27. What it is about men?

 

Adele – Chasing pavements

 

- Lily Potter… Wyglądasz niesamowicie… – powiedział cicho.

- Dzięki – speszyła się nieco, zarumieniła, choć sama nie rozumiała dlaczego. W końcu to tylko McLaggen. Tak, zgodziła się na randkę, ale tylko żeby mu udowodnić, że nie pasują do siebie. Może to to jego spojrzenie, świdrujące, przenikliwe.

- Idziemy? – zapytał uśmiechając się szeroko.

Kiwnęła niepewnie głową. Teraz, kiedy to wszystko już się działo nie była taka pewna, czy to był dobry pomysł. Niby dlaczego miałaby komukolwiek cokolwiek udowadniać?

- Wyglądasz naprawdę cudownie Lily… – powiedział raz jeszcze.

- Dzięki… – mruknęła cicho. Czemu wciąż czuła się zdenerwowana i speszona?

- Wiesz, chciałbym ci pokazać bardzo wyjątkowe miejsce. Niewiele osób wie o jego istnieniu.

- W Hogsmeade?

- Tak. Zobaczysz… – uśmiechnął się pod nosem.

Właśnie wchodzili do wioski. Była pełna życia, pełna uczniów młodszych i starszych.

- Cześć Sergius… – zaświergotała jakaś młoda Gryfonka z wielkimi, niebieskimi oczami i długimi, niemal białymi włosami.

I znów to samo… – pomyślała Potterówna.

Stało się jednak coś, czego Lily się nie spodziewała. Sergius nie odpowiedział,  jedynie uraczył dziewczynę krótkim skinieniem głowy.

Sytuacja powtórzyła się kilka razy, a blondyn zdawał się ignorować wszystkie dziewczyny, uraczając je jedynie krótkim, grzecznym skinieniem głowy.

- Wszystko w porządku? – zapytała zdezorientowana Lily.

- Jak najlepszym – uśmiechnął się ciepło spoglądając jej w oczy. – Dlaczego pytasz?

- Nie rozmawiasz z innymi dziewczynami… – zauważyła nieśmiało.

- Jestem na randce z tobą – znów uśmiechnął się i złapał ją za dłoń, delikatnie, ledwo jej dotykając.

Nie wiedziała dlaczego się nie odsunęła. Co się z nią działo. Przecież chciała mu udowodnić, że do siebie nie pasują, a on zachowuje się w tak właściwy sposób, że przeklinała siebie w duchu za to, że w ogóle zgodziła się na ten szalony pomysł.

Zatrzymał się nagle.

- Zaczekaj chwilę. Tylko mi nie uciekaj – zaśmiał się i pocałował ją w rękę.

Wszedł do małego sklepiku, a Lily stała tam, jakby w transie, wciąż żałując, że zgodziła się na to spotkanie. Bo czy on mógłby zachowywać się bardziej poprawnie? Czy mógłby być bardziej czarujący i uprzejmy? Ignorował te wszystkie dziewczyny, które tak za nim szalały dla niej. Była tą najważniejszą. I choć uwielbiała to uczucie(przecież była jedyną córunią tatusia) teraz bała się tego. Bo przecież nie cierpiała McLaggena. Przecież był aroganckim, pewnym siebie, zarozumiałym… przystojniakiem.

- To dla ciebie – powiedział wręczając jej wielki bukiet różnokolorowych kwiatów.

- Dziękuję – wymruczała. – Sergius… To wszystko…

Nie pozwolił jej dokończyć, zbliżył się na niebezpiecznie małą odległość i przyłożył palec do jej ust.

- Nic jeszcze nie mów. To dopiero początek…

- To się nie skończy dobrze…. – mruknęła pod nosem.

Złapał ją za rękę i ruszyli przed siebie.

- Czy mi się wydaje, czy wszyscy się na nas gapią? – zapytała zirytowana. Nie znosiła takiej uwagi.

- Są zazdrośni, bo idę za rękę z najpiękniejszą dziewczyną w szkole.

- To nie faceci się gapią…

- A więc są zazdrosne, bo jesteś najpiękniejszą dziewczyną w szkole.

- Zawsze masz odpowiedz na wszystko?

