64. Wicked game

Nie będę wam długo przynudzać przedmowami, obiecuję. Chciałam tylko powiedzieć dwie rzeczy.

  1. Od tego rozdziału na blogu pomagać będzie mi Śliczna. Myślę, że zasłużyła na wielkie brawa, bo naprawdę przyda mi się pomoc :)

  2. To nic wielkiego, ale czasem czytam opowiadanie od początku do ostatniego napisanego rozdziału. Przy rozdziale numer 40. w przedmowie zaznaczyłyśmy, że mamy 8 tysięcy wejść i byłyśmy razem z Bezczelną z tego niezmiernie dumne. A teraz proszę, 24 rozdziały później, mamy ponad 40 tysięcy wejść!!! Moje serce skacze z radości :)

CZYTAM = KOMENTUJĘ

***

Boyce Avenue feat Jennel Garcia – Wake me up

Dolina Godryka wiosną wydawała się szczególnie piękna. Liście na drzewach były intensywnie zielone, a świat zaczął budzić się do życia po zimowej drzemce. Natalie szła jedną z bocznych uliczek wdychając zapach wiosennych kwiatów. James razem z Teddym i Fredem postanowili zorganizować męski wieczór, a ona w międzyczasie postanowiła odwiedzić Evę, by dogadać szczegóły wesela.

Natalie otworzyła furtkę i weszła na posesję, gdzie stał dom Evy. Brunetka siedziała na kocu przed domem czytając książkę, a obok niej leżała mała czarnowłosa dziewczynka śpiąc w cieniu na miękkich poduszkach.

- Hej, mam nadzieję, że nie przeszkadzam? – Nat uśmiechnęła się ciepło do Evy.

- Natalie! Jak miło cię widzieć! Nie, oczywiście, że nie przeszkadzasz. Siadaj – brunetka przesunęła się i zrobiła miejsce na kocu dla blondynki. – Byłam dzisiaj na ostatniej przymiarce sukni. Bardzo mi się podoba. Szkoda tylko, że nieco mi się przytyło po ciąży – westchnęła.

- Na pewno będziesz wyglądała cudownie. Rose i Lily również – uśmiechnęła się Nat.

- Tak, ale to ty będziesz najpiękniejsza tego dnia. Uwielbiam twoją sukienkę! Jakby była dla ciebie stworzona. I nie wiem, jak Madame Malkin to robi, że zawsze któraś z pierwszych trzech propozycji jest trafiona. I Rose! Ta to ma nosa do wszystkiego! Nawet ten asystent, którego zasugerowała tlenionemu. Scorpius nie może się go nachwalić!

- James zawsze w nią wierzył. Nie tylko James, ale on zawsze… Trudno to wyjaśnić. Nie bez powodu był pierwszym z rodziny, z którym zaczęła normalnie rozmawiać. Nie znałam jej wcześniej, ale z tego co słyszałam, to była niezłym utrapieniem dla rodziców. To, co wyrabiała w Paryżu… Jej rodzina bardzo się o nią martwiła… Myślę, że ty, Scorpius i Draco to najlepsze, co já spotkało od dłuższego czasu.

- Myślę, że była po prostu zagubiona wiesz? Sama w obcym miejscu. Czasem myślę, że może to byłabym ja, bez bliźniaków i Larsa… – Eva uśmiechnęła się lekko.

Mała Grace otworzyła oczy i zaczęła rozglądać się z zaciekawieniem. Bardzo różniła się od berbeci w swoim wieku. Nat była pewna, że większość dzieci zaczęła by płakać, a zamiast tego Gracie wykrzywiła swoje drobne usteczka w uśmiechu i pokazała bezzębne dziąsełka.

Natalie uśmiechnęła się na widok dołeczków, które pojawiły się na policzkach dziecka.

- Jaka ona rozkoszna! – powiedziała przyglądając się dziecku z czułością pomieszaną.

- Jak prawie każde dziecko, kiedy nie płacze – zaśmiała się Eva. – Jak będziesz miała swoje dzieci, to będą dla ciebie najśliczniejsze, najsłodsze i najbardziej pocieszne. Kiedy tylko nie będą budzić cię w środku nocy, płakać i robić w pieluchę trzy sekundy przed wyjściem.

Twarz Nat na chwilę spochmurniała, a z jej oczu znikł blask. Niemal od razu zdobyła się uśmiech i udawała, że się zagapiła. Pogłaskała delikatnie głowę dziewczynki. Eva zauważyła jednak tą zmianę na twarzy blondynki i zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie powiedziała czegoś, co mogłoby zranić Natalie.

- Nat, wszystko w porządku? Chlapnęłam coś bezmyślnie? Jeśli tak, to naprawdę przepraszam…

- Nie, to… Wszystko w porządku. Zamyśliłam się – odpowiedziała chaotycznie blondynka.

- Widzę, że coś cię dręczy. To chyba nie przez ślub? Wiesz, jestem pewna, że każda panna młoda ma wątpliwości przed ślubem… – brunetka delikatnie położyła dłoń na ramieniu Natalie.

- Świat jest cholernie skomplikowany – westchnęła blondynka spuszczając wzrok.

- Tak, coś o tym wiem – odpowiedziała Eva i pogłaskała Grace czule po policzku.

- Kiedyś myślałam, że jestem cholerną szczęściarą – powiedziała cicho Nat. Nigdy nie lubiła mówić o sobie, James był jedną z pierwszych osób, które przełamały mur milczenia. Ale z czasem coraz trudniej było jej trzymać wszystko w sobie.

- Wiesz, muszę przyznać, że nie wierzę, że istnieje coś takiego jak pech, czy szczęście, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Można być szczęśliwym, ale to ty o tym decydujesz. Los nie ma nic do powiedzenia. Mamy pecha przez to, że to my nieumiejętnie kierujemy swoim życiem – powiedziała Eva. Z biegiem czasu dostrzegała w swoim związku z Albusem wiele błędów wynikających z jej własnych postępowań. Gdyby podjęła inne decyzje, może dziś wciąż byłaby z Albusem? Tylko czy tego naprawdę chciała, widząc jak zachowywał się przez ostatni rok?

- Może i masz rację, ale ja naprawdę byłam szczęściarą. Byłam wystarczająco popularna, miałam krąg swoich przyjaciół, których się trzymałam. Ale nie lubiłam wciąż być w tłumie, lubiłam chodzić własnymi ścieżkami. Chłopcy uważali mnie za atrakcyjną. Nieco kopniętą, ale przez to bardziej atrakcyjną. Tak poznałam Jamesa.

Eva pomyślała, że jej życie było zupełną odwrotnością życia Nat. Ona nigdy nie miała rodziny, w szkole wytykali ją od dziwadeł. Jej rodziną byli chłopcy i Malfoyowie. Ale wciąż doskonale wiedziała, że sama w pewnym sensie wybrała życie dziwadła i nie zamieniłaby go za nic w świecie.

- James był trochę inny – kontynuowała Nat. – Prawie zawsze otaczała go grupka ludzi. Na początku uważałam, że to arogancki dupek. Myślałam, że syn sławnego Harry’ego Pottera będzie się pławił w zasłużonej chwale ojca, i miałam sporo racji, ale on okazał się być moją bratnią duszą.

- To akurat prawda. Pasujecie do siebie. Gdy was po raz pierwszy spotkałam, to pomyślałam Tak zgranych osób, to nigdy jeszcze nie widziałam!. Tworzycie zgrany duet – Eva przymknęła oczy i skierowała głowę w stronę słońca. Chwilę później popatrzyła na Natalie dając jej do zrozumienia, że chętnie wysłucha dalszej części zwierzenia.

- Gdy zaczęliśmy być ze sobą, miałam pewne obawy. Cóż na początku, przyznam, dla mnie też to była jedynie zabawa. Ale z czasem… Często zastanawiałam się, czy nie zostanę zepchnięta na drugi plan, jeśli wiesz o co mi chodzi. Ale nie stałam się tą zdobytą-przeżytą. Cały czas perfekcyjnie dogadywaliśmy się, a ja byłam szczęśliwa. Po szkole pomieszkiwaliśmy trochę u moich rodziców, trochę u jego. Myślę, że doprowadzaliśmy Ginny do białej gorączki ciągłymi dwuznacznymi aluzjami o ślubie i dzieciach – uśmiechnęła się smutno.

- Albus coś o tym wspomniał – uśmiechnęła się Eva.

