
        No chyba ze to Chris nie wiem
        Nie wydaje mi się ze to Scor jednak Ale może się mylę
        Hahaha teorię spiskowe Góra !

    • Heh, po pierwsze, dziękuję za tak miłe słowa:) Ciesze się, że opowiadanie aż tak cię porwało :)
      ucieszy cie zatem wiadomość, że nowy rozdział już w piątek, no w sobotę to najdalej :)

      Forma „w każdym bądź razie” oczywiście nie jest poprawna, masz rację, ale jakoś tak z przyzwyczajenia chyba się zawsze zapędzę, a mój Word mi tego nigdy nie zaznacza, więc i często gęsto zapomnę poprawić przy edycji.

      Co do twojej teorii na temat Scorpiusa powiem tyle – w magicznym świecie wszystko zdarzyć sie może :) Czy masz rację, czy nie, okaże sie już bardzo niedługo :)

      Dziękuję za tak długi komentarz i przesyłam buziaki.

      xoxo
      Hippie

  4. Jejkuuuuuu
    Powiem szczerze,
    Czytam opowiadanie może od tygodnia
    Moi znajomi się już na mnie poobrazali bo zamiast z nimi gadać to tylko czytam! Cudowne ff, mogłam wcześniej skomentować już ale czułam się dziwnie komentując coś napisanego dosyć dawno
    Serio gratuluję!
    Chyba nigdy nie widziałam tak długiego ff pod względem czasu i do tego jest taki dopracowany i czyta się go świetnie. Hippie jesteś cudowna, czekam na następny fragment opowieści. Muszę się przyznać ze miałam nadzieję ze czytam już skończona historię bo nienawidzę żyć tak dlugo w niepewności, oczywiście rozumiem ze też masz życie więc czasem tu ponarzekam Ale się nie przejmuj broń Boże. Jedyne co mnie zastanawia przez prawie cały czas to czy forma „w każdym bądź razie” jest poprawna Ale już się tak przyzwyczaiłam ze nie nawrt jeśli to tego nie zmieniaj !
    Jeśli chodzi o wszystkie shipy i tak dalej to oczywiście Jamie i Eve muszą być razem (ekm slub) no i Rose i Scorpius oczywiście! A co myślę ze się dzieje? No coz jak zgadne to będę przeszczesliwa wiec:
    Myślę ze jak się Scorpius upil to go porwali i na jego miejsce wstąpił ten przebrzydly dupek Pierre przez eliksir wielosokowy A ten kot od Lysandra coś przeczuwa i dlatego go podrapal! Coz moze jednak wolałabym żeby to nie była prawda bo nie chce czytać o złamanym serduszku Scora ze Rose tego nie zauważyła proszę proszę nie rób mi tego! Ale mam przeczucie ze coś się stało ze Scorpiusem bo nie odczuwam tego samego przy czytaniu o nim ehhhh
    Gratuluję Hippie wytrwałości w tym blogu Plus jego superanckosci bo inaczej się tego nie da ująć
    Proooooosze o rozdział
    Blaaaagam na kolanach
    Pełzam do Ciebie
    A teraz zasuwam czytać komentarze

  5. Droga Hippie,
    nadal tu jestem, nadal śledzę losy bohaterów Kukiełek losu, nadal ze zniecierpliwieniem czekam na nowe rozdziały. :) I nadal uważam, że jesteś genialną autorką! :)
    Pozdrawia stara-nowa czytelniczka, Lily M! :*
    PS Po burzy wychodzi słońce. :)

    • Hej, dołączam się! Kotek, żyjesz ty jeszcze? Nie łopuszczaj mieeeee!!! Jak już kogoś poznam, ten ktoś zawsze ze mnom, w moim serduszu jest! I ty tam jesteś, masz tam być, masz żyyyć kotek, słyszysz? Żyyyyć!

