71. Wszystko dobre…

Po pierwsze, wielka dedykacja dla KK, która przeczytała bloga w zaledwie dni!

Po drugie, rozdział dedykuję także Werg i Fantazyjnej.

***

Angus and Julia Stone – Take you away

 

W pokoju panowała cisza, zmącona jedynie równomiernym oddechem Scorpiusa i jej własnym, nieregularnym. Był ranek i choć nie spała od dłuższej chwili nie podniosła się z miejsca. Było jej dobrze w ramionach Scorpiusa. Lubiła patrzeć, kiedy spał. Był zawsze tak spokojny, wyglądał tak niewinnie, jak śpiący anioł.

Uśmiechnęła się lekko do swoich myśli. Scorpiusa można było opisać wieloma słowami, ale niewinny nie był jednym z nich. Patrząc na niego musiała przyznać, nie trudno było uwierzyć, jak wielu kobietom się podobał. A jednak wybrał ją.

Spojrzała na zegarek na stoliku, który wskazywał kilka minut po godzinie ósmej. Zazwyczaj o tej porze jadła śniadanie w pośpiechu, by zdążyć na czas na ostatnie wykłady przed egzaminami. Sama nie mogła się nadziwić, jak poważnie zaczęła traktować szkołę w ostatnich kilku miesiącach. Może wreszcie zaczęła dorastać, traktować życie poważnie, traktować życie, jakby nie miało się jutro skończyć. Może wreszcie pozwoliła sobie myśleć, że gdzieś tam jest dla niej jeszcze jakaś przyszłość? Trudno było jej uwierzyć, że miłość jest wieczna, ale w tym trudnym dla niej czasie naprawdę chciała wierzyć, że Scorpius będzie przy niej już na zawsze.

Tego dnia, tak jak i dnia poprzedniego, nie wybierała się na wykłady. Wszyscy zapewne zdążyli już przeczytać poruszające wywody Albusa na łamach Proroka. Nie zniosłaby tych wszystkich szeptów za plecami i wcale nie dyskretnych spojrzeń. I wiedziała, że tu będzie z nią Scorpius, tak jak i był dnia poprzedniego, zupełnie zapominając o pracy. Wątpiła, by Draco miał coś przeciwko, znając sytuację. Tak, jak przewidziała Rose nie poprzestano na jednym wywiadzie w Proroku. Gdzy tylko inne brukowce zwęszyły sensację, ukazała się cała seria artykułów o Rose, wyliczając jej domniemanych kochanków, imprezy. Było kwestią czasu, gdy ktoś dokopał się do Grega i Pierre’a. Wiedziała, że gazety zamierzają drążyć temat, aż do znudzenia, a to oznaczało, że zdecydowanie zamierzała ukrywać się przed światem, aż do momentu, gdy dadzą sobie spokój. Pomijając egzaminy oczywiście. Nie miała ochoty na długie rozmowy z rodziną, które w głównym zamierzeniu miały ją pocieszyć, ale tak naprawdę sprawiały, że czuła się jeszcze gorzej. Była wdzięczna, że tym razem nie byli zbyt nachalni w prośbach o rozmowę. Może fakt, że nie była sama dodawaj im nieco otuchy, uspokajał nieco.

Nagle rozległo się pukanie do okna. Rose podniosła leniwie wzrok i od razu wyskoczyła z łóżka, nie zważając na to, że przypadkowo kopnęła Scorpiusa w łydkę.

- Merlina w sercu nie mają, o tej porze sowy wysyłać – mruknął zaspany Scorpius.

- To ze szkoły – wymamrotała zmartwiona Rose otwierając okno.

Dumna brązowa sowa wyciągnęła nóżkę z listem, a gdy tylko Rose odebrała przesyłkę, nie czekając na odpowiedź odleciała. Już po chwili Scorpius stał tuż obok niej, a Rose obrzuciła go karcącym spojrzeniem.

- Mówiłam ci, żebyś nie paradował nago przy oknie. Wiesz, ze pani White lubi sobie szpiegować sąsiadów. Wcale się nie zdziwię, jeśli po wszystkich artykułach w gazetach zamontowała specjalna lupę z widokiem na moje okno.

- Niech się przygląda. Też bym się przyglądał, gdybym był na jej miejscu. Właściwie, mógłbym to sobie zapisać, jako dobry uczynek. Stara kobiecina zapewne nie ma za wiele rozrywek…

Rose pokiwała głowa z dezaprobatą, uśmiechając się lekko.

- Terminy egzaminów? – zapytał wskazując głowa kopertę.

- Nie, wszyscy znają terminy od miesiąca – mruknęła Rose. – To na pewno coś złego. Nie przysyłają ci sowy bez powodu.

Wpatrywała się w kopertę nie do końca wiedząc, czego się spodziewać.

- Zamierzasz otworzyć?

- Zamierzasz się ubrać? Zaraz jej oczy wyjdą.

- Zazdrosna o staruszkę? – zapytał uśmiechając się łobuzersko.

- Chciałbyś – mruknęła Rose spoglądając ponownie na kopertę. Otworzyła ją powoli, czując ciepłe ramiona Scorpiusa wokół jej tali, a jego usta na swojej szyi.

- Że co? – warknął Scorpius po chwili,  czytając list przez jej ramię. – Nie mają prawa! Nie mogą!

- Własnie to zrobili – mruknęła z niedowierzaniem Rose.

 

 

***

Angus and Julia Stone – Wherever you are

- Wyglądasz markotnie – zauważył Willy stojąc w drzwiach jej domowego biura. – Powinienem się martwić? Znowu Albus?

- Och, a kiedy to nie był Albus! – odpowiedziała zirytowana, po czym westchnęła głośno. – Przepraszam, tatku.

- Evuś, wiesz, że nie dadzą mu Grace. Chyba się tym nie martwisz?

- Nie chodzi tylko o Grace – westchnęła cicho Eva wbijając wzrok w mały stos dokumentów leżących przed nią na biurku. Miała jeszcze mnóstwo pracy, ale zupełnie nie mogła się skupić na formach i fakturach. Zbyt wiele się działo, by myśleć o pracy. Nadal nie mogła uwierzyć, że w ciągu zaledwie jednego poranka wszystko tak cholernie się popsuło! – James, Natalie, Rose… Czasem się po prostu zastanawiam…

- Tak? – zapytał Willy po chwili milczenia.

