47. Pocałunek

Wooo-hoo! 13, 5 tysiąca wejść :D

Bombay Bicycle Club – You already know

 

- Doprawdy, oboje zachowują się jak dzieci. Już nie wiem, co z nimi zrobić? Najpierw Scorpius ubzdurał sobie romans Rose i wujka. Potem Rose obraziła się na niego. Scorpius poszedł do niej ją przeprosić i powiedzieć, że mylił się co do Draco. Przynajmniej to ostatnie przykuło jej uwagę – westchnęła Eva składając ubrania, w które już dawno nie mieściła się z ciążowym brzuszkiem. – Najpierw przyłożyła mu dłoń do czoła, potem go obwąchała, a na końcu zapyta, czy coś brał?

- Dziwisz się? Sama bym tak zareagowała. Z resztą, co mu się tak nagle odmieniło? – zdziwiła się Elaine. Leżała na brzuchu na kanapie, bawiąc się breloczkiem trzymanym w dłoniach.

- Ciocia dała mu wspomnienia swoje i wujka z czasów wojny. Nie wiem dokładnie, co tam było, ale zapewne niezbyt miłe rzeczy.

- Wytoczyła ciężką artylerię.

- Cóż, Scorpius nazwał wujka żulem. I to w miejscu publicznym. Może nie prosto w twarz, ale jednak. Wujek by to zniósł, ale wiesz, że ciocia tak łatwo się nie poddaje. Nigdy tak o nim nie myślała i już na pewno nie pozwoli tak myśleć swojemu synowi.

- Wiem. Była bardzo przygnębiona z tego powodu. Ale już jej przeszło. Mam tylko nadzieję, że Scoprius pogada z ojcem. Ileż można?

- No właśnie! – żachnęła się Eva. – Czemu wszyscy tak do wszystkiego emocjonalnie podchodzą? To ja tu jestem w ciąży, powinnam mieć nastroje… No spójrz tylko na Rose i Scorpiusa…  Scorpiusa i Draco. Chłopców i Albusa. Nawet Lily. Tylko ty jeszcze jesteś normalna! Ja nie wiem! Scorpius zawsze był aż nazbyt rozsądny, aż nazbyt kalkulował wszystkie zyski i straty. Jedna plotka o Rose i wszystko Voldemort strzelił! Jest mi go nawet szkoda trochę…

- Cóż, Scorpius sobie na to zasłużył – żachnęła się Elaine. – To jest dokładnie, jak on traktował Rose ostatnimi czasy. Przyda mu się taka nauczka. Nie rozumiem tylko, jak on mógł nie zauważyć bezsensu tej plotki. Wszyscy inni ją widzieli, a on jeden uczepił się tej myśli, jakby od tego zależały losy świata…

- Och… – westchnęła Eva upuszczając plik starannie poskładanych ubrań na podłogę.

- Co jest? Coś z dzieckiem? Znów to co ostatnio? Zawołać Pomfrey? – zmartwiła się Elaine podnosząc się szybko.

- Nie, to nie dziecko. Ty. Ty własnie to powiedziałaś…

- Co?

- Scorpius uczepił się tej myśli, jakby od tego zależały losy świata… – mruknęła Eva.

- I? – Elaine rzuciła Evie jedno ze swoich spojrzeń w stylu „o czym ty mówisz kobieto?”.

- Scorpius kocha się w Rose, dlatego ta informacja tak go ubodła… – wyszeptała Eva.

- Ale… – zaczęła Elaine i szybko urwała. – Ale…

- Zdaje się nie cierpieć każdego faceta, którego Rose darzyła jakimkolwiek uczuciem. Greg, O’Donnell… Dlaczego nigdy nie przeszkadzał mu Lysander? Na początku przynajmniej. A gdy tylko zobaczył, że Rose ma do niego sentyment, nagle mu się odmieniło. Teraz już nie patrzy na niego tak spokojnym okiem. Co się zmieniło w ciągu kilku ostatnich miesięcy? A potem wyszła ta plotka. Te zdjęcia. I tak, wiem, że nic na nich nie było. Ale gdyby Rose rzeczywiście miała romans z jego ojcem…

- Poczułby się tak zdradzony, jak nigdy wcześniej… Przestraszył się, że ją stracił, dla człowieka, którego nie darzył sympatią i do tego własnego ojca… Że Rose mogła się zakochać w Draco…

- Ach, żeby tylko on wiedział, czemu się zachowywał jak idiota… – westchnęła Eva.

- To Scorpius, nie oczekujmy zbyt wiele. Po za tym, Rose też zdaje się być ślepa na to, co się dzieje.

- Rose nadal ma uraz do facetów po wypadku. Nie dziwię jej się. Ale pomyśl, dlaczego tak ciężko jest jej mu wybaczyć?

- Tak, czy inaczej, niewiele możemy na to poradzić… – mruknęła Elaine ponownie rzucając się na kanapę.

- I tu się mylisz kochana. Zdaje się, że nie mamy wyboru. Nie lubię tego robić, ale tym razem nie ma wyjścia..

- O czym ty znowu mówisz, kobieto? – żachnęła się Elaine.

- O swataniu – Eva uśmiechnęła się łobuzersko.

 

***

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi rzucając pomarańczową łunę na całe błonia. Na niebie nie było choćby jednej chmurki. Wiele uczniów wciąż wylegiwało się gdzieś pod drzewami, lub nieopodal jeziora. Pierwszy dzień czerwca był naprawdę piękny.

Siedziała wpatrując się w zmąconą przez bawiących się w wodzie uczniów taflę jeziora.

- Jesteś milcząca – powiedział brunet przyglądając jej się badawczo.

- Myślę – odpowiedziała krótko rudowłosa.

- O czym?

- To dość osobiste pytanie. Istnieje powód, dla którego nie słyszymy, co myślą inni – rzuciła mu krótkie, beznamiętne spojrzenie.

- Zawsze jest jakiś sposób.

- Szkoda twojego czasu, Nott – westchnęła. – Oklumencji nauczył mnie mój pierwszy chłopak. Jedna z niewielu rzeczy, za które mogłabym mu dziś podziękować.

- Okej… – powiedział przeciągle. – Chcesz go poobgadywać? Dziewczyny to lubią.

- Wolałabym nie.

- Serio? Nie chcesz obgadywać swoich byłych? Ani troszkę?

- Nie, nie specjalnie. Nie jestem ty typem, Nott.

- Jesteś wyjątkowo oschła dzisiaj.

