42. All about Eve

 

Połowa kwietnia:

- Więc, co zamierzasz zrobić? – zapytał po chwili milczenia.

- Z czym?

- Z twoim dzieckiem – powiedział Scorpius przystając, po czym usiadł na parapecie najbliższego okna. Był późny wieczór zamek już sapał, tylko prefekci i kilku niesfornych uczniów nadal szwendało się po korytarzach, jedni pilnując porządku, drudzy łamiąc regulamin. Scorpius uwielbiał ten czas, idealny na długie, poważne rozmowy. Nie słychać było nic oprócz odgłosu ich stup i głosów.

- Postaram się, żeby było kochane.

- A Potter?

- Nie sądzę, że będzie chciał mieć większy udział. Pamiętam na początku, kiedy przywieźli mnie do domu dziecka… Ciotka powiedziała, że będzie mnie odwiedzać… Całymi dniami siedziałam na parapecie wpatrując się w okno, czekając kiedy przyjdzie. Ale to się nigdy nie stało… Nie zrozum mnie źle, kocham twoich rodziców bardzo mocno. Ale tak na prawdę, to nie oni powinni się byli mną wtedy zając, rozumiesz? To była moja pierwsza lekcja w sierocińcu. Lepsza martwa rodzina, niż rodzina, która cię nie chce. Mniej boli.

- Nie powiedziałaś mu?

- Powiedziałam, tak jak ci obiecałam, zaraz na drugi dzień po was, ale chyba był w zbyt wielkim szoku, żeby zareagować, muszę mu dać to przemyśleć. Dałam mu wybór. Powiedziałam, że albo będzie w życiu dziecka na sto procent albo wcale. Nie potrzebuje niedzielnego taty.

- Dajesz mu czas, by przemyśleć plan ucieczki? Powinien się przynajmniej łożyć na utrzymanie, w końcu to jego dziecko… – mruknął Scorpius.

- Scorpius, to nie jest takie proste. Ja nie chcę go do niczego przymuszać, jeśli nie chce być ojcem, to trudno. Moje dziecko będzie miało moich chłopców, i ciebie. Czego więcej mogłoby sobie życzyć. Zamiast jednego będzie miało czterech ojców.

- To tak nie działa.

- To co w twojej  opinii mam zrobić, hę? Powiedz mi?

- Nie wiem, ale chyba Potter też ma jakieś obowiązki, prawda?

- Nie zacznę wojny, która tylko zaszkodzi dziecku. Scorpius, ja nie miałam rodziców, i czasami nawet myślę, że może mnie nie chcieli, mój ojciec zostawił mnie z niańką i pojechał w Himalaje, by nigdy nie wrócić. Zostawił mnie. Nie chcę tego samego dla mojego dziecka. Jeśli kiedykolwiek zapyta mnie, dlaczego taty z nami nie ma, nie zamierzam mu bądź jej powiedzieć, że tata cię nie chciał, lub nie chciał na ciebie płacić. Powiem, że po prostu tatuś nie był jeszcze gotowy by się nim lub nią zająć, ale upewnił się że jest w dobrych rękach do czasu, kiedy będzie gotowy. Nie chcę, żeby moje dziecko żyło z poczuciem, że było nie chciane. Ja przez to przechodziłam i wierz mi to nie jest nic przyjemnego.

- Czasami rzygam twoją dobrocią – powiedział z grymasem na twarzy, a po chwili dodał otwierając ramiona. – Chodź tu.

Uśmiechnęła się i wtuliła w jego tors, a on objął ją mocno i nie puszczał.

- Kocham, cię.

- Je ciebie też – odpowiedział nadal ściskając ja w objęciach.

- WY! – usłyszeli gdzieś niedaleko. Spojrzeli w kierunku, z którego dochodził głos i zobaczyli rudowłosą Gryfonkę z rękoma opartymi na biodrach.

- Lily – uśmiechnęła się Eva.

- To ja bronię cie przed Albusem, stanęłam przeciwko mojemu własnemu bratu, a ty co? Pocieszyłaś się Malfoyem?

- Lily, czy Albus ci mówił, dlaczego zerwaliśmy? – zapytała spokojnie brunetka.

- Tak, i wiem, kim niby dla ciebie jest Malfoy.

- Więc dlaczego jesteś zdziwiona? – zapytała spokojnie Eva.

- Dlaczego? DLACZEGO? – oburzyła się Lily – Ty chyba sobie żarty stroisz. To – wskazała na nich ręką – wcale nie wygląda mi na braterską miłość.  Kocham cię. Ja ciebie też. Te uściski…

- Nawet jeśli, to co ci do tego? – zirytował się Scorpius, nim Eva zdążyła coś powiedzieć. Nie zamierzał się nikomu tłumaczyć ze swoich relacji z Evą, a już na pewno nie Potterom.

