57. One more day

CZYTAM = KOMENTUJĘ

 

Doctor Who OST – Trenzalore Theme

 

15 października.

Siedział na niewygodnym, plastikowym krześle poczekalni, chowając twarz w drżących dłoniach. Blond kosmyki, zazwyczaj starannie zaczesane, wisiały smętnie. Krawat miał znacznie poluźniony, górne guziki białej koszuli rozpięte.

Tego najbardziej nie cierpiał w szpitalach. Ciepło i ten specyficzny zapach, który zawsze im towarzyszył – sterylna czystość drażniąca nozdrza, choroba i kiepskie jedzenie.

Westchnął głęboko rozglądając się wokół. Bladoniebieskie ściany i białe światło lamp sprawiało, że wszyscy wyglądali blado i niezdrowo.

Astoria, która nerwowo dreptała w tą i z powrotem, co chwilę zerkając na drzwi, które znajdowały się po lewej stronie Draco, lub na koniec korytarza, jakby oczekując kogoś jeszcze. Wyglądała jeszcze bledziej, niż reszta. Zapewne taka właśnie była, nie tknęła jedzenia od rana, a dochodziła już szósta.

Harry i Ginny siedzieli po przeciwnej stronie, wtuleni w siebie z markotnymi minami, wpatrywali się ze spuszczonymi głowami w  swoje buty. Czasem szeptali coś, bardzo cicho, i zdawało się, że tak naprawdę niemożliwym było, by mogli dosłyszeć, co drugie ma do powiedzenia, a jednak rozmowa trwała. I nikt im nie przerywał, wiedząc, że był tylko jeden temat, na który mogli teraz dyskutować, a cała sytuacja zdawała się nazbyt intymna.

Natalie i James siedzieli tuż obok nich, na podłodze, oparci o ścianę. Byli milczący. A to nigdy się nie zdarzało. Żadnych żartów, kpin, śmiechów, czy nawet ostrych docinek wobec Albusa i Mary, który stali dobre kilka metrów dalej, najwyraźniej wyczuwając, jak bardzo niepożądana jest ich obecność, a zarazem nieunikniona.

Elaine siedziała po prawej stronie Draco ściskając mocno dłoń Narcyzy. I wcale nie była już pewna, czy robiła to, by pocieszyć ją, czy samą siebie. Nie była jej wnuczką, ale tyle lat mieszkały pod jednym dachem, że takie przywiązanie było nieuniknione. Tupała nerwowo nogą, jakby miało to w jakiś sposób przyspieszyć cały proces, zerkała co kilka sekund na drzwi, ale wciąż dochodziła jedynie cisza.

Rose, wyraźnie zirytowana ciągłym czekaniem podniosła się z miejsca obok Ginny.

- Astorio, powinnaś coś zjeść… – zaczęła rudowłosa.

- Nie, Rose. W porządku, naprawdę – przerwała jej brunetka, po czym objęła ją ramieniem. – Dziękuję, Rose. Co ze Scorpiusem? Nie napisał ani jednego listu, odkąd wrócił do Meksyku. Mam nadzieję, że się nie pokłóciliście? Powinien już tu być. Powinien, prawda?

- Nie martw się, Frank się nim zajął. Powinni tu być niedługo – powiedziała spokojnie Rose. – To długa podróż z Meksyku, nawet, jak na sieć Fiuu, czy teleportację.

- Rose ma rację, ciociu – wtrąciła Elaine. – W Meksyku jest środek nocy. A wiesz, jak Scorpius mocno śpi. Na pewno zaraz będą….

- O wilku mowa – mruknęła Narcyza. Poprzeczna zmarszczka gościła miedzy jej brwiami i jej wzrok szybko powrócił do tak utęsknionych przez wszystkich drzwi.

Rose i Astoria spojrzały na koniec korytarza i zobaczyły dwóch mężczyzn idących w ich kierunku.

Rose, nie czekając minuty, rzuciła się biegiem w stronę blondyna. Starała się być silna, opanowana, ale teraz tak bardzo potrzebowała, by ją przytulił. By powiedział, że wszystko będzie dobrze. Fakt, pożegnali się zaledwie dwa tygodnie wcześniej i planowo mieli się spotkać dopiero za miesiąc i w tych okolicznościach tak wczesne spotkanie wcale nie sprawiało im radości. Mimo wszystko potrzebowała go. Jego silnego uścisku, jego spokojnego głosu.

Wpadła w jego ramiona, a on ścisnął ją mocno. O wiele mocniej niż zamierzał, ale on sam tego potrzebował. Po policzku Rose popłynęła łza.

- Tak bardzo się boję, Scorpius – wyszeptała.

- Wiem – odpowiedział cicho zaciskając mocno powieki. Westchnął głośno, gdy znów je otworzył. – Musiał ją przyprowadzić w takiej chwili. Po prostu nie mógł się powstrzymać – wysyczał cicho wciąż obejmując Rose, jego wzrok utkwiony w Mary.

- Wiem… – mruknęła Rose głaskając delikatnie tył jego głowy. – Ale nie teraz, Scorpius…

- Wiem – mruknął rozluźniając swój uścisk.

Chwycił ją za dłoń i ruszyli razem do pozostałych.

- Scorpius – powiedziała cicho Astoria obejmując syna.

- Wiadomo już coś? – zapytał, wciąż zerkając z niechęcią na Albusa i Mary.

- Nie. To trwa zbyt długo… Wiedziałam, że coś się stanie! Po prostu wiedziałam! Ostatnie dwa dni czuła się tak źle… Ciągle płakała… – zaszlochała Astoria.

Draco podniósł się i objął ją ramieniem, kierując w stronę krzeseł. Posadził ją obok siebie wciąż obejmując ramieniem.

To nie był dla nich dobry czas. To nie był dobry czas dla nikogo, ale dla Draco i Astorii był szczególnie niełaskawy. Już przez to przechodzili, długie godziny oczekiwania, nadzieja, która cicho szeptała, że wszystko będzie dobrze i bolesne zderzenie z rzeczywistością, ponieważ nic nie było dobrze. I teraz znów, po raz kolejny czuli, że nadzieja mami ich jedynie, coś w środku podpowiadało, że to nie może skończyć się dobrze. Może to doświadczenie, które nauczyło ich tak wspaniale, by nigdy nie oczekiwać najlepszego.

To nie było sprawiedliwe, Draco nigdy nie umywał rąk od swoich małych zbrodni, ale już zapłacili za nie wystarczającą cenę, już odpłacili światu za wszystkie wyrządzone krzywdy, czy to nie było wystarczająco? Czy wciąż musieli składać w ofierze swoje dzieci, za błędy, których one nie popełniły? Tak właśnie czuł się Draco. Jakby wciąż płacił, wciąż składał ofiary, błagając o wybaczenie. I fakt, że nie miał wpływu na to, co działo się z Evą, lub na to, jak traktował ją Albus, lub na to, że jej ojciec był w stanie, który wymagał ciągłej opieki, nie miał tu żadnego znaczenia.

 

- Wujku? – zapytała przez łzy. Płakała całe dnie ostatnimi czasy. Nie czuła się dobrze i choć zaprzeczała, jej ciało wyraźnie to krzyczało.