 

Leona Naess – Ballerina

 

- Nie przejmuj się mną. Spotkałam Scorpiusa wcześniej i jak zwykle skończyło się kłótnią. Czasem mnie tak wkurza! Czasem sprawia, że jest taka… zła, że mam ochotę mu przyłożyć!

- Jak mniemam wciąż nie chcesz mi powiedzieć o co chodzi?

- Nie. Wolałabym nie. To między mną i Scorpiusem.

- Nigdy nie widziałem, by kogoś tak przepraszał. Jestem ciekawy, co takiego zrobił, że nawet on sam się poczuł…

- To nic strasznego. Po prostu zawiodłam się na nim…

- Więc powiedz mu, żeby cię zostawił w spokoju. Nie potrzebujesz go. Masz mnie – uśmiechnął się łobuzersko.

Rose uśmiechnęła się lekko. Nott chciał spędzać z nią czas i był zabawny. Inny od Scorpiusa. Bardziej przewidywalny. Ale to nie było to samo. Scorpius wiedział o niej wszystko, a traktował, jakby nie wiedział nic. Nott nie wiedział nic, a traktował ją, jakby wiedział wszystko. I Rose miała wrażenie, że oczekiwał czegoś więcej od tej znajomości. Czasem ona sama myślała, że chciałaby coś więcej od tej znajomości. Ale jakiś głos w jej głowie jej na to nie pozwalał. Wstrzymywał ją. Ten sam głos, który kazał jej szukać Scorpiusa przy stole Slytherinu. Ten sam głos, który mimowolnie nasłuchiwał jego głosu w tłumie, wydźwięku jego imienia w grupie. Tęskniła? Prawdopodobnie. Scorpius był przy niej tuż po wypadku, pomógł jej się pozbierać. Był przy niej przed wypadkiem, pojechał z nią do Francji. Był zawsze tam, gdzie go potrzebowała, kiedy go potrzebowała. Był jak jej własny prywatny rycerz w srebrnej zbroi, który czekał na okazję, by uratować jej tyłek.

Była pewna jednego. Brakowało jej jej przyjaciela. Ale nie potrafiła mu tak łatwo wybaczyć tego, jak się wobec niej zachował. Może głównie dlatego, że się bała. Bała, że jeśli wybaczy mu ten jeden raz, wybaczy mu już wszystko. Ale czy to nie to, co robią przyjaciele?

- Nott, całkiem sporo ci brakuje do Scorpiusa. A teraz z łaski swojej rusz swoje grube dupsko, bo muszę pogadać z Rose – powiedziała Elaine znudzona, pojawiając się niemal znikąd.

- Zwykłe cześć, co słychać? Mógłbyś zostawić nas same? w zupełności by wystarczyło – mruknął podnosząc się leniwie.

- Może i tak, ale gdybym była miła dla takiego robactwa jak ty, nie nazywałabym się Elaine Greengrass. A teraz spadaj.

- Wiesz, nie musisz być aż taka niemiła – mruknęła obojętnie Rose, gdy Nott był wystarczająco daleko, by nic nie słyszeć.

- Wiem, ale uwielbiam być dla niego wredna. Daje mi poczucie wyższości, plus każdy kto mówi źle o Scorpiusie trafia na moją czarna listę. Oprócz ciebie. Masz dobry powód. Plus zawsze udaje dobrego kolegę, ale wiem, że tylko czeka, żeby wbić Scorpiusowi nóż w plecy.

- Okej, więc co jest takie ważne, że musisz koniecznie porozmawiać ze mną teraz?

- Scorpius, tak właściwie – powiedziała siadając obok Rose.

- Elaine, nie zaczynaj. Zasłużył sobie. Mówiłam ci..

- Nie, nie o to chodzi – przerwała jej Elaine. – Kiedy pojechałyśmy na zakupy, tydzień temu, ciocia dała Scorpiusowi wspomnienia. Swoje i wujka…

- Wiem o tym, Draco mi powiedział wczoraj. Wciąż nie rozumiem, Scorpius przyszedł przeprosić mnie, ale czemu po prostu nie przeprosi Draco? Przecież koniec końców, to on był najczarniejszym charakterem w tym chorym spektaklu, który twój kuzyn z taką finezją nam zafundował.

- To Scorpius. Nie poprosi o spotkanie. Ale kiedy się spotkają, może wtedy będzie gotowy. Wiesz, to dla niego trudne. Całe życie obwiniał Draco za jego alkoholizm, uważał go za słabego. Uważał, że Draco niszczył Astorię przez cały ten czas. Wiele razy widzieliśmy Astorię plączącą gdzieś w kącie. Myślała, że nie widzieliśmy. Zawsze starała się byśmy niczego nie widzieli. Ale przecież, choć byliśmy dziećmi, nie byliśmy aż tacy głupi. Dla mnie było inaczej. Moi starzy się na mnie wypięli. Draco był jedynym ojcem, który mnie chciał. Zwłaszcza, że miałam obok siebie perspektywę życia Evy. Ale Scorpius… Wiem, że jesteś na niego wkurzona. Po prostu chciałam, żebyś wiedziała, że Scorpius bardzo kocha Draco. I nie patrz tak na mnie, to prawda. Może sam nie zdaje sobie z tego sprawy, ale naprawdę go kocha.  Bo ja i Eva nie miałyśmy praktycznie żadnego ojca, prócz Draco. I Scorpius widział, że naprawdę starał się, byśmy z Evą czuły się kochane. I Scorpius to wie. W życiu tego nie przyzna, ale to wie. I wiem, że często mówił źle o Draco, ale to dlatego, że jest taki wściekły…. I ciężko mu wybaczyć. To wszystko jest bardzo skomplikowane.

- Elaine, ja naprawdę chciałabym mu wybaczyć. Zapomnieć. Ale za każdym razem, kiedy go widzę mam ochotę go rozszarpać! Porwać na małe kawałeczki…

Brunetka uśmiechnęła się.

- Wiesz to nawet całkiem zabawne.

- Co?

- To jak ty i Scorpius macie coś przed oczami, coś tak oczywistego leży tuż pod waszym nosem, ale żadne z was nie chce tego dostrzec.

- O czym ty znowu mówisz?

- Niczym – powiedziała Elaine podnosząc się i ruszając wspak w stronę zamku. – Co ja tam wiem o miłości?

- Miłości? – Rose skrzywiła się. – Brałaś to samo gówno, co Scorpius, kiedy powiedział, że mylił się co do Draco?

Elaine tylko zaśmiała się i zostawiła rudą samą.

