35. Otwórz oczy, Rose

 

Hans Zimmer – Time

 

Malfoy Manor zdawało się być cichsze niż zwykle. Nie słychać było żadnych rozmów, nie słychać było żadnego tupotu obcasów. Nawet skrzaty siedziały cicho po katach widząc swego pana siedzącego na kanapie z zakrytą rekami twarzą. Tak. Draco był załamany. Na stoliku przed nim leżał egzemplarz Proroka Codziennego z wielkim zdjęciem rozbitego samochodu.

 Ten obraz przerażał nie tylko jego. Astoria również nie mogła już nawet patrzeć na to zdjęcie. Niemal zmiażdżony doszczętnie samochód. Na zdjęciu przewijały się różne postacie. Mugolscy ratownicy i policja, tak mugolska jak i czarodziejska. Widać było jak ratownicy wyciągają zmasakrowane ciało dziewczyny. Jej twarz i ciało było we krwi. Wszystko to bez krzty emocji. Bez odrobiny współczucia. I oficjalna, beznamiętna notatka pod zdjęciem, która głosiła, że czyjeś życie być może wkrótce się skończy.

 Nie było to sprawiedliwe. Przecież byli młodzi, mieli przed sobą całe życie, a teraz? Teraz już ich nie ma… Co prawda, można było mieć nadzieje, że Rose przeżyje, ale czy nie była to nadzieja głupców, którzy uparcie wierzą, że będzie dobrze? Jak jej ciało mogłoby to przeżyć? A nawet jeśli, to czy przeżyje jej dusza? Co będzie, gdy się dowie, że została ot, tak zostawiona na pastwę losu przez kogoś, komu tak bardzo ufała? Draco nie mógł przestać o tym myśleć. Czuł się taki… Bezradny. Słaby. Malutki. Co z tego, że miał tak szerokie wpływy wśród polityków i lekarzy, skoro nie mógł teraz nic zrobić? Był bezużyteczny…

 - Draco… – Astoria przytuliła męża, siadając obok niego.

 - Boję się, As… Ona tego nie przetrwa… Zgaśnie, tak jak świeca zalana zbyt duża ilością wosku…

 - Draco, już dawno chciałam o tym z tobą porozmawiać. Chciałam poczekać, ale myślę, że to odpowiedni moment. Czy ty nie za bardzo przejmujesz się losem tej dziewczyny? Ona nie jest twoja córką, a czasami zachowujesz się wobec niej jakby była. Za to Scorpius, twój syn, coraz częściej jest na drugim miejscu. Nie uważasz, że to jest niewłaściwe, delikatnie mówiąc?

 Astoria czuła się nieco winna, że poruszyła ten temat właśnie teraz, kiedy Draco tak bardzo cierpiał. Z drugiej jednak strony nie mogła znieść, jak on bardzo męczy się myślami o Rose. Nie mogła już znieść, że ta przyjaźń wykańcza Draco psychicznie. Bo takie odnosiła wrażenie. Ciągle tylko zastanawiał się, myślał jak jej pomóc, zapominając  innych obowiązkach, o rodzinie.

 - Uważasz, że bardziej kocham Rose, niż naszego syna?

 - Tak. Tak uważam.

 - Więc się mylisz. Kocham go najbardziej na świecie, nieważne jaki ma charakter. Wiesz dlaczego? Bo jest nasz. Bo jest twój i jest mój. Bo razem go wychowaliśmy. Rose jest przyjaciółką. Której pomagam jak mogę. Uważasz, że dla Scorpiusa nie zrobiłbym tak wiele? Oczywiście, że bym zrobił. Gdybym tylko usłyszał pogłoskę, że czegoś potrzebuje dałbym mu wszystko. Ale on potrafi sobie sam poradzić. Rose nie. Znasz mnie tyle lat i jeszcze tego wszystkiego nie wiesz? – Draco wstał i ruszył w stronę drzwi.

 - Dokąd idziesz? – zapytała Astoria ze łzami w oczach.

 - Moja przyjaciółka mnie potrzebuje. Właśnie straciła wszystko.

 

***

 

Christian O’Donnel…

Wypadek…

Christian O’Donnel…

 

Wyłapywała z ciemności pojedyncze słowa.  Wszystko było ciasne, wszystko paliło, wszystko sprawiało ból. Czuła, jakby była więźniem własnego ciała. Nie była w stanie nic zrobić. Nie mogła nawet zobaczyć światła. Wciąż tylko słyszała jakieś odległe szepty w ciemnościach. Może to była tylko ułuda? Może to tylko kolejny koszmar? Ciemność była wszystkim co znała, co pamiętała, co mogła poczuć, oprócz bólu. Ciemność stała się jej przyjaciółka, bo była sama. Nikogo nie słyszała, tylko wciąż te szepty… Obce głosy wciąż coś powtarzały…

 

Christian…

 

Christian? Tak… To słowo było znajome, ale dlaczego ciemność wciąż je powtarzała? Christian… Kim jest? Tak… Chyba zaczynała sobie przypominać. Tylko czemu wciąż to słyszy? Nie mogła sobie przypomnieć… ten koszmar był coraz bardziej uciążliwy, coraz bardziej dziwny. Nie mogła go zawołać, choć chciała. Próbowała i próbowała, a potem znowu, i jeszcze raz i kolejny…

 Udało się, ale ciemność nie odpowiedziała.

