69. O, dzieci!

Ostatni rozdział dedykowałam wszystkim czytelniczkom, jednak zapomniałam o jednej i strasznie przepraszam, bo przeczytała bloga w cztery dni! Ja nie wiem jak wy to kobitki robicie! Także specjalna dedykacja dla Patoli :*

Dodatkowo dedykacja dla Huntress, która ostatnio do nas dołączyła :*

 

***

Winter’s Tale OST – Can you hear your heart?

 

W domu Potterów panowała nerwowa atmosfera. Harry, Ginny, Lily i Sergius, oraz Mary i Albus siedzieli przy stole w jadalni wpatrując się w stary zegar, jak zaklęci. Co chwilę któreś z nich oglądało się w stronę drzwi, mając nieodparte wrażenie, że słyszeli odgłosy na zewnątrz. Minuty dłużyły się im okropnie odkąd James uraczył swoich rodziców bardzo poważnym i tajemniczym zarazem telefonem w którym prosił o rodzinne spotkanie. A gdy James był poważny, gdy James prosił o natychmiastową rodzinną konferencję, czy mogło to być coś dobrego?

- Gdzie oni są? – niecierpliwiła się Lily. – Myślicie, że coś się stał? Może coś z Natalie?

- Gdyby naprawdę coś takiego się stało, wezwałby nas do szpitala – mruknął Harry. – Ale faktycznie jego telefon był martwiący. Chyba nigdy nie słyszałem go tak cholernie poważnego.

- Może ma kłopoty z prawem? Ale James przecież zawsze wie jak się z takich rzeczy wykaraskać bez szwanku… – westchnął Sergius.

- No i wtedy zapewne zadzwoniłby najpierw do taty, żeby go wyciągnął z aresztu – dodał Albus.

- A co jeśli… Jeśli pokłócił się z Natalie i się rozstali? – zapytała wystraszona Lily.

- Nie! – zaprzeczyła kategorycznie Ginny. – Nie, w to nie uwierzę. Są dla siebie stworzeni. Nie wierzę, że jest coś, co byłoby w stanie ich podzielić…

- Zgadzam się z Ginny – powiedział Harry. – Ale cokolwiek to, jest wkrótce się dowiemy…

Siedzieli dalej w milczeniu rozważając wszystkie możliwe teorie, modląc się w duchu by te złe okazały się fałszywe. Życząc sobie, po raz pierwszy, by to wszystko okazało się jedynie nietrafionym żartem Jamesa. Ale minuty mijały, a po najstarszym synu Potterów nie było śladów. Nie odbierał telefonu, podobnie jak Natalie. Nie mieli innego wyjścia – musieli czekać.

Nagle usłyszeli świst i tupot stów w salonie i wszyscy, jak na znak, rzucili się w tamtym kierunku. James spojrzał na nich wszystkich z wielkim uśmiechem na twarzy.

- James! Co to ma znaczyć! Ja i ojciec odchodziliśmy od zmysłów, że coś ci się stało! – warknęła Ginny. Przecież zamartwiali się, odchodzili od zmysłów, tylko po to by James pojawił się nagle uśmiechnięty, w jednym kawałku, zupełnie nie zmartwiony.

- Ale mamo to jest ważne! – zaśmiał się James. – Natalie zaraz do nas dołączy, pomyślałem, że pójdę pierwszy i was uprzedzę.

- Uprzedzisz o czym? – zapytała podejrzliwie Lily automatycznie stawiając kilka kroków do tyłu oczekując ataku bomb budyniowych lub innego równie niesmacznego dowcipu. Znała starszego brata zbyt dobrze. – Czy ty masz na sobie garnitur?

James rozejrzał się wokół.

- Ja i Natalie zdecydowaliśmy się na adopcję.

- To wiemy – zirytowała się Lily.

- Tak, ale nie wiesz, że chodziliśmy do sierocińca niemal codziennie od kilku tygodni.  Nie byliśmy pewni, czy damy sobie radę. – powiedział poważnie James. – Ale zdecydowaliśmy, że jesteśmy na to gotowi. Że damy sobie radę.

- To wspaniale, James – powiedziała Ginny uśmiechając się ciepło. – Ale to nadal nie wyjaśnia, czemu nas tu wszystkich potrzebowałeś?

- Proces adopcyjny trochę trwa – powiedział James. – To nie żadne zaskoczenie, chcą się upewnić, czy nadajemy się na rodziców.

- Wciąż nie wyjaśniłeś, po co tu jesteśmy – zauważył Albus, podobnie jak Lily obawiając się pułapki.

- Niemal pierwszego dnia zdecydowaliśmy kogo weźmiemy. Odwiedzaliśmy ich tak często, jak to było możliwe. Aż w końcu władze sierocińca pozwoliły nam na weekend razem, żebyśmy się mogli lepiej poznać – wyszczerzył się James.

- To znaczy, że… – zaczęła niepewnie Lily.

- To znaczy, że za chwilę pojawi się Nat z naszymi dziećmi – James zaśmiał się.

- Czekaj, czekaj, powiedziałeś dziećmi? – zapytała Ginny uśmiechając się podejrzliwie.

- Nie mogliśmy podzielić rodzeństwa – powiedział poważnym tonem James, choć nadal uśmiechał się szeroko. – Jedna z opiekunek powiedziała, że mają nikłe szanse na adopcję razem. I wtedy pomyśleliśmy o bliźniakach i o Evie i o tobie, tato… I wiedzieliśmy, że to już są nasze dzieci, że nie chcemy nikogo innego.

- James – wyszeptała w końcu Lily, po czym podeszła do brata i uścisnęła go mocno, ale gdy otworzyła usta by znów coś powiedzieć usłyszeli świst i z kominka wyskoczył chłopiec o brązowej czuprynie przysłaniającej nieco jego twarz. Chwilę później nastąpił kolejny świst i z kominka wyskoczyła dziewczynka o długich blond włosach. Tuż za nią z kominka wyskoczyła Natalie trzymając w ramionach małe zawiniątko.

- Nasze dzieci – powiedział James uśmiechając się szeroko.

James i Natalie wymieniali uśmiechy, a dzieci wpatrywały się w swoje buty, speszone, zawstydzone i może nieco przestraszone.

Harry i Ginny wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

- Cóż – powiedział Harry uśmiechając się szeroko. – Witamy w rodzinie.

- Adam – James podszedł do chłopca z brązową czupryną, który dopiero teraz podniósł wzrok. – Adam ma dziesięć lat. I całkiem nieźle śmiga na miotle. Jestem pewien, że zostanie kapitanem Gryfońskiej drużyny pewnego dnia…

- James! – zirytowała się Ginny. – Nie strofuj go z Gryffindorem!

- A to – powiedział James zupełnie ignorując karcenie rodzicielki, kładąc dłoń na ramieniu dziewczynki – Moira. Moira ma siedem lat. Ma świetny głos, na pewno świetnie dogadają sie z Evą…

- A to Sebastian… – powiedziała Natalie unosząc lekko zawiniątko.

- Dzieciaki, to wasza nowa rodzina – wyszczerzył się James. – Ciocia Lily, wujek Sergius, wujek Albus, straszny sztywniak, tyle wam powiem…

- James! – skarciła go Ginny, choć z szerokim uśmiechem  na twarzy.

- No co? – oburzył się James – taka prawda. Eh, nieważne. Ciocia Mary, a to wasi nowi dziadkowie, Harry i Ginny.

Harry uśmiechnął się ciepło, podszedł do Adama i przykucnął przed nim.

- Spójrz na ta czuprynę, Ginny – powiedział uśmiechając się lekko.

Chłopiec speszył się nieco i spuścił głowę, zapewne oczekując nagany.

- Nieokrzesana, jak na Pottera przystało – zachichotała Lily, i nagle wszyscy, nawet dzieci zaśmiali się lekko.

 

***

Fred Astair &Ginger Rogers – Let’s call the whole thing off

Eva siedziała za biurkiem z twarzą schowaną w dłoniach. Słońce wdzierało się przez okno grzejąc jej plecy. Przez lekko uchylone drzwi słyszała dobiegający z dołu śmiech Larsa i Grace.

