58. Father’s Day

Wszystkiego najlepszego dla smile, która obchodzi dzisiaj siedemnaste urodziny. Spełnienia marzeń, zdrówka i szczęścia :*

Hippie & Bezczelna

 ***

Teresa James – You’re my hero

 

- Cześć mała… – wyszeptał James wbijając twarz w szybę dzielącą go od sali z noworodkami.  Tuż za szklaną zasłoną, w małym inkubatorze spała dziewczynka w niemal czarnymi włosami. Pielęgniarka, opiekująca się dziećmi na nocnej zmianie łypała na niego co kilka sekund, próbując wyglądać srogo, ale marnie jej to szło. Jedna rzecz o Jamesie była  pewna, z jakiegoś nieznanego nikomu powodu wszystko go uwielbiali, nawet jeśli, jak twierdzili Albus i Lily, tracił sporo przy bliższym poznaniu. – Twoja mama da radę, wiesz? Lekarze mówią, żeby nie robić sobie nadziei. Ale ja wiem, że Eva by cię nie zostawiła. To niezła wojowniczka, ta twoja mama, wiesz?

Na jego twarz powoli wkradał się uśmiech. Nie taki łobuzerski, czy wyzywający. Uśmiech, który niemal nigdy nie pojawiał się na jego twarzy. Pełen jakiegoś spokoju, dziwnej aury, troski.

- Mam coś dla ciebie, wiesz?  – wyszeptał przykładając do szyby kawałek pergaminu. – To mapa. Ale nie zwyczajna, wiesz? Pewnego dnia pójdziesz do Hogwartu i ta mapa okaże się całkiem przydatna. Jestem pewien, że będziesz niezłą łobuziarą, ten zaszczyt zawsze spada na pierworodnych… Ale staraj się nie pobić rekordu szlabanów dziadka z piątej klasy. Nigdy tego nie przyzna przed babcią Ginny ale jest z niego całkiem dumny….

- Gadasz do siebie? – usłyszał za sobą. – Zawsze wiedziałam, że brakuje ci piątej klepki.

- Rose. Myślałem, że spakowałaś walizki i dałaś nogę – wyszczerzył się odwracając do niej.

- Nie spodziewałam się tu ciebie o tej porze. Już grubo po północy i z pewnością po godzinach odwiedzin.

- Więc jak ty się tu dostałaś, kuzyneczko? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.

- Prawdopodobnie tak samo jak ty. W końcu raz na jakiś czas nie zaszkodzi posłużyć się nazwiskiem.

- Merlinie, mam na ciebie zły wpływ!

- Powiedziałbym raczej, że łamanie zasad mamy we krwi – uśmiechnęła się wpatrując się w śpiącą Grace. – Po za tym, serio uważasz, że ktoś mógłby mieć jeszcze zły wpływ na mnie?

- Nie taki diabeł straszny jak go malują…. – mruknął przyglądając się Grace.

- Co to? – zapytała wskazując na pergamin znajdujący się w lewej ręce Jamesa.

- Prezent. Dla Grace.

- Czy to nie jest przypadkiem…

- Mapa Huncwotów. Lilka nie chciała jej wziąć w tym roku skoro McLaggena nie ma i ma powodu by się wymykać w nocy. Więc oddała ją mnie, jakby nie było jestem  pierworodnym, więc to mnie należy się mapa. Cóż, Albus z pewnością nie dostanie jej w swoje łapy.

- Dajesz ją Grace? – otworzyła szeroko oczy.

- To problem? – zapytał zaskoczony James. – To moja mapa, mogę ją podarować komu zechcę.

- Nie. Nie. Tylko… Zawsze powtarzałeś, jak to oddasz ją swoim synom, żeby szargali nerwy nauczycielom… – odpowiedziała spokojnie Rose. – To wszystko.

- Ta… To skomplikowane.

- Co masz na myśli?

- Ja i Natalie nie będziemy mieli dzieci powiedział cicho wpatrując się w Grace.

- James – zaśmiała się lekko, ale od razu spoważniała. Było coś w jego twarzy, sposobie jakim patrzył na Grace. – James? – położyła dłoń na jego ramieniu.