- A to, że Eva jeszcze nie dawno spotykała się z moim bratem…

- Tak, który najwyraźniej nie zbyt stały w uczuciach. Nie to, że wypominam, ale to on zerwał z nią…

- Odezwał się!

- Ja przynajmniej jestem szczery, nie udaję zakochanego świętoszka, by zaciągnąć dziewczynę do łóżka… Chociaż…

- No jej zdecydowanie nie musiałeś na nic nabierać, chętnie wskakuje obcym do łóżka bez zbędnej zachęty, Albus jest najlepszym przykładem!

- Ah tak? Jest też najlepszym przykładem, jak zrobić dziecko i nawet nie poinformować swoich szanownych rodziców, ze chłopiec, który przeżył zostanie dziadkiem! – warknął  Scorpius, nim Eva zdążyła go powstrzymać. Zasłoniła dłonią usta i spojrzała na Scorpiusa, który choć doskonale wiedział, że nie powinien był tego mówić, a już na pewno nie w taki sposób, był zbyt wściekły by teraz tego żałować.

Lily stała jak zamrożona. Nie potrafiła wydobyć z siebie najdrobniejszego dźwięku, czegokolwiek. Po chwili ciszy odwróciła się na pięcie i pobiegła przed siebie.

- Nie powinieneś był, Scorpius, prosiłam cię, byś nikomu nie mówił. Prosiłam cię, abyś dał Albusowi czas, by to przemyśleć. Czy to tak wiele? – zapytała z wyrzutem Eva ruszając przed siebie.

- A co miałem zrobić? Pozwolić, by obrażali cie jak jakąś ostatnią wywłokę, bo tak im się podoba? Nazwisko Potter nie oznacza, że wolno im wszystko!

- Nazwisko Malfoy też nie.

- Eva! Przepraszam, wiem, że nie powinienem był. Przepraszam… – powiedział doganiając ją i stając przed nią.

- Scorpius, dlaczego zawsze wszystko musisz robić po swojemu?

- Eva, całe życie starałem się trzymać cię z daleka od mojego popularnego życia, bo nie chciałem, żeby ktoś cię kiedyś skrzywdził, by zadać mi trochę bólu.  A teraz tak się stało. Gdybyś przytulała Leona czy Larsa, nikt by nic nie powiedział. Bo oni maja problem ze mną, nie z tobą.

- Scorpius, myślisz, że mnie obchodzi, co o mnie myślą? Nie dbam o to. Mam chłopców, mam ciebie, mam Elaine, teraz też mam Rose. Która tak bardzo martwi się o ciebie, tak często ostatnio wybuchasz i wściekasz się, zamiast przygotowywać się do olimpiady z Eliksirów. Zaniedbujesz quidditcha. Nie martw się o mnie, wiesz, że dam sobie rade, bo nie jestem sama, nigdy nie byłam. Twoi rodzice, zapewne ku twojej uciesze, odwołali swój miesiąc miodowy, by być blisko mnie. Ale ty musisz się teraz skupić na sobie. Czy ty wiesz, co teraz zrobi Lily? Prawdopodobnie wykrzyczy połowie Hogwartu,Albus będzie miał dziecko. Oboje zostaniemy zawieszeni.

 

***

 

- Miniówka, luźna koszula… Chyba nie powinnaś tak przychodzić ubrana na korepetycje – powiedział uśmiechając się łobuzersko.

- Chyba cię nie rozpraszam? – zapytała z miną niewiniątka siadając na biurku i krzyżując nogi.

- Cóż, nie twierdzę, że tak, ale twoje nogi wyglądają całkiem apetycznie – powiedział zbliżając się do niej.

- Ależ panie asystencie, tak nie wypada – znów udała minę niewiniątka.

Zaśmiał się podchodząc jeszcze bliżej.

- Igrasz z ogniem, Rose – mruknął cicho, gdy stanął tuż przed nią. Ich twarze dzieliły zaledwie centymetry.

- Nic nowego – wzruszyła obojętnie ramionami.

Zaśmiał się kiwając głową z dezaprobatą, po czym zbliżył się do niej jeszcze bardziej, ich twarze niemal stykały się ze sobą. Świdrował ją szarością swoich oczu.

- Rose… – westchnął cicho. – Jestem teraz nauczycielem… – pocałował ja krótko.

- Asystentem – poprawiła go obdarzając namiętnym pocałunkiem.

- Chrzanić to – powiedział przyciągając ją do siebie.

Całował ją zachłannie, namiętnie. Dotykał jej ciała tak, jak kiedyś. A ona jak kiedyś targała jego blond włosy. Jednym ruchem różdżki zamknął drzwi zaklęciem.

Nerwowo rozpiął jej koszulę i odsunął się od niej nieco. Chciał się nasycić widokiem jej ciała. Znał je tak dobrze, ale wciąż wydawało mu się tak nowe.  Spojrzała na niego spod firanki rzęs.

- Wiesz, nie mamy całego dnia – mruknęła.

- A ty jak zwykle nie lubisz owijania w bawełnę – odmruknął całując ją łapczywie.