Przynajmniej to jedno układało się, jak powinno. Lars był dla niej ogromną pomocą wraz z Willym. Siedząc teraz w swoim gabinecie nad stertą papierów, wiedziała, że bez tej pomocy zapewne nie dałaby sobie rady. I czasem zastanawiała się, jak kiedykolwiek odwdzięczy się chłopakom za okazaną pomoc. Za lata przyjaźni. Za ramiona, na których zawsze mogła się wypłakać. Zastanawiała się czasem, jak bardzo by upadła, gdyby nie bliźniaki, Lars i Malfoyowie, a ostatnimi czasy także Potterowie i Weasleyowie.

Uśmiechnęła się na myśl, jak bardzo pomnożyła się jej rodzina w ciągu ostatnich kilku lat. I posmutniała od razu myśląc o Albusie i o pozwie. Kiedy to wszystko tak cholernie źle się potoczyło? Przecież starała się, błagała go by odwiedzał małą, praktycznie cały klan Weasleyów nie dawał mu spokoju. Ale on sam był tak uparty. To on nie chciał odwiedzać małej, czy to była jej wina? Przecież mu nie zabraniała. Ba! Czasem odwoływała spotkania i ustalała swój grafik do jego wizyty, byle tylko mu nie odmawiać, byle się nie wystraszył! Wszystko na nic. Nie potrafiła go przekonać, zachęcić. A przecież chciała jedynie dać Grace jedną rzecz której sama nie miała – prawdziwą rodzinę. Nie chciała by jej córka dorastała czując, że była przez kogokolwiek niechciana.

Zaplotła dłonie i położyła je na biurku przed sobą, po jej policzkach popłynęły łzy.

Nic nie układało się po jej myśli. Przez pozew Albusa nie pomogła nawet w przeprowadzce Elaine. Zamiast szukać zespołów na koncert fundacji, szukała kontrargumentów do pozwu. Była wściekła. Musiała już zacząć drukować plakaty, ulotki, ale jak mogła, skoro miała zaledwie trzy lokalne zespoły? Wszystko się sypało i czuła, jak powoli ogarnia ja panika.

Strąciła w złości stertę papierów z biurka.

-To wszystko na nic! – warknęła do siebie.

- Ekhem… Eva, masz gościa… – usłyszała głos swojego ojca.

Podniosła wzrok i odwróciła się energicznie obrotowym fotelem do okna, ocierając dyskretnie łzy.

- Zostawię was – powiedział Willy i zniknął zamykając za sobą drzwi.

Eva odwróciła sie ponownie i patrzyła na niego zaskoczona, zupełnie ignorując rozrzucone na podłodze dokumenty i fakt, że zapewne widział jej mały napad paniki. W każdym bądź razie, w tym momencie był ostatnią osobą, na którą miała ochotę patrzeć.

- Mogę usiąść? – zapytał wysoki, przystojny mężczyzna o kręconych blond włosach do ramion. Jego szare oczy były zmęczone, zapewne imprezował do późna poprzedniego dnia. Czarna koszula miała rozpięte kilka pierwszych guzików. Na twarzy widać było kilkudniowy zarost.

Eva zawahała się chwile. Nie miała ochoty na rozmowy z tym człowiekiem. Nie w tym momencie, kiedy wszystko już szło tak cholernie niedobrze. Po chwili wskazała ręką krzesło po przeciwnej stronie biurka, mężczyzna usiadł wygodnie nie zwlekając.

- Musze przyznać, że jestem raczej zaskoczona, panie Ellsworth – siliła się na obojętny ton, ale dało się w nim wyczuć nutę irytacji.

- Możesz mi mówić Jamie – odpowiedział zupełnie niespeszony jej rozeźleniem.

- Nie wiedzę takiej potrzeby – powiedziała Eva siląc się na uśmiech.

Blondyn uśmiechnął się pod nosem.

- Powiedziałam coś zabawnego? – zapytała nieco ostrzejszym tonem, niż zamierzała.

- Nic takiego – odpowiedział wyraźnie rozbawiony. – Zapewne zastanawiasz się, czemu tu jestem?

- Byłoby miło, gdyby pan wyjaśnił.

- Ty potrzebujesz gwiazdy, ja potrzebuję zajęcia na pierwszego sierpnia. Co ty na to? – uśmiechnął się czarująco.

- Powiedziałam panu, że mam już pełny skład na koncert. Może pan spróbować w przyszłym roku – powiedziała Eva aż nazbyt uprzejmym tonem.

Blondyn przysunął swoje krzesło bliżej biurka i opierając się na nim łokciami, nachylił się do niej.

- Nie masz pełnego składu – powiedział pewnie, uśmiech czaił się w kącikach jego ust. – Mogłaś zdobyć… – przypatrzył jej się przez chwilę. – Góra cztery lokalne zespoły. Tylko za piękną buzię.

- A skąd ty mógłbyś wiedzieć?! – warknęła Eva  tracąc resztki cierpliwości. To był bardzo zły dzień na wizytę niechcianych wolontariuszy. Zwłaszcza tych, którzy zdążyli ją urazić siedem razy w ciągu pierwszych dwudziestu minut pierwszego spotkania.

- Więc jednak jesteśmy na ty, Ella? – zapytał puszczając jej oko.

- Nie mam na imię Ella – wycedziła przez zęby.

- Eleonora miała nieco odmienne zdanie w tym temacie – uśmiechnął się łobuzersko.

Eva miała ochotę go rozszarpać, ale wspomnienie jej matki ją nieco uspokoiło. Przecież to na jej cześć założyła fundację.

- Pamiętasz ją? – zapytała cicho Eva. Nie zamierzała być dla niego miła, ale ciekawość brała nad nią górę. Często słyszała opowieści o swojej matce, ale zawsze były to opowieści ludzi z jej pokolenia. Ale teraz miała przed sobą kogoś zaledwie kilka lat starszego, kogoś, kto ją znał i pamiętał.

- Pamiętam – powiedział wciąż uśmiechając się łobuzersko. Najwyraźniej nie zamierzał jej nic powiedzieć, dopóki się nie złamała i nie zapytała pierwsza.

Zaśmiał się po chwili milczenia.

- Mogę wiedzieć, co jest takie zabawne? – zapytała zirytowana.

- Ty – powiedział kręcąc głową z niedowierzaniem. – Eleonora była fantastyczną nauczycielką. To ona kupiła mi pierwszą gitarę, nie wiem, czy Willy kiedyś ci o tym mówił. Nienawidziłem fortepianu… Przynajmniej na początku – zaśmiał się wesoło. –  Och, ta Eleonora…  Zawsze zmuszała mnie, żebym śpiewał z tobą duety, kiedy ty jeszcze sepleniłaś połowę wyrazów…

- Nie śpiewałam z tobą duetów! – oburzyła się Eva.

- Zapytaj Willa – Jamie uśmiechnął się łobuzersko. – Uwielbiałaś Summer wine.

Eva prychnęła cicho. Summer Wine był jednym z jej ulubionych duetów. Ale Jamie Ellsworth z całą pewnością nie mógł o tym wiedzieć. Szczęśliwy traf, każdemu mogło się zdarzyć.

- Więc… – zaczął ponownie, uśmiech nie schodził z jego twarzy. – Kiedy zaczynamy próby? A-a! Wiesz, że nie możesz mi odmówić, jesteś w kropce. A ja potrzebuje zajęcia na pierwszego sierpnia.

- Dobra! – wycedziła przez zęby. Był ostatnia osobą, od której chciałaby przyjąć jakąkolwiek formę pomocy, ale wiedziała, że miał rację, była w kropce, a nazwisko Ellsworth przyciągnęłoby wielu widzów i sponsorów. Miała jedyną okazję, by przynajmniej rozwiązać problem koncertu i fundacji i musiała ją wykorzystać. – Zadzwonię jutro z wszystkimi szczegółami.

- Tylko jeden warunek – powiedział Jamie nieco bardziej poważny.

- Tak? – zapytała chłodno, podejrzliwie Eva. Przysięgała w duchu, że jeśli ten człowiek ponownie zaoferuje jej miłosny trójkąt,  przypomniała sobie co najmniej sto różnych zaklęć, by przekląć go do księżyca i z powrotem.

- Nie chce śpiewać nic z repertuaru Wicked White Cat i nie chcę żeby nazwa zespołu była na plakatach. Tylko moje nazwisko.