Rose westchnęła cicho. Rozejrzała się wokoło. Widziała uśmiechnięte twarze uczniów bawiących się nieopodal. Dziewczyn i chłopców. Zakochanych par całujących się ukradkiem gdzieś za drzewami.

Poczuła się samotna. Tak samotna, jak w tym momencie, nie czuła się odkąd poznała Scorpiusa. Tak samotna, jak pierwszego dnia, gdy przybyła do Hogwartu i zdawało jej się, że jej życie się skończyło. Że już nie było dla niej nadziei. Że to wszystko nie mogło skończyć się dobrze. Nie dla niej. Choć minęło jedynie kilka miesięcy, czuła jakby minęły całe lata. Tyle się wydarzyło w ciągu tego roku szkolnego. Przez ostatnie miesiące Rose i Scorpius byli niemal nierozłączni. Tak bardzo, że obecność tego drugiego była czymś tak oczywistym, czymś, co nigdy nie mogłoby ulec zmianie.

A jednak siedziała nad jeziorem, sama ze swoimi myślami, tęskniąc za czymś, co najprawdopodobniej nie miało już szansy do niej wrócić. Poczuła na policzku ciepłą kroplę.

Dlaczego się marzę?

Otarła ją szybko wierzchem dłoni.

Bo za nim tęsknisz, głupia.

 

***

The Fray – Never say never

 

- Eva? Co ty tu robisz? Nie powinnaś się fatygować do Lochów w twoim stanie! – zirytował się Scorpius wchodząc do swojego pokoju, zastając brunetkę siedząca w fotelu przy biurku.

Martwił się o nią. Nie czuła się dobrze w ciąży. Zapewne fakt, że Potter niezbyt interesował się dzieckiem wcale jej nie pomagał. Perspektywa bycia samotnym rodzicem zapewne nie była szczytem jej marzeń.

- Tak, wiem, ale co ja poradzę, że to wszyscy inni się zachowują jakby byli w ciąży? Po za tym, dziś czuję się dobrze. I tak w ogóle, zdaje się, że wszyscy o tym zapominają, jestem w ciąży, a nie śmiertelnie chora.

- Cóż, nie wyglądało to tak w ubiegłym tygodniu, kiedy wylądowałaś w SS cztery razy. Wciąż uważam, że powinnaś posłuchać rady Pomfrey i udać się do szpitala – powiedział z wyrzutem, opierając się o ścianę.

- Oj tam. Przesadza. Nic mi nie jest. Po za tym, chciałam cię zapytać, co zamierzasz zrobić z Rose?

- Cóż, jest niewiele, co mogę zrobić. Sam mój widok działa na nią, jak płachta na byka…

- Brzmi jak bardzo emocjonalna reakcja – powiedziała z łobuzerskim uśmiechem.

- Serio?

- Czyli oddajesz ją Nottowi w prezencie? Z pewnością się ucieszy – powiedziała Eva podnosząc się.

- Nottowi? – zapytał nieco zbyt nerwowo.

- Och, no tak, myślałam, że wiesz… – powiedziała wracając na swoje miejsce, jakby nagle znalazła interesujący temat do kontynuacji rozmowy. – Zdaje się być zainteresowany.

- W to nie wątpię. Zawsze mi zazdrościł – syknął cicho Scorpius.

- Drażliwy temat? Wiesz, Rose jest tylko zagubioną dziewczyną. Wasze relacje są tak skomplikowane, bo nie chcecie przyznać oczywistego.

- To znaczy? Co jest takie oczywiste, pani Ja-Wszystko-Wiem? I czemu razem z Elaine zaczęłyście nagle mówić zagadkami. Już nie wspomnę o tym, że moja szanowna kuzynka ciągle gdzieś znika.

- Przestań narzekać, marudo. Nie wiem, gdzie chodzi Elaine, ale jestem pewna, że potrafi o siebie zadbać. I o swoje życie uczuciowe. W przeciwieństwie do ciebie, jak się okazuje. Scorpius, pomyśl przez chwilę. Dlaczego tak cię ubodła informacja o rzekomym romansie Rose z twoim ojcem? Zawsze wszystko kalkulujesz, zanim pozwolisz temu czemuś w jakikolwiek sposób mieć wpływ na twoje życie. Ale nie w wypadku Rose. Dlaczego?

- Nie wiem… – powiedział zdezorientowany. – Ja tylko… chcę jej pomóc…

- I pomogłeś. Ale nadal ją przepraszasz. I chcesz ją z powrotem.

- Cóż, to trochę jednoznacznie brzmi, ale chyba tak. Nie wiem. Na co te wszystkie dziwne pytania? – zirytował się.

- Och, Scorpius, myśl. Na pewno nie jesteś aż tak tępy!

- W takim razie, geniuszu, powiedz mi! Co takiego ci chodzi po głowie. Bo wyobraź sobie, że nie opanowałem sztuki legilimencji!

- Och… – mruknęła łapiąc się za brzuch.

- Eva! Wszystko w porządku? Zawołam Pomfrey, oddychaj i nie denerwuj się… – mamrotał podbiegając do niej.

- Nie, to nic. Nie przejmuj się. To tylko dziecko… Kopnęło – uśmiechnęła się lekko. – Daj mi rękę.

Uklęknął przy niej, a ona wzięła jego dłoń w swoją i przyłożyła do brzucha.

- Czujesz? – zapytała.

- Tak – odpowiedział uśmiechając się.

- Widzisz? Zawsze są jakieś dobre strony – powiedziała cicho.

- Kocham cię, Evuś, ale czasem myślę, że żyjemy w dwóch zupełnie odrębnych światach.

- Są całkiem podobne. To ty nie chcesz zobaczyć tego, co je upodabnia.

- Czyli?

- Cóż, wykombinuj dlaczego zachowałeś się tak, jak się zachowałeś wobec Rose i dlaczego chcesz ją z powrotem i znajdziesz swoją odpowiedz – powiedziała uśmiechając się lekko. – Odprowadzisz mnie?

- Chyba nie sadzisz, że pozwoliłbym ci iść samej taki hektar?

Oboje podnieśli się i ruszyli w stronę wyjścia.

Scorpius zerkał na Evę co chwilę, jakby w nadziei, że znajdzie odpowiedzi na zadane mu pytanie w wyrazie jej twarzy. Ale ona skończyła już ten temat. I nie zamierzała mu powiedzieć. Chciała, żeby sam się domyślił, ale dlaczego?