- Jestem tu, kochanie – uśmiechnął się chwytając jej dłoń. Usiadł na brzegu łóżka.

- Wiesz, byłeś najlepszym tatą na świecie… – wyszeptała.

Ucałował jej dłoń i uśmiechnął się przez łzy.

- Kiedy tak mówisz, mam wrażenie, że zaraz powiesz mi coś złego.

 

Wciąż pamiętał, kiedy wszyscy byli zaledwie dziećmi, Eva, Scorpius i Elaine. Scorpius potrafił wyprosić niemal wszystko u Astorii. A Elaine i Eva doskonale wiedziały, gdzie Draco miał czułe punkty. Kiedy chciały czegoś, co najprawdopodobniej zostałoby kategorycznie odmówione przez Astorię, przychodziły do niego, całowały w policzek, mówiły mu, jak bardzo go kochają i że był najfajniejszym tatą na świecie. I wiedziały, że kiedy tak patrzyły na niego maślanymi oczami, dałby im wszystko, czego tylko pragnęły, nawet, jeśli musiałby się włamać po to do Gringotta. I wybaczyłby im wszystko, nawet masowe morderstwo.

 

- To nic złego, naprawdę. Ciociu, chciałam was prosić…

- Tak? – zapytała Astoria, stojąc tuż za Draco, opierając swoje dłonie na jego ramionach.

- Zaopiekujecie się tatą, prawda? Jeśli coś się stanie?

- Co miałoby się stać? – oburzyła się nieco Astoria, ale jej ton wciąż był opanowany.

- Nie jest ze mną dobrze, nie ma co ukrywać…

- Nie mów tak, Evuś… – powiedział Draco spuszczając głowę. – Jeszcze miesiąc do terminu, to normalne, że nie czujesz się dobrze…

 

Wciąż nie mógł uwierzyć, że ta rozmowa miała miejsce zaledwie dwa dni wcześniej. Dwa dni wcześniej obiecywał jej, że wszystko będzie dobrze, że nie ma się czym martwić, że termin dopiero za miesiąc. Jedna z wielu obietnic, które złamał, ale ta jedna bolała go, jak nóż wbity w sam środek swojego serca.

 

- Nie wiem, wujku, mój szalony szósty zmysł podpowiada mi coś innego.

- Twój szalony szósty zmysł jest zmęczony – wymusił lekki uśmiech.

- Jest jeszcze coś…

- Co takiego kochanie? – zapytała zmartwiona Astoria.

- To ważne.

- Mówże więc – pospieszył Draco.

- Dziecko.

 

- Dlaczego to trwa tak długo? – mruknęła Astoria.

- Zbyt długo zwlekali z przeniesieniem do mugolskiego szpitala… – mruknął Harry.

- Mugolskiego? – zdziwił się Scorpius rozglądając się wokół, nerwowo szukając osoby, która by mogła mu wszystko wyjaśnić, ale nikt się do tego nie spieszył. – Czemu akurat do mugolskiego?

- Zdecydowali, że jest zbyt słaba, żeby rodzić samemu, a dziecku najwyraźniej się spieszy. Ale zwlekali zbyt długo – powiedziała markotnie Rose. – Więc musi rodzic sama.

- Co to znaczy?

- Jesteś inteligentny, domyśl się – mruknęła Elaine.

- Nie mogą jej dać jakiegoś eliksiru? – zirytował się blondyn.

- Wiesz, że takich nie ma, Scorpius! – zirytowała się Rose. – Żeby stworzyć eliksir musisz go przetestować i chyba nie sądzisz, że Ministerstwo by pozwoliło na testy na ciężarnych, nawet jeśli znalazłyby się chętne…

Zmrużyła oczy. To wszystko nie było sprawiedliwe. Wyciszone drzwi, by nie przeszkadzać innym pacjentom, ale co z rodziną? Nie wiedzieli nawet, co się działo, nikt ich o niczym nie informował. Siedzieli tak przez ostatnie trzy godziny, bez żadnych informacji.

I choć Rose nie znała Evy całe swoje życie, właściwie znała ją krócej niż Albus, wytworzyła się między nimi bardzo silna więź. Były tak różne, ale to nie miało znaczenia, gdyż były tak podobne, gdzie to naprawdę miało znaczenie! Były połamane, w nieco inny sposób, ale rozumiały się bez słów. I tylko Rose wiedziała, jak bardzo przerażona była Eva perspektywą porodu, opieką nad ojcem i dzieckiem i bycia samotnym rodzicem. I czasem nawet, Rose lubiła na nią patrzeć, jak na alternatywną wersję siebie, bez Francji, bez Pierre’a i bez Grega. Często wyobrażała sobie, że może właśnie taka by była, gdyby została w Hogwarcie, radosna i dobra, aż do szpiku kości.

I to nie było sprawiedliwe, że Eva musiała tak cierpieć. To nie powinno tak być. Rose miała ochotę krzyczeć. Wciąż powstrzymywała łzy, wciąż czuła ogromną gulę w gardle, którą za wszelką cenę chciała stłamsić. Po raz kolejny w tak krótkim czasie traciła kogoś tak bliskiego.

Nagle drzwi otworzyły się i stanął przed nimi magomedyk w białym, umazanym krwią fartuchu, starszy jegomość z siwą brodą i niemal łysą głową. Tuż za nim z pomieszczenia wyszło kilka pielęgniarek, jedna z nich popychała mały wózek z czymś przypominającym mugolski inkubator. A w środku znajdowało się małe zawiniątko, podpięte do jakiejś małej maszyny. Czarne włoski opatulały malutką główkę,

- To dziewczynka. Zdrowa. Maszyny mierzą czynności życiowe na wszelki wypadek, proszę się nie martwić – powiedział poważnie. – Matka nazwała ją Grace.

- Co z Evą? – Astoria niemal podskoczyła.

- Jest bardzo słaba. Mógłbym z państwem porozmawiać, na osobności? – zapytał spoglądając na Draco i Astorię.

Oboje kiwnęli głowami.

- Och, byłbym zapomniał. Rose i Scorpius? – zapytał niepewnie rozglądając się wokół. – Dziewczyna chce was widzieć. Tylko nie za długo proszę. W ogóle nie powinna mieć gości.

Medyk odwrócił się i razem z Malfoyami ruszył przed siebie.

Rose i Scorpius spojrzeli na siebie pytająco. Blondyn wskazał dłonią drzwi, sugerując, by dziewczyna weszła pierwsza.

Zawahała się, ale czując na sobie świdrujący wzrok Potterów, ruszyła przed siebie. Czuła, że blondyn szedł tuż za nią i dodawało jej to swego rodzaju otuchy. Odwagi, by zmierzyć się z tym, co czekało po drugiej stronie drzwi. Czuła, że zachowuje się irracjonalnie, przecież była przytomna! Słaba, ale przytomna! I chciała z nimi rozmawiać, więc nie mogło być źle, prawda?

 

Vast – One more day

 

Pip. Pip. Pip. Pip. Pip. Pip. Pip.

Maszyny pikały rytmicznie, jakby odliczając sekundy do jakiegoś niezwykle ważnego momentu. Jakby czekały na jakiś znak. Mały gest.

Białe ściany uderzały ich swoją srogością, wręcz przygnębiały w jakiś niezrozumiały sposób.

