52. Wise Up

Flunk – Blue Monday

 

- JAK TO WYJECHAŁ DO MEKSYKU? – wrzask Astorii, zazwyczaj spokojnej i opanowanej zbudził zapewne połowę wioski.

Stała naprzeciwko męża w jadalni oddychając ciężko. Narcyza stała tuż za nią ze zmartwioną miną.

- Kochanie, naprawdę, nie musisz krzyczeć, ja tylko przekazuję wieści – Draco silił się na spokojny ton.

Naprawdę nie był spokojny. Był bardzo zdenerwowany i zaniepokojony. Scorpius od dłuższego czasu zachowywał się dziwnie, nielogicznie, zupełnie niepodobnie do siebie. I Draco doskonale zdawał sobie sprawę, że powodem całego zamieszania była Rose. I kiedy po balu oczywistym było, że wydarzyło się między nimi coś niedobrego, do tego stopnia, że żadne nie chciało wyjawić, o co właściwie poszło, Draco zaświtał pewien pomysł. Od dawna szukał kogoś, kto zająłby się nowootwartą filią jego firmy w Meksyku. A Scorpius i Rose najwyraźniej potrzebowali od siebie odpocząć, ochłonąć. Może potrzebowali przemysleć wszystko, zwłaszcza Scorpius, który tak widocznie się zmienił i tyle dowiedział o swojej rodzinie w ciągu ostatnich kilku tygodni. Może nazbyt wiele, jak na tak krótki okres czasu, a przecież jeszcze tyle sekretów skrywał ten dom! Tak wiele imion nigdy nie padało w tym domu, który może widział już nazbyt wiele łez. Tyle złamanych serc, tyle zawiedzionych nadziei!

I może nadszedł czas, by Scorpius wreszcie dowiedział się tych wszystkich sekretów. Ale wciąż czas wydawał się zły, pora nieodpowiednia, Scorpius nazbyt niedojrzały. A może po prostu to Draco i Astoria nie byli gotowi, by wyjawić ich najgłębiej skrywany sekret. Nigdy o tym nie rozmawiali, nawet ze sobą. Zakazane słowo w tym pięknym, starym domu. Jedno słowo, które potrafiło przywołać tyle bólu, tyle cierpienia!

- Zaproponowałem mu wyjazd dwa dni temu, żeby miał czas pomyśleć, ochłonąć.

- I nie pomyśleliście, że byłoby całkiem miło, gdybyście mi o tym wspomnieli?- oburzyła się Astoria.

- Scorpius nie chciał słyszeć o wyjeździe. A dziś, z samego rana czekał na mnie ze spakowanymi walizkami, mówiąc, że wyjeżdża już zaraz. Chciałem cię obudzić, ale się nie zgodził. Powiedział, że będziesz go próbowała od tego odwieść, a on musi sobie wszystko przemyśleć…

- Ale… Wyjechał tak bez pożegnania… – zaszlochała Astoria.

Wiedziała, że ten dzień kiedyś miał nastąpić. Że Scorpius wyprowadzi się z domu, by zacząć studia, lub pracę, lub po prostu będzie chciał zwiedzać świat. Ale tydzień po zakończeniu Hogwartu, gdy dopiero go odzyskała, uciekł z rana, jak złodziej wykradający się, niezauważony, bez słowa pożegnania, czy wyjaśnienia. I nie była pewna, czy była gotowa, by Scorpius ruszył w świat swoją własną drogą. Musiała przyznać, choćby tylko przed sobą, czasem bywała nadopiekuńcza.

- Zostawił dla ciebie to – powiedział Draco wręczając jej list. – Teraz wybaczcie, muszę iść do pracy.

Astoria nie zwróciła uwagi na jego ostatnie słowa, podobnie jak Narcyza. Obie niemal rzuciły się na list, i młodsza pani Malfoy zaczęła czytać na głos.

 

Droga mamo,

Wiem, że masz skłonności do przesady i nazbytniego zamartwiania się, dlatego nie chciałem budzić cię z samego rana. To samo dotyczy się babci.

 

- Tak, wcale się nie martwimy – mruknęła sarkastycznie Narcyza.

 

Mam nadzieję, że ojcu nie oberwało się zbytnio, że pozwolił mi wyjechać bez pożegnania(nigdy nie sądziłem, że to powiem). Naprawdę starał się mnie przekonać, żebym został chociaż do śniadania.
Chciałem wam tylko powiedzieć, żebyście z babcią się nie martwiły, zwłaszcza ty. Po prostu muszę sobie poukładać pewne sprawy. Chyba spełniają się moje najgorsze koszmary, a twoje najsłodsze sny –  wreszcie dorastam. Muszę przemyśleć kilka spraw.

Scorpius.

PS.: Na pewno ucieszy cię, że pogodziłem się z Rose.

PS2: Elaine nic nie wie. Bardzo cię kocham, mamo. Proszę, nie pozwól jej zdemolować mojego pokoju, kiedy się dowie.

 

- Pogodził się z Rose? – zdziwiła się Astoria. – To dlaczego wyjechał?

- Myślisz o tym samym, co ja? – zapytała podejrzliwie Narcyza.

- Jeśli ty myślisz o tym samym, co ja… – mruknęła przyglądając się trzymanemu w dłoniach pergaminowi. – ELAINE!

- Nie musicie tak wrzeszczeć, już jestem… – mruknęła brunetka wchodząc do jadalni niemal w tym samym momencie. Nie wyglądała najlepiej. Oczy miała podkrążone, jakby niewiele spała ostatniej nocy.

- Naprawdę powinnaś zakazać im tych imprez. No spójrz, jak ona wygląda! – oburzyła się Narcyza.

- Jeśli zabronię im wyjść drzwiami, wykradną się oknami. Są młodzi, muszą się wyszaleć – odpowiedziała zupełnie spokojnie.

- Dzięki ciociu. Za ile śniadanie? – mruknęła cicho.

- Śniadanie? – fuknęła Narcyza. – Moja droga, za dwadzieścia minut lunch.