- Och… – mruknęła nieco speszona swoimi podejrzeniami, ale szybko się z nich ocknęła, przecież to on nie dał jej powodów do zaufania. – Tylko twoje nazwisko, to nie będzie problem. I możesz zaśpiewać coś innego. Jeśli mam być szczera miałam nadzieje, że ktoś mógłby zaśpiewać ulubione piosenki mamy, mugolskie przeboje…

- Idealnie – powiedział Jamie podnosząc się z miejsca.

- Odprowadzę cię do drzwi – powiedziała Eva podnosząc się z miejsca.

- Ta dziewczynka na dole… Wygląda nieco jak ty. Twoja przyrodnia siostra? Nie wiedziałem, ze Willy ponownie sie ożenił… – powiedział Jamie schodząc po schodach.

- To moja córka.

- Och… A zatem ten wielki, groźnie wyglądający…

- To mój przyjaciel. Nie to, że to powinno cię interesować – przerwała mu Eva podchodząc do drzwi i otwierając je na oścież.

Stała tam Roxanne z uniesioną dłonią, jakby własnie miała zamiar zapukać.

- Roxy! – ucieszyła się Eva. – Nie ma Franco?

- Nie dziś, chciałam z tobą poro… O, nie wiedziałam, że masz gości – Roxanne uśmiechnęła się łobuzersko mierząc blondyna wzrokiem od stóp do głów.

- Nie mam. Pan Ellsworth właśnie wychodzi – odpowiedziała Eva.

- Do jutra, Ella – Jamie uśmiechnął się łobuzersko i zniknął zaraz za drzwiami.

 

Winter’s Tale OST – What’s the best thing you’ve ever stolen?

 

- Czy to był….? – zapytała Roxanne wpatrując się w miejsca w którym zniknął blondyn.

- Tak – westchnęła ciężko Eva. – I tak, to znaczy, że zagra na koncercie. Merlinie, za jakie grzechy?! Ale nie ważne, mówiłaś, że chciałaś porozmawiać? Może pójdziemy do ogrodu, jeśli mała cię zobaczymy nici z rozmowy – Eva wyszczerzyła się.

Roxanne kiwnęła głową i ruszyła w stronę ogrodu. Po chwili usiadła na ławce między krzakami róż, Eva dołączyła po krótkiej chwili.

- Wyglądasz dość poważnie, coś się stało? – zapytała zmartwiona Eva, gdy Raxanne, zazwyczaj pewna siebie i idąca przez życie przebojem siedziała ze spuszczoną głową wpatrując się w swoje dłonie.

- Jest coś…. Nie mówiłam jeszcze Franco… nie jestem pewna, jak on zareaguje…

- Roxy, co się dzieje? – zapytała cicho Eva kładąc dłoń na jej ramieniu.

- Ty znasz go dłużej. nie jestem pewna, czy Franco będzie zadowolony… Ja… Ja jestem w ciąży. Szósty tydzień. Wczoraj się dowiedziałam…

- Roxy! To wspaniale! – zaświergotała Eva. – Franco będzie taki szczęśliwy!

-  Tak myślisz? – zapytała niepewnie dziewczyna.

- Oczywiście! I będziecie wspaniałymi rodzicami! Och, Roxy, ty niemądra dziewczyno! Biegnij do niego i mu powiedz! To będzie najszczęśliwszy dzień w jego życiu!

- Ja tylko… Nie planowaliśmy tego, nie będę ukrywać…

- Roxanne – powiedziała poważnie Eva. – Franco będzie zachwycony. Nieco zaskoczony, ale wierz mi, nie będzie narzekał.

Weasleyówna podniosła się z miejsca uśmiechnięta.

- Masz rację, zachowuje się zupełnie bez sensu… Ja tylko… No wiesz… Ty i Albus…

- Franco to nie Albus – odpowiedziała spokojnie Eva. – Zobaczysz.

Roxanne pocałowała Evę w policzek, oddaliła się parę kroków i zniknęła z cichym kliknięciem.

- A jednak ten dzień nie był aż tak do bani – mruknęła do siebie Eva uśmiechając się lekko.

Nie było idealnie, nadal martwiła się pozwem, ale przecież nie musiała sie już martwić o koncert. James i Natalie zdecydowali sie zaadoptować cudowna trójkę, Roxanne i Franco spodziewali sie dziecka. Życie nagle zaczęło jej sie wydawać znów kolorowe i szczęśliwe.

 

***

Nick Cave & the Bad Seeds – O Children

 

Scorpius trzymał jej dłoń i uśmiechał się łobuzersko. Szli Pokątną wczesnym rankiem w sobie jedynie znanym kierunku. Wiatr lekko owiewał ich twarze, ale dzień już był ciepły, słoneczny. Ostatnie kilka dni były dla nich łaskawe, były spokojne. Nie kłócili się i nie sprzeczali. Wszystko było dobrze i tak cholernie właściwe, że Rose zastanawiała się, czemu tak nie mogło być zawsze? Przecież, jak wszyscy zawsze im powtarzali, kochali się i było to widać.

- Wszyscy się na nas patrzą – powiedziała  Rose rozglądając się niepewnie wokół.

- Niech patrzą – pocałował ją krótko. – Niech patrzą i zazdroszczą…

- Naprawdę się na nas gapią… – mruknęła Rose rozglądając się wokół. – I szeptają…

Scorpius rozejrzał się w okół i rzeczywiście trudno było nie zauważyć świdrujących spojrzeń wszystkich wokół. Był przyzwyczajony, że oboje z Rose przykuwali uwagę. Syn Malfoya i córka Weasleya. Córka Złotej Trójki i syn Śmierciożercy.

Scorpius zastanawiał się czasem, jak to się stało, jak ich losy mogły spleść się tak ze sobą i nie odpuszczać. Przecież ich związek nie miał prawa przetrwać, sami zdawali sobie z tego sprawę kilka lat wcześniej. Czasem zdawało mu się, że minęły całe dziesięciolecia odkąd zobaczył ją po raz pierwszy w gabinecie dyrektorki. Nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi, nie mogła trafić do Slytherinu. A jednak ich ścieżki wciąż się krzyżowały, jakby znak od niebios, że nie mogli przejść obok siebie obojętnie. I choć często nie chciał tego przyznać na głos, cieszył się, że tak się stało.

- Widzisz? – powiedziała Rose uśmiechając się tryumfalnie.

Scorpius wzruszył jedynie ramionami.

- Jest niedziela. Specjalny plotkarski dodatek w Proroku. Może się pobraliśmy, albo jesteś w ciąży, albo któreś z nas miało romans i złamało drugiemu bezdusznie serce… Zapewne ja. Przecież będąc zaręczonym z Meg wziąłem sekretny ślub z tobą w Paryżu. Taki ze mnie zimny drań -  zaśmiał się Scorpius obejmując Rose w pasie. – Choć ty nie pozostałaś mi dłużna, rzucając mnie tak bezdusznie dla Notta.

Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.

- Więc – zaczął Scorpius odgarniając niesforny kosmyk włosów z jej twarzy. – Tak sobie myślałem…

- O czym? – zapytała po chwili Rose.

- Rose, wiem, że się nie popisałem, ale naprawdę chciałbym, żebyś ze mną poszła na przyjęcie zaręczynowe Malcolma – zapytał cicho patrząc jej w oczy. Popełnił błąd, wiedział o tym. Elaine miała rację, Rose nie była niczemu winna.

- Scorpius…

- Rose – przerwał jej. – Proszę. Nie powiedziałem ci o przyjęciu, bo sam nie chciałem tam iść. Za każdym razem przy takiej okazji dalekie ciotki i kuzyni wypytują mnie o ślub, dzieci… Ja tego po prostu nie znoszę… Ale jeśli już muszę przez to wszystko przejść, to chciałbym, żebyś była u mojego boku – powiedział cicho.

- Scorpius, nie musisz tego robić…

- Ale chcę – powiedział po czym pocałował ją krótko. – Więc co powiesz?

- Ja…

- Rose! – usłyszeli gdzieś w oddali i zobaczyli rudowłosego chłopaka biegnącego w ich kierunku.

- Hugo? Coś się stało?