- Czy on naprawdę aż tak mnie nienawidzi, że jest w stanie nawet niszczyć swoją własną rodzinę… Kiedy trzymałam pozew po raz pierwszy i czytałam paragraf o Rose, nie mogłam uwierzyć, że posunąłby się tak daleko…

- Eva – przerwał jej Willy. – Oboje wiemy, że Albus cię nie nienawidzi. Nie bronię go, co to, to nie. Ucieszyłbym się, gdyby wyprowadził się gdzieś na drugi koniec świata i dał ci spokój. Ale myślę, że oboje wiemy, właściwie to nie tylko my, że Albus nadal cię kocha i próbuje robić wszystko, by zwrócić na siebie twoja uwagę, nawet jeżeli sam nie jest tego świadomy.

Dziewczyna spuściła wzrok i westchnęła cicho. Wszyscy zdawali się być tego samego zdania. Ale ona sama nie mogła tego zobaczyć. Jak Albus mógłby ją kochać i robić te wszystkie okropne rzeczy? I gdyby naprawdę ją kochał, czy nie zostawiłby Mary, choćby z czystej przyzwoitości, by dać jej szanse na prawdziwą miłość? Gdyby naprawdę kochał ją i Grace, czy nie starałby się być w ich życiu, tak jak powinien? Czy jego obecność nie stałaby się czymś naturalnym i przyjaznym, zamiast obcym i dziwnym? To wszystko nie miało sensu.

W tym samym momencie do okna podleciała sowa i zapukała cicho. Dziewczyna podniosła się z miejsca i  wpuściwszy ptaka do środka, odczepiła liścik od jego nóżki. Zmarszczyła nos czytając nieprzyjemne wieści.

- Stało się coś? – zapytał Willy.

- Rose została zawieszona w prawach ucznia. Za hańbienie szkolnego munduru… Nie dopuszczą jej do egzaminów… Będzie musiała powtarzać rok… Musze tam iść!

- Tak właściwie to przyszedłem ci powiedzieć, że masz gościa – powiedział spokojnie Willy. – Po za tym dobrze wiesz, że Rose cię nie wpuści. I nie martwiłbym się o to zbytnio. Chyba nie sądzisz, że Astoria pozwoli na taką niesprawiedliwość? Całkiem jej się spodobał powrót do zawodu.

- Zapewne masz rację. Wciąż nie mogę uwierzyć, że przez tyle lat nam nie wspomniała, że skończyła prawo na Uniwersytecie Godryka. Z wyróżnieniem! – oburzyła się Eva siadając ponownie w fotelu za biurkiem.

- Znasz Astorię. Nie lubi się popisywać – wyszczerzył się Will.

- Więc co to za gość?

- Jamie – powiedział niepewnie Willy.

- Nie możesz mu powiedzieć, że umarłam, czy coś? – jęknęła Eva prostując dokumenty na biurku.

- Obawiam się, że Grace zdążyła mu już powiedzieć, że masz się świetnie.

- Zostawiłeś go z Grace?! – niemal pisnęła Eva.

- I Larsem – odpowiedział defensywnie Willy. – On naprawdę nie jest aż taki zły. To naprawdę miły chłopak.

- Był, masz na myśli. To był miły chłopak dwadzieścia lat temu. Powiedz mu, że go przyjmę. Dzięki Merlinie, mam umówione spotkanie w drukarni. Będę miała wymówkę, by się go pozbyć.

Willy pokręcił głową nieco rozbawiony i zniknął za drzwiami.

- Ella! – usłyszała po chwili i leniwie podnosząc wzrok westchnęła cicho.

- Dzień dobry, panie Ellsworth. Będę szczera, nie mam za wiele czasu, więc może przejdzie pan do sedna.

- Czytałem dzisiejszą gazetę.

- Pasjonujące – odpowiedziała Eva bez krzty emocji. Nie zamierzała wdawać się z nim w dyskusje, był aż nazbyt wścibski. I miała przeczucia, którą dokładnie sekcję w gazecie miał na myśli. I wcale nie zamierzała z nim o tym rozmawiać.

- Nigdy nie wspomniałaś, że Grace jest córką Pottera.

- Moje życie prywatne, to nie pańska sprawa. Jeśli nie ma pan nic do powiedzenia na temat fundacji, obawiam się, że to spotkanie jest zakończone – powiedziała nieco oschle Eva. Nie lubiła rozmawiać o Albusie z przyjaciółmi. Dlaczego miałaby chcieć rozmawiać o nim z kompletnym nieznajomym, który tak bezceremonialnie wprosił się w jej życie?

Blondyn jedynie uśmiechnął się łobuzersko, rozsiadając się w fotelu naprzeciwko niej.

- Chciałbym przekazać fundacji pół miliona galeonów – powiedział nieco znudzonym tonem.

Eva wypuściła z rak pióro tworząc ogromny kleks na jednej z faktur.

- Co?

- Pół miliona galeonów – powtórzył blondyn uśmiechając się tryumfalnie.

- Nie mogę tego przyjąć.

- Nie możesz, czy nie chcesz?

Eva popatrzyła na niego podejrzliwie. Miał racje. Nie chciała przyjąć od niego tak wielkiej sumy, ale Scorpius tyle razy jej powtarzał, że w fundacji musi być bardziej, jak Ślizgonka.  Że duma jej tu nic nie pomoże i każda dotacja się liczy. I dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę, że młody Malfoy miał rację, ale gdy chodziło o Jamiego Ellswortha, ciężko było jej wyzbyć się dumy.

- To nie są pieniądze z jakichś podejrzanych interesów?  - zapytała w końcu.

- Nie. Moje ostatnie pieniądze – powiedział wyraźnie z siebie zadowolony.

- Dlaczego miałbyś oddać mojej fundacji swoje ostatnie pieniądze? – zapytała podejrzliwie Eva.

- Może skusiłabyś się wtedy na drinka ze śniadaniem – odpowiedział uśmiechając się łobuzersko.

