37. Better in time

 

The Fray – Never Say Never

 

Szedł powoli, nie spieszył się. Eva nie była w najlepszym humorze od wypadku Rose. Czasem gdzieś znikała i nawet Franco nie wiedział dokąd poszła. A może wiedział, jedynie nie chciał mu powiedzieć? Nigdy go nie lubił i tolerował go jedynie przez wzgląd na Evę. Czasami go to męczyło, ale kiedy dziewczyna się uśmiechała, to jakby słońce mocniej świeciło. Czuł się szczęśliwy. Jednak kiedynie miała humoru czuł się zmęczony jej obecnością. Czasem martwiła się o tyle rzeczy, a on nie myślał jeszcze o zmartwieniach dorosłości, jeszcze nawet nie skończył szkoły.

Nagle ktoś wpadł na niego z impetem, a sterta książek wylądowała na podłodze.

- Bardzo przepraszam, niezdara ze mnie… – zaczęła się tłumaczyć blondynka.

- Nic się nie stało, ja też nie patrzyłem gdzie idę… Sporo książek jak na taką małą osóbkę… Pewnie wszystkie ważą więcej niż ty sama – zażartował podnosząc kilka grubych tomów.

Dziewczyna uśmiechnęła się serdecznie.

- Mary Isherwood – przedstawiła się.

- Albus Potter – powiedział próbując uścisnąć jej rękę spod ciężkich ksiąg.

- Jesteś chłopakiem Evy Monae, prawda?

- Cóż, zazwyczaj ludzie mówią Jesteś synem Harry’ego Pottera, ale tak to ja – zaśmiał się. – Znasz Evę?

- Nie, nie bardzo… Słyszałam tylko o niej… Jest wyjątkowa, prawda?

- Bardzo. Pomogę ci zanieść te książki. Do biblioteki, czy do wieży Ravenclavu?

- Biblioteka. Dzięki bardzo.

- Cała przyjemność po mojej stronie.

- Twoja kuzynka czuje się już lepiej? – zapytała po chwili milczenia.

- Trudno powiedzieć. Jest uparta. I nie będzie się skarżyć, nawet jeśli coś ją boli. Potrzebuje teraz dużo odpoczywać…

- A co Z Chrisem O’Donnelem?

Albus spoważniał.

- Mam nadzieję, że będzie się ukrywał w jakiejś melinie aż zdechnie – mruknął cicho. – Przepraszam. Po prostu krew się we mnie gotuje, kiedy o tym myślę. Rose na to nie zasłużyła, nieważne, co ludzie o niej myślą.

- Rozumiem – powiedziała spokojnie. – Sama byłam zaskoczona. Wiesz, znałam Chrisa dość długo. Nie byliśmy przyjaciółmi, ani nic w tym stylu, ale ja lubię obserwować ludzi i nigdy nie wiedziałam go tak zakochanego. Byłam w szoku kiedy się dowiedziałam. To musiał być cios dla twojej kuzynki…

- Rose jest silna, nie takie rzeczy przetrzymywała. Ale to po prostu nie fair.

 

***

Julia Marcell – Side Effects of growing up

 

- Pora ćwiczeń – powiedział Scorpius wchodząc do pokoju.

- Mama cię nie nauczyła, że się puka? – zapytała Rose nie odwracając wzroku z nad Czarownicy.

- Czytasz tego brukowca? – zignorował jej pytanie.

- Można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. Christian O’Donnel widziany w Dover… Rosie Weasley wyszła ze szpitala…. Wiedziałeś, że mój kuzyn James się oświadczył? Ostatnia rzecz, jakiej bym się po nim spodziewała…

- Jakoś średnio mnie interesuje, co tam piszą.

- Serio? Ja bym się interesowała, jakby pisali, że się hajtam w przyszłym roku… – powiedziała teatralnie machając magazynem na stronie z wielkim zdjęciem Scorpiusa i Meg na spacerze na Pokątnej.