I ona. Eva. Leżąca  w plątaninie różnych przewodów i rurek, zapewne ulepszonych magicznie mugolskich aparatów. Blada. Mokra od potu. Zaciskała powieki, jakby patrzenie na ten pokój sprawiało jej jakiś fizyczny ból. Oddychała płytko, jej usta były przesuszone.

Rose przyłożyła dłoń do ust i odwróciła się energicznie wtulając w tors blondyna. Jego powieki także były mocno zaciśnięte, głowa spuszczona, jakby patrzenie na nią w takim stanie było ponad jego siły, ponad chęci do rozmowy. I trudno mu się dziwić. Wszyscy znali Evę jako radosną, wiecznie uśmiechniętą, wiecznie szczęśliwą. I taki obraz wcale nie pasował do tego, co znajdowało się teraz przed ich oczami. I może to własnie był główny powód, dla którego nikt nie potrafił wybaczyć Albusowi – zabrał z niej tą radość, wycisnął, jak sok z pomarańczy i zostawił wysuszoną i pustą.

- Rose… – wymruczała cicho Eva.

- Jestem tu – odpowiedziała łamiącym się głosem, podchodząc do łóżka. Złapała brunetkę za dłoń i wymusiła mały uśmiech.

- Jesteśmy oboje – powiedział Scorpius dołączając do Rose. – Tak, jak chciałaś, pamiętasz?

Wciąż pamiętał, jak zależało jej, by byli razem, by się w końcu odnaleźli, zrozumieli. Tak zależało jej, by wreszcie do siebie dotarli. Nie do końca rozumiał dlaczego, ale Eva zawsze miała jakieś swoje ukryte powody, dla których postępowała tak, a nie inaczej. Teraz wydawało mu się, że jej próby swatania zdarzyły się sto lat wcześniej, przecież to niemożliwe, by minęło zaledwie kilka miesięcy. I naprawdę miał wrażenie, że życie uciekało mu, jak piasek przez palce.

Po policzku brunetki popłynęła łza.

- Szkoda, że nie zobaczę, jak dorasta… – wymruczała.

- Nie mów tak – ucięła Rose potrząsając głową. – Proszę, nie mów tak.

- Scorpius… – po raz pierwszy otworzyła oczy, tylko na chwilę, jakby chciała się upewnić, że naprawdę tam, że stali obok siebie i wszystko było jak należy.

- Zapytałeś mnie… Dlaczego tak mi zależało, żebyście…. – westchnęła cicho. – Żebyście byli razem…

- Teraz to nieważne, powinnaś odpoczywać – przerwał jej.

- Chcę, żebyście to byli wy…

- Nie rozumiem…? – powiedziała Rose patrząc pytająco to na brunetkę, to na Scorpiusa, ale blondyn zdawał się tak samo zdezorientowany.

- Grace… – przełknęła ślinę. – Moja mała Grace… Chcę, żebyście się nią zajęli…

- Zwariowałaś?! – wybuchnęła Rose. – Przepraszam – dodała już ciszej.

- Eva, jesteś zmęczona i nie myślisz trzeźwo… – zaczął Scorpius, jego brwi zmarszczone, wzrok utkwiony w Evie.

- Bertie ma wszystkie dokumenty… Nie chcę, żeby Albus ją dostał… Nie będzie jej kochał, jak wy…

Rose spojrzała na Sporpiusa pytająco, ale on wydawał się tak samo zaskoczony i wystraszony, jak ona. Z całą pewnością Eva nie mogła oferować tego poważnie.

- Eva, porozmawiamy, jak się poczujesz lepiej. Nawet nie wiesz, jak się będziesz z tego śmiała – powiedział w końcu Scorpius podchodząc do niej bliżej. Pogłaskał jej policzek, uśmiechając się lekko.

- Miałam przeczucie, że to się tak skończy… – mruknęła brunetka. – Wszystko przygotowałam kilka tygodni temu… To się nie mogło skończyć dobrze… Sam tak powiedziałeś… Pamiętasz jeszcze? Miałam przeczucie…

- Jezu Chryste! A jakie szaleństwo cię opętało sadząc, że akurat nasza dwójka nadaje się na rodziców? – zdenerwowała się Rose. – Jesteśmy popieprzeni. Oboje. Narkomanka na odwyku i kobieciarz. Nie potrafimy się zająć nawet sobą!

Poczuła ciepła dłoń Scorpiusa na swoim ramieniu i odwróciła się energicznie. Po jej policzkach popłynęły łzy i nie chciała w takim stanie patrzeć na Evę. Objął ją mocno, głaskając jej plecy. Doskonale wiedział, czemu tak emocjonalnie reagowała. Eva dawała jej kolejną szansę, by naprawić błędy z przeszłości, ale Rose nie czuła się gotowa. Nie chciała być gotowa.

- Właśnie dlatego… – wymruczała. – Ty… Sama najlepiej wiesz… Dasz jej tyle miłości, że nie będzie jej w stanie pomieścić. A ty, Scorpius… Ty nauczysz ją tego, czego ja nigdy nie chciałam zaakceptować…

- Czyli? – zapytał nieco sceptycznie.

- Że życie to nie bajka… – wyszeptała.

Pip-pip. Pip-pip. Pip-pip.

- Co się dzieje? – zapytała Rose odwracając się nerwowo.

- Nie wiem… – mruknął Scorpius. – Eva! Eva!

Pip-pip-pip. Pip-pip-pip. Pip-pip-pip. Pip-pip-pip.

- Siostro! – zawołała Rose  wybiegając z pokoju, ignorując wszystkie pytania zgromadzonych na korytarzu.

I wszystko nagle zdawało się dziać tak wolno. Scorpius wybiegający z sali. Pielęgniarki i lekarze wbiegający do sali. Astoria i Draco, którzy wrócili wraz z wezwanym lekarzem, pytający nerwowo, co się stało.

 

Lisa Gerrard – The End

 

- Rose! Co się stało? – poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu.

Podniosła wzrok, powoli, mogłoby się jej wydawać, choć podświadomie wiedziała, że czas tak naprawdę nie zwolnił, to tylko ona próbowała przetworzyć wszystkie informacje i nie chciała zgodzić się z ich potokiem.

Spojrzała w zielone tęczówki, kiedyś tak przyjemnie znajome, tak dziwnie kojące. Dziś obce i niespokojne.

- To wszystko twoja wina – powiedziała tak cicho, tak spokojnie, że przykuła uwagę wszystkich. Było coś dziwnie niebezpiecznego w jej tonie, jakaś nuta, która była ostrzeżeniem dla wszystkich wokół.

Albus spuścił jedynie głowę. Wiedział o tym doskonale. Wiedział, że to on był przyczyną wszystkich problemów Evy i nie mógł się z tym do końca pogodzić. Przecież tak łatwo było uciekać od odpowiedzialności! Nie chciał zaakceptować aktualnego stanu rzeczy, nie chciał tak po prostu wziąć, co mu dawał los. Nie był gotowy na te wszystkie zmiany, więc wolał się trzymać na uboczu.

- To wszystko twoja wina – powiedziała już głośniej wbijając palec w jego tors.

