63. Make you feel my love.

Jason Walker ft. Molly Reed – Down

- Zaczyna się robić późno – powiedziała przyglądając mu się uważnie.

Był tak skupiony na przeglądanych dokumentach, że nawet nie zauważył, że nie był już w gabinecie sam. Podskoczył lekko, wystraszony, gdy usłyszał jej głos. Spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko. Był wyraźnie zmęczony. Pierwsze tygodnie nowego roku zawsze były w firmie najbardziej zabiegane. Przynajmniej tak twierdził jego ojciec i choć latami szczerze w to wątpił, teraz samemu będąc częścią rodzinnego interesu, rozumiał, ile pracy i poświęcenia wymagał.

- Miałem masę pracy – powiedział ziewając głośno.

- Jest niedziela – powiedziała Rose patrząc na niego wyczekująco.

Czuła się nieco zawiedziona. Scorpius spędzał w firmie coraz więcej czasu i choć tak bardzo chciała być z niego dumna, uczucie niedosytu wciąż ukrywało się w cieniu każdej dumnej myśli.

- Wiem, przepraszam. Ojciec powiedział mi, że muszę sobie znaleźć asystenta.

- To widzę – powiedziała Rose wskazując na dokumenty porozrzucane na całym biurku. Podeszła do niego i położyła dłonie na jego ramionach.

- To wszystko życiorysy, które dziś otrzymałem. Wszystkie wyglądają świetnie. Nie wiem zupełnie, co zrobić… – westchnął. – Nawet nie wiem, czego szukam.

- Czemu nie poprosisz o pomoc Draco? – zapytała okrążając go i siadając na brzegu biurka tuż przed nim.

- To skomplikowane – odpowiedział.

- Mhm… – odpowiedziała uśmiechając się pod nosem.

- Co? – powiedział, bez powodzenia udając irytację.

- Jesteś taki uparty – zaśmiała się Rose. – Co ty na to, żebyśmy wybrali piętnaście najlepszych życiorysów. Potem z tej piętnastki wybierzemy pięć, których zaprosisz na rozmowę. A potem z piątki wyłoni się zwycięzca.

- My wybierzemy? – zapytał unosząc jedną brew.

- Chciałabym odzyskać chłopaka zanim wstanie słońce, więc tak, my wybierzemy. Będzie szybciej. Plus będę miała pewność, że nie wybierzesz jakiejś cycatej zdziry – powiedziała podnosząc jeden z pergaminów.

Scorpius zaśmiał się i jeszcze przez chwilę przyglądał się teraz tak skupionej na czytanym dokumencie Rose. Westchnął cicho i sam zabrał się za przeglądanie pergaminów.

- Ten odpada – powiedziała Rose. – Skończył Uniwersytet Friedricha.

- A co złego w Uniwersytecie Friedricha? – zapytał podnosząc wzrok znad czytanego życiorysu.

- Ukończył go jedynie z N. Serio, trzeba być jakimś specjalnym rodzajem idioty, żeby dostać cokolwiek mniej z administracji i prawa na Friedriechu, niż P. Dodatkowo to bogaty goguś, nie będzie ciężko pracował. Plus jego ojciec ma dużą firmę. Pracował tam trzy dni. Serio, pomyśl, co musiałbyś zrobić, żeby wylecieć z firmy ojca w przeciągu trzech dni? Nie mam pojęcia, po co koleś w ogóle wpisywał to w życiorys.

- Może i masz rację – powiedział Scorpius wzruszając ramionami i wrócił do swojego pergaminu.

Minuty mijały nieubłaganie, za oknami robiło się coraz ciszej i ciszej. Rose spoglądała od czasu do czasu na Scorpiusa. Praca coraz bardziej go pochłaniała i naprawdę zaczynała myśleć, że Draco musiał mieć jakiś ukryty wehikuł czasu, który pozwalał mu skończyć całą papierkową robotę o czasie, podczas gdy Scorpius często zostawał po godzinach. Pokręciła głową z rozbawieniem do swoich myśli. Logicznie rzecz biorąc, Draco miał wiele lat doświadczenia, podczas gdy Scorpius wciąż się uczył. To normalne, że Scorpius nie mógł być tak szybki, jak Draco i Rose zdawało się, że właśnie tu leżał problem – Scorpius nie lubił być gorszy, czy mniej utalentowany, zawsze musiał być na szczycie. I sama widziała, jak bardzo Scorpius chciał udowodnić, że potrafi być nawet lepszym liderem, niż jego ojciec. Więc starał się i uczył i poświęcał każdą wolną chwilę, by tylko udowodnić, ile był wart.