      Krysia

    • Tak, żyję, żyję, przepraszam, że się nie odzywałam tyle czasu. Na moje usprawiedliwienie, mając dość psychicznie i fizycznie mojego życia, postanowiłam pojechać na urlop. Takie małe turnee po europie. Więc ostatnie tygodnie spędziłam na planowaniu, przygotowaniach itd. Po czym w niedzielę, to jest dwa dni przed wyjazdem, musiałam wszystko odwołać.
      Mój pierwszy przystanek: Bruksela. bruksela, która w tamtym momencie była całkowicie zamknięta, szkoły, metro, sklepy. Wojsko na ulicach. Nie było sensu.
      Mój drugi przystanek: Paryż. Nie trzeba wiele tu tłumaczyć.
      Trzeci przystanek, Dusseldorf. Niby wszystko pięknie, ale mama znajomej, która mieszka tam od lat akurat była w polsce w czasie mojego planowanego przyjazdu, a samej mówiła, że jest zbyt niebezpiecznie, żeby jechać. Więc skoro 3 z moich 5 przystanków musiałam skreslić, to nie było sensu jechac w ogole.
      Jestem strasznie zawiedziona, zwłaszcza ze juz nie mogłam wycofac sie z uropu. Koniec końców wylądowałam w polsce u moich rodziców, na małej wsi. Tyle z tego dobrego, że w tym zapomnianym przez Boga miejscu, najprawdopodobniej będę miała więcej czasu na pisanie:)

      Także teges, przepraszam, że sie nie odzywałam. Ale naprawdę juz miałam takie zamieszanie z organizacja podróży solo, a potem jescze z odwoływaniem wszystkiego, że naprawde nie miałam czasu kochane moje .

      mam nadzieje, że mi wybaczycie :)

      xoxo
      Hippie

      • Oczywiście, że wybaczamy, po prostu zmartwiłyśmy się, kiedy w żaden sposób nie dałas znaku życia.
        Szkoda, że podróż Ci nie wyszła, może uda się zorganizować w przyszłym roku:)

        • Grunt, że żyjesz! Szkoda, że ci nie wyszła wycieczka krajoznawcza. Tobie wszystko mogę wybaczyć!

          Krysia

          • Taaaa byłam w strasburgu we Francji i tam na każdym kroku można było się natknąć na uzbrojonego po zęby Terminatora xD Wiesz…. jeszcze były tam targi świąteczne. OGROMNE.

  6. Wybacz, że dopiero teraz się pojawiłam, ale czas umyka mi między palcami :/
    Rozdział wspaniały, nie był długi, ale to też dobrze :D (choć oczywiście bardziej kocham te dłuższe). Akcja toczy się cały czas i nie zwalnia tempa, a nawet wręcz przeciwnie. Sprawa kota wciąż zaprząta mi głowę, ale za chwilę moje myśli idą ku Scorpiusowi i Rose. Pytanie oczywiste jak: ” czy to już ten czas, kiedy się pobiorą? Może wrecz przeciwnie? Teraz jest słodko by potem wybuchła burza?”. Myśli w swej gonitwie nie nadążają za zdarzeniami, a już tym bardziej za przypuszczeniami :D I jeszcze dochodzi sprawa „Biura Aurorów”! Oj, wystawiasz nas na ciężką próbę. Zdecydowanie Lysander -zwiastun dziwnych wydarzen, ktorych zła autorka nie chce nam wyjawić :(
    Mam nadzieję, że niedługo większość większości wszystkiego sie poprawi.
    Trochę zagmatwany komentarz, ale w tym roku, chyba już tylko na takie mnie stać :/ Nie liczą się słowa, ważny jest przekaz. A najważniejszą rzeczą jest to, że napisałaś kolejny wspaniały rozdział!
    Dziękuję ci za krotka chwilę oderwania od szarej rzeczywistości <3
    Visenna

    • Cieszę się, że nie jestem aż tak przewidywalna :D Pytań jest wiele, wiem, i tak powinno być. Część z nich może wkrótce otrzyma swoją odpowiedź, ale wiesz, ja lubię być jak fizyka – za każdym razem kiedy znajdziecie jakąś odpowiedź, ta odpowiedź tworzy kolejne pięć pytań :)

      ach, cała przyjemność po mojej stronie :)

      xoxo
      Hippie

  7. Przepraszam, kochana Hippie, przepraszam. :(
    Przeczytałam rozdział już dawno temu, ale mam teraz urwanie głowy i czytałam go na raty. Nie mam czasu na komputer, stał się dla mnie takim starym, dobrym znajomym.
    Jeszcze raz przepraszam, mam nadzieję, że następny rozdział skomentuję na temat treści. :(