- Potem dowiedziałam się, że…- uparcie wpatrywała się w swoje dłonie, jej twarz tak wyraźnie spochmurniała.

- Nat? – spytała Eva cicho.

- Czemu akurat mi się to przytrafiło?! – warknęła cicho wpatrując się w niebo, jakby zadawała pytanie komuś niewidzialnemu i nie czekając na odpowiedź schowała twarz w dłonie.

- Natalie, masz wielkie szczęście. James bardzo cię kocha, masz rodzinę i wspaniałych przyjaciół. W Wielkanoc odbędzie się twój ślub, na którym będziesz wyglądać olśniewająco – brunetka czując, że nie przekonała dziewczyny do końca, kontynuowała. – Każdy spotyka przeszkody na swojej drodze, ale pamiętaj, że po deszczu zawsze wychodzi słońce…

- Ale to nie jest coś, co można zmienić – wyszeptała Natalie, która czuła, że musi to z siebie wydusić.

- Wszystko się da – uśmiechnęła się Eva. – Należy tylko wierzyć.

- Obawiam się, że w moim przypadku wiara nie wystarczy – powiedziała cicho, a po jej policzku popłynęła łza. – Jestem pewna, że wiesz, że zerwaliśmy, bo przyłapałam Jamesa z inną dziewczyną? To było kłamstwo. Zerwałam z Jamesem bo, dowiedziałam się, że nigdy nie będę miała dzieci – jej głos był wyprany z wszelkich emocji.- Nie chciałam robić tego Jamesowi. Powiedziałam mu, że nie możemy być już razem. Powiedziałam mu, że się znudziłam. Czułam się okropnie, codziennie nawiedzały mnie myśli, że James o mnie zapomniał… On codziennie pisał, dobijał się do moich drzwi, a ja mu nie odpowiadałam… – uśmiechnęła się lekko. – Nigdy nie wiedział, kiedy się poddać. W końcu powiedziałam mu prawdę. A on wciąż nie rozumiał, dlaczego nie możemy być razem! Rodzinie powiedział, że przyłapałam go w łóżku z inną. Wziął całą winę na siebie, aż w końcu…

- Przekonał cię, byś do niego wróciła – dokończyła zmartwiona Eva.

- Tak. I znów poczułam się szczęśliwa. Potem oświadczył mi się przed całą rodziną… Wiedział, że mu nie odmówię, gdy cała jego rodzina nas otoczyła – uśmiechnęła się do wspomnienia. – Potem wzięliśmy szybki ślub w Las Vegas, ale znowu dopadły mnie wątpliwości. Spaliłam dokumenty zanim on je nawet dotknął… Ale on wciąż się nie poddawał. Nigdy się nie poddaje.

Natalie wydała się Evie w tym momencie niesamowicie silna. Ona sama nie chciała zachodzić w ciążę tak wcześnie, ale myśl, że nigdy nie miałaby mieć potomstwa wydawała jej się co najmniej straszna. Od momentu, gdy po raz pierwszy zobaczyła Grace już wiedziała, że nigdy nie zamieniłaby swojego życia. Gdyby mogła cofnąć się w czasie i wszystko zmienić, teraz, kiedy patrzyła na swoją córkę, wiedziała, że była warta każdego cierpienia.

- Natalie, nawet nie wiesz, jak cię w tej chwili podziwiam – Eva spojrzała w oczy blondynce.

- Mnie? – zapytała zdziwiona i zdezorientowana.

- Ja… Nie wyobrażam sobie życia bez Grace. Jest w tobie siła, którą nie jestem pewna, czy ja bym w sobie znalazła. To musiało być dla ciebie trudne. Jesteś naprawdę niesamowita – wyznała i mocno przytuliła Natalie. – Po za tym, wiesz, są inne opcje. Wiem, że to nie to samo, ale sierocińce są pełne dzieci, które dałyby wszystko za dom i kochających rodziców. Choć może powinnaś zapytać Rose. Zdaje się, że ostatnio ma dobra passę do dawania dobrych rad.

Blondynka wracając do domu czuła się szczęśliwsza, niż gdy z niego wychodziła. Była wolna od trosk, którymi nie chciała obarczać Jamesa. Eva stała się jej jeszcze bliższa. Po długiej rozmowie, Natalie trochę zmieniła podejście do życia. Czuła, że rzeczywiście może zrobić wszystko, że może wciąż jest nadzieja, a świat wydawał się jej jeszcze piękniejszy.

***

Eels – Series of misunderstandings

- Al?

- Rose? – zdziwił się Potter.

- Nie udawaj takiego zaskoczonego, mieszkam tuż za rogiem – powiedziała nieco rozbawiona Rose. – Wreszcie odwiedziłeś rodziców?

Potter wywrócił oczami.

- Przysięgam, że to były moje ostatnie odwiedziny przed weselem Jamesa – skrzywił się. – Przez ostatnie trzy godziny wybierałem wstążki do winietek i krawaty dla drużbów.

Rose zaśmiała się głośno. Doskonale wiedziała, o czym mówił Albus. Wesela u Weasleyów zawsze były rodzinnym wydarzeniem i ktokolwiek, kto znalazł się wystarczająco blisko tego huraganu przygotowań, natychmiast zostawał wciągnięty w jego wir. Większość młodzieży unikała swoich domów, gdy szykowała się jakaś większa rodzina uroczystość. Wszyscy wiedzieli, że pięciominutowa pomoc kończyła się na pięciogodzinnej. I że zawsze, absolutnie zawsze, było coś, w czym nawet najgorsza łamaga mogła pomóc.

Nie współczuła Potterowi jednak tak bardzo, jak współczułaby komukolwiek innemu. Ich relacje odbiegały daleko od perfekcji, jak zresztą relacje Albusa niemal z całą rodziną, odkąd ciąża Evy wyszła na jaw.

Ale Rose wciąż pamiętała, że kiedyś, tak dawno temu, byli najlepszymi przyjaciółmi. Byli niemal nierozłączni do momentu, gdy podzielił ich Paryż i ponad tysiąc kilometrów.

- Znasz swoją matkę, wszystko musi być idealnie – zachichotała Rose, która jako jedyna zdawała się uniknąć całej tej gorączki przygotowań za wyjątkiem jej druheńskich obowiązków, wykręcając się terapią, uczelnią, i biednym Scorpiusem dla którego nie ma ani wolnej minuty.

- Wydaje mi się, że jest bardziej podekscytowana niż James i Natalie razem wzięci – zaśmiał się Al. Nie pamiętał kiedy ostatnio raz czuł się tak swobodnie w towarzystwie któregokolwiek z jego licznego kuzynostwa. Ale Rose nie była tylko kuzynką. Kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi. I może przez stary sentyment nie odpychała go tak bardzo, jak reszta, nawet, gdy mówiła o Evie.

Rose spojrzała na grubą, brązową kopertę, którą trzymała w dłoniach.

- Właściwie wracałam od fotografa. Wywołałam parę zdjęć Grace. Chciałbyś je obejrzeć?

Zawahał się.

- Jasne – odpowiedział w końcu. – Może gdzieś usiądziemy? – zapytał zaskoczmy nieco swoją własną propozycją.

- Pod srebrną łanią? Mają zabójcze kremówki.

- Kupiłaś mnie kremówkami – odpowiedział Albus i oboje ruszyli w kierunku centrum.

Szli ramię w ramię w milczeniu, niepewni, co powiedzieć, by nie psuć tej nadzwyczajnie całkiem przyjemnej atmosfery. Gdy dotarli do kawiarni, usiedli przy stoliku w najciemniejszym kącie. Z czasem to stało się bardzo silnym nawykiem. Byli dziećmi złotej trójki, zawsze przykuwali uwagę. Czasem wszystkiego, czego potrzebowali, to odrobina anonimowości.

- Rośnie, jak na drożdżach – powiedział cicho Albus, przeglądając powoli zdjęcia.

- Al?

- Hm?

- Powinieneś ją odwiedzić – powiedziała niepewnie Rose.

- Nie chcę o tym rozmawiać – uciął Albus. – Nie mam ochoty na spotkanie z Evą.

- Rozumiem, Al. Naprawdę. Masz prawo być wściekły na Evę.

Potter spojrzał na nią zaskoczony.

- Nie zamierzasz mi powiedzieć, że Eva zrobiła, co było najlepsze dla Grace?