- Tak, ale powiem ci w domu… – wysapał i rozejrzał się wokół ze złością. – Co się tak gapicie?! – warknął do przechodniów, a Rose i Scorpius popatrzyli na niego nieco zaskoczeni.

- Scorpius, zabierz Rose do domu, teraz, ja powiem reszcie, że was znalazłem…

- Ale co się dzieje? – zirytował się Scorpius.

Hugo popatrzył zmartwiony, to na blondyna, to na Rose.

- Wszystkiego dowiecie się w domu. To bardzo ważne! Do zobaczenia w domu za parę minut – powiedział i zniknął z cichym kliknięciem.

Oboje patrzyli na miejsce w który jeszcze sekundę temu stał Hugo, zaskoczeni i zaniepokojeni.

- Powinniśmy iść. Zdaje się że to coś naprawdę ważnego… – mruknął Scorpius. – Gotowa?

Rose kiwnęła głową i zniknęli z Pokątnej z cichym kliknięciem, by chwilę później pojawić się tuż przed domem Weasleyów. Pospiesznie weszli do środka i nie byli zaskoczeni widząc Rona i Hermionę, Hugo i Kate, oraz George’a.

Wszyscy spojrzeli na nich zmartwieni i w tym samym momencie z kominka wyskoczyła Angelina, Fleur, a po nich Bill.

- Ktoś mi powie co się tutaj dzieje? – zapytała zirytowana Rose. Przypominało jej to rodzinną interwencję, którą zgotował jej Scorpius  kilkanaście dni wcześniej. I bardzo jej sie to nie podobało. Wszyscy patrzyli to na nią, to na blondyna, wyraźnie zmartwieni, niektórzy nawet rozeźleni, jak Bill i Ron.

- Rose… Czy ty.. czy wy widzieliście dzisiejszego Proroka…? – zapytała niepewnie Hermiona.

- Nie. Czemu? – zapytała podejrzliwie Rose.

W pomieszczeniu zapadła cisza, a dorośli wymieniali wcale nie ukradkowe, zdesperowane spojrzenia. Najwyraźniej żadne z nich nie zamierzało nic powiedzieć.

- Jeśli to jakieś bzdury w plotkarskim dodatku, to naprawdę nie jestem zainteresowana… – urwała Rose, gdy drzwi wejściowe nagle otworzyły sie i ktoś wpadł do środka jak burza.

- Rose, tak bardzo cie przepraszam…. – powiedziała zziajana Eva błagalnym tonem, opierając się jedną dłonią o ramię Larsa. – Myślałam, że tak będzie lepiej… Myślałam, że lepiej, żebyś nie wiedziała…

- Czy ktoś mi powie wreszcie co się tu do cholery dzieje? – warknęła Rose rozglądając się wokół.

Po chwili ciszy Hugo wystąpił z niemego szeregu i niepewnie podał jej kopię Proroka Codziennego, po czym wrócił do Kate, spuszczając głowę.

Rose otworzyła złożoną w pół gazetę i widząc pierwszą stronę zamarła.

ALBUS POTTER: ROSE WEASLEY TO BYŁA PROSTYTUTKA

Albus Potter, walczący o opiekę nad swoją trzy i pół letnią córką Grace, udzielił szokującego wywiadu na temat swojej kuzynki, Rose Weasley, która pozostaje oficjalnie matką chrzestną jego latorośli.

- Są nadal u Potterów, prawda? – zapytał chłodno Scorpius, aż nazbyt spokojnie.

- Scorpius… – zaczęła Eva błagalnie, ale blondyn spojrzał jedynie na nią krótko i niemal biegiem wyszedł na zewnątrz.

- On go zabije – powiedziała cicho Eva. – Ktoś musi go zatrzymać – powiedziała błagalnie Eva, ale nikt nie ruszył się z miejsca. – Tu nie chodzi o Albusa! Nie chce, żeby Scorpius wylądował w Azkabanie za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem!

Przez chwile jeszcze nikt się nie ruszył, ale w końcu Hugo powiedział wzdychając ciężko.

- Lars, idziesz ze mną? Przyda mi się wsparcie…

Lars kiwnął głową i oboje ruszyli za Scorpiusem, choć żaden z nich nie zdawał się szczególnie spieszyć.

- Rose? – powiedziała niepewnie Angelina.

- Chce być sama – powiedziała cicho Rose nie patrząc na nikogo i w kilka sekund zniknęła na schodach prowadzących na piętro.

Zatrzasnęła za sobą drzwi i osunęła się na podłogę, plecami opierając się o drzwi. Słyszała dochodzące z dołu stłumione głosy i doskonale zdawała sobie sprawę, że rozmawiali o niej. W tym momencie niewiele ją to obchodziło. To nie mogło być prawdziwe, Albus nie zrobiłby jej czegoś takiego.

Spojrzała ponownie na gazetę załzawionymi oczami i znów zaczęła czytać.

Albus Potter, walczący o opiekę nad swoją trzy i pół letnią córką Grace, udzielił szokującego wywiadu na temat swojej kuzynki, Rose Weasley, która pozostaje oficjalnie matką chrzestną jego latorośli.
W szokującym wyznaniu Albus przyznał, iż został bezceremonialnie odcięty od swojej córki tuż po jej narodzeniu, gdy jego była dziewczyna, Eva Monae, w akcie zemsty zaprzeczyła jego ojcostwu i wyznaczyła prawnych opiekunów dla nieświadomej zagrożenia Gracie.
‘Byłem absolutnie wstrząśnięty’ powiedział Potter. ‘Moje prawa jako ojca zostały kompletnie zdeptane.’
Albus wyznał, że opiekunami wybranymi przez pannę Monae był nikt inny, a Scorpius Malfoy, syn znanego Śmierciożercy, Dracona Malfoya, znany ze swoich miłosnych podbojów, oraz Rosie Weasley.
‘Pomijając Malfoya, bo oczywistym jest, że ten człowiek nie nadaje się do opiekuna i chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego,’ wyznał Potter, ‘Rose wcale nie przewyższa go kompetencjami.’
Według Pottera, Rose Weasley nie tylko ma problemy z alkoholem i narkotykami, o czym brukowce rozpisywały się od dawna, ale jej przeszłość pozostawia o wiele więcej do życzenia. W łamiącej serce spowiedzi Albus przyznaje, że jego niegdyś najlepsza przyjaciółka stoczyła się na złą drogę we Francji, jak przyznaje Albus, drogę, która ośmieszyła i zawstydziła całą rodzinę na skalę międzynarodową, biorąc pod uwagę, kim są ich rodzice. Jak wyznaje Potter, do rodziny doszły słuchy…

Rzuciła gazetą o podłogę. Nie potrzebowała czytać więcej, doskonale zdawała sobie sprawę, jakie informacje mogły być podane później. Schowała twarz w dłoniach i wybuchnęła płaczem.

Teraz, kiedy wszystko szło tak dobrze, kiedy wszystko zaczynało się układać, cios przyszedł z najmniej oczekiwanego kierunku. Myślała, że ona i Albus powoli odbudowują dawna przyjaźń. Że wszystko w pewnym sensie wracało do starego porządku. Myślała, że znów, powoli, każdego dnia po trochu, zaczynała się tu czuć, jak w domu.

I wszystko nagle posypało się, jak domek z kart. Zawsze wiedziała, że ten dzień kiedyś nastąpi, że ktoś dogrzebie się wystarczająco w jej przeszłość. Ale nigdy nie oczekiwała ciosu w plecy od kogoś, kto tak uparcie starał się odzyskać jej przyjaźń. Przecież namówił ją na korepetycje z Eliksirów dla Franka, i starał się z nią rozmawiać i zrozumieć.

Zawsze wiedziała, że ten dzień kiedyś musiał nastąpić, ale nigdy nie sądziła, że upokorzona będzie wysoce niewystarczającym słowem. Gdyby ktoś obcy napisał obraźliwy artykuł mogłaby go zignorować, ludzie szybko by zapomnieli. Ale wszyscy wiedzieli, że Potterowie i Weasleyowie byli blisko, więc takie wyznanie z ust kogoś bliskiego nie mogło być fałszywe i ludzie z całą pewnością nie mogli o tym prędko zapomnieć.

