32. Lubię mówić z tobą

 

Max Richter – Blue Notebooks

 

- Więc chcesz mi powiedzieć, że Malfoy nie próbował się do ciebie dobierać – zapytał podejrzliwie.

- Chris, mieliśmy osobne pokoje. Chodziłam w tych starych łachach przez cały czas, ludzie patrzyli się na mnie jak na idiotkę, dałbyś już spokój. Odkąd wróciłam wałkujemy ten temat bez przerwy. To było niemal tydzień temu, już zdążyłam zapomnieć, że gdzieś pojechałam.

- Okej, przepraszam. Więc jak znaleźliście tego całego Jeana? – zapytał. Nie potrafił do końca uwierzyć, że Malfoy niczego nie próbował, że niczego miedzy nimi nie doszło. Nie ufał mu. Może czasami nie ufał jej. Scorpius Malfoy, jeden z największych kobieciarzy w Hogwarcie pojechał z dziewczyną do Paryża i do niczego nie doszło? Ba! Nawet nie próbował?

- Nie znaleźliśmy go.

- Więc jak znaleźliście nagrobek?

- Greg nam pomógł.

- Greg… – mruknął Chris. – Nie mogłabyś przepuścić okazji, żeby go zobaczyć, prawda? – zapytał z nutką żalu w głosie.

- Chris, czasami zachowujesz się jak kompletny idiota. Co mieliśmy zrobić? Jej rodzice nie wchodzili w grę, nie mogłabym im spojrzeć w oczy.

- Więc od razu poleciałaś do niego? A może taki był plan od samego początku?

Krukon zawsze czuł, że Rose nie była z nim do końca szczera. Nigdy nie patrzyła na niego tak, jak patrzyła na Grega przez te kilka dni, które był w szkole. Nigdy nie używała tego delikatnego tonu głosu, który był widocznie zarezerwowany tylko dla niego. A przecież był przeszłością, a ona powinna być tu, teraz, z Chrisem. Ile miał czekać? Czasami zastanawiał się, czy kiedykolwiek usłyszy z jej ust słowo kocham.

- Nawet go nie widziałam. Wysłałam Scorpiusa, żeby się z nim spotkał, możesz do niego pójść i się zapytać w tym momencie. Ale jeśli zamierzasz być zazdrosny o każdego faceta, z którymkolwiek spałam, cóż, powodzenia, trochę tego było – wyszła z sypialni trzaskając drzwiami.

 

 Akurat – Lubię mówić z Tobą

 

- Hej Rose! – usłyszała za sobą.  – I jak poszło? Nie miałyśmy okazji pogadać…

- Mia… Ach… Cóż… Zależy, o co pytasz – powiedziała Rose markotnie.

- Okej, chyba nie za dobrze… Znaleźliście ją? – zapytała cicho kiedy przechodziły przez Pokój Wspólny.

- Tak.

- Scorpius…?

- Zachowywał się nienagannie, muszę przyznać. Oprócz spania nago… Nie powinnam była tego mówić…

- Co masz na myśli, spania nago?

- Och, był ostatni pokój w hotelu, więc go wzięliśmy. Nie mów Chrisowi, myśli, że mieliśmy osobne sypialnie.

- Okej – powiedziała przeciągle Mia.

- Do niczego nie doszło. Właściwie to było dziwne. I nie znaleźliśmy Jeana.

- Więc jak…

- Greg – przerwała jej Rose.

- Aha… – odpowiedziała przeciągle Mia.

- Nie widziałam go. Wysłałam Scorpiusa. Nie mogłam.

- Och, Rose… Ty wciąż go kochasz… – szepnęła blondynka. – Co z Chrisem?

- Nie wiem, Mia – mruknęła unikając wzroku dziewczyny. – Jest okej. Jestem przy nim bezpieczna. Jest jak małe dziecko, czasami, ale jestem bezpieczna… Wiesz, nie sądzę, że jeszcze kiedyś się zakocham. Kochałam dwa razy i spójrz na mnie? Jestem wrakiem człowieka. Pierre… Kochałam go, wiesz? Na samym początku. Czasami myślę, że nie, że to było tylko zauroczenie. Ale kochałam go, choć tak bardzo chciałabym o tym zapomnieć. I Greg. Co nam przyszło z wielkiej miłości? Nic dobrego. Myślisz, że było warto? Półtora roku  później, a ja wciąż czuję się jak tamtego dnia, kiedy wszystko się skończyło. Czasem myślę, że byłoby lepiej, gdyby Pierre zabił mnie tego ostatniego dnia, zanim uciekłam.