- Al, czy serio mógłbyś pomyśleć choćby przez trzy sekundy, że ja i Scorpius nadawalibyśmy się na rodziców? No właśnie. Ja też nie. Osobiście uważam, że to był jeden z najdurniejszych pomysłów, jaki kiedykolwiek przyszedł jej do głowy.

- Muszę przyznać, jestem w szoku – powiedział wbijając wzrok w zdjęcie szeroko uśmiechniętej Evy, trzymającej w ramionach Grace.

- Wierz mi, gdyby nie była umierająca, pewnie udusiłabym ją własnymi rękoma. Na jej obronę, była bardzo chora i nie jestem pewna, czy do końca zdawała sobie sprawę, co robi. Plus była na ciebie wściekła. I na siebie też.

- Rose – przerwał jej zrezygnowany. – Czego ty ode mnie oczekujesz? Właściwie, w świetle prawa, nawet nie jestem ojcem własnej córki. Nie mam żadnych praw, czy choćby jednego słowa w jej wychowanie.

- Ale to się przecież może zmienić – powiedziała cicho. – Wiesz, Eva nie jest dumna z tego, co zrobiła. Żałuje. I naprawdę chciałaby, żebyś zaopiekował się Grace. Znam ją. A ja nie wierzę, że ciebie to nie interesuje.

- Wiesz to strasznie niesprawiedliwe – zaczął po chwili, – że wszyscy jesteśmy zmuszeni, by dorastać o wiele za wcześnie. Pomyśl, gdyby tylko sprawy potoczyły się nieco inaczej, może w tym momencie oboje bylibyśmy już po ślubach, z dziećmi. A to wszystko przed dwudziestką.

Rose posmutniała nieco.

- Może tak miało być, żeby inne dobre rzeczy mogły się wydarzyć. Gdybym wyszła za Grega, najpewniej nie dożyłabym dwudziestki. Nigdy nie poznałabym Draco i Elaine. O Scorpiusie już nie wspominając.

- A ja?

- Ty nie poznałbyś Mary. To już ponad rok.

- Tia… – mruknął Al wciąż wpatrując się w to samo zdjęcie.

- Al, ja wiem, że może nie otrzymała na początku najmilszego przywitania w rodzinie, ale wszyscy uważają, że to naprawdę miła dziewczyna.

- Wiem – powiedział cicho Al. – Mógłbym…

- Tak? – zapytała Rose po chwili milczenia, ale spoglądając na Albusa niemal od razu zrozumiała. Jak dawniej, gdy życie było tak proste, a ich największym problemem wyniki testu z Eliksirów. – Możesz je zatrzymać. Ja mam w domu jeszcze tylko z tysiąc.

***

Lifehouse – You amd me

Słońce świeciło mocno obejmując mały park swoimi złocistymi ramionami. Drzewa kołysały się lekko pod wpływem ciepłego, południowego wiatru. Wszystko było zielone, drzewa, trawy, kiwitnące kwiaty.

- I wyobraź sobie, że Franco nadal odmawia złożenia wyjaśnień! – żachnęła się Eva.

Razem z Rose i Lily, która była trzecią druhną, poprawiały suknię, którą miała na sobie Natalie. Prostą, bez ramiączek, z cienkimi falbanami zakończonymi czarną koronką.

- Nie wierzę, że przez tyle miesięcy nie udało nam się go wyśledzić. To po prostu niemożliwe – dodała zrezygnowana Rose zacieśniając nieco taśmę na plecach Natalie.

- Mi się wydaje, że chłopaki wiedzą – powiedziała zirytowana Natalie. – Próbowałam to nawet wyciągnąć od Jamesa, i wierzcie mi, użyłam wszelkich możliwych manipulacji, i nic!

- Ja bym powiedziała, że po prostu ich to bawi, jak desperacko chcecie to wiedzieć – zachichotała Lily, ale od razu zamilkła widząc mordercze spojrzenia panny młodej i pozostałych druhen.

- Tak właściwie, Lily może mieć rację. Scorpius zawsze przyklejał na twarz ten głupkowaty uśmieszek, gdy próbowałam się go wypytać – powiedziała Rose.

- Puk! Puk! To ja! – powiedziała puszysta kobieta o kręconych blond włosach wchodząc do hotelowego pokoju.

Natalie spojrzała na swoje druhny i wywróciła oczami.

- Moja śliczna córeczka – powiedziała kobieta podchodząc do panny młodej, całkowicie ignorując druhny. – Och, jesteś jeszcze taka młoda…

- Mamo, to jest dzień mojego ślubu, nie zaczynaj – odpowiedziała nieco zmieszana i lekko zirytowana Natalie.

- Ja tylko mówię, że masz jeszcze czas – odpowiedziała kobieta z miną niewiniątka. – Nigdy nie zrozumiem, co ty widzisz w tym łapserdaku.

- Mamo!

- No co? Trudno nie zauważyć, że ten chłopak ma pstro w głowie.

Drzwi pokoju otworzyły się i do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna o blond włosach.

- Tato, powiedz coś mamie, ona znowu zaczyna! – zirytowała się Natalie.

Mężczyzna westchnął głęboko.

- Ja tylko mówiła…

- Tak, wiem, co mówiłaś. A teraz idź dołączyć do gości. Już czas. Dziewczęta, gotowe? – zapytał nie dając żonie szansy na odpowiedz.

Kobieta uniosła głowę nieco urażona, ale posłusznie opuściła pomieszczenie.

- Wyglądasz przepięknie – powiedział mężczyzna podchodząc do Natalie i całując ją w policzek.

- Dzięki, tato – odpowiedziała Natalie uśmiechając się szeroko.

- Wyglądasz, jakbyś się denerwował – powiedział Fred kąśliwie, poprawiając mankiety swojej marynarki.

- Ja? Denerwować? Też mi pomysł! – oburzył się James stąpając z nogi na nogę.

Wszyscy zebrani goście wpatrywali się w niego z uśmiechami na twarzy, gdzieniegdzie słychać było chiche szlochy kobiet, głównie wzruszonej Molly Weasley.

James obejrzał się za siebie spoglądając na pastora, na pięknie przystrojony ołtarz w tym niemal magicznym parku. Spojrzał na wejście do alei, w którym już za chwilę miała pojawić się ona.

- Serio wyglądasz, jakbyś się denerwował – dodał rozbawiony Lysander.

- Sorry, James, ale zgadzam się z chłopakami – zaśmiał się Louis.

- Powinny już wyjść, nie? – powiedział James ignorując rozbawione spojrzenia drużbów.

- Spokojnie, Lilka nie pozwoliłaby jej dać nogi sprzed ołtarza. O, patrz, twoja teściowa wróciła. Powiedziałbym, że najgorsze już za tobą, sądząc po jej minie – mruknął Louis.

- Teraz już będzie z górki – dodał Fred. – Ta kobieta chyba nie zdaje sobie sprawy, że im bardziej próbuje zniechęcić Nat, tym bardziej ją zachęca…

- Oto i one – przerwał mu Louis wskazując wejście do alei. – Panowie, czy tylko ja odczuwam pewien niedosyt, że wszystkie druhny są z nami spokrewnione?

- Mów za siebie – Lysander uśmiechnął się łobuzersko.

James, Fred i Louis rzucili mu mordercze spojrzenie, ale blondyn zdawał się być jedynie tym rozbawiony.

Lily wyszła na ścieżkę jako pierwsza, w pięknej bladoróżowej sukience bez ramiączek, z tiulową spódnicą.

Tuż za nią pojawiła się Rose, uśmiechając się lekko i rozglądając się nerwowo, jakby kogoś szukała.

Za nią pojawiła się Eva, szeroko uśmiechnięta, ale skupiając swój wzrok w dużej mierze na jej chłopcach i Malfoyach, którzy asystowali Willa i małą Grace.

Usta Jamesa otwarły się lekko w podziwie, gdy wreszcie na końcu alei stanęła Natalie pod rękę ze swoim ojcem. Jego serce zabiło mocniej. Już w tym momencie wiedział, że nikt nie uszczęśliwiłby go bardziej, niż ona. Od pierwszego momentu, gdy ją zobaczył, wiedział, że musiał ją mieć. Jeszcze wtedy nie przypuszczał, że straci dla niej głowę, serce, duszę, ale teraz, kiedy patrzył na to wszystko z perspektywy czasu, wiedział, że to nie mogło się inaczej skończyć.

I zdawało mu się, że minęła cała wieczność, zanim jej ojciec wreszcie oddał mu jej dłoń.

