76. Efekt motyla

Ja, osobiście bardzo lubię poniedziałki:) Bo poniedziałki to dla mnie dzień wolny od pracy :) Poniedziałeczek, poniedziałętunio :D

A dziś urodziny obchodzi Asia!!! Whoop! Whoop! Wszystkiego najlepszego, fajnych prezentów i dużo cierpliwości <cmok>

***

Oasis – Let there be love

 

Rozgniewany rzucił gazetę na stół, starając się oddychać spokojnie. Ale jak mógłby być spokojny? Jak mógłby po prostu kontynuować dzień, jakby nic się nie stało? Jakby właśnie nie patrzył na najbardziej obrzydliwy widok, jaki musiał znieść od kilku lat. Bardziej obrzydliwy od Rose i Scorpiusa Malfoya, od Franka Lonbottoma i Elaine Greengrass. Nawet bardziej obrzydliwego, niż Roxanne z przeklętym Franco Aragonem.

- Wszystko w porządku? – Mary spojrzała na niego pytająco.  Naprawdę nie musiała pytać, by wiedzieć, że coś nie było w porządku, jego pochmurne spojrzenie zdradzało wszystko.

Albus uśmiechnął się gorzko i podniósł gazetę otwierając ją na trzeciej stronie.

- Pozwolisz, że zacytuję – zaczął zdenerwowany, a poprawiwszy swoje okulary zaczął czytać na głos. – SPOTTED: Jamie Ellsworth, frontman naszego ulubionego Wicked White Cat, został przyłapany kilka dni temu na romantycznym spacerze w Dolinie Godryka z nikim innym, a Evą Monae, byłą dziewczyną Albusa Pottera. Wszyscy znamy Jamiego jako niepoprawnego playboya, co z resztą doprowadziło do rozpadu jego małżeństwa z Kate Jennings, ale nasza czytelniczka jest przekonana, że tym razem to coś poważnego. Jak się okazuje, Jamie i Eva oglądali małą chatkę na przedmieściach Doliny, idealną dla małej rodziny. Miejmy nadzieję, że przyszła pani Ellsworth numer 2 będzie miała więcej szczęścia, niż jej poprzedniczka – Albus odwrócił gazetę tak, by Mary mogła zobaczyć zdjęcie załączone do artykułu.  Eva i Jamie stali przed drewnianą furtką, która odgradzała ich od małej posesji z niewielką, białą chatką.  – Czy ty możesz w to uwierzyć?

- Jamie Ellsworth to niezłe ciacho. Po za tym, z tego co słyszałam, był blisko z rodzicami Evy… Nie wiem, specjalnie mnie ta informacja nie dziwi. Eva to śliczna dziewczyna, do tego kocha muzykę – odpowiedziała nieco zdezorientowana Mary. Powinna się była domyślić, że ten pochmurny wyraz twarzy mógł oznaczać tylko jedno, Eva układała sobie życie, a Albusowi się to nie podobało.  Mary poczuła dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Bolało ją, jak bardzo życie Evy przeszkadzało Albusowi.

- Mary… – zaczął Al spokojniej, widząc niepewność wypisaną na jej twarzy. – To nie tak, jak myślisz. Po prostu to podejrzany typ, nie chcę, żeby kręcił się koło mojej córki. Chodzący sex-drugs-and-rock’n’roll to nie jest coś, przy czym Grace powinna dorastać – powiedział poważnie, choć wiedział, że jego słowa były tylko w połowie prawdziwe. Był nieco zaskoczony, że tak naprawdę mniej martwiło go, przy kim Grace będzie dorastać, niż to z kim Eva będzie spędzać wieczory, z kim będzie dzielić życie,  z kim będzie dzielić siebie.

- Oczywiście – odpowiedziała Mary niewzruszona. Za każdym razem, gdy zdawało jej się, że może Albus zapomniał, że może pokochał ją tak, jak kiedyś Evę, świat boleśnie jej przypominał, że nigdy nie będzie najważniejsza. Latami próbowała sobie wmawiać, że to tylko przez Grace, ale ileż można być ślepym na prawdę, która leży tuż pod naszym nosem, tuż przed naszymi oczami.

Kochała go. Całą sobą. Ale z każdym dniem zaczynała rozumieć, że Albus nigdy nie zamierzał jej pokochać tak, jak na to zasługiwała i tak, jak tego potrzebowała.

- Ze wszystkich porządnych kolesi w Dolinie, musiała wybrać największego playboya, jakie te ulice widziały – mruknął Albus. – Co te laski w nim w ogóle widzą?

- Masz na myśli poza zabójczym wyglądem, kręconymi blond włosami, umięśnioną klatą, wrodzoną charyzmą i faktem, że jest obrzydliwie bogatą gwiazdą rocka? – zapytała uśmiechając się łobuzersko.

- Aż tak dobra partia, co?

Mary uśmiechnęła się lekko i złapała jego dłoń, w geście pocieszenia, ale jej myśli były dalekie od pokrzepiających. W tym momencie miała bardzo wielką nadzieję, że artykuł, choć raz, mówił prawdę. I miała nadzieję, że Jamie będzie wszystkim, czym Albus nie chciał być przez te wszystkie lata. Że Eva pokocha go tak mocno, że miłość do Albusa będzie się wydawać jedynie dziecinnym zauroczeniem. I że może wreszcie Albus poczuje się, jak ona. Jak marna nagroda pocieszenia, niewarta prawdziwego przywiązania.

- Muszę coś z tym zrobić – powiedział Albus podnosząc się od stołu.

- Ale dokąd idziesz? – zapytała zaskoczona Mary.

- Znaleźć Ellswortha – rzucił Albus i energicznym krokiem opuścił mieszkanie.

Mary patrzyła na jego niedokończone śniadanie jeszcze przez chwilę, kiedy poczuła ciepłe łzy spływające po jej policzkach. Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na jedno podstawowe pytanie: czy istniało cokolwiek, co mogło sprawić, by Albus pokochał ją choć trochę? Każdego dnia nabierała jedynie pewności, że Potter był z nią z czystej przyzwoitości, przyzwoitości, której odmówił kobiecie, którą tak naprawdę kochał. Może powinno jej to wystarczyć, ale czy naprawdę powinna zadowalać się skrawkami i resztkami pozostawionymi po Evie? Czy naprawdę Albus był aż tak bezduszny, by trzymać ją blisko przy sobie, wiedząc, że nigdy jej nie pokocha?

Wiedziała, że powinna była odejść dawno temu, ale za każdym razem, gdy wreszcie zebrała wystarczająco odwagi, by porozmawiać z nim o tym, jak się czuje za każdym razem, gdy ktoś wspomni przy nim Evę, Albus wykazywał się szczególną czułością i uwagą. Może podświadomie wyczuwał, co się zbliżało i nie zdając sobie nawet z tego sprawy, łagodził sytuację. Czuła, że traciła czas, że Albus nigdy jej nie pokocha, nigdy się z nią nie ożeni, nigdy nie będą mieli rodziny. Na początku wierzyła, że Albus z czasem zapomni o Evie, ale teraz wiedziała, że były to jedynie pobożne życzenia, które nigdy się nie spełnią.

Podniosła się od stołu i westchnęła cicho zbierając talerze ze stołu. Wiedziała, co musi zrobić, potrzebowała jedynie trochę czasu, by się na to przygotować. Mimo wszystko, kochała Albusa całym sercem. Zaczynanie od nowa nie jest proste. Może po prostu chciała mu dać nieco więcej czasu? Kto wie, może te dodatkowe dni przyniosą zmianę, jakiej oczekiwała od lat? Sama już w to nie wierzyła, ale jak mogła odmówić jeszcze kilku tygodni, dla spokoju własnego sumienia?