Siedziała tak z dłońmi nadal zakrywającymi jej twarz, dławiąc się własnymi łzami. Przez całe swoje życie nigdy nie poczuła się tak zdradzona, tak upokorzona i tak obrażona. I w tym momencie wydawało jej się, że już nigdy nie chciała pokazać swojej twarzy na ulicy.

 

***********************************

Kochane moje!

Wiem, ze rozdział nie ukazywał się przez dłuższy czas. Zapewne zastanawiacie się dlaczego? No, przyznam szczerze, ja też.

Zapytana przez smile czy wszystko okej, powiedziałam, że tak. Ale chyba nie było okej. Mam nowy zarząd w pracy, więc spadłam trzy stanowiska w dół(w razie, gdybym nadal była lojalna wobec starego właściciela), a co za tym idzie – spadła i moja wypłata.
Jakaś lafirynda zaczęła się mizdrzyć do tego mojego, jakby sobie własnego nie mogła znaleźć, nie to że jestem zazdrosna o jakiegoś bezmózga, ale wiecie jak to jest w tym świecie, dziewczyny jak my zazwyczaj przegrywają, bo my gramy fair, a bezmózgi nie. Nie to, że nie ufam temu mojemu. Wierzę, że posiada mózg i ma sprawny wzrok.
Moi rodzice zapowiedzieli się z wizytą na wyspach(już jutro, o zgrozo!). Nie to, że nie chce widzieć własnych rodziców czy coś, ale powiedzmy, że z rodzicielką miałam relacje na takim średnio-kiepskim poziomie, więc na pewno czeka mnie długi wykład na temat jak bardzo źle gram w życie. Zaczynając od książek, które czytam, kończąc na artystycznych projektach w których czasem biorę udział.
No i przeczytałam „Gwiazd naszych wina” . Kto czytał, ten zrozumie, deprecha gwarantowana. Obejrzałam film krótko później, żeby dwa razy sie nie dołować.

Także, chyba nie było okej. Ale z dobrych wieści, przyszła do mnie wczoraj moja siostra i oznajmiła że zamierza poprosić szefa o niższe stanowisko w pracy.  Zastanawiacie się pewnie, kto przy zdrowym zmyśle się degraduje w pracy? Cóż, doradzałam to siostrze od jakieś czasu. Zapieprzała, jak głupia, robiła całą robotę swojego szefa, za najniższą krajową i jeszcze ją jebał(że tak już nieładnie powiem) jak burą sukę za jakieś duperele.  Siostra powiedziała, że otworzyłam jej oczy i że jestem dla niej inspiracją(serio? Kobieto ogarnij się, jesteś 5 lat starsza, mam na myśli to, że przecież wszystkie wiemy, że jestem z leksza kopnięta :P).

Ale dzięki temu jakimś dziwnym sposobem wróciła mi energia. Napisałam ten rozdział miedzy 1 a 4 w nocy. Całość. Może nie jest to najlepsze co napisałam, ale przynajmniej macie rozdział.

Całusy;*

Hippie

40 Komentarze

  1. Oj moja Hippie :* Rozdział taki cudowny *.*
    James taki słodki a ja taka w nim zakochana :*
    Eva taka dobra a Albus taka tępa dzida :/
    Roxy w ciąży, a Franco tatusiem zostanie :p

    Kocham te wątki <3

    Mara Lou

    Ps. Kiedy następny rozdział?

  2. Jestem, jestem! Przepraszam, że mnie tak długo nie było :( Zagubiłam gdzieś adres bloga i dopiero dzisiaj udało mi się go odkopać. Jedna Ty o mnie pamiętałaś! Dziękuję <3
    Rozdziały, takie uh… poruszające. Takie emocjonalne. Momentami czulam wielką gulę w gardle. Aj, dziewczyno, wiesz jak złapać za serce!
    Przysięgam wpadać teraz częściej!
    Buziaki, Hippie ;*

  3. Skomentuję po raz drugi, z powodu braku cierpliwości. I wrodzonej ciekawości. Co daleeeeej? Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)
    Asia
    P.S. Szczęśliwego Nowego Roku, bo nie zdążyłam na święta. Buuuuu. :(

  4. Jestem tutaj „nówką” i tak szczerze czytam twojego bloga już na bieżąco. Zaintrygowała mnie ta historia. To chyba pierwsze opowiadanie w którym nie ma tak wyidealizowanego pojęcia o życiu. Nie oszukujmy się te słodkie historyjki są tak oklepane że poprosi mam ich dość

    • Sorry nie dopisałam do końca w każdym razie wymyslilas bardzo oryginalną historię i masz ciekawy sposób pisania. w każdym twoim rozdziale dzieje sie masa ciekawych rzeczy także czekam na Nn;D

      • Bardzo mi miło. Co prawda nie ja zapoczątkowałam to opowiadanie, ten honor należy sie Bezczelnej, ale kontynuują opowiadanie już od jakiegoś czasu i miło mi słyszeć, że wciąż zyskuje na czytelnikach. sama nie lube oklepanych kanonów i nie lubię kiedy charaktery są albo białe albo czarne, kiedy zakochują sie w dwa dni, albo jeszcze lepiej w jedna noc. Dlatego kiedy Bezczelna poprosiła mnie bym została jej betą, potem bym pomagała w pisaniu, a na końcu bym przejęła bloga, nie miałam wielu oporów za wyjątkiem reakcja czytelniczek. Ale jakoś działamy :D

        Całusy,
        Hippie

  5. Hippie :*
    Rozdział jak zwykle świetny, przelraszam, że dopiero teraz komentuję, ale ostatnio jestem zabigana w związku ze świętami i przeprowadzką ;)
    Twraz już wszystko ogarnęłam, dlatego napiszę długaśny koment o niezwykle wpadającym w zachwyt rozdziale.

    Dzieci Jamesa. Och… Coś czuję, że młody będzie miał wielkie branie w hogwarcie, James już go tej charyzmy nauczy ^^ Wszystkie dzieci są cudowne i myślę, że Natalie stanie się dla nich orawdziwą matką, jak i syn Wybrańca ojcem ;) Cała trojeczka niezwykle mi sie podoba ;)

    Albus jest idiotą. Jest takim dupkiem, że ja nie wytrzymam. Mam ochotę go rozszarpać, potem zszyć, a potem to co zostanie posiekać tasakiem, cudowny widok :*
    Eva nie zasłużyła sobie na to traktowanie! Mam nadzieję, że no wiesz… Ona i Jamie, no wiesz, ten teges ;)
    Rose, moja ukochana Rose… Tyle przeżyła i jeszcze to :/
    Niech Scorpius nie okaże się dupkiem!
    Szczerze powiedziawszy brakuje mi Grega. Jakoś go polubiłam przez te pare rozdziałow w których występował. :p Wyobrażam go sobie jako mego ciacho *.*
    Roxy i Franco, dziecko, awww! Niech będzie śliczne jak rodzice ;) kuzyneczka lub kuzynek dla naszej kochanej Grace.
    Serdecznie pozdrawiam, życzę dużo weny, całusy
    Śliczna

    • Wydawało mi się, że i dzieciaki i James i Natalie zasłużyli na dużą rodzinę, a co. Niech mają, żebyście nie powiedziały, że niedobra jestem :P

      Co do Albusa muszę się zgodzić. Nie popisał się, i sama najchętniej bym go siekierką potraktowała :P
      Co do Evy plan już jest. Boże, znasz zdecydowanie za dużo spoilerów, żeby sie wystarczająco cieszyć z rozdziałów :P:P:P

      Greg, powiem wcale nie w sekrecie, ze jeszcze sie pojawi w opowiadaniu, raczej później niż prędzej i wyznam szczerze, że zapewne będziecie zbierać wasze ciekawskie szczęki z podłogi :P jestem podła, wiem :P

      xoxo
      Hippie

  6. Żeby odwrócić uwagę od tego, że dawno przeczytałam, a nie skomentowałam zacznę emocjonalnie.

    Albus ty ^%$&*@ ,^%$&*@ ,^%$&*@ ,^%$&*@, ^%$&*@ cepie. Nie no – chora,z garnkiem herbaty,owinięta w kołdry i koce lecę mu wpie^%$&*@. Kto ze mną ?!
    Własnej kuzynce takie świństwo. Grrrr.