- Wyglądasz przepięknie – wyszeptał James.

Uśmiechnęła się lekko. Jeszcze ponad półtora roku wcześniej zdawało jej się, że jej życie się skończyło, że ona i James nigdy nie powinni byli istnieć razem, że kobieta, która nie mogła mieć dzieci może nigdy nie powinna mieć męża.

Ale James sprawił, że znów uwierzyła, że wszystko jest możliwe. Że jej bezdzietność nie musiała mieć znaczenia. Że on ją kochał bez względu na cokolwiek.

A teraz stała w białej sukni przed całą rodzina i przyjaciółmi, w tym przepięknie udekorowanym hotelowym parku, i już za chwilę miała wypowiedzieć słowa przysięgi.

- Czy ty, James Syriusz, bierzesz sobie za żonę Natalie i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że jej nie opuścisz aż do śmierci?

- Tak! – krzyknął James radośnie powodując falę śmiechu wśród gości.

- Czy ty, Natalie, bierzesz sobie za męża Jamesa Syriusza i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że go nie opuścisz aż do śmierci?

- Tak – powiedziała Natalie uśmiechając się szeroko.

I wszystko nagle wydało się takie proste i piękne i szczęśliwe, jakby już nic nigdy nie było im tego w stanie zabrać. I zdawało im się, że minęły zaledwie sekundy, gdy wszyscy już zdążyli rozsiąść się przy stołach i po pierwszym tańcu Fred powstał uderzając łyżeczką w kieliszek.

- Wszyscy wiemy, po co się tu dziś zebrali – zaczął, gdy wszyscy goście umilkli. – Długo myślałem, co powinienem powiedzieć, ale wydaje mi się, że wszyscy wiemy, że tu nie trzeba wiele słów. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Jamesa i Natalie razem pomyślałem bracie, nawet nie wiesz, jak bardzo wpadłeś. I wydaje mi się, że rzeczywiście nie wiedział. Przyszedł do mnie pewnego wieczora , wyglądał dziwnie. Na początku myślałem, że jest spanikowany. Później pomyślałem, że musiał być pijany, ale to też nie było to. Po tym, co mi powiedział bardzo szybko zrozumiałem, że się zwyczajnie zakochał. A powiedział mi, że albo zwariuje, albo się z nią ożeni. Za Jamesa i Natalie – powiedział unosząc kieliszek.

- To była najgorsza przemowa EVER – zaśmiał się Louis.

Arctic Monkeys – Mardy Bum

- Rose, jesteś na mnie zła? – zapytał cicho Scorpius.

Próbował z nią rozmawiać odkąd się pojawił, ale dziewczyna miała dla niego jednowyrazowe, zbywcze odpowiedzi i raczej oschły ton. Ciężko było nie zauważyć, że coś było nie tak, ale nie potrafił poskładać tego w całość.

- Nie, skądże – odpowiedziała chłodno. – Eva, podasz cukier?

Brunetka westchnęła cicho wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z Elaine, po czym podała Rose cukiernicę.

- Rose – zaczął Scorpius kładąc dłoń na dłoni Rose, ale ta szybko zabrała swoją pod pretekstem podniesienia filiżanki z herbatą. – Naprawdę wydaje mi się, że jesteś zła.

- Jeśli zrobiłeś coś, co mogło mnie rozzłościć, to tak, jestem zła. Ale jeśli uważasz, że nie zrobiłeś nic złego, to nie jestem zła. Proste – powiedziała oschle Rose podnosząc się od stołu.

Scorpius patrzył, jak dziewczyna odchodzi w kierunku oddalonej kilkanaście metrów fontanny i zapala papierosa.

- Okej, co ja takiego zrobiłem? – zapytał rozglądając się po stole od Larsa, przez bliźniaki, Evę, Elaine, młodych Longbottomów, aż po Hugona, Kate, Lily i Sergiusa.

Elaine prychnęła cicho.

- Czasem jesteś taki niedomyślny – zaśmiała się gorzko.

- Chodzi o to, że się spóźniłem, prawda? – zapytał zrezygnowany. Podejrzewał od samego początku, że właśnie to było powodem obojętności Rose, ale z jakiegoś powodu próbował to sobie wyperswadować, znaleźć inny, łatwiejszy do rozwiązania powód.

- Serio? Nie mów mi, że dopiero teraz to rozkminiłeś, Rose prawie się do ciebie nie odezwała odkąd przyszedłeś – zirytowała się Eva kołysając Grace w ramionach. – Rose jest drugą druhną. A ty jej weselnym partnerem. To było raczej upokarzające, gdy wszyscy pytali, gdzie jesteś, a ona biedna nawet nie mogła im odpowiedzieć, czy w ogóle się pojawisz.

- Miałem spotkanie, przedłużyło się – zaczął się bronić.

- Obawiam się, że tym razem to nie wystarczy – odpowiedziała Elaine.

Scorpius westchnął cicho i podniósł się z miejsca, po czym ruszył w kierunku fontanny.

- Rose – zaczął cicho, ale ona nawet na niego nie spojrzała uparcie wpatrując się w fontannę.

Może Mia miała racje od samego początku? Może Scorpius nie potrafił z kimś być i tego kogoś szanować. Czy Scorpius mógł ją szanować, gdy tak otwarcie okazywał brak poszanowania dla jakichkolwiek towarzyskich zasad, dla jej rodziny? Była pewne, że James i Natalie zbyt zajęci doba nawet nie zauważyli jego niechlubnego niemal czterogodzinnego spóźnienia. Ale wszyscy inni rzucali jej pobłażliwe spojrzenia. Nawet Albus poklepał ją pocieszająco po ramieniu.

A teraz stał tuż przed nią z miną zbitego psa i najpewniej próbował przepraszać. Ale czy jego przeprosiny mogły mieć teraz jakieś znaczenie?

- Przepraszam – powiedział dotykając jej ramienia, ale Rose natychmiast się odsunęła.

- Rose, nie chciałem stawiać cie w niezręcznej sytuacji…

- A jednak to zrobiłeś. Po raz kolejny – odpowiedziała chłodno.

- Wiem, że nawaliłem – powiedział spokojnie.

- Czyżby? – odwróciła się i zamierzała odejść, ale Scorpius złapał ją za ramię.

- Rose, nie odchodź. Porozmawiajmy, proszę. Mogę to wszystko wyjaśnić. Miałem spotkanie, druga strona się spóźniła…

- Nie mydl mi oczu pracą! Wiedziałeś o weselu od dwóch miesięcy! Z takim wyprzedzeniem jestem pewna, że mogłeś wygenerować jeden dzień wolny – syknęła Rose. – Gdyby ci zależało, oczywiście.

- Wiem, ja tylko…

- Wiesz jak się czułam, kiedy niemal każdy członek mojej rodziny pytał mnie gdzie jesteś i czy w ogóle przyjdziesz, a ja nawet nie mogłam dać im odpowiedzi! Nikt mnie nigdy tak nie upokorzył, Scorpius! Nawet Albus, który cię nie cierpi, powstrzymał się od kąśliwego komentarza, zamiast tego patrzył na mnie z politowaniem i próbował pocieszyć!

Scorpius zamknął oczy i westchnął głośno. Życie było o wiele prostsze, gdy nie musiał się liczyć z uczuciami innych. Tym razem wiedział jednak, że zawinił i widział wyraźnie, że Rose była zbyt rozżalona, by mu to w tym momencie tak po prostu odpuścić.

- Wynagrodzę ci to!

Rose zaśmiała się histerycznie, ale tak wyraźnie nie było jej do śmiechu.

- Jak? – zapytała, ale nie czekając na odpowiedz wróciła do stolika.

I Scorpius doskonale zdawał sobie sprawę, że naprawdę nie było wiele, co mógłby w tym momencie zrobić, by uzyskać jej wybaczenie.

Doctor Who OST – Amelia Pond Theme

- Al – usłyszał za sobą. Jego stolik był pusty, wszyscy zniknęli na parkiecie. Nawet Mary poproszona przez Lorcana nie wahała się ani chwili. Kochała tańczyć, a Albus tak wyraźnie nie był w nastroju do zabawy.

- Eva – niemal wyszeptał przestraszony.

Brunetka uśmiechnęła się ciepło i usiadła obok niego trzymając w ramionach Grace.

- Unikasz mnie – powiedziała cicho. – I ja rozumiem, Al.