- Prawie.

- Dokąd idziemy, niemal wyszliśmy z Hogsmeade.

- Za niedługo się dowiesz.

- Nie lubię niespodzianek.

- Każda kobieta je lubi.

- Nie jestem każda – oburzyła się nieco.

- Nie jesteś. Jesteś absolutnie wyjątkowa Lily. Ale lubisz niespodzianki.

- Zamieszasz mnie zaciągnąć do lasu i zamordować? – próbowała przełamać romantyczny nastrój. – Wyglądasz jak seryjny morderca. Zawsze dobrze się prezentują, są nieziemsko uprzejmi i czarujący…

- Więc uważasz, że jestem czarujący? – przerwał jej pytaniem.

Zarumieniła się i odwróciła nieco głowę mając nadzieję, że nie zauważył. Nie wiedziała, co się z nią działo. Przecież była zawsze taka pewna swego. Może ta cała sytuacja z Alem wprawiła ją w taki nastrój? Ciągle próbował ją przekonywać do Evy. Ale odkąd ona się pojawiła nie miał już dla niej tyle czasu.

- Chciałbyś – odpowiedziała po chwili.

Uśmiechnął się lekko.

 

***

Parachutes – Paper Birds

 

- I co było potem? – dopytywała się Lisa.

- No właśnie?! Och, Lils, nie trzymaj nas w niepewności! – żachnęła się Kate.

Potterówna westchnęła i usiadła na brzegu łóżka.

- No więc szliśmy dalej, aż do lasu, a potem tą ścieżką… Wiedziałyście, że w Hogsmeade jest wodospad? Jest ta polana… Przepiękna… Tyle kwiatów…

- Lils, ale co z Sergiusem?! – przerwała jej Lisa.

- No więc, gdy dotarliśmy na tą polanę wszystko było gotowe, stolik, świece, pyszne jedzenie, samogrająca harfa…

- Oooo… – westchnęły Lisa i Kate.

- Rozmawialiśmy trochę. Potem poprosił, żebyśmy zatańczyli…

- I co dalej? Pocałował cię? – dopytywała się Kate.

Ruda kiwnęła tylko głową chowając twarz w swoich dłoniach.

Jej przyjaciółki wybuchnęły dźwięcznym śmiechem.

- Lily, ty go lubisz – zauważyła Lisa.

- Nie mogę go lubić!  - zirytowała się Lily. – On jest… On jest… Taki… Taki… No na litość boską, w końcu ja jestem Lily Potter i go nie znoszę tak? – próbowała przekonywać samą siebie.

- Nie martw się, gdyby facet zrobił dla mnie coś takiego, też bym zmieniła zdanie. I wiesz, tyle razy ci powtarzałyśmy z Lisą, na złość miłość.

- To nie może być prawda… – westchnęła Lily.

- Więc co zrobiłaś, jak cię pocałował? – zapytała Lisa.

- A jak myślisz? Kiedy skończył zaczęłam pleść trzy po trzy, żeby tylko zmienić temat.

- A co potem?

- Potem zaczęło się robić późno, więc ruszyliśmy z powrotem do zamku. Nie mogłam uwierzyć, kiedy zoba… – urwała.

- Zoba…czyłaś co? – zapytała Lisa.

- Nic takiego… Tylko te dziewczyny, które Sergius ignorował. Ich miny, normalnie powinniście to zobaczyć. Ach przypomniało mi się, muszę gdzieś iść – ruda wybiegła z dormitorium jak oparzona.

- Dziwne… – mruknęła Kate.

 

***

Sister Hazel – Your Winter

 

Poczuł jak ktoś łapie go za rękaw i ciągnie do schowka na miotły. Może z zaskoczenia nie zareagował. Bo kto niby miałby go ciągnąć do schowka? I po co? Przecież wracał jak zwykle o tej porze z treningu quidditcha. Nikomu nie zawadzał, nikomu nie przeszkadzał.

- Nie możesz nikomu powiedzieć – wysapała. Biegła całą drogę, aż brakowało jej tchu.