W końcu zegar wybił pierwszą w nocy i ostatni kandydaci zostali wybrani. Scorpius westchnął cicho.

- No to mamy szczęśliwą piątkę. Roześlę zaproszenia jutro – powiedział Scorpius, po czym ziewnął głośno. – Dziękuję – powiedział przyciągając Rose do siebie i usadawiając ją na kolanach. – Pomożesz mi w czasie rozmów kwalifikacyjnych? Wygląda na to, że znasz się lepiej niż ja. Nie wiem, jak ty to robisz.

- Miałam dziś wolne od szkoły i mój mózg odpoczywał cały dzień – wyszczerzyła się. – Jeśli zorganizujesz rozmowy w czwartek, mogę ci pomóc. Mam tylko trzy wykłady rano, reszta jest odwołana. Jakiś zjazd profesorski czy coś.

- Jesteś najlepsza – pocałował ją krótko.

- W sobotę są urodziny Evy – powiedziała Rose świdrując go wzrokiem.

- Wiem, wiem. Postaram się wyjść wcześniej…

- Nie staraj się. Po prostu to zrób. Draco zrozumie. Jej ostatnie urodziny były początkiem koszmarnego roku. Sprawmy, żeby ten był lepszy, co? A teraz chodź do domu, jest już późno.

*

Happiness – The Frey

- Mógłbym tak z tobą siedzieć już zawsze – mruknął James zaspanym głosem.

Natalie wtulała się w jego tors, gdy tak leżeli razem w ogrodzie na hamaku, otuleni kocami i wpatrywali się w bezchmurne nocne niebo usłane gwiazdami. Wszystko wokół było ciche. Był środek zimy, wszystkie owady i ptaki zniknęły gdzieś, by wrócić na wiosnę. Ale cisza zdawała się im nie przeszkadzać, gdy wiatr tulił ich do snu. Ktoś mógłby pomyśleć, że oszaleli wylegując się na hamaku w zimowy wieczór, ale gdy tak leżeli razem, chłód zdawał się dla nich nie istnieć.

- Zawsze to strasznie długi czas. Pewnie bym się zestarzała i miała zmarszczki. Osiwiałabym i wyłysiała. Wyleciałyby mi zęby. Na pewno cycki zaczęłyby mi wisieć… Jesteś pewien z tym na zawsze? – zapytała uśmiechając się łobuzersko.

- Nie dbałbym o twoje włosy. Lub ich brak – odpowiedział poważnie James. – Nie obchodziłoby mnie, czy twoje zęby są prawdziwe, czy nie. I myślę, że nawet w zmarszczkach byłoby ci do twarzy – pocałował ją w czoło. – Ale sorry, no, wiszących cycków to bym nie strawił.

- Tak myślałam – odpowiedziała podnosząc głowę. – Dlatego czytałam w mugolskim magazynie, że można sobie wstawić implanty. I można podnieść cycki! – powiedziała uradowana.

- W tym momencie nie mógłbym cię już bardziej kochać. To fizycznie nie możliwe – wyszczerzył się James.

- Moja mama jedzie do Grecji na trzy miesiące do ciotki Beatrice – odpowiedziała uśmiechając się złowieszczo.

- Myliłem się tak bardzo! Teraz już nie mogę cię bardziej kochać. Wyjdź za mnie!

- Już jestem twoją żoną, palancie – zaśmiała się Natalie.