- Eva, to nie jest najlepsze miejsce…

- Chciałbyś ją potrzymać? – przerwała mu.

- Co?

- Czy chciałbyś potrzymać Grace? – powtórzyła pytanie uśmiechając się ciepło.

- Że ja? – zapytał na wpół zszokowany, na wpół spanikowany.

- Tak, ty! – zaśmiała się Eva i po prostu podała mu dziewczynkę ignorując wszystkie jego protesty w stylu ale ja nie wiem jak!, czy zrobię jej niechcący krzywdę!, lub jest za mała!.

Grace zaśmiała się w ramionach ojca.

- Dużo myślałam ostatnio o tobie i o Grace – powiedziała cicho Eva. – I wiem, że popełniłam błąd, kiedy się urodziła, praktycznie odcinając cię od niej…

- Mój ojciec cię poparł – zauważył gorzko Albus.

- Byłam bardzo chora, oni wszyscy tak się martwili i najłatwiej było po prostu znaleźć winnego. W tym przypadku ciebie. Ale przecież tyle kobiet choruje w ciąży, to nie miało z tobą nic wspólnego! Ja sama nie myślałam logicznie. Ale Al, jeśli się zgodzisz oczywiście, jeśli tego chcesz, chciałabym wszystko naprawić. Grace powinna nazywać się Potter, nie Monae.

- Cóż… – mruknął zaskoczony Al. – Jeśli tego chcesz…

Eva uśmiechnęła się szeroko.

- Mogę ci zadać pytanie? – powiedział nagle

- Jasne.

- Dlaczego akurat Grace? Myślałem, że nazwiesz ją po swojej matce – zapytał świdrując ją wzrokiem.

- Myślałam o tym. Ale może coś jest z tymi imionami i przeznaczeniem. Spójrz tylko na Lily – uśmiechnęła się lekko. – Al, bądźmy szczerzy. Po prostu próbuję zaklinać rzeczywistość. Grace oznacza osobę z gracją, elegancją, taktem, łagodnością. Z taką mieszanką genów, jaką od nas dostała z całą pewnością pobije rekord szlabanów Harry’ego z piątej klasy. Ale wciąż próbuję się oszukiwać, że z tak, hmm, dostojnym imieniem może wyrośnie z niej dama.

- Musiałabyś poważnie ograniczyć Jamesowi kontakty – zaśmiał się Al.

- Nie wiem, czy to jest możliwe. Musiałabym chyba przeprowadzić się na księżyc.

Eva uśmiechnęła się szeroko, po czym podniosła się z miejsca.

- A ty dokąd? – zapytał lekko wystraszony Potter.

- Musze znaleźć Jamesa i Natalie. Na pewno się gdzieś migdalą, a już czas na tort.

- A co z Grace?

- Jest w dobrych rękach – zawołała przez ramię.

- Co? – wydukał Al z niedowierzaniem i spojrzał na Grace. – Twoja mama lubi mnie torturować.

Eels – My timing is off

- Rozmawiałem z Elaine – powiedział Draco siadając na brzegu fontanny, tuż obok Rose.

- Mówiłam jej, żeby wystopowała z ponchem – westchnęła zrezygnowana Rose. – Chcesz, żebym zabrała ją do domu?

- Nie, Elaine ma się świetnie i zdaje mi się, że dostosowała się do twojej rady, bo zdawała się całkiem trzeźwa. Za to ty wyglądasz na zmartwioną.

- To nic takiego – skłamała Rose. – Po prostu całe to zamieszanie ze ślubem zaczyna do mnie docierać.

- Elaine mi powiedziała, że ty i Scorpius się pokłóciliście.

Rose westchnęła zirytowana.

- Wiesz, chyba jestem ci winien przeprosiny.

- Draco, nie musisz przepraszać za Scorpiusa. Ja… Po prostu zawiodłam się. Wciąż powtarzałam, że rola druhny wiele dla mnie znaczy, bo to wielkie wyróżnienie i myślałam… Myślałam, że Scorpius to uszanuje.

- Tak, wiem, dlatego tym bardziej jestem ci winien przeprosiny.

- Draco…

- Rose! Wysłuchaj mnie, proszę! To ja ustaliłem to spotkanie około południa. To było kilka miesięcy temu, zapomniałem, o weselu Jamesa. Niestety druga strona znacznie się spóźniła, kilka godzin, potem spotkanie się przedłużyło, a ja wciąż powtarzałem Scorpiusowi, jak ważne jest to spotkanie, jak bardzo potrzebujemy tego kontraktu. Popełniłem błąd, przepraszam. Tym razem to nie Scorpius zawinił. Postawiłem go w bardzo trudnej sytuacji. Jego także już przeprosiłem. Chciałabyś usłyszeć, co mi odpowiedział?

- Nie jestem pewna, czy jestem w stanie przyjąć tyle bluzg naraz.

Draco zaśmiał się cicho.

- Powiedział, że tak czy inaczej zasłużył na twoje chłodne traktowanie. Powiedział, że powinien był przesunąć spotkanie, gdy druga strona spóźniła się tyle czasu.

- Widzisz w tym problem! Za każdym razem, kiedy twój syn wkurzy mnie tak bardzo, że mam go ochotę rozszarpać, zaraz potem robi coś miłego wobec ciebie, za co mam go ochotę wyściskać. Eh, tort wjeżdża, powinniśmy wracać.

Draco kiwnął głową i oboje ruszyli w stronę przyjęcia. Starszy Malfoy kiwnął głową na pożegnanie, gdy Rose usiada przy niemal pustym stoliku.

- Scorpius, rozmawiałam z Draco – powiedziała świdrując go wzrokiem.

- Rose, chciałbym móc powiedzieć, że to wszystko jego wina, ale mogłem przełożyć spotkanie lub je odwołać. Wiem, że cię zawiodłem – odpowiedział chwytając jej dłoń.

- W porządku.

- Nie, Rose. To nie było w porządku. Poczułaś się upokorzona i naprawdę przepraszam. Obiecuję, że wszystko zmieni. Będę pracował mniej, obiecuję.

- Rose! Szybko! Franco się wymyka, to nasza szansa! – wydyszała Elaine podbiegając do stolika.

Weasleyówna niemal od razu zerwała się z miejsca.

- Rose, kochanie, może on po prostu idzie za potrzebą – Scorpius złapał dłoń Rose próbując ją zatrzymać.

- Jasne! – odpowiedziały chórem i Rose wyrwała swoją dłoń.

- EVA! – zawołała Elaine. Brunetka spojrzała na nie pytająco przerywając rozmowę z Ginny, a gdy tylko wyczytała z ruchu warg Elaine słowo Franco, od razu ruszyła w ich stronę.

- Gdzie? – zapytała Eva, gdy dołączyła do reszty.

- Poszedł za te drzewa – wskazała Elaine.

- Dziewczyny, może macie ochotę potańczyć? – zapytał Frank, który właśnie do nich dołączył, desperacko próbując odciągnąć ich uwagę od Franco.

Rose, Elaine i Eva rzuciły im tylko wyzywające spojrzenia i przyspieszyły kroku. To była ich szansa, pierwsza realna okazja, by wreszcie dowiedzieć się gdzie, lub co ważniejsze, z kim wymykał się Franco?

- ROXANNE??? – krzyknęły wszystkie trzy.

Franco i Roxanne odskoczyli od siebie, jak oparzeni, zaskoczeni i wystraszeni krzykami tuż za uchem, ale już po kilku sekundach wybuchnęli gromkim śmiechem.

- Ale… – zaczęła Eva. – Dlaczego miałbyś ukrywać przed nami Roxanne?

- Powiedzmy, że nie potrzebowaliśmy waszego swatania – powiedział wesoło Franco.

- Wszyscy wiemy, jak to się skończyło w przypadku Rose i Scorpiusa – zaśmiała się Roxanne.

- Sorry, dziewczyny, ale tu się muszę zgodzić z Roxy – powiedziała Rose, a Elaine rzuciła jej mordercze spojrzenie.

- No już, musicie przyznać, że wszyscy świetnie się bawiliśmy. Wy – Scorpius wskazał na Rose, Elaine i Evę – uwielbiałyście bawić się w detektywa. My uwielbialiśmy się wam opierać. Do tej pory się dziwię, że James niczego nie wypaplał. Natalie użyła dość silnych argumentów. A Franco i Roxanne mieli dreszczyk emocji, gdy wciąż się przed wami chowali.