- Daj mi to – wyrwał jej magazyn z ręki i zaczął czytać. – Nasze źródła donoszą, jakoby jeden z najgorętszych, kawalerów w Anglii planował poślubić wieloletnią partnerkę, Megan Black już w przyszłym roku. Podobno plotki o rzekomym romansie i narzeczeństwie młodego Malfoya z Rosie Weasley oraz o wygasającym uczuciu pary skłoniły ich do podjęcia decyzji dla zaprzestania dalszych spekulacji, które martwią nie tylko ich rodzinę, ale również przyjaciół. Inne źródła donoszą z kolei, jakoby romans Malfoya i panny Weasley miał trwać przez ostatnie kilka miesięcy, a wypadek samochodowy miał być zemstą jej ostatniego partnera, Christiana O’Donnella. Scorpius widziany był w szpitalu po wypadku kilkakrotnie, okazując niezwykła troskę i zainteresowanie losem Weasleyówny. Czyżby Meg Black postanowiła się zabezpieczyć na przyszłość, wymuszając na młodym paniczu zaręczyny?Raczej nie była zadowolona widząc ich romantyczne zdjęcia z Paryża…

- To było bardzo emocjonalne jak na kogoś, kto się tym nie interesuje… – skwitowała Rose.

- Stek bzdur – rzucił beznamiętnie, odkładając magazyn na biurko. – Widzę, że skrzaty zdążyły tu już posprzątać. Biedne pewnie dostaną raka płuc od samych popiołów zebranych z podłogi…

- Czemu tu w ogóle jesteś?

- Pora ćwiczeń, mówiłem.

- Nie mam ochoty.

- Straszne.

Blondyn świdrował ją wzrokiem, najwyraźniej nie zamierzał odpuścić, a ona nie mogła go wyrzucić. I tak by nie posłuchał. Próbowała go ignorować, ale ciężko jest cokolwiek robić, gdy ktoś ciągle patrzy ci na ręce.

- Dobra – wycedziła przez zęby po kilku minutach.

- Połóż się na podłodze na plecach.

Dziewczyna zrobiła jak rozkazał blondyn. Sam usiadł między jej nogami.

- Wyprostuj prawą, zegnij lewą… Plecy w całości na podłodze, nie podnoś głowy. I przestań machać rękami. Powiedz kiedy boli… – zaczął popychając jej kolano do klatki piersiowej.

 

 

- Jeszcze raz i to wszystko…

- To boli jak cholera…

- A czego się spodziewałaś? Tajskiego masażu?

- Trochę…

Drzwi otworzyły się nagle i stanęli w nich Ron i Hermiona w towarzystwie dwóch czarodziei. Rose i Scorpius spojrzeli na nich, później na pozycję, w jakiej w tej chwili się znajdowali i znów na przybyłych gości.

 

T.a.t.u – All about us

 

- To w ogóle nie jest to, na co wygląda… – zaczął Scorpius podnosząc się, po czym pomógł wstać Rose.

- Właśnie, że jest – powiedziała Rose.

Scorpius zmierzył ją morderczym wzrokiem.

- Co? – zirytowała się Rose. – Niby da się to robić samemu, ale lepiej we dwójkę.

Blondyn spuścił wzrok, kiwając głową z dezaprobatą, próbując jednocześnie powstrzymać śmiech.

- Co?! – Rose była poirytowana jeszcze bardziej. – Ćwiczyłam, sami mi kazaliście…

Ron wypuścił ciężko powietrze a Scorpius i Hermiona zaśmiali się cicho. Dwóch czarodziejów z tyłu próbowało się nie uśmiechnąć, choć ciężko im to wychodziło.

- Ja już pójdę… – powiedział Scorpius ruszając w stronę drzwi. – Do widzenia.

- Rose – zaczął Ron, – wiem, że nie lubisz rozmawiać o wypadku, ale śledczy chcieliby zadać ci kilka pytań, skoro czujesz się już lepiej…

- Co chcecie wiedzieć? Chyba wszystko jest jasne. Chris okazał się być tępym ch*jem i tyle, koniec historii – powiedziała nerwowo Rose siadając na łóżku.

- Rose! – skarcił ją Ron. – Uważaj jak się odzywasz.

- Przepraszam – powiedziała Rose. – A więc Chris okazał się być mężczyzną, któremu do ideału brakowałotyle, co mi do pierdolonego ziemniaka.

- Jego rodzina i przyjaciele odmawiają współpracy. Podejrzewamy, że ukrywa się gdzieś. Znasz jakieś jego ulubione miejsca?

- Clify w Dover, jego rodzice maja jakąś chatę w szkockich górach, nie wiem jakich i gdzie dokładnie. Wspominał też o domu w Bułgarii. Jego przyjaciół nigdy nie poznałam, nie wiem gdzie mieszkają – powiedziała beznamiętnie.