- Nie będziemy mieć dzieci, bo nie możemy mieć dzieci. Znaczy się, Nat nie może. Dlatego zerwała ze mna rok temu na Wielkanoc, zapewne słyszałaś.

- Ale powiedziałeś wszystkim, że Natalie zerwała z tobą, bo przyłapała cię z inną dziewczyną…

- A co miałem powiedzieć? – zapytała bardzo cichym i pozornie spokojnym tonem. – To nie jest coś, czym koniecznie chcemy się chwalić. A znasz naszą rodzinę, będą węszyć dopóki się nie dowiedzą – zaśmiał się gorzko. – Powiedziała mi wtedy, że nie może mi tego zrobić. W końcu ją przekonałem, jak widzisz. I wiem, że pewnie teraz powiesz, że może powinienem był jej pozwolić odejść. Nie zaprzeczę, że logika mi to podpowiadała. Ale kocham ją, Rose. Naprawdę kocham. Nie tak, jak inne dziewczyny wcześniej. Natalie to moja bratnia dusza i jeżeli to jest cena, którą musimy za to zapłacić, to trudno. Pewnie myślisz, że jestem głupi, co?

- Nie – powiedziała cicho Rose przytulając jego ramię. Jej relacje z rodzina nie były dobre, ale choć jako dzieci nigdy się zbytnio nie przyjaźnili, w trakcie ciąży Evy bardzo się zbliżyli, choć żadne nie przyznałoby tego głośno. Oboje byli czasem nazbyt dumni i wbrew pozorom, skryci w sobie. – Myślę, że to bardzo urocze. I wiesz, myślę, że będziesz bardziej ojcem dla Grace, niż Al. Więzy krwi to nie wszystko.

- Wiesz, całkiem ci do twarzy, kiedy nosisz ze sobą serce – uśmiechnął się lekko.

- Dobrze jest je wyjąć od czasu do czasu, żeby się zbytnio nie przykurzyło.

- Przyznam szczerze poczułem się nieco zazdrosny, kiedy usłyszałem, że Eva wybrała ciebie  i Scorpiusa na prawnych opiekunów.

- Mi to mówisz. Nie wiem skąd ona bierze tak absurdalne pomysły… – mruknęła Rose opierając czoło na szybie oddzielającej ich od Grace.

- Tata mówi, że jesteś prawdopodobnie jedyną osobą, która w mniej lub bardziej inwazyjny zmusiłaby Albusa do częstych odwiedzin. I wiesz, że to prawda. Plus nie chciała zbytnio obarczać Astorii i Draco, mają swoje problemy. Tak mówi tata.

- No dobra, a Scorpius?

- Ech, nie wiem. Tez tego nie rozumiem.  Bez urazy, ale koleś pewnie nigdy w życiu nie zrobił sobie herbaty.

- Już nad tym pracuję – Rose uśmiechnął się łobuzersko.

- Wiesz, co mam na myśli – powiedział James siląc się na poważny ton, ale uśmiech wkradł się niechciany. – Możesz mu powiedzieć, że to rodzaj inicjacji, jeśli chce się wejść do naszej rodziny.

- Whoa! Chyba się trochę zapędziłeś z tym wchodzeniem do rodziny…

James zaśmiał się jedynie.

- Powinniśmy już wracać. Zanim twój ojciec zorientuje się, że nie ma cię w domu i wpadnie do Malfoy Manor rzucając Kedavrami.

- Hey, Ronald nie jest taki zły. Przegrał mnie w szachy i nie wysadził przy tym w powietrze połowy Doliny. To już postęp, musisz przyznać.

- Jedna jaskółka wiosny nie czyni – wyszczerzył się James.

 

***

Elton John & Blue – Sorry seems to be the hardest word

 

W pokoju panowała ciemność i niczym niezmącona cisza. Zasłony były zaciągnięte, by choćby najmniejszy promyk światła nie mógł się dostać do środka. Był już późny wieczór, ale nawet światła lam na zewnątrz doprowadzały go do szału. Było coś z ciemności, co dawało mu ukojenie, spokój, którego nie mógł zaznać za dnia. Może to fakt, że tak łatwo było ukryć się w ciemności. Ukryć uczucia i zmartwienia. I nikt inny nie mógł ich tam zobaczyć.