- Dam radę – powiedziała wyrzucając resztki z talerzy do kosza. – Dam radę.

 

 

***

Ella Fitzgerald – Isn’t it a lovely day?

 

 

Eva uśmiechnęła się pod nosem obserwując zamieszanie w pomieszczeniu. Trzymała Grace w swoich ramionach, która nie kryła swojego rozbawienia i co chwilę śmiała się głośno. Rose i Roxanne stały nieopodal z niewyraźnymi minami. Najwyraźniej nie bawiły się aż tak dobrze, jak ona i Grace.

- Mogę zapytać, czemu Scorpius i Franco sprzątają twoją piwnicę bez różdżek? – usłyszała obok siebie.

- Jamie. Oczywiście. Niech zgadnę, tata cię wpuścił? – zapytała Eva bardziej rozbawiona, niż zirytowana. Zdążyła się już przyzwyczaić, że zaproszony, czy nie, i tak przychodził. Choć teraz, wiedząc, kim dla niego była Eleonora, nie przeszkadzało jej już to tak, jak wcześniej.

- Lars – odpowiedział, po czym poczochrał włosy Grace. – Cześć szkrabie!

- Cześ Jamie! – odpowiedziała wesoło Grace odwracając wzrok od Scorpiusa i Franco jedynie na chwilę.

- Więc, to jakaś próba charakteru, czy próbują zdobyć jakąś harcerską odznakę? – zapytał Jamie krzyżując ramiona na piersi, wyraźnie rozbawiony.

- Nie, nie. Mają karę. Z moje wyważone drzwi i całe to zamieszanie – odpowiedziała Eva lekko, nie ukrywając jak wiele przyjemności sprawiało jej patrzenie na Scorpiusa skazanego na bezmagiczne sprzątanie. – Razem z Rose i Roxanne zdecydowałyśmy, że taka kara im się przyda. Nie zamierzamy im nawet dawać wskazówek, jak się sprząta. Zwłaszcza Scorpiusowi przyda się posmak prawdziwego życia.

- Hm… To by było na tyle, jeśli chodzi o bycie konsekwentnym… – powiedział Jamie rozbawiony, obserwując kolejno Rose i Roxanne podchodzące do swoich partnerów, robiąc maślane oczy.

- Zdrajczynie – mruknęła niezadowolona Eva. – Mogłam się domyślić, że Rose nie wytrzyma długo. Kiedy Scorpius był na haju po wszystkich próbach Aurorów, gadał tylko o tym, jak bardzo lubi koty, jak bardzo kocha Rose, jaka jest piękna i że chce z nią robić dzieci. Przypomnij mi później, żebym pokazała ci nagranie. Jest przezabawne, a przysięgłam sobie, że postaram się, żeby zobaczyli je wszyscy – powiedziała mściwie.

- Odnoszę dziwne wrażenie, że nie jesteś choć w połowie tak wściekła na Franco, jak na Scorpiusa?

- Franco zachował się jak kretyn, ale przynajmniej miał powód. Roxanne… – urwała nagle, przypominając sobie, że prawdopodobnie nie powinna dzielić się tą informacją.

- Odrzuciła jego zaręczyny – dokończył za nią Jamie.

- Skąd wiesz? – zapytała podejrzliwie.

- Bo piłem wtedy z nimi – odpowiedział lekko.

- Co?

- Spotkałem ich w barze. Scorpius nadal nie może mi wybaczyć, że nie wpadłem w żadne kłopoty. Ale jak nigdy, byłem najtrzeźwiejszy z towarzystwa.

Eva popatrzyła na zdumiona i lekko poddenerwowana.

- I pozwoliłeś im się włamać do mojego domu? – zapytała z niedowierzaniem.

- Zostawiłem ich pod twoja furtką. Zgadłem, że stamtąd już trafią – zaczął się bronić, po czym dodał lekko. – Nie wiedziałem, co się stało do następnego dnia, kiedy przyszedłem do ciebie do domu. Musisz przyznać, że włamanie do twojego domu było mało prawdopodobną opcją, jak sama wspomniałaś, oboje mieli klucze. Nie doceniłem ich wyobraźni, muszę przyznać.

Eva spojrzała na niego zirytowana i już miała coś powiedzieć, kiedy ten zacmokał kręcąc głową.

- Nie przy dzieciach – powiedział uśmiechając się łobuzersko. – Po za tym, mam coś dla ciebie. Chodź, pokażę ci – odwrócił się powoli i ruszył schodami w górę, odwracając się na trzecim stopniu. – Nie ma znaczenia, czy będziesz im patrzeć na ręce, czy nie. Kara miała sens, kiedy Rose i Roxanne były po twojej stronie. Teraz raczej im pomagasz. Spójrz na Scorpiusa i Rose. Wyglądają, jakby byli na randce – wskazał głową na całującą się parę, po czym ponownie ruszył przed siebie.

Eva rzuciła Rose i Roxanne mordercze spojrzenia, ale żadna z nich nawet na nią nie spojrzała. Rose była nazbyt zajęta ustami Scorpiusa, a Roxanne próbą nawiązania rozmowy z Franco. Brunetka wywróciła oczami i razem z Grace ruszyła na górę.

Kiedy stanęła na szczycie schodów postawiła Grace na ziemi.

- Biegnij do dziadka – powiedziała przyglądając się Grace wbiegającej do salonu, po czym spojrzała na Jamiego. – Powinnam się bać? To nie jest nic nieprzyzwoitego?

- Powinnaś być zadowolona – odpowiedział Jamie wskazując na wielki, płaski, papierowy prostokąt oparty o ścianę.

Eva popatrzyła na niego podejrzliwie, po czym podeszła do pakunku i przykucnęła na ziemi. Delikatnie zaczęła zrywać brązowy papier.

- Będzie idealny nad kominek – powiedział Jamie, kiedy zerwała ostatnią warstwę papieru i jej oczom ukazał się wielki portret uśmiechniętej Eleonory machającej do niej wesoło.

- Jamie… – wyszeptała Eva przyglądając się portretowi wyraźnie wzruszona. – Jest przepiękny… Nie powinieneś… Zapewne kosztował fortunę…

- Znajomy artysta wisiał mi przysługę – Jamie wzruszył ramionami. – Ciesze się, że ci się podoba.

- Bardzo mi się podoba – powiedziała podnosząc się i stawiając trzy kroki w jego kierunku.. – Naprawdę to doceniam. Dziękuję – powiedziała po czym przytuliła go niepewnie.

Zaskoczony Jamie patrzył na nią z szeroko otwartymi oczami. Miał już coś odpowiedzieć, kiedy nagle drzwi wejściowe otworzyły się i do domu wpadły zziajane Lily i Kate.

- Eva! Eva! Czytałaś dziś Czarownicę?! – zawołała podekscytowana Lily.

Brunetka popatrzyła na nie pytająco odsuwając się od blondyna, nieco zmieszana, ale obie zignorowały jej spojrzenie, zapatrzone w Jamiego.

- Cześć Jamie! – powiedziały chórem uśmiechając się, w opinii Evy głupkowato.

- Cześć dziewczęta – odpowiedział Jamie puszczając im oko.

Eva rzuciła mu gniewne spojrzenie, ale blondyn jedynie uśmiechnął się słodko wzruszając ramionami i pytając bezgłośnie no co?.

- Ekhem – odchrząknęła Eva, gdy po dłuższej chwili obie wciąż wpatrywały się w blondyna. – Lily, czy ty przypadkiem się nie chajtasz za kilka miesięcy?