    Rosco ♥♥♥ Jalie ♥♥♥ i Froxy* ♥♥♥
    *(Ja wiem brzmi to debilnie, ale lepiej niż Roxanco >_< )
    Miód,malina. Kocham ich wszystkich.

    A właściwie, to ciebie. Za nich i wszystko ♥ .

    Oj, Evka. Trzymam kciuki za jej szczęście. Nieważne z kim.

    ~

    Co do bezmózgów – co zrobisz, nic nie zrobisz.
    I średnio-kiepski pozom relacji z mamą… Jak ja to dobrze znam… U mnie raczej jest jak czekoladki ze spirytusem, czy coś w ten deser c; .Raz jest słodko, a raz mordę wykręca solidnie. Inna sprawa, że ja licealistka z gniazda wylecieć jeszcze nie mogę…

    Hippie kochanie, całuję i ściskam,
    Ja

    • No cóż, powiem, że chyba wszystkie reagowałyśmy na Albusa w ten sposób. No inaczej sie nie da. Kretyn.

      Ja chętnie dołączę do linczu jak tylko wyrwę sie z pracy. W tym momencie mogłabym równie dobrze się tam przeprowadzić. Ech, nieważne.

      Froxy mi sie podoba. Próbowałam znaleźć im jakiś fajny skrót, ale ciągle kończyłam na czymś w stylu Roxanco własnie. :P

      Bezmózg chyba odpuszcza, mój luby sie nie dał i jej powiedział, żeby mu dała spokój. Taka, dumna :D Nie to, że sprawdzałam jego komórkę, była zostawiona niezablokowana, w wiadomościach, tylko zerknęłam.

      Cóż, powiem ci tyle, że odkąd ja się wyprowadziłam z domu, to moje relacje z mama sie nieco poprawiły. Właściwie bardzo, może to za sprawa 2, 5 tysięcy kilometrów, które nas dzielą.
      I bardzo sie zaskoczyłam, bo tym razem mama nie skrytykowała nawet ilości książek, które kupuję. Skrytykowała natomiast gigantyczny telewizor siostry, która jest jej ulubienicą

      Przyjmuję całusy i uściski i odwzajemniam :*
      xoxo
      Hippie

  7. Hej! Jestem nowa i muszę się pochwalić, że pochłonęłam Twojego blaga w 4 dni ;D To pierwsze ff o młodym pokoleniu jakie naprawdę przypadło mi do gustu. Pewnie dlatego, że to Opowiadanie (śmiało można pisać przez wielkie”o”) jest nieszablonowe, nie za słodkie, przemyślane…
    Koniec cukrowania! :D Czekam na następną notkę!
    Życzę weny i pozdrawiam~ Mała Mi

    • Po pierwsze 4 DNI? Wariatki moje :)

      Po drugie, komentarzami w złym miejscu sie nie martw, jestem pewna, że każda z nas miała niemiłe przygody z technologią blogową, niektórzy, jak ja, całkiem dużo. :) A już autokorekta to mój wróg numer jeden.

      Tyle słodyczy <3

      Żeby być całkowicie szczerą, romansy nie czytam za bardzo, jestem dziwna, zawsze mi sie wydaje, że nie które teksty są tak przesłodzone, że mam ochotę znaleźć autora bądź autorkę i trzepnąć im przez głowę.( Ja nie jestem romantyczką, jestem zła i podła i bez serca. Prawie.) Nie to, że są głupi, ale mam ochotę krzyknąć "tacy faceci nie istnieją, kretynie, przestań mi robić nadzieje!"
      Choć czasem odstępuję od reguły, jak w przypadku "Gwiazd naszych wina", z powodów nieznanych nawet mi. Po prostu mam przeczucie. I zazwyczaj przeczucie mnie nie zawodzi(za wyjątkiem Zmierzchu – nigdy więcej migocących wampirów, ugh)
      Ha, przy okazji, pamiętam raz robiłyśmy Liebster Award tutaj na blogu i jedna z nominowanych dziewczyn w odpowiedzi na pytanie: Jakie książki najbardziej lubisz i dlaczego? odpowiedziała: romanse, bo tylko tam faceci zawsze mówią, co trzeba :) tą odpowiedzią wygrała internet.

      Ale zapewne przeczytam "w śnieżną noc" Kupiłaś mnie świętami. Kocham święta i wszystko co świąteczne. I muszę sie przyznać, że słucham RMF Święta już we wrześniu a czasem nawet w sierpniu. Gdybym była świętem, z pewnością byłabym Bożym Narodzeniem :D

      całusy,
      Hippie

  8. Dopiero teraz przeczytałam ten rozdział, wcześniej nie miałam czasu :( Z każdą częścią to opowiadanie staje się coraz lepsze. Twoje pomysły mi zadziwiają, a i piszesz znacznie lepiej, choć na Twój styl pisania narzekać nie można :) Wręcz przeciwnie.
    No a tak odnośnie tego rozdziału.
    Dzieci… chyba szykuje się coś zabawnego. Zwłaszcza jak te maluchy będą wychowywane przez Jamesa. Coś mi się wydają, że wyrosną z nich niezłe urwisy :D
    Liczę na jakiś wątek Eva-Jamie. Eva jest za dobrą dziewczyną by była sama, a jeszcze jeden tatuś Grace nie zaszkodzi :)
    Myślałam że Albus nie może się okazać większym dupkiem, a jednak… Życzę weny, wspaniałych pomysłów i żeby Cię w pracy docenili, a o lafiryndy się nie martw. I szybko pisz kolejny rozdział! Proszę :)

    • Skoro „Gwiazd naszych wina” bylo dla Ciebie za smutne to polecam (tez Greena tyle że ze wspolpraca z kims tam jeszcze) „w śnieżną noc”- świąteczne, trochę romantyczne ^^ a, i jeszcze „szukając Alaski” tez nieco smutne, ale piękne

      • Chciałam zrobić dobre pierwsze wrażenie, a tu kicha :/ powyższy komentarz nijak się ma do komentarza Hunterss za co przepraszam :)

    • Dziękuję, miło mi to słyszeć, staram sie jak mogę, choć czas nie zawsze pozwala.

      Wiesz to samo sobie pomyślałam, jak pisałam tą część o Jamesie i Natalie. Oh, już to sobie wyobrażam. Serio, powiem szczerze miałam wątpliwości. No bo kto normalny oddałby trójkę najzupełniej normalnych dzieci w ręce Jamesa? Ano ja. taki już ze mnie zimny drań. Z cała pewnością nie będzie nudno. James pewnie będzie robił wszystkim psikusy i zganiał na biedne i niczego nieświadome dzieci :P:P:P
      Co do Evy, nic nie zdradzę, ale powiem tyle, że jest znacznie więcej do tej historii niżby sie mogło wydawać :P

      Cóż, jeżeli chodzi o lafiryndę, to czuje się trochę spokojniejsza, w sytuacja w pracy powoli sie godzę, choć od tygodnie pracuje dwunastogodzinne zmiany 6 dni w tygodniu więc czasu dla siebie za wiele nie mam, eh, grudzień to dobry miesiąc, żeby być bezrobotnym. No, ale jak chcę mieć jakieś godziny w styczniu kiedy nie ma ruchu, to trzeba sie nieco poświęcić.
      Ale przynajmniej postanowiłam, że zabiorę się za swoją przyszłość – projektant wnętrz, oczywiście, spróbujemy w to uderzyć po świętach.

      xoxo
      Hippie

  9. Witaj! :)
    Pochłonęłam to w 3 dni, niesamowita jesteś! :D kocham, kocham, kocham!! Pisz jak najszybciej bo nie wytrzymam!! :) Myślałam że Albus się zmienia, a tu BUM :( zaskoczyłaś mnie, choć zawsze wiedziałam że młody Potter to idiota, brr, nie cierpię go :( wsadz go za coś do Azkabanu, proszę :(
    Pozdrawiam kochana i życzę weny ;)
    P.s. Kocham, kocham, kochaaaam!! <3

    • TRZY DNI?!! Kolejna! Ej, ja już nawet tego mojemu partnerowi nie mówię, bo on mnie tu już o pranie mózgu i zakładanie sekty oskarża, hihi wy szalone kobiety :)

      Z tym Azkabanem to nie takie proste, widzisz, on sie mnie nie słucha w ogóle. Robi jakieś głupoty, ale same takie, za które do Azkabanu niestety nie wsadzają :/

      Eh, chyba musimy czekać i zobaczyć, co ten głupek zrobi.

      całusy,
      Hippie

      • Tak, właśnie dlatego go tak nie lubię. Zaraz pójdę do niego i avady się posypią, o. Niedość, że kochanej Evie życie zrujnowal, to jeszcze Rose. :( Trudno, najwyżej trafie do Azkabanu, ale będę miała pewność że Eva i Rosie są bezpieczne <3
        Pozdrawiam :D

  10. BOŻE ! TRZYMAJCIE MNIE BO NIE WYTRZYMAM!

    Albus ty popiepszony kretynie ! Co za idiota. Jak można zrobić coś takiego swojej kuzynce ?! -.- DUPEK! I ten pozew. Mógł przecież do niej chodzić. Nikt mu nie zabraniał. AAA! Zaraz nie wytrzymam !