    Pozdrawiam, Hippie ;)

    Ps. Nie szkodzi, że rozdział krótki. I tak jest wspaniały :)

    • Rozdział się pisze, naprawdę, prze ruszam ze mi to tyle zajmuje, ale naprawdę mam urwanie głowy, ale postaram się żeby na przyszły weekend był gotowy.

      Xoxo
      Hippie

  8. Kochanie warto było czekać bo rozdział był cudowny. Mam nadzieje, że u ciebie wszystko się ułoży tak jak u Rose i Scorpiusa <3 Jejku wspaniały sylwester. Hahaha mam świetną teoriw co do tego kota, myśle, że mógłby to być Pierre, który wypił eliksir od Lysandra co zmieniło go w tegi wrednego kocura. W sumie mógłby być po prostu animagiem, ale musiałam jakoś wplątać naszego mistrza eliksirów. Pozdrawiam <3

    • Hehehe, Kapitan Mruczek chyba spędza wam sen z powiek. Czy twoja teoria jest prawdziwa, czy nie, nie powiem, będziesz musiała jeszcze poczekać, ale jak najbardziej zachęcam do dalszego snucia. Zawsze lubię, kiedy rozwijam waszą kreatywność :)

      xoxo
      Hippie

  9. Dziękuję za dedykację Hippie :)
    (wybacz jeśli Cię dręczyłam, ale naprawdę martwiłam się Twoim brakiem odzewu przez ponad miesiąc)

    A teraz co do rozdziału:

    Ach moja słabość do Lysa rośnie z każdym rozdziałem. Obawiam się, że zaczynam niebezpiecznie zbliżać się do uzależnienia ;)
    [komentarz o wysłaniu kwiatów był idealnie sarkastyczno-ironiczny]

    Tak się bałam, że Rose coś odwali i ucieknie od Scora na wieść o wspólnym mieszkaniu.. (to przez to, że Rose tak ostro i zdecydowanie mówi „NIE” ołtarzeniu się). Nie chciałabym żeby go zraniła. + Scor opiekujący się chorą Rose jest urzekający :)
    Mam nadzieję, że to będzie nowy , wspaniały początek. No wiesz, że teraz będzie już tylko lepiej, spokojniej, łagodniej, bliżej.
    Btw zdziwił mnie tylko wygląd domu. Wiedziałam, że Scor jest do tego przyzwyczajony po dorastaniu w Malfoy Manor, ale nie do końca wyobrażam sobie Rose w apartamencie z trzema sypialniami, malowidłami z nimfami i jadalnią na dwadzieścia osób. Myślałam o czymś bardziej przytulnym, tylko dla nich dwojga, ale postaram się umiejscowić Rose w tej kuchni urządzonej w starym stylu. Czy w salonie jest kominek ? :)

    Zajrzyj na fb w wolnej chwili (chociaż takie pewnie się nie zdarzają) .

    P.S. Czy Rose (poprzez dyżury w św.Mungu) przymierza się do pracy uzdrowiciela pod względem trucizn ?

    • Proszę bardzo i nie martw się, twoje pytania wcale nie były natrĘtne, było mi wręcz miło, że z takim zapałem się interesowałaś:)

      Nie ty jedna, kochana. Może w tym tkwi mój problem :P

      Widzicie, nawet ja nie jestem taka podła, od czasu do czasu zaserwuję wam deser :)
      Scorpius lubi sobie poszaleć, po za tym wydaje mi się, że myślał o tym mieszkaniu jako ich permanentnym loku, na życie, raczej niz na lata. A co do kominka, to prężcież użyli sieci Fiuu by sie tam dostać, więc jak najbardziej kominek jest w salonie i jeszcze jeden w nieskończonej bibliotece :)