 

Doktora Schmidta…

Budzi się…

Rose…

Rose…

Otwórz oczy…

 

Usłyszała gdzieś cichy huk… czuła jakby ktoś zrywał z niej skórę, jakby próbował wyrwać ją z jej własnego ciała. Chciała krzyczeć, ale nie mogła, była zbyt słaba. Gdzieś w oddali mignęło światełko. Potem znowu i znowu.

 Słyszała jak ktoś ją woła, ale ból był zbyt silny, nie mogła odpowiedzieć, nie teraz, kiedy tak bardzo boli.

 

Rose…

Rose…

Otwórz oczy…

 

Przestraszyła się, choć sama nie wiedziała czego. Światełko zniknęło i znów widziała tylko ciemność. Gdzie była? Nie miała pojęcia. Chciała tylko by ten sen już się skończył.

 

Nie bądź dziecinna…

 

Chciała się wyrwać. Nie podobało jej się to, co usłyszała. Przeraziła się i nawet ból nie mógł powstrzymać jej od ucieczki. Te trzy słowa sprawiły, że zapragnęła stad zniknąć. Były jak klątwa, która mogła ją zgładzić, a przed która chciała uciec.

 Gdzieś znów zamigotało światło, znów usłyszała wołanie.

Powoli zamrugała oczami, a światło drażniło jej przywykłe do ciemności źrenice.

 - Rose, słyszysz mnie? – pytał jakiś mężczyzna. Słyszała go niewyraźnie, widziała rozmazaną postać nad sobą.

 Z upływającymi minutami wszystko stawało się wyraźniejsze. Wracały wspomnienia… A ból stawał się coraz silniejszy. Wręcz nie do zniesienia. Dlaczego tak boli?

 

Nie bądź dziecinna…

 

Ciemność.

 

- Gdzie jest Chris? – zapytała Rose zachrypłym głosem.

 - Słyszysz mnie? – zapytał starszy jegomość w białym kitlu.

 - Boli… – mruknęła. Była wycieńczona, wyglądała jak śmierć. Blada, posiniaczona, podrapana.

 - Siostro, proszę jej podać coś na sen. Na razie nie jest w stanie rozmawiać…

 Znów zapadła się w ciemności.

 

***
Lisa Gerrard – Sanvean(Dead can dance)

 

- Chcę do niej wejść! – na korytarzu przed wejściem na oddział Przypadków Krytycznych zebrał się spory tłum.

 Scorpius Malfoy wykłócał się z lekarzem, a reszta osób patrzyła na niego z wrogością. Wszyscy byli poddenerwowani, niewyspani, zmęczeni i załamani.

- Tylko rodzina i to pojedynczo. Ale dopiero, gdy znów się obudzi, czyli za jakieś dziesięć minut. I proszę się przygotować. Może pytać o chłopca, najlepiej nic jej na razie nie mówić – powiedział lekarz.

 - Słyszałeś, Malfoy? Tylko rodzina! – syknął James.

 - A o ile się założysz, że tylko mnie by chciała widzieć, gdyby miała wybór? – zapytał kąśliwie blondyn.

 - Na szczęście go nie ma – powiedział dobitnie Potter.

 - I wy się dziwicie, że nie chce mieć z wami nic wspólnego?

 - Scorpius, uspokój się… – Mia, która właśnie doszła z Markiem uspokajała blondyna.

 - Al, co z Rose? – zapytała zmartwiona blondynka.

 - Źle. Wybudziła się na chwile, ale musieli ją uśpić. Nie dało się z nią porozmawiać. Wciąż pytała o Chrisa…

 - Nie wie?

 - Jeszcze nie…

 - Scor, czy ja o czymś nie wiem? – zapytał półgębkiem Mark.

 - Co masz na myśli? – blondyn był wyraźnie zirytowany.

 - Nigdy cie nie obchodziło, co się dzieje z innymi…

 - Mam u niej dług… Zadowalająca odpowiedz?

 - Nie denerwuj się, po prostu byłem ciekawy…

 - A ja jestem ciekawy co tu robisz z Mią kolejny dzień? To już tydzień… Wróciłeś do niej z podkulonym ogonem jak wierny pies?

 - Tylko ją wspieram… Jak przyjaciel. To wszystko.

 - Jasne! A ja jestem Hugo Weasley. Panie doktorze! – Scorpius dogonił odchodzącego lekarza.

 - Tak?

 - Naprawdę muszę do niej wejść. Ona nie utrzymuje kontaktów z rodziną. Potrzebuje teraz prawdziwego oparcia…

 - Zrozum, chłopcze, nie mogę…

 Blondyn wcisnął mu plik banknotów do kieszeni.

 - To dla jej dobra.

