40. Grace Kelly

 

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Leonard Cohen – In my secret Life

 

Początek marca:

Uśmiechnęła się pod nosem. Spojrzała na niego spod firanki rzęs. Nie widziała go długie miesiące, ale z pewnością był jednym z niewielu miłych wspomnień. Spojrzenie stalowych oczu dodawało jej śmiałości i pewności. Czuła się o wiele bezpieczniej. Ich przyjaźń nie była typowa i sami czasem się dziwili, jak to wszystko mogło się tak spleść. Niczego jednak nie żałowali, rozumieli się, nadawali na tych samych falach. Często nie potrzebowali nawet słów.

Rose zawsze się dziwiła, jakim cudem nikomu nie wydało się podejrzane, że dawał jej korepetycje z Eliksirów w środku wakacji. Z resztą, jakby ich potrzebowała.

- Rose – zaczął szarmancko opierając się o ścianę.

- Lysander – odpowiedziała. – Kopę lat.

- Wyładniałaś.

- To ma być komplement? – zapytała z powątpiewaniem.

- W pewnym sensie. Jestem teraz nauczycielem. Nie mogę prawić komplementów uczennicom.

- Asystentem – poprawiła go.

Uśmiechnął się pod nosem i świdrował szarością swoich oczu.

- Zdziwiłem się, że nie chodzisz na Eliksiry. Uwielbiasz je.

- Ostatni asystent mi nie podszedł.

Zaśmiał się głośno.

- Może teraz się przeniesiesz?

Rose parsknęła śmiechem.

- Rostow dopiero co się mnie pozbył. Chyba uderzyłeś się w głowę, jeśli myślisz, że przyjąłby mnie na lekcje, lub jeśli myślisz, że ukorzyłabym się wystarczajaco, żeby mnie przyjął. To poniżej mojej godności, a on sam się prosi o te wszystkie komentarze…

- Widzę, że dalej nie poskromiłaś swojego jęzora. Tak czy siak, nie musisz całkowicie poddawać Eliksirów. Wiesz, wciąż możesz wziąć udział w olimpiadzie z Eliksirów – powiedział oddalając się od niej małymi krokami wspak. – Może ja bym cię prowadził, skoro Michaił tak cię nie cierpi. To by była dopiero wybuchowa mieszanka!

Rose zaśmiała się tylko i ruszyła w kierunku Wielkiej Sali posyłając blondynowi szeroki uśmiech na do widzenia. Jej przelotny romans z Lysandrem nie trwał długo. Ale z pewnością był intensywny. Połączyła ich miłość do Eliksirów i Ognistej Whiskey. I stali się najlepszymi przyjaciółmi, może dlatego, że byli zupełnie tacy sami? Czarne owce rodziny, zbuntowani, nieposkromieni, chodzący własnymi ścieżkami, lubiący dobrą zabawę. I bardzo lubili robić na złość rodzicom. Aż nazbyt. Jak mogliby nie przypaść sobie do gustu?

Czasem przypominał jej Scorpiusa tym swoim aroganckim zachowaniem i pewnością siebie. Stalowym spojrzeniem. A może było zupełnie na odwrót? Może to Scorpius przypominał jej Lysandra i dlatego jakoś się dogadali? Nie miało to większego znaczenia. W tym momencie była wdzięczna losowi za spotkanie obu.

Wiedziała, że go tam znajdzie. Potrzebowała małej dawki nikotyny, poranny papieros był częścią jej porannej rutyny, ale nie miała ochoty tego robić samemu. Ostatnimi czasy przeszkadzała jej samotność, choć jeszcze kilka miesięcy temu dałaby się za nią niemal pokroić. A może to Scorpius, Eva, Elaine, Franco i Mia tak ją przyzwyczaili do czyjejś obecności, że czuła się po prostu nieswojo, gdy nie miała towarzystwa? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć, jednak w pewnym sensie się jej to podobało.

Niedługo zajęło jej znalezienie grupy Ślizgonów. Oni także meli swoją rutynę. Zbierali się pod Wielką Salą jakieś pół godziny przed rozpoczęciem śniadania. Oczywiście zdarzały się wyjątki. Ale Rose zawsze wiedziała gdzie ich znaleźć.

Elaine poprawiała swoje czarne włosy, dyskutując o czymś zawzięcie z Zabinim. Wyglądała jakby miała dość sceptyczne podejście, cokolwiek chłopak miałby mówić, choć on sam wydawał się niezwykle podekscytowany. Kilkoro innych Ślizgonów śmiało się donośnie. Niewielka grupa Ślizgonek przeglądała kolorowe czasopisma pokazując innym co ciekawsze artykuły.

 Scorpius stał oparty o framugę drzwi Wielkiej Sali rozmawiając o czymś z Meg. Uśmiechał się co chwilę, bawiąc się jej włosami. Blondynka stała do Rose plecami, ale za to Scorpius mógł zobaczyć Krukonkę wyraźnie.

Spojrzał na Rose i uśmiechnął się lekko.

Rose uśmiechnęła się szeroko. Może to obecność Lysandra tak na nią wpłynęła? Dodała jej śmiałości i pewnego rodzaju przypływu pozytywnej energii. Nie wiedziała, ale dodatkowe wsparcie było mile widziane. Zmieniła się przez ostatnie półtora miesiąca. Poznała innych ludzi, tak podobnych do Draco, z połamanymi życiorysami, którzy mimo wszystko się nie poddali. Więc czemu ona miałaby to zrobić?

Korzystając z okazji, że blondyn uraczył ją spojrzeniem zaczęła przedrzeźniać bezgłośnie Meg, gestykulując i robiąc głupie miny. Następnie wskazała palcem na siebie, potem na blondyna, następnie na sufit, by na samym końcu udać, że pali niewidzialnego papierosa.

Blondyn zaśmiał się przyglądając się Rose, która teraz kiwnęła głową by za nią szedł.

- Scorpius! Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – oburzyła się Meg obracając się za siebie, w kierunku, który wydawał się Scorpiusowi tak interesujący. I zobaczyła te rude włosy, talię osy i obcisłe jeansy. – Weasley… Czy ty sobie kurwa żarty stroisz? – zapytała powoli, ale głośno.

