75(mini). Nieswojo

EDIT: A więc, u mnie było już po północy jak publikowałam notkę, także ten tego, udawajmy, że data pod nazwą rozdziału to 30 kwietnia 2015, okej? Miała być notka urodzinowa i jest, o, nie moja wina że blog.pl nie rozpoznaje sfer czasowych. Grr.

Dziś urodziny obchodzi Cammie!!! Whoop! Whoop!
Życze jej wszystkiego najlepszego, zdrówka, determinacji, szczęścia i samych radości :*

***

Angus & Julia Stone – wherever you are

 

- Więc… – zaczął powoli, zerkając na nią ukradkiem.

Eva na niego nie spojrzała. Z determinacją patrzyła przed siebie, wyraźnie zmierzając do jakiegoś konkretnego miejsca. Przynajmniej wyglądała na kobietę z misją.

Choć zegary nie wybiły jeszcze południa, słońce wisiało wysoko na bezchmurnym niebie. Lato zbliżało się wielkimi krokami. Dawało się to wyczuć w temperaturze, kwitnących drzewach, słodkim zapachu wiatru i uśmiechniętych twarzach przechodniów.

- Zrobiłem coś… nie tak? – zapytał ostrożnie.

Eva zatrzymała się energicznie i odwróciła w jego kierunku, powodując, że podskoczył lekko po jej niespodziewanym ruchu.

- Nic nie zrobiłeś – uśmiechnęła się widząc jego zaskoczenie. – Nie jestem zła. Znaczy jestem, ale nie na ciebie. Nie mogę uwierzyć, że Scorpius i Franco wyrwali mi drzwi w środku nocy – powiedziała krzywiąc się nieco.

- Ale kazałaś mi za sobą pójść? – dopytywał nie do końca wierząc jej spokojnym słowom. Nie sądził, by Franco i Scorpius mieli wystarczająco czasu, by choćby dojść do słowa, by odpowiedzieć na jej zarzuty i pytania, o relacji z ubiegłej nocy nie wspominając. Teoretycznie był bezpieczny, ale jeszcze chwilę temu wyglądała, jakby mogła kogoś zamordować i choć musiał przyznać, że wyglądała całkiem uroczo w bojowym nastawieniu, jej nagły spokój był nieco alarmujący.

- Miałam swój mały moment – odpowiedziała wzruszając ramionami, po czym ponownie zaczęła iść przed siebie.

- Muszę przyznać – powiedział ruszając za nią, – że byłem raczej zaskoczony, widząc cię w furii. Widziałem cię zirytowaną, i wkurzoną, nawet zrezygnowaną, ale nigdy nie pomyślałem, że będę miał ten zaszczyt, by widzieć cię w tak szalonej złości. To było całkiem zabawne doświadczenie. Do momentu, kiedy powiedziałaś, żebym z tobą poszedł. Myślałem, że planujesz, no nie wiem, wypróbować na mnie krucjatusa, albo coś w tym stylu.

- Przyznaję, przeszło mi to przez myśl – odpowiedziała żartobliwie. – Ale jak już powiedziałam, byłam w pędzie rządzenia. Ale to nawet dobrze się złożyło. Chciałam ci coś pokazać.

- Powinienem się bać?

- Powinieneś być dumny – odpowiedziała uśmiechając się tajemniczo.

Jamie popatrzył na nią pytająco, ale Eva nie powiedziała nic więcej. Szła przed siebie przez mało uczęszczane uliczki w Dolinie, by zatrzymać się przed kwadratowym, parterowym domem.

- Co o tym myślisz? – zapytała przyglądając się posesji.

-  Zamierzasz kupić, lub kupiłaś wyjątkowo brzydki dom? – odpowiedział pytaniem.

Eva wywróciła oczami i zaśmiała się cicho.

- Należał do moich dziadków. Rodziców mojego ojca. Zginęli w czasie wojny. Do momentu skończenia Hogwartu, tak naprawdę nie wiedziałam, co moi rodzice mi zostawili. Dom należał do taty, potem do mnie, a teraz należy do fundacji – powiedziała, po czym otworzyła małą, drewnianą furtkę i ruszyła w kierunku drzwi. Jamie ruszył za nią, nieco zdezorientowany.

Kiedy podeszli bliżej, zauważył, że drzwi, które otwierała Eva były nowe a białe ściany budynku  musiały być niedawno odnowione.

- Dom był praktycznie ruiną. Nie jest duży, ale jest tu wystarczająco miejsca.