- Cóż, nie wysłaliśmy papierków do urzędu, bo spaliłaś akt ślubu zanim zdążyłem go dotknąć, czyli tamten ślub i tak nie jest ważny w oczach prawa. Ale chrzanić to. Nawet jeśli, wyjdź za mnie jeszcze raz – powiedział poważnie James. – Wyjdź za mnie, z wielką białą suknią i wszystkimi wkurzającymi krewnymi! Możemy nawet zaprosić twoją matkę, jeśli to konieczne! Wyjdź za mnie! Pobierzmy się jeszcze raz!

Blondynka podniosła się nieco i spojrzała na niego poważnie.

- Ty nie żartujesz – stwierdziła zaskoczona.

- Nie żartuję – powiedział poważnie James. – Chcę żebyś była moją żoną, tak naprawdę.

- Nigdy nie założysz ze mną prawdziwej rodziny… – powiedziała cicho odwracając wzrok.

- Nie dbam o to. Jestem pewien, że Al będzie miał z pięcioro dzieci, które będą potrzebowały kogoś, kto się właściwie nimi interesuje. Po prostu zgódź się. Po prostu powiedz tak – wyszeptał James.

- To nie takie proste – odsunęła się nieco od niego, a hamak zakołysał się niebezpiecznie.

- Właściwie, to bardzo proste. Po prostu się zgódź!

- James, ja… jesteś jeszcze młody. Nie podejmuj takich decyzji teraz. Może… Może spotkasz kogoś lepszego, niż ja, kto będzie mógł dać ci to, czego ja nie mogę – powiedziała cicho Natalie. – I kiedy to się stanie nie chcę, żebyś został przy mnie tylko dlatego, że nie będziesz chciał złamać mi serca.

- Nat, myślałem o tym, bardzo dużo. Możemy adoptować dzieci, nawet dziesiątkę jeśli będziemy mogli sobie na to pozwolić. Nie dbam o to, co powiedzą ludzie. I ty też nie! Już dawno podjąłem decyzję. Chcę być z tobą! – powiedział głaskając jej ramię.

- James! Natalie! Kolacja gotowa! – usłyszeli głos Ginny dochodzący z tarasu.

Blondynka zaczęła powoli wstawać, ale James przytrzymał ją przedramieniem.

- Powiedz tak – wyszeptał ponownie. – Nat, kocham cię, a ty kochasz mnie. Tylko to się liczy. Chcę się obudzić pewnego dnia, kiedy sam będę stary i pomarszczony, i chcę się obudzić obok ciebie, nawet jeśli twoje cycki będą wisiały do podłogi. Powiedz tak. Przecież chcesz tego, tak jak ja. Nie krzywdzisz mnie w ten sposób, już ci powiedziałem, że nie obchodzi mnie, co pomyślą ludzie. Powiedz tak.

- Tak – powiedziała cicho po chwili milczenia.

James wyszczerzył się i pocałował ją namiętnie.

- Tak! – zawołała przez śmiech. – Tak!

- Chodźmy powiedzieć rodzicom – powiedział James zeskakując z hamaku i chwytając dłoń Natalie, pociągnął ją za sobą. – MAMO! TATO!

- Jesteś szalony – zawołała przez śmiech Natalie, próbując dotrzymać mu kroku.

Wbiegli do domu z impetem i zatrzymali w wejściu do jadalni. Harry i Ginny siedzieli przy stole i patrzyli na nich zdezorientowani.

- Pobieramy się! – zawołał James.

- Myślałam, że już jesteście po ślubie – powiedziała spokojnie Ginny nakładając kawałek kurczaka na talerz Harry’ego.

- Jesteśmy, ale nie do końca, długa historia. Ale chcemy się pobrać tak naprawdę. Z wielkim weselem, wszystkimi znajomymi, których chcesz zaprosić, muzyką do rana.

- Ty mówisz poważnie – powiedziała Ginny w lekkim szoku.

- Hmm – Harry podniósł się z miejsca. – W takim razie gratulujemy wam obojgu – podszedł do Natalie i uściskał ją mocno, po czym uścisnął dłoń Jamesa.

Ginny wciąż stała w tym samym miejscu, z szeroko otwartymi oczami.

- Mamo? – zaczął powoli James. – Wszystko w porządku?

Ginny kiwnęła niepewnie głową.