 - Jej ojciec zaraz tam wejdzie, zrozum…

 - Nalegam. Chce tylko ją zobaczyć…

 - Och, no dobrze. Chodź tylnym wejściem, ale tylko na chwilę. Jeśli jej ojciec cie tam zobaczy wylecę z pracy.

 - Trzy minuty mi wystarczą.

 Blondyn ruszył szybko za lekarzem. Doszli do jakichś drzwi. Mężczyzna wyczarował biały kitel.

 - Załóż. Nie wzbudzisz podejrzeń.

 Szli mijając wiele białych drzwi. W końcu lekarz wskazał na te z numerem 9.

 - Zawołam cię – powiedział lekarz.

 Blondyn wszedł do środka. Rose spała. Miała podrapaną i posiniaczoną twarz i ręce. Blada, niemal trupia twarz z podkrążonymi oczami nieco przerażała go.

 Usiadł na brzegu łóżka i złapał ją za rękę.

 - I znów cie okłamał… Powiedział, że nigdy cie nie zostawi…

 - Chris… – wymamrotała.

 - To przez niego tu jesteś… Ale ty tego tak nie odczytasz, prawda? Jak zwykle, zrzucisz winę na siebie…

 Otworzyła powoli oczy mrugając od rażącego światła…

 - Chłopcze, już czas… – do pokoju wszedł lekarz. Blondyn podniósł się i ruszył za lekarzem.

 - Chris… – usłyszeli za sobą jej krzyk.

 Blondyn odwrócił się i już chciał się wracać, ale zobaczył Rona Weasleya, jak zbliża się do jej pokoju.

 - Nic więcej nie możesz zrobić… Ja z resztą też – powiedział lekarz wskazując mu wyjście z oddziału.

 - Nie może pan im powiedzieć, że Rose nie życzy sobie ich wizyty?

 - Chłopcze, nie mogę nawet powiedzieć, czy przeżyje tą noc… Być może się z nią żegnają na zawsze. Nie mogę ich tego pozbawić.

 - Ale przecież obudziła się! – zdenerwował się blondyn.

 - To nic nie znaczy. To, że odzyskała jaźń to skutki tych wszystkich eliksirów… Ale nie wiem, czy pomogły jej zdrowiu… Nie można było z nią normalnie porozmawiać… Może nie będzie mogła chodzić, albo nie będzie słyszeć… Nie wiemy jakich obrażeń mózgu doznała. Może dziś, gdy znów zaśnie, już się nie obudzi… Chciałbym mieć dla ciebie lepsze wieści, chłopcze…

 Scorpius spochmurniał. Wyszedł z oddziału i ruszył w nieznanym nawet sobie kierunku, prosto przed siebie.

 Nie zauważył nawet, że zaczął iść ulicami Londynu, zupełnie niemagicznymi.

 W głowie miał tylko jedno. Jej krzyk.

 

Chris…

Czy to jest właśnie ta cała przyjaźń, o której czasem opowiadała mi matka?

„Przyjaźń jest wtedy, kiedy cieszysz się, bo ktoś się cieszy, a kiedy ten ktoś odczuwa ból lub smutek, ciebie też boli i jest ci smutno. Przyjaźń jest wtedy, kiedy rezygnujesz z czegoś dla siebie, zupełnie świadomie, aby ktoś inny miał więcej, miał lepiej i wcale nie czujesz, jakbyś stracił. Wręcz przeciwnie. Przyjaźń jest wtedy, kiedy chcesz komuś pomóc, chronić go. Kiedy nie pozwalasz, aby ktoś go krzywdził. Kiedy czujesz się źle, gdy nie jesteś wobec tego kogoś fair. Tym jest przyjaźń. Jest piękna, prawda?

 - Zrezygnować z czegoś dla kogoś innego? Cierpieć razem z nim? Do bani…”

 

Nie wiedział czemu zatrzymał się. Rozejrzał się wkoło. Stał obok bramy niedużego kościółka.

 

Bóg… Istniejesz w ogóle? Nigdy się nie zastanawiałem… I ponoć jesteś taaaki miłosierny… Właśnie widzę…

 

Poszedł dalej.

 

***
Lisa Gerrard – Sleep

 

Wszystko znów nabierało kształtów… Znów wszystko bolało… Rose zauważyła tylko kątem oka, jak ktoś wychodzi… Chris?

 - Chris! – zawołał ochryple, ale po chwili wszedł tylko jej ojciec.

 Nie miała siły, aby przewrócić się na bok. Ledwie wyczuwała swoje obolałe ciało.

 - Rose… – zaczął łagodnie Ron.

 - Gdzie jest Chris? – zapytała ochrypłym głosem, choć nawet mówienie sprawiało ból. Nie wiedziała czemu, ale czuła się taka niespokojna… Taka zlękniona… Stało się coś złego?

 - Rose… Powinnaś teraz odpoczywać, nie martw się o nic… – odpowiedział wymijająco Weasley.

 - Gdzie on jest? Był tu.. Widziałam… Zawołaj go… – ledwie mogła wykrzesać z siebie te kilka słów.