- Lily! Już się za mną stęskniłaś? Mogłaś wybrać nieco przyjemniejsze miejsce, ale…

- Nie, Sergius, nie możesz nikomu powiedzieć o Jerrym. Proszę. Lisa nie może się dowiedzieć, nie tak.

- Jest twoją przyjaciółką, zrobię, co tylko zechcesz.

- Dziękuję, to bardzo ważne…

Zbliżył się do niej nieco i zdawało się, że z każdą sekundą dystans niebezpiecznie się zmniejszał.

- Okej, to ja już pójdę, wszyscy na mnie czekają – zaśmiała się nerwowo. – To cześć.

Wyślizgnęła się migiem ze schowka i ruszyła przed siebie. Teraz najważniejsza była Lisa. A żeby to ładnie rozegrać potrzebowała Albusa. Musiała z nim porozmawiać. Musiała ustalić plan działania.

Wbiegła do zniszczonej wieży i zaniemówiła. Nie tak to sobie wyobrażała. Myślała raczej o obskurnej norze, a musiała przyznać, że to robiło wrażenie. Odkąd Al zaczął spotykać się z Evą wiedziała dokładnie gdzie znajduje się ich kryjówka. Nigdy nie przyszłaby tu z własnej woli, jednak sytuacja się zmieniła, potrzebowała pomocy brata i nie mogła czekać.

- Lily – ucieszyła się Eva.

- Cześć. Al , musimy pogadać.

- Może usiądziesz? – zapytał zdezorientowany.

Potterówna usiadła na fotelu, spojrzała na Albusa poważnie.

- Możemy pogadać w cztery oczy?

- Eva i tak dowie się o wszystkim co mi powiesz, więc co za różnica? Bliźniaki i Lars są na korkach z transmutacji.

- Dobra, wszystko jedno. To musi pozostać w tajemnicy, przynajmniej na razie. Jerry zdradza Lisę. Sama widziałam.

- Wiem – powiedział Al zdawkowym tonem.

- CO?! – zapytały Gryfonki chórem.

- Jest moim przyjacielem, oczywiście, że wiem, takie rzeczy.

- I tak po prostu nie przeszkadza ci to? – oburzyła się Lily.

- To nie moja sprawa. Ani twoja. To sprawa Jerry’ego i Lisy.

- Ona wie? – zapytała Eva.

- Nie – odpowiedziała Lily.

- Al, to nie jest ich sprawa jeśli ona o niczym nie wie. Nie wybrała sobie, że chce z nim być mimo wszystko… – powiedziała Eva.

- Właśnie – ruda przyznała jej rację. Sama była zdziwiona, nie spodziewała się, że to cudowne dziecko przyzna jej rację. Zazwyczaj zgadzała się z Albusem we wszystkich kwestiach.

- Cóż, tak czy siak to nie nasza sprawa – podsumował Al.

- Czyli… zdrada jest okej? – zapytała Eva. – Tak myślisz?

- Nie, ale jak już powiedziałem, to nie nasza sprawa.

- Bo chodzi o twojego przyjaciela, który zdradza. Byłeś innego zdania, kiedy Emily zdradziła Hugo.

- To co innego.

- Bo to twój przyjaciel został zdradzony. Ale kiedy twój przyjaciel zdradza, to jest okej?

Al westchnął głośno.

 - Nie rozumiecie…

- To nam wytłumacz – powiedziała Eva.

- On nie jest z nią szczęśliwy. Kocha ją, ale ich związek jest monotonny…

- Już chyba usłyszałam wystarczająco – powiedziała cicho Eva. – Dobranoc Lily – odwróciła się i udała do swojej sypialni.

- Zadowolona? – zapytał.

- O, to też jest moja wina? To ty zachowujesz się jak idiota. To twoja dziewczyna, a tak nie wiele o niej wiesz – powiedziała Lily.

- O co ci chodzi tym razem? – Al był już wystarczająco zirytowany obecnością siostry.

- Wiesz na samym początku, kiedy zacząłeś się z nią spotykać i szukałam brudów, żeby ci ją wyperswadować, podowiadywałam się parę rzeczy.

- Jak na przykład?