      Jak sama Rose wspomniała, rok pracy w laboratorium w Mungu otwiera bardzo wiele drzwi. jeszcze nie jest zdecydowana co dokładnie chce robić. Kto wie, może skończy jako wybitny profesor, hogwarcki Nauczyciel, lub pracownik Ministerstwa lub Biura Aurorów? Trudno powiedzieć, czas pokaże.

      xoxo
      Hippie

  10. AAAA*.* w końcu! Nawet nie wiesz jaką mi radość sprawilaś tym rozdziałem;D Tez nie mam obecnie Internetu i na zajęciach dzięki Tobie mialam co robić!;d Dziękuję za dedykację, jest mi niezmiernie miło <3

    Co do rozdziału to cudowny, taki uroczy. Scorpius ideał facet*.*
    Taką niespodziankę zrobić! Ale będą mieli fajnie tak we wspólnym mieszkanku, juz nie moge sie doczekać!

    Przykro mi powodu Twoich problemów, ale pamiętaj po najgorszej burzy zawsze przychodzi słońce, niekoniecznie świeci z tej strony, którą byśmy chcieli, ale jest i sprawia uśmiech;)
    Życzę Ci żeby Twoje słońce zaświeciło jak najszybciej!

    Przesyłam buziaki i uściski ;* <3

    ~Milka

    • ;) Zawsze do usług, zawsze możecie na mnie liczyć, jeśli chodzi o odciąganie od edukacji :) I proszę bardzo :)

      heh, żeby więcej takich było <3 No, ale ja juz wcześniej wspomniałam, że takim Lysandrem bym się najzupełniej zadowoliła :)

      Dziękuję :*

      xoxo
      Hippie

  11. Czesc Hippie,
    do tej pory sie nie ujawnialam, ale sledze Twoj blog od dluzszego czasu. Pod twoja ostatnia nieobecnosc przeczytalam calosc dwa razy, bo tak mi brakowalo Kukielek.
    Rozdzial fantastyczny, przy ostatnich zlych wydarzeniach takze w moim zyciu bardzo kojacy i zapewniajacy, ze wszystko bedzie w porzadku. Oby faktycznie!
    A w zyciu prywatnym zycze Ci odwagi, zebys prawidlowo odczytywala swoje uczucia, ktore powinny byc dla Ciebie najwazniejsze!
    Goraco pozdrawiam :)
    MsCobra

    • Hej, hej! Witamy na pokładzie :)

      Heh, dwa razy, Dżizaz, ja nie wiem jak wy to robicie. ja sama czasem wracam do starych rozdziałów, ale wie wiem, czy przeczytałabym wszystko dwa razy w ciągu miesiąca :)Podziwiam :)
      I tu się zgodzę. Oby faktycznie! :)

      xoxo
      Hippie

  12. Hippie!
    Dziekuje za dedykcje! To niesamowicie mile :)
    Rozdzial jak zwykle przecudowny, Rose i Scorpius moja miloscia na wieki wiekow, kocham ich!
    Ale cos mi sie wydaje ze to cisza przed burza… Nie moze byc caly czas dobrze hahah

    Oby wszystko ulozylo ci sie w zyciu prywatnym, szczescia i rozmowy, bo bez niej nie wyjasnisz niczego

    Calusy
    Pannajulianna

  13. Och, taaaaak!
    Scorpius and Rosie sitting in a tree
    K-I-S-S-I-N-G!!!
    Razem zamieszkają, kocham, wielbię, kot, kocham, kabanos, pokłony, lovam, ja, liubjuję. Lysander jest niedobry, nie chce nic mówić! Trzeba go było przykiziać. Ale nie do przesady. Oni tam mają śnieżek! A my mamy ziułte liści. Tym to fajno. Rose -acha acha- i Scorpius -acha acha- razem zamieszkają, nenenenene!!! Radość, żelki i kiełbasa! I Mruuuuczeeeeek!