- Rose, nie możesz tak myśleć!

- Właśnie, Weasley – blondyn pojawił się znikąd, po prostu wyszedł z ciemności, jakby na nią czekał. Jak zwykle czaił się gdzieś w ciemnościach, by ją uratować. Czasami odnosiła takie wrażenie. Zawsze był tam, gdzie go potrzebowała. Nigdy jej nie potępił. Nigdy nie zakpił. Nigdy nie wyśmiał. Zrozumiał. Człowiek bez uczuć mający dla niej więcej współczucia niż jej własny chłopak.

- Scorpius… Co ty tutaj robisz? – zdziwiła się Mia.

- Jestem prefektem na służbie – zaśmiał się wypinając dumnie pierś z odznaką.

Krukonki zaśmiały się.

- Zostawię was samych – powiedziała Mia po chwili milczenia. Cisza zdawała się być aluzją, że w tej rozmowie powinny uczestniczyć tylko dwie osoby. Z resztą doskonale wiedziała, że on przyszedł tam dla Rose, nie dla niej. I że prawdopodobnie powinna pozwolić im być samym. Choć nigdy nie uważała Scorpiusa za godnego zaufania, w ciągu ostatnich kilku tygodniu pokazał się z innej strony. Rose miała już taki wpływ na ludzi, często pokazywali swoją drugą twarz, tą, która chcieli zachować dla siebie.

- Dzięki za ubrania. Byłam nieco zaskoczona kiedy twoja biedna sówka wleciała do mojego pokoju z tymi wszystkimi torbami.

- Nie ma za co. Upewniłem się, że twojego kochasia nie było z tobą.

- Dziękuję, Scorpius.

- Za co?

- Za wszystko. Paryż, Grega, Olivię… Żeby Chris był choć w połowie tak wyrozumiały…

- Wiesz od jakiegoś czasu zastanawiałem się, czemu z nim jesteś. Ale już usłyszałem swoja odpowiedz… bezpieczeństwo. To dobry powód. Ja jestem z Meg, bo była uparta… Cóż, jest też całkiem niezła w łóżku…

- Nie zamierzasz mi dać wykładu jakie to głupie?

- A ty mi?

Zaśmiała się.

- Wiesz, dzień przed przerwą świąteczną są moje urodziny. Będzie niezła impreza w lochach. Byłoby dobrze, gdybyś przyszła, w końcu jesteś moją narzeczoną – uśmiechnął się łobuzersko obejmując ją ramieniem.

- Tak, tak, najdroższy. Ale tylko w Paryżu – zaśmiała się, po czym dodała poważniej – Postaram się przyjść. Za nic w świecie nie przegapiłabym miny twojej dziewczyny. Widziałam ją wcześniej, odniosłam dziwne wrażenie, że mnie nie lubi…

- Cóż, powiedziałem jej, że jadę do Paryża z bardzo atrakcyjną dziewczyną, o długich włosach i dużych ochach… Myślę, że przez chwilę wydawało jej się, że mówiłem o niej…

- Jesteś podły.

- Wiem – odpowiedział zdawkowym tonem. – Dlatego możesz przyprowadzić swojego lowelasa na imprezę. Czuję, że świetnie dogadałby się z Meg. Oboje niekochani i oszukiwani…

- Nie oszukuję Chrisa – oburzyła się ruda.

- Och, czyli powiedziałaś mu, że spaliśmy na jednym łóżku i ja byłem nagi? Tak myślałem. Czyli go oszukujesz.

- O mój Boże… Zamieniam się w ciebie…

- Czyż to nie wspaniale? – uśmiechnął się łobuzersko.

- Nie?

 

***
Yann Tiersen – Summer ‘78

 

- Forever young, I wanna be forever young… – nuciła cicho starając się pisać esej z Transmutacji. Marnie jej szło, nie była w nastroju na odrabianie lekcji, zwłaszcza, ze Potter co chwilę ją gilgotał, lub całował po szyi.

- Eva – zaczął Albus.

- Mhm…

- Jakie masz plany na święta?

- Cóż… Pierwszy dzień świąt spędzam  z ciotką i wujkiem. A drugi z chłopcami i macochą Larsa. Czemu pytasz? Chyba nie zostajesz w zamku?

