79(Mini). Kocham cię, tak, pobierzmy się!

A dziś urodziny obchodzi Kryha! Wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, powrotu do zdrówka no i dużo kociaków, by dotrzymywały ci towarzystwa:*

***

Rozdział jest krótki, ale to dlatego, że nie zdążyłam więcej napisać przed urodzinami Kryhy, a wiecie, że lubię was obdarowywać rozdziałami :) Po za tym to nawet lepiej się złożyło, bo w następnym rozdziale przeskakujemy do Bożego Narodzenia i będzie się działo! Mwahahaha!

***

Michael Buble – Always on my mind

 

- Wiesz, zbierałam szczękę z podłogi chyba z pięć minut – powiedziała Eva upijając łyk kawy przy kuchennym stole. Wyjrzała za okno i westchnęła cicho. – To było bardzo miłe z jego strony, że jej nie odtrącił. Nie wiem, jakby jeszcze i to na nią wpłynęło po wyczynach Albusa. Ale wiesz, nieco boję się.

- Boisz się, bo wreszcie pojawił się w twoim życiu facet, który traktuje ciebie i małą, jak należy? – Roxanne uniosła  jedną brew.

- To nie tak. – odpowiedziała szybko Eva biorąc kolejny łyk kawy.

- A jak? Evuś, wszyscy wiemy, że się uparłaś, żeby udawać, że go nie lubisz, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Nawet jeśli go nie lubiłaś wcześniej, to po tej uroczej wymianie symbolicznych pamiątek jesteś już w połowie drogi, by się zakochać -  stwierdziła Roxanne krzyżując ramiona na piersi.

- Jesteście niemożliwi – Eva pokręciła głową z dezaprobatą. – Co wyście się tak uwzięli na niego? Nie ma innych mniej skandalicznych gości, z którymi potencjalnie mogłabym się zacząć umawiać?

- Są, ale ten jest słodziutki. Musisz przyznać, że to całkowite ciacho. Sama bym się za niego brała, ale wiesz – wskazała ręką na swój brzuch. – Chociaż z drugiej strony wydaje się całkiem dobry z dziećmi… Grace nie zaoferowała Robina nawet Franco kiedy był chory, nawet kiedy wciąż upierała się, że jest jej tatą.

- I to mnie własnie martwi. Nawet nie wiem, kiedy oni mieli czas zbudować jakąkolwiek więź. Tata mówi, że Jamie zawsze przynosił coś dla Grace i bawił się z nią, kiedy nie miałam czasu na jego błazeństwa. Ale to?  – Eva odłożyła kubek na stół i wbiła nań wzrok. Wizyta u Jamiego nie dawała jej spokoju. Ciężko jej było się nie uśmiechnąć na jego wspomnienie. Ucieszyła się widząc, że nie utracił swojego poczucia humoru i dwuznacznych żartów. Nie sądziła, że aż tak bardzo będzie jej ich brakować.

- Wiesz, Elaine i Rose stwierdziły, że może dla Grace, Jamie jest bezpieczną opcją na ojca.

Eva skarciła ją wzrokiem.

- Och, teraz mówię serio. Mam na myśli takiego wzorca ojca. Nie pozwalasz jej nazywać tatą swoich przyjaciół, no ale ona nie chce nazywać Albusa tatą. I słuchaj, ja się jej nie dziwię. Ja wiem, że ty się starałaś, żeby ona się nie czuła odrzucona, ale ty nie kontrolujesz zachowań Albusa. I wiesz, wydaje mi się, że dla niej Jamie jest takim bezpiecznym wzorcem. I tu znowu wcale jej się nie dziwię. Spójrz na to z jej perspektywy. Jamie jest zabawny, droczy się z jej mamą, ale nigdy się tak naprawdę nie kłóci. Jest muzykiem, i to do tego znanym. Ma fajne kręcone włosy i pamiętam raz przyszłam, kiedy ciebie nie było. Jamie też tu był, musiał nie wiedzieć, że cię nie będzie. Siedział z Grace i Robinem przy tym jej dziecięcym stoliku do herbaty i udawał, że jest z nią na przyjęciu. I kiedy mówię udawał, mam ma myśli aktorstwo pierwszej klasy. Ja i Lars niemal leżeliśmy ze śmiechu, o Willym nawet nie wspomnę. Nawet Scorpius, który by za nią w ogień skoczył, zawsze miga się od herbaty z Robinem.

- Widzisz, i tego się własnie boję – powiedziała cicho Eva. – Że Grace przywiąże się za bardzo, a pewnego dnia Jamie zniknie tak szybko, jak się pojawił.

