78. Zostań

***

Hinder – The best is yet to come

 

Harry rozejrzał się wokół. W salonie Potterów zebrali się już wszyscy. Ginny stała tuż obok niego, patrząc na niego niecierpliwie, by wreszcie podzielił się wieściami, dla których ich wszystkich zwołał. Lily i Sergius zabawiali dzieciaki Jamesa i Natalie obok kominka, gdy ci próbowali pocieszać Albusa , który siedział na kanapie. W fotelu nieopodal siedziała Eva, która uporczywie próbowała namówić Grace, by podeszła do Albusa, ale dziewczynka posyłała mu jedynie obrażone spojrzenia i kategorycznie odmawiała prośbom matki. Ron i Hermiona stali tuż za Harrym i Ginny, nieco zawiedzeni, że i Hugo i Rose kategorycznie odmówili pojawienia się w domu Potterów, jeśli Albus zamierzał przebywać w tym samym pomieszczeniu, tłumacząc, że takiego poświecenia jest warta jedynie babcia Molly. Na nic zdały się tłumaczenia, że Ron, Harry i Hermiona byli czymś więcej, niż tylko rodziną. Astoria stała w milczeniu tuż za Evą i to właśnie jej obecność wzbudzała największe zmartwieni, była w końcu adwokatem Albusa.

- Jamie Ellsworth się obudził dziś w nocy – powiedział radośnie Harry spoglądając instynktownie na Evę, podobnie jak większość pozostałych. Eva skwitowała to jedynie wywróceniem oczami, ale unikała spojrzeń Albusa. Poczuła, jak kamień spada jej z serca. Jamie się obudził, a to oznacza, że będzie żył. Będzie żył i ją nachodził i doprowadzał ją do czystego szaleństwa żartami z podwójnym znaczeniem i próbami zaproszenia jej na drinka ze śniadaniem.

Cały salon wypełnił się gwarnymi dyskusjami i oznakami głębokiej radości, jak  w przypadku Jamesa, czy Lily, która rzucała Evie znaczące spojrzenia.

- To nie wszystko! – zawołał Harry ponownie zwracając na siebie uwagę, wyciągając z kieszeni pergamin. – Dostałem raport z Biura. Jamie jest bardzo słaby, ale z samego rana złożył zeznania – rozwinął pergamin i zaczął czytać na głos. – W obecności Aurorów Alosiusza Blackblood, Edgara Stanforda i urlopowanej Auror Charlotte Longfellow, James Elwood Ellsworth zeznał, że butelka whisky, którą podarował mu Albus Severus Potter, nie mogła go otruć, gdyż rozbił ją o ścianę chwilę, po opuszczeniu przez pana Pottera mieszkania pana Ellswortha.

Wszyscy popatrzyli na Harry’ego w milczeniu.

- Czy to znaczy… – zaczął niepewnie Albus.

- To znaczy, że oficjalnie zostałeś oczyszczony z wszelkich zarzutów – powiedziała spokojnie Astoria.  – A teraz czas na mnie. Mam kolejne spotkanie – powiedziała wymieniając z Harry’m porozumiewawcze spojrzenia, co nie umknęło uwadze Jamesa.

- Oni coś knują – mruknął James do Evy, kiedy Grace pobiegła bawić się z Moirą.

- Kto? – zapytała zaskoczona Eva.

- Astoria i tata. Mama też w tym macza palce. I wujek Ron i ciotka Hermiona – odpowiedział naburmuszony. – Próbowałem wyciągnąć coś z ojca, ale ten udaje, że nie wie, o co mi chodzi.

- Może naprawdę nie wie? – zaśmiała się Eva.

- A Merlin był kobietą! Słyszałem, jak mruczeli o czymś w korytarzu. Nie usłyszałem wszystkiego, ale mówili o tej nieszczęsnej butelce whiskey, tata i Astoria. Żadne z nich nie wierzy, że Jamie rozbił tą butelkę. Ściany w jego mieszkaniu były nienaruszone, a i nigdzie szkła nie znależli. Jego była zeznała, że butelka stała na stole kiedy przyszła. Przy okazji, wiedziałaś, że jego pełne imię to James? Zawsze wiedziałem, że to spoko koleś. Chętnie bym go odwiedził, ale nie wiem, gdzie mieszka. Po za tym, może nie być taki chętny na odwiedziny od Potterów, po tym nieszczęsnym incydencie.

- Łał, James, czy ty w ogóle oddychasz? – zaśmiała się Eva. – Po za tym, po co ci jego adres? Jamie dopiero się obudził, na pewno go jeszcze nie wypuścili.

- Bo by od razu do ciebie przybiegł? – zapytał James szczerząc się, ale Eva jedynie wywróciła oczami. – Tak serio, to podsłuchiwałem Astorię i tatę przez kilkanaście minut. Jamie wyszedł na własne żądanie, jego agent go odebrał. Astoria powiedziała, że jakaś Charlotte jej mówiła, że Jamie nieźle się wkurzył, kiedy się obudził i zobaczył swoją matkę i swoją byłą przy swoim łóżku. Podobno wrzeszczał, że obie są popieprzone i że żadna nie dostanie ani grosza, bo już i tak nie mogą zamienić jego życia w jeszcze większe piekło, bo samo ich wspomnienie jest jak życie w Tartarze.

- Naprawdę? – zapytała słabo Eva z trudem ukrywając nutę satysfakcji.

- Najwyraźniej miałaś rację. Jamie nienawidzi suki – James uśmiechnął się tryumfalnie i odszedł w stronę Natalie, która teraz dyskutowała o czymś zawzięcie z Ginny.