- Wystarczająco miejsca na co? – zapytał podejrzliwie, unosząc jedną brew do góry.

- Na fundację – powiedziała otwierając drzwi na oścież.

Z środka uderzył go zapach farby i kleju. Mały hol pomalowany był na soczyście zielony kolor. Postawił kilka kroków do przodu. Po lewej stronie znajdowała się mała kuchnia, po prawej pomieszczenie pomalowane na blady róż. Postawił kolejne parę kroków do przodu. Tuż obok kuchni znajdowała się mała łazienka.  Naprzeciwko drzwi wejściowych znajdowało się pomieszczenie ze ścianami oblepionymi tapetą w nuty.

- Tu dzieciaki będą ćwiczyć – wytłumaczyła Eva. – Muszę jeszcze to umeblować, ale to najmniejszy z moich problemów. Naprzeciwko kuchni będzie mój gabinet. Nie czuję się komfortowo przyjmując wszystkich interesantów w domu, Harry zresztą od początku nie był za pomysłem, żebym urządziła biuro w domu – powiedziała podchodząc do okna naprzeciwko drzwi.

- Harry, masz na myśli…

- Harry’ego Pottera. Tak.

- Musi być bardzo nadopiekuńczy, by dać taką ochronę twojemu domowi. Całe stado aurorów w pięć minut?

- Dziwisz mu się? Harry ma tylu wrogów,  ile wielbicieli. Bycie wybrańcem ma swoje słabe strony, jak się okazuje. Lily powiedziała mi, że Harry regularnie dostaje pogróżki. Sam nigdy tego nie przyzna, nie chce nikogo martwić.

- W takim razie ciesze się, że robi wszystko, co w jego mocy by was chronić.

Eva uśmiechnęła się lekko, po czym wskazała róg pokoju po swojej prawej stronie.

- Tam stanie fortepian mamy. A obok niego, mam nadzieję, będę mogła postawić wiolonczelę. Koło kominka dzieciaki będą ćwiczyć gitarę, saksofony, skrzypce, flety, co tylko będą chciały! A kiedy uda mi się ogarnąć ogród, może będziemy mogli organizować małe koncerty dzieciaków.

- Cóż, jestem z ciebie dumny – powiedział po chwili uśmiechając się pod nosem.

- Nie miałeś być dumny ze mnie. Powinieneś być dumny z siebie. To wszystko za twoje pieniądze. Za pieniądze twojej byłej żony.

- A więc oboje powinniśmy być dumni z niej – odpowiedział żartobliwie. – Zapewne myśl, że wydała tysiące galeonów na cele charytatywne by ją zabiła na miejscu, ale przynajmniej pomogliśmy jej zrobić dobry uczynek, co nie? – powiedział puszczając do niej oko.

- Chyba masz rację – uśmiechnęła się lekko. – Jesteś pierwszą osobą po za mną, która widzi nową kwaterę fundacji – powiedziała poważnie Eva. – Więc, panie ambasadorze fundacji, jakieś sugestie?

- Myślę, że mam jedną – powiedział Jamie stawiając kilka kroków do przodu, uśmiechając się łobuzersko.

 

 

 

***

Aqualung – Strange and beautiful

Biegła przed siebie ledwo łapiąc oddech. Na jej czole pojawiły się pierwsze kropelki potu, ale w tym momencie to nie miało znaczenia. Musiała jak najszybciej dotrzeć do Rose. Nie mogła pozwolić, by ominęło ją całe przedstawienie. Klęła cicho pod nosem, dystans zdawał się wydłużać z każdym kolejnym krokiem.

Wreszcie dotarła do domu Weasleyów, zziajana zapukała nachalnie do drzwi, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak bardzo rwały ją płuca. Zdecydowanie traciła kondycję, pomyślała gorzko, ale nie miała czasu na dłuższe filozofie, Hermiona otworzyła dla niej drzwi, ale tym razem nie miała czasu na uprzejmości, rzucając szybkie dzień dobry pomknęła schodami na piętro i nie pukając wtargnęła zziajana do pokoju Rose.

- Elaine? – zdziwiła się Rose zamykając czytaną książkę. Siedziała na łóżku po turecku przyglądając się brunetce ze zmartwieniem. – Wszystko w porządku?

- Chodź… ze mną… – wysapała zziajana Elaine wyciągając rękę.

- Coś się stało? – Rose podniosła się z miejsca, teraz już wyraźnie zmartwiona.