Kilkoma zwinnymi ruchani zdjęła z niego koszule i przyciągnęła bardziej do siebie, jeżeli to było w ogóle możliwe.

Jęknęła cicho, gdy poczuła go w sobie. Oboje czuli narastające pożądanie i podniecenie, chcieli być bliżej, głębiej, aż do granic świadomości. W miejscu, gdzie nie liczyło się nic, prócz tego, co właśnie wspólnie przeżywali.  By mogło trwać jak najdłużej. W końcu fala namiętności i gorąca uderzyła w nich niczym błyskawica w dąb na środku pustkowia.

Oddychali ciężko, łapczywie. Jeszcze chwile stali tak ściśnięci w jedno, gdy w końcu Krukonka rozluźniła swój uścisk i wysunęła się z jego ramion.

- To było… nieoczekiwane – powiedziała Rose zapinając koszulę. W gabinecie panował półmrok, na stoliku w rogu stał pusty kociołek a tuż obok niego przygotowane składniki do Eliksiru, o którym nie pomyśleli nawet przez chwilę.

- Nie sądzę…. – mruknął Lysander siadając na rogu biurka dopinając spodnie – Wiedziałaś tak samo jak ja, że tak to się skończy.

- Niedobry chłopiec – uśmiechnęła się łobuzersko.

- Niedobra dziewczynka. Twój chłopak nie będzie zazdrosny?

- Jaki chłopak? – zdziwiła się Rose.

- Chłopak Malfoyów.

- Scorpius?

- No, z tego co wiem jest tylko jeden Malfoy w tej szkole.

- To nie jest mój chłopak – odpowiedziała wzdrygając się nieco. – Jesteśmy przyjaciółmi, to wszystko.

- Nie wygląda na tylko przyjaciół – zaśmiał się Lysander. Nie był zazdrosny, co to to nie. Ale lubił ją droczyć.

- Scorpius to Scorpius… Ja to ja… On nigdy nie był typem ‘jestem w związku’, i ja też nie od kilku miesięcy, więc… Zapomnij. Po za tym sam mnie namawiał, żebym znalazła sobie pana do towarzystwa…

- Może miał na myśli siebie samego?

- Nie, próbowaliśmy tego i było dziwnie. Po za tym, teraz mamy większe zmartwienie – Evę.

- Wiesz, Rose, jestem teraz nauczycielem, powinienem zgłosić, to, że Eva jest w ciąży…

- Nie zapomnij też wspomnieć, że pieprzysz uczennice.

- Harry wie?

- Że ze sobą sypiamy? Nie sądzę…

- „Sypianie” to nie jest odpowiednie słowo. Poza tym, doskonale wiesz, że mówiłem o Evie.

- Oczywiście, że nie, ten tchórz nie powiedział nikomu.

- A co na to Eva?

- Eva wychowała się w sierocińcu, mówi, że nie potrzebuje kogoś, kto nie chce być w ich życiu. Poza tym chłopcy jej pomogą, nie jest sama.

- Więc, co zdaje się być problemem?

- Al jest palantem, to zdaje się być problemem. Z resztą nieważne, odprowadź mnie do wieży, nie zamierzam dostać szlabanu.

- Okej, tylko coś na siebie zarzucę.

Po chwili byli gotowi do wyjścia. Szli powoli, starając się nie rozmawiać zbyt wiele, ktoś mógłby ich przypadkowo usłyszeć, a już wiele ryzykowali. Zwłaszcza teraz nie powinni pozostawiać cienia wątpliwości, co do ich relacji.

Nagle tuż obok nich z zawrotną prędkością przebiegła Lily. Lysander i Rose popatrzyli na siebie zdziwieni, ale zanim którekolwiek z nich zdążyło coś powiedzieć, tuż obok nich przebiegł Scorpius.

- Trouble alert! – wrzasnęła Rose ruszając za nimi.

Lysander westchnął głośno i nie widząc żadnego wyboru ruszył za nimi.

- Potter, zaczekaj! – krzyczał Scorpius.

 - Scorpius, co do diabła się tu dzieje? – wrzasnęła zdyszana Rose nie przestając pościgu.

- Musimy złapać Potter, zanim znajdzie Pottera!

- Ale czemu?!

- Powiedziałem jej o Evie! Przypadkowo!

- Jak mogłeś jej przypadkowo powiedzieć o Evie! – niemal pisnęła Rose.

- Przecież mówię, że przypadkowo!

- Scorpius, zabije cię! – Rose przyspieszyła biegu.

- Co ty w ogóle masz na sobie? – zapytał zerkając na nią podczas biegu.

- Ubrania?

- To widzę – odpowiedział swoim sarkastycznym tonem.

- ALBUSIE POTTERZE! – usłyszeli wrzask Lily tuz przed nimi.

Nim zdążyła jednak cokolwiek więcej powiedzieć, Scorpius rzucił się na nią zakrywając jej usta. Po chwili dołączyła do nich Rose, a krótko po niej Lysander.