- Do widzenia, panie Ellsworth – powiedziała Eva uśmiechając się aż nazbyt słodko, po czym podniosła się z miejsca i ruszyła w kierunku drzwi.

- Czekaj! – złapał ją za nadgarstek. – Rozwodzę się.

- Muszę przyznać, że jestem raczej zaskoczona – odpowiedziała Eva chłodno, przypominając sobie ich pierwsze spotkanie. Poczuła do niego jeszcze większą odrazę wiedząc, że gdy tak bezceremonialnie zaoferował jej miłosny trójkąt, był żonaty, a jego towarzyszka zdecydowanie nie wyglądała na żonę.

- Wiem, ja też się tego nie spodziewałem.

- Przepraszam, powinnam wyrazić się jaśniej. Miałam na myśli, że jestem raczej zaskoczona, że znalazła się kobieta, która chciałaby cię poślubić – powiedziała Eva, czując się nieco zawiedziona swoim niemiłym komentarzem, lubiła uważać sie za profesjonalistkę, jednocześnie usprawiedliwiając się jego okropnym zachowaniem.

- Miau! – zaśmiał się Jamie.

Eva zmarszczyła nos, nieco zawiedziona, że jej komentarz wcale go nie poruszył, wręcz przeciwnie.

- Może mi więc wyjaśnisz, dlaczego potrzebujesz się pozbyć pół miliona galeonów? Bo bądźmy szczerzy, potrzebujesz się ich pozbyć.

- Zdradzała mnie – powiedział cicho Jamie, nieco poważniej niż zwykle. – Wiem, co sobie myślisz, wcale nie byłem lepszy. Ale jeśli musisz wiedzieć nawet nie tknąłem innych kobiet, dopóki nie przyłapałem jej z kumplem z zespołu.

- Przykro mi – mruknęła Eva, nieco speszona swoimi wcześniejszymi komentarzami.

- Niepotrzebnie. Najwyraźniej była zwykłą dziwką i moje życie jest znacznie lepsze bez niej – wyszczerzył się. – Jednakże jest jeden mały szczegół, który nie pozwala mi być do końca szczęśliwym z powodu rozwodu. A mianowicie nie mam dowodów na jej zdrady, a jak się okazuje, po złożeniu pozwu rozwodowego nadal byliśmy, jesteśmy, małżeństwem, więc ona ma dowody na kilka moich romansów. W świetle prawa to moja wina, że małżeństwo się rozpadło. A  skoro nie mieliśmy umowy przedślubnej, będę jej musiał oddać przynajmniej połowę majątku. Kate wyszła za mnie tylko dla pieniędzy, więc zdecydowałem, że nie dostanie ani grosza. Sprzedałem wszystkie nieruchomości przypadkowym bezdomnym spotkanym na ulicy, po dwa knuty każdy. Wszystkie siedem domów. Sprzedałem moją część praw autorskich do Wicked White Cat wielodzietnej rodzinie w Hogsmeade. Za  jednego knuta. Większość pieniędzy z kont roztrwoniłem na imprezy i porozdawałem przypadkowo spotkanym ludziom spotkanym na ulicy. Dziś rano przelano mi na konto zaległą zapłatę za reklamę. Muszę się pozbyć pieniędzy do jutrzejszej rozprawy. I wtedy pomyślałem o tobie. Ale jeśli upierasz się, że nie możesz ich wziąć, będę musiał je dać striptizerce w klubie…

- Dobra – powiedziała Eva wyciągając kawałek pergaminu z jednej z szuflad w biurku. Nie czuła się komfortowo pomagając Ellsworthowi w pozbawieniu jego żony tego, co jej się prawnie należało. Ciężko było jej uwierzyć w historię o zdradzie, choć musiała przyznać, że Ellswotrth brzmiał bardzo przekonująco. W każdym razie, lepiej fundacja niż striptizerka, prawda?  – Wypełnij to. I nie zapomnij się podpisać na dole strony. Jeszcze dziś wyślę to do Gringotta.

- Powiedziałem ci moją historię, może ty opowiesz mi o Potterze? – zaczął Jamie zerkając na nią znad wypełnianego pergaminu.

- Naprawdę nie ma aż tak wiele do opowiedzenia.

- Myślałem, że syn Harry’ego Pottera poczułby się do odpowiedzialności i przynajmniej postarałby się dać dziecku rodzinę.

- Zerwaliśmy, zanim dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Małżeństwo byłoby jednym wielkim nieporozumieniem i z całą pewnością nie skończyłoby się niczym dobrym – odmruknęła Eva.

- Przez twoją kuzynkę?

- Mary nie miała  z tym nic wspólnego – odpowiedziała stanowczo Eva świdrując go wzrokiem. – Czemu cie to w ogóle interesuje?

- Wiem, że Elsa i Eleonora nie żyły ze sobą zbyt dobrze. Wiem też, że Elsa była tak rozgoryczona, że zamknęła cię w sierocińcu.

- Mary wcale nie jest taka, jak Elsa. Tak właściwie to bardzo miła dziewczyna – odpowiedziała Eva lekko zdenerwowana. – Mary o niczym nie wiedziała dopóki nie urodziła się Grace. A odkąd się dowiedziała prawie nie rozmawia ze swoją matką, co mnie wcale nie cieszy. Tak, wychowałam się w sierocińcu, ale naprawdę miałam szczęśliwe dzieciństwo. Wiem, że to wszystko może brzmieć nieco abstrakcyjnie, ale mimo wszystko zawsze miałam i mam szczęśliwe życie. Spotkałam naprawdę wspaniałych przyjaciół. Odzyskałam ojca, dostałam Grace. O nic więcej nie mogłabym prosić.

Blondyn uśmiechnął się lekko.

- Hm… Grace to super dzieciak.

Eva uśmiechnęła się pod nosem.

- Przynajmniej w jednym się zgadzamy.

***

Jason Mraz – Frank D. Fixer

Astoria szła przed siebie pewnym krokiem. Wiedziała dokładnie, co musiała zrobić i jak tego dokonać. To miał być długi dzień i miała nadzieje, że owocny. Trzy spotkania by wszystko wyprostować w jeden dzień. Trudne, ale do zrobienia. Draco w nią wierzył, Scorpius w nią wierzy, Elaine w nią wierzyła. Nawet Narcyza.