- Nie, nie. Tak sobie myślałem, że może wpadłabyś do mnie na kawałek… Święta masz już zaplanowane, ale może wigilia? Wiesz, poznałabyś moich rodziców i zobaczyła gdzie mieszkam… Oczywiście jeśli chcesz, bliźniaki i Lars też są mile widziani.

- Zaskakujesz mnie, Al…

- Tak, wiem. Ale jesteś dla mnie wyjątkowa. Wiem, że wszyscy uważają, że za dwa miesiące nie będziemy razem. Ale chce ci udowodnić, że z tobą jest inaczej… Moje życie stało się tak kolorowe odkąd ty się pojawiłaś… Nigdy nikogo nie przyprowadzałem do domu… Moi rodzice bardzo chętnie cię poznają…

- Cóż, jeśli tak, to… tak. Pojadę z tobą – zaśmiała się. – Co jeśli twoi rodzice mnie nie polubią?

- Eva, ciebie nie da się nie lubić. Nawet Lily nie potrafi ci się oprzeć, jest uparta i dumna i za nic w świecie nie przyzna się do błędu, ale tak naprawdę bardzo cię lubi.

- Serio?

- Serio, serio – uśmiechnął się.

- Więc gdzie jest twój dom?

- W Dolinie Godryka. Tuż obok domu dziadków. Trudno przegapić.

- Dom moich rodziców jest Dolinie. Mój dom…

- Możemy się tam wybrać, jeśli chcesz. Ktoś w nim mieszka?

- Nie. Czeka na mnie, kiedy skończę szkołę zamierzamy tam zamieszkać z bliźniakami. Lars zostanie z macochą…

- Będziemy niemal sąsiadami – ucieszył się Al.

- Tak…

- ALBUS! – usłyszeli za sobą. – Spójrz na to!

Lily rzuciła kolorowy magazyn na esej Evy.

- Tu – wskazała palcem na dolną połowę strony z nagłówkiem SPOTTED.

Znajdowało się tam zdjęcie Ślizgona obejmującego skąpo ubraną rudowłosą dziewczynę. Uśmiechali się i rozmawiali, a potem wyszli z lobby.

Scorpius Malfoy, syn znanego biznesmena, Dracona Malfoya został przyłapany przez jedną z naszych czytelniczek w lobby paryskiego hotelu Pont Royal z seksownym rudzielcem kilka dni temu. Poznajecie? Tak, to Rose Weasley, córka Ronalda i Hermiony Weasleyów. Inne źródło podje, jakoby przystojny dziedzic fortuny miał ją przedstawiać swoim francuskim znajomym, w tym synowi Gorgesa Lamberta, Ludovicowi, jako swoją narzeczoną. Czyżby planowali sekretny ślub w romantycznej francuskiej scenerii? Jak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej, ale uważaj Romeo – tata Julii nie będzie zadowolony…

- To się nie dzieje naprawdę… – mruknęła Eva blednąc nieco.

- Co? – zapytał Al.

- Och, nic takiego – mruknęła. – Coś mi się przypomniało.

- To na sto procent Rose – powiedziała Lily. – Ale co robiła z Malfoyem w Paryżu? Chris o tym wie? Nazwał ją swoja narzeczoną. A co jeśli rzeczywiście wzięli sekretny ślub? O mój boże, chyba mam atak paniki… Kupiłam trzy egzemplarze, bo nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam…

- Lily – Albus potrząsnął siostrą. – Uspokój się. Ja porozmawiam z Rose, okej? Dowiem się o co chodzi…

- Pójdę dokończyć esej w bibliotece – powiedziała Eva. – Potrzebuje kilku książek. Mogę pożyczyć? – zapytała chwytając magazyn i esej, ale nie czekając na odpowiedz oddaliła się.

Niemal biegła przed siebie. Musiała go znaleźć, musiała go ostrzec. To z pewnością nie było częścią jego planu. Tylko gdzie go szukać? Z pewnością miał dyżur, ale znała go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że z pewnością nie ma go tam, gdzie powinien być.

W takich chwilach marzyła, by mapa Huncwotów wpadła jej w ręce. Teraz nie miało to znaczenia. Choćby miała biegać po zamku całą noc.

Minuty mijały i zdawało jej się, że już nigdy go nie znajdzie, gdy nagle usłyszała znajomy głos. Plus jeden, który z pewnością wcześniej słyszała. Pobiegła szybciej.

- Scorpius! – zawołała. – Rose! Musicie to zobaczyć!