- Nie cieszysz się? – zapytał teraz już wyraźnie zmartwiony

- Czy się ciesze? – zapytała cicho Ginny. – Oczywiście, że się cieszę! – podeszła do nich kilka kroków. – Oczywiście , że się cieszę!

- Więc czemu mama płacze? – zapytała niepewnie Natalie.

- Co? – Ginny dotknęła swojego mokrego policzka. – Och… Ja tylko…

- Mama chce powiedzieć, że już myślała, że to się nigdy nie stanie – wytłumaczył Harry obejmując małżonkę ramieniem. – Oboje bardzo się cieszymy.

- Jesteśmy z was dumni – powiedziała Ginny.

*

Marit Larsen – Under the surface

Szli powoli, trzymając się za ręce. Choć był środek zimy, chłód nie dawał się im zbytnio we znaki. Wsłuchiwali się w ciszę wokół, było już ciemno, niewiele osób kręciło się po ulicach o tej porze.

- Jesteś pewny, że tego chcesz, Al? – zapytała niezdecydowana.

- Sto procent – odpowiedział. – Wynajmuje mieszkanie sam, tak czy siak, a ty wyraźnie męczysz się z rodzicami. No i moglibyśmy spędzić nieco więcej czasu razem. Po za tym, będziesz miała bliżej na uczelnię.

- Jeżeli jesteś pewien, czemu nie? – uśmiechnęła się.

- Ale i tak uważam, że powinnaś porozmawiać ze swoją mamą, wyjaśnić wszystko – Al popatrzył na nią znacząco. – To nie dobrze, że wciąż ledwo się do niej odzywasz. To twoja mama, jakby nie patrzeć.

- Al, rozmawialiśmy już o tym. Tu nie chodzi tylko o to, jak potraktowała Evę. Tyle lat kłamała o wszystkim, i po co? Co jej to dało, że podręczyła dziewczynę? Nie rozumiem, jak można być tak zawistnym, tak zgorzkniałym.

- Mary, Eva przecież ci powiedziała, że mimo wszystko była szczęśliwa. Tak, czy nie?

- Tak, ale pomyśl Al. Moja matka była jedyną żyjącą krewną Evy, a zamiast jej pomóc tylko upewniła się, że Evie nikt nie pomoże.

- Eva też nie jest święta – zauważył Albus.

- Ty chyba nie mówisz poważnie! – burzyła się Mary. – Fakt, może nie powinna była pomijać cię przy wyborze opiekunów dla Grace w razie, gdyby coś jej się stało, ale to nie miało nic wspólnego z jej dzieciństwem! Nawet mój ojciec nie zgadza się z matką, a wierz mi, nie często zdarza się, żeby się jej sprzeciwiał. Pamiętam, zawsze był taki smutny, gdy ktoś wspominał Evę lub jej rodziców. On i ciotka podobno przyjaźnili się od dziecka.

- Okej, powiem to inaczej. Myślisz, że Eva chciałaby, żebyś przez nią kłóciła się z matką?

Mary westchnęła cicho i odwróciła wzrok.

- Eva jest za dobra. Nawet nie chciała mi powiedzieć, jakim potworem dla niej była moja matka, nawet kosztem związku z tobą – powiedziała cicho. Pamiętała doskonale ten nieszczęsny wieczór, gdy powiedziała Albusowi „prawdę” o Evie. I doskonale pamiętała, jak Albus nie czekając chwili wziął ją za rękę i pobiegł wprost do Evy po wyjaśnienia. I doskonale pamiętała to, jak gładko Eva skłamała, wiedząc, że być może Albus jej tego nie wybaczy, byle tylko nie kłócić jej z matką.

- Jesteś zbyt uparta.

- I kto to mówi? Kiedy ostatni raz widziałeś małą?

- Nie mam ochoty widywać Evy.

- Nie musisz z nią spędzać całego dnia. Możesz wziąć małą do siebie lub do swoich rodziców. Jestem pewna, że Eva nie miałaby nic przeciwko. To twoja córka, Al. Teraz jest jeszcze zbyt mała, żeby cokolwiek rozumieć, ale wkrótce urośnie i będzie ci bardzo przykro, gdy będziesz dla niej kimś bardziej obcym od większości twoich kuzynów i kuzynek. Nie karz Grace i siebie, za błędy Evy. Możemy nawet pójść teraz, umówić się na jakiś dzień. Spójrz, światła jeszcze się świecą – wskazała dłonią dom Evy, który znajdował się kilkanaście metrów dalej.