 

Widziała? Najwidoczniej ma omamy…

 

- Rose, nie mogłaś go zobaczyć, bo…  - mężczyzna nie dokończył. Nie bardzo wiedział co powiedzieć. Skłamać? Powiedzieć prawdę? Jak to zrobić?

 - On tu był… Trzymał moją rękę… – szeptała niemal bezgłośnie.

 - Rose, nie mogło go tu być, bo on… Chris… Mieliście wypadek samochodowy… Chris jest w innym szpitalu…

 - Wiem, że tu jest… Widziałam go… – Rose była zdenerwowana, ale nie potrafiła uwierzyć w słowa ojca. Trudno nawet powiedzieć, czy w ogóle dotarł do niej ich sens. – Jego tu nie ma! – powiedział dobitnie Weasley patrząc na córkę ze strachem.

 - Na wakacje pojedziemy na południe… Nad morze… Obejrzeć klify w Dover… – szeptała ochryple patrząc prosto przed siebie, jakby w transie, jakby widząc wszystko o czym mówi, uśmiechając się ze łzami w oczach.

 - Doktorze! – zawołał Ron.

 - Tak? – w ułamku sekundy stał przy nim lekarz.

 - A potem do Szkocji… W góry… Chris je lubi…

 - Rose? – zapytał niepewnie lekarz.

 - Będziemy chodzić na wycieczki piesze… Chris ma tam swoją ulubioną  polane… Chce mi ją pokazać…

 - Czy ona… Zwariowała?

 - Proszę nas zostawić samych, dobrze? Trzeba ją zbadać. Siostro!

 Ron posłusznie wyszedł z pokoju córki, a w wejściu oddziału minął się z kilkoma lekarzami.

 - Co z nią? – dopytywali się wszyscy, przekrzykiwali siebie nawzajem.

 - Nie wiem… – mruknął tylko Ron. – Nie wiem co będzie…

 - Ale… Pogorszyło jej się? – zapytała Hermiona wyraźnie zmartwiona.

 - Postradała zmysły… – szepnął Ron, a w jego głosie słychać było przerażenie.

 Wszyscy zamilkli patrząc na Rona, jakby nie zrozumieli tego, co powiedział.

 Draco Malfoy stał za rogiem przysłuchując się temu wszystkiemu.

 - Siostro! – zawołał do pielęgniarki, która właśnie przechodziła.

 - Tak, proszę pana?

 - Kto jest lekarzem prowadzącym Rose Weasley?

 - Doktor Filius Archibald.

 - Mogłaby go siostra poprosić?

 - W tej chwili to niemożliwe. Bada pacjentkę.

 - Proszę mu przekazać, że Draco Malfoy czeka na niego w jego gabinecie. Filius na pewno się nie pogniewa.

 Kobieta kiwnęła głową i odeszła. Draco także poszedł w swoją stronę. Dotarł pod drzwi z tabliczką z napisem „Dr F. I. H. Archibald”.

 Wszedł do środka i usiadł w fotelu przed biurkiem. Z zadumą na twarzy wpatrywał się przez okno na łyse korony drzew i szare budynki.

 Przez godzinę tak siedział, myśląc o wszystkim i o niczym, gdy z zadumy wyrwał go czyjś głos.

 - Jeszcze jesteś? Priscilla powiedziała, że czekasz na mnie w gabinecie. Trochę mi zeszło, ale mam naprawdę ciężki przypadek. Ale co cię do mnie sprowadza, przyjacielu? Coś nie tak z twoją matką? – zapytał brunet po czterdziestce.

 - Z moją matką wszystko w porządku. Czuje się nadzwyczaj dobrze. Ale nie po to przyszedłem.

 - Więc?

 - Chodzi mi o Rose Weasley.

 - Rose Weasley? – mężczyzna był wyraźnie zdziwiony.

 - Tak.

 - Czemu interesuje cie akurat Rose Weasley?

 - Prowadzisz jej przypadek, prawda?

 - Tak. Ale czemu cie to interesuje? Stało się coś? Widziałem wcześniej Scorpiusa jak się szwendał po moim oddziale, ale nawet mnie nie zauważył…

 - Scorpius tu był?

 - Tak. Ale sam nie wiem kogo miałby odwiedzać. Większość pacjentów to starzy ludzie, a reszta to przeważnie rośliny od dobrych paru lat… Jedyną osobą, którą mógł znać to Rose, ale przecież wasze rodziny za sobą nie przepadają, więc… Dobrze się czujesz?

 - Tak…

 - Więc o co chodzi z Rose Weasley?

 - Pamiętasz, jak ci mówiłem o dziewczynie, z którą rozmawiam na terapii?

 - Tak. Czemu pytasz.

 - Jak długo jesteśmy przyjaciółmi?

 - Od końca wojny… Mniej więcej… Ale na co te wszystkie pytania? Dziwnie się zachowujesz. Zaczynam się o ciebie martwic.

 - Moja partnerką z terapii jest Rose.

 - Co proszę?