    Ale ROSE i SCORPIUS ! :* Kocham ich !
    W sumie kocham ich wszystkich !

    Zaczęłam czytać tego bloga nie dawno. Skończyłam w trzy dni i powiem że no nie był czas stracony. Bardzo mi się podoba.
    No i podoba mi się jak opisujesz Draco. W niektórych opowiadaniach przedstawiają go jako takiego skurwysyna (przepraszam za wyrażenie :D ). We wcześniejszych blogach które czytałam Rose i Albus byli tacy poukładani i grzeczni, a tu nagle trafiam na to opowiadanie i doznaje miłej zmiany.

    Jak już wspomniałam wcześniej blog jest zajebisty (przepraszam za wyrażenie :D ) Życzę weny i nie mogę doczekać się następnego rozdziału :*

    • No ja wiem! Ale co mu zrobisz? No nic mu nie zrobisz. Ach ten Albus, normalnie mnie czasem rozbraja. I wcale nie chce sie mnie słucha!

      Trzy dni?!! Jezusie, mój chłopak powiedział, że was deprawuje i odciągam od nauki i że pójdę za to do piekła. Eh, a w ubiegłym tygodniu twierdził, że trafię tam za ciekawość… :P

      Ja osobiście uważam, że po wojnie Draco sie zmienił, w końcu to wszystko musiało mieć na niego jakiś wpływ. Lubie analizować ludzi i staram sie brać pod uwagę wiele czynników. Nikt nie jest idealny i nie chciałam, żeby bohaterowie tacy byli.

      Za przekleństwa nie przepraszaj – wolny kraj, wolność słowa. Ha, przy okazji przeklinania, ostatnio znajoma mi mówi, że mnie obgadywały z dziewczynami, mówi, że ale Madzia, myśmy same dobre rzeczy mówiły, ze jesteś inteligentna i taka wyuczona i taka w ogóle mądra i nie w naszej marginesowej lidze. I wtedy jedna z tych dziewczyn podchodzi (którą znam tylko troszkę) i przeklęła siarczyście i tak patrzy na mnie zszokowana i zaczęła mnie przepraszać za słownictwo. Ja z koleżanką w śmiech(nie wiedziałam, że rozsiewam aż taki respekt haha), i ona do mnie „no, mówiłam ci przecież, inteligencie”.

      xoxo
      Hippie

  11. Jezu! Strasznie długo czekałam na ten rozdział, sprawdzałam prawie codziennie i jak już go zobaczyłam, to myślałam ,że mi się przyśniło, jesteś najlepsza! <3

    Mam nadzieję ,że następny rozdział będzie jak najszybciej:)

  12. Najdroższa Hippie

    Powiem jedno – na taki rozdział warto było czekać. I choć wiem że Scorp nie zasłużył na pobyt w Azkabanie, to może jakoś cichymi sposobami można by sprzątnąć Albusa ?;) Część mojej głowy wciąż ma nadzieje że się pawian poprawi ale druga oj ! morderstwa i trucizny ! Franco ojcem ! Mój ukochany bohater ojcem <3 czy mogło być lepiej ? Ellswortha coś chyba ciągnie do Ewy – może dzięki niemu znajdzie to bezpieczeństwo którego wciąż szuka ?
    James i Natalie od zawsze byli moją ulubioną parą zaraz po Scorpiusie i Rose i fragment o ich dzieciach … po prostu rozmiękło mi serce.
    Nie przejmuj się bezmózgami – jak wiemy nie posiadają najważniejszego organu, więc powinniśmy im tylko współczuć.
    Życzę powodzenia w pracy – oby szybko nastały zmiany na lepsze.
    Dobrze, że jesteś kopnięta ! Nekopnięci ludzie to dopiero muszą mieć dziwne życie.
    Ja zawsze byłam dziwadłem i chyba… dobrze mi z tym (inspiracje Luną)
    Vestra
    Roseanna
    Pozdrawiam, całuje i ściskam wspierając !

    • Hmm… Obawiam się, że raczej ciężko byłoby sprzątnąć Albusa nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Niestety, ale zapewne wszyscy podejrzewaliby Scorpiusa, nawet gdybym dała mu żelazne alibi. Wiem, że ostatnio nasz drogi Al sie nie popisuje i sama jestem nieco rozdarta, ale cóż. Pożyjemy, zobaczymy.
      Myślę, że Franco zasłużył na dzidzię. I jeszcze z Roxanne, to będzie musiał być zajebisty dzieciak, z takimi genami XD
      Co do Ellswortha to będzie o wiele bardziej skomplikowana historia, ale więcej na ten temat nie powiem, czekac cierpliwie mi tu!
      Co do Jamesa i Natalie, wiesz, nie mogą mieć dzieci, więc chociaż mogę sprawić, że będą dosłownie tak zajebisci, że aż legendy :)

      Cóż, bezmózg mnie bardziej denerwuje, niż martwi. Wiesz, to zupełnie jakby ktoś próbował wyjadać ciastka z twojego słoika. Niby wielkiej krzywdy nie robi dopóki najwyżej co zgarnie nieco zeschłych okruchów, ale wciąż jest denerwujące, że mimo, że jej łapa nie wejdzie do słoika i tak próbuje zabrać twoje ciastka. Tak, własnie porównałam swojego faceta do słoika z ciastkami. I tak, jestem z tego dumna, nie oceniać, o! I wcale nie wszystko kojarzy mi sie z ciastkami! Hej! Widzę ten twój oskarżycielski wzrok!~

      nie dziękuję:) Ja tez mam nadzieje, że cos wymyślę, bo tu raczej zmiany na lepsze nie nastąpią, z tego co mówił szef, niestety.

      Cieszę sie, że tak uważasz:) Ja tez tak myślę. Moi rodzice, nie do końca. Ostatnio moja mama nawet przeciągnęła tatę na swoją stronę. Konfident jeden. I tak sie nie złamię. Szaleństwo to moje drugie imię. No dobra, na drugie mam Ela. Ale i tak! Nie dam im sie tak łatwo znormalnić, o nie!