Większość osób, które znajdowała się w pobliżu zaczęła się im przyglądać z zainteresowaniem, niezależnie od domu, czy wieku.

- O co ci chodzi? – westchnął.

- O co? Chyba raczej o kogo.

- Nie rób scen – powiedział beznamiętnie i chciał się odwrócić, odejść, ale ona najwyraźniej nie zamierzała mu na to pozwolić.

- Nie rób scen? Znosiłam to wszystko niemal dwa miesiące, od początku przerwy świątecznej. Pieprzysz tą rudą szmatę, obchodzisz się z tym przed całą szkołą, na dodatek ta zdzira ma czelność cię zaczepiać, kiedy rozmawiasz ze mną, twoją dziewczyną, gdybyś zapomniał, a ty co? Lecisz na każde jej zawołanie! Wystarczy, że pstryknie palcami, lub zakołysze biodrami, a już lecisz do tej szmaty, jak wierny pies….

- Nazwij ją szmatą jeszcze raz, a nie ręczę za siebie – syknął.

- Uuu, bo co mi zrobisz? Z resztą, tylko tyle zapamiętałeś z mojej wypowiedzi? Że nazwałam ją szmatą? Pieprzysz ją i…

- Nie pieprze jej, okej?! – Scorpius był już wyraźnie zdenerwowany. Nie lubił okazywać uczuć, nawet złości. To było jak rysa na jego pancerzu. Wokół nich zebrał się już tłum gapiów, a bardzo tego nie lubił. Nie lubił plotkarskiego zainteresowania, które często raniło bardziej osoby, na których mu zależało, niż jego samego.

- Mam uwierzyć, że spotykasz się z nią codziennie tak, żeby pogadać o polityce? Proszę cię, wszyscy cię znają i wszyscy doskonale wiedzą, że ty nie masz przyjaciół, tylko kurwy do wyruchania…

- ZAMKNIJ SIĘ! – wrzasnął Scorpius. – Nic o mnie nie wiesz! Mam tego dość! Mam ciebie dość! To koniec! Długo tolerowałem twoje humory, ale to koniec! Nie mam zamiaru dłużej znosić twojej zaborczości. Możesz mówić, co chcesz, ale doskonale wiesz, że nigdy cię nie okłamywałem. Mówiłem szczerze o wszystkich swoich wyskokach. Nie spałem z Rose i nie zamierzam, ale ty wbiłaś sobie coś do tej swojej pojebanej główki i nie chcesz odpuścić! – warknął Scorpius ruszając prosto przed siebie.

Czuł na sobie wzrok tych wszystkich ludzi, ale nie obchodziły go. Meg od dawna go męczyła, ale publiczne kłótnie nie były w jego stylu. Nie lubił prać brudów przy ludziach. Był całkiem pewien, że następna okładka Czarownicy poświęcona będzie temu, jak bezdusznie porzucił wieloletnią partnerkę dla Rose Weasley, jego tajemniczej kochanki, z którą wziął sekretny ślub w Paryżu.

 Może nawet zrobiło mu się nieco przykro? Znał Meg od lat. Kiedyś była jego najlepszą przyjaciółką. Na początku coś do niej czuł, może było to nawet zauroczenie, ale szybko przeszło. Była taka przewidywalna i każdy wiedział, że pragnęła jednego – zostać panią Malfoy. I była idealną kandydatką. Jego matka ucieszyłaby się z takiego małżeństwa, zawsze miała nadzieje, że pewnego dnia Scorpius obdarzy dziewczynę takim samym uczuciem, jak ona jego. On jednak nie potrafił tego zrobić. Miała coś w sobie, dawno temu, ale ta iskierka zagasła gdzieś i nie potrafiła zapłonąć na nowo.

 

***

Gym Class Heroes ft. Adm Levine – Stereo Hearts

 

 

- Upewnij się, że Rose nie weźmie sobie do serca tego, co powiedziała Meg – powiedziała Eva na pożegnanie ściskając blondyna.

- Wiem, wiem – powiedział. – Rose jest teraz silna. O nic się nie martw. Dobranoc.

- Dobranoc Scorpius.

Wyszedł z pomieszczenia, a wiatr otulił go chłodem. Wciąż był zdenerwowany po popołudniowej akcji. Chciał teraz jedynie pójść do Rose i upewnić się, czy z nią wszystko w porządku, ale widział jej rodziców gdzieś na korytarzu, gdy szedł w odwiedziny do Evy, a nie miał nastroju na kolejną rozmowę z ojcem Rose. Czuł do niego pewien respekt, może dla tego, że był jej ojcem? Nie potrafił do końca zrozumieć.

- Malfoy? – usłyszał, gdy tylko postawił parę kroków.

- Potter.

- Co ty tutaj robisz?

- Nie twój interes.

- Chyba jednak mój, bo Eva to moja dziewczyna. Fakt, wiele pomogłeś Rose, ale to nie znaczy…

- Zamknij się, Potter – powiedział z pogardą. – Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć, co robię z Evą. Znam ją siedemnaście lat dłużej niż ty.

 Nie obdarzył bruneta choćby jednym, krótkim spojrzeniem i odszedł w sobie jedynie znanym kierunku. Nie miał ochoty na kolejną kłótnię tego dnia, lub jałową dyskusję na temat kto ma większe prawo do  Evy. A już w szczególności nie miał ochoty przebywać w obecności Pottera.

Albus wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Ślizgon. Po chwili otrząsnął się i wszedł do środka. Brunetka siedziała na kanapie, oglądała stare zdjęcia. Ostatnio bardzo często jej się to zdarzało. I ciągle była nieobecna, zupełnie jakby o czymś intensywnie myślała, ale wciąż zaprzeczała. Nie zauważyła nawet,  kiedy Al podszedł do niej od tyłu.

- Chwila szczerości. Co tu robił Malfoy? – mruknął cicho, ale dziewczyna wyraźnie się przestraszyła.

- Al, mówiłeś, że dziś nie przyjdziesz – ucieszyła się.