- Mniejsza z tym – powiedziała Lily wyrwana z amoku, otwierając trzymany w dłoni magazyn. – Kate, chcesz czynić honory?

Dziewczyna wzięła magazyn od Lily i po ceremonialnym chrząknięciu zaczęła czytać głośno.

- SPOTTED: Jamie Ellsworth, frontman naszego ulubionego Wicked White Cat, został przyłapany kilka dni temu na romantycznym spacerze w Dolinie Godryka z nikim innym, a Evą Monae, byłą dziewczyną Albusa Pottera. Wszyscy znamy Jamiego jako niepoprawnego playboya, co z resztą doprowadziło rozpadu jego małżeństwa z Kate Jennings, ale nasza czytelniczka jest przekonana, że tym razem to coś poważnego. Jak się okazuje, Jamie i Eva oglądali małą chatkę na przedmieściach Doliny, idealną dla małej rodziny. Miejmy nadzieję, że przyszła pani Ellsworth numer 2 będzie miała więcej szczęścia, niż jej poprzedniczka.

- Daj mi to – powiedziała Eva wyrywając Kate magazyn. Zaczęła czytać bezgłośnie. Jamie stanął tuż za nią, czytając przez jej ramię z wyraźnie rozbawioną miną.

- Wygląda na to, że teraz jesteśmy parą – powiedział Jamie uśmiechając się łobuzersko, powodując wybuch chichotów u Kate i Lily.

- Ugh. Umarłam i trafiłam do piekła – mruknęła Eva wywracając oczami. – Serio, czy ludzie nie mają nic innego do roboty?

- Ty mi tu nie zmieniaj tematu, gołąbeczku – powiedziała Lily uśmiechając się złowieszczo, przyglądając się to jej, to Jamiemu. – Zapewne masz jakieś logiczne wyjaśnienie, dlaczego oglądaliście razem domy? – zapytała niewinnie przyglądając się swoim kolorowym paznokciom.

- Właśnie – zgodziła się równie niewinnie Kate.

- To nowa kwatera dla fundacji – wycedziła Eva przez zęby. – To miała być niespodzianka.

- Interesujące – mruknęła Lily przyglądając się jej podejrzliwie.

- W takim razie, nie będziemy wam przeszkadzać – dodała Kate. – Zapewne macie dużo do… obgadania. W związku z fundacją, oczywiście.

Eva zmrużyła oczy. Nie musiała nikomu tłumaczyć, że ona i Jamie nie są i nigdy nie będą parą. Wszyscy o tym wiedzieli. Co nie znaczyło, że nie zamierzali się z nią droczyć. I doskonale wiedziała, że będzie tematem wszystkich żartów, dopóki nie ukaże się kolejna Czarownica i przy dobrych wiatrach, pojawi się artykuł, o którymś z Weasleyów lub ich bliskich przyjaciół. Do tego czasu  musiała zacisnąć zęby i po prostu pozwolić im się zabawiać swoim kosztem.

- Więc – zaczął Jamie obejmując Evę ramieniem, gdy Lily i Kate chichocząc zniknęły za zamykającymi się drzwiami. – Chcesz dziś powiesić portret twojej mamy, kotku?

Eva spojrzała na niego zdegustowana i strzepnęła jego ramię, ale blondyn jedynie wybuchnął śmiechem.

- Mówiłem ci już kiedyś, że jesteś przezabawna, kiedy jesteś zirytowana? – zapytał, po czym ruszył w kierunku salonu, gdzie kilka minut wcześniej zniknęła Grace w poszukiwaniu Willa.

- Merlinie, co ja takiego zrobiłam w poprzednim życiu? – jęknęła cicho Eva i ruszyła za blondynem.

 

 

***

Kings of Leon – Cold desert

 

 

Albus stanął przed czarnymi, drewnianymi drzwiami i bez wahania zapukał mocno. Zajęło mu cały dzień zdobycie wszystkiego, czego potrzebował, ale wiedział, że na pewno będzie warto.

Nie czekał długo, gdy w drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna o  mokrych, kręconych blond włosach. Jego koszula była rozpięta na całej długości, prezentując jego umięśniony tors.

- Ellsworth – powiedział Albus mrużąc nienawistnie oczy.

- My się znamy? – zapytał Jamie nonszalancko opierając się ramieniem o framugę drzwi.

- Albus Potter – przedstawił się oschle. – Musimy pogadać. Chodzi o Evę.

- Albus Potter we własnej osobie – powiedział po chwili Jamie robiąc wystarczająco miejsca w przejściu dla bruneta.

Jamie ruszył przodem wąskim korytarzem z białymi ścianami, który otwierał się na duży salon z aneksem kuchennym. Czerń i biel panowały w pomieszczeniu. Z trudem można było doszukać się czegokolwiek kolorowego. Jedyną rzeczą wychwyconą przez Albusa był stos winylowych płyt w kolorowych okładkach stojący przy oknie, tuż obok starego gramofonu. Mieszkanie nieco przypominało mu jego własne – szare, smutne, bezosobowe. Oprócz winylowych płyt nie można było doszukać się niczego osobistego, choćby jednego zdjęcia, choćby jednego bibelotu.

- Nie bardzo wiem, w czym mógłbym pomóc – powiedział Jamie rozsiadając się wygodnie na kanapie, wskazując dłonią fotel, który stał po drugiej stronie małego stolika.

Albus popatrzył na niego z odrazą, po czym wyciągnął spod płaszcza butelkę Ognistej Whiskey i postawił ją na stoliku.

- Prezent? – zapytał Jamie unosząc w zdziwieniu jedną brew.

- Symbol dobrej woli. Chciałbym to rozwiązać polubownie – odpowiedział Albus siadając we wskazanym przez blondyna fotelu.

- Wciąż nie wiem, jak mogę ci pomóc, Potter.

- Chcę, żebyś zostawił Evę w spokoju.

Jamie uśmiechnął się kpiąco pod nosem.

- Co jeśli odmówię?

Albus uśmiechnął się tryumfalnie.

- Cieszę się, że zapytałeś – powiedział wyciągając rolkę pergaminu spod płaszcza, po czym rzucił ją blondynowi.

Jamie popatrzył na niego pytająco, po czym rozwinął pergamin i zaczął czytać bezgłośnie.

- Jest jakiś powód dla którego wręczyłeś mi połowę kodeksu karnego? – zapytał blondyn znudzonym tonem, rzucając pergamin na stolik.

- Spędziłem cały dzień, próbując coś na ciebie znaleźć i byłem zaskoczony, jak łatwo mi poszło. Eva jest dobra ale i naiwna. Nie chcę, żeby typek, jak ty się kręcił koło niej i koło Grace. To, co jak sam nazwałeś połową kodeksu karnego, jest listą przepisów, za jakie mój ojciec mógłby cię posadzić.  Może ci się wydawać, że to tylko drobne przewinienia, picie w miejscu publicznym, burdy, niszczenie mienia swojej byłej żony. Ale razem mogą cię posadzić na nawet trzy lata. I nie myśl, przyjacielu, że tego nie zrobię, jeśli nie odczepisz się od Evy.

Jamie uśmiechnął się lekko pod nosem i nachylił się w stronę Albusa, opierając łokcie na kolanach.