 - To Rose. Dlatego tu jestem. Co z nią?

 Mężczyzna wyglądał na zaskoczonego. Wypuścił głośno powietrze z płuc i powiedział:

 - Cóż… Wiesz… Właściwie mogę udzielać takich informacji tylko rodzinie…

 - To dla mnie ważne. – przerwał mu Draco.

 - No dobrze. Jej stan jest dość ciężki… Zauważyliśmy, że nie może się ruszać… Nie wiemy tylko czy jest sparaliżowana, czy po prostu tak bardzo wszystko ją boli… Na nasze pytania nie reaguje, więc podaliśmy jej eliksir na sen. Jeśli ją boli, to lepiej, żeby to przespała. Dobra wiadomość jest taka, że nie zostały uszkodzone w mózgu ośrodki mowy, słuchu i wzroku. Jej ojciec rozmawiał z nią przez kilka sekund… A raczej próbował…

 - Wyjdzie z tego?

 - Trudno mi powiedzieć… Co prawda obudziła się, ale… Draco, musisz być po prostu przygotowany na to, że ona może już się nie obudzić…

 Blondyn zasępił się nieco.

 - Słyszałem, jak jej ojciec mówił, że oszalała… To prawda?

 - Na początku tak myśleliśmy. Ciągle powtarzała, że widziała tego Chrisa… A potem jak w transie opowiadała o ich planach… Całkowicie straciła kontakt z rzeczywistością… Ale po zbadaniu doktor Brown, ordynator Chorób Psychicznych, stwierdził, że to zwykła trauma. Jeśli się wykaraska z tego w sensie fizycznym, będzie potrzebowała dobrego terapeuty… I przede wszystkim dużo opieki.

 - Mógłbym do niej zajrzeć? – zapytał po chwili Malfoy.

 - Na razie śpi. Obudzi się dopiero za jakieś cztery godziny… Ale mam dzisiaj nocny dyżur, więc mogę złamać dla ciebie kilka zasad. Widzę, że to dla ciebie ważne…

 - Dziękuje.

 - A co Astoria na to wszystko? – brunat zmienił temat.

 - Trochę się posprzeczaliśmy. – powiedział Draco. – Uważa, że Rose jest dla mnie ważniejsza niż Scorpius.

 - A jest?

 - A jak myślisz? Scorpius to mój syn.

 Nagle ktoś zapukał do drzwi.

 - Proszę! – zawołał Filius.

 - Astoria! Co za miła niespodzianka! Ale jak mniemam nie przyszłaś do mnie. Zostawię was – brunet uśmiechnął się i wyszedł.

 - Tak myślałam, że cie tu znajdę. – powiedziała kobieta.

 Draco nie odpowiedział.

 - Przepraszam… Za to co powiedziałam… Wiem, że Scorpius jest dla ciebie najważniejszy… – kucnęła obok blondyna i pogładziła dłonią jego policzek. – Tylko czasami… Ja sama jestem trochę zazdrosna… Tyle czasu i uwagi jej poświęcasz…

 - As… Chyba nie myślisz… Ona mogłaby być moją córką…

 - Nie o to chodzi… Po prostu.. Tyle lat mieszkamy pod jednym dachem… A nigdy, nawet kiedy byłam w ciąży nie poświęcałeś mi tyle czasu… I uwagi…

 - Przepraszam, As. Wiem, że nie byłem ani dobrym mężem, ani ojcem… Ale wiesz? Dopiero teraz, po tylu latach, zrozumiałem wszystko, co mówiłaś mi o przyjaźni, o miłości… Nie zrozum mnie źle. Kocham cie bardziej niż cokolwiek innego. I Scorpiusa też. Ale Rose… Jest moją szansą na danie komuś tej całej troski, którą powinienem był dać tobie i Scorpiusowi… Wy już jej nie potrzebujecie… Wszystko co najgorsze już dawno za nami… A ja muszę otoczyć kogoś troską, żeby nadrobić te wszystkie lata. Zwłaszcza, że pomogła mi się uwolnić od przeszłości…

 - Przepraszam Draco, ale po prostu boje się…

 - Czego?

 - Szukałam dziś rano albumu ze zdjęciami ze szkoły w twoim biurku i znalazłam papiery rozwodowe… Chcesz odejść? – Astoria mówiła łamiącym się głosem.

 - Chciałem. Zanim zapisałem się na terapię. Nie wierzyłem, że się uda, a nie mogłem dłużej znieść tego, jakim ciężarem byłem nie tylko dla ciebie, ale i dla mojej matki…

 - Nie byłeś…

 - As, nie zaprzeczaj… Byłem. Ale to się zmieni. Już się zmieniło…

 - Więc… Ona uratowała nasze małżeństwo?

 - Myślę, że zrobiła więcej… Uratowała naszą rodzinę…

 Astoria przytuliła się do niego.

 - Kocham cię, Draco.

 - Ja ciebie też, As.

 - Zapomniałabym. August Black przysłał wiadomość, że chciałby z tobą poważnie porozmawiać o naszych dzieciach. Przypuszczam, że chodzi mu o aranżacje małżeństwa Scorpiusa i Meg.