- Elaine, jest coś, co musimy ci powiedzieć – powiedziała w końcu Astoria.

- Jesteś w ciąży? – zapytała z nadzieją.

- Nie jestem w ciąży, po prostu przytyło mi się ostatnio – powiedziała dobitnie Astoria.

- No, co? Mogłabyś być. Wciąż jesteś młoda – powiedziała nieco urażona Elaine.

- No nie wiem… – mruknęła Narcyza z przekąsem.

Astoria zignorowała komentarz i podeszła bliżej brunetki.

- Chodzi o Scorpiusa.

- Och, zapomniałabym wam powiedzieć! Pogodził się z Rose, odprowadził ją nawet do domu i…

- Wyjechał do Meksyku – przerwała jej Astoria.

- Co? – zapytała Elaine wyrwana z euforii.

Astoria podała jej napisany przez Scorpiusa list. Ostrożnie wzięła do ręki pergamin i czytała bezgłośnie poruszając ustami przez kilka minut, ciągle zaczynając od początku, jakby próbowała się w tym wszystkim doszukać żartu, czy wskazówki. Ogarniała ją wściekłość, byli ze Scorpiusem niemal nierozłączni, a tu nagle wyjechał bez pożegnania, bez wyjaśnienia, bez daty powrotu.

- Wyjechał bez słowa pożegnania?

Astoria kiwnęła twierdząco głową.

- Zabiję go, jak wróci…

 

***

Lenka – The Show

 

W domu Potterów panował zgiełk i zamieszanie, zupełnie jak przed Bożonarodzeniowym przyjęciem. Kuchnia wypełniała się zapachem domowej roboty smakołyków, które Ginny, wraz z Molly Weasley i Hermioną gorączkowo przygotowywały od rana.  James, Albus i Harry wraz z Ronem i Hugo przygotowywali wielki namiot, który miał pomieścić wszystkich zaproszonych gości. Lily, jak łatwo było się domyślić, nie posiadając specjalnego talentu kulinarnego, zmusiła Rose i Natalie, by pomagały jej w dekoracjach.

Rocznica ślubu Harry’ego i Ginny była zawsze wielkim wydarzeniem, starannie przygotowanym i z odpowiednia oprawą. Oboje uważali ten dzień za najszczęśliwszy w ich życiu. Oboje pamiętali go, jakby wszystko odbyło się zaledwie wczoraj. Wojna była skończona, już nie musieli się bać, biegać za horkruksami, ukrywać się. Jedyne, co im pozostało, to być szczęśliwym i tak też zrobili.

- Więc, co w końcu z Rose i tym chłopakiem Malfoyów? – zapytała zniecierpliwiona Molly, mieszając sos pomidorowy.

- Cóż, jak się okazuje, Scorpius wyjechał do Meksyku równy tydzień temu. Tak po prostu, z dnia na dzień – powiedziała Hermiona.

- Astoria wspominała, że nawet się nie pożegnał – dodała Ginny.

- Najdziwniejsze jest to, że myślałam, że się pogodzili. Widziałam, jak odprowadził ją do domu po imprezie. Obejmowali się. Wyglądali zupełnie normalnie – żachnęła się Hermiona.

- Może uda mi się dowiedzieć czegoś więcej, naślę Lilkę na Franka Longbottoma – powiedziała Ginny uśmiechając się łobuzersko.

- Na Franka? – zdziwiła się Molly.

- Och, mamo, Frank spotyka się z dziewczyną Greengrassów. Ona na pewno coś wie. I na pewno powiedziała Frankowi, cokolwiek wie. A jeżeli Frank wie, to ładnie nam wszystko wyśpiewa. Znaczy Lilce. A ona mi. A ja wam.

- Mamo, jest coś do jedzenia? Jestem głodny – mruknął James wchodząc do kuchni.

- A proszę to nie łaska? – zapytała z przekąsem Ginny.

- Nie mogę być jednocześnie głodny i miły – zirytował się nad niedomyślnością rodzicielki siadając przy stole.

- Mamo! Macie coś do jedzenia, umieram z głodu – do kuchni wpadł zdyszany Hugo sadowiąc się przy stole.

Kobiety wybuchnęły śmiechem, po czym Ginny podała obu chłopcom nieco pulpetów.

- Więc, Malfoy w końcu przychodzi? – zapytał James między kęsami. – Znaczy Scorpius.

- Cóż, podobno wyjechał do Meksyku – westchnęła Hermiona. – Pożegnał się z Rose na ganku i zniknął…

- Na ganku? To nie widziałaś najlepszego… – zaśmiał się Hugo i w tym samym momencie wszystkie oczy w kuchni spoczęły na nim.

Wyczuł to wyraźnie i zorientował się, że powiedział coś, o czym z całą pewnością ich matki będą chciały wiedzieć jak najwięcej, a o czym nie powinien był wspominać. Podniósł się energicznie.

- Już się najadłem, dzięki! – powiedział i szybko zniknął z kuchni.

- On coś wie – zauważyła Molly.

- James, chciałbyś nam coś powiedzieć? – zapytała Ginny i wszystkie trzy podeszły blisko do bruneta, otaczając go z każdej strony.

- Ja nic nie wiem – uniósł ręce w pokojowym geście. – Ja tylko przyszedłem się najeść. Chyba bym nie pytał o Malfoya, jakbym coś wiedział.

 

- Frank, nie mówiłeś mi, że twoi rodzice tu będą – wycedziła przez zęby Elaine puszczając jego dłoń.

Jej serce zabiło mocniej, zdecydowanie nie chciała paradować z Frankiem pod rękę, gdy jego rodzice stali tak blisko. Tak bardzo obawiała się ich reakcji, tak bardzo bała się, że jej nie zaakceptują. W końcu jej właśni rodzice się na nią wypieli, podrzucili najbliższej rodzinie, więc czemu Longbottomowie mieliby ją polubić? A może nawet przekonaliby Franka, by się z nią nie spotykał?