Jej serce biło mocno, wyszła z wprawy przez te dwadzieścia lat, ale nie bez powodu była Ślizgonką. Stanęła przed drzwiami gabinetu, odwracając się za siebie słysząc kroki.

- Eva! Dobrze, że już jesteś! – ucieszyła się Astoria.

- Powiesz mi w końcu, po co tu jesteśmy? – zapytała jeszcze nieco śpiąca Eva.

- Potrzebuje cię, by przekonać dyrektorkę do Jamesa i Natalie.

- Mnie?

- Pani Malfoy, panno Monae, przyszłyście wcześniej. Doskonale. Zapraszam do mojego gabinetu – drzwi otworzyły się i stanęła w nich pulchna kobieta o kręconych blond włosach.

Jej gabinet był skromny, białe ściany, biurko po środku, kilka szafek z dokumentami obok okna po prawej stronie. Ściana wypełniona zdjęciami dzieci.

- Proszę usiąść – pani Simons usiadła w fotelu za biurkiem, wskazując Astorii i Evie fotele naprzeciwko siebie. – Muszę przyznać, byłam raczej zaskoczona pani prośbą o spotkanie, pani Malfoy. Nie potrafię sobie wyobrazić, w czym mogłabym być pomocna?

- Chodzi o adopcję – odpowiedziała Astoria.

- Hmm. Cóż, będę szcza. Pani mąż jest znanym Śmierciożercą, więc niestety w państwa wypadku obawiam się, że adopcja nie wchodzi w grę – odpowiedziała grzecznie pani Simons.

- Och, proszę wybaczyć – uśmiechnęła się Astoria. – Źle się wyraziłam. Chodzi mi o adopcję przez Jamesa i Natalie Potterów. Jestem ich pełnomocnikiem.

- Och… wie pani, to bardzo skomplikowana sprawa. Jak pani wie, rodzina Potterów jest w centrum skandalu…

- Wywołanego przez Albusa Pottera, tak, jestem świadoma, jednakże nie sądzę, aby miało to cokolwiek do czynienia z rodzicielskimi zdolnościami Jamesa i Natalie.

- Rozumiem pani stanowisko, jednakże ja muszę dbać przede wszystkim o dobro dzieci…

- Dlatego poprosiłam Evę, aby mi dzisiaj towarzyszyła. Nie wiem, czy jest pani świadoma, że Eva wychowała się w sierocińcu. Mieszanym sierocińcu, magiczny sierociniec był w trakcie budowy. Ja i mama Evy byłyśmy bliskimi przyjaciółkami, więc po śmierci rodziców Evy chcieliśmy ją z mężem adoptować. Z oczywistych powodów nam odmówiono. Nie mamy o to żalu, rozumiemy sytuację…

- Pani Malfoy, proszę wybaczyć, że przerywam, ale nie widzę związku ze sprawą.

- Eva ma więcej powodów, by nienawidzić Albusa Pottera, niż ktokolwiek inny. Kiedy była w ciąży, nie interesował się nią, nie odwiedzał w szpitalu, kiedy niemal umarła przy porodzie… Cóż nie zachowywał się, jak należy. Nie odwiedzał córki, a kiedy już to robił, za każdym razem kosztowało to Evę emocjonalny dramat.  Jestem pewna, że pani słyszała tą historię.

- Tak, słyszałam, i bardzo mi przykro. Nadal jednak nie widzę związku.

- Eva, czy uważasz, że James i Natalie będą dobrymi rodzicami? Wychowując się w systemie, czy uważasz, że dzieciaki powinny trafić do Potterów?

- Panna Monae nie jest ekspertem! – oburzyła się pani Simons.

- Jedyne, o co proszę, to żeby pani wysłuchała, co Eva ma do powiedzenia – poprosiła grzecznie Astoria.

- Dobrze. Proszę – odpowiedziała pani Sions spoglądając podejrzliwie na Evę.

- Chciałabym, żeby mnie pani dobrze zrozumiała, pani Simons. Nie byłam całkowicie nieszczęśliwa w sierocińcu. Tak, miewałam gorsze dni i nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie mogłam zamieszkać z Malfoyami, ale także w sierocińcu poznałam trójkę swoich najlepszych przyjaciół, którzy wspierali mnie w najgorszych momentach mojego życia. Jeśli chodzi o Jamesa i Natalie… Jak wspomniała ciocia, mam więcej powodów, by nienawidzić Albusa, niż ktokolwiek inny. Albus nie jest dobrym ojcem, nie interesuje się Grace. Ale James i Natalie… Zanim zaszłam w ciąże spotkałam ich tylko raz, ale kiedy kiedy trafiłam do szpitala po raz pierwszy byli u mnie codziennie. Podobnie, jak reszta rodziny Potterów. Wiem, że łatwo jest osądzić całą rodzinę na podstawie jednej osoby, ale James jest naprawdę inny niż Albus. Wie pani, kiedy przyszli tu po raz pierwszy i zobaczyli trójkę rodzeństwa, którzy mieli nikłe szanse na adopcję razem… James powiedział, że pomyśleli wtedy o mnie i o Harrym, i o moich przyjaciołach. I po prostu wiedzieli, że to są ich dzieci. I ja wiem, że system szuka idealnych rodzin, ale wiem, że nawet jeśli James i Natalie nie dostaną pozwolenia na adopcję, będą tu tak często, jak pani pozwoli, starając się dać tej trójce tyle miłości ile zdołają wnieść, tak jak Draco i Astoria postąpili wobec mnie. Ma pani rację, nie jestem ekspertem. Ale jeśli James i Natalie nie zasługują na dzieci, to już nie wiem, kto na nie zasługuje.

- Dziękuję, Eva – powiedziała Astoria powstrzymując uśmiech. – Pani Simons, chciałabym tylko oddać, że James i Natalie są tak bardzo zdeterminowani, by dać dzieciakom dom, że są gotowi przenieść sprawę do Wizengamotu. Nie chcę pani straszyć, broń Merlinie. Ale pomyślałam, że powinna pani wiedzieć. James i Natalie chcą jedynie rodziny.