- Okej, nie chcę psuć nastroju, ale jest wystarczająco, by zagrać w quidditcha, więc nasi rodzice bardzo szybko zaczną podejrzewać, że po prostu daliśmy dyla do Nory – powiedziała Rose. – Powinniśmy wracać do reszty.

- Eva, a gdzie Grace? – zapytała nagle Elaine.

- Z Albusem – odpowiedział spokojnie brunetka.

- ŻE CO??? – krzyknęli niemal wszyscy naraz.

- Och, dajcie już spokój. Jest jej ojcem – żachnęła się Eva.

- Jezu Chryste. Najpierw ja i Scorpius, a teraz Albus… – rozbawiona Rose kiwnęła głową z dezaprobatą. – Jeśli to dziecko dożyje siedemnastki, będzie niezniszczalna.

Doctor Who OST – Amelia Pond Theme

- Al!

- Dzięki Bogu! – powiedział Potter z ulgą.

- Nie ruszyłeś się z miejsca przez ten cały czas? – zapytała rozbawiona Eva.

- Nie chciałem jej obudzić – odpowiedział Al nieco urażony, ale po chwili uśmiechnął się zrezygnowany. – To trochę żałosne, prawda?

- Nie. Wcale nie – Eva uśmiechnęła się i usiadła obok niego. – Kiedy wyszłam ze szpitala i nareszcie mogłam się nią zająć nie odstępowałam jej na odległość większą, niż dwa kroki. Nawet, jeśli chłopcy się nią zajmowali. To dopiero żałosne. Z czasem się nauczysz – powiedziała odbierając Grace w swoje ramiona. – Al, wiem, że pewnie wciąż jesteś na mnie zły, ale byłoby wspaniale, gdybyś od czasu do czasu odwiedzał małą.

Potter westchnął cicho. Chciał być na nią zły. Tak cholernie chciał być na nią wściekły, ale kiedy patrzyła na niego tymi wielkimi, ciemnymi oczami, trzymając w ramionach ich córkę, ledwo pamiętał, dlaczego niby miałby być na nią zły.

- Spróbuję – odpowiedział.

- Dobranoc, Al – powiedziała cicho Eva podnosząc się z miejsca.

- Już idziesz do domu? – zapytał nieco zawiedziony.

- Grace już dawno powinna być w łóżku. A tata i chłopcy tak dobrze się bawią, że nie miałam serca ich prosić, by wrócili z małą do domu. Nie chciałabym psuć wszystkim zabawy.

- Ale… jesteś pierwszą druhną – mruknął cicho.

- Wiem – powiedziała niemal szeptem. – Natalie powiedziała, żebym się nie martwiła. Rose i Lily zostają, jestem pewna, że wszystkim się zajmą.

- Idziesz sama?

- To niedaleko, a Dolina nie jest zbyt niebezpieczna.

- Odprowadzę cię – powiedział stanowczym tonem, podnosząc się z miejsca.

- A co z Mary, Al? Powinieneś zostać. Jestem pewna, że byłoby jej przykro, gdybyś wyszedł bez słowa.

Albus spojrzał w kierunku Mary. Siedziała kilka stolików dalej, dyskutując o czymś zawzięcie z Luną Scamander. Gdy tylko zobaczyła Pottera z córką natychmiast się ulotniła, mówiąc, że ten potrzebuje czasu sam na sam ze swoim dzieckiem.

- Pewnie masz rację – westchnął cicho. – Jak zawsze z resztą.

- Nie zawsze – odpowiedziała cicho. – Dobranoc, Al.

Potter patrzył, jak odchodzi, a po chwili spojrzał ponownie na Mary. Przyglądała mu się uważnie, uśmiechając się nieśmiało.

Ucieszyła się, gdy zobaczyła Albusa z małą, być może wreszcie zrozumiał, że dziecko nie było niczemu winne. I jej własne sumienie też się uspokajało, kiedy patrzyła na niego zajmującego się swoją córką. Może Albus nie rzucił Evy dla niej, ale z całą pewnością przez nią. I to w niezbyt honorowy sposób. A przecież Eva była dla niej tak dobra!

Jej serce zabiło mocniej gdy zobaczyła brunetkę rozmawiającą z Albusem. Jej ciepły uśmiech. Jego stęsknione spojrzenie. I wiedziała doskonale, że Albus nigdy nie będzie patrzył na nią tak, jak patrzył na nią. Że nigdy nie będzie pamiętał o jej urodzinach tak, jak pamiętał o jej. Że nigdy nie zapamięta jej ulubionych kwiatów, tak jak pamiętał jej. Że nigdy nie zatańczy, tak jak tańczył z nią.

I być może nigdy nie będzie jej kochał, tak jak kochał Evę.

Carolina Wallace – Infinity/Wicked games

Kołysając się powoli w bujanym fotelu, wygodnie wtulając plecy w oparcie, wpatrywała się w małą śpiącą dziewczynkę.

Czasem zdawało jej się, że to wszystko musiało być snem. Czasem czekała, aż się zbudzi, ale przebudzenie nigdy nie nadchodziło.

Grace była prawdziwa do granic możliwości. I Eva kochała ją bardziej, niż kogokolwiek kiedykolwiek wcześniej. Tak naprawdę była zaskoczona, nigdy nie wierzyła, że można było kochać bardziej, niż ona kochała swoich chłopców. Często myślała o tym, że gdyby nie Grace, może nie znalazłaby siły, by przetrwać chorobę ojca i obojętność Albusa. Przynajmniej przed sobą musiała przyznać, że jego utrata zabolała bardziej, niżby chciała pamiętać.

- Szybko uciekłaś – podskoczyła nieco w fotelu wystraszona, słysząc męski głos.

Spojrzała na drzwi, Franco stał w nich oparty ramieniem o framugę.

- Mała powinna być w łóżku godziny temu.

- Mogłaś poprosić któregoś z nas.

- Nie chciałam wam psuć zabawy.

- Kłamczucha – powiedział podchodząc bliżej i siadając na podłodze, plecami opierając się o kołyskę. – Widziałem, że rozmawiałaś z Potterem.

- Chciałam go przeprosić. I może przekonać, by zaczął odwiedzać Grace. Wiem, że go nie lubisz…

- Wiesz, po tym, jak przyszedł do mnie i poprosił, żebym mu pomógł zaśpiewać dla ciebie Friday I’m in love w Pokoju Wspólnym dostał małego plusa. Za perukę Roberta Smitha dostał duży punkt – zaśmiał się.

- Wydaje się, jakby to było wieczność temu – uśmiechnęła się pod nosem.

- Nawet go wtedy polubiłem muszę przyznać.

Eva wytrzeszczyła oczy zdziwiona.

- Wiem, ostatnia rzecz, której wszyscy się spodziewali. Pomyślałem wtedy, że musi mu cholernie na tobie zależeć, jeśli tak się dla ciebie upokorzył. Bo musisz się zgodzić, że talentu do śpiewania to on nie ma – uśmiechnął się do wspomnienia. – Potem zaprosił cię na święta, czym jeszcze bardziej mi zaimponował. A potem wszystko spieprzył. Patrzyłem, jak przygnębiona byłaś, i jak tym bardziej on się od ciebie odsuwał.

- Franco, czy ta rozmowa ma jakiś morał? – zapytała zdezorientowana.

Nie lubiła rozmawiać o Albusie. Bardziej niż ona, o Albusie nie lubił rozmawiać Franco. Więc dlaczego akurat teraz?

- Myślę, że on wciąż cię kocha – powiedział poważnie.

- Nie bądź śmieszny – zaśmiała się, choć jego wypowiedź wcale nie wydała jej się zabawna. – Albus jest z Mary od ponad roku, jego najdłuższy związek w życiu…

- Eva – przerwał jej. – Ja cię proszę. Przyglądałem mu się uważnie i nigdy nie patrzy na nią tak, jak patrzy na ciebie.

- Dlaczego mi to mówisz? – zapytała nieco rozeźlona, ale od razu ściszyła głos, obawiając się, że obudzi małą.

Franco nigdy nie przepadał za Albusem. Tyle wiedziała na pewno. To nie był żaden sekret, wszyscy doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Więc czemu nagle uparł się, by o tym rozmawiać? Nie rozumiała.

- Bo wiem, że ty tez wciąż go kochasz, nie zaprzeczaj, znam cię. I może, tylko może, on zdobędzie się na odwagę, żeby ciebie odzyskać. A mówię ci to, bo cię kocham i się o ciebie martwię. I chcę, żebyś sobie wszystko przemyślała, żebyś nie podejmowała żadnych pochopnych decyzji.

- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki – wyszeptała.

- Wiesz, pewien mądry człowiek imieniem Heraklit stwierdził, że nie da się wejść do tej samej rzeki dwa razy, bo kiedy wstępujesz w nią drugi raz i ty jesteś zmieniona i woda w rzece nie ta sama.

- Czy ty mnie właśnie przekonujesz, żebym wróciła do Albusa? – zapytała zdezorientowana.

- Wręcz przeciwnie. Nie cierpię gościa po tym, jak cię potraktował i jak nie interesuje się małą. Ale fakty są takie, że nigdy przy nikim nie wyglądałaś na taką szczęśliwą, jak wtedy kiedy byłaś z nim. A ja chcę, żebyś była szczęśliwa. Dlatego chciałbym, żebyś to sobie dokładnie przemyślała zanim podejmiesz spieszne decyzje.

- Zamierzasz się wyprowadzić, prawda? – zapytała cicho.

Westchnął cicho.

- Tak właściwie, to po to za tobą przyszedłem – odpowiedział szczerze. Eva znała go od lat. Nie było potrzeby, by cokolwiek udawać. – Eva, ja naprawdę lubię Roxanne…

- Myślisz, że nie wiem? – przerwała mu. – Och, Franco… kiedy zobaczyłam was razem moją pierwsza myślą było czemu wcześniej o tym nie pomyślałam?. Pasujecie do siebie. Uzupełniacie się.

- Nie musisz się bać, że o tobie zapomnę, teraz, kiedy jest Roxanne.

- Nie zrozum mnie źle, Franco. Bardzo się cieszę, że wreszcie znalazłeś swoja drugą połówkę – uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie. – Zawsze wiedziałam, że ten dzień kiedyś nastąpi. Że ty lub Leon znajdziecie sobie kogoś, wyprowadzicie się i zaczniecie nowe życie, beze mnie. Tylko… Tylko nie myślałam, że to będzie tak szybko – powiedziała smutno.

- Nieważne jak daleko się przeprowadzę, wciąż będziesz moją młodszą, wkurzającą siostrą. I każda kobieta w moim życiu będzie to musiała po prostu zaakceptować.

- Będę za wami tęsknić – powiedziała po chwili milczenia. – Bo Leon jedzie z tobą, prawda? – zapytała uparcie wpatrując się w swoje splecione dłonie.

- Dostał pracę w wytwórni muzycznej w Londynie. Zawsze o tym marzył. Ne chcieliśmy nic mówić przed weselem Jamesa. Miałaś wystarczająco dużo na głowie.

Nie odpowiedziała, jedynie kiwając smutno głową.

*******************

Mam nadzieję, że jest znośnie kochane czytelniczki. I co myślicie?

Przy okazji, w następnym rozdziale przeskakujemy trzy lata do przodu. I powiem tylko że dużo będzie się działo :)

Hippie in the City

przy współpracy z

Śliczna

28 Komentarze

        • Kochane!!!

          Bardzo was przepraszam, za to wręcz absurdalne opóźnienie. Rozdział jest w trakcie pisania i postaramy sie dodać jak najszybciej. Jest mi niezmiernie wstyd, że tyle czasu juz minęło od poprzedniego rozdziału. Na pocieszenie dodam tylko, że pracuje bardzo intensywnie nad rozwiązaniem, które pozwoli nam dodawać rozdziały częściej.

          Jeszcze raz przepraszam i dziękuję za wyrozumiałość.

          zawstydzona,
          Hippie

  1. Napiszę tak w skrócie:

    Trafiłam na tego bloga 3 dni temu. Cały swój wolny czas poświęciłam na przeczytanie wszystkich rozdziałów. Dwa razy zostałam przy tym ochrzaniona przez babcię, u której spędzam wakacje, bo tak bardzo chciałam się dowiedzieć co będzie dalej.

    Szkoda, że Bezczelna odeszła, ale show must go on jak to mówią. Obie macie ogromny talent (myślę, że Śliczna również się nim wykaże :) ). Jeszcze żaden blog nie wywołał u mnie tylu emocji. No może oprócz Elity Hogwartu :P Sprawiłyście, że wiele razy zastanawiałam się o co w tym wszystkim chodzi, a gdy już tajemnica została ujawniona ciągle sobie myślałam „Cholera. Na to bym nigdy nie wpadła”. Nawet sama się sobie dziwie- przeczytałam do tej pory niezliczoną ilość fanficów potterowskich i tylko dwa wywołują u mnie takie odczucia.

    Co do samej opowieści: pełno intryg, sekretów, wspaniałych opisów i genialnych ripost (szczególnie Scorpiusa) :D Nie jest to historia jak wszystkie inne. W blogosferze stworzył się szablon, który za którymś razem staje się po prostu nudny. Wy odbiegłyście od niego. Zrobiłyście wszystko na przekór innym. Dlatego tak uwielbiam tego bloga. Mogę śmiało powiedzieć, że jest jednym z moich dwóch ulubionych blogów (drugim jest Elita, o której już wspominałam). Świetnie wykreowani bohaterowie z własnym charakterem i historią, których nie da się nie kochać to jeden z wielu czynników, które sprawiają, że chce się czytać tego bloga.

    Przyznaję się bez bicia- nigdy nie lubiłam komentować rozdziałów na blogach. Sama nie wiem czemu, tak po prostu było od zawsze. Ale po przeczytaniu tej historii poczułam, że muszę napisać komentarz i wiem, że będę to robiła regularnie.

    Teraz tak bardziej w moim stylu: ubóstwiam Jamesa <3 Jeszcze bardziej polubiłam go po jego rozmowie z Rose w szpitalu.

    Mam nadzieję, że Al i Eva się pogodzą, albo przynajmniej Al będzie odwiedzał Grace. Tak przy okazji: bardzo ładne imię :)

    Scorpius powinien trochę przystopować z pracą i zająć się Rose.

    FRANCO I ROXANNE!? Dobrze, że nie siedziałam na krześle, bo mogłabym się trochę poobijać spadając z niego.

    Ciekawi mnie jak to będzie za te 3 lata. Wiem tylko, że znając cię nie będę miała czasu na nudę :D

    Pozdrawiam
    Vampi

    PS. To mój najdłuższy komentarz w życiu XD

    • Jak teraz patrzę na to wszystko co napisałam….

      Życzę szczęścia przy czytaniu :P

      Vampi

      PS. Nie zdziw się jeśli będę pisała cztery kropki zamiast trzech, to przez moje dosyć nienormalne przyjaciółki (chociaż przy was one wydają się być najpoważniejszymi osobami jakie znam)

      • Po pierwsze – dziękujemy bardzo za ten jakże miły i długi komentarz. Az mi serce do góry skoczyło z zachwytu, jak zobaczyłam :D

        Przepraszam najmocniej, że to opowiadanie spowodowało, że babcie sie na ciebie wydarła, ale przykro mi nie jest, o! taka zła i niedobra jestem, cieszę sie jak chochlik :D

        Bardzo miło nam słyszeć, że blog nie jest przewidywalny, nie lubię przewidywalności, i ciesze się, że odbiegamy nieco od kanonu. kanon to ograniczenia(jedyny kanon który lubię, to połączenie Rose i Scorpiusa :P)

        Ha, myślę, że wszystkie skrycie kochamy sie w Jamesie(tylko cii, nic nie mówcie mojemu chłopakowi. Mogłoby mu się nie spodobać, że znów fantazjuje o fikcyjnych bohaterach :P) Scorpius to mały pracoholik, co z tego wyjdzie, to sie okaże, czy sie zmieni na gorsze, lub na lepsze, wszystko czas pokaże. A Franco i Roxanne byli tak śmiesznym połączeniem, że właściwie z Bezczelną stwierdziłyśmy kilka miesięcy temu, że to nawet może działać :) i tak już zostało :)

        co do gracie, hm, tu wiele nie powiem, może przypadkiem bym coś zespoilerowała, a tego robić nie lubię :D

        Ciesze się, że dołączyłaś do skromnego grona naszych czytelniczek :)

        całusy :*
        Hippie

  2. Cześć !!! Wspaniałe opowiadanie !!! Bardzomi sie podoba tylko ze fajnie by bylo jak bysciedodaly troche do niego magii np. ” Accio prezerwatywa” (oczywiscie w wypadku scorpiusa :3) albo zaklecie ”Depulso” np. W przypadku jakies kłótni , albo jeszcze bogini, skrzaty, wilkolaki, i inne duperele :D mama nadzieje ze nie odbierzecie tego negatywnie tylko pozytywnie bo pisze po to zeby dac wam moze kilka pomysłów :) oczywiscie nie musicie tylko moze jak to przeczytacie to lapka zaswieci nad waszymi glowami i dostanoecie olsnienia :D i bardzo i to bardzo prosze zebyscie nieodebraly tej wiadomosci negatynie !!!