Eva pokiwała głową z niedowierzaniem. Już wiedziała, że tak szybko rzekomy romans z Jamiem i nazwanie jego byłej suką nie ujdzie jej na sucho i na pewno nie zostanie prędko zapomniane. Ale to nie miało znaczenia. Jamie się obudził, był cały i zdrowy i… I Albus nie pójdzie do więzienia. Albus, pomyślała, powinna z nim porozmawiać. Ale Albusa już nie było w towarzystwie, zapewne poszedł do swojego pokoju lub pobiegł prosto do Mary. Zdziwiła się, gdy po raz pierwszy ta myśl nie przysporzyła jej bólu. Albus pobiegł do Mary. Albus kocha Mary.

Uśmiechnęła się do siebie. Może i dla niej nareszcie nadeszła wiosna. Może wreszcie mogła o nim zapomnieć, tak jak on zapomniał o niej. Może to wszystko było jedynie początkiem?

 

 

***

Angus & Julia Stone – Stranger

 

Nuciła wesoło pod nosem czytając gazetę, choć nie mogła się skupić na najnowszej polityce Ministerstwa wobec nielegalnych sprzedawców różdżek. Czuła w sobie dziwną radość, nerwowość, która wręcz uniemożliwiała jej skupienie się na czymkolwiek. Mimowolnie uśmiechała się pod nosem. Nie wiedziała nawet dlaczego wzięła Proroka do ręki, rzadko czytała gazety, jeśli już pojawiło się coś ciekawego, któreś z Weasleyów z pewnością by ją o tym poinformowało.

Jamie był cały i zdrowy, miała tą pewność od dwóch dni i ta myśl dodawała jej energii. Czy wszystko mogło skończyć się lepiej? Albus nie zostanie wysłany do Azkabanu. Ona sama nie będzie w centrum jednego z najgłośniejszych procesów w ostatnim dziesięcioleciu. Grace nie będzie narażona na ataki ciekawskich paparazzi i dziennikarzy z brukowców.  Wszystko wróci do normy, pomyślała radośnie. Za parę dni, może tygodni Jamie znów zacznie nachodzić jej dom, jak natrętny krewny, który z czasem stał się tak stałym elementem tego utopijnego obrazka, że jego nieobecność była tak wyraźna i tak nielubiana.

- Mamusia! – powiedziała Grace podchodząc do Evy. Ta opuściła gazetę i spoglądając na błagalne oczy córki, zamknęła ją i odłożyła na stolik. Doskonale znała ten wzrok i wiedziała, że zazwyczaj nie oznaczał nic dobrego. Zazwyczaj oznaczał coś drogiego, nieodpowiedniego  lub kompletnie niebezpiecznego.

Willy, który próbował naprawić zaklęciami stary gramofon w drugim końcu salonu uśmiechnął się do niej znacząco. On także doskonale znał ten ton.

- Co jest, kochanie? – zapytała spokojnie Eva, przygotowując się mentalnie na kolejny niedorzeczny pomysł jej córki.

- Kiedy Jamie wróci? – zapytała Grace słodkim tonem. Zbyt słodkim, jak na Evy gust.

- Mówiłam ci już, że Jamie jest bardzo chory, Gracie – odpowiedziała spokojnie Eva sadzając Grace na swoich kolanach. – Jestem pewna, że kiedy poczuje się lepiej, na pewno cię odwiedzi.

- Wujek Scorpius mówi, że my też możemy go odwiedzić – powiedziała Grace słodko.

- Wujek Scorpius tak powiedział? – zapytała Eva siląc się na spokojny ton, jednocześnie rzucając mordercze spojrzenie swojemu ojcu, który bezskutecznie próbował ukryć swój śmiech pod osłona kaszlu.

Gracie kiwnęła ochoczo głową, szczerząc się.

- A dziadek powiedział, że Jamie na pewno by się ucieszył – dodała poważnie Grace.

Śmiech Willa ucichł momentalnie, gdy Eva spojrzała na niego ponownie, kiwając głową z niedowierzaniem.

- I ty Brutusie… – mruknęła cicho.

Willy miał na tyle przyzwoitości, by wyglądać na zakłopotanego, kiedy wreszcie westchnął cicho i powiedział spokojnym głosem.

- Grace zapytała, czy może odwiedzić Jamiego, ja i Scorpius nie widzieliśmy żadnych powodów przeciw – ponownie zaczął majsterkować przy gramofonie. – Jest twoim przyjacielem, nie wiem dlaczego się tak oburzasz – powiedział odwracając głowę, by nie widziała jego rozbawionego uśmiechu.

- Mamusia! Pójdziemy odwiedzić Jamiego? – zapytała Grace słodkim głosem.

- Kochanie, to nie jest dobry pomysł, Jamie jest jeszcze bardzo słaby, poza tym do szpitala nie wpuszczają takich małych dziewczynek – odpowiedziała spokojnie Eva.

- Wujek Franco mówi, że Jamie jest w domu – odpowiedziała uparcie Grace marszcząc czoło.

- Franco? – zdziwiła się Eva. Franco, który zawsze był przeciwny jakimkolwiek próbom swatania i ingerencji w życia uczuciowe innych? Franco, który ukrywał swój związek z Roxanne by wystrzec się takiej ingerencji?

Doskonale zdawała sobie sprawę, że Elaine, Rose, Scorpius i nawet jej własny ojciec ubzdurali sobie, że byliby z Jamiem idealną parą, ale nigdy nie sądziła, że udałoby im się wciągnąć Franco w ich machloje, nie wspominając o tym, że użyli jej własnej córki do swoich celów, była tego pewna.

Grace zeskoczyła z jej kolan i skrzyżowała ręce na piersi, przybierając bojową minę.

- Chcę do Jamiego! – krzyknęła.

- Grace, nie bądź krnąbrna – odpowiedziała poważnie Eva.

- Mamusiaaaaaaa! – zapłakała Grace. – Prooooszę!

 

 

***

Hinder – The best is yet to come

 

- Eva i Grace poszły odwiedzić Jamiego – powiedziała Elaine uśmiechając się łobuzersko, trzymając w dłoni mały kawałek pergaminu. – Willy pisze, że Grace odstawiła niezłą szopkę – zachichotała, po czym usiadła na kolanach Franka, który siedział w fotelu przy kominku. – Płakała, rzucała się na ziemię, próbowała nawet przekupić Evę ciastkami, aż ta się w końcu poddała.