- Nie zmieniaj tematu, Eva. Kim jest dla ciebie Malfoy, co was łączy? Czy ty z nim…

- Nie, Al! Boże, nie! Fuj! Ble! Och, Al!

- Powiedz mi Eva, muszę wiedzieć…. Zawsze unikasz tego tematu. Ale teraz czas na odrobinę szczerości.

- Usiądź, Al – powiedziała po chwili milczenia, a gdy zrobił tak, jak mu powiedziała, westchnęła. – Pamiętasz, kiedy mówiłam ci o moich rodzicach i o mojej ciotce? I wujku, którzy się mną zajmowali? To rodzice Scorpiusa. Nasze matki były jak siostry, z resztą Astoria jest dla mnie, jak matka, a Draco, jak ojciec. Scorpius zawsze był przy mnie, nawet jeśli nie otwarcie, zawsze stał gdzieś za mną i pilnował, żebym była szczęśliwa… Ja wiem, że ty go masz za zimnego drania i masz rację… Ale nie dla mnie. Nie dla Elaine. Nie dla Rose… Kiedy mu na kimś zależy, ma naprawdę wielkie serce i jest tak słodki… Wiem, że to dla ciebie dziwne…

- Malfoyowie, to twoje wujostwo? – Albus podniósł się i schował twarz w dłoniach krążąc w kółko.

- Nie wiesz, jacy oni naprawdę są dobrzy…

-Dobrzy?

- Tak, Al. I wiem, co ty o nich myślisz. Ale się mylisz. Astoria i Draco to najbardziej kochający ludzie, jakich spotkałam. A Scorpius jest dla mnie jak brat, Albus. Czy ci się to podoba, czy nie. Niemal wychowaliśmy się razem.

- To czemu cię nie adoptowali? Skoro są tacy kochani?

- Nie pozwolili im. Mówiłam ci już. Jakby nie patrzeć Draco był Śmierciożercą. Prawo nie pozwala takim osobom przysposabiać potomstwa, w razie gdyby chcieli po prostu werbować nowe pokolenie czarnoksiężników. Al, to wszystko nie jest proste, moje relacje rodzinne są bardzo zagmatwane i łatwo jest się w nich pogubić… Musisz mi zaufać… Wiem, że nienawidzisz Scorpiusa, ale spójrz na niego i Rose. Nigdy go takim nie widziałam, nigdy się tak nikim nie zajmował. Z wyjątkiem mnie i Elaine, jego kuzynki… Ją też wychowała Astoria. I nawet nie wiesz jak wiele Scorpius dla niej poświęcił, nawet nie wiesz jak wiele zrobił, by ją wyciągnąć na prostą…

- Malfoy? – zapytał z niedowierzaniem Al. Nie potrafił przyjąć tego do wiadomości. Scorpius Malfoy był dla niego ucieleśnieniem wszystkiego, co najgorsze, nawet nie pamiętał od czego zaczęła się ta nienawiść. Były to te wszystkie małe rzeczy, które z czasem nagromadzają się w jedną wielką kulę nienawiści. – Musze pomyśleć…

Ruszył w stronę wyjścia.

- Dobranoc – powiedziała cicho nie patrząc na niego.

Nie odpowiedział. Usłyszała jedynie cichy trzask zamykanych drzwi.

 

***

 

Trzy dni później:

- Więc jak Al zareagował jak dowiedział się o Scorpiusie? – zapytała Rose. Siedziała wygodnie w fotelu, a na przeciwko niej na kanapie wylegiwała się Eva, a na następnej, Elaine. Były same, był późny wieczór. Popijały wino, które wypełniało je przyjemnym ciepłem od środka. Lubiły tak spędzać wtorkowe wieczory. Tylko one trzy i kilka butelek wina. Choć tego dnia Gryfonka odmówiła picia, nie czuła się najlepiej.

- Nie za dobrze. Nie wykłócał się, nie awanturował. Nie dowierzał. A potem powiedział, że musi pomyśleć… – odpowiedziała gorzko Eva. Była już zmęczona. Albus nie był dla niej oparciem. Gdy tylko myślała nad czymś intensywnie, on zaszywał się w bibliotece. Nie potrafił jej zrozumieć, a ona nie wiedziała, czego od niej oczekiwał. Przecież Malfoyowie byli jej rodziną. Co miałaby zrobić? Zerwać z nimi kontakty, żeby Al nie musiał z nimi utrzymywać kontaktu?

- A potem? – zapytała Elaine.

- Nic. Unika mnie. Jeszcze się nie odezwał, a ja nie mogę za nim latać. Rose, Scorpius był przy mnie w najgorszych momentach. Al znika, gdy tylko pojawiają się problemy. Nie zamierzam między nimi wybierać…

- Nie rozumiem go… – mruknęła Rose.

- Najwyraźniej musi sobie wszystko przemyśleć… – powiedziała Eva dolewając sobie herbaty. – Nie miałam cię okazji zapytać, Rose, co myślisz o Scorpiusie i Meg?

- Co ja myślę? – zdziwiła się Rose, a Eva i Elaine patrzyły na nią wyczekująco.

- No, tak.

- Meg była idiotką, a urządzenie takiej sceny, komuś takiemu, jak Scorpius, to samobójstwo. Wiesz, najzabawniejsze jest to, że ona zapewne czeka, aż Scorpius przyjdzie i ją przeprosi, ale nie tym razem. Scorpius jest bardzo rozjuszony. Meg irytowała go od dłuższego czasu. Znasz Scorpiusa, nie jest typem i nie opuszczę cię aż do śmierci

- Tak, Scorpius był bardzo rozjuszony. Zwłaszcza, że tobie też się oberwało – skwitowała Elaine.

- Średnio mnie interesuje, co o mnie myśli ta idiotka…

- Scorpiusa bardzo interesuje… Wiesz… Nigdy go takim nie wiedziałam…  – mówiła Eva, co chwilę zerkając niepewnie na Elaine. – To znaczy widziałam, ale nie wobec dziewczyny… Zastanawiałam się ostatnio… My się zastanawiałyśmy…Wybacz Rose, ale muszę cię zapytać… Czy ty i Scorpius… No wiesz… Doszło do jakiegoś zbliżenia?