Chyba znał odpowiedz. Eva chciała, by sam znalazł odpowiedz, bo wcale nie chciał jej znaleźć, odpychał te myśli daleko od siebie. Już wtedy patrząc na podesłane mu zdjęcia poczuł to. Wtedy jeszcze nie wiedział co to było, ale teraz już tak. Odkąd pojawił się Nott czuł to cały czas. Ale nie chciał tego powiedzieć głośno, nawet nie po cichu, nawet nie w swojej głowie. Bo on taki nie był.

Był obiektem tego czegoś, ale nigdy tego nie odczuwał, nie miał powodów. Zazdrość. Nigdy tego nie czuł dopóki nie pojawiła się ona. Rose. I to go przerażało. Chciał być przy niej, ale jednocześnie chciał być od niej jak najdalej. Nie potrafił logicznie wytłumaczyć swojego zachowania, swoich uczuć i przerażało go to. Czuł, że traci kontrolę, że nie potrafi być do końca jak kiedyś. Chciał by by była blisko, a jednocześnie pragną ją odrzucić. Przepraszał, ale może celowo nie mówił właściwych słów?

- Idź do niej. Jest na trzecim pietrze, koło biblioteki. Tam się umówili, ale znając ją na pewno poszła wcześniej. I pospiesz się. Pójdź do niej i pocałuj ją. Nic tak nie działa na zmysły jak słodki pocałunek. Przecież tego chcesz, Scorpius. Wiesz o tym, że tego chcesz – powiedziała Eva, gdy dotarli do jej kryjówki. Pocałowała go w policzek – Idź do niej i nie zapomnij jej pocałować, tylko nie bądź grubiański. Zrób to delikatnie…

- Czy ty mnie właśnie uczysz, jak się całować? Nawet gdybym miał zamiar pójść do Rose, przerwać jej randkę z Nottem, czego nie mam zamiaru robić, jeśli musisz wiedzieć, to chciałbym ci przypomnieć, że jestem szkolnym playboyem i wiem zdecydowanie więcej o całowaniu niż ty.

- Tak. W to nie wątpię. I naprawdę nie musisz mi przypominać w ile gardeł wsadzałeś swój jęzor. Ale jeśli chodzi o uczucia, przy mnie wymiękasz – powiedziała znikając za drzwiami.

Prychnął cicho ruszając w kierunku Lochów.

Pocałować Rose? Też coś. Przecież byli przyjaciółmi. Przecież tylko chciał jej pomoc, zaopiekować się, upewnić się, że była bezpieczna, porozmawiać, powygłupiać się, przytulić, pocałować… STOP! Nie chciał tego myśleć. Czy to była jedna z tych magicznych właściwości Evy? Jedna z jej sztuczek? Po prostu szeptała ci jedną myśl, aż nagle wydaje ci się, że to twoja własna. Zrobiła to Potterowi, kiedy dopiero się poznali. Pocałował tą głupią prefekt Annie… Może teraz zrobiła to jemu? Może też zrobiła to Rose?

Rose.

 

The Fray – Kiss me

 

Nie zdawał sobie nawet sprawy, jak niebezpiecznie blisko biblioteki musiał przejść. Jeden korytarz. Krótki, wąski korytarz dzielił korytarz przy bibliotece i korytarz prowadzący najkrótszą drogą do Lochów. Zatrzymał się. Nie chciał tego robić. Nie zamierzał. Przecież Scorpius Malfoy nie musi się przed nikim płaszczyć, przed nikim tłumaczyć. A jednak nogi odmawiały mu posłuszeństwa, gdy chciał kontynuować swój powrót do Lochów. Jego wzrok wciąż utkwiony był w tym wąskim korytarzu.

Tylko spojrzy, jeden raz. Tylko na chwilę. Nie widział jej tak dawno.

Ruszył przed siebie, w stronę wąskiego przejścia. Szedł niemal na palcach, chciał być niezauważony. Nieusłyszany. Chciał tylko na nią spojrzeć.

Stała pod ścianą zamyślona. Jej usta nuciły bezgłośnie jakąś piosenkę, ale jej mina nie była wesoła. Nie tak, jak powinna być przed randką z facetem marzeń. Nerwowo stukała opuszkami palców w kamienną ścianę.

Nagle spojrzała na niego. Musiała poczuć, że ktoś ją obserwował. Zerwała się z miejsca i widział wyraźnie, że oddychała ciężko. Nie wiedział już, ile dokładnie tak gapił się na nią, opierając się o róg ściany. Spojrzał na nią nieco zaskoczony, gdy nagle ruszyła w jego stronę.

- Co tu robisz, Scorpius? Szpiegujesz mnie? – zapytała rozeźlona.

- Nie, ja tylko… usłyszałem hałas… – skłamał.

- A co tu w ogóle robiłeś, jeśli mogę zapytać? – powiedziała krzyżując ręce na piersi.

- Odprowadzałem Evę, choć wcale nie muszę ci tłumaczyć, co prefekt robi na korytarzu w wieczornych godzinach.

- Wszystko z nią w porządku? – zapytała nieco zmartwiona prostując ręce wzdłuż ciała.

- Tak, można tak powiedzieć. Dziecko zaczęło kopać. Dziwne uczucie… – mruknął wpatrując się w wewnętrzną stronę swojej dłoni.

- Cóż, to chyba dobrze – powiedziała po chwili milczenia.

Oboje wyczuwali niezręczność tej sytuacji. Nie było tak, jak powinno być, nie rozmawiali tak płynnie i łatwo jak dawniej. Każde zdanie brzmiało sztucznie i wymuszenie, jak rozmowa dwojga zupełnie obcych, nieśmiałych ludzi zostawionych samym sobie w obcym domu.

- Jest ci zimno – zauważył blondyn. – Niezbyt zabudowana kreacja, jak na wieczorny spacer…

- Umówiłam się z kimś.

- Z Nottem?

- Może – mruknęła i już miała się odwrócić, gdy poczuła ciepłą dłoń blondyna na swojej talii.

Złapała głośno powietrze świdrując go wzrokiem.

On sam czuł, że nie wie, co ma zrobić. Chciał czegoś, ale nie potrafił tego określić. Czuł się jak dziecko, które jeszcze nic nie wie. Nigdy nie przywiązywał wagi do detali, ale ta obcisła czerwona sukienka, którą miała na sobie… Znał ją tak dobrze. Pamiętał ją. Wtedy w przebieralni…

- Naprawdę lubię tą sukienkę – wyszeptał zbliżając się do niej nieco, powoli, jakby bał się, że zniknie, jak bańka mydlana dotknięta nieprzezornie.