- Może innym razem – odpowiedział Albus. – Na pewno ma gości. Jej urodziny.

- A ty skąd wiesz? – zapytała zaskoczona. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Albus nie miał pamięci do dat, czy rocznic. Zawsze zapominał o urodzinach, nawet jeśli były to urodziny jego własnej matki. Czasami myślała, że tak naprawdę nigdy nie starał się pamiętać niczego.

- Tak jakoś mi się przypomniało – mruknął pod nosem.

Mary nie odpowiedziała. Czasami martwiło ją, jak wielkiej poprawie ulegała pamięć Albusa, gdy chodziło o Evę. Gdy byli razem nie szczególnie popisał się zainteresowaniem, zrywając w jej urodziny. Ale już po tym wciąż zaskakiwał Mary wszystkimi detalami, które wiedział o Evie, mimo że spotykali się bardzo krótko. Jej ulubiony kolor, kwiaty, książki, a nawet słodycze i postacie historyczne. To wszystko w czasie, gdy po roku znajomości wciąż zapominał, że Mary nie znosiła purpury, storczyków, fasolek wszystkich smaków i romansów.

Czasem myśli nie dawały jej spokoju, ale przecież Eva była matka jego dziecka, więc to normalne, że wiedział o niej więcej. A może tak sobie tylko wmawiała? Może po prostu chciała w to wierzyć? Przecież to ona, nie Eva miała zamieszkać razem z Albusem, i to ona, nie Eva, była tą, z którą wytrzymał dłużej niż kilka miesięcy.

Gdy mijali jej dom okazało się, że Albus miał rację. Przez okna widać było dużą grupę osób – czarna czuprynę Jamesa i blond włosy Natalie. Scorpiusa i Rose obściskujących się przy oknie, Evę tańczącą z Franco na środku pokoju, a tuż obok nich Frank i Elaine. Było jeszcze kilka osób, których nie mogła zidentyfikować, gdyż stali zbyt daleko. Zapewne jej chłopcy, możliwe, że kuzyni i kuzynki Albusa.

Mary spojrzała na Albusa. On także wpatrywał się w okno. A na jego twarzy wypisana była jakaś dziwna mieszanina złości, tęsknoty i uwielbienia. Mary zawsze słyszała, że Albus nie cierpiał tańczyć, ale z jakiegoś powodu za każdym razem, gdy tańczył z Evą jego oczy błyszczały i wyglądał na zadowolonego. Wszyscy to widzieli już wtedy, gdy po raz pierwszy wyciągnęła go na parkiet w Trzech Miotłach. Mary też tam była, obserwując wtedy tylko grupę nieznajomych. I wciąż pamiętała, jak łatwo przyszło Albusowi, by po prostu poddać się i tańczyć i być tak szczęśliwym mogłoby się zdawać. Tak szczęśliwym, jakim Mary nigdy nie widziała go już od tamtej pory.

*

Adele – Make you feel my love

Scorpius pogłaskał policzek Rose.

- Cieszę się, że jednak przyszedłeś wcześnie – powiedziała cicho Rose. – To dużo znaczy dla Evy.

- I dla ciebie – dodał Scorpius. – Przepraszam, ostatnio nie miałem dla ciebie za wiele czasu.

- W porządku. Zdecydowałeś już którego z kandydatów wybierzesz? – zapytała zmieniając temat. Nie chciała rozmawiać o nieobecnościach Scorpiusa, nie teraz, gdy bawili się tak dobrze.

- Zdecydowałem, że pójdę za twoją radą i wybrałem Robertsa.

- Dobrze. Dobrze dla niego i dla ciebie.

- Scorpius! Chyba nie bełkoczesz znów o pracy? – skrzywiła się Elaine.