      Dziękuję za wsparcie,
      wyraźnie pocieszona,
      Hippie

  13. Witaj Hippie! :*

    Bardzo cieszę się ze szczęścia Jamesa i Natalie oraz Roxanne i Franca! :) To takie cudowne, że ich rodziny się powiększą! :)

    Podobnie jak Asi, mi też wydaje się, że Eva nie jest obojętna Jamie’emu… Chyba coś się szykuje. :D

    To co zrobił Albus… dosłownie ścięło mnie z nóg i wcisnęło w fotel! Nie spodziewałam się, że może zrobić (TAKIE!) świństwo swojej własnej kuzynce i do tego PRZYJACIÓŁCE!!! Z ogromną przyjemnością pomogłabym Scorpiusowi w starciu Albusa na proch! Dzięki jego „wspaniałomyślności”, naszej Rose znowu zawalił się świat! :( Tak jest mi jej szkoda… :(

    Mimo tego całego ZŁA, które stworzyłaś, rozdział jest naprawdę dobry! :)

    Pozdrawiam, Lily. ;*
    P.S Niestety bezmózgi nigdy nie grają fair… Ale wierzę, że twój luby ma oczy i nie zostawi Ciebie – kogoś wyjątkowego i kochanego – dla jakiegoś bezmózga! :*
    P.P.S Rodzina zawsze „potrafi w odpowiedni sposób pochwalić człowieka” – skądś to znam…
    P.P.P.S Ty nie jesteś kopnięta! Ty jesteś po prostu inteligentna! :D
    P.P.P.P.S Trzymaj się tam i nie rozsypuj! :* A nawet jak się rozsypiesz, to kupię najsilniejszy klej na świecie i posklejam Ciebie! :*

    • Prawda, postanowiłam ich trochę rozpieścić, a co! Niech mają :)

      No może i cos się szykuje. Co, jest pytaniem jak najbardziej na miejscu, ale na nie nie odpowiem. Zdradzę jedynie, że będzie się działo. Czy dobrego czy złego juz nie powiem. Żyjcie dalej w błogiej nieświadomości mwahahahahaha :) jestem podła, wiem, to silniejsze ode mnie.
      Albus, no nie wiem nawet co powiedzieć, to był silny cios dla Rose i będzie miał szerokie konsekwencje. Jakie, tego naturalnie nie powiem. Miałam opory przed pisaniem tego rozdziału, no ale, czekolada złagodziła moje wyrzuty sumienia. To wszystko wina czekolady. Czekolada to zło. Zło w najczystszej postaci, mówię ci. To ona mi podszeptuje wszystkie podłe plany.

      Cóż, szczerze powiedziawszy ja tez nie, no a jeśli tak, to będę musiała stwierdzić, że był totalnym tępakiem(a nie wydaje mi się ze jest, może trochę naiwny czasami, no ale nie tępak). Bardziej mnie to denerwuje niż martwi. Ale miło słyszeć, że jestem kochana i wyjątkowa. Chyba to przetłumaczę mojemu lubemu i przeczytam patrząc na niego sugestywnie :D

      U mnie z tym stawianiem na nogi przez rodzinę bywa różnie, generalnie zawsze przy tym próbują mnie znormlanić, ale ja tak łatwo sie dam! Co to to nie! Ale muszę przyznać, ze niecelowe i nieświadome pocieszanie całkiem nieźle im wychodzi :P

      Tyle komplementów :)

      Obiecuję, że postaram sie nie rozsypać :* I dziękuję za miłe słowa, to wiele dla mnie znaczy :*

      Feeling loved,
      Hippie

  14. Biorąc pod uwagę ilość dzieci pojawiających się w tym rozdziale, wybralaś bardzo adekwatny tytuł.
    Czytając ten rozdział snułam chore teorie spiskowe pod adresem Jamie’go.
    Może mi się zdaje, ale coś mi mówi, że Eva nie jest mu do końca obojętna….PODEJRZANE!!!!
    Jestem obdarzona na Ala, jednak wciąż mam nadzieję, że weźmie się on w garść.
    Współczuję sytuacji w pracy (możesz wierzyć, lub nie, ale wiem coś o tym).
    Pozdrów siostrę.
    Dziękuję za rozdział
    Asia

    P.S. Ja jestem STARSZA od mojej siostry o 5 lat. Przypadek?

    • Najzabawniejsze jest to, że nie mogłam znaleźć tytułu, więc zrobiłam to, co zazwyczaj – luknęłam na piosenki soundtrackowe i centralnie, zaśmiałam sie nagłos nad prostotą i adekwatnością tytułu. Jak sie okazuje, najprostsze rozwiązania są naprawdę najlepsze.

      Skoro już tak to musiałaś powiedzieć na głoś o tym Jamiem to wiedz, że COŚ jest na rzeczy. Ale co, to ja już nie powiem, bo wy byście wszystko chciały wiedzieć od razu, nie ma tak dobrze :P:P:P:P

      No, co z Albusem, czas pokarze. Zgadywać co on zrobi to jak próbować wygrać w lotka – niby mozliwe, ale masz większe szanse, ze zje cie rekin.

      Więc ci współczuje. Wiesz, najgorsze jest to, że kiedy biznes strasznie sie rozwinął w ciągu ostatnich kilku tygodni/miesięcy, to w sumie to nigdy nie chciałam kierowniczego stanowiska, zwłaszcza, że byłam najmłodsza i do tego byłam kobietą(spróbuj powiedzieć kucharzowi z dwudziestoletnim doświadczeniem, żeby był bardziej schludny w pracy, nie dość że gówniara to jeszcze baba mu nie będzie mówić co ma zrobić). Ale wiesz, taka degradacja była nieco… w języku angielskim jest takie fajne słowo na to, undignifying. Fakt, że byłam jedyną osobą ze starego zespołu, która nadal ma pracę jest ociupinkę pocieszający, ale sama wiesz. Nie aż tak pocieszający.

      xoxo
      Hippie

      PS; Iza, czy to ty ???? :P:P:P

  15. Okok, tu będzie piękny i długi komentarz, ale dopiero wieczorem, bo mój głupi telefon usunął komentarz z wczoraj :’))))

  16. Rozdział przecudowny!
    James i Natalie mają fantastyczne dzieci :) Chętnie pomogę Scorpiusowi w zabiciu Ala. Jak można być tak podłym! Biedna Rose.
    Szczerze powiedziawszy (a raczej napisawszy) nie przepadam za tym Ellsworthem. Nie wiem czemu, po prostu go nie lubię.
    Rozy i Franco będą mieć dziecko :D

    Weny i szczęścia życzę :)
    Vampi

    • Nie wykorzystałam pełnego potencjału sceny o Jamesie i Natalie, tak mi sie wydaje, ale cieszę sie, że rozmroził wam trochę serducha w ten zimny mroźny czas :) Uhoho, brzmię tak poważnie, zupełnie jak nie ja. No, ale Albus totalny bezczel(nie ubliżając Bezczelnej naturalnie :P), ale to tak sie po kościach nie rozejdzie, będą konsekwencje, dla kogo i jakie no to zobaczycie, a raczej przeczytacie, wkrótce :)
      Ellsworth, to jest ktoś, kogo tutaj nazywa sie dziwną rybą. Może okazać się dobry, ale jakoś dziwnie to wszystko śmierdzi. O co dokładnie chodzi, hłehłehłe, tego nie powiem oczywiście. Czekać i to cierpliwie :P

      Całusy,
      Hippie

  17. Rozdział fantastyczny! Naprawdę ekstra! Fajnie, że James i Natalie mają już te dzieci :) Co do Albusa to go mam ochotę czasami zabić! Biedna Rose… Współczuje jej. Mam nadzieje, że Scorpius udusi Ala. Dva jak zwykle niesamowita! Super, że Rox i Franco będą mieć dziecko! Co do tego Jamiego, to go lubię ;) dobra ja już kończę. Czekam na nexta i życzę weny. Pozdrowienia.
    ~Natalie M.

    • Dziękuję, starałam sie jak mogłam, a wierz mi, że był to chyba najszybciej napisany rozdział jaki przyszło mi stworzyć(i to włączając mini rozdziały).Cóż, cokolwiek Al zrobił, ja mam nadzieję, że Scorpius go nie udusi. Wtedy będzie musiał iść do więzienia i co ta bidna Rose bez niego zrobi???? hę??? Wy wszystkie chyba chcecie widzieć Scorpiusa w więzieniu ;p;p
      Przynajmniej u Jamesa, Natalie, Franco i Roxanne na razie układa się nie najgorzej. na razie. mwahahaha, czuje sie czasem jak G.R.R. Martin….. :P

      Pozdrawiam,
      Hippie

  18. Współczuję Ci :( Rozdział bardzo fajny, ale zrobiłaś strasznego dupka… ciekawi mnie ten gościu od Evy xD sprawia dobre wrażenie…
    Zdrowia, szczęścia, weny i lepszej pensji ;)
    D.

    • Dziękuję, to dużo dla mnie znaczy :)

      Ja, że niby JA zrobiłam strasznego dupka? A co JA mogę poradzić, że Albus robi sobie co chce? Pff, wypraszam sobie :P:P:P Hmpf. Że niby ja. Też mi coś. Pff.

      Dziękuję bardzo za życzenia, z całą pewnością wszystkie sie przydadzą :)

      xoxo
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.