- Na przykład, że była zdradzana parę razy. I w tym momencie wykopałeś sobie ogromny dół w jej zaufaniu. Nie żeby mi to specjalnie przeszkadzało. Ale jeśli zdrada jest dla ciebie okej, to znaczy że nie miał byś wyrzutów sumienia, żeby jej to zrobić. Miłej zabawy podczas tłumaczenia się.

Potterówna podniosła się i wyszła z pomieszczenia nie uraczając brata krótkim do widzenia, czy nawet najmniejszym spojrzeniem.

 

***

Damien Rice – Rootless tree

 

W Wielkiej Sali panował szum i zamieszanie. Wszyscy śmiali się przy stołach i rozmawiali. Zwykła, szara codzienność. Gdzieś słychać było śmiechy, gdzieś indziej płacz. Nikogo to nie dziwiło, nikogo to nie wzruszało. Norma, która być może nie wszystkim pasowała. Być może byli tacy, którzy chcieliby reagować, współgrać w sposób inny niż ten, który został narzucony. Masz swój świat i tylko o niego dbaj. Egoizm jak plaga współczesności. I dobrze wiesz, że zawsze zostajesz sam. Każdy jest egoistą. Każdy chce dla siebie wziąć tyle, ile zdoła z tego świata. Jak w wyścigu szczurów. Poświęcenie to już niemal archaizm używany tylko ze względu na jego piękno, ale nic nie znaczący, jak wiele innych pięknych słów. Życie w świecie pięknym w swej nierealności. Bo łatwiej żyć oszukując się, że wszystko będzie dobrze.

 Oczy rudowłosej Krukonki zwróciły się ku sufitowi. Nabierał powoli grafitowego koloru i pewnie byłaby to piękna noc, gdyby nie chmury, ciężkie, szare, kłębiaste, które nie zamierzały dzielić się tym pięknym widokiem z ludźmi. Chciały, żeby był tylko ich.

 Dziewczyna spuściła wzrok. Rozejrzała się wokół i zobaczyła dokładnie to, czego się spodziewała – tę sama obojętność, co zawsze. Bo oni wszyscy byli obojętni, kolejna plaga współczesności. Przy stole Gryfonów siedziała zapłakana dziewczynka, może z pierwszej klasy. Siedziała doprawiając swój wieczorny posiłek słonymi łzami, jednak nikt nie zwracał na nią uwagi. Zupełnie, jakby to było nieistotne. A przecież płakała. Tylko kilka starszych dziewcząt chichotało wskazując ją dyskretnie palcem innej koleżance. I nikt nie zastanawiał się, dlaczego ona płacze. Bo przecież nie była im potrzebna. Była częścią czyjegoś innego świata, i to ten ktoś, jeżeli już, powinien się o nią zatroszczyć.

 To ją dobijało. Rose przymknęła oczy, jakby była bardzo zmęczona. Ten świat nie był dla niej. Nie chciała, żeby był jej. Chciała wierzyć, że gdzieś jest lepszy świat. Inny, niż ten, który zna. Tyle, że… Nie wiedziała, czy jeszcze potrafi w to wierzyć. Sama czuła się pusta w środku. Bo już bardziej wolała być pusta, niż taka jak wszyscy ci, wokół niej. Zdawali się być tacy straszni,  jakby chcieli nią zawładnąć i włączyć do swoich zobojętniałych szeregów. Czasem tak jej się wydawało, że życie to wieczna wojna, że pokój tak naprawdę nie istnieje. Że jest jak Utopia, której nigdy nie odnajdziemy, ale chcemy w nią wierzyć, by mieć siły do walki.

 Spojrzała w drugą stronę. Stół Ślizgonów jak zawsze był inny niż reszta. Reszta zachowywała pozory. Oni, jak bogowie w tej sali nie przejmowali się niczym, jakby problemy tego świata zupełnie ich nie dotyczyły. Jakby byli w innym świecie, bez tego wszystkiego, co nie pozwalało Rose swobodnie oddychać, a może oni po prostu kochali świat właśnie taki, z tym wszystkim i dlatego zdawali się nie czuć cierpienia.A może po prostu akceptowali świat i życie takim, jakie było, bez zbędnego gdybania, bez niepotrzebnych oczekiwań, bez złudnych nadziei.