- Czy ktoś mi może powiedzieć, dlaczego właściwie staramy się ich wyswatać? Nawet nie lubimy gościa – mruknął Scorpius, który siedział na kanapie pomiędzy Rose, a Franco.

- Jeszcze dwa tygodnie temu był twoim przyjacielem – zakpiła Rose.

- To było zanim razem z Elaine wymyśliłyście swatanie. Co innego droczyć Evę, ale to? Ona go nawet nie lubi! – oburzył się Scorpius. – I od kiedy ty jesteś fanem swatania? O ile dobrze pamiętam ukrywałeś przed nimi Roxanne przez kilka miesięcy – powiedział z wyrzutem, świdrując Franco wzrokiem.

- Evie przyda się posmakować własnego lekarstwa. Próbowała swatać nas wszystkich, teraz jej kolej, by być swatanym – Franco wyszczerzył się niezrażony.

Miał zamiar ukrywać się dziś u Evy, ale spotkał po drodze Rose i zdecydował, że ona,  Scorpius, Elaine i Frank, będą znacznie mniej wkurzającym towarzystwem. Z całą pewnością nie zamierzali go namawiać by porozmawiał z Roxanne. Z całą pewnością nie zamierzali go wypytywać o Roxanne. On nadal nie miał szczególnej ochoty, by z nią rozmawiać. Może obrażanie się nie miało sensu, ale nie był jeszcze gotowy, by z nią porozmawiać. I ona sama zdawała się to rozumieć, szukając jego towarzystwa, ale nie naciskając na rozmowę.

- Po za tym, jeśli myślisz, że ona go nie lubi, musisz być ślepy, Scor – powiedziała Elaine kpiącym tonem. – Widziałeś, jak nerwowo zareagowała na wzmiankę w gazecie, że Jamie mógłby chcieć wrócić do swojej byłej? Nazwała ją suką. Przypomnij mi, czy kiedykolwiek słyszałeś ją nazywającą kogokolwiek suką?

- Nawet jeśli go lubi, to co z tego? – oburzył się Scorpius. – Jamie to gwiazda rocka, gwiazdorzy nie są lojalni. Ona potrzebuje porządnego kolesia…

- Z dobrego domu, z dobrymi rodzicami, spokojnego, najlepiej prefekta, ulubieńca nauczycieli i starszych pań? – dokończyła Rose. – Bo Albus się doskonale wpisywał w twój opis, zanim zaczęli się spotykać.

- Właśnie. Po za tym, Jamie jest taki jak my – powiedziała Elaine. – Wszyscy jesteśmy popaprani. Po za tym, Eva potrzebuje nieco rozrywki. Wiem, że nie jestem jedyna, która zauważyła, że Eva unika wszelkich możliwości, by się zakochać. Jest młoda, dziecko to nie koniec życia. Nie winię jej, że zamknęła się na miłość. Ciąża, Willy, poród, byłabym zdziwiona, gdyby to nie odbiło na niej żadnego piętna. Ale minęły już lata, musimy ją trochę wypchnąć w świat, Grace kiedyś dorośnie i się wyprowadzi, a wtedy Eva zostanie sama.

- Tak z lżejszej nuty, jak ci się udało przekonać Grace? – zapytał Frank, obejmują Elaine w pasie.

Scorpius uśmiechnął się łobuzersko rzucając Rose krótkie spojrzenie.

- Mam doświadczenie z Weasleyami – odpowiedział tajemniczo.

- Ale Grace nie jest Weasley. Po za tym, co to ma do rzeczy? – odpowiedział Franco patrząc to na Scorpiusa, to na Rose, ale dziewczyna zdawała się tak samo zdezorientowana, jak reszta grupy.

- Jest w jednej czwartej Weasley, to wystarczy, wierz mi, dodaj do tego trochę wpływu Malfoyów i masz broń idealną – blondyn wyszczerzył się złowieszczo.

- Czy ktokolwiek jeszcze dostaje ciarek, kiedy on tak mówi? – zapytała Elaine rozglądając się wokół.

- Powiedziałem jej, że jeśli nakłoni Evę by poszła zobaczyć Ellswortha, kupię jej tą lalkę, którą tak chciała, a na którą nie zgodziła się Eva. Wspomniałem jeszcze, że Eva bardzo by chciała go odwiedzić, ale my dorośli jesteśmy czasem dziwni i ona się po prostu wstydzi pójść sama, więc udaje, że nie chce. Nie sądzę, że Grace zrozumiała wszystko, co jej powiedziałem, ale miała na twarzy ten jej diabelski uśmieszek, więc już sobie mogę wyobrazić, co ta mała diablica mogła wyczyniać, żeby zaciągnąć Evę do Jamiego. Po za tym od paru dni mówiła, że chce zobaczyć Jamiego. Nie musiałem jej zbytnio przekonywać…

- Ty też zauważyłeś? – zapytała Rose. – Ostatnio non stop się o niego wypytywała i twierdziła, że musi go zobaczyć. Plus z tego, co słyszałam jest strasznie negatywnie do Albusa nastawiona przez ostatnie parę dni.

- A czy ona kiedykolwiek nie była negatywnie nastawiona do Albusa? – zapytał retorycznie Franco.

- Była do niego nastawiona, jak do obcego, który próbuje ją zabrać na lody raz na dwa miesiące i wszyscy każą go jej nazywać tatą. Teraz jest inaczej – wyjaśniła Rose. – Zupełnie, jakby coś jej zrobił, albo powiedział.

- Albus jej nie widział od aresztu domowego. To znaczy do momentu kiedy Harry ogłosił, że Jamie się obudził – powiedział Franco w zamyśleniu. – Eva wspomniała, że Grace była absolutnie nie do przekonania, żeby przywitać się z Albusem.