- EJ! – zawołał James i nagle w pomieszczeniu zrobiło się cicho. Dochodziła jedenasta, ale zabawa dopiero się rozkręcała. – Ja i Nat mamy coś do ogłoszenia! – złapał dziewczynę za rękę i spojrzał nań z czułością. – Pobieramy się w Wielkanoc!

Przez dłuższą chwile nikt się nie odezwał, bądź poruszył, uważnie świdrując wzrokiem Pottera i blondynkę, nie będąc pewnym, czy to nie kolejny żart.

- Ty mówisz poważnie – wydukała w końcu Rose.

- No ba!

- Gratulacje – zaświergotała Eva, pochodząc bliżej i ściskając oboje.

W salonie znów zapanował gwar i śmiech, tym razem towarzyszący nie tańcom, a niekończącym się gratulacjom.

- Chwila, chwila! – powiedział nagle Frank. – Jeśli Natalie jest już twoją żoną, a znów się pobieracie, to Nat jest twoją…?

- Żononarzeczoną – James wyszczerzył się i wszyscy znów wybuchnęli śmiechem. – I skoro już tu wszyscy jesteście, oczywiście jesteście zaproszeni. Scorpius, Elaine, wy naturalnie także.

- I jest jeszcze jedna sprawa – powiedziała Natalie wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z Jamesem. – Eva, wiem, że może nie znamy się długo. Tak naprawdę nikogo z was nie znamy zbyt długo, poza Rose, ale wszyscy jesteście świetni i wyjątkowi, zwłaszcza ty, Eva. Razem z Jamesem patrzyliśmy, jak bez przerwy bez chwili zastanowienia wzięłaś na siebie ciężar bycia samotną matką i opieki nad twoim ojcem i nigdy nie narzekałaś. Twoja siła dodawała nam wszystkim otuchy, myślę, że każda jedna osoba w tym pokoju się ze mną zgodzi. I razem z Jamesem zdecydowaliśmy, że chcielibyśmy, by twoja siła inspirowała nas nadal, w tym ważnym dla nas dniu – Natalie ponownie wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Potterem. – Chcielibyśmy abyś była pierwszą druhną na naszym ślubie.

W pokoju zapanowała cisza. Wszyscy uśmiechali się lekko, doskonale zdając sobie sprawę, jak prawdziwe były słowa Nat.

- Będę zaszczycona – powiedziała w końcu Eva uśmiechając się ciepło, choć na jej twarzy wciąż dało się zauważyć zaskoczenie.

- I Rose? – zaczęła ponownie Natalie. – Chciałabym, żebyś była drugą druhną.

- Co? Ja? – wydukała zaskoczona Rose.

- Tak ty, ty mały buntowniku – zaśmiał się James. – Tylko tym razem będziesz się musiała powstrzymać od podrywania mojego świadka. Scorpius raczej nie byłby zadowolony.

- To było raz, tylko z nim tańczyłam, nie byłam nawet pijana, a tak w ogóle to to nie prawda – odpowiedziała urażona Rose.

- Czekaj, czekaj, chyba nie do końca rozumiem? – zapytał nieco zdezorientowany, lekko rozbawiony Scorpius.

- Jakby to powiedzieć – zaczął James podchodząc do Scorpiusa i obejmując go ramieniem. – Cokolwiek Rose ma na swoją obronę – powiedział wskazując palcem na rudowłosą – po weselu Tedda i Victoire przypięto jej łatkę pijanej bratanicy, która zawsze podrywa starszego.

- Och, zamknij się już – powiedziała lekko zirytowana Rose. – Nie byłam nawet pijana. Jeszcze nie.

- Zdajesz sobie sprawę, że wcale sobie nie pomagasz? – zapytała Elaine ze śmiechem.

- W porządku? – zapytała Rose siadając na kanapie między Evą, a Elaine. Powoli dochodziła druga, ale zabawa trwała w najlepsze, dzięki zaklęciom wyciszającym nie musieli się martwić, że obudza małą, a Astoria bardzo chętnie dołączyła do Willa, by zająć się Grace na czas przyjęcia i pozwolić Evie na odrobinę relaksu.

- Zauważyłaś, że kogoś brakuje? – zapytała podejrzliwie Eva.