- Malfoy, puść moją siostrę… – powiedział ostrzegawczym tonem Albus.

- W porządku, Al, tylko chcemy z nią porozmawiać – powiedziała Rose.

- Właśnie – dodał Scorpiuspodnosząc drobną Gryfonke kilka centymetrów nad ziemią, odwrócił się z nią i miał już odchodzić, kiedy ta ugryzła go w rękę.

- AUĆ! – wrzasnął Scorpius wypuszczając ją z objęć.

- Eva jest z tobą w ciąży?! – pisnęła Lily, nie uraczając stojącej za Potterem Mary nawet krótkim, grzecznym spojrzeniem.

Wszyscy zamilkli i zamarli.

- Widzę, że Eva już musiała…

- To nie Eva – przerwała mu Lily. – To Malfoy… Chcesz powiedzieć, że to prawda? – zapytała odtrącając dłoń Rose na swoim ramieniu.

- Tak – powiedział Spokojnie Albus.

- Zadowolony? – warknęła Rose do Scorpiusa.

- Że niby to moja wina? Obrażała Evę, to się wkurzyłem.

- Obrażałaś Evę? – Rose i Al zapytali jednocześnie.

- Jakie to ma teraz znaczenie? To ty jesteś tym, który nawet nie poinformował własnej rodziny, że niedługo się powiększy! – oburzyła się Lily.

Pozornie spokojna wymiana zdań szybko przeistoczyła się w kłótnię. Padały wyzwiska, oskarżenia, pod każdym adresem i w każdej formie. Rose i Lily zaczęły się szarpać za włosy, to razem szarpać Pottera lub Malfoya, by potem znów obrzucać siebie nawzajem wyzwiskami, Lysander próbował zapobiec walce chłopców ze sobą, jednocześnie nie wtrącając się za bardzo. Sam nie zamierzał oberwać, poza tym rotacja miedzy rywalami była tak szybka, że gdy chciał odciągnąć jednego z chłopców, na jego miejscu pojawiała się któraś z dziewczyn, które wcale nie ustępowały chłopcom agresją, czy zawzięciem. W całej tej szamotaninie nikt nawet nie pomyślał o użyciu różdżek, być może zbyt zdenerwowani, by logicznie myśleć.

- DOSYĆ! – usłyszeli donośny głos i wszyscy zamarli w pozycjach w jakich akurat się znajdowali. Scorpius trzymał Lily w pasie próbując ją odciągnąć od Rose, która szarpała Albusa. Mary i Lysander stali tuż pod ścianą, patrząc zdezorientowani na tą przekomiczną z perspektywy blondyna sytuację. Ale teraz wszyscy spojrzeli na Evę, bladą, opierającą się jedną ręką o ścianę. – Czy wyście wszyscy powariowali? spójrzcie tylko na siebie!

Uczniowie rozejrzeli się wokół. Koszula Scorpiusa miała porozrywane guziki, lewy rękaw trzymał się zaledwie na kilku nitkach. Z jego rozciętej wargi płynęła mu po brodzie cienką strużką krew. Lily i Rose wyglądały podobnie – obie miały potargane włosy żywcem wyjęte z lat osiemdziesiątych, ich ubrania były poszarpane, na ramionach dało się zauważyć zadrapania od paznokci. Albus podcierał właśnie krwawiący nos rozerwaną na pół koszulką. Jego okulary były dziwnie powyginane, tak, że z widział dobrze jedynie na lewe oko.

- Scorpius, trafisz sam do Lochów. Rose, ty i Mary pójdziecie razem do wieży Ravenclawu, przynajmniej mam pewność że się nie pozabijacie. Panie Scamander, jeśli nie pan nic przeciwko odprowadzić Lily i Albusa do wieży, nie chcemy, żeby pozabijali się po drodze…

- A ty? – zapytał Lysander.

- Nie sypiam w wieży Gryffindoru. Ale trafię sama dziękuje. A teraz już idźcie, zanim znowu rozpoczniecie tą żenującą walkę. Doprawdy, ile wy macie lat?

- Eva… – zaczęła spokojnie Rose.

- Nie, Rose. Nie tym razem. Co wy w ogóle robicie? Tak chcecie mi pomagać? Wszczynając bójki?

- To nie tak, Eva… – zaczął Scorpius.

- A jak? Już z nie wspominając o tobie, Al. Jesteś najrozsądniejszy z nich wszystkich.  Spodziewałabym siebie po tobie czegoś więcej niż dziecinne bójki na korytarzu. o panu Scamanader w ogóle nie mam ochoty nawet wspominać, który stał, patrzył i wyraźnie świetnie się bawił – Eva była wyraźnie zdenerwowana. – Idźcie już, wszyscy. Jest już dawno po godzinie policyjnej i po dyżurach.

- W porządku Eva? Wyglądasz bardzo blado… – zauważyła Lily.