- Czy Christian O’Donnel mógłby mieć jakiś specjalny powód, żeby się na tobie zemścić? Romans? Zazdrość? O romantyczny wypad do Paryża, na przykład…?

- Nie spałam ze Scorpiusem Malfoyem, bo zapewne o to wam chodzi. Chris wiedział, że razem pojechaliśmy do Paryża. I nie był to romantyczny wypad. Ale jeśli musicie wiedzieć, tak, Chris był chorobliwie zazdrosny o Scorpiusa. Zadowoleni?

- Jakie relacje łączyły cię z Pierrem Delaitrem?

Rose zamilkła. Jej serce zaczęło mocniej bić.

- Żadne. Miał praktyki w Bauxbatons. A potem przyszedł tu do pracy. Za pierwszym razem zbyt dużo wagarowałam, żeby go poznać, co już zapewne wiecie, za drugim akurat przenosiłam się na Zielarstwo.

- Znałaś go poza szkołą, zanim został nauczycielem?

- Nie – skłamała Rose. – Po co te idiotyczne pytania?

- Po co te nerwy?

- Rose, chcesz nam coś powiedzieć? – zapytał zdezorientowany Ron.

- Nie – odpowiedziała Rose nie spuszczając wzroku ze śledczego.

- Co cie łączyło z Gregiem Alastairem? – zapytał śledczy.

- A jaki to ma związek ze sprawą? – zezłościła się Rose.

- Musimy sprawdzić wszelkie poszlaki. Spotkałaś się z nim będąc w Paryżu?

- Nie – wycedziła przez zęby.

- Ale Scorpius Malfoy tak?

- Skoro wiecie, to po co pytacie. Po za tym jakie to ma cholerne znaczenie? – zdenerwowała się Rose.

- Cóż, planowaliście się pobrać, Christian mógłby być o niego zazdrosny…

- Planowaliście co? – Ron i Hermiona zapytali chórem.

- Długa historia i z pewnością nie chcecie jej usłyszeć – powiedziała bardzo cicho. – Greg jest w Paryżu i planuje wesele, nie ma z tym nic wspólnego, więc zostawicie go w spokoju. Nie mieliśmy kontaktu od października. Nie rozumiem do czego wam potrzebne te wszystkie informacje na ten temat. A teraz jeśli nie macie nic przeciwko położę się, jestem zmęczona – położyła się i odwróciła plecami do gości.

Śledczy kiwnęli głowami.

Ron wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale Hermiona zatrzymała go gestem ręki.

- Przyjdziemy jutro, Rose – powiedziała Hermiona opuszczając pokój jako ostatnia.

- Jaki związek ze sprawą ma jakiś asystent nauczyciela? – dopytywał się Ron, gdy schodzili do Pokoju Wspólnego.

- Po prostu sprawdzamy każdą ewentualność…

- Jaka to może być ewentualność? – zezłościł się Ron. – Smith na litość boską, chodzi o moje dziecko!

- Okej. Ron, słuchaj, będę szczery. Ja wiem, że ten chłopak zostawił ją tam celowo, mam nosa do takich spraw. Ale moje przeczucia to za mało, żeby został skazany za planowane działanie. Potrzebuje motywu…

- A co ma z tym wspólnego jakiś asystent? – zirytowała się Hermiona.

Śledzczy popatrzyli na siebie niepewnie.

- Nie możemy nic więcej powiedzieć, dopóki śledztwo jest w toku…

- Co miałeś na myśli, że Rose planowała ślub? – Ron nie poddawał się.

Smith westchnął głośno.

- Ron, Hermiona, Powinniście sami z nią porozmawiać. Ale ja bym się na waszym miejscu tak tym nie przejmował. Przecież sami wiecie, że Rose była wtedy w ciągu narkotykowym. Może nawet sama nie do końca pamięta, że coś planowała. My po prostu staramy się znaleźć dowody, że O’Donnel wszystko zaplanował i zrobił to z pełną świadomością. Jedyny cel tej rozmowy był taki, żeby sprawdzić, czy Rose będzie współpracować. I nie sądzę, że będzie, każdy doświadczony oskarżyciel wam to powie. Zbyt wiele brudów musiałoby ujrzeć światło dzienne. Będę z wami szczery, kiedy przyjdzie czas, że go złapiemy, Rose  i tylko Rose będzie musiała zadecydować czy pozwać O’Donnella. Jeśli się zdecyduje, jego adwokaci zrobią wszystko, żeby zdyskredytować Rose w oczach Wizengamotu. Użyją wszystkiego, co się da. Im dłużej prowadzę tą sprawę, tym bardziej jestem przekonany, że lepiej będzie dla Rose, jeśli zrezygnujecie z pozwu. Mówię to jako przyjaciel, nie śledczy.