- To chyba było oczywiste, przyjaźnią się z Potterami od zawsze – odpowiedział Frank uśmiechając się łobuzersko. – Po za tym, nie możesz ich unikać przez całe życie.

- Elaine, prawda? – zapytała czarnowłosa dziewczyna podchodząc do nich. Uśmiechała się serdecznie, a jej czarne oczy migotały wesoło. – Frank mi tyle o tobie opowiadał!

- Naprawdę? – zapytała Elaine rzucając Frankowi mordercze spojrzenie.

- Och tak! Cóż, ty chyba najlepiej wiesz, że trzymanie języka za zębami nie jest najmocniejszą strona Franka. Och, jestem Alice przy okazji.

- Cóż, więc nareszcie się poznałyście – powiedział wesoło Frank. – O, Rose przyszła, muszę z nią pogadać. Zostawię was.

Longbottom odszedł wesołym krokiem w stronę Rose, ignorując mordercze spojrzenie Elaine.

- Czy ty właśnie zostawiłeś swoją siostrę na pastwę Elaine? – zaśmiała się Rose, gdy Frank stanął obok niej.

- Raczej odwrotnie. Alice męczyła mnie przez ostatnie trzy miesiące, żebym ją jej przedstawił. Poza tym, nie daj się zwieść pozorom, wcale nie jest taka spokojna i cicha, jaka mogłaby się zdawać.

- Trzy miesiące? Myślałam, że byłam jedyną, która wiedziała.

- Bo byłaś. Pomijając Alice, Evę, i Larsa. Właściwie, może wspomniałem coś do bliźniaków… i do rodziców… I może wymsknęło mi się coś przy Hugo…

Rose wybuchnęła śmiechem. Nie planowała pojawiać się na rodzinnej imprezie. Wciąż nie była w najlepszych relacjach z rodzicami i wujostwem, ale nie mogła odmówić błagającej Evie, Elaine, bliźniakom, a nawet Lysandrowi, który wysłał jej wyjca, że on sam nie może się nijak wykręcić i że Rose absolutnie nie może go zostawić na pastwę jej rodziny.

- A gdzie twój Romeo?

- Wyjechał do Meksyku – powiedziała Rose. – O czym zapewne już wiesz, bo spotykasz się z Elaine, która mieszka w tym samym domu.

- Myślałem, że może uda mi się wyciągnąć coś więcej. Seniorki rodu nasłały Lily, żeby wyciągnąć ode mnie informacje.

- Jakoś nie jestem zaskoczona.

- Twoja matka widziała cię, jak się żegnałaś ze Scorpiusem na ganku.

- Więc ma swoją odpowiedz.

- Niby tak… Jedno małe ale. Hugo mógł coś przypadkiem mruknąć…

- Coś mruknąć? – Rose uniosła jedną brew.

- Coś w stylu… No nie wiem… Na ganku? To nie widziałaś najlepszego

- Zabiję go – syknęła Rose.

- Może chcesz mi powiedzieć, co miał na myśli? Obiecuję, że nikomu nie powiem – powiedział kładąc dłoń na sercu.

 

 Alex Winston – Locomotive

 

Retrospekcja Rose, wieczór po imprezie Ślizgonów:

Czuła się zmęczona, zbyt wiele wrażeń, jak na jedną noc i jeszcze na dodatek Scorpius, który wymyślił sobie wyjazd do Meksyku. Próbowała go zrozumieć, ale jakaś część jej się tego obawiała. Zatrzasnęła za sobą drzwi i zatrzymała się wpół kroku.

- Chyba nie sądziłaś, że wyjadę bez porządnego pożegnania – powiedział Scorpius przyciągając ją do siebie. Pocałował ją czule, ściskał w swoich ramionach tak mocno, że niemal bolało, ale nie myślała teraz o tym. Wplótł swoja dłoń w jej włosy, chciał mieć ją bliżej, bardziej. Jego pocałunek stawał się bardziej natarczywy, namiętny.

- Wrócę… Obiecuję… – powiedział wciąż ściskając ją w ramionach.

- Scorpius… – zaczęła, ale nie pozwolił jej dokończyć, zamykając jej usta pocałunkiem.

- Wrócę – powiedział odsuwając się. – Teraz muszę iść, zanim twój ojciec się zorientuje, co się tu dzieje,  i oberwę kedavrą.

Zaśmiała się.

- Wróć szybko – powiedziała w końcu.

- Postaram się. Czekaj na mnie.

Uśmiechnął się do niej i zniknął z cichym kliknięciem.

Dopiero teraz poczuła, jak szybko biło jej serce.

Koniec retrospekcji.

 

- Frank, oboje doskonale wiemy, że ty nie umiesz dotrzymywać tajemnic – odpowiedziała.

Ten jedynie uśmiechnął się łobuzersko i odszedł w kierunku Kate i Hugo, którzy dyskutowali o czymś w kącie.

- Rose – usłyszała za sobą.

Odwróciła się i zobaczyła Astorię i Narcyzę uśmiechające się serdecznie.

- Ciesze się, że cię widzę – powiedziała Astoria.

- I wzajemnie – odpowiedziała nerwowo Rose. Wcale nie cieszyła się z widoku Astorii. Nawet nie odezwała się do niej w domu Evy, co było wystarczająco niemiłe. Później zaserwowała jej synowi wyjątkowo bolesny policzek i to na jej oczach. A na domiar złego, przez nią właśnie, jej jedyny syn wyjechał na drugi koniec świata.

- Och, nie musisz się martwić, nie winimy cię za wyjazd Scorpiusa – powiedziała spiesznie Narcyza. – Potrzebował nieco samotności, jest dorastającym mężczyzną. Mamy nadzieje, że kiedy wróci szybko się ustatkuje ze śliczną dziewczyną, jak ty, może nawet zobaczę prawnuki…

Mina Rose zrzedła w jednej chwili. Czyżby Narcyza Malfoy, we własnej osobie, właśnie zasugerowała, że chciałaby, aby Rose i Scorpius ożenili się dość szybko, i jeszcze szybciej posiadali potomstwo? Może była przewrażliwiona, wątpiła, by którekolwiek z Malfoyów pozwoliło sobie na taką bezpośredniość wobec osoby, którą spotkali raz. Bo Rose nie spieszyło się do ołtarza, na pewno nie z tak skomplikowanym mężczyzną, jak Scorpius, a jeszcze mniej spieszyło jej się do posiadania potomstwa, zawsze uważała, że po własnych doświadczeniach na pewno byłaby okropna matką, a może nawet jej własne dzieci skończyłyby tak, jak ona – złamane, zmęczone życiem i uzależnione od wielu używek jeszcze przed dwudziestką.