I poczuł się dokładnie, jak tego dnia, kiedy Eva trafiła do szpitala po raz ostatni. Kiedy tak rozpaczliwie szukała swojego ojca. Kiedy on próbował z nią porozmawiać, a ona wylała mu kubeł zimnej wody na głowę tymi kilkoma zdaniami, które do niego wypowiedziała. Pełnymi bardzo słusznej pretensji, goryczy i zmęczenia.

To wciąż wydawało mu się takie nierealne. Miał córkę. Grace. Jego córka Grace. Przecież miał jedynie osiemnaście lat! Nie był gotowy. Nie chciał być gotowy, to wszystko było nie tak! Nawet nie wiedział, że Eva wybrała już imiona. Zapewne z chłopcami lub Rose i Elaine. On, jak zwykle, był nieobecny. Widział ją, jego własną córkę przez ułamek sekundy, ale wciąż to wszystko wydawało się takie nieprawdziwe. Miał nadzieje, że zaraz z pokoju wyskoczy reszta jego rodziny, krzycząc przez śmiech, że dał się wrobić. Ale wiedział, że nic takiego nie miało się stać.

- To wszystko twoja wina! – krzyknęła Rose uderzając pięściami w jego tors. – Twoja wina! Twoja wina! Twoja wina!

Krople nieproszenie popłynęły po jej policzkach. Ileż można je powstrzymywać? I czy był jeszcze sens? Była zbyt silna, zbyt długo i teraz wybuchła ze zdwojoną siła, wrzeszcząc jak opętana wskazując winowajcę. I w takiej furii nawet Scorpius nie był pewien, czy powinien jej przerywać. Nie dlatego, że delektował się widokiem Pottera w tej sytuacji, choć wcale nie kuło go to w oczy. Ale czuł, że powinien pozwolić Rose wybuchnąć. Nie miał pojęcia, co działo się w jej głowie. Mógł jedynie próbować sobie wyobrazić, ile złości i żalu w sobie ukryła, nie chcąc martwić Evy, lub Draco.

Albus patrzył na nią chwilę w amoku, nie wiedząc do końca, co się właściwie działo. Nie wiedział, co powinien zrobić, lub powiedzieć. I nagle wszystko wydało się prawdziwe. Łzy Rose, wyrzuty rodziny, dziecko i Eva. Słodka Eva, która być może już nigdy się nie uśmiechnie. Być może już nigdy nie zaśpiewa. I wszystko nagle wydało się ciche i ponure.

Nie zastanawiając się dłużej, przyciągnął Rose mocno do siebie i ścisnął. Mocno, jak tylko potrafił. I ona, w rozpaczy odwzajemniła jego uścisk, teraz wypłakując się w jego ramię. I wszystko znów było, jak siedem lat wcześniej, zanim sprawy tak źle się potoczyły, zanim ich ścieżki rozeszły się gdzieś w kompletnie różnych kierunkach. Zanim wszystko popsuło się tak nienaprawialnie mogłoby się zdawać. A teraz te siedem lat zniknęło na chwilę, i wszystko było, jak dawniej, Albus i Rose, Rose i Albus.

- Co się dzieje? – zapytał mężczyzna gdzieś niedaleko. – Czy ona…

- Nie wiemy – uciął cicho Harry. – Dziecko jest zdrowe.

- Przyjechałem najszybciej, jak mogłem po otrzymaniu wiadomości…

- Wiem, Bertie – Astoria wymusiła krótki ledwo zauważalny uśmiech.

- Rose, Scorpius – powiedział mężczyzna kiwając lekko głową.

Żadne z nich nie odpowiedziało. Rose rozluźniła swój uścisk i odsunąwszy się od Albusa, otarła łzy i westchnęła głośno. Bertie wciąż przypatrywał im się uważnie, jakby próbował coś odczytać z ich min. Scorpius kiwnął przecząco głową.

- To szalony pomysł – wymruczał cicho patrząc mężczyźnie prosto w oczy.

- W tym szaleństwie jest metoda – powiedział cicho Draco.

Rose i Scorpius rzucili mu spojrzenia pełne wyrzutu i zaskoczenia. Czy naprawdę mógł mówić o tym, o czym oboje w tym momencie pomyśleli? I dlaczego on i Astoria mieliby przystać na tak niedorzeczne życzenie? Sami znacznie lepiej poradziliby sobie z zadaniem.

- Zgadzam się z Draco – dodał Harry cichym poważnym tonem.

- O czym wy mówicie? – zirytowała się Ginny. Nikt jednak nie spieszył się z odpowiedzią. Rose i Scorpius wciąż z niedowierzaniem wpatrywali się w mężczyzn, nie rozumiejąc ani trochę z tego, co się właściwie działo. A Harry, Draco, Astoria i Bertie wpatrywali się w siebie nawzajem, prowadząc niemą wymianę zdań, kto powinien wyjaśnić sytuację. – Harry? – zapytała ostro Ginny. – Co się tu dzieje? Czego mi nie mówisz?

- Eva nie czuła się najlepiej od dłuższego czasu i lekarze mieli pewne obiekcje, czy jej ciało jest wystarczająco silne, by rodzić bez komplikacji – powiedział Bertie po kilkunastu sekundach świdrującego wzroku Pottera. – Poprosiła mnie, a Harry, Draco i Astoria ją poparli, by zabezpieczyć przyszłość dziecka…

- Wystarczy! – syknęła Rose rzucając wszystkim oburzone spojrzenia. – Ona nie umrze!

Scorpius podszedł do niej i objął ją ramieniem. I mógł otwarcie przyznać przed sobą, że nie robił tego, by nieco ulżyć jej. Robił to, by przede wszystkim ulżyć sobie. Zauważył tą dziwną zależność, kiedy się żegnali – jej dotyk dawał mu ukojenie.

- Czy ktoś mi powie w końcu, co się tutaj dzieje? – zirytowała się Ginny.

- My też chcielibyśmy wiedzieć – dodał James.

- Eva wyznaczyła prawnych opiekunów Grace na wypadek swojej śmierci – powiedział w końcu Harry, wpatrując się tępo w podłogę.

- Czemu miałaby to robić? – zdziwiła się Ginny. – Nawet, gdyby… wydarzyło się najgorsze, to przecież Albus jest ojcem, więc to jemu… – urwała przyglądając się uważnie Harry’emu. – Harry?

- Jeszcze nic nie wiemy, niepotrzebnie poruszamy ten temat – uciął Scorpius.

- Och, nie, ja chętnie posłucham. Nawet… gdyby coś poszło nie tak, nie można mnie tak po prostu pominąć, bo Eva miała takie życzenie! – oburzył się Albus.

- Zawsze jest jakieś wyjście – mruknął Draco unosząc dumnie głowę, jakby chciał pokazać wszystkim, że Albus tak naprawdę nigdy nie miał w tej kwestii za wiele do powiedzenia.

- Harry! Co zrobiłeś? – niemal pisnęła Ginny. Znała swojego męża tak dobrze i czuła, że ukrywał przed nią coś ostatnie kilka dni. Coś było nie tak i nawet teraz, widziała to wyraźnie, nieco obawiał się jej reakcji. I może słusznie, jej weasleyowski temperament czasami dawał się mu we znaki.