 - Niech rozmawia ze Scorpiusem. Nie będę układał mu życia… A wiesz? Scorpius był tu niedawno.

 - U Rose? – zdziwiła się Astoria.

 - Raczej nie ma innych znajomych  na oddziale Filiusa…

 - Rozmawiałeś z nim?

 - Nie, nie widziałem się z nim. Filius go widział. Za to Scorpiusa chyba trzeba od nowa uczyć kultury. Nawet się nie przywitał.

 

 

***
Angelo Milli – Thought I Was Strong

 

Za oknami zrobiło się ciemno. Wszedł do domu chwiejnym krokiem. Przez ostatnie półtora tygodnia ciągle tak wracał. Zupełnie jakby zapominał o otaczającej go rzeczywistości i o tym, że już następnego dnia miał wrócić do szkoły. A Rose miała zostać w szpitalu jeszcze parę dni. I nie mógłby jej odwiedzać. Nie wiedział nawet jak jej pomóc. Nigdy nie musiał się nikim opiekować. Tak naprawdę nie rozumiał, czemu tak go to wszystko zabolało. Jej wypadek, jej cierpienie.

 - Scorpius! – powiedziała ostro Astoria widząc go w takim stanie.

 - Cześć mamo… – mruknął blondyn.

 - Mamy do pogadania.

 - Jeśli chcesz mi prawić morały na temat przychodzenia w takim stanie do domu, to sobie daruj. Jestem pełnoletni.

 - Tak. Ale wciąż mieszkasz w tym domu i jesteś na naszym utrzymaniu, więc może zaczniesz wreszcie okazywać odrobinę szacunku temu domowi? Zresztą, nieważne. Nie o tym chciałam porozmawiać.

 - To o czym?

 - Co się z tobą ostatnio dzieje? Znikasz na całe dnie… Wracasz pijany… Nie chodzisz na imprezy…

 - Więc, żebyś była zadowolona mam przyprowadzić do domu kilka dziwek? Nie ma problemu…

 - Scorpius!

 - Co?

 - Co się z tobą ostatnio dzieje?!

 - Nic mamo… Zupełnie nic…

 - Urodziłam cię. Nosiłam pod sercem dziewięć miesięcy. Wiem, kiedy nie jesteś ze mną szczery i wiem, kiedy jesteś smutny. A teraz jesteś… I czuje to wyraźnie. Możesz mi powiedzieć…

 - Ta… I wszystko o powiem zostanie później użyte przeciwko mnie… Nie dzięki.

 - Chodzi o Rose Weasley, prawda?

 - Więc leć z tym od razu do ojca. Niech mi trochę pogrozi. Dawno tego nie robił…

 - Nie jestem twoim wrogiem.

 - Naprawdę? – Scorpius wszedł po schodach na piętro.

 

***
Angelo Milli – Seven days, Seven Seconds

 

Filius i Draco szli w białych kitlach przez oddział.

 - Będę w pokoju lekarzy, w razie czego. – powiedział brunet otwierając drzwi pokoju Rose.

 - Dziękuje, Filiusie.

 Draco wszedł do środka i usiadł na brzegu łóżka Rose. W pokoju panował półmrok. Jedynie paląca się wątłym płomieniem świeca dawała jakieś światło.

 

Co ci powiedzieć, Rose? Nigdy tego do końca nie wiedziałem… może to dlatego, że nigdy nikt mnie wcześniej nie potrzebował. Scorpius mógł liczyć tylko na Astorię, a ona tylko na siebie…

 

Rose poruszyła się niespokojnie.

 - Spokojnie, Rose… – Draco mówił bardzo powoli i wyraźnie. – To ja, Draco.

 - Draco… – powtórzyła Rose. – Chris…

 - Nie ma go – powiedział Draco.

 - Wiesz? W wakacje pojedziemy nad morze… – szepnęła Rose.

 - Nie, Rose. Nie pojedziecie.

 - Obiecał mi… A on nigdy nie łamie słowa…

 - Rose. Jego tu nie ma. Wiesz to, tak samo dobrze, jak ja. I nie pojedziecie razem nigdzie, bo nie powinnaś mu wybaczać, nawet jeżeli będzie miał tyle odwagi, by tu przyjść i przeprosić. W co szczerze wątpię. Przykro mi, że to ja ci muszę to uświadomić.

 - Był tu… Widziałam…

 - Widziałaś kogoś innego.

 - Pojedziemy w góry…

 - Nie pojedziecie.

 - Na jego ulubiona polanę…

 - On zniknął.

 

Nie bądź dziecinna Rose. Mamy magię…

 

- Ale najpierw zobaczymy klify w Dover…

 

Chris, ja mówię poważnie. Boje się, zwolnij!

 - Nie bądź dziecinna, Rose…

 

Po policzkach dziewczyny popłynęły łzy.

 - Draco? – zapytał jakby dopiero go zauważając.

 - Jestem tu.