Rose kiwnęła przecząco głową uśmiechając się lekko.

- Wiem, jak to wygląda, dziewczyny. Ale naprawdę nic między nami nie ma. Scorpius jest moim najlepszym przyjacielem. Najlepszym jakiego miałam. Cóż, może poza jednym… Chyba mogę wam w tym zaufać, muszę wam coś wyznać… Ale Scorpius nie może wiedzieć – powiedziała, a gdy Eva i Elaine zgodziły się kiwnięciem głów, kontynuowała. – Terapia na którą chodzę… Draco jest moim partnerem… I moim najlepszym przyjacielem. To zabawne jak ojciec i syn mogą być do siebie tak podobni i tego nie widzieć…

- Draco? – zdziwiła się, ale po chwili szeroko uśmiechnęła. – Jest wspaniały, czyż nie? Wojna go dobiła. A później czuł się tak winny, że nie mogli mnie przez niego adoptować… Ale to przecież nie jego wina, tylko mojej ciotki…

- Tak, mówił mi… Bardzo cie kocha, wiesz? Was obie. Często powtarza, że chciałby dać wam lepszy dom…

- Astoria powiedziała mi w święta, nie będę udawać zaskoczonej – powiedziała Elaine. – Draco zawsze myśli, że nam przez niego było źle u nich w domu. A prawda jest taka, że lepszy dom taki niż żaden. Po za tym, Draco napisał do mnie więcej listów w tym miesiącu, niż moi starzy odkąd przyszłam do Hogwartu.I zawsze sobie wyrzucał, że nie mogli ciebie wziąć, Eva…

- Wiem – Eva uśmiechnęła się ciepło. – Draco bardzo kochał moją matkę. Jak siostrę oczywiście. Byli tak dobrymi przyjaciółmi… Tym bardziej czuł się winny. Astoria i Draco godzinami opowiadali mi historie z Hogwartu i te wszystkie przygody, które przeżyli z mamą, a później z tatą. Rose, wiesz, że razem z twoją mamą wygrali konkurs z Eliksirów?

- Chyba widziałam raz zdjęcie… Nie miałam zbyt udanych relacji z matką odkąd wyjechałam do Francji, toteż niewiele rozmawiałyśmy.

- No tak. A jak teraz?

- Teraz nie zmieni kiedyś – powiedziała dolewając sobie wina. – Z resztą, nieważne… Właściwie nigdy cię nie zapytałam, jak było na imprezie u Potterów? Przetrwałaś jakoś spotkanie z moją rodzinką?

- Och, miałam tyle świetnej zabawy! Twój wujek Harry jest przezabawny! Pani Potter też, choć przyszłam chyba w niewłaściwym momencie. James i Lily stłukli jej cenną zastawę, czy coś…

- Auć – zaśmiała się Rose. – Mogę sobie tylko wyobrazić. Wiesz, Ginny nigdy nie była typem kury domowej, ale ostatnie parę lat zaczęła mieć bzika na punkcie domu i ogrodu. Chyba po tym, jak Cho Chang-Spencer wytknęła jej na jednym z przyjęć w ministerstwie, że nie poświeca się wystarczająco rodzinie. Ginny chyba wzięła to jako ostrzeżenie. Podobno wujek miał świra na punkcie Cho, kiedy chodzili do szkoły… W sumie się nie dziwię. Moja matka poszła raz na imprezę z ojcem McLaggena i ojciec do tej pory jej to wypomina… Chciałabym zobaczyć minę mojego ojca, kiedy dowiedział się, że Lily związała się z Sergiusem…

- Twoja rodzina jest taka zabawna! Twoje wujostwo było nieco zaskoczone oświadczynami Jamesa, ale myślę, że już to przełknęli – zaśmiała się Eva.

- Ta… Kto by pomyślał, James, hę? Zawsze widziałam go, jako starego kawalera z tuzinem dziewczyn dwa razy młodszych od niego…

 

***

Mika – Grace Kelly

 

Tydzień później:

Otworzyła drzwi z impetem i weszła do środka z wysoko uniesioną głowa. Usiadła na pierwszym wolnym miejscu ignorując zaskoczone spojrzenia wszystkich zebranych. Nie bała się już być w centrum zainteresowania. A może po prostu do tego przywykła? Najpierw wypadek, publiczne pokazywanie się ze Scorpiusem Malfoyem, wszystkie artykuły w Czarownicy o ich domniemanym romansie, bycie pierwszą dziewczyną dopuszczoną do drużyny Krukonów odkąd kapitanem został Gerard Lubecky.

- Panno Weasley, chyba pomyliła pani klasy… – zaczął profesor Rostow.

- Nie wydaje mi się. Zebranie dla osób chętnych na olimpiadę z Eliksirów, prawda?

Lysander uśmiechnął się pod nosem.

- No, tak. Ale ty przecież nie chodzisz na Eliksiry – zauważył profesor.

- Co nie dyskredytuje mnie od wzięcia udziału w rywalizacji. Będę się musiała jedynie bardziej przyłożyć.

- Nie zamierzam się z tobą użerać Weasley – zaczął profesor, ale Lysander złapał go za ramię zwracając na siebie uwagę.

- Pani profesorze, ja mogę poprowadzić Rose. Udzielałem jej kiedyś korepetycji. Wiem, że jest naprawdę zdolna. Byłaby wielka szkoda, gdyby nie wzięła udziału w Olimpiadzie. Jestem pewien, że godnie zaprezentuje Hogwart…

- I ma niewyparzony język – zauważył profesor.

- Poradzę sobie – zapewnił blondyn.