Puk!Puk!

- Proszę – odpowiedział niechętnie po chwili ciszy.

- Twoja matka przysłała mnie, żebym z tobą porozmawiał – powiedział Draco otwierając drzwi, a potem zamykając je za sobą.

W ciemności postawił kilka kroków, by w końcu usiąść na brzegu łóżka, naprzeciwko Scorpiusa siedzącego w fotelu przy oknie.

- Ta kobieta nie wie, co znaczy chcę być sam… – Scorpius uśmiechnął się lekko mimowolnie.

- Obawiam się, że nie – odpowiedział Draco nieco rozbawionym głosem. Nigdy nie mógł się nadziwić, jak dobrze można poznać drugiego człowieka, nauczyć się wszystkich gestów i odpowiedzi. On sam był wychowany nieco inaczej, nie znał zbytnio swoich rodziców. Kochał ich ponad wszystko, ale zapytany o ulubiony kolor swojej matki nie miałby pojęcia. Az do dnia, kiedy pojawiła się Astoria. I podobało mu się, jak bardzo dobrze ją poznał, ją i Eleonorę. I z czasem zrozumiał, że tego tak naprawdę mu brakowało.

- Co jest takie zabawne? – zapytał nieco oschle młodszy Malfoy.

- To jak dobrze znasz swoją matkę – odpowiedział Draco spokojnie. – Scorpius, wiem, że miedzy nami nigdy zbyt dobrze się nie układało. I rozumiem cię doskonale, nie byłem idealnym ojcem, zdaję sobie z tego sprawę…

- Przyznam, że długi czas bardzo cię nienawidziłem – przerwał mu Scorpius. – Byłem na ciebie zły – zaśmiał się gorzko. – Widzisz, co Rose ze mną zrobiła? Jestem szczery. Nie jestem pewien, czy mi się to podoba.

- W tym przypadku mogę szczerze powiedzieć, że wiem doskonale, jak się czujesz… twoja matka zrobiła ze mną dokładnie to samo. Ale nie żałuję dnia. Choć przyznam, że miałem momenty zwątpienia. Ale to normalne, kiedy się zmieniasz.

- Ta… Wiesz, nieco inaczej teraz patrzę na wszystko. Jestem szczery. To trochę dziwne. Ale wydaje mi się, że nie byłem wobec ciebie sprawiedliwy. Lubiłem cie nienawidzić.

- Synu, jeśli to cie pocieszy, ja też bardzo lubiłem się nienawidzić. A czasem nawet wciąż lubię. Zrobiłem w życiu wiele złych rzeczy. I naprawdę czasem zastanawiam się co twoja matka we mnie widziała. Twoja matka była bardzo dzielna w czasie wojny. Tak odważna. Ona i Eleonora.

- Wiesz, to nie była twoja wina – powiedział nagle Scorpius, zaskakując nawet samego siebie. W tym trudnym dla nich wszystkich czasie, jakoś łatwiej rozmawiało się o uczuciach, tak prosto było być szczerym. – To, że Eva nie mogła z nami mieszkać. Byłeś dla niej dobrym ojcem. Dla niej i dla Elaine.

- Ale nie dla ciebie – powiedział smutno Draco. – Przepraszam.

- Nie byleś aż taki zły. Większość złych rzeczy sam sobie wmówiłem. Czasem kiedy wracałeś pijany i dziadek próbował cię pouczać wrzeszczałeś na niego. Wszystko co ci wmawiał kiedy byłeś młodszy. Że jeśli zrobisz dziecko jakiejś szlamie. Nienawidziłeś tego słowa. Ale ja wmówiłem sobie, że mówiłeś to do mnie. Lubiłem myśleć o tobie źle. Zwłaszcza, kiedy mam przez ciebie płakała. Nadal cię trochę nienawidzę.