- Kogo? – zapytała zaskoczona Rose rozglądając się wokół.

- Od godziny nikt nie widział Franco. Nie ma go też z małą – odpowiedziała Elaine.

- Może poszedł spać? – zaproponowała Rose, ale widząc pobłażliwe spojrzenie Elaine, a nawet Evy szybko dodała – Albo i nie.

- Ostatnio często znika. Wymyka się. Wraca późno w nocy bez wyjaśnienia – zaczęła Eva tonem, którego nie powstydziłaby się niejedna zdradzana żona. – Chyba znalazł sobie kogoś.

- Nie bądź śmieszna, dlaczego miałby to przed nami ukrywać? – zaśmiała się Rose.

- E… Może po tym, jak próbowałyśmy swatać ciebie i Scorpiusa bąknął coś, że będziemy ostatnimi, którzy się dowiedzą, jeśli kogoś będzie miał… – mruknęła Elaine z miną niewiniątka.

- Przez swatanie masz na myśli tą żałosna próbę pogodzenia mnie i Scorpiusa, które tak naprawdę pogorszyły tylko sprawę? Jeśli tak, to nie dziwię się Franco, że zdecydował, że bardzo świetnie poradzi sobie bez waszej pomocy.

- Już nie przesadzaj – żachnęła się Eva. – Jesteście razem czy nie? Po za tym, to nie nasza wina, że nie chcieliście współpracować i wciąż krzyżowaliście nam plany.

- Po za tym nie rozmawiamy o tobie i Scorpiusie, tylko o tej tajemniczej pindzie, która próbuje nam go odebrać – dodała dumnie Elaine.

- Łał! Serio? Pinda, która próbuje nam go odebrać? – zaśmiała się Rose.

- Może trochę przesadziłam – westchnęła Elaine, po czym na jej twarz wpełzł łobuzerski uśmiech. – Ale nie jesteś ciekawa, do kogo wymyka się Franco? Ani trochę?

- Jaki jest plan? – zapytała Rose po chwili milczenia i wszystkie trzy uśmiechnęły się złowieszczo.

******************************************

Kochane,

wybaczcie za tak długie odstępy miedzy rozdziałami, ale ciężko jest mi wyrobić się z czasem, gdyż muszę go dzielić między pracę(gdzie mimo obietnic o zmniejszeniu ilości godzin, dostaję tylko więcej i więcej), poszukiwaniem nowej pracy, czasem na sen, moim partnerem, siostrą, no i oczywiście blogiem.

Aby skrócić czas oczekiwania na nowe rozdziały(wiem, że ostatnio się nie popisuję) mam dla was niespodziankę od przyszłego rozdziału, który powinien  pojawić sie znacznie szybciej niż ten.

xoxo

Hippie

18 Komentarze

    • Wiem!!! Strasznie mi z tego powodu głupio!

      Na pocieszenie powiem, że rozdział jest prawie gotowy, ostatnie poprawki są robione i do piatku najdalej rozdział sie ukarze. Może być wcześniej, jesli wyrobię sie w czasie!.

      Przepraszam i dziękuję za cierpliwość,
      Hippie

  1. Powróciłam do świata żywych. Przepraszam, ze nie komentowałam ani waszych/twoich ostatnich rozdziałów ani odejścia Bezczelnej :( Zacznę więc od rozdziałów. Były wspaniałe, niesamowite, cudowne. Jak to możliwe, że słowo za słowem coraz bardziej zakochuje się w waszych bohaterach ? Mają wady, są ludzccy, są żywi do szpiku kości. Mój ukochany Scorpius jak zwykle przecudowny, marzę by spotkać takie również w swoim niemagicznym życiu. Co do odejścia Bezczelnej, to całkowicie ją rozumiem, ale wciąż tli się we mnie mała nadzieja na to, że wróci :) Hippie jesteś niesamowita,że bierzesz tylko na siebie opowiadanie posiadające tyle wątków i tylu bohaterów. Jesteś moim superbohaterem !
    Nie wiem czy wypada życzyć weny, bo chyba masz jej w nadmiarze ;)
    Życzę umiejętności godzenia opowiadania ze sprawami świata zewnętrznego ! Mi jej niestety brakuje :< Ale Wam/Tobie chyba nie zważywszy na to, że stoimy na progu 64.
    UWIELBIAM WAS OBIE !
    pozdrawiam i całuje
    Roseanna

    • Uh-uh tyle komplementów, że aż sie za rumieniłam.