- Naprawdę go lubisz, co? – zapytała poważnie Roxanne.

- Eva, wiesz, gdzie poszli Grace i Lars? Willy powiedział, że wyszli jakieś dwadzieścia minut temu, a muszę z nim… – Franco wszedł do kuchni i urwał w połowie widząc Roxanne. – Nie wiedziałam, że masz gości – spoważniał.

- Serio? – warknęła Eva rzucając mordercze spojrzenia to Roxanne, to Franco. – Jeszcze tego nie rozwiązaliście? Ile wy macie lat? – zapytała zawiedziona, ale żadne nie zamierzało jej odpowiedzieć. – Ludzie, nie jesteście parą nastolatków, o takich rzeczach się rozmawia! Za parę miesięcy zostaniecie rodzicami. Waszego wspólnego dziecka. Wciąż o tym pamiętacie, prawda?

- Eva, nie…

- O, nie! – przerwała mu Eva. – Jeszcze nie skończyłam, Franco – powiedziała Eva podnosząc się z miejsca. – Ja was proszę, porozmawiajcie wreszcie ze sobą, no przecież się kochacie! Tak czy nie?

- Też tak myślałem – mruknął Franco.

- A co to niby ma znaczyć? – zapytała ostro Roxanne.

- Okej… To ja was zostawię – mruknęła cicho Eva i szybko ulotniła z kuchni. Cokolwiek mieli sobie do powiedzenia, zdecydowanie musiało być powiedziane w cztery oczy.

- To chyba oczywiste – powiedział Franco krzyżując ramiona na piersi. – Sama mi powiedziałaś, kiedy zaczęliśmy się spotykać, że poważne długoterminowe związki nie są dla ciebie.

- A co to ma w ogóle do rzeczy? To było lata temu! – zirytowała się Roxanne rzucając mu gniewne spojrzenia. – Co, chcesz ze mną zerwać przez coś, co powiedziałam zanim tak naprawdę zaczęliśmy się spotykać? Najpierw się oświadczasz, a potem szukasz łatwego wyjścia ewakuacyjnego z sytuacji!

- Zerwać? Jedyną osobą, która tutaj szuka łatwej drogi wyjścia, jesteś ty. I chyba nie muszę ci przypominać, że kiedy się oświadczyłem, powiedziałaś nie!

-`A co innego miałam powiedzieć?! – Roxanne wstała z miejsca opierając się dłońmi o blat stołu.

- No nie wiem, może, kocham cię, tak, pobierzmy się!

- Wyraźnie dałeś mi do zrozumienia, że jedynym powodem, dla którego chcesz się żenić, jest dziecko i chociaż to bardzo honorowo z twojej strony, dla mnie to nie wystarczy! Jeśli mam wyjść za mąż, to chcę wyjść za mąż dlatego, że ktoś chciał się ze mną ożenić dla mnie, nie dla dziecka.

- Co?

- Co co?

- Myślisz, że oświadczyłem się tylko dlatego, że będziemy mieli dziecko? Myślisz, że gdybym zapłodnił jakąś przypadkową laskę z ulicy, to od razu bym się jej oświadczał? – Franco przycisnął dwa palce do nasady nosa. – Roxanne, chciałem ci się oświadczyć od kilku miesięcy, ale nie wiedziałem, jak to przyjmiesz. Wciąż powtarzałaś, jak  dziewczynom odbija na punkcie ślubów. Że im się mózgi gotują od bycia kurami domowymi. A potem zaszłaś w ciążę i pomyślałem teraz albo nigdy!

Roxanne usiadła ponownie na krześle i zakryła twarz w dłoniach.

- Victoire mi powiedziała, że jak facet do trzech lat się nie oświadczy, to już raczej się nie oświadczy, ale po pięciu, to już nie ma na co czekać. Poprzez gadanie o tych wszystkich pannach młodych z piekła rodem chciałam poruszyć twój mózg do myślenia o ślubie.

- Chciałaś poruszyć mój mózg do myślenia o ślubie poprzez mówienie, jak bardzo śluby są głupie. No genialny pomysł – skwitował Franco kręcąc głową z niedowierzaniem, po czym zaśmiał się cicho. – Tylko ty mogłaś wyjść z czymś takim.

Podszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu. Roxanne spojrzała na niego zmartwiona.

- Kocham cię – powiedziała cicho Roxanne.

- Ja ciebie też – odpowiedział głaskając jej policzek.