Uniosła magazyn tak, że mogli dokładnie zobaczyć zdjęcie i podpis.

Scorpius wyrwał jej pismo z rąk.

- Scorpius Malfoy, syn znanego biznesmena, Dracona Malfoya został przyłapany przez jedną z naszych czytelniczek w lobby paryskiego hotelu Pont Royal z seksownym rudzielcem kilka dni temu. Poznajecie? Tak, to Rose Weasley, córka Ronalda i Hermiony Weasleyów. Inne źródło podje, jakoby przystojny dziedzic fortuny miał ją przedstawiać swoim francuskim znajomym, w tym synowi Gorgesa Lamberta, Ludovicowi, jako swoją narzeczoną. Czyżby planowali sekretny ślub w romantycznej francuskiej scenerii? Jak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej, ale uważaj Romeo – tata Julii nie będzie zadowolony…

- Chris nie może o tym wiedzieć… – mruknęła Rose.

- Rose, Al chce z tobą o tym porozmawiać, nie wiem, czy poszedł teraz, czy zamierza to zrobić jutro, od razu jak Lily przyniosła tą gazetę urwałam się stamtąd i pobiegłam was szukać. Wracaj do siebie, w razie gdyby Chris tam był.

Ruda kiwnęła tylko głową i pobiegła w swoją stronę.

- Scorpius, to zdjęcie ma teraz więcej niż połowa szkoły… Ile osób wie, że pojechałeś do Paryża?

- Ty, Elaine i Meg. Mia Newman… No i O’Donnel oczywiście…

- Upewnij się, że Meg w złości niczego nie wygada…. Jak mogłeś być tak nieostrożny, Scorpius…

- Nie spodziewałem się, że jestem tak znany… Lub ona. Z resztą nie dbam o to… Nigdy nie sprawdzałem plotkarskich gazet…

- To zdjęcie wywoła burzę, Scorpius. Jak ciebie znam na pewno wykręciłeś Meg jakiś numer zanim pojechałeś do Francji, więc teraz idź i ładnie ją przeproś, powiedz, że zachowałeś się jak świnia i żeby udawała, że spędziła z tobą noc. Jeśli to zdjęcie wpadnie w ręce McGonagall, a twoja własne dziewczyna potwierdzi, że tam pojechałeś na najgorszym wypadku zostaniesz zawieszony, a Rose wywalą.

- Wesaley… Odkąd się pojawiłaś same problemy…. – mruknął do siebie.

- Idź już Scorpius. Ja muszę iść do biblioteki, zanim Albus się zorientuje…

 

***
Max Richter – Written on the Sky

 

- Chciałeś mnie widzieć? – zapytała oschle blondynka. Stała w drzwiach, nie zamierzała przekraczać progu jego pokoju, nie po tym, jak ją potraktował. Wciąż była zła. A on jeszcze nie przeprosił.

- Meg – zaczął podchodząc do niej. – Proszę, usiądź.

Obdarzyła go krótkim, chłodnym spojrzeniem, po czym usiadła na brzegu łóżka.

- Przepraszam – powiedział wręczając jej bukiet czerwonych róż. – Zachowałem się jak dupek. Nie zasłużyłaś na to. Wiesz, że zawsze mówię ci prawdę. Pytałaś mnie czy spałem z Tess, z Jessicą, z Jane i innymi wieloma. Szczerze odpowiadałem, tak. Pojechałem z Rose Weasley do Paryża, mamy wspólną znajomą która… Wymagała wizyty. Ale nie dotknąłem jej ani razu.

- Tylko po to mnie wezwałeś? Żeby oznajmić, jak wspaniały jesteś, bo nie przeleciałeś Weasley, kiedy miałeś okazję? – zapytała rozżalona.

- Meg… Przecież wiesz, że tak naprawdę tylko ciebie chcę… – uklęknął przy niej i pocałował jej dłoń. – Jesteś moja… Przecież wiesz…

- Boisz się, że potwierdzę, że byłeś w Paryżu, Scorpius. Może i jestem naiwna, ale nie głupia i znam cię. Widziałam to zdjęcie, Romeo. Gdyby trafiło w ręce McGonagal ciebie by zawiesili, a twoją Julię… wyrzucili?

- Nie dbam o Rose Weasley. Jak dla mnie Mogliby ją wykopać jeszcze dzisiaj.

- Przedstawiłeś ją, jako swoją narzeczoną – wycedziła przez zęby.