- To dziecko, dzieci tak czasem mają – Scorpius wzruszył ramionami.

- Och, bo ty taki ekspert od dzieci jesteś – żachnęła się Elaine.

- Nie, ale jestem ekspertem od wina – wyszczerzył się podnosząc z ziemi butelkę. – Komu dolewkę? – zapytał zmieniając temat.

 

 

***

30 Seconds to Mars – Stay(cover)

 

 

Eva westchnęła głośno i spojrzała na wyraźnie zadowoloną Grace, która nuciła sobie wesoło pod nosem poprawiając kamizelkę swojego pluszowego misia. Co niby miałaby mu powiedzieć, gdy otworzy drzwi? Cześć, nie lubię cię, ale tak tylko wpadłam? Choć jakaś część jej chciała go zobaczyć i zapytać czy czuje się lepiej, nie podobał jej się pomysł odwiedzin. Nie byli aż tak blisko, by przychodziła tu dwa dni po jego wybudzeniu. Na pewno jakiś natrętny paparazzi ją zobaczył i jutro wszystkie brukowce będą pisać o ich namiętnym romansie.

Drzwi otworzyły się nagle. Eva podskoczyła wystraszona na chwilę zapominając, że Gracie bezceremonialnie zapukała do drzwi, gdy tylko dotarły na miejsce, nie czekając na matkę.

Wysoki mężczyzna o krótkich kasztanowych włosach patrzył na nią wyczekująco, krzyżując ramiona na piersi.

- Ja… – zaczęła Eva nie wiedząc, co powiedzieć. Nie tego się spodziewała. Logicznym było, że Jamie nie otworzyłby drzwi sam, musiał być wciąż jeszcze słaby. Nie znała mężczyzny stojącego przed nią, ale z całą pewnością nie wyglądał na kogoś, kto zamierzał wpuścić byle kogo do mieszkania.

- Cześć! – zaświergotała radośnie Grace zanim Eva zdołała zebrać swoje myśli i powiedzieć coś sensownego. – Jest Jamie?

- Grace! – skarciła ją Eva przywołana do rzeczywistości bezpośredniością córki.

Mężczyzna popatrzył na nią poważnie, ale po chwili na jego twarz wpełzł wielki uśmiech.

- Oczywiście – powiedział stukając się dłonią w czoło. – Ty musisz być Eva, a to jak zgaduje twoja córka? – dodał spoglądając na Grace. – Wybacz zimne powitanie, nawet nie wiesz ile wścibskich sąsiadów i fanów próbowało go zobaczyć. Wejdźcie, Jamie na pewno się ucieszy – powiedział robiąc im wystarczająco miejsca, by weszły do środka. – Nazywam się Marcus Longfellow, jestem agentem Jamiego. Rozmawialiśmy przez telefon przed tym feralnym spotkaniem w sprawie koncertu. Zapewne nie pamiętasz – mówił prowadząc je w głąb korytarza.

- Pamiętam doskonale – odpowiedziała Eva przypominając sobie jej pierwsze spotkanie z Jamiem w tym właśnie mieszkaniu. Nie sprawił na niej dobrego wrażenia i w tamtej chwili po raz pierwszy w życiu naprawdę miała ochotę kogoś uderzyć jakimś ciężkim zaklęciem.

- Jamie! Masz gości – powiedział Marcus, gdy weszli do dużego salonu z aneksem kuchennym.

- Mówiłem ci, że ni chcę żadnej cholernej pielęgniarki – dobiegł ich zachrypły głos zza oparcia kanapy i Eva dopiero teraz zauważyła jego zwisające z sofy stopy. – Nigdy nie potrafią trzymać ich cholernych małych mordek na kłódkę…

- Jamie! – zawołała Grace wyrywając się Evie, podbiegając do jego stóp i uśmiechając się szeroko.

- Grace? – zapytał cicho ochrypłym głosem.

- Cześć Jamie – powiedziała nieśmiało Eva podchodząc do Grace rzucając jej karcące spojrzenia, ale szybko zabrakło jej słów, kiedy spojrzała na blondyna.

Leżał na sofie ubrany jedynie w spodnie od piżamy, na wpół przykryty kocem. Był blady, oczy miał podkrążone, a jego blond loki były powykrzywiane w każdym możliwym kierunku, ale mimo to uśmiechał się lekko pod nosem widząc Grace i Evę.

- Wiem, że jesteś jeszcze słaby… I zapewne nie masz ochoty na gości… To całkiem zrozumiałe… Grace się uparła… – zaczęła tłumaczyć Eva, ale Jamie jedynie zaśmiał się cicho, po czym skrzywił się wzdrygając.

- Em… Będę w twoim gabinecie. Musze napisać parę listów – powiedział Marcus po czym zniknął w głębi drugiego korytarza.

Grace nie czekając na zaproszenie podeszła bliżej i usiadła na brzegu kanapy, tuż obok Jamiego.

- Grace! – skarciła ją Eva.

- W porządku, Eva, naprawdę – powiedział Jamie uśmiechając się lekko. – Usiądź – powiedział wskazując kanapę naprzeciwko.

- Jamie? – zapytała Grace przyglądając mu się badawczo.

- Tak? – odpowiedział przyglądając jej się podejrzliwie. Jej wyraz twarzy zapowiadał, że zamierzała go zapytać o coś, co na pewno nie spodoba się Evie. Znał tą minę aż nazbyt dobrze, ale zazwyczaj bawiła go jej rozbrajająca szczerość.

- Czy ty umrzesz?

- Grace! – wydukała zszokowana Eva, ale Jamie jedynie zaśmiał się głośniej i skrzywił przeklinając cicho pod nosem.

- Słyszałam, jak dziadek Harry mówił, że Jamie umrze – wyjaśniła Grace lekko, wciąż nie zważając na nieodpowiedniość jej pytania.