- Musisz to sama zobaczyć – odpowiedziała jednym tchem brunetka, łapiąc Rose za dłoń i ciągnąć ją za sobą w stronę wyjścia.

Rose poddała się jej woli częściowo z zaskoczenia, częściowo widząc, że brunetka nie zamierzała jej niczego wyjaśniać. Nim się obejrzała stały w salonie Weasleyów przed kominkiem, a zanim zdążyła wyrazić swoją odrazę do podróżowania Fiuu, obie stały w kominku, z Elaine kierującą je obie do domu Malfoyów.

Rose wyskoczyła z kominka i zgięła się w pół, czując silne zawroty głowy i jej żołądek przekręcił się niebezpiecznie, ale już po chwili wszystkie objawy zaczynały przechodzić. Zamknęła oczy i wyprostowała się tylko po to, by poczuć niezbyt mocne uderzenie w policzek.

- Musisz zobaczyć Scorpiusa – zachichotała Elaine – Później możesz się poużalać na podróżowanie Fiu! – dziewczyna ponownie chwyciła dłoń Rose i pociągnęła ją za sobą schodami na piętro, prosto do pokoju Scorpiusa, gdzie Astoria i Narcyza stały w kącie chichotając wesoło. Draco stał tuż obok nich z rozbawionym uśmiechem na twarzy.

- …lubię koty… Kicie są fajne…. Taaakie… Taaakie miauuuuuuuuuuuu…

Elaine wybuchła głośnym śmiechem, a Rose patrzyła na Scorpiusa zszokowana. Z całą pewnością to był Scorpius, choć jego rozmarzony wyraz twarzy i błogi uśmiech zupełnie do niego nie pasował. Nie wspominając o nagłej miłości do kotów i ich odgłosów.

- Nie wiem, czy Eva ci wspominała, że Harry i jego zespół używali wszystkich możliwych zaklęć zdejmujących kamuflaż i że chłopcy mogą czuć się nieco nieswojo? – zapytała Astoria  zadowolona i rozbawiona. Najwyraźniej uważała, że taka kara była dla Scorpiusa w sam raz.

- Rose! Moja Roooose! – zawołał Scorpius zwlekając się z łóżka i upadając na podłogę z głośnym dudnięciem. Najwyraźniej nogi odmawiały mu posłuszeństwa, ale blondyn się nie poddawał.

- Podziwiam jego determinację – zaśmiała się Elaine, gdy blondyn zaczął się czołgać po podłodze w ich stronę.

- Rooosie… Czyż ona nie jest taaaaka pięknaaa? Moja Roooose… Rose! Kocham cięęęęę! O Rose!!!

Astoria, Narcyza i Elaine wybuchnęły głośnym śmiechem. Choć zazwyczaj obie martwiły się o blondyna na zapas, teraz wyraźnie nie zamierzały nawet próbować mu ulżyć. Jedno było pewne, zasługiwał na karę, a ta, choć wyjątkowo perfidna, z całą pewnością nie mogła mu wyrządzić żadnej stałej szkody, poza paroma siniakami po upadku z łóżka.

- Trafiłam do piekła…. – mruknęła Rose, gdy Elaine stojąca obok niej zgięła się w pół, śmiejąc się tak bardzo, że na jej policzkach pojawiły się łzy.

- Już jestem! – do pokoju wpadł Frank Longbottom trzymając w dłoniach coś, co do obłudy przypominało mugolską kamerę.

- Rosie! Rosie! Koooocham cię! Jakiee ona ma piękneee oczy! Rooosie zróbmy sobie dzieci… Bedziemy mieć piękne dzieciii… Chcę mieć twoooje dzieci… Taka piękna! Rose! Kochasz mnie? Ja ciebie koooocham!

- Nie pozwolę mu o tym zapomnieć… do końca jego mizernych dni… – powiedziała Elaine, próbując opanować śmiech, ale nie wychodziło jej to najlepiej. W tym momencie nawet Rose, choć początkowo zszokowana i przerażona, teraz powoli zaczynała się uśmiechać.

Scorpius, tak zupełnie bez hamulców, wstydu, czy świadomości, to był z całą pewnością przyjemy i bardzo rzadki widok. I choć Rose nigdy nie przyznałaby tego na głos, miło było usłyszeć, że właśnie ten Scorpius, bez świadomości i wstydu, nadal ją kochał, nadal uważał ją za piękną i wartościową. I w tym momencie była zdeterminowana, by mu się odpowiednio odwdzięczyć, gdy tylko wróci do trzeźwości umysłu.