 Ale nawet w tym ślizgońskim, obojętnym świecie znalazł się jeden element, który zdecydowanie nie pasował do reszty. Wręcz psuł jej przeraźliwie spokojną harmonię. Utkwiła wzrok w prefekcie Slytherinu.

Psuł go smutek. Żal w oczach Ślizgona, który najwyraźniej był niezbyt głodny, bo tylko grzebał widelcem w jedzeniu, którego i tak nie było na talerzu wiele. Nie znała Scorpiusa Malfoya długo, ale wiedziała, że nie był typem cierpiętnika. Brał życie garściami i to on dyktował warunki. Ale tego wieczora zdawał się być zupełnie inny. Smutny. Zmartwiony. Zmartwiony? Od kiedy Scorpius Malfoy tak otwarcie się martwił? Od kiedy tak otwarcie nad czymś myślał?

- Nie lubię, kiedy tak gapisz się na Malfoya – zirytował się Chris siadając obok.

- Wygląda jakby był przygnębiony. To wszystko – skwitowała Rose wracając do swojej kolacji.

- Pewnie jego dziewczyna mu dziś nie dała. On nie ma innych zmartwień, niż takie.

- Nie, nie wydaje mi się…

- Znów się na niego gapisz.

Spojrzała chłopakowi prosto w oczy.

- Dlaczego cię to tak irytuje?

- Bo wiem jaki on jest.

- Chris, jakbym chciała coś z nim robić w tajemnicy przed tobą, to nie patrzyłabym się na niego, kiedy ty siedzisz obok. Po prostu jestem ciekawa. Nigdy go takim nie widziałam.

- Mówicie o Scorpiusie? – wtrąciła się Mia. – Nie wygląda dziś najlepiej, nie?

- Widzisz? – powiedziała zadowolona Rose klepiąc go po policzku.

 

***

The All American Rejects – Dirty little secrets

 

Frank rozglądał się po stole Gryfonów. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak.Nikt z nikim nie rozmawiał, wszyscy siedzieli rozproszeni. Nikt nie miał apetytu.

 W końcu rzucił sztućcami na talerz.

- Czy ktoś mi powie, co się tutaj dzieje? – zapytał w końcu.

- O co ci chodzi? – zapytała obojętnie Lily. Była wyraźnie obrażona na męską część grupy. Jeżeli Al wiedział o Jerrym, to dlaczego nie Frank i Hugo. Hugo, który sam był zdradzany.

- Eva ledwo rozmawia z Alem, a sądząc po tym jak on się płaszczy to on zrobił coś głupiego. Ty na niego nawet nie spojrzysz, nie wspominając o zamienieniu z nim dwóch słów. Z resztą, w ogóle zdajesz się ignorować męską część Gryffindoru. Na dodatek Al ma spięcia z Jerrym, który zdaje się unikać damską część Gryffindoru za wyjątkiem Lisy, która jest tak samo zdezorientowana jak ja. A Kate po prostu chowa się za gazetami, książkami lub innymi osobami, zgaduję, że unika konfrontacji z wszystkimi, bo wie, że będzie zmuszona opowiedzieć się po którejś stronie, ale nie czuje silnej przynależności do żadnej ze stron lub nie chce wybierać między obozami… lub osobami…

- Cóż, jeśli potrafiłeś się domyślić już tyle, to jestem pewna, że i domyślisz się reszty. Faceci to świnie. Wszyscy jak leci – wstała od stołu oburzona i niemal wybiegła z wielkiej Sali.

- Okej, ktoś mi wytłumaczy, co tu się dzieje? Al, co zrobiłeś słodkiej Evie?

- Frank, to nie jest najlepsze miejsce i czas. Nawet nie jestem głodny… – mruknął i podniósł się, po czym wyszedł z Wielkiej Sali.

- Kate?

- Ja… pójdę sprawdzić co z Lilką.

- Jerry?

Brunet tylko kiwnął przecząco głową.

- Ktokolwiek? Nie? Okej, ja idę pogadać z Evą…

- Lepiej nie – zdenerwował się Jerry.

- Dlaczego?

- Bo Al powinien z nią pogadać. Z resztą, czy to ma jakieś znaczenie, czy im się układa, czy nie? Wszyscy znamy Ala. Za dwa miesiące mu się znudzi.