- Zawsze się zastanawiałem, jaki jest Albus Potter, ten facet, który miał Evę, tą fantastyczną dziewczynę, i z niej po prostu zrezygnował – powiedział powoli blondyn. – facet, który zostawił ją w jej urodziny, złamał jej serce a potem ignorował jej istnienie miesiącami, wiedząc, że nosiła pod sercem jego dziecko. Facet, który widział w życiu swoją córkę, tego żywiołowego i szczerego do bólu aniołka, mniej razy, niż obcy ludzie w przeciągu trzech miesięcy. Facet, który jak ten pies ogrodnika, sam pogardził, ale i nikomu innemu nie odda. Więc pozwól mi powiedzieć, przyjacielu, pieprz się. Jeśli myślisz, że dam się zastraszyć, to pomyśl jeszcze raz. Szanuję Evę i bardzo ją lubię. Nie masz zielonego pojęcia, ile dla mnie znaczy jej rodzina. Nic o mnie nie wiesz, ale powiem ci. Nie jestem ideałem. Jestem pijakiem. Odkąd złapałem moją byłą już żonę z moim kumplem, zapomniałem, co to lojalność. Jestem facetem, krew może nam płynąć albo do mózgu albo w spodnie, i nie będę ukrywał, że ostatnie miesiące częściej płynęła w dół, niż w górę. Nie potrzebuję twojej profesjonalnej opinii, by wiedzieć, że nie jestem dla niej wystarczająco dobry. Ale wiesz co? Ty tez nie. A teraz wynoś się z mojego domu! – Jamie podniósł się z miejsca rzucając Albusowi pogardliwe spojrzenie.

Potter podniósł się z miejsca oddychając ciężko.

- I to jest twoja ostateczna odpowiedź? – zapytał chłodno.

- Gdyby naprawdę ci na niej zależało, spędzałbyś z nią i Grace wystarczająco dużo czasu, by wiedzieć, że Eva i ja jesteśmy ledwo przyjaciółmi i to tylko przy pomyślnych wiatrach – odpowiedział oschle Jamie.

Albus rzucił mu ostatnie nienawistne spojrzenie, po czym odwrócił się na pięcie i niemal wybiegł z mieszkania trzaskając za sobą drzwiami.

- Dupek – mruknął Jamie, ponownie siadając na kanapie. Sięgnął po butelkę Ognistej, którą zostawił Albus i już miał rzucić nią o ścianę, kiedy rozległo się głośne pukanie do drzwi.

Blondyn odłożył butelkę na stół, podniósł się z miejsca i w kilka sekund znalazł się pod drzwiami.

- Czy nie wyraziłem się wystarczająco jasno… – zaczął pogardliwie otwierając drzwi, ale urwał, kiedy tylko zorientował się, że zamiast Albusa stoi przed nim blondynka w krótkiej czarnej sukience, uśmiechając się słodko. – Merlinie! Czego TY znowu chcesz?

- Nie martw się, to nie zajmie długo – powiedziała słodko kobieta wchodząc do środka, nie czekając na zaproszenie. – Chyba w niczym nie przeszkodziłam? – zapytała kładąc dłoń na jego nagim torsie.

- Czego chcesz? – zapytał Jamie strzepując jej dłoń.

- Wkrótce się dowiesz. Czekamy tylko na Beatrice – odpowiedziała znikając wewnątrz korytarza.

Blondynka usiadła na kanapie, w tym samym miejscu, gdzie jeszcze minutę wcześniej siedział Jamie.

- Eva Monae – uśmiechnęła się kpiąco. – Więc to jest ta dziwka, której oddałeś moje pieniądze?

- Moje pieniądze, a Eva nie jest dziwką, czego nie mogę powiedzieć o tobie, kochanie – odpowiedział znudzonym tonem.

Kobieta uśmiechnęła się słodko, zupełnie jakby nie słyszała jego wypowiedzi.

- Jak słodko. Bronisz swojej nowej dziewczyny.

- Eva nie jest moją dziewczyną. Powiesz mi w końcu po co przyszłaś?

- Nie dziewczyna? – zapytała rozbawiona. – Zapewne dawna znajoma – uśmiechnęła się złośliwie, po czym pstryknęła palcami i pojawiły się przed nią dwie puste szklanki. Sięgnęła po butelkę, którą zostawił Albus i otworzyła ją. Nalała trunku do obu szklanek, po czym wzięła obie w dłonie, podając jedną Jamiemu. – Przyda ci się, zanim Beatrice dojedzie.

- Powiesz mi wreszcie, po co przyszłaś, Kate? – zapytał poirytowany, po czym wypił całą zawartość szklanki.

- Mam dla ciebie propozycję…

- I jak zwykle używasz mojej matki, by dostać to, czego chcesz – przerwał jej.

- Każdy orze, jak może – odpowiedziała rozbawiona. – Jak już mówiłam, mam propozycję…

- Zabawne, wszyscy dziś mają dla mnie propozycje – mruknął Jamie sięgając po butelkę Ognistej i nalewając sobie kolejną porcję. – Tylko jakoś żadna nie przypada mi dziś do gustu.

- Już nie jestem twoją żoną, ale nadal mogę zatruć ci życie do tego stopnia, że ci zbrzydnie.

- To nie aż tak ciężkie zadanie, jak mogłoby ci się wydawać. Za każdym razem, kiedy o tobie myślę, lub na ciebie patrzę, od razu odechciewa mi się żyć.

- Och, Jamie – zaśmiała się niezrażona. – Wiesz, czasem nawet uważałam, że to, co dla mnie robiłeś, nie było aż tak żałosne. Czasem nawet wydawało mi się to słodkie, ile byłeś w stanie dla mnie zrobić, choć twoi przyjaciele wciąż cię przede mną ostrzegali. Wszystkie kwiaty, prezenty, wakacje, piosenki! Piosenki, które dla mnie pisałeś utrzymywały się na szczytach list przebojów tygodniami. Uwielbiałam ich słuchać. Za każdym razem, kiedy leciały w radiu, to było moje małe zwycięstwo.

- Napisałem kilka nowych tuż po rozwodzie – odpowiedział lekko Jamie. – Chociaż wątpię, że akurat te przypadną ci do gustu. Wracając do tematu… – odchrząknął czując nagłą suchość w gardle. – O co ci chodzi?

- Wiem, że gdzieś – zakasłała cicho, – ukryłeś kasę. Chcę dwa – zakasłała ponownie, – miliony plus milion dla Beatrice i znikam z twojego życia.

- Pieprz… się… – odpowiedział z trudem łapiąc oddech. Coś zdecydowanie było nie tak. Czuł się zupełnie, jakby jakieś niewidzialne dłonie zacieśniły się na jego szyi. Upadł na kolana, rozglądając się wokół. Spojrzał na Kate, która także wyglądała, jakby walczyła o każdą odrobinę powietrza, jaka mogła zaciągnąć w płuca.

Świat powoli zaczął się rozpływać w słodką ciemność i nawet ból, który zaczął odczuwać w klatce piersiowej i gardle powoli gdzieś zanikał. Wszystkie dźwięki powoli cichły, by na końcu usłyszeć jedynie odległe wołanie. Ktoś wypowiadał jego imię, ktoś znajomy, aż nagle ogarnęła go kompletna, błoga cisza.

 

 

***

Yelawolf – Devil in my veins

 - …nie gniewasz się wciąż za te drzwi? Przecież przeprosiłem. No, Evuś…

Nagle przed jej oczami pojawiła się para klikających dłoni. Wystraszyła się nieco, omal nie upuszczając trzymającego w dłoni kubka kawy.

- Przepraszam, co mówiłeś? – zapytała nieco zdezorientowana Eva. Był słoneczny, niedzielny poranek i jak co niedzielę, spotykali się u Jamesa i Natalie na śniadaniu. Scorpius i Rose przypatrywali jej się dziwnie, Lily szeptała coś Sergiusowi chichotając przy tym, jak mała dziewczynka, Roxanne bawiła małego Sebastiana, a Franco pogrążony był w rozmowie z Frankiem, Elaine i Larsem. James i Nat próbowali udawać dorosłych mających rodzinę pod kontrolą, a dzieciaki biegały wokół stołu razem z Grace, śmiejąc się głośno.