- No dobrze, Weasley. Lysander będzie cię prowadził – powiedział Rostow z niezadowoleniem. – Detale uzgodnicie później. A więc, wracając do tematu, najpierw będziecie musieli przejść etap pierwszy, który będzie testem teoretycznym. Dziesięć najlepszych osób weźmie udział w szkolnym finale, gdzie będziecie musieli uwarzyć jeden eliksir, nie wiem jeszcze który, więc bądźcie wszechstronnie przygotowani. Trzy najlepsze osoby wezmą udział w wielkim finale w Ministerstwie magii, gdzie swoich reprezentantów przyślą wszystkie szkoły z Wielkiej Brytanii i Irlandii. Zwycięzca dostanie stypendium do Uniwersytetu Godryka w Londynie. Ich oddział Eliksirów jest jednym z najlepszych na świecie. To wielki prestiż…

- Kiedy pierwszy etap? – zapytał ktoś siedzący na samym końcu klasy. Rose znała ten głos bardzo dobrze. Odwróciła się i zobaczyła platynową czuprynę.

Uśmiechnęła się lekko.

- Pod koniec miesiąca. 31 marca, godzina 10.00 w pracowni eliksirów. Czyli zostało wam dwa tygodnie. Wiem, że niektórzy myślą, że to bardzo mało czasu, ale ja osobiście uważam, że jeśli ktoś do tej pory się nie nauczył, to już się nie nauczy – odpowiedział profesor patrząc na Rose znacząco.

Uczniowie i nauczyciel dyskutowali na temat zasad i ograniczeń, nagród i wyróżnień jeszcze dobre pół godziny, gdy wreszcie profesor rozesłał wszystkich do swoich dormitoriów.

- Wiesz, że to jest pojebany pomysł – powiedział Scorpius dołączając do Rose.

- Co? Konkurs?

- Wiesz, o czym mówię. To nauczyciel, igrasz z ogniem…

- Asystent.

- Zdajesz sobie sprawę, że jeśli ktoś się dowie, on już prawdopodobnie nigdy nie znajdzie pracy w szkole?

- A od kiedy ty taki odpowiedzialny?

- Tylko cię ostrzegam, Rose.

- Przecież nic nie robię! – zirytowała się.

- Jeszcze – dodał Scorpius.

- Lepiej powiedz, czy już poleciałeś z przeprosinami do Meg?

- Nie i nie zamierzam. Ta idiotka przekroczyła granicę dawno temu, może przez sentyment ją tolerowałem…

- Ty i sentyment? – przerwała mu Rose wybuchając śmiechem.

- Ja wrażliwy człowiek jestem – powiedział skromnie, co tylko spotęgowało wybuch śmiechu u Rose.

- Jak to się w ogóle stało, że zostaliście parą? – zdziwiła się Rose. – Wiesz, chyba nie jesteś tym typem…

- Wiesz, Meg kiedyś była inna. Nie interesowało ją, co mówią ludzie. Była moją przyjaciółką, jak Fitzpatrick. Właściwie była moją najlepszą przyjaciółką. I naprawdę lubiłem jej towarzystwo. Aż do dnia, kiedy się we mnie zakochała. Chciała być czymś więcej, chciała być moją dziewczyną. Więc z czasem zapomniałem, że była moją przyjaciółką i zacząłem ją traktować, jak dziewczynę. Na początku źle to znosiła, ale wciąż przy mnie trwała, później się przyzwyczaiła. Nigdy jej nie okłamywałem, zawsze byłem szczery, gdy pytała, czy ją zdradzam. Może przez to, że kiedyś byliśmy przyjaciółmi… Mówiłem jej, że między mną i tobą nic nie ma, ale nie chciała uwierzyć. Z jakiegoś powodu widziała w tobie zagrożenie numer jeden. Może przez te wszystkie artykuły w brukowcach. Tak, czy siak, nie zmieniaj tematu. Ty i Scamander to pojebany pomysł.

Martwił się o nią. Chciał, by się nieco rozerwała, ale nie w taki sposób. Nie miał nic przeciwko, by wykorzystała któregoś ze szkolnych playboyów. Sama wyzbyła się sentymentów i często mówiła, że już nigdy nie będzie się pakować w żadne związki. Ale teraz martwił się o nią. Może wcale nie wyzbyła się sentymentów? Może tylko udawała przed sama sobą, bo tak łatwiej?

- O czym tak rozmyślasz? – zapytała wyrywając go z zamyślenia.

- O tobie.

- O mnie? Chyba nie chcę wiedzieć – zaśmiała się.

- Martwię się o ciebie. Nie pakuj się w żadne kłopoty, tak?

- Obiecuję – powiedziała poważnie. – Muszę iść, potrzebuję się wykraść do Hogsmeade odebrać prezent dla Evy. Właściwie już się nie mogę doczekać wieczora…

- Nie daj się złapać – zaśmiał się blondyn ruszając w stronę Lochów.

 

***

 

 

Śmiali się i śpiewali w najlepsze. Uwielbiali sobotnie wieczory. Towarzyszyli im Rose, Scorpius, Elaine oraz Frank Longbottom, który świetnie dogadywał się ze Ślizgonami. Jak wszyscy doskonale wiedzieli, Frank był mężczyzną bez żadnych uprzedzeń. Albus często się śmiał, że Longbottom ożeniłby się z trędowatą i zastanawiał, czemu nikt nie przyszedł na ślub.

 Ta sobota była wyjątkowa. Urodziny Evy zawsze były dla nich tak radosnym dniem. Spędzali go w całości w ich ukrytym królestwie. Skrzaty przynosiły im jedzenie, przekąski, napoje. Bez zbędnych osób, które wypadało zaprosić lub które doczepiły się do kogoś innego. Cała ósemka bawiła się doskonale w swoim towarzystwie. Eva była nieco przygnębiona, ale bardzo chętnie rozbawiała gości. Popijając sok dyniowy śpiewała wesołe piosenki, choć jej mina nie była zbyt wesoła.

- Evuś, na pewno nie chcesz piwa kremowego, albo Ognistej? – zapytała Elaine. Wypiła już nieco za dużo. Humor jej dopisywał, podobnie jak wszystkim innym.

- Dzieki, Elaine, ale nie czuję się dzisiaj najlepiej… Ale wy sobie nie żałujcie – uśmiechnęła się.