Przełknęła głośno ślinę.

- Narcyza!

- Co? Tak tylko mówię.

- Och, Rose, wybacz, Narcyza czasem zbytnio popuszcza wodze fantazji… Nie zamierzała cie wystraszyć.

- Rose! Miło cie widzieć! Wszystko w porządku? Jesteś blada – powiedział Draco witając się z dziewczyną.

- T-tak. Jasne. Wszystko w porządku – odpowiedziała nerwowo. – Pójdę się czegoś napić – dodała uśmiechając się lekko, po czym wyminęła cała trójkę.

- Coś mnie ominęło? – zapytał lekko zaskoczony Draco.

- Twoja matka właśnie zasugerowała Rose, że chciałaby już mieć prawnuki – odpowiedziała Astoria.

- Cóż, ja nie młodnę z dnia na dzień. Jeśli się pospieszą, to jeszcze…

- Mamo. Oni mają po siedemnaście lat. Osiemnaście niedługo.  Są jeszcze młodzi, mają czas – skarcił ją Draco.

- Ale wy przecież… – zaczęła Narcyza, ale urwała. – Przepraszam. Macie rację. Nie powinnam tak była na nią naskakiwać, jeszcze dziewczyna całkowicie się zrazi.

Draco i Astoria wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

- Eva! Willy! – zawołała nagle Astoria.

- Wyglądasz kwitnąco – powiedziała Narcyza.

- Dziękuję. Tato, przywitaj się – powiedziała uśmiechnięta.

- Dzień… Dzień… dobry… – wymruczał Willy.

- Och, Willy – Astoria uśmiechnęła się ciepło chwytając jego dłoń.

- Witam wszystkich – powiedział wesoło Harry podchodząc do nich.

- Harry – odpowiedział Draco. – Dziękujemy za zaproszenie.

- Absolutnie nie ma za co – odpowiedział Harry podchodząc do Evy. – Za parę miesięcy będziemy niemal rodziną – dodał obejmując dziewczynę ramieniem.

- Eva, kochanie – zaczęła Ginny witając się ze wszystkimi, zaczynając od brunetki.

- To my zabieramy Evę, mamo, zajmiesz się Willym? – powiedziała Natalie, która pojawiła się niemal znikąd w towarzystwie Jamesa i równie szybko odciągając brunetkę.

- Czy ona właśnie…? – zaczął Harry, ale urwał widząc żądną mordu minę Ginny. Spojrzał na trzymaną w dłoni szklankę whisky i z cichym westchnięciem wręczył ją małżonce, która jednym susłem wypiła całą jej zawartość, po czym zrezygnowana odeszła od grupy bez słowa.

- Ginny nie do końca pogodziła się z faktem, że nasze dzieci dorastają. A Natalie jest bardzo bezpośrednia – wyjaśnił Harry. – Ja mogę zająć się Willym.

- Och, nie ma potrzeby, poradzimy sobie – odpowiedziała Narcyza uśmiechając się lekko. – Jesteś gospodarzem masz inne obowiązki na głowie.

Harry kiwnął grzecznie głową i oddalił się.

- A myślałam, że jesteś jedyną, która nie potrafi odciąć pępowiny – mruknęła Narcyza.

- Ja? Chyba nie muszę ci przypominać, że nawet po ślubie chciałaś Draconowi śniadanie do pracy szykować.

- Willy, chodź, napijemy się – powiedział Draco biorąc bruneta pod ramię. – Za tymi słodkimi twarzyczkami czai się wystarczająco dużo jadu, by wytruć małą wioskę.

- Słyszałam to – powiedziały chórem.

 

Aimee Mann – Wise Up

 

- Dzięki Bogu, że jesteś – mruknął Lysander siadając obok Rose przy stole.

- Ja rozumiem, że nie lubisz tych imprez, ale żeby mi od razu wyjca wysyłać? Całe osiedle cię słyszało.

- Cóż, chciałem dokładnie wyrazić moje odczucia, co do takich imprez. Po za tym słyszałem, że Malfoy wyjechał. I że się pogodziliście, co jest dziwne i bardzo interesujące.

- Długa historia.

- Mam czas.

- Nie przyszło ci do głowy, że może zaczynasz być wścibski? – zapytała Rose uśmiechając się lekko, choć wcale nie było jej do śmiechu. Miała dość pytań i insynuacji na temat jej i Scorpiusa. Sami nie wiedzieli, co się miedzy nimi działo, więc jak mieli to wyjaśnić innym? Z reszta, Rose nie była nawet pewna, kiedy blondyn miał wrócić z Meksyku, a jego wkrótce mogło znaczyć tak dobrze trzy tygodnie, jak i trzy lata.

- Widzę, że nie chcesz o tym gadać. Po prostu się martwię. Wciąż nie powiedziałaś, co takiego ci zrobił na balu?

- Nic mi nie zrobił – warknęła zirytowana Rose.

- Znam cię nie od dziś. Płakałaś. Miałaś złamane serce, znam cię. I słyszałem jakiego pięknego mlaskacza mu sprzedałaś w domu Evy. Więc nie mów mi, że nic się nie stało. Po prostu martwię się o ciebie. Kiedy jesteś zakochana, nie myślisz logicznie.

- Nie jestem zakochana w Scorpiusie – powiedziała dobitnie. – Podoba mi się. Lubimy się. Może nawet jestem w nim zadurzona, ale miłość… Nie jestem pewna, czy wciąż chce się w to bawić. W każdym bądź razie, ja i Scorpius? Dzieci z tego nie będzie.