- Ile to potrwa? – zapytała Rose rozbawionym głosem.

- Parę godzin – odpowiedział Draco. – Do paru dni. Zależy od osoby.

- Parę dni?! – powtórzyła Rose.

- To jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe – wysapała Elaine, śmiejąc się tak bardzo, że z trudem łapała oddech.

 

 

***

Angus & Julia Stone – Wherever you are

- Myślę, że mam jedną – powiedział Jamie stawiając kilka kroków do przodu, uśmiechając się łobuzersko.

Eva spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami, jej serce zabiło mocniej, gdy stanął nagle tuż przed nią i złapał ją za ramiona. Nie wiedziała, co zamierzał zrobić, ale nie podobał jej się sposób, w jaki ją trzymał ,w jaki na nią patrzył. Miała ochotę uciec, ale jej nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Nachylił się nieco i uśmiechnął złowieszczo.

Obrócił jej ciało twarzą w kierunku komika, który znajdował się po lewej stronie.

- Nad kominkiem powinnaś powiesić portret swojej mamy – powiedział jej do ucha. – Byłaby całkiem dumna z tego, co tu zrobiłaś, Ella.

Eva czuła jak jej serce nadal biło mocno w jej piersi. Zdecydowanie nie lubiła niewielkiego dystansu, który dzielił jej plecy z jego torsem, ale jak zahipnotyzowana nie ruszyła się z miejsca. Czuła sie przynajmniej nieswojo.

- Dlaczego Ella? – zapytała nagle. To pytanie nurtowało ją od dłuższego czasu i tym razem zamierzała otrzymać na nie dokładną odpowiedź.

Nie musiała na niego patrzeć, by wiedzieć, że uśmiechał się teraz łobuzersko.

- Eleonora odkryła mugolską artystkę, Ellę Fitzgerald i była absolutnie zakochana w jej głosie. Słuchała jej bez przerwy. Od razu żałowała, że nie nazwała cię Ella i kiedy tylko Willy nie słyszał próbowała cie przekonwertować na nowe imię.

- Moja mama nie zrobiłaby niczego wbrew tacie – oburzyła się Eva odwracając sie energicznie w stronę Jamiego.

- Zapominasz, że była Ślizgonką – odpowiedział lekko, niezrażony jej irytacją.

- Powinniśmy wracać. Tata będzie się martwił, że naprawdę zrobiłam ci krzywdę, a coraz poważniej to rozważam – powiedziała po chwili i ruszyła w stronę wyjścia.

 

********************

Rozdział krótki, ale milutki(mam nadzieję).  Urodzinowy minirozdział dla Cammie, więc proszę mi tu nie mówić, że krótko, bo wiem, że krótko. Tylko tyle zdążyłam napisać.

Kocham was moje drogie czytelniczki,

Pochłonięta dziwnym nastrojem,

Hippie.

24 Komentarze

  1. JESTEM ZŁA, MÓJ TELEFON USUNĄŁ MÓJ DŁUGI KOMENTARZ. CZEKAM AŻ BĘDĘ MOGŁA UŻYĆ PC. |||||||:

    • MÓJ POWRÓT PO EGZAMINACH, YAY!
      Jamie, łapy precz od Evy. Ona ma być z Albusem! D: Chociaż scena zazdrości w wykonaniu Sev’a byłaby zabawna lolsy XDXD
      Scorpius, kc coraz mocniej. Niech nazwą kota Kefir, to piękne imię D: Kiedyś nazwałam tak z kol bezpańskiego kotka xD Scorpius na haju chce mieć dzieci, mrawmru no xD To kochane *0*
      Ociepanie, brakowało mi Kukiełek. Już nigdy więcej egzaminów! ;;
      Hippie, co z sektą? :<
      Kckc,
      Universe. :3

      • Hihihi, no przecież tylko jej pokazał, gdzie powinna powiesić portret Eleonory, wy zboczuchy. Od razu jakieś tu podejrzenia o pocałunki i Merlin wie co jeszcze :P
        Scorpius tak, zaskoczył, chyba go lubię jeszcze bardziej na haju :D
        A sektę otwieramy, tak tak, ale wiesz, nie tak publicznie, bo zaraz na nas tu FBI albo cos wleci, hehe

        xoxo
        Hippie

  2. Najlepszy. Prezent. Ever.

    Najpierw mi było szkoda, że przerwałaś scenę Evy i Jami’ego ( w takim momencie >!< ) , ale potem…
    KWIIIIIIIIIIIK !!!!!