- Okej – zaśmiała się Ślizgonka, po czym spojrzała na Longbottoma. – Franky! Chodź tu i zatańcz ze mną!

- Scorpius… – zaczęła Rose.

- Tak?

- Gdzie jest Albus. To jej urodziny…

- Nie wiem, ale jak się dowiem, to na pewno dostanie ode mnie w zęby. Wiedziałem, że tak będzie…. Nie jest jej wart…

- Scorpius ma rację, powinniśmy mu skopać tyłek – powiedział Leon. – Eva to skarb…

Urwał, gdy pomieszczenie wypełnił huk łamanego stołu. Elaine i Frank, pod wpływem Ognistej Whiskey i zbyt dużej ilości piruetów przewrócili się na niego. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, widząc tą dwójkę całą w przekąskach i z kolorowymi plamami na ubraniach od napojów, które na siebie wylali.

 

Avril Lavigne – I’m with you

 

- EVA! – drzwi pomieszczenia otworzyły się z impetem i do środka wpadł, niczym burza, Albus trzymając za rękę blondynkę w mundurku Ravenclawu. Nie zwrócił najmniejszej uwagi na trwającą zabawę. Dziewczyna zdawała się być równie zszokowana i zdezorientowana, co reszta gości. Postawił ją na środku pomieszczenia, a wszyscy umilkli. Franco odłożył butelkę Ognistej na podłogę tuż obok fotela i podniósł się, po czym stanął obok Evy.

Lars pomógł Frankowi i Elaine wydostać się z gruzów stołu.

- A co ty tutaj robisz? – zapytał Potter z nutką obrzydzenia w głosie.

- Wpadłem na stół – odpowiedział Frank, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.

- To widzę – stwierdził Albus z wyrzutem.

- Al? – zapytała niepewnie Eva.

- Możesz mi to wytłumaczyć? – zapytał rozjuszony. Zignorował nawet obecność Ślizgonów i Rose. – Czy wiesz kto to jest? – wskazał na blondynkę.

Scorpius oddychał ciężko i widać było, że miał ochotę podejść do Gryfona. Już wiedział dokąd to wszystko zmierzało i nie chciał, aby ten krótki związek skończył się tu i teraz. Nie w jej kryjówce, nie w jej urodziny. Rose ścisnęła jego ramię.

- Nie – skłamała Eva.

- Mary Isherwood – odpowiedział Albus. – twoja kuzynka. Proszę cię, powiedz mi, że to nieprawda. Powiedz mi, że nie odrzuciłaś swojej prawdziwej rodziny dla Malfoyów. Powiedz mi, że nie powiedziałaś swojej prawdziwej ciotce, że nie chcesz mieć z nimi nic wspólnego. Czy to prawda? Odpowiedz!

- Zależy czyja prawda.

- To twoja rodzina! Nie Malfoyowie! – ostatnie słowo wypowiedział z odrazą.

- Malfoyowie to jedyna rodzina jaką mam – jej oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliła sobie na płacz. Nie teraz.

- Więc chcesz powiedzieć, że to nie twoja ciotka cię nie chciała, tylko ty zrezygnowałaś z nich? – zapytał Albus z wyrzutem.

Eva spojrzała na przestraszoną i zdezorientowaną minę blondynki.

- Tak – odpowiedziała pewnie. Bo czy mogła postąpić inaczej? Zniszczyć czyjś świat i wyobrażenia idealnej rodziny?

- Kim jesteś? – zapytał Potter. – Na pewno nie tą słodką dziewczyną, w której się zakochałem… W ogóle cię nie znam…

- Może dlatego, że nigdy nie próbowałeś mnie poznać. Za każdym razem, kiedy cię potrzebowałam zaszywałeś się w bibliotece. Nawet dzisiaj. W moje urodziny. Nawet nie wiedziałeś, prawda? Jak mógłbyś mnie znać…

- Więc to wszystko moja wina? – zapytał z wyrzutem.

- Nie. Moja. Przez chwile uwierzyłam, że potrafisz dorosnąć…

- To nie ma sensu Eva… Już nawet nie wiem, kim jesteś… – mruknął odwracając się do niej plecami. – Chodź Mary, nie mamy tu czego szukać…

- To dlatego znikałeś w bibliotece, prawda? – zapytała Eva. – Byłeś z nią.

Albus nie odpowiedział, jedynie pospiesznie opuścił pomieszczenie.

Franco spojrzał na Evę i próbował dotknąć jej ramienia, ale ta odsunęła się od niego i biegnąc do swojego pokoju oznajmiła, że chce być sama.

- Lepiej zostawić ją teraz samą… – powiedział Leon. – Musi to wypłakać…

- Czy to prawda? Nie chciała mieszkać z ciotką? – zapytała zdezorientowana Rose.

- Oczywiście, że nie. Jak myślisz, co matka Mary miała jej powiedzieć? Nie wzięłam do siebie Evy, bo zawsze byłam zazdrosna o jej matkę? – zirytował się Scorpius. Nie na Rose. Był wściekły na Pottera.

- Dlaczego nie zaprzeczyła, może wtedy…

- Eva jest za dobra – przerwał jej. – Sama nie miała rodziców. Skłamała, kiedy powiedziała, że nie wie, kim jest Mary. Powiedziała mi kiedyś, że to taka dobra dziewczyna… Eva doskonale wie, że jeśliby powiedziała jej prawdę, Mary zapewne pokłóciłaby się z matką. I może z ojcem. Eva tego nie chce. A z Potterem od dawna jej się nie układało. Jak powiedziałem ci już kiedyś twój kuzyn jest jak szczur, zawsze ucieka z tonącego okrętu.

- Scorpius – zaczął Franco – wiem, o czym myślisz i przestań w tym momencie. Eva by ci nie wybaczyła…

- Nie wybaczyłaby czego? – zapytała Rose patrząc to na Franco, to na Scorpiusa. – Nie wybaczyła by czego? Scorpius…

- Nie musiałaby o niczym wiedzieć – mruknęła naburmuszona Elaine.

- O jasne, z dnia na dzień gazety zaczną o niej pisać, a ona się nie kapnie, że to ty.