- Wizengamot? Hm… Nie mogę nic obiecać. Muszę to jeszcze przemyśleć, ale wątpię, czy zmienię zdanie.

- To wszystko, o co prosimy. Kiedy podejmie pani ostateczną decyzję, będę oczekiwać pani sowy – powiedziała uprzejmie Astoria podnosząc się z miejsca. – Dziękuję, że poświeciła nam pani chwilę. Do widzenia.

Eva podniosła się z miejsca i ruszyła w kierunku drzwi za Astorią, rzucając krótkie do widzenia pani Simons.

- Wizengamot? – zapytała cicho Eva, próbując nadążyć za energicznym krokiem Astorii.

- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jeszcze dziś wieczorem otrzymamy pozytywną odpowiedź – wyszczerzyła się Astoria. – Widzisz, jeśli Wizengamot chce znaleźć jakieś nieprawidłowości to je znajdzie. Zwłaszcza, że w radzie zasiada Harry, Hermiona oraz Percy i Arthur Weasley. Nie wspominając o licznych przyjaciołach Harry’ego Pottera, w tym samego Ministra Magii.

- Więc ją chciałaś nastraszyć? – zapytała Eva zdziwiona.

- Bardziej zaszantażować, ale nastraszyć brzmi ładniej – odpowiedziała Astoria mimochodem.

- Wiesz, chyba zaczynam widzieć, dlaczego trafiłaś do Slytherinu – zaśmiała się Eva. – Tak właściwie do czego ja ci byłam potrzebna?

- Jako dodatkową kartę przetargową.  Pani Simons doskonale zna naszą sprawę adopcyjną, miała wtedy staż w twoim sierocińcu, jesteś za mała by to pamiętać. Ja pamiętam, że ona sama płakała nad niesprawiedliwością, jaka ci się przytrafiła. Miała do ciebie słabość. Dodatkowo twoje wyznanie daje jej łatwą wymówkę, dlaczego tak nagle zmieniła zdanie. Ale dość już o pani Simons. Za godzinę mam spotkanie z Albusem i jego prawnikiem.

- Ciociu, jesteś pewna, że to dobry pomysł? Albus jest uparty, nie zmieni zdania. Czemu ma służyć to spotkanie?

- Evuniu, kochanie, musisz mi zaufać – Astoria zatrzymała się przed wejściem do  budynku.

- Nie rozumiem, dlaczego ja nie mogę pójść? Chodzi przecież o moją córkę…

- Odpowiednia taktyka, to cały sekret dobrego prawnika. Po prostu mi zaufaj, wszystko wyjaśnię ci później – powiedziała pewnie Astoria gładząc policzek Evy, po czym teleportowała się z cichym kliknięciem.

 

 

***

Gabrielle Aplin – Power of Love

Albus usiadł wygodnie w fotelu przy małym stoliku. Jego prawnik, pan Andrew siedział tuż obok niego, przeglądając dokumenty i mrucząc pod nosem niezrozumiałe słowa, nie spoglądając choćby raz na Pottera.

Przy stole, naprzeciwko Albusa i pana Andrewsa znajdowały się jeszcze dwa puste miejsca. Już za chwile miały na nich zasiąść Eva i jej adwokat, który poprosił o spotkanie. Albus nie widział większego sensu, ale pan Andrews uznał, że powinni przynajmniej wysłuchać, co Eva miała do powiedzenia.

Potter wpatrywał się w puste miejsce przed nim. Nigdy nie sadził, że kiedykolwiek będzie musiał rozmawiać z Eva za pomocą prawników i pośredników. Kiedy to wszystko tak źle się potoczyło? Wydawało mu się, że psuł wszystko, czego się dotknął. Od niedzielnej awantury z rodzicami po ukazaniu się artykułu w Proroku nie rozmawiał z nikim z rodziny. Nie dziwił się. Wiedział, że wszystko spieprzył. I był naprawdę szczerze zdziwiony, że James nie pozwolił Natalie na więcej, niż podrapanie nieco jego twarzy. Nie zdziwił się, że jego rodzice nawet nie próbowali jej powstrzymać. On sam nawet nie próbował się bronić.

Drzwi gabinetu otworzyły się i stanęła w nich szczupła czarownica o ziemistej cerze i niemal czarnych, ciasno upiętych włosach.

- Pani Astoria Malfoy jest tutaj – powiedziała kobieta.

- Niech wejdzie – odpowiedział pan Andrews.

Albus popatrzył na Andrewsa zdziwiony, ale ten zdawał się być nie poruszony.

- Panie Andrews – powiedziała Astoria uśmiechając się uprzejmie, gdy tylko weszła do gabinetu. – Albus.

- Dzień dobry, Pani Malfoy – odpowiedział Andrews podnosząc się z miejsca. – Czekamy już tylko na pannę Monae.

- Niestety, Eva nie może dziś do nas dołączyć…

- Eva nie przyjdzie? – przerwał jej Albus.

- Eva… Ma ważne spotkanie w sprawie fundacji. Nie mogła przełożyć – powiedziała Astoria niepewnie, uśmiechając się pocieszająco do Albusa.

- A więc możemy zaczynać. Proszę usiąść – powiedział pan Andrews.

- Ale nie ma jeszcze prawnika Evy – zauważył Albus.

Astoria zaśmiała się krótko.

- Przepraszam, zapomniałam, że nie miałam się okazji przedstawić. Mecenas Astoria Malfoy.

Albus popatrzył na nią z otwartymi ustami. Słyszał jedynie, że Eva zatrudniła dobrego prawnika, ale przecież Astoria nie była prawnikiem. Była zoną Draco Malfoya, siedziała w domu, pielęgnowała ogród, podejmowała gości. Albus zawsze uważał ją za elegancką kurę domową.

- Eva nigdy nie wspominała… – mruknął Albus.

Pan Andrews zaśmiał się nieco.

- Chłopcze, przed tobą siedzi jedyna osoba która ukończyła Prawo na Uniwersytecie Godryka z wyróżnieniem w ostatnim stuleciu – powiedział mężczyzna z uznaniem.

- Dziękuję, panie Andrews – odpowiedziała uprzejmie Astoria. – Ale jak wiemy, zebraliśmy się tutaj by omówić kwestie opieki nad Grace.