    "- …lubię koty… Kicie są fajne…. Taaakie… Taaakie miauuuuuuuuuuuu…" i dalsza treść.
    Ómaruam, że tak to ujmę

    Dziękuję, dziękuję, dziękuję :D

    Pozdrawiam, tulę, całuję
    Cammie

    (Wciąż z bananem na twarzy.)

    • :D Ja lubię dawać najlepsze prezenty ever :D
      No cóż, jak już kwiczycie przez komputerem, to znaczy że jest dobrze, hehe :D
      Bardzo się cieszę, że rozdział ci się podobał :)

      Cała przyjemność po mojej stronie. czego ja bym dla was nie zrobiła dziewczęta ? :P

      xoxo
      Hippie

  3. Padłaaaam :D Dobrze, że Frank to nagrał (wyobrażam sobie odtwarzane tego podczas jakiś uroczystych urodzin Scora i wyraz jego twarzy).
    Jestem taka dumna z Evie (Grace jak dorośnie też będzie). A co Jamiego … kto by pomyślał… :) (chociaż ja zawsze miałam do niego słabość)

    • Nom, chłe chłe, będziemy dręczyć Scorpiusa nagraniem aż do starości mwahahaha. O nie! zespoilerowałam, że Scorpius dożyje starości. damn! No nic, będę musiała z tym żyć :P

      Hihi, nieźle to wykombinowałam z wstawką co? :D

      Buziaki,
      Hippie

  4. Ja też chcę urodzinowy roooozdział!
    Bardzo się cieszę, że tak szybko dodałaś ten. Według mnie, rozdziały mogą być krótsze, byle dodawane czesto.
    Myślałam, że on ją pocałuje! Świetnie to wykombinowałaś z tą Scorpiusoworosową wstawką tą obrazową scenę w siedzibie fundacji. Wybacz, że komentarz taki nie składany, ale padam z nóg.
    Asia
    P.S. Urodzinki 11.05., więc masz pretekst do szybkiego pisania i wstawiania.;-)

    • No jak urodziny, no to notka musi być :)
      mam akurat fale weny, więc i może rozdział po twoim urodzinowym pojawi sie w miarę szybko :D
      Cieszę się, że spodobał ci się mój mały „zabieg” wpędzający was w niepewność :)

      xoxo
      hippie

  5. Och och och koooocham kotki ^^ są śliczne, cudowne i rudo-blondaskowe ♥ nie no rozwaliłaś mnie Scorem :D
    Jamie, łapy precz od Evusi!
    Co tam u Draco poza tym ze leje z własnego syna? ;)
    Chcę więcej Weasleyow :D weź jakis zjazdzik rodzinny albo co bo az tęskinie za calą Weasleyowo-Potterowo-Malfoyową rodzibką w komplecie ^^ ja wiem ze urodziny Moly były niedawnoe ale…
    Pozdrawiam cieplutko~ pisząca z telefonu, wkurzona na to ustrojstwo Mała Mi

    • Ja też, a nie mogę mieć bo moja brzydsza połowa sie nie zgadza, chlip chlip…
      Powiem tyle, niedługo zobaczymy więcej Weasleyów, ale pamiętajcie, uważajcie, czego pragniecie….

      Buziaki,
      hippie

  6. Hihi…Ja się nie śmieje, nic z tych rzeczy , ….hahahahahhahahnahahhahahahahshshshshshzhzhh nie mogę serio? KOTY?hahzhahhzhzhzhzhzhahzhhz Mrauu Scorpius jaki kociaki;D Powiem tak Ewa ma ciekawe pojęcie słowa ,nieswojo, hahahhahahahahhahahahahahahahahahahahahahaahhahahahahahahahahsahzhhahahahahahahahahahahahahahahahahaahah. Wiem, wiem mój jakże inteligentny komentarz składa się z samego hahzhahhzhzhzhzhzhahzhhz ale ja na prawdę nie mogę nic napisać bo nie mogę opanować ataku śmiechu. Weszłam sobie na kukiełki ,a tu BUM ! 75 rozdział ( niedługo setny) Czytam i dochodzę do momentu o kotach . Powiem tak wybuchła takim śmiechem ze akurat kolega wszedł przez wejściowe drzwi bo ja genialna nie zamknelam;) i wbiegł do salonu z miot wynajmując nią na oślep :D mam ciekawych znajomych hehe tak… Eva tez taka miau. Jamie w końcu (prawie )przeszedł do akcji ;) ^^ Tak trzymać stary, tak trzymać^^, Pozdrowienia ,Sama wiesz kto ( spokojnie nie voldek tylko ja xD )