- O czym wy mówicie? – zirytowała się Rose. Zdawała się być jedyną niepoinformowaną w pomieszczeniu. Frank wciąż wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze niedawno stał Potter. Najprawdopodobniej jego mózg wciąż analizował całą sytuację, ale nadmiar alkoholu w systemie niczego nie ułatwiał.

- Nie dziwiło cię nigdy, że gazety ciągle rozpisują się o nas, a o Evie nawet nie wspomną? Nigdy. Nawet kiedy obściskiwała się z Potterem w Hogsmeade? Oni bez przerwy piszą o nowych zdobyczach twojego kuzyna, całe artykuły, a o Evie krótka wzmianka…

- Czemu?

- Rodzice Evy byli znanymi i szanowanymi w towarzystwie ludźmi. Głownie przez to, że nie żywili uprzedzeń do nikogo. Po śmierci jej ojca moi rodzice postarali się, aby wszystkie możliwe dokumenty i ślady, które mogłyby świadczyć o niegodziwości Elsy i zostawili je w skrytce w banku Gringotta, którą dokładnie rok temu odziedziczyła Eva wraz z ukończeniem siedemnastu lat. Moi rodzice bardzo się postarali, by media o niej zapomniały, a kilku dziennikarzy celowo unika i blokuje pisanie o Evie, bo bardzo dobrze znali jej rodziców i chcą ją chronić. Jest też tam sądowe zarządzenie o nieużywaniu nazwiska Evy, ani jej rodziców, w kontekście postępowań adopcyjnych. Eva nie chce, żeby ludzie pisali źle o jej ciotce, bo to jedyna żyjącą krewna ze strony matki. Jedyna żyjąca krewna w ogóle.  Ale tak się składa, że ja mam dostęp do tej skrytki… I mogłyby z niej wyciec wiele rożnych informacji… Sądowe zarządzenie też mogłoby zniknąć…

- Jeśli to zrobisz, zdradzisz jej zaufanie bardziej, niż Albus kiedykolwiek zdradził jej uczucia – powiedziała Rose.

- To co mam zrobić? Pozwolić mu tak po prostu złamać jej serce?

- Wszyscy musimy dać jej zapomnieć. Niedługo skończymy szkołe, nie będzie go widywała, kto wie, może pozna kogoś o wiele lepszego, niż albus. Dajmy temu płynąć. Tak po prostu. Zemsta jest słodka, ale to nie nasza sprawa, tylko Evy. I Eva zrobi to po swojemu. Musisz jej pozwolić Scorpius.

- Dobra – wycedził przez zęby. – Ale jeśli zobaczę Pottera gzijącego się gdzieś z tą całą Mary, nie oczekujcie ode mnie, że będę tylko stał i patrzył.

- Zostanę z nią, wy lepiej już pójdźcie – powiedziała po chwili ciszy Rose.

- Ja zostaję z wami – zarządziła Elaine. – Babskie towarzystwo jej się teraz przyda.

Franco kiwnął głową i poklepał Scorpiusa po plecach dając mu znak do wyjścia.

************************************

Nie wiem, co myśleć o tym rozdziale, chyba zwaliłam końcówkę, ale byłam już zmęczona, przepraszam. Mam nadzieję, że nie jest bardzo źle.

Starałam się wyłapać wszystkie literówki, ale Hippie wciąż nie ma, więc przepraszam, jeżeli takowe się pojawią!

Pozdrawiam,

Bezczelna.

15 Komentarze

  1. Fajne, fajne i jeszcze raz fajne ;3
    Podoba mi się twój styl pisania, to że nie zaczynasz wątku w jednym rozdziale i od razu w tym samym wpisie go nie kończysz. Zdecydowany plus.
    Drugim plusem jest to, że nie pokazujesz wszystkiego w super świetnych różowych barwach. Ten mrok mi się podoba. Nawet pomimo tego, że jest go coraz mniej.
    Pozdrawiam ;3

  2. Dziewczyny! Ten rozdział jest niesamowity! :)

    Zachowanie Albusa zrzuciło mnie z fotela … swoim występem zniszczył Ewie urodziny. Ewa powiedziała prawdę – oni się nie znają. :(

    Scorpius – uwielbiam go! Jest taki jakiego sobie wyobrażałam! :) Podoba mi się to jak troszczy się o swoje ukochane dziewczyny. Tylko błagam, niech nie ujawnia tych dokumentów. One mogą zrujnować życie kilku osobom. Scorpius coraz bardziej otwiera się na Rose. :) Cieszę się, że mogą ze sobą tak otwarcie i szczerze rozmawiać.

    Kiedy rozwiąże się ta sprawa z Meg?

    Ciekawa jestem tego Lysandera. :) To miło z jego strony, że zaproponował pomoc Rose w Eliksirach. :) Ale …. coś mi się wydaje, że z tej przyjacielskiej pomocy może coś wyniknąć. Oni tak do końca nie są sobie obojętni.

    Zaprzyjaźnienie tej trójki dziewczyn było świetnym pomysłem. One nie tylko dobrze się ze sobą dogadują, ale także rozumieją. Każda z nich dużo przeszła w swoim życiu i jedna dla drugiej jest prawdziwym oparciem. :)

    Pozdrawia zaremontowana Lily ;*

    • No niestety, Al się nie popisał :(

      A Scorpius jak najbardziej się popisał, i tam to imponuje. Jest taki do schrupania :D

      Cóż, Meg i Scorpius to chyba już historia, Scorpius powiedział swoje i zdaje mi się, że już zdania nie zmieni. Także ten rozdział jest już zamknięty.

      A Lysander, cóż, połącz dwoje dawnych kochanków bez zobowiązań i no cóż, mogą z tego ciekawe rzeczy wyjść. Albo nieciekawe. Nie powiem :P Będę zuuua! O!