 

***

Goo Goo Dolls – Black balloon

 

Siedziała po turecku na wielkim łożu malując paznokcie. Jej długie czarne włosy spływały po jej ramionach. Czekała na niego. Chciała z nim porozmawiać, wiedziała, czuła, że coś było na rzeczy, o czy jej nie mówił. A ona bardzo nie lubiła nie wiedzieć.

- Niedługo się tu wprowadzisz… – mruknął Scorpius.

- Czekam na ciebie od pół godziny, musiałam sobie jakoś zając czas.

- To  coś ważnego?

- Tak myślę – powiedziała klepiąc miejsce obok siebie. Scorpius usiadł we wskazanym miejscu i patrzył na nią wyczekująco.

- Wiesz, braciszku, znam cię bardzo dobrze i wiem, że nie zachowujesz się normalnie…

- Przejdźmy do sedna.

- Co cie łączy z Rose Weasley? Zakochałeś się?

- No chyba cie troszkę! Oczywiście, że się nie zakochałem, co za śmieszne stwierdzenie.

- Więc co to jest?  Z całą pewnością żadna z twoich kolejnych gierek. Znam cię. Tym razem naprawdę się przejąłeś.

- Sam nie wiem. Czasem wydaje mi się taka… Taka podobna do mnie, tyle że na kolanach.  Po prostu czuję, że chcę jej pomóc. Może to tylko wdzięczność po sprawie z Jess? Nie wiem. Czasem myślę o niej jak o tobie lub Evie… Jest taką kobietą rozbitą, a wciąż walczy. Dużo przeszła… Naprawdę dużo… Może to ta jej siła?

- Wiem, czytałam twoje sprawozdanie od detektywa. Musiała cię naprawdę intrygować, jeśli posunąłeś się tak daleko…

- Ale jak…?

- Zostawiłeś je na łóżku kiedy poszedłeś wziąć kąpiel. A wiesz, że szybko czytam.

- Czemu nic nie powiedziałaś?

- A czemu ty?

- Powiedziałaś komuś?

- Nie. Wiesz, kiedy to czytałam zobaczyłam w niej trochę siebie. I zrobiło mi się jej trochę szkoda. Chyba zaczynamy się robić sentymentalni na starość…

- Chyba tak – zaśmiał się.

- Wiesz, ona i Eva mają całkiem wiele wspólnego. Może powinieneś je ze sobą zaprzyjaźnić? Eva też miała swoje małe piekło do przejścia. Na pewno byłaby inspirującym towarzystwem dla Rose. Z resztą znasz Evę, nie znam osoby, która spędziła z nią w pokoju godzinę i jej nie polubiła.

- Tak po prostu chcesz jej pomóc?

- Cóż, tobie zależy, a tak naprawdę ty, ja i Eva to taki Klub Popaprańców. Myślę, że Weasley świetnie się wpasuje. Przynajmniej twój stary wychodzi na prostą. Moja matka nie kontaktowała się ze mną od wakacji. O ojcu już nie wspominając. Po za tym chętnie zobaczę minę tej idiotki, Meg, kiedy się dowie, że przestawiłeś Rose Evie. Sama nigdy nie miała przyjemności. Słyszałeś te plotki, że niby się hajtacie za rok? Mogę się założyć, że to wyszło od niej. To znaczy, serio, jak jakakolwiek dziewczyna mogłaby pomyśleć, że będziesz jej wierny na wieki wieków amen?

 

***
Leona Lewis – Better in time

 

- Ciesze się, że przyszłaś, Rose – uśmiechnął się serdecznie.

- Nie wiem czy to ma jeszcze jakiś sens… Zmiany nie przyniosły mi nic dobrego… – Rose usiadła i zakryła twarz w dłoniach.