- Dlaczego nie? Pasujecie do siebie. No i pomyśl ile frajdy by to sprawiło twojemu ojcu.

Rose zaśmiała się głośno.

- Mówię poważnie Rose. Pasujecie do siebie. Jestem w stanie sobie was wyobrazić za dwadzieścia lat wciąż razem z gromadką małych blondynków i rudzielców.

- Powiedział facet, który pieprzył uczennicę.

- Auć… Chyba jesteśmy dzisiaj w złym humorze.

- Może byłby lepszy, gdyby wszyscy dali mi spokój ze Scorpiusem – powiedziała podnosząc się, po czym odeszła od stolika.

 

 

- Naprawdę, nie czuję się komfortowo zostawiając tatę samego.. – zaczęła Eva.

- Och, wiemy – powiedział James.

- Ale mamy dla ciebie niespodziankę – dokończyła Natalie. Wyraźnie nie mogła się doczekać.

- Sami nad nią pracowaliśmy – dodał James.

- Cały ostatni tydzień – dokończyła Natalie.

- Bez użycia magii.

- No, może odrobinę.

- Okej, uwielbiam to jak dokańczacie za siebie zdania, ale powiedzie w końcu, o co chodzi? – zapytała rozbawiona Eva.

James i Natalie nie znali jej zbyt dobrze. Była zaskoczona, gdy po tym, jak wylądowała w szpitalu, oboje pojawili się następnego dnia przynosząc budyń, który tak smakował jej w czasie świąt, gdy James obrzucił Albusa budyniową bombą. I oboje zdawali się przejmować nią i dzieckiem w znacznie większym stopniu, niż Albus. Oboje zdawali się tacy podekscytowani i szczęśliwi ciążą Evy, może nawet bardziej, niż ona sama. I tworzyli tak zgrany duet! Ginny czasem wspominała, że przypominają jej braci bliźniaków. Ciągle dokańczali za siebie zdania, wciąż coś planowali. Chociaż trzeba było przyznać, że Natalie zawsze wiedziała, jak przywołać James do porządku, gdy przesadzał.

- Chodź z nami – powiedziała blondynka chwytając Evę za rękę.

Ruszyli w stronę domu, a potem schodami na górę. Stanęli przed drzwiami z wyrytymi w drewnie wielkimi literami układającymi się w słowo James.

- Zamknij oczy – powiedział James.

Usłyszała brzdęk otwieranych drzwi i poczuła ciepłe dłonie Natalie na swoich ramionach kierujące ją naprzód.

- Otwórz oczy.

Powoli otworzyła oczy i ze zdumienia otworzyła nieco usta. Spojrzała na James i Natalie i postawiła kilka kroków przed siebie.

Stała przed nią kołyska. Ale nie była zwyczajna. Była okrągła, wszystkie drewniane części pomalowane były na biało. Miękki materac obity był starannie zielonym materiałem z wyszytymi złotymi zniczami, kaflami i tłuczkami. Nad kołyską znajdował się bladozielony baldachim do którego przyczepione były miniaturowe złote znicze i gwiazdki.

Evie dotknęła ich delikatnie dłonią i w tym samym momencie w pokoju rozległa się melodia bardzo starej kołysanki, tej samej, którą jej własna matka śpiewała jej do snu.

- Astoria podsunęła pomysł z kołysanką – powiedziała cicho Natalie obserwując wzruszenie na twarzy Evy.

- Chcieliśmy, żeby była wyjątkowa. – dodał James. – I jak? Podoba się?

Eva spojrzała na nich wyraźnie w amoku.

- Jest… Przepiękna… – wydukała w końcu. – Naprawdę… Nie musieliście… Ja…

- Oczywiście, że musieliśmy! – oburzył się James.

- W końcu to nasz bratanek! – dodała Natalie.

- Albo bratanica – podkreślił James.

 

 

- Narcyzo – powiedział Harry siadając obok kobiety, która właśnie poprawiała Willy’emu krawat.

- Harry – uśmiechnęła się lekko.

- Chciałem tylko powiedzieć, że naprawdę cieszę się, że przyszłaś.

- Ja też, Harry. Naprawdę.

Siedzieli dalej w milczeniu. Ale nie czuli się nią skrepowani, zraz po wojnie dość często się widywali, a Harry robił wszystko, co w jego mocy, by oczyścić Malfoyów z wszelkich zarzutów. Narcyza w pewnym sensie przypominała mu tak bardzo jego własnych rodziców, którzy dla swojego jedynego syna zrobiliby wszystko, poświęciliby wszystko, włącznie ze swoim własnym życiem. A tam, w Zakazanym Lesie, gdy Narcyza skłamała Voldemortowi, że Harry nie żyje, ryzykowała więcej niż życiem. Ryzykowała nieskończonymi cierpieniami, bo Voldemort nigdy nie pozwoliłby jej odejść w tak bezbolesny sposób, jak poprzez ugodzenie Kedavrą. Jej śmierć byłaby długa i powolna, ale jej matczyna miłość nie pozwoliła jej się bać. Chciała jedynie odnaleźć syna. I za to, Harry wiedział doskonale, już zawsze miał ją szanować. Koniec końców, dzięki niej własnie, miłość pokonała Voldemorta.

- Przepraszam, że nigdy tu nie wróciłam – powiedziała w końcu Narcyza.

- Nie przepraszaj, rozumiem. To był bardzo ciężki czas. Dla ciebie, Lucjusza. Przede wszystkim dla nich – wskazał głową Astorię i Draco rozmawiających z Longbottomami w drugim końcu namiotu.

- Wciąż jest – powiedziała smutno. – Ale teraz szczęście powoli do nich wraca. Choć nie sądzę, że kiedykolwiek wszystko będzie tak, jak na początku.

- Nigdy nie jest. Co nie znaczy, że jest źle.

- Nie. To nie znaczy, że jest źle – powtórzyła uśmiechając się lekko.