- Czuje się świetnie – powiedziała nerwowo ruszając przed siebie, ale nie postawiła nawet pięć kroków, gdy upadła.

- EVA! – wszyscy rzucili się w jej stronę.

- Wezmę ją – powiedzieli Scorpius i Albus jednocześnie.

- No akurat ty, to chyba masz najmniejsze do tego prawo – mruknął Scorpoius.

- To moje dziecko – warknął Potter.

- O którym nawet nie wspomniałeś swojej rodzinie – uciął Scorpius biorąc Evę w ramiona. – Zabiorę ją do jej pokoju.

- A nie lepiej do pani Pomfrey? – zapytał Lysander.

- O jasne, i załatwić jej zawieszenie w prawach ucznia na czas nieokreślony…

- Idę ze Scorpiusem – powiedziała Rose.

- Okej, dzieciaki, Albus i Lily wy idziecie prosto do wieży Gryffindoru, i bez żadnych awantur jeśli nie chcecie by woźny was złapał. Ja odprowadzę pannę Isherwood. Panie Malfoy, Rose, wracajcie od razu do swoich dormitoriów, jasne? – powiedział poważnie Lysander dając wszystkim znać gestem reki, by już sobie szli.

Szli w milczeniu, może wciąż lekko obrażeni na siebie. W walce w zasadzie już nikt nie patrzył, kto bije kogo. Przez pewien czas nawet Albus i Scorpius w jednym obozie bronili się przed Lily i Rose. Cóż, ta rozmowa z Albusem nie wyglądała tak jakby sobie wyobrażali. A już z całą pewnością nie planowali idiotycznej bójki.

- Scorpius… – mruknęła Eva.

- Jestem tu. Już w porządku – powiedział cicho. Dochodzili właśnie do jej kryjówki. Rose otwierała mu drzwi, gdy przechodzili przez salon, a później do jej sypialni.

- Śpij dobrze – powiedział kładąc ją na łóżku i przykrywając kocem.

Razem z Rose usiedli na kanapie w salonie. Milczeli przez dłuższą chwilę.

- Przepraszam, że cię uderzyłam – powiedziała w końcu Rose. – Ale ostatnio jesteś taki nerwowy, wszystko cię wkurza. To wkurzające.

- Przepraszam – powiedział po chwili. – Nie jestem zły na ciebie. Jestem wściekły na Pottera.

- Eva się o ciebie martwi, wiesz. Ja i Elaine też.

- Wiem. I przepraszam – powiedział chowając twarz w dłoniach.. – Po prostu zawsze trzymałem Evę z daleka od siebie, żeby ją chronić, by ludzie nie krzywdzili jej przeze mnie. To wszystko na nic…

- Eva sobie poradzi. Wiesz, po prostu musisz jej pozwolić to zrobić po swojemu.

- Przynajmniej jest jedna pozytywna strona tego wszystkiego.

- Jaka?

- Starzy zrezygnowali z miesiąca miodowego.

- A wiesz co to oznacza?

- Co?

- Ze zamiast Sex on the beach i złotych plaż będą mieli seks na twojej kanapie  – powiedziała Rose wybuchając śmiechem.

- Nienawidzę cię – mruknął Scorpius z trudem powstrzymując uśmiech.

 

 

***

 

Szedł w pospiechu, nie lubił być spóźniony, a dyrektorka wyraźnie prosiła go, by stawił się w gabinecie o szóstej. Nie wiedział, co mogło być powodem wezwania? Wczorajsza bójka? Na pewno przekona się, gdy tam dotrze, w końcu nie był jedynym uczniem lub prefektem biorącym w niej udział.

Wszedł po schodach za gargulcem i ku swojemu zdziwieniu zobaczył jedynie Lily i swoich rodziców. Z całą pewnością chodziło o bójkę.

- To ja was zostawię – powiedziała profesorka opuszczając gabinet.

- Tato, mogę to wyjaśnić – zaczął Albus, gdy dyrektorka zniknęła za drzwiami. – Ta bójka, to było jedno wielkie nieporozumienie, Rose na pewno…

- Bójka? Rose? Albusie Severusie Potterze w tym momencie bójka, to twoje najmniejsze zmartwienie, choć o tym porozmawiamy później – powiedziała chłodno Ginny.

- Dostaliśmy wczoraj to – powiedział Harry wręczając Albusowi list.

 

Kochani rodzice,

Eva jest w ciąży z Albusem, a ten przyjeb nie zamierza nic z tym zrobić.

Zawsze kochająca,

Lily.

 

- Pomijając wulgarny język twojej siostry, którym z całą pewnością się zajmę później, możesz nam to wyjaśnić? – zapytał spokojnie Harry.

- Ty mała wredna… – zaczął Al rzucając się na Lily, ale Harry szybko ich podzielił.

- Czy to prawda, Albus? – zapytała Ginny.

- Może.