- Powiedziałem, że Rose dobrze poszły egzaminy, a kiedy nie odpowiedziałaś, zapytałem, czy wciąż się gniewasz o te drzwi? – odpowiedział Scorpius przyglądając jej się uważnie.

- Eva tęskni za Jamiem – zachichotała Lily i nagle cała uwaga w niedużej jadalni Potterów skupiła się na niej. – Nie martw się, to tylko jeden dzień.

- Nie tęsknię za Jamiem! – powiedziała dobitnie Eva, choć kpiące uśmiechy wszystkich zebranych świadczyły o tym, że choć jej wierzyli, nie zamierzali jej odpuszczać, po tej nieszczęsnej wzmiance w Czarownicy. – Po prostu się zastanawiam, dlaczego wczoraj nie przyszedł na spotkanie, które choć raz, było umówione.

- Jasne – powiedziała Rose uśmiechając się łobuzersko.

Eva wywróciła jedynie oczami, decydując, że znacznie lepszą taktyką obrony będzie po prostu ignorancja. Sięgnęła po egzemplarz Proroka, który leżał tuż obok niej złożony na pół.

- Po prostu mam złe przeczucia, to wszystko – rzuciła krótko Eva otwierając gazetę i zamarła na chwilę, kubek wypadł jej z ręki, rozbijając się na podłodze z głośnym hukiem.

- Eva, w porządku? – zapytał zmartwiony Franco.

- Jaime jest w szpitalu… – mruknęła Eva przyglądając się wielkiemu nagłówkowi, który głosił: JAMIE ELLSWORTH WALCZY O ŻYCIE. Samobójstwo z miłości, czy zbrodnia z premedytacją?

- Co? – zapytał James, jakby nie zrozumiał tego, co właśnie powiedziała.

- To niemożliwe, nie dobiła go nawet Ognista ze Starego Teda!

- Poszliście do Starego Teda?! – zapytały chórem Roxanne i Rose.

- Serio, chcesz teraz o tym rozmawiać? – zaczął bronić się Scorpius. – Nasz  przyjaciel jest w szpitalu.

- Przyjaciel? Dopiero co go poznałeś – odpowiedziała ostro Rose nie przyjmując jego wątpliwej wymówki.

- Och, daj spokój Rose. Wszyscy zdążyliśmy go polubić, co nie? – powiedziała Lily. – Eva, co tam piszą? Jeszcze w piątek po południu był pełen wigoru – dodała rzucając brunetce łobuzerskie spojrzenie.

-  To poważne. Piszą, że walczy o życie… – mruknęła Eva, po czym zaczęła czytać na głos. – Smutne wieści dotarły do nas ze szpitala Św. Munga wczoraj popołudniu. Frontman Wicked White Cat, Jamie Ellsworth, oraz jego była żona, Kate Jennings, zostali znalezieni nieprzytomni w mieszkaniu muzyka przez jego matkę, Beatrice Ellsworth…

- Kate Jennings? To czasami nie jego była? Co ona tam robiła? – zdziwiła się Elaine. – Podobno jej nie cierpiał.

- Cii! – uciszyli ją pozostali, by Eva mogła kontynuować.

- Choć agent muzyka, Marcus Longfellow nie wystawił jeszcze oficjalnego stanowiska w tej sprawie i odmawia wszelkich komentarzy, nasze źródło donosi, że muzyk i jego była partnerka zostali otruci, a Biuro Aurorów, choć rozważa wszystkie możliwe opcje, za najbardziej prawdopodobną wersję uważa udział osób trzecich.
Bardziej romantyczną teorię przedstawiła nam matka muzyka, która twierdzi, że Jamie nigdy nie pogodził się z utratą Kate i nie wyklucza, że chciał odejść z tego świata razem z nią…
Ta, jasne! – prychnęła Eva. – Jamie nienawidził suki.

Wszyscy popatrzyli na Evę zaskoczeni jej komentarzem i wulgarnym słownictwem, którego bardzo rzadko używała w towarzystwie dzieci.

- Co? – zapytała zirytowana Eva.

- Nie, nic, nic… – odpowiedział jej chór pomruków.

Eva rzuciła im gniewne spojrzenie i teatralnie rozprostowała gazetę w dłoniach.

- Biuro Aurorów odmawia komentarza ze względu na dobro śledztwa, ale nasz informator donosi, że prowadzący sprawę Auror Potter przekazał ją Aurorowi Blackblood w sobotę popołudniu. Nasz informator donosi także, że Auror Charlotte Longfellow została wysłana na przymusowy urlop w związku ze sprawą. Nie jest do końca jasne dlaczego.
Angus Atkins, profesor magicznych nauk politycznych Uniwersytetu im. Bridget Wenlock w Glasgow, który od lat obserwuje pracę Ministerstwa Magii uważa, że w sprawę mogą być zamieszani wysoko postawieni politycy, lub ktoś powiązany z politykami najwyższego szczebla.
„Musi być powód, dla którego szef Biura Aurorów oddał sprawę zaledwie parę godzin po jej przyjęciu,” powiedział nam profesor Atkins. „Wiemy z kodeksu karnego, że przekazanie sprawy jest możliwe tylko w dwóch przypadkach. Kiedy w sprawę zamieszane są osoby spokrewnione z aurorem prowadzącym sprawę, lub kiedy sprawa może uderzać w dobra osobiste aurora prowadzącego sprawę. Przymusowy urlop Auror Longfellow także budzi nieco podejrzeń biorąc pod uwagę, że jest żoną agenta pana Ellswortha. Jestem pewien, że zanim ta sprawa się zakończy, usłyszymy kilka znanych nazwisk w związku ze sprawą.”

- Tata wiedział i nic nam nie powiedział? – zdziwiła się Lily.

- To się zaczyna robić dziwne. Tata nigdy wcześniej nie oddał sprawy… – dodał zmartwiony James. – Myślicie, że jeśli Jamie rzeczywiście został otruty, to był ktoś, kogo znamy?

- Nazwij jedną osobę, która zrobiłaby coś tak głupiego i jest powiązana z tatą. Nie zadajemy się z takimi ludźmi! – odpowiedziała Lily kręcąc głową nad głupotą brata. – Może po prostu miał za dużo spraw na głowie.

- Jedno pytanie – powiedziała po chwili ciszy Rose, rozglądając się po jadalni. – Ktoś gadał z Albusem albo Mary od piątku?

- Nawet Albus nie zrobiłby czegoś takiego – oburzyła się Lily, choć nie wyglądała na przekonaną i zbladła nagle.

- Muszę porozmawiać z Harrym – powiedziała Eva rzucając gazetę na stół podnosząc się z miejsca. – Lars, mógłbyś się zająć Grace? Dzięki – powiedziała nie czekając na odpowiedź, po czym oddaliła się energicznym krokiem.

 

*****************

I powiało grozą.