Patrzyła na niego zszokowana. Jej oczy były szeroko otwarte, nie wiedziała czego chciał, co to wszystko miało znaczyć. Może po prostu nie chciała tego wiedzieć? Może chciała przez tym uciec? Jej serce waliło jak dzwon w jej piersi, zrobiło jej się gorąco. Nie czuła się tak już bardzo dawno, wyzbyła się tej niewinności i rumieńców na twarzy jeszcze za czasów Grega. Ale teraz, jakimś magicznym sposobem to znów wróciło i było to całkiem przyjemne uczucie. Niezmiernie dezorientujące, obezwładniające, ale przyjemne, jak ciepły majowy wiatr na twarzy w słoneczny dzień.

Poczuła jego ciepły oddech na swoim policzku. Zbliżył się jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle było możliwe. Nie rozumiał, dlaczego to robił. Nie potrafił tego logicznie wyjaśnić. A może wyjaśnienie było bardzo proste – tego właśnie chciał. Może nawet już wtedy, w Paryżu, gdy mierzyła tą sukienkę w przebieralni, a on pomagał jej przy suwaku. Może już wtedy, gdy tańczyli tak namiętnie na jego przyjęciu urodzinowym. I może O’Donnell miał rację wynosząc ją z przyjęcia, jak zbyt cenną zdobycz, by się nią dzielić. I może chciał tego już wtedy po jej wypadku, gdy nie wiedział, czy przetrwa noc? Już wtedy, gdy pomagał jej się pozbierać.

I, co wydawało mu się najzabawniejsze, wyglądało na to, że wszyscy inni widzieli, co się działo miedzy nim a Rose, oprócz ich samych. Eva, Elaine, jego matka, a nawet ojciec Rose, bo przecież jakiż inny powód mógłby mieć, by odbyć z blondynem męską rozmowę?

Porozmawiajmy jak ojciec z mężczyzną… powiedział mu wtedy Weasley.

Wszystko nagle nabrało nowego światła. Nie wiedział, czy to podszepty Evy, czy własne, tak starannie gaszone i zamiatane pod dywan uczucie przejęły nad nim kontrolę, ale objął ją mocno i serce zabiło mu szybciej. Wiedział, że po tym nie będzie już powrotu. Nic już nie będzie takie, jak wcześniej. Ale może tego właśnie chciał?

Nagle gdzieś niedaleko rozległ się głuchy dźwięk metalu nieobijającego się o podłogę. Gdzieś w sąsiednim korytarzu, zupełnie, jakby ktoś wpadł na zbroję.

Potem wszystko potoczyło się szybko. Może nawet aż nazbyt szybko.

Rose odskoczyła od niego i patrzyła zdezorientowana na drugi koniec korytarza. Oddychała ciężko.

- Powinieneś już iść, Scorpius – wyszeptała nie patrząc na niego.

Spojrzał na nią ostatni raz. To było coś czego on chciał, ale może ona rzeczywiście widziała w nim jedynie przyjaciela?

Kiwnął głową i odszedł, słysząc za sobą zziajane tłumaczenia Notta, dlaczego się spóźnił.

Może to właśnie jego chciała Rose. Notta, niczego nie świadomego, który nic o niej nie wiedział. Jak wspaniale byłoby żyć w świecie gdzie nikt nie wie o twoich brudnych sekretach, prawda? Może własnie tego chciała Rose. A on musiał jej pozwolić. Czy miał do niej jakiekolwiek prawo? Sam się go pozbawił, wtedy w korytarzu, gdy pijany oskarżył ją o romans z jego ojcem.

- Hej, Scorpius, stało się coś, masz niewyraźną minę – zaczął wesoło Zabini, gdy blondyn przekroczył próg Pokoju Wspólnego Ślizgonów.

Ale Scorpius nie odpowiedział i nie uraczył nikogo spojrzeniem. Całe pomieszczenie nagle dziwnie zamilkło widząc go takiego. Wszyscy patrzyli się na niego, gdy szedł torując sobie najkrótszą drogę do dormitoriów. To musiała być sensacja! Scorpius Malfoy tak otwarcie okazujący, że jego dzień najpewniej nie poszedł tak, jak powinien. Ale nie obchodziły go pozory. Chciał być sam. Zniknął w końcu w korytarzu prowadzącym do dormitoriów  zostawiając zaskoczonych Elaine i Zabiniego w tyle.

 

***

Bombay Bicycle Club – You already know

 

- Co zrobiłyśmy źle? – irytowała się Eva chodząc w tę i z powrotem.

- Wtrącałyście się, zacznijmy od tego – skwitował Franco.

- Cóż, też miałeś w tym udział – powiedziała złośliwie Elaine.

- Tylko i wyłącznie dlatego, że Eva chciała się szlajać po korytarzach, sama, w nocy.

Był wyraźnie niezadowolony. Nie miał natury mąciwody, nie lubił wtrącać się w życie innych. Pilnował własnych spraw i uważał, że wszyscy powinni. Wciąż powtarzał Evie, że może mieć najlepsze chęci, ale co ma być, to będzie, a dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.

- Był wieczór i zaraz szlajać… Chciałam tylko pójść niedaleko biblioteki, by zobaczyć, czy podziałało?

- Co podziałało? Wtrącanie się? Nie wydaje mi się, Rose odeszła z Nottem, a Scorpius sam – skwitował naburmuszony. – Naprawdę byłbym wdzięczny, gdybyście nie wciągały mnie w swoje gierki. Jeśli, podkreślam, JEŚLI Rose i Scorpius rzeczywiście coś do siebie czują, powinni sami się z tym uporać, albo to po prostu nie było pisane. Tyle.

- To chyba najbardziej romantyczna rzecz, jaką powiedziałeś w życiu – mruknęła Eva. – Poznałeś kogoś? – zapytała podejrzliwie.

- Nie, i nawet jeśli, wy dwie z pewnością dowiecie się ostatnie. Nie potrzebuje swatki.

- Cóż, coś marnie idzie ci szukanie dziewczyny – zauważyła Eva.

- Bo ciągle muszę cię niańczyć.

- Szczegół.

- Okej, wracając do naszej sprawy – zaczęła Elaine. – Scorpius chciał ją pocałować, tak?

- No, tak to wyglądało. Ale potem Nott najwyraźniej potknął się o zbroję, czy coś, no i bęc, romantyczna aura zniknęła, Rose kazała Scorpiusowi wracać do Lochów. Widocznie nawet moje starania, by Nott się spóźnił, nic nie podziałały. Może tak miało być? – podniósł się i ruszył w stronę wyjścia. – Nie możecie się tak po prostu bawić czyimiś uczuciami. Scorpius zachował się, że tak nieładnie powiem, jak chuj. Oczywiście, że Rose nie będzie mu przychylna. Musi udowodnić, że nic się nie zmieniło. Że zawsze tam będzie, kiedy będzie potrzebowała pomocy. I w tym mu nie możecie pomóc. Miłość to nie gra, gdzie można oszukiwać. W miłości nie ma skrótów. Wszystko, co najlepsze musi przyjść samo – skończywszy zniknął za drzwiami.