- Może? – oburzyła się Lily rzucając się z pięściami na brata, ale Harry był szybszy, złapał ją w pasie i odciągnął na bezpieczną odległość.

Ginny usiadła wzdychając głośno.

- Mówiłam ci Harry, że tak to się skończy! – zaszlochała. – Czy ty wiesz, jak ciężko nam było zbudować porozumienie po wojnie z Malfoyami? Jakby nie było, uratowali życie twojego ojca!

- A co z tym wspólnego mają Malfoyowie? Nawet nie są jej prawdziwą rodziną…

- Astoria i Eleonora były jak siostry, Astoria poruszyła niebo i ziemię, by zapewnić Evie jak najlepsze warunki, nie waz się ich oceniać synu, bo nic nie wiesz ani o nich, ani o tym jak ciężko jest stanąć po właściwej stronie barykady w czasie wojny!

- Ale to Malfoyowie!

- Rose jakoś nie ma takich uprzedzeń. Zdaje się, że ona i chłopak Malfoyów świetnie się dogadują…

- Rose nie uprzedzeń, by sypiać z na… – urwał szybko.

- Sypiać z kim? – zapytał podejrzliwie Harry. – Z resztą, to nie istotne w tym momencie, Rose jest dorosła i zaczyna wychodzić na prostą. Lepiej powiedz,jaki jest twój plan synu?

- Skończę szkołę, znajdę pracę i jeśli Eva będzie czegoś potrzebować, to bardzo chętnie jej pomogę.

- Nie pomyślałeś, by może zapewnić dziecku rodzinę?

- Nie chce się żenić z Evą, jeśli o to ci chodzi – warknął Albus. – Jestem teraz z Mary.

 - Że co?! – zapytali jednocześnie Lily, Harry i Ginny.

- Jestem z Mary Isherwood.

- Harry, trzymaj mnie, bo nie ręczę za siebie… – warknęła Ginny wstając z miejsca.

Starszy Potter westchnął głęboko.

- Co to za bójka, o której wspomnieliście na początku? – zapytał chłodno. Był już zmęczony i ewidentnie tej nocy nie było szans na porozumienie z ich synem. – No już. Lily?

- Posprzeczaliśmy się o Evę. Malfoy powiedział mi, że ona jest w ciąży, a Albus nawet wam nie powiedział – powiedziała oskarżycielsko.

- Chcecie wiedzieć dlaczego Malfoy powiedział Lily? Bo ta zaczęła ją obrażać.

- Lily? – zapytała ostro Ginny.

- To Albus zerwał z Evą w jej urodziny. Nawet nie wiedział, że to były jej urodziny!

- Al , chciałbyś coś dodać? – zapytał Harry wyraźnie zdegustowany i zawiedziony.

Gryfoni patrzyli na siebie spod byka, ale żadne z nich już nic nie powiedziało.

- Z trójki naszych dzieci zawsze myślałem, że to James przysporzy nam najwięcej kłopotów. Jak bardzo się pomyliłem. Myślałem, że wychowaliśmy was inaczej. Oboje. Tymczasem James jest jedynym, który bierze odpowiedzialność za swoje uczynki. Jestem zawiedziony – powiedział spokojnie Harry. – Ginny, idziemy.

Potterowie ruszyli w stronę wyjścia, nie uraczając dzieci żadnymi czułymi pożegnaniami. Harry, choć bardzo ich wszystkich kochał, starał się, by bogactwo, które posiadali nie wpłynęło na ich dobroć lub szczodrość, ale w tym momencie zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby ich zamknąć w komórce pod schodami. Zawsze uważał, że z całej trójki to Al jest tym najrozsądniejszym, najodpowiedzialniejszym. Ale teraz zaczynał w to wątpić. A może po prostu czuł się w pewnym sensie emocjonalnie przywiązany do Evy, która podobnie jak on sam, miała kochających rodziców, którzy zmarli dawno temu i nigdy nie było jej dane poczuć ciepła domowego ogniska.

Miał w głowie tysiące myśli, których nie potrafił ogarnąć. Podobnie jak Ginny. Spodziewała się takich rzeczy od James, może nawet Lily, która choć uparta czasem bywała tak dziecinna. Ale Albus? Zawsze był dla niej wzrorem, z którego powinien czerpać James. W tym momencie cieszyła się że jej najstarszy syn chadzał własnymi drogami. I póki co, z wszystkich jej dzieci najlepiej na tym wychodził. I choć zaręczyny wydawały się Ginny nieco zbyt szybkie, to musiała przyznać, że jej przyszła synowa była miła i poukładaną dziewczyną, która potrafiła pokazać pazur, gdy trzeba było przywołać Jamesa do porządku.

- Musimy porozmawiać z Draco i Astorią – powiedziała w końcu Ginny.

- Tak, wiem… Jak miałbym im spojrzeć w oczy? Eleonora była tak wspaniałą osoba. A Eva jest tak do niej podobna. Co mamy powiedzieć Astorii? Nie tak chcieliśmy wychować Albusa, ale tak wyszło?