- Bo ktoś tak napisał w plotkarskiej gazecie? Powiedz mi, jak logicznie rzecz biorąc osoba, która zrobiła to zdjęcie, mogła usłyszeć cokolwiek z tego, co było powiedziane? Musiała stać z dwadzieścia metrów dalej.

Nie odpowiedział i nie patrzyła na niego. Chciała mu wybaczyć, chciała mu wierzyć, chciała mu powiedzieć, że to już nieistotne. Ale tak nie było.

Podniósł się nieco i ją pocałował, ale dziewczyna szybko odwróciła głowę i się podniosła.

Blondyn zrobił to samo, po czym zbliżył się do niej i popchnął ją na łóżko.

- Nic z tego, kochanie – powiedziała szybko.

- Jeśli tak… – zaczął kładąc się obok niej – będę musiał cię zmusić.

Prychnęła.

- Niby jak zamierasz to zrobić, może i jesteś chamem, ale takie coś byłoby poniżej twojej godności.

- Zawsze mogę zastosować tajną broń – uśmiechnął się łobuzersko siadając na niej. – Łaskotki.

- Jesteś ciężki, złaź – próbowała być poważna.

- Przygotuj się…teraz!

Cały pokój wypełnił się jej dźwięcznym śmiechem i piskami. I była szczęśliwa. Dla takich chwil uwielbiała być z Scorpiusem.

 

***
Daughter – Youth

 

 - Albus! – zawołała Rose tuż przed wejściem do Pokoju Wspólnego Krukonów.

- Rose, właśnie ciebie szukałem.

- Patrz jaki zbieg okoliczności! Ja ciebie też, możemy porozmawiać gdzieś w ustronnym miejscu? – zapytała łapiąc go za ramię i ciągnąc jak najdalej od wieży Ravenclawu.

- E… wszystko w porządku, Rose? Zachowujesz się… Dziwnie…

- Tak, tak, muszę z tobą pilnie porozmawiać.

- O czym? – dopytywał się Albus. Był zupełnie zdezorientowany. Rose nie była tak chętna do rozmów odkąd wyjechała do Francji. A odkąd wróciła zdawała się całkowicie stracić zainteresowanie rozmowami z nim, lub którymkolwiek innym członkiem ich rodziny.

- Pojechałam do Francji ze Scorpiusem Malfoyem w ostatni weekend – oznajmiła zatrzymując się.

- Co?

- To.

- Chris…

- Wie o wszystkim – przerwała mu. – Z tym, że miałam nosić babcine ciuszki, które spakował mi Chris… to nieważne. Prawdopodobnie już widziałeś zdjęcie w gazecie, nie zaprzeczaj, nie fatygowałbyś się do naszej wieży po nic. Chris nie może go zobaczyć.

- Okej… A co ja niby mam zrobić Rose? Pojechałaś z Malfoyem do Francji? Po co? – Potter zdawał się być tak zdezorientowany, jak ślepy belgijski smok w starej puszczy, dużo dźwięków, jeszcze więcej ech.

- Nie zrozumiesz Albus – szepnęła.

- Więc mi wytłumacz.

- Ktoś bardzo wyjątkowy dla mnie odszedł parę miesięcy temu… zapewne słyszałeś o Olivii. Jak mógłbyś nie. Tylko chciałam się z nią pożegnać, to wszystko…

- Z Malfoyem?

- Była też jego przyjaciółką.

- Rose, zdajesz sobie sprawę, że Scorpius Malfoy jest jedną z najbardziej zepsutych osób w tej szkole. Wiele osób dało się nabrać na jesteś dla mnie wyjątkowa, inna niż wszystkie. Nie ufaj mu. Krętactwo to jego natura…

- Albus, nie zamierzam o tym rozmawiać, nie masz zielonego pojęcia, jak wiele dla mnie zrobił. Gdybyś tylko wiedział…

- Wiec powiedz mi. Powiedz mi, dlaczego uważasz, że jest tak wspaniały?

- Nie mogę, Al. Musiałabym ci powiedzieć rzeczy o mnie, o których nie chcesz słyszeć. Wierz mi. Nie jestem aniołem.

- Nadal nie rozumiem, czego ode mnie oczekujesz?

- Tylko upewnij się, że Lily nie gada o tym ze wszystkimi, No i Hugo powinien trzymać mordę w kubeł, zwłaszcza do rodziców, wiesz jaki ma długi jęzor… No i nie rozmawiajcie o tym z Chrisem, to dla niego drażliwy temat.