- A ja cię za to nie winię. Ale nie przyszedłem tu rozmawiać o mnie. Twoja matka się martwi.

- Jak mogliście wesprzeć Evę w tak głupim życzeniu? – zapytał z wyrzutem.

- Jesteś na nią zły?

- Jestem na nią wściekły.

- Eva wybrała najlepszą opcję dla Grace.

- Że niby ja jestem najlepszą opcją dla Grace? Nie potrafię nawet zaparzyć herbaty, nie wspominając o zajmowaniu się dzieckiem. Po za tym, znasz mnie. Jestem nieodpowiedzialny. Ty i mama o wiele bardziej byście się do tego nadali!

- Ja i Astoria nie możemy się zająć Grace. Albus bardzo łatwo zablokowałby proces, nie zapominajmy, że nieważne jak wysoka cenę zapłaciłem za mroczny znak, wciąż jest na moim ramieniu i zawsze będzie.

- Co z Franco? Leonem?

- Chłopcy zawsze byli przy Evie, ale to nie byłoby właściwe ich obarczać

- A jest właściwe obarczanie mnie?

- Ty jesteś jej rodziną. Znała cię jeszcze zanim jej matka zmarła, a potem ojciec. Jesteś jedyną rzeczą, która łączy ją z czasami, gdy życie było tak proste…

- Nie mogę… Nie mogę tego zrobić… Rose, tak, Rose jest silna  i ma całą masę matczynych odruchów, o których nawet istnieniu nie zdaje sobie sprawy. Ale ja jestem nieodpowiedzialny…

- Widziałeś ją? Gracie? To zawsze jest wyjątkowe, kiedy trzymasz swoje pierwsze dziecko. Wydawała się takka krucha w moich ramionach…

- W ramionach? Wyciągnąłeś ją z inkubatora?

- Inkubatora? Och, tak… Tak… – powiedział nieco zmieszany Draco. – Lepiej już pójdę… Muszę jeszcze coś zrobić…

Podniósł się energicznie i niemal wybiegł z sypialni, zostawiając za sobą otwarte drzwi.

 

***

The Fray – Heartless

 

Przy stole panowała cisza.  Ciężka, krępująca i tak niepasująca. Uśmiech nie schodził z twarzy kobiety siedzącej na szczycie stołu. Jej blond włosy upięte były w luźnego koka. Niebieskie oczy świdrowały wzrokiem dwójkę pozostałych z rozbawieniem. Była bardzo szczupła ale to nie odbierało jej uroku.

Mężczyzna, który siedział tuż obok spoglądał na nią wyraźnie zirytowany. Jego blond włosy przystrzyżone były krótko. Szare oczy rzucały wściekle spojrzenia kobiecie, która tak łatwo je ignorowała. Zrezygnowany podrapał się po kilkudniowym zaroście. Jeżeli była jedna rzecz, która można było z łatwością stwierdzić patrząc na niego, był to fakt, iż był prostym człowiekiem, pracownikiem, raczej niż biznesmenem.

- Mary, przestań bawić się widelcem, tylko jedz – powiedziała radośnie kobieta.

- Nie jestem głodna – mruknęła blondynka.

- Jeśli nie będziesz dobrze jadła to cera ci się popsuje. Chyba nie chciałabyś, żeby Albus przestał się tobą interesować, bo przestałaś porządnie jeść…

- Czy ciebie w ogóle nie interesuje, że Eva umiera w szpitalu? – przerwała jej Mary rzucając widelcem o talerz. Jej policzki były zarumienione ze złości.

- Nic nie możemy zrobić – odpowiedziała kobieta. – Więc po co się zamartwiać? Zresztą, dostała to, o co prosiła. Jej matka była taka sama, byle tylko złapać faceta na dziecko…

- Wystarczy! – mężczyzna podniósł się energicznie rzucając serwetkę na stół. – Dwadzieścia lat słyszę te bluzgi i mam już dość! Co ci biedna dziewczyna zawiniła, że tak się nad nią pastwisz przy każdej okazji? Mało ci, że zamknęłaś ją w sierocińcu?!