Zaszlochała cicho. Starała  się być silna, nie potrafiła już powiedzieć, komu mogła zaufać, a od kogo powinna się trzymać z daleka. Ale w tym jednym miejscu nie musiała się bać. W tym jednym miejscu wiedziała, że zostanie zrozumiana i że nie musi już udawać. Mogła się otworzyć, i płakać i wykrzyczeć cały ból.

- Wiem, że to trudne, Rose. Mogę sobie wyobrazić jak się czujesz… Ale pamiętaj, że nie ma tego złego… Teraz naprawdę poznasz, komu na tobie zależy… – pogłaskał ją po ramieniu. – Wiem, że czujesz się teraz zraniona i opuszczona, ale to minie…

- Ja po prostu nie mogę tego zrozumieć – mówiła łamiącym się głosem. – Wszystko było dobrze i nagle bum! Staram się być silna, ale to takie cholernie trudne… Ciągle zadaję sobie pytanie, czy on w ogóle coś do mnie czuł? A może byłam tylko zabawką? Wiesz, teraz, kiedy go już nie ma, myślę, że może nawet kochałam go troszkę. Ale teraz już nie wierzę w miłość, już nie wierzę w związki, małżeństwa i inne zobowiązania. To wszystko się rozpada…

- To nieprawda Rose.  Nie jesteś sama. I kiedy już wyjdziesz na prostą, zrozumiesz, że to wszystko zawsze ma jakiś sens… Ja sam wiem to najlepiej… Spójrz na mnie. Zastanawiałem się dawniej, po co w ogóle żyję? Byłem tylko ciężarem dla rodziny, dla Astorii, dla Scorpiusa, dla mojej matki… Myślałem o śmierci, potem o rozwodzie, a potem pojawiłaś się ty, Rose. I poczułem, że to dlatego wciąż tu jestem. Pomogę ci.

- Śledczy się wypytują o Pierre’a i Grega…

- Ale jak…

- Nie wiem – przerwała mu. – Ale boje się Draco. Chciałabym po prostu zapomnieć, ale to wszystko wciąż do mnie wraca, jak bumerang. Choćbym nie wiem, co robiła…

- Tak już jest Rose, że błędy, które popełniamy w młodości będą ciągnęły się za nami latami. I to nawet zabawne, że sami dla siebie jesteśmy surowszymi sędziami, niż inni dla nas. Ale nie martw się, zrobię, co w mojej mocy, by to zatrzymać.

 

***

 

- Chciałem ci coś pokazać Rose.

- Wciąż nie nauczyłeś się pukać – zauważyła ignorując jego wypowiedź.

Przemierzył pokój i usiadł na brzegu łóżka, tuż obok niej. Wyciągnął papierosa z jej dłoni i zaciągnął się.

- Myślę, że powinnaś kogoś poznać.

- Nie mam ochoty. Ostatnio jakoś mi zbrzydło życie towarzyskie – odpowiedziała gorzko.

- To wspaniale. Idziemy? – zapytał dogaszając jej papierosa.

- Nigdzie nie idę – odpowiedziała podnosząc się. Podeszła do okna i zapaliła kolejnego papierosa.

- Okej – odpowiedział podnosząc się. Podszedł do Krukonki i przerzucił ja przez ramię.

- Pojebało cię? Postaw mnie! Scorpius, ja mówię poważnie!

- Ja też – odpowiedział z tryumfalnym uśmiechem na twarzy, ruszając w stronę drzwi.

- MALFOOOOY IDIOOOOTO!

Rose próbowała się szarpać, ale szybko się poddała. Wciąż była słaba i ruchy sprawiały jej trudności. Jej gardło też szybko wysiadło. Zupełnie jakby go nie obeszło, że gapiło się na nich połowa uczniów, kiedy niósł ją przerzucona przez plecy, a ona tak rzucała różnymi przekleństwami i wyzwiskami, kiedy na jego twarzy widniał uśmiech zadowolenia.

Stanął na zrujnowanej wieży i wziął głęboki oddech.

- Słyszysz? – zapytał cicho. – Piękny głos…

Mimowolnie wytężyła słuch i usłyszała ciche pobrzękiwanie gitary i piękny śpiew w wolnej balladzie.

- Co to? – zapytała.