- Tak ci się tylko wydaje… – mruknęła Eva.

- Czy ty  powinnaś się tak przejmować w twoim stanie? – zapytała niepewnie Elaine. – Zwłaszcza teraz, kiedy ludzie zaczynają gadać o twojej ciąży. Myślę, że Pomfrey się komuś wygadała. Może tej Krukonce co była w SS wtedy, co ty…

- To nie ma znaczenia, zostały dwa tygodnie szkoły, McGonagall mnie nie zawiesi, a co ludzie gadają, jak wiesz, średnio mnie obchodzi. I nie sądzę, że to Pomfrey. Spójrz na mnie. Już widać, bądźmy szczere. Cztery i pół miesiąca. Ciągle choruję, ludzie nie są aż tacy głupi, za jakich ich masz. A co do Scorpiusa i Rose, co ja poradzę, że te dwie, pewne siebie. atrakcyjne łamagi tak się boją przyznać, że czują do siebie coś więcej?

- Może Franco ma racje, może nie powinnyśmy się wtrącać…

- Ostatnia próba! Proszę – Eva rzuciła Elaine jeden ze swoich najsłodszych uśmiechów.

- Dobra. Ostatnia, a potem odpuścisz i zaczniesz odpoczywać!

- Zgoda. Wiec, plan jest taki…

 

***

James Blunt – Cry

 

- Powinieneś przyjść, Scorpius. Rose na pewno by się ucieszyła. Ona chce się z tobą pogodzić, ale chciałaby, żeby twoje przeprosiny coś znaczyły…

- Eva, zaufaj mi, z całą pewnością Rose mnie tam nie chce. Gdyby chciała, zaprosiłaby mnie.

- Technicznie rzecz biorąc Rose nikogo nie zaprosiła, bo to przyjęcie niespodzianka. Nie bądź taki, przyjdź. To jej urodziny, no… Będzie fajnie, w Trzech Miotłach gra fajny zespół…

- Nie, nie i jeszcze raz nie.

- Scorpius – zaczęła świdrując go wzrokiem. – Zastanawiałeś się nad tym, czemu tak łatwo uwierzyłeś plotce o Rose i twoim ojcu?

- Byłem głupi…

- A wiesz dlaczego byłeś głupi? Dlaczego to cię tak zabolało?

- Nie zabola..

- Scopius! – przerwała mu. – Rozmawiamy szczerze. Znam cie tyle lat. Więc?

Westchnął głęboko.

- Nie wiem…

- Och, doskonale wiesz dlaczego. Wiec czemu nie powiesz tego głośno?

- Bo nie chcę – powiedział cicho ukrywając twarz w dłoniach.

- Co?!

- Bo nie chcę. Nie chcę tego powiedzieć głośno. Nie wiem co to jest, ale to jest niewłaściwe…

- Niewłaściwie? Niewłaściwa jest nastolatka-sierota w ciąży, mieszkająca z trzeba facetami, z których żaden nie jest ojcem dziecka. Ty i Rose jesteście dla siebie stworzeni, nie widzisz tego?

- Rose zdaje się nie podzielać twojej opinii. I nie jestem pewien, czy sam ją podzielam.

- Dziwi cię to? Ufała ci bardziej niż komukolwiek wcześniej. Oczywiście, że nie będzie ci przychylna. Zachowałeś się nieładnie. Teraz musisz jej udowodnić, że nic się nie zmieniło. Że zawsze tam będziesz, kiedy będzie potrzebowała pomocy. I w tym ci nie mogę pomóc. Miłość to nie gra, gdzie można oszukiwać. W miłości nie ma skrótów. Wszystko, co najlepsze, musi przyjść samo – mówiła poważnie, po czym dodała łobuzersko – Ale czasem trzeba nieco pomóc szczęściu.

- Długo nad tym myślałaś? – zapytał nieco rozbawiony jej postawą.

- Ani trochę. To słowa Franco.

- Franco?

- Mhm.

- Franco powiedział, że powinnaś się wtrącać w moje życie uczuciowe? – zapytał ze szczerym powątpiewaniem. Znał Franco wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że ten trzymał się bardzo daleko od babskich intryg.

- Przestań się go czepiać. To najromantyczniejsza rzecz, jaką powiedział odkąd go znam. Więc, przyjdziesz na urodziny Rose?

- Nie. Idź sobie diable. Serio, nie masz lepszych rzeczy do roboty? Wybór imienia dla dziecka? Lub nazwiska?

- Nie bądź taki mądry, mam jeszcze kilka miesięcy.

- Cóż, w takim razie kompletowanie nowej garderoby? Zaczynasz wyrastać ze wszystkiego…

- Czy ty właśnie nazwałeś mnie GRUBĄ?! – wrzasnęła Eva.

- Spokojnie Evuś, tylko żartowałem… – powiedział blondyn unosząc ręce w pokojowym geście.

- Wszystko w porządku? Słyszałam krzyki Evy – Elaine wpadła do pokoju blondyna w ciągu sekundy. Nieco zbyt szybko, chyba, że stała pod drzwiami, pomyślał Scorpius.

- On  – Eva wskazała oskarżycielsko na blondyna – własnie powiedział, że jestem gruba.

- Nie powiedziałeś tego, Scorpius – oburzyła się Elaine.

- Oczywiście, że nie…

- Teraz nazywasz mnie kłamczuchą? – Eva podniosła się rzucając mu mordercze spojrzenia. – Więc teraz jestem grubą kłamczuchą, tak? – zapytała z wyrzutem wmaszerowując z pomieszczenia dumnie wypinając lekko zaokrąglony brzuszek.

Elaine ruszyła za nią posyłając Scorpiusowi równie lodowate spojrzenia, gdy wychodziła.

 

Myslovitz – Długość dźwięku samotności

 

- Nie nazwał cię grubą, prawda? – zapytała spokojnie Elaine, gdy opuściły Pokój Wspólny Slytherinu.

- Nie, ale zaczął zadawać niewygodne pytania, więc musiałam go jakoś zbyć – powiedziała wesoło Eva. – Jestem w ciąży, w końcu mam prawo mieć humory, nie? Plus, jesli rozegramy to dobrze, może pójdzie na urodziny Rose.