Please don’t kill me <puppy eyes>

xoxo

Hippie

19 Komentarze

  1. Dawno tu nie zaglądałam (głgłupia szkoła) a tu taka niespodzianka c:
    Albus całcały czas mnie zaskakuje, w negatywny sposósposób i cały czas czekam, aż to wszystko się na nim odegra ;D nigdy za nim nie przepadałam.
    Czekam na next, pozdrawiam Mała c;

  2. Dziękuję Dziękuję Dziękuję Dziękuję! !!!!!!
    Najlepszy prezent ever! XD
    Nie chcę, żeby Albus i Eva znowu byli razem. Chcę, żeby Eva była z Jamie’m!
    A Mary też powinna go zostawić. Nie zasługuje na nią.
    Coś czuję, że to jednak nie Albus jest trucicielem…
    Jeszcze raz dziękuję. Jesteś cudowna! xo xo xo
    Asia

    • Proszę bardzo, przyjemność po mojej stronie ;D Mam nadzieje, że urodziny sie udały :D

      Heheh, no Al tym razem narozrabiał, a co z tego wyniknie, to sie okaże :D

      Bardzo proszę, zawsze do usług dla moich kochanych czytelniczek :)

      xoxo
      Hippie

  3. Serio?? Albus jest aż taką świnią?!?! @€#%&@$*# (wulgaryzmy jakich nie powinnam znać) Biedna Mary… Kocha kogoś kto jej nie. Mam nadzieję, że wreszcie przywróci Ala do porządku. Tak w ogóle masz fajnego bloga, takiego ciekawego i ogółem super! Nie miałam okazji ci tego powiedzieć, bo znalazłam twojego bloga niedawno. Kocham, kocham i jeszcze raz kocham twojego bloga! Musisz jeszcze tylko uzdrowić Jimmie’ego, odświnić Ala i zostanę z tobą na długi, długi czas. Tym czasem życzę weny, czasu i pozdrawiam.

    - Izi

    • Hihi, wiem, jestem zła :) Dziękuję za komplementy i miłość:) Tak duuuużo miłości <3

      Tak wiele życzeń, co wy myślicie, że je jestem dżinem, czy co :P haha, zobaczę co sie da zrobić, ale myślę, że tak, czy inaczej nie będziecie zawiedzione :D

      Dziękuję za życzenia, chętnie przyjmuję, na pewno sie przydadzą :)

      xoxo
      Hippie

  4. O nie ! Żadne puffy eyes ci teraz nie pomogą !
    Al jest kompletnie popieprzonych gnojkiem. A już miałam nadzieję, że po tym jak przyszedł do Evy (kiedy odwołał proces) będzie lepiej (a przynajmniej zacznie interesować się swoją córką), a tu dupa.
    Ja mam do Jamiego słabość (co powtarzam przy każdym rozdziale) i dalej uważam, że jest 100 razy lepszym facetem dla Evy niż Albus. Swoją drogą nigdy nie myślałam, że może posunąć się do czegoś takiego.

    A Mary… słodka, biedna, kochana Mary.. jest mi jej bardzo żal. Mam nadzieję, że zbierze się w końcu w sobie i odejdzie. A potem znajdzie człowieka, który pokocha ją tak mocna jak ona tego popaprańca.

    Ahh .. Scor ze szmatą ścierający podłogę w piwnicy .. po prostu piękne ;)
    Ella cudna :)

    P.S. Co z Franco i Roxy ? Wybaczył jej ? Będzie ślub czy drzazga pozostała ?

    • No niestety. „Jak sie okazuje świat nie jest fabryką spełniającą życzenia”. Ale wiesz, co tam sie dokładnie stało, to sie jeszcze długo nie dowiemy, choć obiecuję, że dostaniecie nieco więcej perspektywy Albusa w następnym rozdziale :)
      Co będzie z Jamiem? Nie powiem jeszcze, ale powiem tyle, że to jest kamyczek, który pociągnie za sobą lawinę(bardzo wolną lawinę, ale jednak).
      A o Mary nie martwiłabym się aż tak bardzo, już powoli dojrzewa do tej decyzji, którą powinna była podjąć lata temu.

      A Roxanne i franco na razie są tak zwanych rozdrożach, ale już niedługo sie dowiemy co z tego wyszło :)

      Buziaki,
      hippie

  5. Ekhem… To, że nie przepadam za Jamiem nie oznacza, że bardzo cieszę się z jego jak mniemam chwilowej niedyspozycji :D no dobra, cieszę się tylko troszeczkę… A, i uważam, znaczy mam nadzieję, że to nie Al zrobił to co niby zrobił. Owszem, wszystko na to wskazuje, ale nawet ten tępykretynoniedorozwiniętyminstynkciesamozachowawczym nie zrobiłby czegoś tak durnego! Chyba… To syn Harrego Pottera no, jakieś resztki inteligencji chyba zachował, nie?
    Mary. Hmm.. co by tu powiedzieć o Mary? Ma rację- to na pewno. Ale czy da radę skoro zabierała się do wywalenia wyżej wymienionego osobnika już kilka razy? Oby. Mary, nie łam się!
    to chyba tyle, Hippie, nie daj się melancholii ani okrutnemu światu, buźka~ Mała Mi

    • Nie zrobiłby? Serio? Czy jest cokolwiek, czego Albus by nie zrobił???

      Heheh, nie dam wam odpowiedzi tak po prostu, musicie cierpliwie czekać :D Niedorozwinięty instynkt samozachowawczy, podoba mi się :D Powiem tyle, cieszmy się życiem póki można, cieszmy sie ulubionymi bohaterami, póki można :D Zła, zła Hippie!

      Dziękuję i postaram się nie rozpaść :) Okrutny świat jest trochę mniej okrutny jak widzę tyle przemiłych komentarzy pod rozdziałami, taka moja własna terapia antydepresyjna :D

      xoxo
      Hippie

  6. Helou
    Ekhem, ten Albusik to mię nie przestaje zadziwiać. Ma chłopak, kurna wyobraźnieee., że klękajcie narody. Nie pomyślałabym, że jest zdolny do czegoś takiego…a właśnie, mówiłaś że dla mnie kotka wlepisz. Czy ten kotek nie mógłby załatwić swej potrzeby fizjologicznej Albusowi do buta? Taki nieśmiały pomysłek… A co z Ellsworthem? Nie zabijaj go, to jest blondyn, bondyni muszą żyć, jest ich coraz mniej, to blondyn, nie zabijaj, MIEJ SERCE, MJEJ, powtarzam jeszcze raz, MJEJ. Ta jego żona to może zdeść…ale jego nie zabijaj. Mam nadzieję, że Rose i Scorpius na razie będą sobie żyć w spokoju. Ewentualnie mogą sobie zrobić dziecko…lub od razu czworaczki!!! A do tego kota, rybki oraz psa. A na starość wnuki, sztuczną szczękę i fundusz emerutalny. Łooo, wyobraźnia mnie ponosi…

    Także ten, weny życzę i kota i weny i kota…
    może przypadkiem znajdziesz jakiegoś…
    Kryha

    • Ale kotek to dopiero w następnym rozdziale, bo w tym już by mi sie nie zmieścił ;/ Nie wiem czy by to były logistycznie możliwe, żeby kot narobił Albusowi do buta, tam gdzie sie teraz znajduje… Ooops. Za długi jęzor.
      Ha, czuje sie jak autor „Gry o tron”, stwarzam zagrożenie dla życia moich i waszych ulubieńców. Miec serce? Hmm, zazwyczaj trzymam je w lodówce, no ale na ta jedna okazję może włożę je na jeden rozdział :D
      he, żeby wam zespoilerować, to powiem, że oboje dożyją starości ;D Znaczy Rose i Scorpius. Co do innych nic nie obiecuję :)

      Dziękuję :D

      xoxo
      Hippie

      • Haha, Albus spieprzył za granicę i się ukrywa!!! I on był niby gryfonem? Serce w lodówce, ciekawa opcja. Może też spróbuję. Chociaż może lepiej nie, jeszcze siostra je na kotlety przerobi i tyle będzie. A za to, że Rose i Scorpius przeżyją, to ja norrrmalnie padam do sztóp. Mogie być twym podnóżkiem.