 - Miałam straszny sen…

 - To nie był sen, Rose – przerwał jej blondyn przymykając powieki. – Ale nie musisz się już bać…. Jesteś w dobrych rekach.

 - Ale… Sen…

 - Nie, Rose. Tak strasznie mi przykro…

 - Ale Chris… – mówiła łamiącym się głosem, ze łzami spływającymi po policzkach, z nadzieją w oczach.

 - Nie wiadomo co z nim. Nie było go przy tobie… Śledczy myślą, że teleportował się gdzieś w momencie wypadku.

 - Kłamiesz… Nie zrobiłby mi tego…

 - Naprawdę mi przykro, Rose…

 - Wyjdź stąd… – szepnęła Rose.

 Draco nie odpowiedział. Po chwili podniósł się i ruszył w stronę wyjścia.

 - Jesteś kłamcą, Draco… Chris by mi tego nie zrobił.

 Mężczyzna westchnął cicho i wyszedł.

 

***
Dario Marianelli – Curtain

 

Scorpius leżał na swoim łóżku. Nie mógł jednak zasnąć.

 

Rose może nie przeżyć… To takie dziwne… Tyle osób wokół mnie już umarło, a nigdy nie poczułem śmierci tak blisko…

 Tracę jedyna osobę, która coś dla mnie znaczy w tej pieprzonej grze…

 Nie wytrzymam tego natłoku myśli… muszę to z siebie wyrzucić, ale… Przecież nie ma tu nikogo… Byłaś tylko ty, Rose…

 A może…

 

Chłopak podniósł się i ruszył w stronę drzwi. Gdy znalazł się na korytarzu, spotkał skrzata.

 - Mój ojciec jest w domu?

 - Nie, paniczu.

 Scorpius podszedł do dużych drzwi na końcu korytarza i otworzył je.

 - Draco? To ty? – zapytała Astoria zaspanym głosem, gdy ktoś wszedł do jej sypialni.

 - Nie, mamo… To ja…

 - Scorpius? – kobieta zerwała się na równe nogi i zapaliła światło. – Stało się coś?

 Blondyn usiadł w fotelu przy oknie, tym samym, przy którym tak często siadał Draco.

 - Scorpius? – Astoria pogłaskała jego dłoń.

 - Czułaś się kiedyś, jakbyś traciła coś ważnego w życiu? Jakbyś traciła coś, czego nie można zastąpić niczym innym?

- Chodzi o Rose Weasley, prawda?

 - Mówiłaś mi kiedyś o przyjaźni, pamiętasz?

 - Oczywiście. Powiedziałeś wtedy, że to wszystko jest do bani… – kobieta lekko uśmiechnęła się do wspomnień. – Ale teraz wszystko się zmieniło, prawda? Widzę, jak się meczysz…

 - Jak się czułaś, kiedy mama Evy umarła?

 - Byłam bardzo smutna. I czułam wielką pustkę. Do tej pory ją odczuwam, ale Eva potrafi wypełnić tą lukę… Rose… Ona będzie cie bardzo potrzebować. Będzie potrzebować dużo opieki… Ale ostrzegam cie, to nie będzie ani łatwe, ani przyjemne. Widziałam się dzisiaj z Filiusem. Powiedział, że byłeś na jego oddziale. U niej?

 - Ta…

 - Tak myślałam. Pomyślałam, że ona wiele musi dla ciebie znaczyć, więc się dowiedziałam paru rzeczy. Przeżyła głęboki szok powypadkowy – Scorpius patrzył na nią wyraźnie zaskoczony. – Postaram ci się pomóc… Co prawda jedynie radą, ale dobre i to. Więcej i tak z reszta nie mogę zrobić. Tylko ojciec nie może się dowiedzieć…

 - Mówisz poważnie? Nie będzie żadnych kazań, ani awantur…? – zapytał zdezorientowany blondyn.

 - Przyjaźni się nie wybiera… Więzi same się tworzą… My sami mamy w tym niewielki udział… Choć za to możemy je bardzo łatwo przeciąć. Dlatego jest bardzo ważne, żebyś przy niej był… Zwłaszcza na samym początku…

 - Ale dlaczego mi pomagasz w takiej sprawie? I to wbrew ojcu? Zawsze stałaś po jego stronie…

 - Scorpius, nie mogę cie stracić. Zapytałeś mnie na samym początku, czy czułam się kiedyś jakbym traciła coś ważnego, czego nie można zastąpić niczym innym… Poczułam się tak po naszej wieczornej rozmowie. A bardzo, bardzo cie kocham synku…

 Kobieta podniosła się nieco i przytuliła go. Scorpius po chwili także objął ją ramionami.

 - Ja ciebie też kocham, mamo… – powiedział cicho. – Pójdę już… A tak właściwie, gdzie jest ojciec? – zapytał, gdy się podniósł i chciał odejść.

 - Musiał coś załatwić. Późno wróci.

 - Czyli znów przyjdzie pijany? Myślałem, że już z tym skończył…

 - Wróci trzeźwy – powiedziała pewnie Astoria.

 - Podziwiam twoją wiarę w tego człowieka – powiedział Scorpius.