- I co dalej?

- Och, chyba nie wątpisz w moje zdolności tworzenia romantycznej atmosfery?

- Dobra, wszystko pięknie, ale jak ją tam zaciągniemy?

- Pff. To proste. Użyjemy Notta.

- Użyjemy?

- Z braku lepszego słowa.

- Czyli co konkretnie masz na myśli?

- Powiemy mu, co planujemy, oczywiście pominiemy tą część o twoim kuzynie, i żeby zabrał Rose do Hogsmeade pod pretekstem randki. Musi ładnie wyglądać dla Scorpiusa.

- Okej – powiedziała przeciągle Elaine. Zdawała się zaskoczona i zagubiona. – Czyli… chcesz złamać serce Notta, żeby ona ładnie wyglądała dla Scorpiusa?

- Zaraz tam złamać… W miłości jak na wojnie, muszą być jakieś ofiary. Padło na niego. Sam się prosił.

- Zrobiłaś się strasznie… ślzigońska odkąd jesteś w ciąży.

- Cóż, jeżeli Scorpius tym jednym razem nie potrafi się wykazać ambicją, ktoś mu musi pomóc.

- Mamy na ciebie zdecydowanie zły wpływ – mruknęła Elaine pod nosem. – Eva, pozwolę sobie zadać niewygodne pytanie i nie zbyjesz mnie tak łatwo, jak Scorpiusa.

- Co jest?

- Czemu ci tak na tym zależy? Na tym, żeby Rose i Scorpius byli razem?

Eva westchnęła cicho biorąc Elaine pod ramię.

- Bo muszę się czymś zająć, żeby nie myśleć, jak bardzo się boje tego, co będzie, kiedy urodzi się dziecko…

- Evuś…

- To prawda.Staram się być silna i myśleć pozytywnie, ale wiesz, coraz częściej przychodzi mi to z trudem – uśmiechnęła się gorzko. – Nie mów chłopcom. Ani Scorpiusowi. Rose też lepiej nie wspominaj. A najlepiej w ogóle nie mów, że ci to powiedziałam.

- Ale dlaczego? To znaczy, czemu tak się martwisz?

- Czemu? – zapytała piskliwym, histerycznym głosem. – Elaine, wychowałam się w sierocińcu. Jedyne, o czym marzyłam to to, że kiedyś sama będę miała dzieci i że będą miały kochającą rodzinę z obojgiem rodziców. Tymczasem Albusa nawet nie interesuje to, ile razy wylądowałam w SS.  Rozmawiam częściej z jego ojcem, niż z nim samym. Wiem, że wszyscy mi pomogą, ale to nie będzie to samo!

- Och, Eva… – mruknęła Elaine przytulając brunetkę. – Potter to idiota, ale ty, ty będziesz wspaniałą matką. Zobaczysz. Ja to wiem.

 

*

***

***********************************

Tak, wiem, jestem zła i niedobra i dobrze mi z tym, o! :P

Ale jeśli to was pocieszy będzie coś super dla was w następnym rozdziale, ohohoho :D

xoxo

Bezczelna,

Bezczelna & Hippie Team.

17 Komentarze

  1. Rozdział boski!
    tytuł, jak powiedziała Cammie podły…
    czytałam z zapartym tchem…

    zastanawiałam się, czy nie napisać wypracowania, ale jak widać macie co czytać, i na krótkie komentarze możecie się nie uskarżać, więc będę krótka

    rozdział świetny i tyle!
    Czekam na kolejny^^

  2. ohh, czuję się zawiedziona. wprost nienawidzę tego wtrącania się innych i nadmiernej dbałości o parę zakochanych. zawsze wychodzi tak samo – bohaterów trzecich jest więcej niż Rose i Scorpiusa. takie opowiadanie o opowiadaniu. wiem, że moja wypowiedź może jest zbyt subiektywna, ale naprawdę jestem rozczarowana. zobaczymy co będzie dalej. pozdrawiam! :)

  3. Dziewczyny, dzisiaj krotko skomentuje rozdzial, bo komputer odmowil posluszenstwa i pisze z telefonu. :(

    Eva i Elaine sa takie kochane! W zyciu bym nie pomyslala, ze beda musialy posunac sie do swatania Rose i Scorpiusa! A tu taki psikus! :D Tak to jest, ze to inni widza a nie sami zainteresowani, co sie dzieje. Czasami trzeba pomoc takiej dwojce. :) Ale Rose i Scorpius odnajda sie, tylko musza sie przyznac przed samymi soba do swoich uczuc. Oni sa swoim przeznaczeniem. ;)

    Eva ma swieta racje, ze Scorpius wysiada przy niej z wiedza o emocjach i uczuciach. To ona jest tu ekspertem. ;) Mam nadzieje, ze jej takze sie ulozy w zyciu. Nie zasluguje na cierpienie. Ona jest takim cudownym promykiem w pochmurny dzien. ;) Na pewno bedzie wspaniala mama! :)

    I ja baaaaardzo sie ciesze, ze jeszcze nie konczycie opowiadania, ze jeszcze bede ze zniecierpliwieniem wyczekiwac piatkow! :D Tak teraz to dopiero bedzie zabawa! :D

    Wasze opowiadanie jest najlepsze! :) Uwielbiam takie glebokie i zaskakujace opowiadania! :)

    Pozdrawiam Lily ;*
    P.S Hippie, rozdzialu Wam nie napisze, bo nie mam takiego talentu jak Wy, ale recenzje Waszego opowiadania czy ksiazki owszem, napisze. :)

    • Tak, tak, kto by pomyślał, że z Evy taki chochlik swatający, a tu proszę. Czyżby miała jakiś powód, jakieś drugie dno tej nagłej studni poczucia obowiązku swatania? Hm??? No ja nie wiem, nic powiem, ale hohohoho… Uwielbiam ludzi trzymać w niepewności a dziś sama mam chochlikowy humor ;P

      pozdrawiam,
      Bezczelna

      • Błagam, nie zadawaj takich pytań. Jeszcze bardziej pobudzasz nimi moją ciekawość i staję się nie do wytrzymania. :D Jesteś jak Bellatrix. Istna sadystka! Ale … i tak Ciebie uwielbiam! ;*

        Pozdrawiam Lily ;*

  4. Przepraszam za brak komentarza pod poprzednim postem. Fizycznie nie miałam jak go napisać, a po chamsku przeczytałam rozdział. Chociaż ile można pisać że jesteście cudowne ? Tak. Za taką perełkę to w nieskończoność.