- Wróć już do domu, co? Toster nie chce działać odkąd się praktycznie przeprowadziłeś do Evy, wszystkie kwiatki w domu prawie uschły, a i pies jakoś krzywo na mnie patrzy – powiedziała błagalnym tonem.

- Cóż, jeśli pies się na ciebie krzywo patrzy to chyba nie mam innego wyjścia – uśmiechnął się łobuzersko.

- Franco?

- Hm?

- Kocham cię, tak, pobierzmy się – powiedziała cicho Roxanne.

 

*******************

Jako że nie miałam okazji odpowiedzieć na komentarz Happiness, a miałyśmy całkiem ciekawą rozmowę, odpowiem ci tu :)

 

Ja nie przepadam za ciemną. Jeszcze z samego rana, zanim zjem cokolwiek innego, to jeszcze przejdzie, ale tak, to nie bardzo. Ja najbardziej lubię rozpuścić kilka kostek mlecznej i białej czekolady w gorącym mleku i taką prawdziwą gorącą czekoladę sobie pić. Niebo w gębie:)
Chciałam tylko powiedzieć, że porównanie do Zmierzchu to naprawdę było wyolbrzymienie, serio, wątpię czy powstanie jeszcze kiedyś mniej wartościowa książką, która stanie się bestsellerem :)
Co do książek C. Clare, to choć generalnie lubię jej twórczość i styl pisania, to właśnie ja nie lubię, jak wszystko się kończy tak, że każdy dostaje to, co chce. Ja wiem, że ludzie po to czytają książki, ale ona mi tu tworzy nierealne oczekiwania od życia. Potem ja też chcę happy end, a tu ni ma. Zabrakło, o! Dlatego mszczę się na moich bohaterach i ich torturuję nieszczęściami. Zła Hippie. Niedobra Hippie.

 

 

Xoxo

Hippie

 

12 Komentarze

  1. Wróciłam z buszu, a w internecie czekały mnie masy zaległości. Jednak zapewniły mi dobry humor podczas rozpakowywania, ktorego nienawidzę :)
    Rozdział, mimo że krotki to narabia urokokiem i wspanialoscia :)
    Franco i Roxane razem, ślub i wogóle, super!
    Wkońcu, żeby być szczęśliwym trzeba trochę pocierpieć :D
    W pewnych momentach bardzo się śmiałam, a w innych sie wsciekalam. To wlasnie jest cudowne w twoim opowiadaniu, nawet w tak krotkim rozdziale potrafisz doprowadzic do skrajnych emocji.
    Piszę krótko, bo trza mi nadrabiać zaległości :D

  2. YES! TAK, WIEDZIAŁAM, ŻE O TO CHODZI!!
    To znaczy z odrzuceniem zaręczyn przez Roxanne! Wiedziałam, że o to chodzi. Normalnie jestem z siebie dumna, że to rozgryzłam :D
    A co do Evy, to mam nadzieję, że niedługo się ogarnie, albo lepiej, żeby to Jamie w końcu jej powiedział, że mu na niej zależy. Wtedy ona może dojrzeje do tego, aby odpowiedzieć mu tym samym! Tak, to by było piękne.
    Ale kurde, przecież Albus ten debil na debilami ciągle ma jakieś chore pomysły. Znaczy w sumie to jednak szkoda mi go, ale sam sobie zapracował na taka opinię.
    Ostatnio brakuje mi trochę Scorpiusa i Rose. Niech on się wreszcie ogarnie i oświadczy się rudej. Idiota..
    Ale i tak go uwielbiam! XD

    Hippie mam nadzieję, że z twoim zdrowiem już dobrze
    i pamiętaj, że blog zawsze poczeka aż poczujesz się lepiej.
    Dasz sobie radę!

    Buziaki
    Starkwood

    PS: A co do najgorszych książek, to według mnie wygrywa Niezgodna Veronici Roth-Ough, nie cierpię tego :/

    • Hehe, chyba staje sie za bardzo przewidywalna :)

      Co do Evy to może twoje życzenie sie spełni :) A może spełni sie odwrotnie? Powiem tyle, dużo sie będzie działo na froncie Albus-Eva-Jamie w następnych rozdziałach. I będzie też sie sporo działo na froncie Rose-Scorpius. Za dużo nie mogę zdradzić, bo nie chcę spoilerować, ale będzie sie działo!