- Wiem, Harry… Ale teraz musimy się skupić na Evie… Może Albus nie zamierza zbytnio się angażować, ale to wciąż nasz wnuk…

- Albo wnuczka – uśmiechnął się Harry.

 

***

 

Tydzień później:

Harry nerwowo obracał solniczkę w dłoniach. Trzy Miotły były niemal puste. Koniec kwietnia był wyjątkowo słoneczny. Kwiaty zaczynały kwitnąc wcześniej, niż zazwyczaj, pogoda sprzyjała wszystkim ogrodnikom. Ale Ani Harry, ani Ginny nie myśleli teraz o pięknej pogodzie, ani kwitnących kwiatach. Czekało ich coś o wiele mniej przyjemnego.

- Co my im powiemy? – mruknęła Ginny.

- Nie mam pojęcia, Gin. Ale skoro Albus się nie poczuwa, musimy wziąć sprawy w swoje ręce…

- Oto i oni… – westchnęła Ginny podnosząc się z miejsca.

Harry wstał poprawiając guziki marynarki.

- Astoria, Draco – zaczął.

- Dzień dobry – powiedział Astoria uśmiechając się ciepło.

Przez chwilę stali tak, milcząc, aż w końcu Draco odchrząknął.

- Może usiądziemy? – zaproponował.

Wszyscy zgodzili się i usiedli, ale cisza pozostawała niezmienna.

- Więc – zaczęła w końcu Astoria. – wygląda na to, że nasze dzieci będą miały dzieci.

- Draco, Astorio, na początku chciałbym bardzo przeprosić za mojego syna. Albus nie jest tak dojrzały, jak dotychczas uważałem… – zaczął nerwowo Harry.

- Cóż, serce nie sługa, jeśli Albus nie czuje nic do Evy nie ma potrzeby niczego przymuszać – powiedziała Astoria. – Wiem, że nie jesteśmy jej rodzicami, ale kochamy ją jak własną córkę.

- Eva jest wyjątkowa – dodał Draco. – i wiemy, że doskonale sobie poradzi, ma nas. Ma wyjątkowych przyjaciół. Jednakże, myślę, że się zgodzicie, dziecko potrzebuje ojca. Eva wyraźnie zaznaczyła, że ślub jest absolutnie wykluczony. Więc musimy rozważyć inne opcje. I choć naprawdę nie jestem zadowolony z zachowania waszego syna, w tym momencie najważniejsze jest dobro dziecka.

- Oczywiście – odpowiedziała Ginny. – Niestety, wygląda na to, że Albus jest bardzo uparty w swoich wyborach, nie wiem jak do niego dotrzeć. To było dla nas wielkie zaskoczenie… – jej głos zaczął się łamać.

- Ale my z Ginny chcielibyśmy mieć czynny udział w życiu naszego wnuka. Mogę obiecać, że zrobię co w mojej mocy by pomóc Evie.

- Nie ma powodu by płakać nad rozlanym mlekiem, Ginny. Moge ci mówić Ginny, prawda? – zaczęła Astoria.

- Tak… tak, oczywiście.

- Naszym największym zmartwieniem jest stan Evy i jej edukacja – powiedziała Astoria. – Więc oczywiście wolelibyśmy na razie utrzymać ciążę Evy w tajemnicy, przez następne dwa miesiące. Nie chcemy, by miała zaległości w szkole przez zawieszenie. Z resztą, nie chcielibyśmy, aby i Albus został zawieszony.

- Naturalnie – zgodził się Harry.

- I jeszcze jedno – zaczął Draco. – Lekarz nie jest zbyt zadowolony ze stanu zdrowia Evy. Ona sama nie najlepiej się czuje w ciąży. Potrzebuje dużo spokoju, i jak najmniej stresu. Toteż wolelibyśmy, aby Albus trzymał się od niej jak najdalej. Także bójki na korytarzu wcale jej nie pomagają. Oczywiście wszyscy zostali ukarani szlabanem przez pana Scamandra. Wystosowaliśmy wobec Scorpiusa dodatkową karę w postaci zakazu wyjść do Hogsmeade do końca roku. Z tego, co mi wiadomo Rose Weasley postanowiła dołączyć do tej kary, jako rozumie, że te sytuacje nie pomagają Evie w jej obecnym stanie. Uważam za stosowne, aby wyciągnąć właściwe konsekwencje od twoi dzieci także.

- Tak, już się tym zajęliśmy – odpowiedział Harry. – i postaram się zapewnić Evie spokój. Także razem z Ginny postanowiliśmy, że kiedy Eva skończy szkołę chcielibyśmy kupić dom dla niej i dla dziecka.

- To nie będzie konieczne, ale doceniamy to – odpowiedziała Astoria. – Eva odziedziczył po swoich rodzicach wielki dom, w którym chciałaby zamieszkać razem ze swoimi przyjaciółmi.