- To mnie nie przekonuje – rzucił nieco obojętnie Frank. Miał już dość tej sytuacji. Do tej pory stanowili zgraną paczkę, aż do wczorajszego wieczora. Nikt z nikim już nie rozmawiał, każdy każdego unikał, zapanowała zmowa milczenia i tylko on i Lisa zdawali się nie mieć zielonego pojęcia, co się dzieje.

Wstał od stołu i ruszył przed siebie. Była tylko jedna osoba, z której mógłby wydobyć prawdę, jedna osoba, która nie potrafiła mu skłamać prosto w oczy. Osoba, której nie widział cały dzień.

 Hugo.

Zawsze był w centrum wydarzeń. Czasem nie chciał brać w nich udziału, ale zawsze znalazła się osoba, która wciągnęła go w sam środek huraganu.

W powietrzu unosiły się wspaniałe zapachy. Frank czasami zazdrościł Puchonom. Ich dormitoria i pokój wspólny znajdowały się tak blisko kuchni. Nic dziwnego, że ciężko tam było znaleźć dziewczyny noszące rozmiar 36 lub mniejszy.

- Wiedziałem, że cię tu znajdę – powiedział Longottom siadając tuż obok Weasleya. Na stole było pełno cudownie pachnących, i jeszcze lepiej wyglądających potraw, a skrzaty krzątały się nerwowo starając się jak najszybciej wysyłać dania na hogwarckie stoły. – Nie było cię na kolacji w WS, a wiem, że jedzenie to twój drugi tlen.

Weasley uśmiechnął się lekko opychając się cynamonowymi bułeczkami.

- Więc, ty mi musisz powiedzieć, o co im wszystkim chodzi. Tylko nie próbuj udawać, że nic nie wiesz, ukrywasz się cały dzień, czyli unikasz konfrontacji z kimkolwiek.

Hugo westchnął cicho i odłożył bułeczkę na talerz. Nie zamierzał kłamać, nikogo bronić, umniejszać niczyjej roli. Miał dość tej sytuacji i wszystkich oczekujących, że stanie po ich stronie.

- Wiesz, że Lilka poszła na randkę z McLaggenem? Tak, tak, nie rób takiej miny, to prawda. Kate mi powiedziała. I chyba jej się podobało, bo nie słyszałem, żeby go wyzywała od co najmniej 26 godzin co jej się nie zdarza…

- A co to ma wspólnego z resztą?

 

Amy Winehouse – What it is about men?

 

- Kiedy wracali zobaczyli Jerry’ego. Z inną dziewczyną. I bynajmniej nie tłumaczył jej eliksirów. No chyba, że rozkminiał skład chemiczny jej śliny…

- CO?!

- No właśnie. I to był kamyczek który rozpętał lawinę… Ja z Kate od jakiegoś czasu coś podejrzewaliśmy, ale nie mieliśmy dowodów, nigdy go z nikim nie widzieliśmy. W każdym bądź razie Lilka od razu poleciała do Pottera, który był u Evy. I oznajmił, że o wszystkim wiedział. I że to sprawa Lisy i Jerry’ego i nikt  nie powinien się wtrącać. I to był początek tego cyrku. Wyszło na to, że dla Ala zdrada jest okej. Przynajmniej w oczach dziewczyn. Ale Eva była zdradzana w przeszłości z tego, co dowiedziałem się od Kate, która wie to od Lily, więc jej zaufanie do Albusa zniknęło gdzieś w przestworzach. Oczywiście stara się to naprawić, ale biorąc pod uwagę, że zaufanie łatwiej stracić niż odzyskać marnie mu idzie. Evie jest przykro z powodu tego co powiedział Albus. Albus jest zły na Lilkę. Więc Potter poszedł do Jerry’ego wszystko mu opowiedział i zażądał, by ten rozwiązał sytuację raz na zawsze i zostawił Lisę, albo dał sobie spokój z innymi. Jerry się wkurzył, że Al mówi mu, co ma robić, więc powiedział mu, że go nie interesuje, że ma problemy z tą jego dziwką, tak, tak, tak ją nazwał przyjacielu, bo inaczej nie można nazwać dziewczyny, która wpuszcza do łóżka nieznajomego faceta. Zwłaszcza, że za dwa miesiące Eva mu się znudzi. Oczywiście, Albus nie mógł mu tego podarować. Więc rozpętała się bójka, którą przerwałem ja i Kate. Lily nie odzywa się do facetów, bo zakłada, że skoro Al wiedział to i na pewno my. Jerry unika dziewczyn, bo boi się, że coś powiedzą. Ja i Kate unikamy wszystkich, bo nie zamierzany stawać po niczyjej stronie. Al miał trochę racji. Bo co miał powiedzieć? Cześć Lisa, Jerry cię zdradza? Nie chciał jej ranić. Nie wiedział jak to przekazać. Z drugiej strony ona zasługuje na to, by poznać prawdę, nikt nie powinien być tak traktowany. My obrywamy, choć nic nie zrobiliśmy… Masakra jakaś…