 - A dlaczego ty w niego wątpisz?

 - Przez ostatnie siedemnaście lat nie dał mi zbyt wielu powodów, aby w niego wierzyć.

 - Ty też wracasz ostatnio ciągle pijany.

 - To co innego.

 - Czyżby? Twój ojciec też miał problemy. I tak jak ty topił je w alkoholu. Chcesz, czy nie, jesteście tacy sami.

 - Nie jestem taki jak on – powiedział dobitnie Scorpius i wyszedł.

- Jesteś, synu. Jesteś… – mruknęła do siebie.

 

 **********************************************

A więc ludziska, rozdział długi, mamy nadzieję, że udany:) Trochę smutny, ale pamiętajcie – po każdej burzy prędzej czy później pojawia się słońce :)

I UWAGA!!!

SERDECZNIE ZAPRASZAMY NA LITERACKI DEBIUT HIPPIE!!!
THE TRAVELLER

Co prawda to nic związanego z Harrym Potterem, ale i tak zapowiada się super!

Bezczelna & Hippie

7 Komentarze

  1. Ten cudowny styl pisania pokochałam od pierwszego rozdziału i jeszcze te tak świetnie dobrane utwory ^^. Na koncie pojawiła się jeszcze jedna stała czytelniczka ;) .

    Scorpius Malfoy ma uczucia, chyba zapiszę to w kalendarzu.

    Co do Chrisa mam taką cichutką nadzieje że nie żyje, ewentualnie na to że zginie z rąk Scorpa . Biedna Rose, na złych przeżyciach zbudowałaś jej charakter, tak odmienny od tych w innych fanfikach – i to lubię :) .

    Czekam na następny rozdział :D !
    Pozdrawiam Cammie

    • Cóż, wszystko wyjaśniać się będzie z czasem, na razie trzeba uzbroić się w cierpliwość:) Jesteśmy wredne i niedobre:P
      Dziękujemy bardzo za komentarz i opinię :)

      Zapraszam jutro na kolejny rozdział!!!

      Całusy,
      Bezczelna

  2. No dziękujemy kochana. Cieszymy się ze się podobało. Choćteraz jest trochę depresyjne wkrótce będzie całkiem zabawnie. Chyba, przynajmniej dla nas. I tak ja osobiście uwielbiam Malfoyów wiec normalnie kocham o nich pisać
    I niemalże się ten odcinek do Marka miał mieć właśnie takie zadanie, żeby was trochę rozweselic, no bo rozdział to wiał melancholia a przecież to nie o to chodzi żeby fundowac czytelnikom depresję :-)

    I uwaga, w przyszlym odcinku będzie kisu kisu. Jak obiecalam. :-)

    Omg jestem jedzą!

    Xoxo
    Bezczelna

    • Waszych Malfoy’ów nie da się nie lubić :)
      Ty jędzą?! No chyba, że kochaną jędzą :D
      Osz, ja Cię kręcę! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Jestem ciekawa w jakich okolicznościach się pocałują. W ogóle jestem strasznie ciekawa wszystkiego! :D

      Pozdrawiam Lily ;*

  3. Witajcie! ;*

    Rozdział jak najbardziej udany. Normalnie mam taką wielką gulę w gardle, że szok! Płacze, no normalnie płacze! Wzruszyłam się diabelnie, ale to dobrze :)

    Biedna Rose, szkoda mi jej. Tak dużo musi się wycierpieć. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego. Mam ochotę zabić Chrisa własnymi rękami! Co za dupek! Jak on mógł jej to zrobić. :( W ogóle kto się zajmie Rose, kiedy wyjdzie ze szpitala? Jej rodzice czy Malfoy’owie?

    Rose stała się ważną osobą w życiu Scorpiusa i Draco, ale również … Astorii. :) Oni wiele jej zawdzięczają. Dla Astorii to musiał być szok, gdy dowiedziała się, że dzięki Rose, ona i Draco są nadal małżeństwem. Myślę, że one się polubią. Astoria jest oddaną żoną i matką. As specjalnie kazała Scorpiusowi nic nie mówić Draco o pomaganiu Rose. Draco i Scorpius muszą sami do siebie dotrzeć. Tak, Scorpius jest bardzo podobny do Draco. :) Myślę, że dzięki temu wypadkowi Rose i Scorpius jeszcze bardziej się do siebie zbliżą.

    Pod wpływem tego zdarzenia Scorpius jeszcze bardziej się zmienił. On już nie robi tego wszystkiego dla Rose z powodu długu tylko dlatego, że Rose stała się częścią jego życia. :)

    Bardzo mi się podobała scena przed „OIOM-em”. Ta furia w jaką wpadł w Scorpius jest nie do opisania! Po ostatnim zdaniu skierowanym do Marka wybuchnęłam śmiechem! :D Wiem, że ta cała scena powinna mnie zasmucić i w ogóle, ale niestety, Scorpius mnie rozśmieszył. Uwielbiam jego sarkazm! :D

    Pozdrawiam Lily ;*

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.