      Ale od początku. WITAMY Z POWROTEM :D Tęskniłyśmy tu za tobą i bardzo się cieszymy z powrotu :) Naprawdę bardzo miło cię znów czytać :D

      Odejście Bezczelnej było dla mnie raczej smutne, ale wierzę, że każdy zasługuje na to by robić to, co sprawia że jest szczęśliwym i jeśli blog nie sprawiał jej już radości, nie było sensu, żeby sie męczyła. Jakoś powoli(okropnie powoli) idziemy do przodu z opowiadaniem. Nie dodaje rozdziałów tak często jakbym chciała, ale już nad tym pracuję. :)

      Wenę chętnie przyjmę, nie pogardzę. Nie ma czegoś takiego w moim słowniku, jak za dużo weny(choć mój partner sie ze mną nie zgadza w tej kwestii. Zupełnie nie wiem o co mu chodzi, sześc godzin pisania na raz to na serio nie tak dużo:P).

      naprawdę miło cie znów czytać:)

      xoxo
      Hippie

    • Nie potrafię dokładnie określić daty następnego rozdziału.
      Prace nad nowym rozdziałem trwają, powoli niestety, gdyż mam całkiem spory chaos w moim życiu w tym momencie i wiele ważnych decyzji, które boję się podjąć. Postaram się, abyście nie musiały czekać długo dłużej, wiem, że ostatnio mam straszne opóźnienia. Mam nadzieje, że owe opóźnienia cię nie zniechęcą.

      Przesyłam całusy i uściski,
      zaganiana Hippie

  2. Ostatnio trafiłam na twojego bloga. Piszesz niesamowicie <3 Zarwałam nockę żeby przeczytać wszystkie rozdziały ale było warto. Czekam na next :D

  3. Jak zwykle cudownie! Nie wiem czy to jest możliwe, ale Rose i Scorpiusa kocham coraz bardziej z każdym kolejnym rozdziałem! :)

  4. Jak zwykle świetnie!
    Szkoda mi Evy. Mi się ostatnio wszystko udaje :). (Ach, jaka ja skromna)
    Eva tyle złych rzeczy musiała znieść. Nie moźe dokońca cieszyć się życiem :(
    Coś czuję, że Albus i Eva mają wspólną przyszłość ;)

    • Ach, ale wiesz, Eva jest silna, daje radę :) Więc nie smutaj. jeśli ci to poprawi humor to mam dla niej też cos specjalnego :) Czy z Albusem? Tego już nie zdradzę :P:P Podła ja, haha.

      xoxo
      Hippie

  5. Pierwsza! Mvahaha. Zaglądałam tu parę razy dziennie i nic nie było ( poza wczoraj kiedy jak tylko przyszłam do domu to padłam ze zmęczenia ). Wchodzę dzisiaj na kukiełki i jest :D . Dosłownie pożarłam rozdział. I Hippie gdyby nie to, że zaraz muszę się zbierać napisała bym hymn pochwalny na twoją cześć. Krótko mówiąc cześć 63 jest słodka
    i pełna szczęścia, idealna na deszczowy dzień. No, no ciekawa jestem tego wesela szykuje się projekt x :D ? A końcówka – na prawdę, już nie mogę się doczekać cd !
    Pozdrawiam,
    Cammie

    • Przepraszam, że tyle musiałyście czekać, ale no normalnie byłam zawalona obowiązkami. mam nadzieję, że uda mi się jakoś przyspieszyć.

      Bardzo się cieszę, że rozdział ci się podoba i poprawił ci humor:) W końcu, jakby nie patrzeć taka jest idea prowadzenia bloga – przynajmniej w naszym wykonaniu :).

      O weselu za wiele nie powiem, czekać proszę, o!

      pozdrawiam i ściskam,
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.