    *Siada przy Hippie, merdając ogonkiem*
    Jakoś to będzie. Pamiętaj o Karmie! Ja, jako zwierzątko cię wspieram. Moja teriantropiczna duszyczka jest z tobą!

    Krysia.

  14. KWIIIIIIIIIIIIIIIK ! <3
    .
    .
    .

    I to wszystko co jestem w stanie napisać ._.
    .
    .
    .

    No może jeszcze :
    Chcem prywatnego Scorpiusa !
    Buuuuuuu !

    Oj Hippie… Poczuj mój mentalny, potężny, misiowaty *HUG* .
    Będzie dobrze. Musi. Trzymam kciuki.
    I duże palce u stóp też c;

    Pozdrawiam i ściskam razy 10
    C

    • A czy my wszystkie go nie chcemy???? Ech, żeby takich masowo produkowali. Choć całkiem zadowoliłabym sie nawet Lysandrem :P

      Awww, jak miło, jak to przeczytałam od razu mi sie humor poprawił. A uściski przyjmuję z przyjemnością :D

      xoxo
      Hippie

  15. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! DZIĘKI DZIEKI DZIĘKI DZIEKI ! Scorpius I Rose zamieszkają razem. Taki świetny prezent w Nowy Rok. Ten Scor to ma gest:D A tak z innej beczki to nie powinniśmy się dziwić ,że Roxy jest nieznośna bo weasleyowkie humory+ciąża+wrodzony charakter to wybuchowa mieszanka. Ciekawe jakie będzie ich dziecko… A tak z jeszcze innej beczki nic dziwnego ,że Rose się niepokoi (tak jak my wszystkie) bo z tym kotem jest coś nie halo no bo kim on jest? Czym jest? Znamy jego mroczną przeszłość? Nie, nie mam pretensji bo to mój wymarzony urodzinowy zajebiście zawalisty rozdział:D ale ja tak bardzo chce wiedzieć… choć z drugiej strony kiedys napisałaś mi ,, Uważaj czego sobie zyczysz” i mam nadzieje ze wątek z tym kotem nie jest jednym z nich, hm, tak czy siak wielka dziękówka, Nie chce się wtrącać w twoje osobiste sprawy ale spróbuj pogadać ze swoim chłopakiem ale tak na serio no wiesz z poważnymi minami itp i jaśniej mu jak się czujesz choć to pewnie głupia rada bo na 1000 procent juz to zrobiłaś i pewnie nie raz w każdym razie powodzenia całusy Neyliero

    • Zawsze do usług :) To znaczy, Scorpius zawsze do usług, ja miałam z tym niewiele wspólnego :P

      Heh, co żeście się tego kota uczepiły? jeszcze jakiś długi czas się nie dowiecie o co z nim biega, i żadne tortury, ani łaszenie się(ukłon w stronę Krychy) nie pomogą, o!

      Rozmowa, to nigdy nie jest głupia rada. Pamiętasz może ten moment w Czarze Ognia, gdzie Ron mówi Hermionie, żeby powiedziała, że ktoś powiedział, że ktoś powiedział, że ktoś powiedział, że Hargrid go szukał i to niby miała być próba pogodzenia? No, to rozmowy w moim wykonaniu mniej więcej tak wyglądają . Ale, jest lepiej niz było, więc dziękuję.

      xoxo Hippie

  16. Cześć Hippie.

    Cóż mogę powiedzieć? Chyba tylko życzyć Ci, by te dobre chwile w końcu zaczęły górować nad złymi.

    Rozdział uroczy, słodki i cudowny, choć przeraża mnie myśl o tym, czym Scor mógł sobie zasłużyć na takie traktowanie u Mruczka…

    Mam nadzieję, że uda Wam się jakoś odnaleźć z powrotem tę nić porozumienia.
    Trzymaj się!

    • Ech, cóż, nie jest już aż tak źle jak było, a czy dzieci z tego będą, to się jeszcze okaże, ale dziękuję za dobre życzenia :)

      Ej, tyle słodyczy, muszę wam chyba to ukrócić, co byście cukrzycy ani nadwagi nie dostały… :P:P:P

      xoxo
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.