    Dość słodzenia, czas na reprymendę !

    Znajdę, zabiję, zakopię, odkopię, ożywię, obedrę ze skóry, połamie kołem, poćwiartuję, ugotuję, zakopię, odkopię, poskładam do kupy, poznęcam się, zabiję i zakopię chociaż to sensu nie ma bo
    a) prawdopodobnie nie wypełnię pierwszej obietnicy bo nie chcę krzywdzić osób przypadkowych
    b) nie będzie więcej kto miał dosypywać cukru do mej życiowej herbatki, że tak to poetycko ujmę
    c) i tak nie zadam tyle cierpienia co Wy, sadystki jedne

    Jak.Tak.Kurna.Można.Bezczelnym.Być

    Tytuł posta – „Pocałunek”

    Obiecująco

    Banan na twarzy – obecny

    Czytamy

    i …

    kupa

    Jedna.Wielka.Kupa

    Z drugiej strony ociągacie zakończenie historii.
    Za co dziękuję.

    Jednak i tak mam pełne prawo nazwać was sadystkami ! Największymi sadystkami na świecie w Pionkach i Wszechrusi jakie świat KIEDYKOLWIEK miał okazje oglądać a ziemia podtrzymywać !
    Znajdę , zabiję … kurdę aż się zapętliłam !
    Pomachały słodyczami przed twarzą i obiecały dać jeśli przeczyta.
    I kupa.
    Zamordowałabym, ale wizja braku kontynuacji jest nie do przeżycia.

    Dobra, procent złości we krwi spadł o połowę.

    Wcześniej już wiedziałam, że musi nastąpić coś co dało by relacji Rose-Scorpius kopa w dupę bo oni sami byli bardziej zajęci błądzeniem jak dzieci we mgle. Tyle że takiej gęstości śmietany 12% . Marzyły mi się dramatyczne sceny kolejnego wypadku (Rose) , długiej i bolesnej rehabilitacji,przeprosin na kolanach (by Scorpius oczywiście), śniadaniu do łóżka i rozmów do rana, ale misja swatka zawsze spoko. Jednak takich akcji spodziewałabym się bardziej po Lily albo Mii albo właśnie Elaine bo Eva i intrygi brzmi jak czekolada i ogórki kiszone czyli, źle (a przynajmniej dla mnie) wiec zaskoczona troszki jestem
    Usadźcie tego Nott’a bo inaczej ja to zrobię, jeszcze nie wiem jak, ale coś wymyśle ( nie daje żadnej gwarancji czy wszechświat to przetrwa)

    Czekam na cd
    Pozdrawiam, wciąż wkurzona i zbulwersowana ( bo ktoś BEZCZELNY gwizdnął mi wyjątkowo pyszne ciasto z TALERZA ) , Cammie

    • Och, aż się zarumieniłam, dawno nikt nie nazwał mnie sadystką XD

      Ja jestem niedobra i się tego nie wstydzę, ja się tym szczycę, haha! Ale za tytuł rozdziału proszę dziękować HIPPIE! Tak, to był jej pomysł:D Długo myślałam nad tytułem posta, siedziałyśmy z Hippie pijąc trzeci dzbanek herbaty i nagle ona zaczęła się śmiać. Ja się pytam:
      - A tobie co? Znowu głupawki dostałaś?
      A ona do mnie:
      - Własnie pomyślałam, jak podłe byśmy były, gdybyśmy podpisały rozdział „pocałunek” hahaha…
      I to dosłownie tak powiedziała, włącznie z „hahaha”. No ta jak ja sie mogłam nie zgodzić, jak ja z natury złośliwa jestem?

      A co do kopa, który popycha Rose i Scorpiusa do siebie. No ja wiem, że Eva i intrygi to jak czekolada z ogórkami kiszonymi, no ale co ja poradzę, że w ciąży jest i ma zachcianki? :P Po za tym wyjaśni się wkrótce i nic więcej nie powiem, o!

      xoxo
      Bezczelna

    • wiesz Qń ty zawsze masz banana na twarzy!
      Zresztą nie tylko na twarzy if you know what I mean

      hehe
      No co zgadzam się ze jest przystojny^^

      PS kupy też są fajne!

  5. Jakże krótko. ;-;
    Jak mogłaś nie pozwolić im się pocałować ?! Głupi Nott.
    O!
    Nie lubię go.
    Pisz pisz pisz pisz <3
    Życzę ci dużo weny. :D

    • No, ja z tego słynę, że jestem zua :D mwahahaha :D
      Lubię was dręczyć drogie czytelniczki i nic na to nie poradzę, ale obiecuję, że trochę dosłodzę w następnej odsłonie.
      :D
      całusy,
      Bezczelna

  6. ooooooww :)
    po 1. cieszę się, że nie zrobiłyście tak, że nagle bum! i obydwoje lecą do siebie w podskokach :D
    po 2. cieszę się jeszcze bardziej, że nie jesteście z tych, które kiedy już dojdzie do „tego” zakańczacie bloga :D
    po 3. Scorpius jest taki słoooodki :D
    po 4. dajcie nam wreszcie to na co wszystkie czekamy :D jak dla mnie mogłybyście rozdziały publikować codziennie, umiecie poprawić człowiekowi humor ;p
    Pozdrawiam ;*
    C.C.Clouds

    • Ah, dziękować, dziękować:)
      1. Nie mogłybyśmy tak zrobić, bo byłoby za prosto, za nudno i nie mogłybyśmy was dręczyć
      2. Kochana, jak już wspomniałam, teraz zacznie się zabawa :D
      3. Oj tak! Sama najchętniej bym go schrupała. Skoro Rose nie chce go pocałować, zawsze masz mnie Scor mwah!
      4. No dobrze, skoro tak wszystkie nalegacie, dorzucę wam trochę więcej cukru w następnym rozdziale :P

      xoxo
      Bezczelna

  7. O nie, kochana, do końca jest jeszcze trochę przygód. Śmiem powiedzieć ze teraz dopiero zacznie się zabawa :-) właśnie wchodzicie na roller coaster który razem z hippie misternie planowaliśmy przez ostatnie parę miesięcy hihihi:-D

  8. Super to już jest! Szkoda, że jej w końcu nie pocałował ;/ Ale wreszcie robi się gorąco! Kochaaaam was i to opowiadanie.

    Kto by pomyślał, że z Evy taka intrygantka?

    Muszę zadać to pytanie:
    Czy przypadkiem nie zbliżacie się powoli do końca opowiadania?

    xoxo
    Aprilias

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.