- Co uznałem za najlepsze dla naszej wnuczki – powiedział cicho Harry nie patrząc na nią.

- To znaczy? Nie da się tak po prostu pominąć ojca w prawach do opieki – powiedziała cichym, pozornie spokojnym tonem.

- Chyba, że ojciec nie żyje lub jest nieznany – odpowiedział Harry po raz pierwszy spoglądając jej w oczy.

- Co masz na myśli? – zapytał James. – Nie rozumiem… Natalie, rozumiesz coś z tego?

- Ojciec nieznany… – mruknęła Natalie marszcząc czoło. – Naprawdę musimy o tym rozmawiać teraz? Musicie dzielić skórę na niedźwiedziu? – zapytała rozpaczliwie próbując zmienić temat.

- Harry, nie mówisz poważnie – Ginny spojrzała na niego z wyrzutem ignorując Natalie. – To nasza wnuczka.

- I wciąż nią jest. Tylko nie na papierze.

- Tato, jak mogłeś?! – zapytał z wyrzutem Albus.

- Kocham cię synu, ale ze wszystkich zebranych, ty masz najmniejsze prawo mnie oceniać. Kogokolwiek oceniać. Ile razy odwiedziłeś Evę w szpitalu? Razem, łącznie, przez jej wszystkie pobyty. Trzy razy? W czasie kiedy ty chodziłeś na obiadki do Isherwoodów, Eva wypłakiwała oczy w poduszkę. Trochę wsparcia, tylko tyle od ciebie oczekiwała, a i to okazało się za wiele, by prosić. Ojcostwo, to coś więcej, niż twoje nazwisko na akcie urodzenia.

- Wystarczy – ucięła Ginny. – W porządku. Masz trochę racji Harry, choć nie zgadzam się z tym i nigdy się nie zgodzę. I nie wiem, jak Eva mogła to zasugerować…

- To był mój pomysł – wtrąciła Narcyza, do tej pory milcząca. – Ja przekonałam Harry’ego i Draco. Ber urazy Albus, nie mam nic przeciwko tobie. Ale nie mogłam patrzeć, jak Eva się męczy zamartwiając, jak to będzie, jeśli jej zabraknie. I wszyscy musimy się zgodzić, że do tej pory nie zaimponowałeś nikomu swoimi ojcowskimi instynktami.

- Oczywiście – powiedziała gorzko Ginny.

- Kochanie, wiesz, że mamy rację. Nie chcesz tego przyznać, ale wiesz, że to jest najlepsze rozwiązanie dla Grace – powiedział spokojnie Harry. – Będzie miała dwoje kochających rodziców i normalny dom. Coś czego nie spodziewam się po naszym młodszym synu.

- W porządku – powiedziała po chwili milczenia, wyraźnie wciąż bijąc się z myślami. – I tak już nic nie da się z tym zrobić, prawda? I jakby nie było musimy to traktować, jako ostatnie życzenie Evy. Rozumiem, że Draco i Astoria wychowali ją dobrze, więc i z Grace sobie poradzą…

Malfoyowie wymienili lekko zdenerwowane, porozumiewawcze spojrzenia.

- Co znowu?! – zirytowała się Ginny. – Widzę, jak się na siebie patrzycie, po prostu to wyrzućcie z siebie, właśnie się dowiedziałam, że na papierze nie jestem spokrewniona ze swoją wnuczką. Co może być gorsze?

- To nie my. Eva wybrała kogoś innego, a my, razem z Harrym ją poparliśmy – powiedział ostrożnie Draco.

- Okej, wystarczy! – wrzasnęła Rose. – Eva nie umrze!

- Nie mówisz poważnie, Harry – wydukała Ginny z niedowierzaniem spoglądając na Rose i Scorpiusa. Wszystko zaczęło się jej łączyć w logiczną całość.  – Czy wyście wszyscy powariowali? – warknęła mierząc wzrokiem po kolei Harry’ego, Malfoyów i Bertiego.

- Ciociu, jeśli nie wy to kto…? – zdziwiła się Elaine, ale nagle wzrok wszystkich utkwiony był w Rose i Scorpiusie. Przecież to ich ostatnich chciała tak koniecznie widzieć. Przecież to oni byli tak poruszeni rozmową z Evą. To oni koniecznie nie chcieli o tym rozmawiać. – O…

- To jest według ciebie najlepsza opcja dla naszej wnuczki? – wycedziła Ginny.

- To jest najlepsza opcja według Evy. I musimy to uszanować. Ale jeśli musisz wiedzieć, wszyscy zgodnie poparliśmy ją w tym życzeniu.

- Jak mogliście poprzeć coś tak idiotycznego? – zapytała cicho Rose i nagle wszystkie oczy skupione były na niej. – Rozumiem, Eva. Eva wierzy w bajki. Ale wy? Jak mogliście, wiedząc, że nie będziemy jej mogli odmówić?

Drzwi sali otworzyły się nagle i stanął w nich tak dobrze znany im lekarz. Ciężko było wyczytać cokolwiek z jego twarzy, nigdy się nie uśmiechał. I wydawało się, że milczał tak godzinami wpatrując się w każde z nich osobna, choć naprawdę minęły ułamki sekundy, zanim przemówił.

 

******************************************

Wpadłam w małą depresję pisząc ten rozdział. Niewiele mogę dodać.

Do następnego.

Hippie in the City

38 Komentarze

  1. Przeczytałam, od początku do końca. Podchodziłam do tego trzy razy, za pierwszym razem jakieś pół roku temu gdy znalazłam tego bloga przez przypadek, nie dałam rady – historia mnie nie wciągnęła. Jakiś tydzień temu znów tutaj trafiłam, za dużo wolnego czasu i brak interesujących pozycji do przeczytania popchnęły mnie by tym razem dobrnąć do ostatnio napisanego rozdziału i pozostawić komentarz.
    Jest to drugi blog który przeczytałam, zazwyczaj nie zniżam się by czytać „tego typy blogi”, wolę ff w języku angielskim, wydają mi się ciekawsze niż blogowe wypociny niektórych pseudo autorek.
    Na początku to co mi się podobało: fabuła (miałaś fajny pomysł na tą historię), bohaterowie (doskonale przedstawiłaś osobowość każdego z bohaterów to mnie najbardziej urzekło).
    Natomiast do najmniej przyjemnych należy język. Zwłaszcza na początku bloga, ale później też w tekście były błędy składniowe, powtórzenia – podczas czytania raziło.
    57 rozdziałów – dość sporo, każdą historię trzeba kiedyś zakończyć, a czytelnik pamięta zwłaszcza początek i zakończenie. Pod koniec odnosiłam wrażenie, że na siłę będziesz próbowała wprowadzać nowe wątki, aby móc ciągnąć tą historię dalej, dalej… w nieskończoność ?
    Nie wiem kiedy masz zamiar napisać epilog, nie wiem czy w ogóle masz zamiar, to jest tylko i wyłącznie Twoja decyzja, jednak uważam że każda historia się wypala. W tym przypadku ostatnie rozdziały nie były interesujące, dużo opisów mało akcji. Chciałabym zobaczyć na tym blogu zakończenie, zaskakujące, a może happy end – obojętnie, ale zakończenie które pokaże że wszystko się kiedyś kończy i ta historia również. Zakończenie które pozwoli czytelnikowi widzieć w tym blogu książkę – wspaniałą opowieść, a nie historyjkę z bloga.
    To jest tylko i wyłącznie moja opinia z którą nikt nie musi się zgadzać.
    Nie będę oczekiwała co miesiąc kolejnego rozdziału, ale sądzę że gdy znów trafię na tego bloga za rok, dwa…kto wie może zobaczę zakończenie i z całą pewnością przeczytam je z zapartym tchem :)
    Komentarz jest kierowany do jednej osoby, ale skoro we dwie połączyłyście siły i tworzycie tego bloga to dla mnie jesteście jako jedna autorka, musicie tworzyć całość.
    Jestem ciekawa jak sprawdziłybyście się w innej historii.