- JA zamknęłam ją w sierocińcu? – zapytała spokojnie. – Kochanie, nie zapominaj, że to jej drogi ojciec zostawił ją i pojechał sobie w Himalaje. Chyba nie winisz mnie za wypadek Williama?

- Już nie udawaj takiej świętej! Mogliśmy się nią zająć, Mary miałaby towarzystwo, Eva wychowywałaby się w rodzinie!

- Milcz! – warknęła kobieta.

- Milczałem dwadzieścia lat! I mam już cię dosyć. Czy ty w ogóle serca nie masz? – mężczyzna dyszał ciężko, złość tłumiona przez lata wreszcie znalazła swoje ujście i chociaż nigdy nie chciał, by Mary musiała kiedykolwiek na to patrzeć, czuł, że już nie mógł więcej znieść, więcej przemilczeć, więcej zapomnieć.

- Mamo! O czym tata mówi? Powiedziałaś, że Eva nie chciała z nami mieszkać!

- Jakby sześcioletnia dziewczynka mogła decydować! – wtrącił  mężczyzna.

- Anthony, zamilcz, zanim powiesz coś, czego będziesz gorzko żałował – syknęła kobieta. – A ty, Mary, nie waż się mnie oceniać, zrobiłam co było najlepsze dla naszej rodziny!

- Więc to prawda… – powiedziała Mary łamiącym się głosem.. – Wszystko, co powiedziała Rose… Blokowałaś jej adopcję?

W pokoju nastapiła cisza.

- Odpowiedz!

- Lepszy sierociniec, niż dom Śmierciożercy – powiedziała chłodno kobieta.

- Więc to prawda…. – Mary wybiegła z jadalni i wbiegła schodami na górę, potem do swojego pokoju, zatrzaskując z hukiem drzwi.

- Jesteś zadowolony? – zapytała nerwowo kobieta.

 

 

************************************

Kochane, wiem, że rozdział krótki i długo musiałyście czekać. Powiem tylko, że mam kilka dobrych wymówek:

a)      nawet do szkoły oddałam pracę na zaliczenie w poniedziałek( a miałam to zrobić półtora tygodnia wcześniej, ale normalnie jakiś debil wymyślił, że na coś tak długiego i czasochłonnego wystarczy tydzień), więc ze wszystkim byłam spóźniona i rozzłościłam tym swoją profesorkę(świnia odjęła mi kilka punktów praktycznie za nic, no ale cóż jej zrobisz?)

b)      do tego doszło sto ślubnych zaproszeń, które muszę zrobić na przyszły tydzień(a są bardzo fikuśne). Taki dodatkowy artystyczny projekt( i ze względu na to, że ślubne zaproszenia, muszę dotrzymać terminu)

c)      no i trzydniowa migrena, która uniemożliwiła mi choćby patrzenie na długopis i kartkę, o komputerze nie wspomnę.

d)     no i na koniec huragan, który przeszedł nad Irlandią, i tyle ludzi nie miało prądu(a sporo osób ma kuchenki elektryczne), że wszyscy zwalili się do mnie do pracy po żarcie(do innych gastronomii też, ale mówię wam, kolejki były poza drzwi!!!). Tak więc po środzie byłam wykończona, jak prostytutka po kawalerskim.

Tak więc, mam nadzieję, że mi wybaczacie opóźnienie, szczerze powiedziawszy nie miałam zamiaru nic pisać na ten tydzień biorąc pod uwagę wszystkie wymienione wyżej powody, no ale wtedy smile wytoczyła ciężką artylerię – urodziny.

Mam nadzieje, że jakość rozdziału was nie przeraża.