- Pan Potter żąda całkowitej opieki nad nieletnią Grace Potter, ale skoro panna Monae poprosiła o spotkanie, rozumiem, że macie w zamyśle jakąś ugodę, prawda?

- Oczywiście i ja i moja klientka wolałybyśmy, aby sprawa nie trafiła do sądu ze względu na dobro dziecka – zaczęła Astoria.

- Tak, zdecydowanie byłoby najlepiej dogadać się poza sala sądową – pan Andrews pokiwał twierdząco głową. – Więc co pani sugeruje?

- Bądźmy szczerzy – powiedziała poważnie Astoria. – Sprawa jeszcze nie trafiła do sądu, a my już obaliliśmy wszystkie wasze zarzuty i jestem pewna, że doskonale zdajecie sobie z tego sprawę. Dodatkowo Albus nie ma warunków mieszkalnych dla kilkuletniego dziecka. I to wszystko jeszcze przed oceną sądowego psychologa, który ma ocenić relacje Grace z obojgiem rodziców i chyba wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie będzie ona korzystna dla Albusa.

- Więc co niby proponujecie? – oburzył się Albus. – Że  niby mam się poddać? Eva nawet nie pofatygowała się na spotkanie, żeby mi to powiedzieć w twarz! Nie przyszła, bo uważa, że już wygrała ten proces!

- Nie przyszła, bo nie chciała cię widzieć! – wybuchła Astoria, starając się zachować poważną twarz. Jeżeli Albus miał jedną słabość, była to Eva i Rose; i Astoria zamierzała to wykorzystać na tyle, na ile Albus jej pozwolił. – Przepraszam – dodała ciszej.

- Nie chciała mnie… widzieć? – zapytał zmieszany Potter.

- To nie ma znaczenia dla sprawy. Wróćmy do Grace – powiedziała Astoria wyciągając plik dokumentów ze swojej torebki.

- Pani Malfoy ma racje, kontynuujmy – zgodził się Andrews.

- Nie, ja chcę wiedzieć – powiedział stanowczo Albus.

Astoria westchnęła cicho i popatrzyła na niego przez chwilę zmartwiona.

- Jak wiesz, przez twój artykuł James i Natalie najprawdopodobniej nie dostaną dzieci. Rose, która uważała cię za przyjaciółkę, została ośmieszona i upokorzona przed całym krajem, a to jeszcze nie wszystko!

Pan Andrews poruszył się niepewnie w swoim fotelu.

- Pani Malfoy, nie wydaje mi się, że wpędzanie w poczucie winy mojego klienta, pomoże w rozwiązaniu…

- Co masz na myśli przez to jeszcze nie wszystko? – przerwał mu Albus.

- Rose została zawieszona w prawach studenta. Nie zostanie dopuszczona i będzie musiała powtarzać rok. Ale w najgorszym wypadku… – zaczęła poważnie Astoria świdrując Pottera wzrokiem.

- A w najgorszym wypadku? – zapytał Albus wpatrując się w swoje splecione dłonie.

- W najgorszym wypadku Komitet Honorowy zadecyduje pod koniec lipca, że Rose nie zasługuje na miano studenta i zostanie wydalona z uczelni.

Albus podniósł się z  miejsca i podszedł do okna.

- Muszę się z nią zobaczyć… – mruknął do siebie.

- To raczej niemożliwe – odpowiedziała uprzejmie Astoria. – Rose nie rozmawia z nikim prócz Scorpiusa. Co prawda Scorpius zdołał namówić Rose na spotkanie ze mną dziś wieczorem, skoro będę ją reprezentować w sprawie przeciwko Uniwersytetowi, ale nie sądzę, że byłby bardzo pomocy, jeśli chodziłoby o ciebie. Rozumiesz, prawda?

- Będziesz jej bronić w szkole?

- Spróbuję – odpowiedziała spokojnie Astoria.

- Ehkem… Myślę, że powinniśmy wrócić do sprawy Grace – powiedział pan Andrews patrząc na Astorię znacząco.

- Oczywiście – odpowiedziała kobieta.  – Możemy dojść do porozumienia, Eva nie ma nic przeciwko, by Albus zabierał Grace tak często, jak tylko będzie chciał.

- Zabierał? Tak bardzo nie chce mnie widzieć, że nie wyobraża sobie, żebym przychodził w odwiedziny do niej do domu? – zapytał cicho Albus.

- Trudno mi uwierzyć, że spodziewałeś się czegoś innego, po tym wszystkim co zafundowałeś Rose, Jamesowi i samej Evie – odpowiedziała Astoria patrząc na niego ze zdumieniem.

- Więc rozumiem, że chcecie by Grace nadal mieszkała z matką? – zapytał pan Andrews. – To wcale nie kompromis, wszystko zostanie po staremu. Myśleliśmy z panem Potterem o opiece dzielonej…

- Nie – powiedział Albus podchodząc ponownie do stolika. Pan Andrews popatrzył na niego zdezorientowany, podobnie jak Astoria. – Grace zostanie z Evą. Spotkanie jest zakończone – powiedział Potter i ruszył pospiesznie w stronę drzwi.

- Gratuluję, pani mecenas – powiedział pan Andrews, gdy tylko drzwi zamknęły się za Albusem. – Muszę przyznać, że rozegrała to pani wręcz po mistrzowsku.

- Dziękuję panie Andrews. Życzę miłego dnia – odpowiedziała Astoria uśmiechając się, zadowolona z rezultatu, pełna pozytywnej energii na kolejne spotkanie. Myślała, że zajmie jej to nieco dłużej, by popchnąć Albusa w tak głębokie poczucie odrzucenia i poczucia winy, by wycofał pozew, ale może jednak Potter miał serce.

 

 

***

Angus & Julia Stone – Wherever you are

 

- Ella!

- Merlinie, co ja takiego zrobiłam w poprzednim życiu? – jęknęła cicho Eva odwracając się od kominka.  Grace bawiła się w kącie magicznymi klockami – Pan Ellsworth. Co za niespodzianka. Jest po szóstej, biuro jest zamknięte. Kto pana wpuścił?