    • Pisałam z telefonu i mam taką za przeproszeniem cholerne aplikację która poprawia słowa grrrr

      • Ciesze się, że rozbawiam was do łez :D :D ;D

        Chciałam was trochę potrzymać w napięciu, przerywając scenę z Jamiem :D

        A co tej cholernej aplikacji, to wierz mi, ja wiem jak to boli. Kiedyś napisałam sms do matki mojego lubego. Chciałam napisać books(książki) a poprawiło mi na boobs(cycki). Przebij to :/ Wierz mi, my tu mamy cały Zakon przeciwników autokorekty :P

        xoxo
        Hippie

        • Hahhaahhahhahahaha Szczerze ? Ja raz miałam sytuację i pisalam do koleżanki : Wesołych świąt Aneto i wyszło mi Wesołych świąt kompleksie HAHAHHA |:D

  7. Zdechłam byłam ze śmiechu!!!
    Too z kootkaamii byyło piękneee…to całkiem było piękne…bardzo piękne dzieci mieć będą…takie rudo-białe kotki…słodko…kohaaam koootki…i rude teź…i blondziastych…jestem na haju, chodź ze mną do raju…hihihaaha…i Evuś też…piękne…kocham waasss mojeee panie…na wasz widok serce STAAJEE…złap pannę młodą za uzdę…HAHIIIHAHIHA…

    tooo jaaa tyyyp nieeepokorny….
    czyyylii Kryha

    • Poprzedni komentarz pisany był po przedawkowaniu marsjanek. Nie zwracajcie na to uwagi, czy coś.
      Teen rozdział jest fenomenalnie cuudny!!! Scorpius czuje się nieswojo. Do złudzenia przypomina zachwyconą mnie. I kocha kotki…Hippie, czy to nie było spowodowane twym żalem z braku kota? I noowy budynek fundaacji . Czuudo…
      I skoro to urodziny Cammie to very plis stend ap i śpiewamy: hepi bebzdej tu juuuu, niech jej gwiazdka pomyślnościii, hepi bebzdej tuuuu juuuuuu…ja w prezencie moge ci kota kurierem wysłać…mwahhaaha

      To, ten teges…TO JA HAHAHIHAHIA
      Mamuśka Kryha

      • Tak, dokładnie, ja nie mogę mieć kotków, to Scorpius tez nie i niech mu żal tyłek ściska, o! :P
        Ciesze sie, że rozdział sie spodobał, a do piosenki chętnie sie dołączę.

        HEEEEPI BERSDAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAY TO YOUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!
        Powinnyśmy założyć zespół. Byłybyśmy świetne. Może Jamie zgodziłby sie na współpracę :P:P

        xoxo
        Hippie

        • Zróóóób jakiegoś kooootka pleaseeeeee…dla mnie na ukojenie…zostałam zainstalowana w szpitalu a tu nawet kociego kłaka mieć nie można…
          Zespół jak najbardziej! Uczę się grać na gitarze, a jeszcze jak moja siostrzenica będzie tańczyć, to podbijemy world normalnie (bo świat do tej wypowiedzi mi nijak nie pasował).

          Boleśnie pod kroplówą leżąca,
          Krysia

          • Coooo? A czemu w szpitalu? Nie lubię tego. Mam nadzieje, że szybko cie wypuszczą i że będziesz miała miłą pielęgniarkę!!! No dla ciebie, to może i kotka gdzieś wlepię, ale jeszcze nie w następnym rozdziale, bo już go napisałam i kot mi się już nigdzie nie wciśnie :/

            Ty z gitarą, ja z harmonijką, twoja siostrzenica jako tancerka. Zapiszemy się w historii. Ja to czuję :D

            xoxo

            • Niezidentyfikowane omdlenia. Również nie lubię tego miejsca. Byłoby lepiej, gdyby zostawili moje żyły w spokoju. A pielęgniary – zależy która ma dyżur. Dzięęęęki ciiii zaaaa kociej fizjonomiiiii czaaaaar…kiedyś tam, kiedyś.
              Zrobimy takie show, że klękajcie narody…nasze prawnuki to będą wspominać…a królowa Elżbietka, Obama i Komorowski poproszą nas o autograf :-P

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.