- Zrobię co w mojej mocy, ale musisz być ostrożniejsza, Rose…

- Skąd mogłam wiedzieć, że jakiś debil nas zobaczy i pomyśli łał! Rose Weasley, zrobię fotkę i wyślę kolorowemu magazynowi.

- Ty mówisz poważnie?

- Co?

- Rose, każde z nas jest nieustannie w tych plotkarskich gazetach. Szczególnie ty i James. Jesteśmy dziećmi tego Pottera i tych Weasleyów, a Malfoy jest synem tego Malfoya. Nie czytasz gazet?

- Nieszczególnie…

- Jak myślisz, skąd twój ojciec wiedział, że wyleciałaś z Beauxbatons? Lily przyniosła mu jeden ze swoich magazynów ze słaniającą się, skąpo ubraną tobą wychodzącą z nocnego klubu na okładce z wielkim tytułem Tatuś nie będzie zadowolony, Rosie…

- Co? Ale on powiedział, że babcia…

- Serio, nigdy wcześniej tego nie widziałaś? Za każdym razem, kiedy pojawiałem się z dziewczyną w Hogsmeade tydzień później wszyscy rozpisywali się o kolejnym romansie Pottera. Choć i tak nigdy nie pobiłem ilości okładek Jamesa… Dziwię się, że jeszcze nikt nie dostał fotek Evy. Szkoda, że nie widziałaś tej, która ogłaszała, że Lily i McLaggen są razem…

- Lily i McLaggen są razem?! Ten McLaggen? Ten zakochany w sobie, lalusiowaty McLaggen? Syn tego McLaggena, którego imię zawsze przyprawia mojego ojca o torsje?

- Mhm. Ten samiuśki.

- Piekło musiało wreszcie zamarznąć…

- Ach, Rose, może powinnaś zacząć prenumerować Czarownicę… Powinnaś się cieszyć, że nie wrzucili cię na okładkę. Przegrałaś z nową dziewczyną wokalisty Brudnych Wiedźm.

- Co to są Brudne Wiedźmy?

- Raczej byś ich nie polubiła, ja żeby nie używać wulgaryzmów nazywam ich tanią muzyką.

- Al?

- Mhm?

- Dziękuję. Wiem, że nie jestem ostatnio zbyt rodzinna. Ale dziękuję…

- Nie ma za co, Rose. Wiesz gdzie mnie szukać, w razie czego…

 

***
Lupe Fiasco – Daydreamin’

 

- Dziwnym zbiegiem okoliczności, strona czternasta zniknęła w wszystkich możliwych wydań czarownicy, nawet tych starych. Dziwny zbieg okoliczności… – zaczęła Rose siadając na balustradzie.

- I chyba wiem, kto za tym stoi – powiedział uśmiechając się. – Tylko jedna osoba w tym zamku ma taką władzę nad skrzatami domowymi.

Rose uniosła jedną brew.

- Eva, oczywiście. Daje im koncerty, rozmawia z nimi, one ją po prostu uwielbiają, a mógłbym przysiąc, że widziałem jednego, kiedy dobierał się do wydania, które zabrałem Evie.

- Kim ona jest, Scorpius? – zapytała poważnie Rose. – Wiedziała, że byliśmy we Francji. I wydaje się znać cię tak dobrze…

Blondyn  westchnął ciężko. Nie zamierzał nigdy o tym z nikim rozmawiać, ale wiedział, że Rose i tak się dowie. A lepiej, żeby dowiedziała się tej prawdziwej wersji, niż tej wymyślonej przez kogoś, kto nawet ich nie zna.

- Nasz sekret rodzinny. Niewiele osób o niej wie. Żeby uniknąć dla niej przykrości. Elaine jest moją kuzynką, ale ona wie jak się obronić. Nie chciałbym, żeby ktoś dla zemsty na mnie kiedykolwiek próbował poderwać Evę, by potem złamać jej serce.

- Nie rozumiem.

- Jest córką najlepszej przyjaciółki mojej matki. Ale Eleonora nie żyje, podobnie jak jej mąż. Więc, moi rodzice chcieli ją adoptować, ale wtedy do akcji wkroczyła ciotka Evy i powiedziała, że jej siostra na pewno nie życzyłaby sobie, żeby jej córka wychowywała się w rodzinie śmierciożercy. Sama jednak jej nie wzięła, nigdy też jej nie odwiedzała. Moi rodzice zawsze upewniali się, żeby Evie niczego nie brakowało, zabieraliśmy ją na wakacje, czasem weekendy, każde święta. Na co tylko zezwalała dyrekcja sierocińca.