    Z wyrazami szacunku i miłości :
    Alaska :*
    P.S. rozdzialy sa pezecudowne mam nadzieje ze Albus i Eva zas sie połączą i beda szczesliwa rodzinka z ‚happy and’em’ :D
    P.S.2. Przeraszam za bledy jesli wystapily ale pisze z telefonu :*

    • Dziękujemy za komentarz, to po pierwsze :)

      Po drugie nigdy, ale nigdy nie zamykamy sie na sugestie i krytykę, więc dziękujemy i za to. Może masz racje. Rzeczywiście trochę mało tej magii. Postaramy sie to zmienić:)

      A o Albusie i Evie nic nie powiem, czekać i to cierpliwie, o! :P:P:P

      pozdrawiam, Hippie

  3. omomomom *.*
    Cudnie piszecie. Rozdział jak zawsze zajebisty <3
    Wróciłam z wakacji a tu taka niespodzianka normalnie kocham cię <3
    A teraz tak grzecznie proszę o kolejny rozdział jak najszybciej!
    Tak na urodziny XD

  4. Powiem szczerze … Kobieto !!! Ty to umiesz dopiero pisac !!! Dołączylam tu calkiem niedawno ( jakies 3 dni temu ) i nie umiałam sie oderwać! Uwielbiam powiesci o Harrym , ale to … to prostu cudeńko!! Bezczelna super zaczęła … a Hipple i Śliczna zarąbiście ciągniecie dalej !!! Wszystko pięknie opisane !
    No nic dodać nic ująć, poprostu rewelacja !!! Tylko szkoda że Bezczelna przestała pisać dałosie to odczuć czytając ostatnie rozdziały … No ale nadal mam wielką nadzieję że jeszcze do nas wróci :)

    Wasza wiecznie kochajaca Lila :*
    Cieplutkie pozdrowionka dla naszych wspaniałych autorek ! :* <3
    P.S. kiedy następny rozdział ?! Nie umiem sie juz doczekać !!!

    • Dziękuję bardzo:) Bardzo nas cieszy, że tak ci sie spodobało :)
      Chyba wszystkie żałujemy odejścia Bezczelnej, ale jak już kiedyś wspomniałam, każdy zasługuje na to, by robić to co czynie szczęśliwym. Przez długi czas widziałam jak sie męczyła z blogiem, nie dawał jej już tyle radości, miała inne projekty w głowie. Rozumiem ja w pełni, pisała rozdział na tydzień przez długi czas, potem ja dołączyłam, i myślę, że też o wiele łatwiej było jej odejść wiedząc, że jest ktoś, kto by to ciągnął. Ale naturalnie, ten blog wciąż jest jak jej dziecko, więc zagląda tu czasem i wysyła mi śmieszne wiadomości z komentarzem. Czasem mam ochotę je opublikować, ale nie każdy załapałby dziwne poczucie humoru miedzy nami, a nie chcemy wylądować w psychiatryku, więc…

      Następny rozdział ukarze sie w ciągu dwóch tygodni, postaram sie szybciej , ale obiecać nie mogę.

      Pozdrowienia i całusy,
      Hippie

  5. Ja się nie zgadzam ! James jest mój ! Koniec i kropka ! To mój przyszły fikcyjny mąż :P
    No dobra, na Natalie jako jego żonę się zgodzę, ale tylko niech spróbuje mu coś zrobić :D Ostrzegam znajdę ją i będzie z nią źle !

    Co do samego rozdziału to powiem (napiszę) tylko jedno słowo : GENIALNY :D

    Mam nadzieje, że Albusowi i Evie się uda :D Oni do siebie pasują :D Chłopak zrobił parę głupstw, ale miejmy nadzieję, że Eva mu wybaczy i stworzą wspaniałą rodzinę.

    A Scorpius powinien się bardzo, ale to bardzo postarać, alby wynagrodzić Rose ciągłą pracę.

    Pozdrawiam i życzę dużo weny,
    Calypso

    PS Aż o TRZY lata do przodu :O Nie mogę się tego doczekać :D

    • Pfff, to sie kochana w kolejkę ustawić musisz, zaraz za mną, Bezczelną, zapewne Śliczną, i jeszcze wieloma innymi. Ah, ten łobuziak ma coś w sobie, co?

      Jak już wspomniałam dziś parę razy, na temat Evy i Albusa nie powiem wiele, powiem jedynie, żeby cierpliwie czekać, a czas pokaże co będzie z nimi.

      Co do Scorpiusa, postarać się postara. Przynajmniej na razie. Ale kto wie co będzie za trzy lata???? Jestem małpą wiem, tak sie z wami droczyć, haha.

      xoxo
      Hippie

      • Tak, ja też ubóstwiam Jamesa ;)
        Gdy zaczęłam pomagać Hippie w pisaniu Kukiełek, pokochałam go jeszcze bardziej :)

        Całusy
        Śliczna

  6. Genialny rozdział. :) Bardzo podobał mi się opis ślubu. Znalazłam kilka literówek, ale niewiele. Franco i Roxanne? Nie spodziewałam się tego. Trzymam kciuki za niego i Eve (zawsze ich lubiłam). Zachowanie Albusa także mnie zdziwiło, ale pozytywnie. Wzięłam sobie do serca to czytam=komentuję XD i jak widać jest komentarz. Czekam na kolejny rozdział i zapraszam do siebie.
    http://nowa-w-hogwarcie.blogspot.com/

      • Dziękujemy bardzo :) Literówki spróbuje poprawić, jak tylko znajdę chwilę :)
        Tak, chyba nikt sie nie spodziewał takiego połączenia, ale z drugiej strony, według mnie pasują do siebie idealnie. :D

        Albus chyba zaskoczył nas wszystkich, a co z tego wyniknie, czas pokaże, dziś nie spoileruję ani troszkę :P

        Dziękujemy za komentarz,
        Buziaki,
        Hippie

  7. Brak mi słów <3. I nie wiem czemu mam łzy w oczach.
    Wszystko zmierza ku końcowi, dobremu dzięki Bogu,ale, ja nie chce :C.
    Bardzo jestem ciekawa co będzie z Alem i Evą i mam co do tej sprawy mieszane uczucia. Jednak myślę, że Eva doświadczyła wystarczającej ilości zła i zasługuje na miłość. A skoro wciąż kocha Pottera , a ona również wciąż ma miejsce gdzieś w zakamarkach jego umysłu (co wychodzi na jaw w rozmyślaniach Mary) to cóż, decyzję podejmiesz ty Hippie. Ja tylko głosuje za szczęściem panny Monae.
    Pozdrawiam, już z utęsknieniem czekając na cd ( dlaczego aż 3 lata 8C ? ) ,
    Cammie

    • Awwww… Wpełzł mi na twarz uśmiech gigant :)

      Ale ale, do końca kochana to jeszcze daleko, także na razie się tym nie martw. Mammy pomysłów i intryg na kolejne pięćdziesiąt rozdziałów :D Jeszcze nie raz nas wyklniesz za komplikowanie sytuacji, o to sie nie martw :)
      Co do Evy i Albusa chyba wszyscy mają mieszane uczucia, ale nic nie zdradzę, czas pokaże, co będzie:P

      Trzyletni przeskok jest nam po prostu potrzebny. W ciągu tych trzech lat nie będzie żadnych tragedii lub większych wydarzeń. Mogą nastąpić pewne zmiany, ale będą one następować tak wolno, że no nie byłoby sensu opisywać codziennego życia bohaterów. Zwłaszcza, że po tej trzyletniej przerwie całkiem sporo będzie sie działo :)

      Całusy,
      Hippie

  8. Jak zwykle super! Coś czuję, źe Albus zamieni się w troskliwego tatusia i chociaż zaprzyjaźni się z Evą od nowa.
    Całusy dla Hippie i Ślicznej!!!
    Mara Lou

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.