- Wiesz, słyszałem, że buziak od pięknej kobiety ma magiczne lecznicze właściwości – odpowiedział Jamie ochrypłym głosem, uśmiechając się łobuzersko, nawet jeśli śmiech sprawiał mu tyle bólu. – Myślisz, że twoja mama by mnie poratowała?

Grace spojrzała na Evę energicznie z wielkim uśmiechem na twarzy.

- Jamie tylko żartował. Buziaki nie mają leczniczych właściwości – odpowiedziała śmiejąc się. Tym razem nie dbała nawet o obojętny ton, najwyraźniej wracał powoli do siebie. Przypomniała sobie, jak czuła się wtedy w szpitalu, gdy leżał nieprzytomny i modliła się, by się obudził, nawet jeśli miałby ją nazywać kociakiem.

- Zawsze warto spróbować – odpowiedział uśmiechając się łobuzersko.

- Mamo, nie możesz pozwolić Jamiemu umrzeć – powiedziała Grace rzucając Evie gniewne spojrzenie, zupełnie jakby Eva niemal odmawiała mu eliksiru, który mógł go uzdrowić w sekundy.

- Nie martw się kochanie, nie pozwolę – odpowiedziała Eva uśmiechając się złowieszczo. – Ja słyszałam że Eliksir ze Śluzu Ślimaka stawia na nogi w minuty, jestem pewna, że Marcus ma gdzieś tu butelkę…

- Czuję się już lepiej, dzięki – wyszczerzył się, a Grace przypatrywała mu się badawczo, jakby próbowała ocenić, czy mówił prawdę. Po chwili wzruszyła jedynie ramionami i spojrzała na swojego misia.

- Robin z tobą zostanie i będzie się tobą opiekować – powiedziała poważnie Grace wręczając zabawkę Jamiemu, który był wyraźnie zaskoczony. Eva spojrzała na nią z otwartymi ustami, czując ciepło napływające do jej policzków. Grace nie rozstawała się z pluszowym misiem, czasem nawet zabierała go ze sobą do kąpieli.

- To bardzo szczodry prezent – powiedział Jamie poważnie, nadal zaskoczony. Doskonale wiedział, że była to jej ulubiona zabawka i nigdy nie pomyślał, że mógłby być na tyle ważny by ją dostać, zwłaszcza na kilka dni. Popatrzył na misia i zdał sobie sprawę, że ten mis to niemal deklaracja miłości, przywiązania. Poczuł się niemal zawstydzony, nie był ideałem i z pewnością nie zasłużył ani na misia, ani na uczucia małej dziewczynki, ale ciężko mu było nie widzieć w niej swojej szansy na naprawdę dawnych błędów, na naprawienie złamanych obietnic. – Jesteś pewna?

- Wtedy będziesz musiał do nas wrócić – powiedziała Grace wpatrując się w podłogę.

Jamie spojrzał na Evę szukając jakiegoś wyjaśnienia, odpowiedzi, ale ta zdawała się być tak samo zaskoczona, jak on.

- Grace, czemu tak mówisz? – zapytała Eva. – Czemu Jamie miałby do nas nie wrócić?

Dziewczynka nie odpowiedziała, machając stopami w powietrzu, nadal wpatrując się w podłogę.

- Hej, dzieciaku – powiedział Jamie łaskocąc ją palcem po policzku, nie zważając na ból. – Obiecałem ci duet, kiedy podrośniesz i zostaniesz sławną śpiewarką, czyż nie? – uśmiechnął się lekko.

- Dziadek Harry powiedział, że nie wrócisz do nas przez to, co Albus ci zrobił – mruknęła cicho Grace.

Eva i Jamie popatrzyli na siebie spanikowani. Oboje byli pewni, że Harry nie powiedziałby czegoś takiego Grace, ale może przypadkiem usłyszała rozmowę dorosłych? Serce Evy zabiło mocniej w jej piersi. To, co Albus zrobił, lub nie, było ostatnią rzeczą, o której chciała rozmawiać z Jamiem lub Grace. I co właściwie mogła jej odpowiedzieć? Jamie zrobił już wystarczająco kłamiąc, że rozbił butelkę, którą dostał od Albusa James był tego pewien.

- Hej, urwisie, spójrz na mnie – powiedział Jamie poważnie. – Twój tata, nie jest złym człowiekiem i nic mi nie zrobił. A nawet, gdyby tak było, to myślisz, że zrezygnowałbym z wkurzania twojej mamy?

Grace nie wyglądała na przekonaną.

- Wiesz co? – zapytał sięgając dłońmi do swojej szyj i zdejmując z niej rzemyk, na którym zawieszony był mały, biały kamień. – Dostałem ten kamyk ponad dwadzieścia lat temu. Weź go – powiedział wyciągając dłoń do Grace. – Tak długo, jak go będziesz miała zawsze do ciebie wrócę. Widzisz, jest dla mnie bardzo ważny, tak jak Robin dla ciebie – mówił spokojnie.

Eva patrzyła na to z otwartymi usta. Chciała mu przerwać, poprosić, by tego nie robił, by nie składał obietnic, których nie mógł dotrzymać. Ale może jakaś część niej samej chciała, by jego obietnica była prawdziwa. Przyzwyczaiła się do jego obecności, do jego żartów, do jego niekończącej się pewności siebie.

- Po za tym, – powiedział Jamie uśmiechając się łobuzersko, gdy Grace ochoczo założyła rzemyk na swoją małą szyję, – nadal liczę na tego leczniczego buziaka od twojej mamy.

Eva zaśmiała się kiwając głową z dezaprobata na błagalna minę Grace.

- Marzenia nic nie kosztują – odpowiedziała uśmiechając się pod nosem.