- Wiem, ale zawsze tak się cieszysz, gdy przychodzę – blondyn wyszczerzył się. – Hej dzieciaku.

- Cześ Jamie! – Grace uśmiechnęła się szeroko.

Eva świdrowała go wzrokiem wciąż czekając na odpowiedź na zadane pytanie.

- Willy mnie wpuścił i powiedział, że jesteś z Grace w salonie –  powiedział rozbawiony blondyn. – Chyba nie myślisz, że się włamałem?

- Nie słyszałam pukania.

- Przyszedłem godzinę temu. Zagadałem się z Willym.

Eva spojrzała na niego podejrzliwie.

- Przyszedłem tylko powiedzieć, że rozprawa potoczyła się po mojej myśli. Moja niewierna była żona dostała wszystkie domy i połowę pieniędzy. Szkoda, że nie widziałaś jej miny, kiedy się dowiedziała, że ma żadnych domów, a na kontach znajdują się łącznie trzy galeony – Jamie wyszczerzył się i z cichym kliknięciem w jego dłoni pojawił się bukiet kolorowych kwiatów. – Za twoją pomoc.

Eva popatrzyła podejrzliwie na kwiaty.

- Serio? Gdybym spróbował jakiejkolwiek sztuczki, zapewne rzuciłabyś na mnie tyle klątw, że starczyłoby mi do XXX wieku – zaśmiał się blondyn.

Eva wzięła ostrożnie kwiaty.

- Dziękuję. To wcale nie znaczy, że cię lubię.

- Nigdy bym nie śmiał tak pomyśleć – blondyn wyszczerzył się i usiadł w fotelu tuż obok bawiącej się Grace.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

Eva zmarszczyła nos zastanawiając się kto mógł przyjść w odwiedziny o tak późnej porze. Jedyną osobą, która nie miała klucza, a lubiła ją nachodzić o dziwnych porach był Ellsworth, ale Jamie był razem z nią w środku.

Zawahała się patrząc na Grace po czym odłożyła kwiaty na mały stolik przy wejściu do salonu.

- Tato, popilnujesz Grace? – zawołała w stronę kuchni, po czym pospiesznie ruszyła w stronę wejściowych drzwi.

- Albus… – wydukała zaskoczona.

- Cześć – odpowiedział cicho Potter.

- Chcesz… Chcesz wejść…? – zapytała niepewnie Eva.

- Nie.. Ja… Ja tylko chciałem powiedzieć… Nie chciałem, żeby to wszystko tak się potoczyło. I przepraszam.

Eva popatrzyła na niego zdumiona, z szeroko otwartymi oczyma.

- Wiem, że to niczego nie naprawi, ani nie zmieni, ale… Wycofałem pozew. Grace będzie najlepiej u ciebie.

- Albus… – wyszeptała Eva.

- Ale jeśli nie nienawidzisz mnie za bardzo chciałbym… Chciałbym czasem widzieć się z Grace – dodał niepewnie Albus.

- Oczywiście! Kiedy tylko zechcesz! – powiedziała Eva, wciąż zdumiona, wciąż nie mogła uwierzyć w to, co właśnie słyszała. – Może wejdziesz? Grace jeszcze nie śpi…

- Dziękuję, ale… Idę własnie do rodziców. James i Natalie tam na mnie czekają.

- Och…

- No… Jeszcze raz, przepraszam – powiedział Albus i nie czekając na odpowiedź odwrócił się i ruszył pospiesznym krokiem w stronę bramy.

Eva patrzyła, jak odchodził, wciąż nie wierząc w ani jedno słowo, które usłyszała. Musiało jej się przyśnić, lub przewidzieć, prawda?

- Eva! Eva! – usłyszała radosny głos swojego ojca z salonu.

- Już idę tatku! Nie uwierzysz co się stało! – odkrzyknęła Eva wpadając do salonu.

- To ty nie uwierzysz, co się stało – zawołał radośnie Willy trzymając w dłoniach kawałek pergaminu.

- Albus wycofał pozew, wiem – wyszczerzyła się Eva.

- Co? Albus wycofał… Co ty mówisz? – Willy popatrzył na nią zaskoczony ale i zadowolony.

- Był tutaj, teraz, przeprosił i powiedział, że Grace najlepiej będzie ze mną! Ale chwila, jeśli nie chciałeś mi powiedzieć o Albusie, to co się stało? – zapytała patrząc na list.

- To od Astorii – Willy uśmiechnął się szeroko. – Rose wraca do szkoły. Cóż, jest dopuszczona do egzaminów, a to już wystarczająco dobrze! Ale to nie jest najlepsze!

- Nie?

- Pani Simons ponownie rozważyła wniosek Jamesa i Natalie. Dzieciaki zostają u nich ulokowane na okres próbny trzech miesięcy!

- Merlinie! To wspaniałe wieści! Czy ten mógłby się skończyć lepiej? – zaświergotała Eva.

- Wiesz co mówią, Ella – Jamie uśmiechnął się pod nosem. – Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

 

*************

Mam nadzieje, że spodobała wam się długość rozdziału :*
Za długie czekanie pyszne śniadanie, jak to mówią. Postanowiłam wam trochę posłodzić, bo coś gorzkawo było w tych ostatnich paru rozdziałach.:*

Love,

Hippie in the City

14 Komentarze

  1. OGROMNE dzięki za dedyk – mój pierwszy :D Rozdział świetny i muzyka spoko ;)) Fajnie, że wszystkie sprawy się potoczyły pozytywnie :)
    Ps. W następnym rozdziale proszę więcej Draco ^^

  2. Trochę zwlekałam z przeczytaniem tego rozdziału, ponieważ nie miałam czasu, a teraz żałuje, że nie znalazłam wcześniej tej chwilki, bo rozdział jest świetny. I taki radosny, że aż chce się śpiewać :D
    Akcja z Jamiem rewelacyjna. Skąd ty bierzesz takie pomysły?
    Astoria okazała się wręcz genialna. Kto by powiedział, że ta kobieta ma takie zdolności manipulatorskie. Nawet jak na Ślizgonkę okazała się niesamowicie sprytna.
    Dzieci wracają do Jamesa i Natalie… HURRA!!!
    No i Albus jednak ma serce i sumienie, aż ciężko w to uwierzyć :)
    Zakończenie wspaniałe i tylko pozostaje nadzieja, żeby kolejne rozdziały też były takie sielankowe.
    Ciekawa jestem najbardziej dalszej znajomości Evy i Jamiego i liczę na więcej Rose i Scorpiusa w kolejnych rozdziałach :D
    No i że akurat w takim okresie piszę to udanych Walentynek! :D