      Aww, dziękuję bardzo :) Reka już zdecydowanie lepiej, no i biorąc pod uwagę, że nie mam teraz za dużo pracy, powinnam mieć więcej czasu na bloga(ale nic nie obiecuję, bo wiesz jak to jest, w momencie, kiedy coś obiecam znów mnie wrzuca na 60 godzin w tygodniu :P)

      Niezgodnej jeszcze nie czytałam, ale jest na mojej liście do przeczytania, z ogólnego zarysu fabuły zdawała sie co najmniej znośna. Przyznam bez bicia, że obejrzałam film(a zazwyczaj zostawiam film na po przeczytaniu książki) i to nieco popsuło mi apetyt. Więc na razie nie moge potwierdzić, ani zaprzeczyć twojej teorii, ale jak tylko przeczytam(nie ma błyszczących wampirów, więc nie może być az takie złe, hahah), to na pewno sie ci przypomnę i możemy sobie podyskutować. Tak właściwie, teraz, jak już mnie wciągnęłaś w dyskusje, to na pewno przeczytam od razu :) dam znać, kiedy skończę serię(no ja po prostu nie mogę przeczytać tylko części serii)
      Zgadłam, że to musi byc dobra książka, bo moja starsza siostra nie ma na nią chęci, hahaha. Tak, wiem, jestem okropna siostrą, tak śmiać sie bezczelnie z rodzeństwa za czytanie złych książek. Ech, przynajmniej czyta, nie tak jak moja młodsza i druga starsza :P

      xoxo
      Hippie

  3. Muszę kiedyś spróbować Twojego przepisu:)
    Hmm, w tej kwestii głosowała bym za Greyem (bez urazy dla fanów E.L. James).
    Och, wolę się nie zastanawiać nad tym, jak skończysz kukiełki…
    Powiem Ci, że wśród moich ulubionych znajduje się wiele historii zakończonych niepomyślnie. Cóż, do niektórych opowieści nie pasuje happy end.

    Naprawdę, nie mogłabyś mi zorganizować spotkania z Jamiem i Grace? Byłabym wniebowzięta mogąc ich uściskaći porozmawiać i dowiedzieć się o nich czegoś więcej.

    Końcówka rozdziału mnie pozbawiła :)
    Szkoda, że urodziny mam w styczniu…
    Happiness

    • Spróbuj, spróbuj, bo warto. A już sama biała czekolada to niebo!

      Greya nie czytałam i nie zamierzam. Po nieszczęsnym incydencie, gdzie 80% moich znajomych zarzekało się, że Zmierzch to istne objawienie i z radością pobiegłam do biblioteki(a ja jak już zacznę serie to muszę skończyć) i zmarnowałam 10 godzin mojego życia na czytanie tego czegoś, zawsze sprawdzam w internetach o czym jest polecana książka i czy nadaje sie do czytania. W przypadku Greya bardzo szybko doszłam do wniosku, że to nie książka dla mnie. Wystarczyło, że moja starsza siostra mi ja poleciła i to wystarczyło(ona czyta tylko zmierzchy i tego typu dziwactwa, nawet swojego biednego męża wyciągnęła do kina na ostatni film, biedak!). Tak więc wezmę na to twoje słowo, bo nie zamierzam sie torturować. Mam już wystarczająco nieszczęść w życiu :P

      Happy endy są w porządku, ale z umiarem. A czasem mam wrażenia że dla Clare coś takiego jak brak happy endu nie istnieje. Nadal uważam, że Simon nie powinien nic pamiętać, a tak w o ogóle powinien kopnąć kalendarz już wtedy na tej łódce, o. Tak, wiem, jestem podła.
      A zakończenie Kukiełek, hm, będzie na pewno nieco smutne, nieco radosne, ale do tego, to jeszcze długa droga :)

      xoxo
      Hippie

  4. Niby wakacje, a ja nawet skomentować porządnie poprzedniego rozdziału czasu nie miałam. Nieładnie, oj nieładnie, ale łapię wolną chwilę i piszę:
    Roxie ma rację, Franco. Powinieneś się domyślić! :D Przecież jeśli kobieta mówi, że śluby są głupie i wg ble i fuj oraz kategorycznie nie chce własnego ślubu to znaczy, że chce tylko wybranek serca ma SAM na to wpaść (czyt. DOMYŚLIĆ SIĘ). Chyba, że akurat naprawę nie chce ślubu to w takim wypadku ślub odpada. Proste? Proste.
    Uprzejmie infotmuję, iż powyższym postem zrobiłaś mi dzień, ktory wydawał sie już być spisany na straty, dziękuję bardzo :*
    Jak twoja ręka? Pozdrawiam,
    ~ Mała Mi

    A, i jeszcze mam taką malutką prośbę, właściwie to prośbunię (?). Otóż dokładnie za tydzień (tj. 17) mam szesnaste urodziny (szczerze mówiąc czuję się trochę staro, tak, tak, wiem ze to dziwnie brzmi) i jako oddana czytelniczka i zagorzała fanka chciałabym dostać moją czwartą w życiu (w tym drugą od Ciebie ;) malutką dedykacje, da się zrobić?