- Eva – powiedział podchodząc do starych drzwi. Wszedł do środka stawiając Rose na ziemi. Każdy był pod wrażeniem tego miejsca. Zapachów, obrazów, nastroju i wystroju. W rogu Eva siedziała w fotelu nucąc piosenkę i muskając dłonią gitarę. Wokół niej siedział tuzin skrzatów wpatrzonych w nią z rozmarzonymi minami. Ramy obrazów pełne były znanych osobistości, Rose mogła przysiąc, że nawet przez chwile widziała Severusa Snape’a.

 

Damien Rise/Lisa Haningan – I remember

 

Want you here tonight,
Want you here
Cause I can’t believe what I’ve found
Want you here tonight
Want you here
Nothing is taking me down, down, down…

I remember it well…

Rose przypatrywała się temu wszystkiemu z lekkim uśmiechem na ustach. Przez chwilę poczuła, jakby opuściła Hogwart, jakby wszystkie problemy nagle gdzieś zniknęły. Może to atmosfera tego miejsca tak na nią działała. Może to ta piosenka.

- Ona nie potrzebuje już magii. Ona jest magią… – usłyszała za sobą wibrujący męski głos. Nie należał do Scorpiusa. Niemal znikąd za nią pojawiło się trzech towarzyszy Gryfonki. Scorpius pokiwał jedynie głową.

- Jak ona to robi? – zapytała Rose niezrażona obecnością Gryfonów. Doskonale zdawała sobie sprawę, że byli do niej podobni. Lubili trzymać się z boku i niewiele interesowali się intrygami innych. Nie szukali sensacji i wcale nie zwracali na nią szczególnej uwagi, nawet teraz, gdy stała tuż obok.

- Sam nie wiem… – Scorpius i Franco powiedzieli jednocześnie.

Except you my love…
Except you my love…

Skrzaty i postacie z obrazów zaczęły bić brawa, a Eva uśmiechnęła się promiennie.

- Za tydzień o tej samej porze – zawołała wesoło do rozchodzących się słuchaczy. – Scorpius! – ucieszyła się na widok blondyna. – Rose! Co za niespodzianka! No siadajcie! Herbaty? Kawy? Nie, Scorpius, nie dostaniesz Ognistej!

Wzięła Rose za rękę i pociągnęła za sobą na kanapę.

- Mówiłam ci już, że uwielbiam twój kolor włosów? Zawsze chciałam być ruda, no ale ale niestety…

- D-dzięki – mruknęła zdezorientowana Rose spoglądając na Scorpiusa.

Ten usiadł koło brunetki i objął ją ramieniem.

- To miłe – powiedziała Gryfonka. – Nigdy nie przytulasz mnie przy ludziach… Hm… Potrzebujesz czegoś? – zapytała podejrzliwie.

- Nie tym razem. Właściwie tak, ale to nic takiego i w sumie nie musisz nic robić.

- Okej – powiedziała przeciągle. – Jak się czujesz Rose? Al tak strasznie się o ciebie martwił, jak my wszyscy z resztą… Dobrze cię widzieć w szkole! – zaświergotała.

- O tak, jest po prostu fantastycznie – mruknęła Rose. – Scorpius, czy to ma jakiś cel? – zapytała półgębkiem.

- Nie.

- Aha.

- Scorpius się bardzo o ciebie…

Blondyn naskoczył na brunetkę zatykając jej usta.

- Haha i… tak to… powiem – udało jej się wykrzesać kilka słów.

Rose przyglądała im się się jak matka przyglądająca się swoim pociechom, gdy walczyły o dosłowne nic.

- Spoko, oni tak zawsze. Scorpius lubi uchodzić za twardziela, a Eva lubi opowiadać bliskim, jaki on jest słodki… No, może z wyjątkiem twojego kuzyna. Obawiam się, że urok osobisty Evy nie jest tak silny, by przekonać do siebie tych dwóch… – Franco mówił do ucha Rose, jakby bał się, że gdy uniesie głos, Eva i Scorpius wyrwą się z tego zabawowego amoku.

- Scorpius słodki?

- W mniemaniu Evy – odpowiedział Franco z powątpiewaniem. – Może to dlatego, że nigdy nie próbował jej poderwać… Astoria by go chyba zabiła, gdyby ją tknął… Eva jest jej oczkiem w głowie…

- Byłeś na imprezie urodzinowej Albusa, prawda? – przypomniała sobie obserwując wciąż droczących się Scorpiusa i Evę.