  3. Awww! :*
    Pięknie! Astoria jest fajna. A rozdział super! (Fajnie i super. Pani od polskiego nie byłyby dumna…) Nie mam dzisiaj weny do pisania komentarz, także kończę epitetami posyłanymi w kierunku tegoż rozdziału:
    SUPER, HIPER, FAJNY,
    CZADOWY, MIŁY, GENIALNY.
    BUUUUUUŁKA!
    Dziękuję za rozdział.
    Asia

  4. Ja to nawet lubię tego Ellswortha :)
    Ten rozdział pokazuje, jaki z Albusa jest mięczak. Od razu się poddał haha xd Mm.. Rose i Scor <3 Może być tylko lepiej, co nie? :D
    Pozdrawiam i weny *-*
    P.s. Kocham ten rozdział! c: :*

  5. Jejku, jejku, jejku!!! Nawet nie wiesz jak czekałam na ten rozdział.
    Wracam sobie z ferii (bezinternetowych :D), wlączam kompa i niespodzianka!
    Liczę na to, że dasz Rose w końcu nieco spokoju. Ze Scorpiusem u boku nie ma się czego bać;)
    Astoria prawnikiem?- świetny pomysł
    Więcej Draco!!! tęsknie za nim

    Życzę weny i pozdrawiam~ Mała Mi

  6. Oh, Hippie
    Adres kukiełek wpisywałam pozbawiona nadziei ale zobaczywszy inny, nowy tytuł mordka mi się zaczęła cieszyć jak dziecku na widok słodyczy.

    Dobrze, że wszystko zaczyna zmierzać w dobrym kierunku. A to wszystko zasługa Astorii. Ta kukiełkowa ferajna powinna urządzić imprezę na jej cześć.

    Ach ten Jamie i jego chamski podryw. Evusia to ma ciężko z tymi facetami – jeden z chwilowymi zanikami rozumu drugi irytujący badass. ( I proszę mnie nie linczować ale mam nadzieję na Evalbus/Alvę (?) jakoś tak wkrótce mimo, że złączenie imion brzmi bardziej niż idiotycznie. )
    A jak już o facetach mowa… Większość kobiet pragnie księcia z bajki. Ja tam chcę własnego Scorpiusa ♥.

    Zaprawdę bardzo pyszne śniadanko ( co z tego, że na zegarku po 22).

    Całuje, ściskam kochana.
    (No i już nie mogę się doczekać nn :D . )

    PS: Przepraszam za chaos w tym komentarzu, po prostu „fangirlowata” energia jeszcze mnie nie opuściła c; .

  7. Hippie !
    Taaaak :) I wszystko dobrze się skończyło. Choć znając Cię to tylko chwilowe (mam nadzieję, że to nie jednak cisza przed burzą)

    Brawa dla Astorii (wow prawo na uniwersytecie Godryka z wyróżnieniem ??) nie dość, że wspaniała matka, cierpliwa żona, cudowna synowa to jeszcze genialny prawnik – kobieta ideał po prostu.

    A Jamie ? Hmm.. ja mam słabość do niegrzecznych facetów. Świetnie zagrał sprzedając to wszystko, dobrze dogaduje się z Grace i hej ! czy to przypadek, że Willy próbuje przekonać Eve do niego ? (myślę, że już niedługo mu się to uda, w końcu to nasza kochana Eva, chociaż przyznaję, że stała się twardsza ostatnio, język też się jej wyostrzył).

    Albus powoli zaczyna odrabiać punkty (POWOLI zaznaczam). Wyrzuty sumienia ? Powrót resztek inteligencji ? Walnięcie tępym łbem o kilka razy za dużo w ścianę ? Nie wiem, które z nich, ale efekt cudny.

    Rozumiem, że teraz nastał chwilowy okres szczęścia dla Rose (Scor jest przy niej, Grace przy Evie, dzieciaki przy Jamesie i Natalie + wróciła na uniwerek) całkiem szczęśliwie można powiedzieć ;)

    P.S. Angusa & Julie uwielbiam, chociaż tych kawałków jeszcze nie słuchałam. Jedno słowo na określenie ich muzyki to melancholia ;)

    P.S.2. 15 lutego (nd) wypada moja 18. Mogę liczyć na urodzinowy, szczęśliwy rozdział ?? (może z całą rodzinką Weasleyów) :)

    • P.P.S.3. Zaczęłam od dwóch tygodni robić sobie powtórkę z bloga. Albus tańczący w peruce w PW „Friday I’m in love” Piękne :)

  8. Dawno tu nie zaglądam *od przeczytania wszystkiego od początku, ściślej mówiąc od tygodnia xD* a dziś wchodzę i taka niespodzianka

  9. Hippie!
    Zawsze kukiełki mi się podobały, ale teraz to co stworzyłaś osiągnęło mistrzostwo :D
    Nie potrafię polubić Ellswortha, poprostu nie potrafię. Typ jest irytujący, choć nie wiem czmeu, czasem niektóre z jego tekstów przypomniały mi Jamesa… (A wiesz, on jest moim mężem przecież :p)
    Al idzie dobrą drogą, niech tak dalej będzie a może spowrotem chociaż w części powróci w moje łaski :p (choć nw czy to możliwe bo jednak nagrabił sobie troszeczkę)
    Rose i Scorpius (blondyna coraz bardziej lubię, prawie tak jak Jamesa, choć nadal jest mężem nr. dwa)
    I Astoria! To taka cudownie usposobiona osóbka :) uwielbiam ją :)
    Eva jest taka dobra!
    Więcej wszystkiego, weny, odpoczynku, zdrowia, szczęścia :***
    Śliczna

  10. Kocham tego bloga <3 Wczoraj skończyłam czytać ( też przeczytałam w niecałe 2 dni) i dzisiaj wchodzę a tu notka :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.