Frank głośno wypuścił powietrze.

- Musimy pomóc Alowi pogodzić się z Evą. To znaczy, że on musi pokazać, że zdrada nie jest ok, czyli to on musi pokazać Lisie, że Jerry jest świnią. Lily musi to zobaczyć, żeby przestała się obrażać. Mam pewien pomysł…

 

***

 

Szli powoli, ostrożnie stawiali stopy, by być jak najciszej, by nikt ich nie usłyszał.

- Al, dlaczego musimy być tak cicho? I gdzie idziemy? Muszę znaleźć Jerry’ego, miałam mu wytłumaczyć Numerologię… – szepnęła Lisa.

- Już nie daleko, teraz musimy być naprawdę cicho.

Westchnęła cicho i bez słowa ruszyła za nim.

- Przepraszam… – szepnął Al.

- Za co? – zdziwiła się.

- Za to – szepnął wskazując coś, co znajdowało się za rogiem, w rzadko uczęszczanym korytarzu.

Lub kogoś. Zauważyła dwie postacie mocno w siebie wtulone i zdawali się jakby nie mogli się sobą nacieszyć. Dotykał jej, całował, szeptał do ucha i śmiali się..

- To… – zaczęła Lisa.

- Jerry! To łaskocze – zaśmiała się głośno jedna z postaci.

- Jerry… – wyszeptała Lisa.

Al objął ją ramieniem.

- Przepraszam, musiałem ci w końcu powiedzieć…

W jej oczach zaszkliły się łzy.

- Jak długo? – wycedziła przez zęby.

- Trzy miesiące….

Wybuchnęła płaczem, co przykuło uwagę obściskującej się pary.

- Lisa! – krzyknął Jerry ruszając w jej kierunku.

- Jak mogłeś…

- Wytłumaczę ci… – próbował dotknąć jej ramienia, ale odtrąciła go.

- Więc tłumacz. Słucham – szepnęła.

Nie odpowiedział.

- Przecież powiedziałeś, że możesz wytłumaczyć?

Nadal milczał ze spuszczoną głową. Co miałby jej odpowiedzieć?

Uderzyła go w twarz i odbiegła, niedaleko, Lily już czekała z otwartymi ramionami, razem z Kate, Hugo, Frankiem i Evą.

- Zapłacisz mi za to – warknął cicho Jerry.

- Nie mogę się doczekać… – odpowiedział beznamiętnie Al, po czym dołączył do reszty Gryfonów.

***************************

Wiem, że to nie jest rozdział specjalnie wybitny, ale czas gonił mnie i wrzeszczał za uchem, że jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, a ja nadal się z tym ślimaczę ;/

I wielka obietnica, w następnym rozdziale dużo Rose i Scorpiusa, 90% rozdziału.