        I ten…zostałam babcią!!! Dwoje ślicznych czarniawych kotków!!! Jestem taka dumna…i ronię łzy
        Kocia Kryha

  7. No jak możesz w takim momencie przerywać?! Błagam o kolejny rozdział! :D
    Albus to szuja, ktoś powinien mu nieźle nawciskać, żeby przestał pchać dupę tam, gdzie go nie chcą -.- Mam nadzieję, że z Jamiem wszystko OK, Kat może sobie umrzeć :D

    • Hihi, jestem zła i niedobra, wiem, wiem :D
      No skoro błagacie, to może coś sie pojawi w przyszłym tygodniu :)

      Uwielbiam wasze komentarze, takie, nie zabijaj przystojniaka, możesz sie pozbyć jego byłej żony :D

      xoxo
      Hippie

  8. Pierwsza!
    To ja, stara-nowa czytelniczka. Do tej pory anonimowa…
    Ale pokusa palmy pierwszeństwa była zbyt silna…

    Hippie, Śliczna, życzę Wam jak najwięcej czasu. Na przyjaciół, znajomych, najbliższych, pracę, rozrywki, pisanie. I sen. Doskonale rozumiem, że to bardzo bolesna strata, gdy go nie ma. Sama czasem zarywam noce, by się uczyć. Cóż, szkoła zobowiązuje, tak samo jak praca.
    I wytrwania na wyspach!

    Mówiąc szczerze, był to najlepszy blog, na jaki kiedykolwiek trafiłam. Waszym atutem są doskonale wykreowane postaci, a uwierzcie mi, niejednokrotnie profesjonalni pisarze mają z tym problem. Początkowo Wasze opowiadanie było równie wciągające co depresyjne, ale z czasem intrygowało mnie coraz bardziej.

    Cieszę się, że Rose i Scor tak stopniowo nawiązywali stosunki. Często blogerki popełniają ten błąd, że związki widoczne są już na pierwszy rzut oka, a później … albo wielka miłość, brak weny a w konsekwencji nuda, spadek poziomu; albo wiecznie niekończąca się podróż i melodramat rodem z opery mydlanej…
    Udało się Wam tego uniknąć;)

    Eva to taka niesamowicie dobra osoba. Zastanawiam się, czy ktoś tak dobry może w ogóle istnieć, przecież człowiek nie może pomieścić w sobie aż tyle miłości i wybaczenia.
    Ale od pewnego czasu zaczęła się zmieniać. Mogę zadać Ci pytanie Hippie, prawda? Masz do Evy nieco mniejszy sentyment niż Bezczelna, prawda? Zauważyłam, że te przeżycia odciskają na niej głębsze piętno, niż mogłoby się wydawać, traci część swojego dobra, staje się nawet nieco mściwa. Przynajmniej w moim odczuciu.

    Co do całości opowiadania – jestem ciekawa czy macie już jakiś konkretny plan co do Evy, Jamie’go, Albusa, Mary? Ich losy są tak splątane, zawiłe, że chwilami trudno odnaleźć jakikolwiek cel.

    Wiem, że mi nie odpowiecie, ale i tak muszę zapytać;) Co będzie z Alem? Ja mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony nie chcę, żeby ani Eve, ani Mary przez niego cierpiały, życzę pannie Isherwood, by z nim zerwała, byle delikatnie, pan Potter to bardzo wrażliwe stworzenie;)
    Z drugiej zdaję sobie sprawę, że Al wciąż w pewien sposób jest zauroczony Evą, choć jest to szczeniackie i niedojrzałe uczucie.

    Muszę powiedzieć, że w ostatnich rozdziałach wyczuwam niepokojącą zmianę stylu. Nagle wszystko i na wszystkich płaszczyznach się sypie. Zgoda, nie zawsze i nie wszędzie może świecić słońce, ale trochę radości jest potrzebne by podtrzymać iskierkę nadziei.
    Kiedy nadchodzą chwile szczęścia, są one tak krótkotrwałe, że niemal niewyczuwalne.

    I jeszcze jedno, osobiste pytanie;)
    Skąd bierzecie wenę? Co daje Wam natchnienie, żeby pisać?

    Pozdrawiam,
    Happiness

    Ps. Podążałam za wpisami gdzieś tak od 20 rozdziału. Wiem, że chcesz mnie udusić, Hippie, ale jesteś za oceanem, nie dasz rady;)

    Ps.2 Wiesz może, jak to jest z pisownią słowa ‚happyness’? Wydawało mi się, że jest to poprawna forma, ale teraz mam wątpliwości.

    • Ekhem, no po pierwsze to dziękuję za taki superaśnie długi komentarz i za pytania, które w nim zadałaś :)

      Na początku muszę cie jednak poprawić, Śliczna wytrzymała ze mną tylko jeden rozdział, jestem straszną jędzą, jeśli chodzi o współpracę, i tu od razu przeskoczę do pytania o Evę, które zadałaś. Bezczelna miała zdecydowanie większe przywiązanie do Evy, głownie, jak twierdziła, że podobno oparła ta postać na mnie. I właśnie dlatego ja nie mam do niej aż takiego sentymentu, wiedząc, skąd się wzięła. Ludzie mają tendencje do uważania, że jestem znacznie milsza i lepsza niż jestem i to nie jest tak, że mi to razi, ale jestem bardzo szczera osobą i nie lubię się kreować na dobra duszyczkę, za która się nie uważam.
      Natomiast mój mniejszy sentyment nie miał wpływu na zmianę Evy. Już wyjaśniam. Kiedy poznajemy Evę w 8. rozdziale, jest tą naprawdę niemal magiczną siedemnastolatką, która tworzy wokół siebie tą nieziemską aurę. Ale musimy pamiętać, że od tego czasu przeszła nie tylko przez bolesne rozstanie z Albusem, ale też przez bardzo ciężką ciążę, o mały włos nie umarła przy porodzie, a to wszystko próbując sie zajmować chorym ojcem. No i fakt, że Albus nie interesuje sie Grace, a Eva sama wie najlepiej jak boli odrzucenie i nie chce tego dla swojej córki. Eva ma więcej powodów, by nienawidzić Albusa niż ktokolwiek inny, a jednak nadal go zachęca, żeby spotykał sie z Grace i chce, żeby był obecny w ich życiu.
      Teraz Eva ma jakieś dwadzieścia trzy-cztery lata, zmiana jest tylko naturalna, wszyscy sie zmieniamy, cały czas, zwłaszcza po tak traumatycznych przeżyciach, gdyby sie nie zmieniła to by było po prostu dziwne i nie prawdziwe. Co wcale nie znaczy, że nie jest tą dobrą, dziewczyną pełną wybaczenia, po prostu ta jej dobroć nieco ewoluowała. Trochę też nauczyła się walczyć o swoje i zauważać, że jak każdy ma prawo do uczuć, do wymagań, do błędów.
      Trudno jej sie dziwić, że miała, że tak nieładnie powiem, wkurwa na chłopaków, no wyobraź sobie, że ktoś włamuje sie do twojego domu, masz mały atak serca a potem okazuje się, ze to twój brat, który posiada klucze(no nawet jej anielska cierpliwość mogła się wyczerpać). No i musimy pamiętać, że teraz zadaje sie z Weasleyami, więc ciężko by było, gdyby nie zaadaptowała ich niektórych zachowań.
      Fiu, ale sie rozpisałam :)

      Co do losów Albusa, Mary, Jamiego i Evy, i wszystkich pozostałych to wszystko ma cel i już niedługo to wszystko sie będzie splatać i rozplatać i tez mogę zapowiedzieć że „Kukiełki Losu” nabiorą zupełnie nowego znaczenia niż to, które do tej pory znamy.