    • Nie wiem, może tylko ja tak mam, ale im więcej czasu wolnego mam tym bardziej mi sie nie chce nic robić:)

      Ech, ja już dawno sie poddałam z filozofią ‚domyśl się’. Ten tłuk, mój R. to zupełnie jakby nigdy z babami nie miał do czynienia. Po kilku miesiącach sie poddałam i zaczęłam mu mówić głośno, powoli i wyraźnie o co mi chodzi, a i tak wydaje mi się, że przez większość czasu on nie wie o co chodzi. Eh, faceci, nie ich wina, że maja malutkie móżdżki :P
      Cieszę się, że poprawiłam ci humor, zawsze do usług :) Co do urodzin to nawet postaram ci się napisać taki mały rozdzialik:)(no, może nawet nie mały, bo już mam sporo napisane).

      A ręka już prawie jak nowa, nie meczy sie tak szybko i juz prawie wcale nie boli, czasem tylko po całym dniu pracy, albo capo całym dniu pisania, ale jest zdecydowanie lepiej :)

      całusy,
      Hippie

  5. Ohhhh, dzięki, dzięki, dzięki!!! Jeden z najlepszych prezentów jakie dostałam na urodzinki! (Na pierwszym miejscu jest Kicia.) Ech, chciałabym cię za to przytulić, Hippie. Doceń to. Niechętnie tulę.
    Aż się rozpłynęłam…
    Jamie byłby świetnym ojcem dla Grace. Takim tatuśkiem, takim słodkim. Chciałabym mieć takiego ojca… Taki tatunio. W końcu Roxie i Franco się pogodzili! Jesssst! Tak mi rób, tak mi dobrze! Musieli to zrobić, jak pies się dziwnie patrzy, to już nie przelewki.

    Co do twoich życzeń, to część się sprawdzi. Kinia w ciąży. A ze zdrowiem będzie trudniej…
    Dziękiuję jeszcze raz!
    Krysia.

    • Awww :) Naprawdę? Miło mi to słyszeć, lubię was uszczęśliwiać, bo wy uszczęśliwiacie mnie :D
      Podwójne awwww :) zawsze możemy zrobić wirtualny :)

      Hyhyhy, no to akurat fakt, jak już nawet pies tobą pogardza, to czas sie ogarnąć :)

      OOooooooo naprawdę? Chętnie bym sobie wzięła takiego małego…

      całuję i pozdrawiam,
      Hippie

      • Ekhemn, moja Kicia ma powodzenie…
        W ciążę zachodzi ze cztery razy w roku. A powtarzam jej, gumka to podstawa. Ale zawsze tak jest, mnie się nie słucha, ja gówno wiem…
        Takiego małego? Ekhem, dobra bez skojarzeń…
        Maksiu mną jeszcze nigdy nie pogardził. Od tego jest Kicia.
        To ja,
        Krysia

  6. Hejka!
    Faktycznie krótko, ale treściwie. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Będą święta!
    Eva zbierająca szczękę z podłogi przez pięć minut to musiał być bezcenny widok. Aż sobie wyobraziłam zęby leżące na ziemi…
    Ją chcem wreszcie dobrego Albusa! (Tutaj rozpoczyna histerię…) Ją chcem dobrego Ala! Dobrego Ala! I kanapkę z masłem orzechowym i dżemem!
    Rozmowa Rox i Franco genialna! Nie miałam pojęcie, że Weasley ma takie pomysły. Interesujące…
    Mam nadzieję, że ciebie już powoli opuszcza nieszczęście.
    Pozdrawiam
    - Izi

    • Widzę, że nie tylko ja dostaję bożonarodzeniowej gorączki w środku lata :D
      Dobry Al, to jeszcze zrozumiem. Ale kanapka z masłem orzechowym i dżemem??????? Mój luby próbuje mnie namówić na spróbowanie od ostatnich czterech lat :P
      Ha, żeby to był tylko najgłupszy z pomysłów Weasleyów. Z nimi to chyba nikt nie nadąży, ale cóż, tak se chłopaki wybrali, to tak mają, o!

      Cóż, na razie u mnie bez zmian, ale pocieszam sie faktem, że w takich momentach w książkach pojawia sie książę na białym koniu :) Nadal czekam…

      xoxo
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.