Xoxo

Hippie

PS: Lily, widziałam twojego maila, jeszcze nie miałam czasu dokładnie przeczytać, ale postaram się odpisać jak najszybciej :)

16 Komentarze

  1. Widziałam, ze się pojawił rozdział już wcześniej, ale nie miałam okazji przeczytać ani skomentować. Zacznę, więc od początku.
    Wow, wow, wow.
    James jest taki opiekuńczy. Szkoda, że nie będzie miał dzieci =( byłyby bardzo fajne. dlaczego parzenie herbaty jest tak ważne. Ciągle ktoś o tym wspomina.
    Szkoda mi Mary. Jest bardzo w niezręcznej sytuacji. Wszystko przez Albusa. Po prostu nie wiem jak tak można?! Przez Albusa i jej chorą matkę, z która naprawdę jest coś nie tak. Czy ona nie ma serca?
    Rozdział rzeczywiście krótki to do was nie podobne.

  2. Załoga Stowarzyszenia „Harry’ego Pottera” zaprasza wszystkie chętne osoby do dołączenia do nas. Jeśli piszesz historię ze świata J.K Rowling i chcesz poznać nowych ludzi, brać udział w konkursach i innych atrakcjach oraz promować swojego bloga, zapraszamy na stowarzysznie-hp.blogspot.com
    Pozdrawiamy,
    Załoga SHP

  3. Nareszcie ! Widać że rozdział trochę na szybko pisany bo wyłapałam parę literówek ale rozumiem – to wieczne zagonienie ( najwyraźniej człowiekowi prawdziwie odpocząć przyjdzie dopiero po śmierci) . Napomnę tylko, że niezbyt dobrze brzmi określenie Scorpiusa jako rzecz (w wypowiedź Draco ).
    Ta pierwsza scena z Jamesem w szpitalu – kocham. Przyznaję też bez bicia, młodszemu małżeństwu Potterów dawałam góra dwa lata i cieszę się, że to jednak prawdziwa miłość.
    Dobrze że uleczacie relację między Draco a Scorpiusem. Oni oboje tego potrzebują.
    Współczuję Mary takiej matki. Pozbawiony uczuć babsztyl. To jakaś krewna Umbridge ?
    Pozdrawiam (i życzę choć trochę wolnego czasu)
    Cammie

    Ps Kiedy można się spodziewać kolejnego rozdziału ?

    • Och, jestem pewna, że tym krótkim tekście był błąd na błędzie, ale nie miałam czasu edytować, poprawiać, nie zdążyłabym wtedy dodać rozdziału przed pracą, a wtedy smile nie miałaby urodzinowego prezentu. Jak znajdę chwilę to najprawdopodobniej zrobię korekty, nawet jeśli dopiero znajdę czas za trzy miesiące(czasem mi się wydaje, że mam nerwice natręctw).

      James i Natalie to jedni z moich ulubionych postaci, jak już komuś wspomniałam, i choć na początku był plan, by jak mówisz niezbyt im wyszło na korzyść Evy(tak, był taki pomysł, ale co za dużo dramatu w rodzinie to niezdrowo), to nie mogłam sie do tego zmusić. Ani Bezczelnej. Oni są zbyt zarąbiści, żeby ich dzielić :D

      A Draco i Scorpius, jeszcze przed nimi długa droga, ale już na nią weszli, więc to jest jakiś początek :)

      Następny rozdział dopiero za dwa tygodnie, naprawdę w tym tygodniu muszę skończyć te cholerne zaproszenia(nie pytaj mnie dlaczego musiałam zaprojektować takie fikuśne, które się robi dłuuuuugo, bo sama sobie zadaję to pytanie za każdym razem, kiedy patrze na bajzel w moim salonie i połowicznie zrobione kartki).

      xoxo
      Hippie

  4. Nienawidzę Czasu. Serio, jest strasznie nieubłagany :D mój wróg numer jeden, także w pełni was rozumiem ;)
    Tylko czemu rozdział taki krótki?! ;P

    • Czemu krótko? To proste, pisałam rozdział w sobotę między 12 a 14:30. I wiem, że to trochę głupie dodawać taki krótki rozdział z masą literówek, ale jedna z czytelniczek wspomniała o swoich urodzinach i bardzo chciałam jej zrobić jakiś prezent.
      I przy okazji wiecie, że jeszcze żyję, nie utonęłam pod stertą książek. Jeszcze.