      Przyszłe losy Ala, ze względów oczywistych, pozostaną tajemnicą jeszcze przez jakiś czas, ale tez musicie zrozumieć, że wszystko co sie dzieję i co się działo w życiu wszystkich bohaterów, to jest część większego obrazka, który jeszcze z Bezczelną zaplanowałyśmy dla Kukiełek. Obrazka, który obejmuje życie bohaterów tak mniej więcej jeszcze dziesięć lat(na osi czasu opowiadania).

      Co do melancholii ostatnich rozdziałów, winna jest moja mała depresja, z którą zmagam sie od kilku tygodni. U nas sie mówi, że nieszczęścia chodzą parami, tu mówią, że kiedy pada, to już leje. Powiedzmy, że u mnie leje już od kilku tygodni i nie zapowiada się na ocieplenie pogody.

      Wena, to jest kapryśna przyjaciółka, ale tak szczerze powiem, że czasem jedna piosenka może czasem zainspirować wątek, cały rozdział, a nawet wątek wielorozdziałowy. Dla mnie naprawdę, piosenka, wers, cytat, czasami rysunek potrafi mnie wrzucić w wir natchnienia. A czasem nic nie pomaga. Nie do końca to rozumiem, ale wydaje mi się, że potrzebny jest odpowiedni czas, miejsce, nastrój i ta własnie jedna iskierka, która poruszy maszynę. Za Śliczną sie nie wypowiadam, może skomentuje, to możesz jej zapytać osobiście, na pewno jej będzie miło, zwłaszcza, ze ostatnio pracuje nad czymś własnym :)

      xoxo
      Hippie

      PS. No już, już, wybaczam :)
      PS2. Pisze się ‚happiness’, to jest właściwa forma.

      • To ja dziękuję za tak rozbudowane odpowiedzi;)

        Już sama Twoja skromność i oburzenie się za takie porównanie mówi o Tobie więcej niż myślisz, Hippie, pokazuje, że wbrew zaprzeczeniom masz jednak coś wspólnego z Evą ;).

        Jesli już mówimy o powiedzeniach, to jest takie jedno porzekadło naszych babć, które, o dziwo, mimo wszelkich niepewności i niedogodności zawsze się sprawdza.
        Twierdzą one, iż po deszczu zawsze wychodzi słońce. Nieistotne jak gwałtowna i niebezpieczna była burza, kiedyś ona także się skończy a na niebie znów zagości tęcza.
        Jak mówił już Heraklit z Efezu, panta rhei, nic nie jest trwałe, wszystko przemija.
        Jednak pamiętaj, że nawet pośród tej burzy nigdy nie jesteś sama. Masz rodzinę, przyjaciół, którzy troszczą się o Ciebie i podniosą Cię, gdy Twoje skrzydła zapomną jak latać. Musisz tylko uwierzyć, odnaleźć w sobie siłę, by przezwyciężyć i przetrwać ten kryzys.

        Jeśli chodzi o bloga, to przepraszam, musiałam gdzieś przeoczyć, że Śliczna już z Tobą nie współpracuje.

        W pełni się z Tobą zgadzam, iż jeśli Eva pozostała taka sama mimo wszystkich tragedii, to ta historia byłaby sztuczna i nierealna. Po prostu tempo zmian, jakie w niej zachodzą jest bardzo drastyczne w porównaniu do innych postaci Twojego opowiadania – tych „dobrych” – Rose, Draco, Scora.
        Przypomina mi to drastyczną metamorfozę Chrisa i Albusa. Nic nie zapowiadało, że staną się oni aż tak bezwzględni i okrutni dla tych, których kochali.
        To iracjonalne skojarzenie panny Monae z czarnymi owcami własnych rodzin spowodowało, że zamiast być dumna z Evy zaczęłam się o nią martwić ;)

        Jamie zyskuje u mnie coraz bardziej ;) Niech zostanie chociaż przyjacielem Evy, obojgu wyjdzie to na dobre, mogą się wiele od siebie nauczyć ;D

        Podziwiam, podziwiam, pomysły po prostu wyskakują Ci z kapelusza;) Inspirują Cię zwykłe, codzienne rzeczy, i to aż do tego stopnia? Eh, przypomniały mi się wywiady z polskimi pisarzami i pytania o źródła ich pomysłów na wiersze … Swoją drogą, bardzo podobne do Twoich :D

        Happiness

        • Ps. Nie, nie ścigam się na długość wypowiedzi ;)
          Po prostu tak jakoś się nagromadziło przez ponad 70 rozdziałów xD

          • Hihi, nie mam nic przeciwko długim komentarzom, lubię dyskusje z czytelniczkami :)

            Noż Merlinie, następna do gangu Bezczelnej dołączyła. Tak naprawdę jestem strasznie jędzowata, zgorzkniała i w ogóle niefajna, aspołeczna i mam więcej książek niż przyjaciół.

            No ja wiem, że po burzy słońce wychodzi, ale u mnie coś ta burza sie nieco za bardzo zadomowiła. Tak czy inaczej, nie musicie sie o mnie martwic, ja mam takie swoje fazy melancholii. Lubie sie dołować, a negatywność to moje drugie imię, za pewne efekt uboczny posiadania tarczy strzeleckiej na plecach.
            Prawda jest taka, że ja się po prostu duszę, jak jestem w jednym miejscu wystarczająco długo, by sie zadomowić, a tu już w Irlandii naprawdę rozciągam ten pobyt do granic możliwości. 5 lat w kraju z największym światowym odsetkiem samobójstw zaczyna mi powoli wychodzić bokiem, no ale z drugiej strony tak nie potrafię tu wszystkich zostawić, ja sie łatwo do ludzi przywiązuje, nic nie poradzę :/

            Nie przejmuj się, zapewne łatwo było to przeoczyć, w jednym rozdziale ogłosiłam współpracę, w kolejnym ogłosiłam jej zakończenie. łatwo było sie pogubić :)

            A wiesz, z tymi metamorfozami to nie końca prawda. Eva na ten przykład, nie przeszła aż tak drastycznej zmiany, jeśli weźmiemy pod uwagę okres czasowy, to były przecież 4 lata. W cztery lata ludzie potrafią sie zmienić i bez tragedii. Natomiast jeśli mowa o Chrisie, to ja obstaję przy tym, że po prostu jego prawdziwy charakter zaczął wychodzić z czasem. Wiadomo na początku są zawsze same serduszka i róże, dopiero potem wychodzą wszystkie wkurzające detale, jak zostawianie popielniczki i tytoniu na stole śniadaniowym, zostawianie brudnych skarpetek koło łóżka itd.
            Jeśli chodzi o Albusa to tu sprawa nieco sie komplikuję, myślę, że po prostu przytłoczyła go waga oczekiwań związanych z byciem synem Harry’ego Pottera, fakt, że zostanie ojcem o wiele wcześniej niż planował, a dziewczyna, którą tak bardzo lubił, okazała sie spokrewniona z kimś, kim tak bardzo pogardzał.

            Cóż, bardzo dziękuję. I za komplement i za porównanie :) Jeśli to prawda, to może jeszcze coś ze mnie będzie:) Sama staram sie nie czytać zbytnio artykułów i wywiadów, bo ja wtedy dostaję bardzo silnego natchnienia, żeby coś zrobić, na przykład kiedyś czytałam artykuł o tym, że w Islandii odwołano budowę drogi, bo ludzie bali się, że zdenerwują elfy. I nie, nie żartuję. 80% Islandczyków nie wyklucza ich istnienia. I nagle chciałam sie spakować i przeprowadzić na Islandię(nadal chcę, ale ciii!).

            xoxo
            Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.