- Czy to naprawdę rozsądne, żeby w ciąży mieszkała z trzema chłopcami? A co jak dziecko się urodzi? Zamierzają się wyprowadzić? – zastanawiała się Ginny.

- Franco, Leon i Lars to przemili młodzi mężczyźni, którzy byli przy Evie całe jej życie.  Chłopcy na pewno wiele jej pomogą. Już jej wiele pomagają – odpowiedział Draco. – Zwłaszcza w sytuacji, gdy nic nie wskazuje na to, że wasz syn zamierza się udzielać. Po za tym, to wybór Evy. Jestem pewien, że zrobi wszystko, aby jej dziecko miało kochającą rodzinę. I śmiem powiedzieć, że na pewno jej się uda.

- Naprawdę jest nam przykro, że to wszystko się stało… To dziecko… Oczywiście cieszymy się, będziemy dziadkami, ale nasze dzieci są takie młode… – powiedział cicho Ginny. – Naprawdę Albus powinien być rozsądniejszy w tych sprawach….

- Do tanga trzeba dwojga Ginny – powiedziała łagodnie Astoria. Draco rzucił jej jedno spojrzenie, które wyrażało wszystko, co chciałby w tym momencie powiedzieć. Uważał, że to Albus był winny. Astoria i Eva były do siebie podobne w wielu kwestiach. Starały się nie oceniać znając tylko jedną wersję wydarzeń. Astoria zawsze powtarzała, że cokolwiek by się nie działo miedzy dwojgiem ludzi, zawsze wina leżała gdzieś pośrodku. I dlatego Draco się w niej zakochał. Tak, oceniła go i zaszufladkowała jako playboya. Ale  nigdy nie skreśliła go tylko ze względu na nazwisko.
Ale Eva była dla niego jak córka. A gdy ktoś rani twoja małą córeczkę, nie siedzisz z założonymi rękoma. A już na pewno nie uśmiechasz się udając, że wszystko jest w porządku.

************************************

Okej, trochę mnie nie było, no ale miałam tyle spraw na głowie! W każdym bądź razie, mam nadzieję, że rozdział się podobał, choć nie było zbyt wiele Scorpiusa lub Rose. Zdradzę, że w następnym będzie więcej :P

Hippie in the City

14 Komentarze

  1. Hoho. XD
    No nieźle się rozkręca.
    Czy tylko ja uważam, że Lysander jest fajny ? XD
    Ale to chyba Malfoy rozmiękcza mnie najbardziej <3
    Pozdrawiam.

    • My z Hippie założyłyśmy sobie fanklub Lysandra i się nad nim zachwycamy każdego dnia :P To trochę nienormalne, żeby się podkochiwać w wymyślonej postaci, kiedy masz partnera, ale nie oszukujmy się, takich facetów jak Scorpius czy Lysander nie ma…. A szkoda…

      Dziekuję bardzo za komentarze, doceniam :)

      Pozdrawiam,
      Bezczelna

  2. Mrrr Rose i Lysander. Swoją drogą i tak czekam kiedy skończy się ta piękna przyjaźń między nią i Scorpiusem i zacznie coś więcej :)

  3. Czytałam i naprzemiennie chciało mi się śmiać i płakać.
    Nigdy się nie zastanawiałam, ile właściwie macie lat. Piszecie tak głęboko, jakbyście były dorosłymi kobietami, a jednocześnie z takim zrozumieniem dla problemów młodzieży, jakbyście były dokładnie w wieku swoich bohaterów. I muszę powiedzieć, że ten miks świetnie się sprawdza.
    Aż nie wiem co napisać.
    Jestem coraz bardziej zaczarowana każdym kolejnym rozdziałem.
    Scena z Lysandrem – ajajaj… (ciarki przeszły mi po plecach),
    Bójka – uśmiałam się jak głupia,
    + jestem oburzona zachowaniem Albusa.
    Pajac. Palant. Boże, brak mi słów.
    Błagam, powiedzcie, ze się opamięta -.-’

    i tradycyjnie muszę się upomnieć:
    chcę wreszcie Rose i Scorpiusa i w jakiejś gorącej scenie!

    xoxo
    kocham,
    Aprilias

  4. Aż się zachłysnęłam gdy Albus powiedział, że chodzi z Mary :)
    Rozdział – I like it :D Nie mogę się doczekać następnego :D

    Pozdrawiam i życzę weny
    Calypso

  5. Po przeczytaniu tego rozdziału stwierdzam, że takiego rozdziału to tutaj jeszcze nie było. Wzbudził we mnie tyle emocji, że szok! W niektórych momentach nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Rozmowy, przemyślenia i ta bójka … Po prostu genialnie! Jestem pod ogromnym wrażeniem. :) I muszę powiedzieć to jeszcze raz – świetnie wykreowałyście sylwetki naszych bohaterów. :) Uwielbiam Was dziewczyny! ;*

    Pozdrawiam Lily ;*

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.