 

 

*********************

Ekhem…
Moje najdroższe, jestem wam winna nieco wyjaśnień. Zostawiłam je na koniec rozdziału, bo nie są ani interesujące, ani przyjemne. Zapewne zastanawiałyście sie nad moja przedłużającą sie nieobecnością. Przynajmniej niektóre z was.
Chce tylko powiedzieć, że o was absolutnie nie zapomniałam. Dwa ni po opublikowaniu ostatniego rozdziału, zostałam ugryziona przez psa mojego chłopaka w rękę. To nie było tragiczne ugryzienie, dwa niewielkie nacięcia, byłam bardziej roztrzęsiona faktem, że pies, którego znałam od dnia 1 by mnie ugryzł. Fakt faktem, jakby naprawdę chciał mnie zranić to z łatwością mógłby mi odgryźć pół ręki.
Ale do rzeczy. Otóż ugryzie, tak małe jak było, w ciągu doby dało mi tak silną infekcje reki, że lekarz od razu wysłał mnie do szpitala, mówiąc, że tak silne leki jakich potrzebuję, by nie stracić dłoni lub czucia w palcach(!!!!!!!!) musza być podawane w warunkach szpitalnych.
Po półtora tygodnia wyszłam ze szpitala, nadal nie mogłam pracować, i choć byłam w domu, nadal byłam na dość silnych lekach i byłam taka trochę, nieskupiona, jeśli wiecie co mam na myśli. Gdy już wróciłam do pracy, moje godziny zostały ucięte do takiego minimum, że wpadłam w podwójną depresję, licząc czy mi w ogóle będzie wystarczać na rachunki. Co prawda byłam więcej w domu i miałam czas na pisanie, ale myśląc o mojej mikro-wypłacie, rachunkach i całej zaistniałej sytuacji, no ciężko mi było myśleć o Rose, albo Evie, nawet o Scorpiusie.
Dodatkowo wciąż muszę chodzić na fizjo z moją ręką, bo nadal jest nieco sztywna, co tez nieco kosztuję, więc jestem spłukana, chora i głębokiej depresji, a moja fala nieszczęść nadal uparcie się przy mnie toczy. Naprawdę mam ochotę powiedzieć, że gorzej już być nie może, ale w takich sytuacjach zazwyczaj zaczyna sie burza, więc po prostu przyjmuje na klatę cokolwiek życie mi rzuca.

Ech, dobrze sie było wygadać.

Rozchwiana emocjonalnie,

Hippie.

PS. Tak, takie rzeczy przytrafiają sie tylko mi, to potwierdzone naukowo :P

PS2. Jestem pewna że bogini pecha upolowała mnie sobie na kolację i tylko czeka aż sobie strzelę w łeb. Hm, będzie musiała się obejść smakiem, zdzira jedna.

14 Komentarze

    • Awwwwww :)
      Dziękuję, dziękuję, wow, zaraz się zarumienię normalnie, a jak twierdzi mój luby już teraz rzadko się mi zdarza, bo ponoć mi ego za wielkie urosło od waszych pochwał i życzeń :P
      Dziękuję, że jesteście, kochane moje :*

      xoxo
      Hippie

  1. Niedawno dopiero zaczęłam czytać fanficki potterowskie dotyczące nowego pokolenia. Jest to pierwszy fanfick jaki tego typu czytam i muszę przyznać, że bardzo podoba mi się to jak piszesz.
    Akcja toczy się cały czas i rozwija. Bardzo podoba mi się jak kreujesz bohaterów i przedstawiasz ich zachowanie, nie są to wyidealizowane postacie, które wszystko mają na tacy czy wszystko potrafią.
    Jeśli chodzi konkretnie o ten rozdział to pozostaje mi powtórzyć, że scena wymiany była słodka i urocza. Podobał mi się fragment, kiedy Rose i reszta spiskowali, a szczególnie złowieszczy wyszczerz Malfoya. :D
    Z niecierpliwością będę czekać na kolejny rozdział :) choć niedlugo wyjeżdżam na kilka tygodni w busz, więc prawdopodobnie nie będę mogła przeczytać od razu.
    Bardzo współczuję z ręką, kiedyś miałam podobną sytuację z psem, ktorego praktycznie wychowywałam, więc wiem co przeżywasz.
    Mogę cię tylko pocieszyć, że nie tylko ty jesteś wielkim pechowcem.
    Zdrowiej, czuj się lepiej i pisz, no i oczywiście staraj się też jakoś odpoczywać :)
    Visenna

    • Bardzo miło mi, że Kukiełki są twoim pierwszym, jakkolwiek to brzmi :D
      Niezmiernie mi miło i dziękuję za wszystkie miłe słóweczka, akurat teraz najbardziej ich potrzebuje i zawsze doceniam miłe słowo:) A i Karma o tobie nie zapomni :D
      Ale wiesz, wyjazdem się nie przejmuj, bo choć w buszu nie będzie neta, to potem jak wrócisz i ci sie nazbiera kilka rozdziałów, to od razu ci sie humor poprawi :)

      No, świadomość, że nie jestem sama takich chodzącym nieszczęściem daje mi nieco otuchy. Pocieszam sie także faktem, że karma kiedys będzie musiała mi sie odpłacić. I lepiej, żeby nie spóźniła się dwadzieścia lat, bo przydałoby mi sie nieco wiatru w plecy w tym momencie :)

      Dziękuję, dziękuję, dziękuję i dziękuję :)

      Buziaki,
      Hippie

  2. Odnośnie poprzedniego rozmowy;)

    Jej, jej, jupijajej!
    Pakuję się i jadę na Islandię (czy raczej lecę). W tej chwili. Myślisz, że mnie przyjmą tak bez zapowiedzi?

    Naprawdę, Al musiałby się baaardzo postarać, żeby zyskać w moich oczach.

    Z Ciebie? Krytyk?
    Ph, musiałabyś zobaczyć moją reakcję podczas czytania pewnych serii :)

    Team Herondale zawsze <3 (wydziedziczcie Stephen'a, proszę)

    Choć Clary bywała irytująca, to nie miałam względem niej większych obiekcji.