 

 

***

Sheryl Crowe – All I wanna do

 

- Aj! Senior! Nie spodziewałam się pana! – zawołała dziewczyna o długich, niemal czarnych włosach i dużych orzechowych oczach. Wypuściła z rąk wszelkie miotły, butelki z chemikaliami.

Scorpius zmieszał się nieco, nie zamierzał nikogo straszyć, a właściwie nikogo nie spodziewał się w tej starej rodzinnej, wakacyjnej posiadłości. Bardzo rzadko tu przyjeżdżali, Scorpius w całym swoim życiu był tu dwa razy.

- Jak masz na imię? – zapytał w końcu niepewnie.

- Laura, senior – odpowiedziała zbierając wszystkie swoje rzeczy.

- A więc, Lauro, co tutaj właściwie robisz?

- Pracuje, senior – oburzyła się dziewczyna. – Od dziesięciu lat zajmuję się tym domem.

- Zajmujesz się domem?

- Si, senior.

- Przecież tu nikt nie przyjeżdża.

- Don Draco  przyjeżdża każdego miesiąca! – oburzyła się dziewczyna. – Chyba pan nie myśli, senior, że jestem jakąś złodziejką?

- Nie, ależ skąd – powiedział Scorpius szybko. Ostatnią rzeczą, której potrzebował, to służąca, która zdawała raporty o każdym jego ruchu do jego ojca. Scorpius był na tyle inteligentny by wiedzieć, że służbę zawsze mieć lepiej po swojej stronie. Zwłaszcza tą, której nie masz prawa zwolnić bez silnych argumentów. A Laura zdawała się być osobą, której pozycji nic nie mogło zagrozić.  – Wybacz  mi, Lauro. Zastanawia mnie, skąd wiedziałaś, kim jestem?

- Senior, to chyba oczywiste, w gabinecie jest pełno pana zdjęć. Don Draco i donii Astorii też.

- Serio? – zdziwił się Scorpius. Musiał przyznać, że był bardzo zaskoczony. Nawet nie wiedział, że jego ojciec podróżował aż tyle do Meksyku, by ustawiać w wakacyjnym domku zdjęcia rodziny. Ale z drugiej strony, czy Scorpiusa kiedykolwiek obchodziło, gdzie znikał jego ojciec?

- Claro que si! Don Draco cały czas mówi o panu, senior, i donii Astorii.

- Okej, Laura, możesz mi wskazać jakikolwiek pokój, który mógłbym zając?

- Si, senior.

Odłożyła wszystkie trzymane w ręku przedmioty do niewielkiego wiadra, które stało w pobliżu. Ruszyła przed siebie, a Scorpius tuż za nią. Chciał jak najszybciej się rozpakować. Doskonale zdawał sobie sprawę z różnicy czasu, więc zanim tu się teleportował spędził kilka godzin w Dziurawym Kotle popijając Ognistą Whiskey. Tu był zaledwie ranek, a był już tak zmęczony. Wciąż musiał się przebrać i biec do siedziby firmy, dowiedzieć się wszystkiego. Poznać ludzi, którymi miał zarządzać. A właściwie ludzi, którzy mieli zarządzać nim, do czasu as się ze wszystkim zaznajomi. Draco powiedział mu o jednej zasadzie dobrego prowadzenia firmy. Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz polegać na ludziach, którzy dla ciebie pracują. Od ich wydajności zależy twój sukces. A szczęśliwy pracownik, to wydajny pracownik. Nie gnaj ludzi przed sobą z wielkim batem nad ich karkami. Spraw, by cię pokochali tak, by sami za tobą podążali.

I choć Scorpius miał nieco odmienne zdanie na ten temat, firma ojca kwitła, więc naprawdę nie mógł się przyczepić do jego filozofii. A teraz sam musiał zacząć wprowadzać ją w życie, co na pewno nie będzie proste. Przecież sam był przyzwyczajony do władzy absolutnej, do traktowania ludzi, jak swoją własność. A teraz musi traktować wszystkich na równi z sobą?

Dzień był długi i monotonny, masa papierów którą musiał przejrzeć, nazwisk współpracowników, które musiał zapamiętać, i różnica czasu, która wyraźnie dawał mu się we znaki. Jedyne, o czym myślał wychodząc wieczorem z biura, to jak bardzo nie cierpi być traktowany, jak gówniarz, który niczego jeszcze nie wie i o tym, jak bardzo potrzebuje filiżanki kawy.

Rzucił neseser gdzieś w kącie i usiadł na brzegu łóżka chowając twarz w dłoniach. Już wiedział, że to będzie ciężkie kilka tygodni, ale wiedział, że nie może wrócić, jeszcze nie teraz.

Sięgnął dłonią pod materac i wyciągnął wymiętą fotografię skradzioną Evie, jeszcze w szkole.

On siedział na kanapie, w jej kryjówce, co chwile zerkając na rudowłosą dziewczynę, która leżała wygodnie trzymając nogi na kolanach blondyna. Oboje śmiali się, pamiętaj to tak wyraźnie!

I to własnie dla niej musiał tutaj zostać, dla niej musiał się trzymać od niej z daleka. Jego uczucia go przerażały, ale z tym z łatwością by sobie poradził, z czasem. Problemem nie było nawet to, czy mógł się zmienić dla Rose. Problemem było to, że nie wiedział, czy chciał się dla niej zmienić.

- Aj! Preciosa niña!  – usłyszał tuż obok siebie. Laura stała tuż obok wpatrując się w zdjęcie nad jego ramieniem.

Podskoczył wystraszony chowając zdjęcie za siebie.

- To nie wstyd senior, tęsknić za narzeczoną.

- Ona nie jest moją narzeczoną – wycedził.

- Ale ją pan kocha, senior! Widać, jak pan na nią patrzy, senior!

- Mogę wiedzieć, co właściwie robisz w moim pokoju, bez pukania i nie proszona? – zapytał zirytowany próbując zmienić temat.

- Kolacja gotowa, senior – oznajmiła, jakby jej wtargnięcie do pokoju było czymś najzupełniej normalnym.