- Tak, byłem. Nie dla własnej przyjemności. Ona nas poprosiła, więc poszliśmy. Bez urazy, ale nie jestem fanem numer jeden twojego kuzyna.

- Spoko, ja nie jestem fanką numer jeden mojej całej rodziny… Długo ich znasz? – wskazała głową na Evę.

- Ja i mój brat trafiliśmy do sierocińca, kiedy mieliśmy rok. Eva dołączyła pięć lat później, kiedy jej ojciec zaginął. Jedyne magiczne dzieci w ośrodku. Oczywistym było, że trzymaliśmy się razem…. Lars mieszkał nieopodal z macochą. Sama była schorowana, ale dbała o niego, jak mogła. No a potem o nas. Oczywiście Malfoyowie zawsze dbali, by Evie niczego nie brakowało. Nam też chętnie pomagali… To zabawne, pomyślałabyś, że tacy Malfoyowie mogą być tak wielkoduszni…?

- Tak, zabawne – mruknęła Rose uśmiechając się lekko.

- LARS! Ratuj! – Eva biegła w kierunku przyjaciela, a zaraz za nią biegł Scorpius.

 

Kategorie: Opowiadanie | Tagi:

O Bezczelna

Jestem jaka jestem, trochę tu, trochę tam, trochę siam, a i jeszcze tyci gdzieś indziej. Nie pije, nie pale, a żyję, nie nosze białych kozaczków nie cierpię sagi Twilight, Pamiętników Wampirów i innego chłamu tego typu, z dobrą książką potrafię przesiedzieć całą noc(absolutnie nieprzydatne jeśli pracujesz jak ja)

4 Komentarze

  1. Wakacje mijają mi bardzo szybko. Ciągle gdzieś wychodzę lub wyjeżdżam. W końcu mam czas na przyjemności i nareszcie mogę przeczytać „zaległe” książki i opowiadania. :)

    Praca pracą, ale postaraj się znaleźć kilka chwil dla siebie. :)
    To masz fajnie, ja po zarwanych nocach straszę :D

    Cieszę się, że piszecie to opowiadanie. Naprawdę mi się ono podoba. Ile jeszcze opublikujecie rozdziałów? :)

  2. Wiecie dziewczyny, że uśmiecham się teraz jak głupia do sera? :) Napisałyście bardzo pozytywny rozdział. :) Rose wraca do siebie, czuje się coraz lepiej, co mnie ogromnie cieszy. Do tego Scorpius jest prawdziwym wsparciem dla naszej Krukonki i tak … Scor potrafi zaskoczyć. :) I wiecie, co? Eva i Rose polubią się! Eva zarazi swoją osobowością Rose, one dogadają się. :) Teraz w życiu Rose są obecni także jej rodzice, a zwłaszcza Hermiona. Jestem bardzo ciekawa jak będzie wyglądała relacja Rose – Hermiona. Przypuszczam, że będziemy mieć jakąś miłą niespodziankę. :)

    Pozdrawiam Lily :*
    P.S Co tam u Was słychać? :D

    • Odniosłabym się do treści komentarza na temat opowiadania, ale za dużo bym wygadala, na tym etapie bardzo o to łatwo. Zdradzę tylko ze kolejne rozdziały będą bardziej intensywne.

      U nas świetnie choć te upały as dbijają ostatnio. Nie narzekałabym gdybym miała wolne, a tak tyle godzin w pracy, bo przecież ja nie muszę odpoczywać. Jestem trochę. Mariola bo włączyła mi się went i napisałam dla Bezczelnej kilka rozdziałów wprzód. Oczywiście sama doda sporo od siebie. Tak czy inaczej zarwałam kilka nocy. O dziwo jeszcze wyglądam jak człowiek :-)
      a tobie jak wakacje mijają?

      • Wakacje mijają mi bardzo szybko. Ciągle gdzieś wychodzę lub wyjeżdżam. W końcu mam czas na przyjemności i nareszcie mogę przeczytać „zaległe” książki i opowiadania. :)

        Praca pracą, ale postaraj się znaleźć kilka chwil dla siebie. :)
        To masz fajnie, ja po zarwanych nocach straszę :D

        Cieszę się, że piszecie to opowiadanie. Naprawdę mi się ono podoba. Ile jeszcze opublikujecie rozdziałów? :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.