    Za to Tessa…
    Starałam się ją polubić, naprawdę. Ale jak można nie lubić czekolady?! No powiedz mi, jak?
    Tolerowałam ją tylko ze względu na miłość do książek (muszę w końcu przeczytać "Opowieść o dwóch miastach").
    Ich relacja była i jest skomplikowana, to fakt.
    Chyba jedyny trójkąt, w którym nie miałam faworyta. Myśl o cierpieniu któregokolwiek z nich sprawiała mi ból.
    Ale chyba rozwiązała to najlepiej jak się dało (co nie znaczy, że świetnie).

    Nie mogę się z Tobą zgodzić odnośnie tomów 4-6 DM
    To, co odstawiał Seba w piątej części warte jest takiego poświęcenia :D
    Chociaż poziom ewidentnie spadał. I słynne porównania stawały się coraz bardziej zawiłe. Już się boję co będzie w kolejnej serii…

    I kolejna seria (uwaga, spoiler, dla tych, którzy nie czytali City of Heavenly Fire)
    Serio? Zakochani parabatai? To nie może dobrze się skończyć…Aż odechciewa się sięgać.

    Ach, jak mogłaś zapomnieć o Magnusie? Serio? Chyba, że nie czytałaś Kronik. W tym wypadku wybaczam. I nakazuję nadrobienie tego okropnego zaniedbania. Moim zdaniem przebijają wszystko, co wyszło spod pióra Cassie ;)

    Oj, rozpisałam się trochę…
    Cóż, o książkach mogłabym gadać godzinami xD

    To wracam do właściwego komentarza.

    Ach, tak strasznie dużo słodyczy…
    To dobrze, bo ostatnio coś smętnie i dołująco było na kukiełkach. Przyda im się chwila wytchnienia ;)
    Spodobała mi się główna piosenka;)
    Chciałabym tam iść i ich wszystkich uściskać…
    Szczególnie Grace. I Jamie'go. I Scora. I Evę. I Grace…
    Eva, nie daj się prosić ;)

    To mogę Ci tylko życzyć, żeby i w Twoim życiu jak najprędzej wyszło słońce :)
    Im więcej śmiechu, tym lepiej :D

    Trzymaj się
    Happiness

    • Niestety, w Islandii chyba obowiązują wizy, bo Islandia nie jest w EU :/ Ale jestem pewna, że z małym wyprzedzeniem cie przyjmą :D

      Och, wierz mi, nieraz jak powiem na głoś niektóre opinie o książkach, to nawet mój luby się zatrzymuje w pół kroku nieraz, jakby sie zastanawiał czy czasami nie mam podwójnej osobowości :D
      heh, Stephena możemy wykluczyć z naszego fanklubu. Co prawda niewiele go było w książkach, ale zdaje sie być strasznym popychadłem. A co do Clary, no nawet jej artystycznej strony nie byłam w stanie polubić. A naprawdę próbowałam. W końcu sama mam mała smykałkę do malowania. Ale no nie, to po prostu nie mogło działać.
      Nie wiem, jak można nie lubić czekolady, ale może chodziło o tą gorzką? Ja gorzkiej tez nie lubię a chyba taka w tamtych czasach była najpopularniejsza, i tym ja zawsze tłumaczyłam. Ale trójkąty miłosne zawsze wydają mi sie nieco żałosne. Jedna osoba zawsze jest altruistą, ale gdy cała trójka taka jest i jeszcze sie kochają nawzajem to już normalnie rzyg. Miałam nawet zamiar napisać że już trójkąt Bella Edward Jacob był bardziej interesujący, no ale bez przesady, naprawdę nie skrzywdziłabym żadnej stosunkowo dobrej pisarki porównaniem do Zmierzchu.
      Wiesz co, to chyba u mnie jest tak, że ja po prostu nie lubię kiedy dziewczyny w literaturze są definiowane tylko przez ich miłości. Gdzie sie podziały silne, niezależne kobitki? Naprawdę ich ze świecą teraz szukać.

      Nie twierdzę że w dalszych tomach Darów Anioła kompletnie nic sie nie działo, ale jednak tej akcji tak za wiele nie było, Clare skupiła sie głównie na romansach, przerwanych scenach erotycznych i tak szczerze, nieraz złapałam sie na przerzucaniu kartek do przodu omijając mało interesujące opisy Simona w obcisłych skórzanych gatkach. Było kilka dobrych momentów, ale jakby się nie rozbijała na drobne z mało znaczącymi charakterami to by sie w dwóch albo może i w jednej zmieściła.
      Co do nowej powieści, to są tylko dwa wyjścia: a) oboje zakochają sie w kimś innych, najpewniej ona pierwsza, a on sie kimś pocieszy, albo bardziej prawdopodobne b) zdarzy sie jakieś cudowne rozwiązanie, które pozwoli im być razem jako parabatai, bo to jest Cassandra Clare i nie ma mowy o tym, by ktokolwiek nie dostał happy endu. Osobiście uważam, że to, że Simon niby coś tam pamiętał całkowicie zrujnowało serię.

      Och, o Magnusie nie trzeba wspominać, to sie rozumie samo przez się :) Nie czytałam jeszcze kronik, ale jest na moim stosiku do przeczytania. Ale Magnus zdecydowanie jedna z ulubionych postaci :D

      Hehe, ja tez mogę o książkach dużo rozmawiać, ale mój luby juz mnie nie chce słuchać. Jak ja zaczynam o książkach, on zaczyna o samochodach i odwrotnie, więc oboje odpuszczamy.