- Zaraz przyjdę.

- Si, senior – powiedziała opuszczając sypialnię.

Scorpius spojrzał na jeszcze bardziej wymiętolone po tym incydencie zdjęcie. Ale Rose wciąż uśmiechała się tak samo, wciąż tak samo na niego patrzyła. I wciąż nie mógł zrozumieć, dlaczego on patrzył na nią tak, jak patrzył. Ukradkiem, jakby robił coś, czego nie powinien. Obserwując jej każdy ruch.

- Weasley, dlaczego mnie torturujesz… – mruknął sam do siebie.

- SENIOR! KOLACJA STYGNIE! – wyrwało go z zamyślenia.

- IDE! – zawołał zirytowany, po czym zrezygnowany odłożył fotografie na łóżko.

Jednego był pewien. Laura była typem kobiety, która nie lubiła owijać w bawełnę, była nazbyt śmiała i zdecydowanie za bardzo bezpośrednia. A jeśli rzeczywiście zajmowała się domem przez ostatnie dziesięć lat, nie było choć cienia szansy, by jego ojciec ją zwolnił lub przeniósł. A Scorpius nie mógł jeszcze wrócić do Anglii. Pobyt w Meksyku zapowiadał się na znacznie cięższy i irytujący, niżby kiedykolwiek mógł przypuszczać.

- SENIOR!!!

Westchnął cicho i wyszedł z sypialni.

 

 

*

**

***

*****************

A więc, przepraszam za długie czekanie i za krótki rozdział. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, jako czynnik ułaskawiający, powiem, że to wszystko przez moje urodziny.

Małe wyjaśnienie: narzeczona Jamesa ma na imię Natalie. W pierwszej wersji miała mieć na imię Sophie, więc się rypnęłam i w ostatnich kilku rozdziałach nazywałam ją Sophie, choć na przyjęciu Bożonarodzeniowym nazywała się Natalie. Już wszystko zostało poprawione, za zamieszanie przepraszam i mam nadzieję, że za bardzo was nie skołowałam.

Pozdrawiam,

Hippie

Bezczelna & Hippie Team

 

18 Komentarze

    • Aj, dziękuję, dziękuję, dziękuję za komentarz :* :D

      Ja tez sie nie mogę doczekać, aż blondas wróci :D

      Pozdrawiam,
      Hippie

  1. Po tym rozdziale, nie mogę doczekać się retrospekcji z życia Malfoy’ów i nie tylko. Narcyza narobiła mi takiego smaku, swoją rozmową z Harrym, na historię swojego syna i jego przyjaciół, że szok! :) Niecierpliwie będę oczekiwać na te rozdziały ze wspomnieniami. :)

    Jak na razie nie mam żadnych zastrzeżeń, co do osoby Narcyzy. Ale … jest ona 100 % babcią! :D Jej tekst: „Mamy nadzieje, że kiedy wróci, szybko się ustatkuje ze śliczną dziewczyną, jak ty, może nawet zobaczę prawnuki…” jest bezcenny! Moja szczęka w tym momencie upadła na podłogę z głośnym hukiem i do tej pory ją zbieram. Nie spodziewałam się tego po niej! :D Narcyza jest strasznie bezpośrednią osobą. Wali prosto z mostu, nie myśli, czy dana uwaga jest na miejscu. :) Uwielbiam jej rozmowy z Astorią. :)

    Rodziny naszych bohaterów kryją wiele tajemnic. Ciekawe, czy wpłyną one na losy Rose i Scorpiusa.

    Och, ten Hugo! :D Nie mógł się biedaczek powstrzymać! :D
    Oj, nie chciałabym się znaleźć pod ostrzałem pań z rodziny Weasley i Potter.

    James i Natalie – oni naprawdę przypominają bliźniaków! Są genialni! :) Cieszę się, że opiekują się Evą, że są przy niej. :) Scena z kołyską rozczuliła mnie. :) Ta scena także dowodzi tego, że nie tylko Malfoy’owie mają dobre stosunki z dorosłymi Potterami, ale także z młodymi.

    Ten rozdział jest pewnego rodzaju iskierką, niosącą nadzieję na lepsze jutro. Obietnicą na lepsze jutro. Przepełniają go pozytywne emocje. :) Chociaż uwaga Narcyzy o dzieciach zakłóca tą sielskość, mogła ona zranić Rose. Bo jak wiemy, Rose straciła już dziecko…. Ale z drugiej strony, skąd Narcyza może o tym wiedzieć?

    Meksyk będzie dla Scorpiusa szkołą życia i podróżą w głąb swojej duszy. I wydaje mi się, że dzięki Laurze, zaryzykuje. Dzięki także niej, Scorpius całkowicie zmieni zdanie o Draco. :) Laura odegra w życiu Scorpiusa ważną rolę. :) Scorpius odnajdzie siebie, Rose także. :) Ale tak jak pisałaś, jeszcze troszeczkę muszą przejść, zanim połączą się na wieki, bo połączą się, nie? :)

    Pozdrawiam Lily ;*
    P.S Spóźnione – Wszystkiego najlepszego i w ogóle wszystkiego czego zechcesz! ;*
    P.P.S Pozdrów Bezczelną! ;*

      • A mówili mi, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to nie wierzyłam! Ha, te rozdziały na które tak czekasz jeszcze za kawałek, jeszcze trochę cierpliwości :D

        Ha, no ja się chichotałam strasznie jak to pisałam i wyobrażałam sobie scenę w mojej głowie. Narcyza taka bezpośrednia, A Astoria z Rose blade jak ściana z minami wyrażającymi jedno: „WTF did just happen?”. Tak, a Cyzi rozmówki z Astorią to wiesz, one się lubią, ale jeszcze bardziej lubią być uszczypliwe wobec siebie :P

        Sekrety, sekrety, wszyscy je mamy, inne mniejsze, inne większe, a czy mają znaczenie? Czas pokaże. :P

        Hugo to papla, podobnie jak Frank, dlatego rzadko mówi sie im to, co ma pozostać tajemnicą. Z resztą Lily spokojnie można wrzucić do tego klubu niewyparzonych jęzorów :D

        Tak, Malfoyowie mają dobre kontakty z młodzieżą, choć głównym łącznikiem jest zdecydowanie Astoria, najbardziej otwarta bym powiedziała. Ich stosunki z dorosłymi Malfoyami także nieco się wyjaśnią później, we wspomnieniach powojennych. Nic więcej nie zdradzę :D

        Bardzo podobają mi się twoje wywody, są takie w moim stylu. Odpowiadając na twoje pytanie, nie mogę tego zdradzić, są tak różni(Ale co to za historia bez fajnego happy endu???) :P

        Dziękuję bardzo za życzenia, oby się spełniły :* Choć głównie życzyłabym sobie jeszcze więcej weny, by wreszcie ruszyć z moim własnym opowiadaniem.