    Pozdrawiam Serdecznie

  2. Hippie daj nam znać co dalej z Rose (może jako matką), nie mecz nas tak ;) Może na sobotę. Na moją okrągłą siedemnastkę :)

  3. Witaj, uprzejmie informuję, że właśnie zostałaś członkinią stowarzyszenia Scorose-Stories.blogspot.com
    Pozdrawiam, Charming

    P.S. Wybacz, że dopiero teraz, ale maturalna klasa zabiera trochę czasu ;)

  4. Hejka! ;) Zaczęłam czytać Waszego bloga kilka dni temu i zupełnie się wciągnęłam. Do tego stopnia, że szukałam internetu w każdym możliwym miejscu. Wierzcie mi, takie rzeczy dzieją się bardzo rzadko. Czasami nawet niektóre książki tak na mnie nie działają!
    A teraz odnośnie treści. Bardzo ciężko stworzyć własne postacie i skonstruować je tak, aby każdy był inny, miał swoje własne, unikatowe cechy. Jednak Wam się udało. Każdy bohater jest inny i niepowtarzalny, a to połowa sukcesu. Oczywiście drugą jest akcja, która wyszła Wam idealnie. Wiele razy śmiałam się, płakałam, denerwowałam wraz z bohaterami. To naprawdę, naprawdę niesamowite, bo nie każdy pisarz potrafi osiągnąć taki efekt. Podziwiam Was! I muszę przyznać, że przez Was dostałam kompleksy, ponieważ ja sama chciałabym tworzyć tak dobrze, jak Wy.
    Podsumowując, to opowiadanie jest WSPANIAŁE! Udało Wam się dobrać tak wszystkie składniki, że powstało dzieło perfekcyjne!
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział z niecierpliwością!
    Qlibereq =)

    • Awww… Dziękujemy, rumieniąc się do najczerwieńszej czerwoności :) Dajemy z siebie wszystko i bardzo nam miło, że te parę osób to docenia :D Ciesze się, że opowiadanie tak cię wciągnęło, naprawdę to bardzo motywujące! Jeszcze raz dziękuję.

      Jestem pewna, że z twoim pisaniem nie jest źle(zajrzę, jeśli znajdę chwilę, obiecuję!). A w kompleksy proszę nie wpadać! My nie lubimy kompleksów, lubimy wyzwania, my pisarze, tak? No, już, proszę mi się tu ogarnąć! O! :P
      Cierpliwość, wytrwałość, godziny reasearchu i wszystko się da!

      xoxo
      Hippie

  5. Żal mi Evy, ale przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać Rose i Scorpiusa jako rodziców. Hippie uzależniasz ;)

  6. No i zagapiłam się z komentarzami. Przepraszam nawet jak nie zostawiam po sobie śladu to czytam i podziwiam talenty i umiejętności.

    Fakt. Ta cała sytuacja to wina Albusa. Wszystko jest wina Albusa.

    Szkoda mi Evy. Co prawda to prawda dobrze, że daje Rose możliwość odkupienia win ale przecież znalazłaby się inna droga.

    Ajajaj a jakie są inne powody takiej decyzji ?

    No. Tak trochę nieskładnie i krótko ale komentarz jest. Czekam z niecierpliwością cd :D .
    Pozdrawiam,
    Cammie

    • Cóż, innych powodów nie zdradzę, ale może jej testament zdradzi lub ona sama jeśli przeżyje.

      Trudno mi odpowiadać na komentarze w tym tyodniu bez zdradzania szczegółów nastepnego rozdziału, więc też będzie krótko :)

      pozdrawiam,
      Hippie

  7. Stowarzyszenie blogerów piszących nt. Rose i Scorpiusa właśnie zostało otwarte. Wejdź, zobacz, dołącz i dowiedz się jak wiele zalet może to przynieść ;)

    Pozdrowienia, Charming ze scorose-stories.blogspot.com

  8. Droga Hippie!
    Ten rozdział był tym, czego potrzebowałam, a twój blog jest jak źródło nieskończonej ciekawości. Eva była niesamowicie mądra i podejrzewam, że umrze. Oczywiście, że to smutne, ale wtedy Grace odkupi grzechy Rose z powodu jej dziecka. Nie przyjmuj tego jako urazę, myślę, że ty to zrozumiesz. Dobrze by było jakby Eva umarła. To uratowało by Rose. Z drugiej strony strasznie pokochałam postać Evy i nie chciałabym jej stracić. Czasem mi się wydaje, że ona wolała umrzeć, bo wtedy uratowałaby Rose. Rudowłosa zareagowała najpierw w szpitalu, dlatego, że bała się odkupić swoje grzechy. Wolała żyć z nimi, niż gdyby Eva miałaby umrzeć. A poza tym bała się macierzyństwa, ponieważ straciła dziecko, a obawiała się o Grace.
    Pozdrawiam, Śliczna oraz zapowiadam, że to nie ostatni mój komentarz, bo napadają mnie straszne refleksje.

    • Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że Eva wolałaby umrzeć, żeby uratować sumienie Rose. no wiesz, ja bym się chyba nie zdecydowała :P

      Eva jest postacią, która(mnie czasem irytuje, Bezczelna mówi, że to dlatego, że jesteśmy podobne) jest inna i rzuca nowe światło na wszystko, cały czas. Jest takim mostem miedzy niemal wszystkimi postaciami, z każdym jest w jakiś sposób powiązana i tego(ewentualnie) by mi brakowało. Lub będzie brakować. Któreś z tych dwóch, zobaczymy jak się sprawy potoczą.

      I komentuj śmiało, nam to nie przeszkadza ani trochę :)

      xoxo
      Hippie

      • No może rzeczywiście troszkę przesadziłam z tym, że Eva wolałaby umrzeć, by uratować sumienie Rose ;)
        Współczuję bardzo Albusowi, że dopiero przejrzał, gdy życie jednej z moich ulubionych postaci jest zagrożone.
        Gdy pisałam, że Eva wolałaby zejść z tego świata, teraz zdaję sobie sprawę, że chodziło raczej o to, by dać Rose drugą szansę. Eva wszystkich dobrze rozumiała, ale jak to dobrze ujęłaś, Rose byłaby podobna do niej gdyby nie Paryż i wszystkie z nim związane sprawy.
        Rose bez Paryża = Eva
        Rose i Eva miały podobne sytuacje. Były nastolatkami w ciąży. Tylko, że Rose można porownać wtedy do osoby upadłej, a Eve do osoby niby bez problemów. Ona naprawdę miała ich dużo, choć nigdy nie obarczała nimi innych.
        Tak więc (podsumowanie) :
        Rose i Eva były nastolatkami w ciąży, które miały wiele problemów. Różnica między nimi jest taka, że Rose straciła dziecko i przez Scorpiusa znowu po wewnętrznej rozpaczy powróciła do siebie, a Eva była dziewczyną bez widocznych problemów, ona kwitła, a gdy była w ciąży stawała się coraz smutniejsza. Zamiast kwitnąć więdła przez Albusa. A po urodzeniu, mam wrażenie, że nie pozbiera się. Naprawdę, myślę, że umrze. Albus będzie miał spore wyrzuty sumienia. :/
        Całusy, Śliczna

        • Z tym się mogę zgodzić, były nieco podobne i nie twierdzę, że na sto procent, ale możliwe, że właśnie bez Paryża Rose byłaby zupełnie, jak Eva.