      Musiałam napisać coś weselszego, bo już nawet się na moim nastroju te przygnębiające rozdziały odbijały. Poza tym no czasami musi poświecić słońce, nie? :P

      Dziękuję i dziękuję :)

      xoxo
      Hippie

      • Cóż, trudno, za rok po jadę na Islandię
        Ja gorzką uwielbiam;)
        Pomińmy zdecydowanie krzywdzące porównanie do Zmierzchu…
        Ich trójkąt był nierealny i to całkowicie, ale i tak mnie rozczulił, zwłaszcza w trzeciej serii.
        Choć z początku nie przepadałam za Simonem, powoli się do niego przekonywałam, w 6części nieźle mnie u bawił, więc nie chciałam, by tak po prostu zapomniał o Izzy. Dziecko we mnie uwielbia happy end^^
        Znając Cassie, jestem przekonana do rozwiązania b. W końcu zauważ, że bardzo często były łamane jakieś zasady, ograniczenia czy uprzedzenia. Patrz chociażby na Cecy i rodzinę, konsula w 3dm, Alec+…, możliwości Jace,a i Clary , cały galimatias związany z Jemem. Aż chciałoby się powiedzieć, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko czegoś pragniesz^^
        Jeśli będzie Ci brakowało kogoś do rozmowy o książkach, daj znać XD
        ps. Pisanie na komórce to Zuo (pisownia celowa)

  3. Ojojoj…
    Bidactwo ty biedne…
    Ja teź mam taki mooocno chorowity okres. Dwa razy w tym miesiącu w szpitalu byłam, mdleję przy byle wysiłku. Znając moją miłość do zwierząt, też byłam pare razy podziabana. Znam to i współczówam. A czo do rozdziału: Grace jest taaak uroczo bezpośrednia…do złudzenia przypomina moją siostrzenicę…
    Ta scena z wymianą najważniejszych rzeczy była piękna i uroczaaaa…w ogóle pięknie i urrroczo. I słodko…
    Kuruj się tam…i żeby ci się wszyszko eliegansio zabliźniło.
    Kryholinda

    • No to możemy założyć swój własny klub chorowitków :D
      Ojojojoj! mam nadzieję, że ci sie polepszy, trzymam za to kciuki!

      Chłe chłe, Grace tu jeszcze nieraz nam zamiesza, tyle wam powiem :D

      Dziękuję i dziękuję, a ręka już się zabliźniła, ale jeszcze szybko sie męczy no i jest strasznie sztywna, ale damy radę :)

      xoxo
      Hippie

      • Ooo nie!
        Mam wielką urazę do wszelkich klubów, od czasów gdy byłam przewodniczącą klubu feministek. Nadmieńmy, że miałam wtedy dziewięć lat…
        Polepszyło mi się! W lipcu zemdlałam tylko dwa razy! A to, że męczy mnie straszna migrena, to szczegół, zdążyłam się przyzwyczaić. Takie wścibskie czterolatki potrafią nieźle zamieszać! Wiem z własnej autopsji.
        Rąsia jeszcze całkiem wyzdrowieje i będzie wszystko oki.
        A tak przy okazji, to się pochwalę. Dziesiątego są my birthday.
        Także…no…ten…zaśpiewaj mi happy birthday, sto lat, czy coś w ten deseń. Będę baaardzo happy.
        To ja…

  4. Kochana Hippie, naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego masz takiego pecha. Współczuję ci, bo mi ostatnio właśnie bardzo dużo rzeczy się udaje.
    Co do rozdziału: super. Nienawidzę Albusa, zabiłabym go gołymi rękami. Uwielbiam Jamie’ego, jeśli to on, to serio nie żyje.
    Pozdrawiam i życzę, żeby ten okropny pech przestał cię prześladować ;)
    Mary :*

    • Ech, ja tez nie wiem, ale to na pewno karma sie mści za wszystkie podłości, które w myślach sobie powtarzam o moich współpracownikach i o moim szefie. Zdecydowanie.
      Hehhe, widzę, że akurat w tym przypadku Albus chyba jest na ostrzu brzytwy połowy czytelniczek :)

      Dziękuję i także pozdrawiam :*

      xoxo
      Hippie

  5. Hejka!
    Rozdział cudowny. Błędów chyba nie ma.
    Nie jestem pewna co do Ala. Z jednej strony stoję po jego stronie, a z drugiej strony jest winny. Podejrzewam jednak, że to nie on to zrobił. Aż takim chamem nie jest. Chyba…
    Jamie się obudził! Ogłaszam dzień szczęścia międzynarodowego! Jeszcze tylko czekamy aż wyzdrowieję. Wtedy to i na Marsie będą się radować :)
    Scena jak Grace daje Jamiemu Robin była cudowna. To jak ona się przywiązała do niego, że potrafi poświęcić swoją ulubioną zabawkę. Płakać aż się chce.
    Trochę podejrzane, że nie było kota. Pewnie zamknął się w piwnicy i próbuje ukraść księżyc albo i jeszcze coś gorszego. Przez niego zapanuje na świecie apokalipsa magicznie zmutowanych os, pożerających wszystko co popadnie.
    Bardzo współczuję ci z powodu psa i reszty. To musi być niefajne. Za to, że rozdział dopiero teraz nie musisz przepraszać. Każdemu się zdarza gorszy okres. Także mam nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy.
    Pozdrawiam i życzę zdrówka
    - Izi

    • Dziękuję, heh, żeby być całkowicie szczerą, sprawdzałam trzy razy, czy nie ma błędów, ale jestem pewna, że coś przeoczyła. Jeszcze mi sie nie zdarzyło, niczego nie ominąć.
      Powiem ci, że w tym jednym wypadku chyba wszystkie moje Kukiełkowiczki jesteście równo podzielone, jest team Albus i Team Jamie, kto zwycięży, to sie okaże :)
      Heh, no Jamie i Grace to taka relacja, która się tworzyła tak trochę gdzieś w tyle, ale w sumie nikt nie zwracał na to uwagi, aż do tego momentu :D
      Hmm, ukraść księżyc, nie głupi pomysł, na pewno przekażę Kapitanowi Mruczkowi :)
      Dziękuje bardzo za miłe słowa, na pewno o wiele szybciej wyzdrowieję widząc wszystkie wasze komentarze :)

      xoxo
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.