        Pozdrowię:D

        xoxo
        Hippie

  2. Nie podoba mi się. Malfoy tak daleko, Rose taka smutna. I za krótko ;/
    Ale fragment jak oglądał zdjęcie wybitnie poruszający, a Laurę już kocham – taka druga Molly <3

    żartowałam oczywiście, że mi się nie podoba – wiecie, że kocham każde zdanie, które wyjdzie spod waszego pió… spod waszej klawiatury <3

    chcę więcej!
    xoxo
    Aprilias

    • No mi tez się nie podoba, próbowałam go zatrzymać, ale uparł się niesamowicie :P

      No i tak to jest, Malfoy daleko, Rose smutna, świat schodzi na psy…

      Ufff… No to mi ulżyło :D

      Laura zdecydowanie jest bezpośrednia i wcale Scorpiusa się nie boi. Kocham ją :D Tylko na czyją korzyść zagra w tej historii??? No ja nie wiem…

      Pozdrawiam,
      Hippie

  3. O ile lubiłam Lysandra, to teraz jakoś zaczął mi przeszkadzać. Nie jakoś bardzo ale tak wystarczająco, żebym zaczęła na niego złowrogo mamrotać.
    A Scorpius mnie zaskoczył. ;-; Ale coś czuję, że powinni z Rose odpocząć od swojego towarzystwa. ;3
    James i Natalie są uroczy. :P Szkoda tylko, że dorastają wszyscy z wyjątkiem Albusa. Ten to chyba nigdy nie zrozumie, że popełnia błąd.
    Szczękę zbierałam spod biurka jak Narcyza wyskoczyła z tymi wnukami. To był cios poniżej pasa, współczułam wtedy Rose.
    Właśnie. Co do Rose… Trochę mi jej szkoda. Nie może sobie ułożyć życia, ciągle trafia na jakieś przeszkody. Ale podobno coś o co się długo walczyło smakuje później najlepiej. ;3
    Życzę dużo weny, rozdział jak zawsze perfekcyjny.
    Pozdrawiam.

    • Nom, James i Natalie to jedni z moich ulubionych, choć nie ma dużo miejsca dla nich w fabule, to chętnie ich gdzieniegdzie upycham :D

      A Narcyza, jak typowa babka. Co jej zrobisz? No nic no. Z całą pewnością nie miała zamiaru sprawić przykrości Rose. No cóz, co dalej czas pokaże, coraz cięzej mi odpowiadać na komentarze bez spoilerowania, więc odpowiedz krótka, o!

      Pozdrawiam,
      Hippie

  4. Jak dla mnie oczywiście rozdział za krótki. Trochę mało akcji, ale wiadomo musi być nakreślona mniej więcej sytuacja jak to wszystko się potoczyło. Mam szczerą nadzieję, że Scorpius nie znajdzie sobie tam jakiejś lasencji i nie zapomni o Rose! Ale bym go wtedy niewybaczalnymi potraktowała!
    No i Hippie, przede wszystkim wszystkiego najlepszego!

    • No ja wiem, moje kochane, że dla was zawsze jest za krótko :P Ale tym razem rzeczywiście było i proszę o wybaczenie. Ale Bezczelna mnie po łapkach trąca, że niby za wysoko jej poprzeczkę stawiam z długością rozdziałów. Ach… Co do Scorpiusa, nic nie zdradzę :P

      I dziękuję ślicznie za życzenia, oby się spełniły :*

      całusy,
      Hippie

  5. No nareszcie :D ! Rozdział jest dobry, ale za krótki :C .PS2 w liście so true. Gdzie się zgubił ten idiota Albus ? Czy on się wreszcie ogarnie ? Świetna jest ta Laura brakuje mi tam trochę choć cienia opisu rezydencji ale można uznać to za nieważne ( tylko dlatego że do Scorpiusa szybko (mam nadzieję) dotrze że to co robi jest bezsensu i wcale nie powinien być gdzieś w Ameryce tylko przy Rose ) . No to tak króciutko, czekam na cd (byle szybko :D)
    Pozdrawiam,
    Cammie

    • No ja wiem, że krótki, ale ja taka zaganiana byłam, a chciałam wam coś dostarczyć, żebyście nie czekały kolejnego tygodnia.

      Gdzie się Al zgubił, no ja nie wiem, coś chyba unika spotkań rodzinnych.

      No ja wiem, jak już opublikowałam rozdział, to się kapnęłam, że po chamsku nie wspomniałam słowem o wyglądzie nowego(mam nadzieję tymczasowego) lokum. ah, następnym razem postaram się bardziej o to zadbać. :)

      A Laura rządzi:D Sama ją uwielbiam, potrzebny Scorpiusowi taki ktoś kto go do pionu przywróci, o! :D

      Pozdrawiam gorąco,
      Hippie

  6. List Skorpiusa boski! Taki jakby powiedziała to moja pewno koleżanka śmiesznofajniasty ^^ Chciałam napisać coś jeszcze, ale muszę kończyć więc proszę mi wybaczyć wymuszoną lakoniczność. Rozdział boski i oby tak dalej!!!
    PS Więcej napiszę, jak będę miała trochę więcej czasu!

    Pozdrowienia Litka

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.