          Czy Eva przeżyje, tego nie powiem, ani nawet nie zasugeruję, tkwijcie w niepewności O! :P :D

          pozdrawiam, Hippie

  9. Jestem w szoku, płaczę i w ogóle życie straciło barwy… :(

    Nasza słodka Eva umrze? :( To niemożliwe…. :(
    Wiecie, jak ja się z nią zżyłam? Czuję się tak, jakbym straciła cząstkę siebie… Kukiełki są bardzo prawdziwe. Z każdym rozdziałem coraz bardziej zaczynam rozumieć, dlaczego tytuł tego opowiadania jest taki – „Kukiełki losu”… Bohaterowie są kukiełkami, ale także i my nimi jesteśmy. Nie mamy prawie żadnego wpływu na swój los… Smutne, rozrywające jak diabli, ale tak już jest.
    Idę po chusteczki. :(

    Rose i Scorpius będą dobrymi rodzicami, tylko muszą oswoić się z tym faktem. Rose przeleje na Grace całą swoją matczyną miłość. Teraz przypomniała sobie o swoim zmarłym dziecku i to spowodowało jej wybuch w sali szpitalnej. Rose zawsze będzie o nim pamiętać, zawsze będzie czuła się winna, że wtedy brała narkotyki. Nic tego nie zmieni, ale powoli małymi kroczkami musi iść do przodu. I powoli rusza. :) Cieszę się, że umie się przyznać do tego kim jest.
    Scorpius doskonale rozumie Rose i daje jej wsparcie. :) Potrzebują siebie nawzajem i … nic więcej nie powiem :D

    Narcyzie należą się czekoladki! :)
    Po Ginny spodziewałam się tego…

    Pozdrawiam Lily ;*
    P.S Odpisałam Ci na meila. :) Wcześniej nie mogłam do Ciebie napisać, bo miałam spore zamieszanie. :|

    • Och nie! Chociaż w pełni rozumiem, ja ryczałam, jak dziecko, mój partner myślał, że ktoś umarł, jak wrócił z pracy i zastał mnie z głową w poduszce! I nawet się nie śmiał, jak mu powiedziałam dlaczego, tylko pocieszał, normalnie chyba za niego wyjdę :D

      Niestety, życie to nie bajka, my sobie możemy planować, a życie i tak swoje. Co będzie z Evą i dzieckiem, w następnym rozdziale. Nie będę tutaj nic spoilerować.

      Co do Rose i Scorpiusa, też wolałabym się za dużo nie wypowiadać. Czy byliby lub będą dobrymi rodzicami? Tylko czas pokarze. A czy rodzic był dobry można poznać jedynie po dorosłych dzieciach, wiec se jeszcze poczekamy.

      A maila już sprawdzam :)

      pozdrawiam,
      Hippie

  10. Jak mogłaś! Jak mogłaś uśmiercić Eve?! To złe!!! chociaż może jednak jej nie uśmierciłaś? Lekarz w końcu nic nie powiedział… I miejmy nadziej, że nie powie, bo zostaniecie zamordowane przez wszystkie swoje fanki!!!
    Albus to świnia. Choćby miał trochę sumienia!
    Scorpius i Rose rodzicami? już to widzę. Będzie zabawa.
    Ale jest pewien błąd logiczny. Chyba nie ma znaczenie, ale może jednak wam powiem.
    Chodzi o to, że z dziećmi jest tak jakoś, że one rodzą się żywe siódmego miesiąca i dziewiątego. A jeśli rodzą się ósmego to bardzo duże prawdopodobieństwo, że umrą. Jest taka dziwna prawidłowość i nawet ma swoje wyjaśnienie medyczne, którego nie pamiętam. Dlatego jeśli rodzi w ósmym miesiącu lekarze praktycznie w stu procentach od razu zarządzają cesarskie cięcie, więc z tym mogolskim szpitalem to niedociągnięcie, ale jak mówiłam jest praktycznie bez znaczenia. Zresztą zauważą je tylko lekarze połogowi, nieliczne kobiety i może dziwne dziewczynki, które w wieku 11 lat postanowiły przeczytać całą literaturę połogową… mam jednak nadzieję, że na dużo takich nie traficie ^^
    Rozdział jeszcze raz cudny i dzięki wam, że piszecie! Przez was internet wydaje się mniej nudny XD

    Pozdrowiłam
    Litka

    • Może umrzeć, ponieważ w 8 miesiącu ciąży finalizowany jest rozwój płuc. Dziecko z wodnego środowiska przenoszone jest do lądowego, następuje zmiana stężenia tlenu. To jest coś takiego jak w przypadku ryby. Zaczyna się dusić, więc lekarz wsadzają dziecko do inkubatora i podłączają do specjalnej aparatury ułatwiającej oddychanie. Ale nie zapominajmy o tym, że Grace jest czarownicą i być może u Hippie i Bezczelnej ma już rozwinięte płuca i może swobodnie oddychać. :)

    • Tego się nie dowiesz do następnego rozdziału, o!

      Cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Odpowiadając na twoje pytanie/stwierdzenie, jak słusznie zauważyłaś, a Lily podała konkretny powód(finalizacja zmian w płucach), dzieci w ósmym miesiącu mają wysoką śmiertelność jestem tego świadoma(co nie znaczy, że zawsze są problemy, znajoma urodziła całkiem zdrową córkę w ósmym miesiącu, to rzadkie ale zdarza się). I tak, w naszym mugolskim świecie od razu zarządza się cesarkę. Długo myślałam, co z tym fantem zrobić kiedy planowałyśmy z Bezczelna tok wydarzeń, ale rozwiązanie okazało się proste.
      Czarodzieje nie mają zbyt wiele wspólnego ze światem mugoli, chyba, że ktoś z nań pochodzi. Magomedycy nie znają pojęcia operacji, przecież wszystko leczone jest zaklęciami i eliksirami, nawet przy poważnych urazach(jak Artur Weasley, który został zaatakowany przez Nagini, czy Harry, gdy złamał ramię). Nie znają się na mugolskich technikach. Ale zakładając, że w dwa tysiące dwudziestym-którymś, kiedy toczy się akcja tego opowiadania, może zdecydowali się zaczerpnąć trochę od mugoli, skoro(jak w przypadku ciężarnych) eliksiry i zaklęcia są zbyt ryzykowne, a trzeba coś zrobić. Co nie znaczy, że czarodzieje ufają mugolskim technikom, nie wiedzą nawet, jak obsługiwać i do czego służy telefon, czy nawet jednostki miary(wciąż używają staroangielskich), więc cięcie ciężarnej kobiety to dla nich abstrakcja i decydują się na to naprawdę niechętnie i w ostateczności, i zawsze wysyłają takie czarownice do mugolskiego szpitala, bo oczywiście, sami nigdy nie byli uczeni, jak kogokolwiek ciąć. No ale wiadomo, lekarze też ludzie błędy popełniają i w przypadku Evy zastanawiali się za długo z decyzją.
      Miałam nadzieje, że ktoś o to zapyta, żebym mogła wyjaśnić swój geniusz :D