      xoxo
      Hippie

    • Bardzo proszę. Wybacz, że tak krótko, ale naprawdę miałam mało czasu, a bardzo chciałam dodać rozdział w Twoje urodziny :-)
      Mam nadzieję, że dzień udał ci się świetnie :-D

      Pozdrawiam,
      Hippie

  5. Wybaczam Ci kochana! :* Sama jestem zawalona terminami, także możemy przybić sobie piątkę! :* Jak dożyję do maja, to chyba skoczę ze spadochronem z radości… A wiesz, co? Jak długo nie dodajesz nowego rozdziału, to tak jakoś pusto jest. :( Bardzo się zżyłam z Kukiełkami…

    I tak w ogóle to … Gwiazdka w tym roku przyszła wcześniej! Scorpius rozmawiał z Draco! :D I coś czuję w kościach, że takich rozmów będzie więcej. Myślę, że ta rozmowa i rozmowa w domu Isherwoodów jest wstępem do rozdziałów ze wspomnieniami starszego pokolenia. No i … Mary dowiedziała się prawdy. Kurczę, współczuję jej takiej matki. Anthony’ego musiało dużo kosztować ukrywanie tej strasznej prawdy przed Mary. Widać, że Eva i Eleonora nie były mu obojętne. Facet jest wrażliwy w przeciwieństwie do swojej żony. Ona sprawia wrażenie takiej matrony, głowy rodziny, która robi wszystko „dla dobra rodziny”. Raczej jej nie polubię. ;/

    James skradł moje serce… Bardzo ucieszyło mnie to, że jest z Nat pomimo tego, że jest bezpłodna! J&N są wyjątkową parą. :) Są jak Fred i George, są jak Huncwoci. :) Oj, tak… James będzie dobrym ojcem dla Grace. :) Może teraz wybiegnę zbyt daleko w przyszłość, ale … chciałabym zobaczyć Grace w akcji z Mapą Huncwotów! :D

    Eva walcz, kobieto! :*

    Pozdrawia zmarnowana Lily ;*
    P.S Będę czekać! :D

    • Poor jak miło mi to słyszeć :-D dziękuję :-)

      Twoje uczucie w kościach Cię nie zawodzi. Będzie więcej rozmów na linii Draco – Scorpius, nadszedł czas na zmiany dla obojga.

      O rodzinie Mary nie chcę za dużo mówić, wszystko okaże się z czasem.

      A James, eh, schrupałabym go do ostatniego okruszka. :-)

      Xoxo
      Jeszcze bardziej znarnowana Hippie :-P

  6. Faktycznie strasznie krótki, ale jestem w stanie wybaczyć, ze względu na wymieniony powody ;p
    Dobrze, że Mary dowiedziała się prawdy i ktoś postawił się jaj matce-zołzie. Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Całusy ;*

  7. Myślę, że matka Mary zacznie żałować za swoje decyzje. Szkoda mi Evy :( W jednej z barwniejszych postaci gaśnie życie. James i Natalie, oni… To cudowne, że ich miłość jest tak mocna, pomimo tego ciosu. Myślę, że James to bardzo przeżywa. Grace będzie miała wielu ojców :) Scorpius, James, Franco, Lars, Leon no i oczywiście Albus, który mam nadzieję, że się opamięta ;) Strasznie wzruszająca była scena z Jamesem w szpitalu. Rozdział super.
    Pozdrawiam, Śliczna

    • Nie będę zdradzać szczegółów o Mary i jej rodzinie przynajmniej na razie.

      EVA, cóż, postanowiłam was jeszcze potrzymać w niepewności :-P tak, wiem, że zła i niedobra jestem.

      James i Natalie. To chyba mój ulubiony paring, poza Rose I Scorpius em oczywiście. To jest według mnie taka miłość prawdziwie romantyczna, nie słówka i buziaczki co pięć sekund. Dla mnie prawdziwy romantyzm to właśnie poświęcenie, obustronne. Romantyzm to wsparcie, nie na pokaz, ale to którego nikt nie zobaczyć.

      Dziękuję bardzo za mile słowa mimo, że rozdział pisany na szybko.

      Xoxo
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.