      PS: mamy nadzieje, że twój remont wkrótce się skończy i życie wróci do normalności. same najlepiej rozumiemy jak to jest :/

      xoxo
      Bezczelna

  3. Kochane moje !
    Jesteście fantastyczne i nie chce mi się tego powtarzać po raz kolejny :D Ale co tam, O MATKO VOLDEMORTA JESTEŚCIE FENOMENALNE. No i wystarczy ;) Nigdy nie pałałam do Albusa sympatią ale teraz już przegiął. Głupi po prostu matoł.
    Eva jest chyba moją ulubioną postacią obok głównej pary i nie pozwolę żeby ją tu jakiś motłoch tak traktował. Gdybym ja tam siedziała tobym powiedziała co o nim myślę i wiem , że ze Scorpiusem myśleliśmy o tym samym. Rose w konkursie eliksirów, no no. (W myślach : a może wygra? a jak nie wygra ? co ze Scorpiusem ? Skąd tu Lysander ? Chciałabym true kiss). Za bardzo mącicie mi w głowie i hipnotyzujecie mnie swoim opowiadaniem czarownice !
    Tym czasem płaczę w kącie pokoju oczekując następnego rozdziału , bo już nie mogę wytrzymać !
    Vestra
    Roseanna
    PS. Rzeknę też cicho i pod koniec, że u mnie nowości jakieś zawitały

    • Dziękujemy, dziękujemy, chwalenia nigdy za wiele :D

      No, Albus niestety nie wykazał się klasą w ogóle. Eva jest też moja ulubioną postacią. Jak już kiedyś komuś wspominałam, może dlatego, że przypomina mi trochę Hippie(no, może poza śpiewaniem:P)

      Co do Rose i konkursu z Eliksirów: Czy wygra, czas pokaże, w końcu nie wiemy jak silna będzie konkurencja :) Scorpius na pewno da z siebie wszystko, ale co z tego wyniknie zobaczymy. A skąd się wziął Lysander patrz tu : http://kukielki-losu.blog.pl/2013/07/26/38-girls-just-wanna-have-fun/ i przejdź do fragmentu, gdzie Rose namawia Scorpiusa na pojedynek :)

      A true kiss może już niedługo. Może, bo Weasley i Malfoy to uparte istoty.

      Lubimy hipnotyzować:)

      xoxo
      Bezczelna

  4. Mhm… :D
    Robi się coraz ciekawiej ( jeśli to wgl możliwe), Scorpius zazdrosny? ;D
    Fajnie, że pokazujesz jego dobre cechy, a mimo to jednak się nie zmienia dalej pozostaje playboyem itd :)
    no i Meg… w końcu z nią skończył!
    a Al mnie wkurzył i to bardzo -.-
    to chyba tyle co mi przychodzi do głowy, no i tak poza tym to rozdział wspaniały, cudowny, boski i czekam na następny!!! :D

    • Scorpius potrafi zaskoczyć, co? :P My też się cieszymy, że Meg to już historia, szkoda nam jej było i tez nas nieźle wkurzała czasami. No ale czego by się nie poświęciło dla takiego ciacha jak Scorpius???

      xoxo
      Bezczelna

  5. Nie wiem co pisać… Chyba tylko dziękuję. Za ten rozdział, za Rose, Scorpiusa i Eve. Kocham ich. Nie mam nic więcej do dodania poza tym, ze czekam na następny rozdział. :)

  6. Lysander, ajajaj <3 Słodki, ale jak was znam, to jeszcze będą z nim (albo dzięki niemu?) problemy ;)
    uch, Albus mnie naprawdę MOCNO WKURZYŁ.
    wkurzał już od jakiegoś czasu, ale dziś wkurzył naprawdę mocno.
    mam nadzieję, ze dorośnie i zobaczy co stracił.

    ach, a Malfoy taki kochany, jejku ;)
    tylko gdzie ta ich MIŁOŚĆ?
    ja czekam na wulkany namiętności, gorące sceny etc. etc.
    ale pewnie jeszcze poczekam, co? ;)
    pzdr :)

    • Tak, chyba powinniśmy założyć fanklub Lysandra :D Z Hippie na czele :P Wiem, że w teorii wszyscy powinniśmy go nie cierpieć, no ale blond włoski, szare oczy, szerokie ramiona… Ach, jak można go nie lubić?

      A tak, Rose i Scorpius, cóż ta ich miłość to wiesz, nie taka prosta sprawa. No ca ja zrobię, że oni tacy uparci? Ale osłodzę trochę czekanie i powiem, że niedługo coś się wydarzy :D Hihihihih :D

      A o wulkany namiętności się nie martw. Na pewno będą. Ale pamiętaj, uważaj czego sobie życzysz :P

      Całuski,
      Bezczelna

  7. Lysander *.* Uwielbiam go :D
    Podobało mi się zachowanie Scorpius’a w całym rozdziale. Widać, że strasznie troszczy się o Rose i to jest strasznie słodkie :D i jak uległ jej żeby nic nie robił ze sprawą Evy i Albus’a *.*
    Na temat Albus’a i Meg mam tylko jedno określenie- idioci.

    Strasznie poprawiacie mi humor tymi rozdziałami :)

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D

    Pozdrawiam,
    Calypso

    • No to jest was dwie, Hippie jest nim zauroczona, z resztą jej pomysł, żeby przyjechał do Hogwartu, a jak ja mogłam odmówić takiemu przystojnemu kąskowi? :D

      Scorpius zaczyna pokazywać swoja słodką stronę, ale jak wszyscy wiemy nadmiar słodyczy szkodzi, więc lepiej być gotowym na każdą ewentualność…

      A Albus jest kretynem i naprawdę nic nie mogę już więcej dodać.

      xoxo
      Bezczelna

  8. Rozdział bardzo przyjemny w lekturze, jak każdy ;). Czy teraz relacja Rose-Scorpius nabierze rozpędu ? Czekam na ciąg dalszy :D .
    Pozdrawiam,
    Cammie

    • Odpowiadając na pytanie, a jednocześnie nie zdradzając za dużo z przyszłej fabuły, odpowiedz brzmi tak i nie. Nie mogę w tym momencie więcej napisać, bo naprawdę już powiedziałam za dużo. Wkrótce wszystko się okaże, więc odrobina cierpliwości wystarczy :)

      Pozdrawiam,
      Bezczelna

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.