      Ach dziękujemy bardzo :D

      xoxo Hippie

  11. Czyli jesteśmy w depresji razem.
    Tylko jedna prośba. Nie uśmiercaj Evy. ;^; Uśmierć Albusa <3 Kto będzie za tym człekiem tęsknił? Nikt. :)
    Rozdział jak zawsze perfekcyjny i wspaniały.
    Dużo weny życzę.
    Pozdrawiam :D

    • Może otworzymy klub? To by było dobre, mogłybyśmy się nawzajem dołować i płakać nad losem Evy.

      No nie wiem, czy prośba może być spełniona, wszystko w następnym rozdziale, ale czy będą dobre wieści? No nie wiem. Zycie to nie bajka, ale kto wie. Tak, wiem, że jestem zła i niedobra, no co ja poradzę, że mam takie złośliwe usposobienie?

      xoxo
      Hippie

    • Albus, mimo, że jest kretynem, to jest jedną z moich ulubionych postaci z harrego. I choć w tej wersji bywa niewątpliwie okropny, to było by mi smutno gdyby umarł.

  12. Hippie ja chyba też wpadłam w depresję :( Tak mi jest szkoda Rose, bo to ona własnie najwięcej z nich rozumie i odczuwa. Przecież to ona straciła dziecko. A Eva już po prostu pogodziła się ze swoją przyszłością, wierzy w Rose i Scorpiusa co jest piękne. Ja również w nich wierzę. Za to Ginny strasznie mnie wkurzyła, ale zachowała się jak prawdziwa matka.
    Aż mi tak pusto w środku, te opowiadanie jest takie realne…

    P.S. Piosenka na samym końcu chwyta za serce.

    Dzisiaj bez całusków, bo mam jakieś dziwne wrażenie, że to nie na miejscu.

    • No, serio nawet ryczałam przez chwile i przypomniały mi się wszystkie złe rzeczy, mój partner ma anielska cierpliwość znosząc moje humory przy pisaniu. W jednej minucie ADHD, w drugiej depresja głębsza niż Rów Bentleya. Ach, co zrobić.

      Miło mi, że opowiadanie chwyta za serca, przynajmniej nas wrażliwców.

      Piosenka z filmu „Człowiek w ogniu” bardzo polecam i film i ścieżkę dźwiękową. Film-wyciskacz łez. Fakt.

      Pozdrawiam,
      Hippie

  13. Po pierwsze, sprawy techniczne. Czemu ten rozdział taki krótki?!
    Po drugie:
    COOOOO?! JAK MOGŁAŚ TO ZROBIĆ?! CZY TY SUMIENIA JUŻ NIE MASZ?! TO SIĘ NIE MOŻE DZIAĆ NAPRAWDĘ, ONA MIAŁA SIĘ ZEJŚĆ Z ALBUSEM, WSZYSTKO POPSUŁYŚCIE!!! ROSE I SCORPIUS SIE DO TEGO NIE NADAJĄ, JESZCZE ZAMIAST DO KOŁYSKI, DO BETONIARKI DZIECKO WSADZĄ, NIE SZKODA WAM MAŁEJ GRACE?!! LAFNHDEJHNRKMDFJVLKXDMHNAKJSMBFHGNKSDNCVJBMNDDKJXVBNKDNS F,KVXNKB,DGNDS MVN M!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    No to tyle :D

    • Nie chcę się wtracać, ale uważam, że nie masz racji. Rose i Scorpius znakomicie się nadają na opiekunów małej Grace. Jak było napisane, Eva wszystko sobie obmyśliła. Postanowiła oczyścić Rose z wyrzutów sumienia i smutku z powodu jej zmarłego dziecka. Eva podejrzewała, że nie przeżyje, ale za to wiedziała, że to Grace uratuje Rose. Hippie ma sumienie i z rozdziału na rozdział, dochodzę do wniosku, że jest niesamowicie mądrą i nieprzyziemną osobą. Widać, że ty stoisz na ziemi, a ona lata w przestworzach wyobraźni. Po jej stylu pisania, wiem, że jest bardzo dobrą osobą. Czemy Eva miała się zejść z Albusem? Moim zdaniem o i nie byli sobie pisani. On ,,wysysał ” z niej tylko radość i pozwalał, by pogrążała się w smutku. Rose i Scorpiu wsadzą Grace do betoniarki?! Jak przeczytałam to, najpierw zaśmiałam się, a potem stwierdziłam, że to jest strasznie głupie. Nie bierz tego za mocno do siebie, ale musiałam napisać swoje myśli.
      Pozdrawiam, Śliczna

      • Co do powodów Evy, są bardziej głębokie, niż tylko chęć oczyszczenia Rose z wyrzutów sumienia. Wszystko będzie wyjaśnione dokładnie później, może nawet już w następnym rozdziale(ale tego na pewniaka nie zdradzę).

        Czy ja mam sumienie, no czasem się zastanawiam, jak tak torturuję te nasze postacie :P Ale bardzo dziękuję za miłe słowa. Ego połechtane na następne trzy tygodnie :)

        Co do Evy i Albusa, to trudno określić, czy powinni być razem, czy nie, ale zgaduję, że już się dowiemy, a może jednak? Kto to wie ? :P

        Osobiście myślę, że stwierdzenie o betoniarce było naprawdę zabawne. Nie wydaje mi się jednak, że Clouds mówiła tak na poważnie(chociaż ze Scorpiusem nigdy nic nie wiadomo:P)

        Pozdrawiam, Hippie

        • Clouds przypomina mi strasznie moją przyjaciółkę. Ona też wymyśla takie fajne stwierdzenia :p Choć napisałam, że z tą betoniarką wydaje mi się strasznie głupie, doszłam do wniosku, że to naprawdę fajny tekst. Nastęonego dnia, gdy z przyjaciółką oglądałyśmy jakąś tam komedię to ona powiedziała: ,, On się nie nadaje na ojca! Jak będzie go karmił, to da mu piwo do popicia!” Pewnie przez to Clouds mi się z nią kojarzy :)

    • No krótki, bo nadmiar emocji szkodzi, o! :P

      No ja dokładnie to samo pomyślałam, w sumie jestem w stanie to sobie wyobrazić, Rose prosząca Scorpiusa, by wykąpał dziecko, a ten wrzucający je do pralki, albo cuś, hahaha.

      Ale wszystkiego dowiemy się w następnym rozdziale. Raczej. Może. Może nie. Cierpliwość jest cnotą :P

      xoxo
      Hippie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.