- Chcesz powiedzieć…

- Jest dla mnie jak siostra i nie dam nikomu jej skrzywdzić. Dlatego wyjątkowo nie podoba mi się, że spotyka się z twoim kuzynem.

- Czy Albus o tym wie?

- Nie sądzę. Nienawidzi mnie. A Eva boi sie go stracić. Znam ja wystarczająco dobrze by to wiedzieć.

- Ale ona jest taka… Szczęśliwa…

- Prawda? – uśmiechnął się. – Eva jest tak pełna przebaczenia i miłości… Gdyby tylko powiedziała słowo dałbym popalić jej kuzynce…

- Kuzynce?

- Tia… Mary Isherwood.

- Znam ją… Jest w Ravenclawie. Jest bardzo… cicha.

- Nie wydaje mi się, że wie o Evie w ogóle. Albo niewiele. A Eva nie pozwala mi się do niej zbliżać.

- Dlaczego ciotka Evy jej nie chciała?

- Mama mówiła mi, że ona i Eleonora nie były zbyt blisko po tym, jak rodzice Evy się pobrali. Podobno Elsa kochała się w ojcu Evy, kiedy jeszcze chodziły do szkoły – spojrzał jej głęboko w oczy i zaczął mówić powoli, oschle, przerażająco zimno – Jeśli powiesz o niej komukolwiek zapomnę, że cokolwiek dla mnie zrobiłaś, rozumiesz?

Rose kiwnęła głową niepewnie. Nigdy nie był wobec niej tak… przerażający, taki straszny.

 - Ale lepiej powiedz mi jak twój kochaś zareagował na zdjęcia? – zapytał wesoło po chwili.

- Słyszał o nich, ale nie widział. Więc powiedziałam mu, że ktoś nam zrobił zdjęcie jak wychodziliśmy z hotelu. Trochę pomruczał, ale udałam obrażoną i się odczepił… – odpowiedziała nieco zdezorientowana.

- Ty na serio się we mnie zmieniasz – zaśmiał się.

- O mój Boże… – skrzywiła się.

- Cóż, tak to już bywa, narzeczono – zaśmiał się obejmując ją ramieniem, a ona dała mu kuksańca w bok.

Hippie in the City

Przy współpracy z:

Bezczelna

Kategorie: Opowiadanie

O Bezczelna

Jestem jaka jestem, trochę tu, trochę tam, trochę siam, a i jeszcze tyci gdzieś indziej. Nie pije, nie pale, a żyję, nie nosze białych kozaczków nie cierpię sagi Twilight, Pamiętników Wampirów i innego chłamu tego typu, z dobrą książką potrafię przesiedzieć całą noc(absolutnie nieprzydatne jeśli pracujesz jak ja)

11 Komentarze

    • Na początek – bardzo przepraszamy za:
      Po pierwsze: Brak notki
      Po drugie: Brak odpowiedzi

      Na swoje usprawiedliwienie powiemy tylko, że na wyspach „lato” jest tylko wyrazem w słowniku i w naturze nie występuje, ale w tym tygodniu – caluśki tydzień Hawaje!(dosłownie!).
      Więc ani mi, ani Bezczelnej nie przeszło nawet przez myśl by włączać komputery, lub w jej przypadku telewizor, tylko plaża, park i słońce.
      Naprawdę przepraszamy, ale dziś pogoda już się zepsuła totalnie, wszystko wróciło do normy, wiec notka w piątek lub sobotę się pojawi:D

      xoxo
      Hippie

      • Hehe, jak są Hawaje na wyspach, to trzeba korzystać :D
        Do następnego rozdziału dziewczyny! :*
        Pozdrawiam Lily :*

  1. Haha podobało mi się jak Scorpius oznajmił Rose ze zamienia się w niego:)

    No ale nie było nic o Draco i Astorii buuuu… Liczę ze coś się pojawi w następnym rozdziale:)

    ‚Tata Julii nie będzie zadowolony’ normalnie jakby prosto z brukowa wyrwane, fajny pomysł i super wykonanie, czekam na ciąg dalszy:)

    Black-Eyed

    • Tak, tak, te ich słodkie wymiany zdań:)

      Pisanie notki do brukowca to była dla mnie prawdziwa przyjemność, może powinnam się tym zająć na stałe, haha.

      Czekaj, czekaj, bo warto!

      Peace,
      Hippie

  2. Witajcie! ;*

    „Piekło musiało zamarznąć…”
    Umarłam i zmartwychwstałam w jednym momencie :D Dawno się tak nie śmiałam :D Reakcja Rose powaliła mnie na kolana! :D

    Tyle się działo w tym rozdziale, że nie wiem o czym mam napisać. W każdym bądź razie, zdjęcia Scorpiusa i Rose zrobiły furorę :D

    Eva jest najlepszą osobą jaką mógł spotkać Scorpius i Albus. Jest oddaną przyjaciółką i siostrą. ;) Nie każda osoba by z takim oddaniem ratowała tyłek Scorpiusa i Rose. Podziwiam ją za to. :)

    Ta cała afera sprawiła, że Rose zaczęła rozmawiać z Albusem. Może oni ponownie nawiążą ze sobą kontakt? Może znów będą przyjaciółmi, tak jak w dzieciństwie? :)

    Myślę, że nikt nie jest w stanie rozłączyć Evę i Albusa oraz Malfoy’a i Weasley. Oni nie słuchają tego, co inni mówią, oni kierują się sercem. ;)

    Pomiędzy Ślizgonem a Krukonką coraz bardziej zacieśnia się nić porozumienia. Nawet już się przedrzeźniają, ale w taki pozytywny sposób. :)

    Jestem ciekawa kiedy Malfoy porzuci Meg.

    Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną notkę.
    Pozdrawiam Lily ;*

    • Oj, tak, działo się trochę, ten rozdział to był taki trochę spontan, ale stwierdziłyśmy, że wato trochę coś wcisnąć między ustalony plan, zwłaszcza, że niczemu nie szkodzi:)

      Hippie spisała się super w każdym bądź razie i trochę mnie odciążyła, za co bardzo dziękuję:) Po urodzinach moja głowa była na takim średnio-kiepskim poziomie wydajności ;P:P:P

      Ja sama uwielbiam Evę, Hippie – tak średnio, może dlatego, że są do siebie trochę podobne, hahaha:)

      xoxo
      Bezczelna

        • Znaczy się, że impreza była udana :D
          Rozumiem Ciebie doskonale :) Ja w tym roku mam sezon osiemnastkowy i jestem ciągle zapraszana na imprezy i czasami jest po prostu ciężko z ogarnięciem się. :)

          Hippie jest wspaniała! ;*

          Miałam już kiedyś się was pytać, ale jakoś nie było okazji. Kreując swoje postacie wzorujecie się na swoich znajomych? ;)

          • Tak, tak, impreza się udała:) Powrót do pracy nieco mniej …:/
            Ale co tam:)

            Odpowiadając na pytanie, nie, staramy się nie czerpać z własnych doświadczeń. Eva jest jedyną bohaterką, która bardzo lekko została zainspirowana przez Hippie. Choć Hippie w przeciwieństwie do Evy jest bardzo rozrywkowa i ma tłumy znajomych, ciężko jest się do niej dopchać na imprezie. Są tylko niewielkie podobieństwa(to akurat te cechy Evy, które najbardziej wkurzają Hipcię:P), bo z Hippie to żadna specjalnie utalentowana śpiewajka:P W każdym bądź razie, co mamy na myśli to to, ze lepiej zostawić rzeczywistość rzeczywistości. Wiesz czasem jeśli wzorujesz się na jakiejś osobie z twojego otoczenia kiedy stwarzasz swojego bohatera, ty nim kierujesz i decydujesz za niego(bohatera). Ale potem z czasem w prawdziwym życiu możesz czuć się zawiedziona osobą, która się inspirowałaś, bo podjęła inne decyzje niż twój bohater by podjął i czasami może ci się wszystko pomieszać. Możesz zacząć bardziej lubić kogoś przez swojego bohatera, albo przestać lubić w ogóle. Wszystko dzięki naszej kochanej podświadomości. Poza tym nie chciałabyś, żeby któryś z twoich znajomych przeczytał twojego bloga, lub książkę i stwierdził, ta dziewczyna jest zupełnie jak ja, i hej, ma takie same odzywki jak ja, i hej, ma takie same zachowania jak ja…
            No a wtedy to może być niefajnie.
            My zawsze wolimy mieć czystą granice między rzeczywistością a wyobraźnią, szczególnie, że obie bardzo łatwo odlatujemy :)

            xoxo
            Bezczelna

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.