Pozdrawiam kochane,

Bezczelna

Kategorie: Opowiadanie

O Bezczelna

Jestem jaka jestem, trochę tu, trochę tam, trochę siam, a i jeszcze tyci gdzieś indziej. Nie pije, nie pale, a żyję, nie nosze białych kozaczków nie cierpię sagi Twilight, Pamiętników Wampirów i innego chłamu tego typu, z dobrą książką potrafię przesiedzieć całą noc(absolutnie nieprzydatne jeśli pracujesz jak ja)

12 Komentarze

  1. Hahahaha! Chciałabym to zobaczyć. : D Zabawnie było : D Hahaha!
    Jej … niezłe pomysły mieliście : D Z resztą, jak jest nudno, to trzeba ludzi rozweselić : D

    Rozumiem ;* Taaak, na wyspach zarobki są lepsze i ten gorący klimat! :P
    Za niedługo będą wakacje, to może weźmiesz urlop i wyskoczysz na jakąś gorącą wyspę : D

    Masz po prostu dualistyczną naturę : )
    Pozdrawiam gorąco Lily ;*

  2. Bezczelna, ten rozdział nie jest słaby! On jest świetny! : D
    Takie rozdziały, w których odbiegasz od losów głównych bohaterów, są potrzebne. Dzięki niemu mogliśmy zobaczyć, jakie stosunki, problemy mają pozostali bohaterowie : )

    Mam nadzieję, że Lily da szansę Sergiusowi. Hmm … sama bym chciała mieć takiego chłopaka przy swoim boku. : ) Twój Sergius jest inny niż Cormac. Nawet zdołałam go polubić! : )

    Al, ładnie się wpakował. Nie ma co. : ( Zranił Evę.
    Tak sobie myślę, że jego kłopoty jeszcze się nie skończą. Jerry może mu się odpłacić pięknym za nadobne. Jerry okazał się dupkiem! Jak mógł obrazić dziewczynę swojego przyjaciela?! Do tego jeszcze zdradził Lisę. Nie lubię go!

    Hugo jest dobrym kumplem. : )

    Chris jest zazdrosny o Rose. Jeśli nie będzie umiał pohamować swojej zaborczości, to może stracić Rose. Dla Rose jest ważne zaufanie.
    Rose jest dobrym człowiekiem. Ona potrzebuje dużo ciepła i prawdziwej miłości. : ) To miło, że zauważyła, że coś dręczy Malfoy’a. Ją i Scorpiusa dużo łączy. : )

    Rose i Mia. One się tak różnią od siebie, ale mimo to zaprzyjaźniły się. Cieszę się, że Rose ma taką przyjaciółkę, jaką jest Mia. : )

    Mówiłam Ci, że uwielbiam twoje opisy? One są takie … życiowe, psychologiczne. Zawierasz w nich esencję życia a także psychikę i charakter danej postaci. : )

    Życzę Ci dużo weny i wiele, wiele inspiracji ! : )
    Pozdrawiam Lily ;*

    P.S Przepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale wcześniej nie miałam czasu. Sprawdzian goni sprawdzian i w ogóle profesorowie czują zbliżający się koniec roku szkolnego. Jednym słowem, umilają nam życie. Tonę w stertach notatek.

    Jeszcze raz pozdrawiam, Lily ;*

    • No z tymi Gryfonami to wieczne problemy haha :D Miejmy nadzieję, że jednak wszystko sie ułoży :)

      A Chris tak, bardzo zazdrosny. Zobaczymy co z tego wyniknie, nie będziemy nic zdradzać na razie :D

      ja tez sobie życzę weny, haha :) Żarcik. Ale nie, serio sobie życzę :)

      A co do szkoły – nie martw się, jeszcze zatęsknisz, jak tylko zusy, podatki, składki zaczną ci kraść połowę wypłaty, a tu jeszcze trzeba żyć i tyle ciekawych rzeczy do nauczenia, do zrobienia, tyle sztuk do opanowania! Ciesz się szkołą póki możesz, wierz mi, wiem co mówię ;(

      Pozdrawiam serdecznie
      Bezczelna

      • I nie zdradzaj, chce mieć niespodziankę! : D
        Tak, król ZUS pożre mi wypłatę : D Jest mnóstwo rzeczy, które chciałabym zrobić jak będę mieć własne pieniądze : ) Tak wiem, że teraz marudzę itp., ale po latach będę miło wspominać czasy liceum : D

        Pozdrawiam Lily i do następnego rozdziału! ;*
        P.S Co tam u Ciebie słychać? Dalej masz urwanie głowy? ; )

        • Dałabym się pokroić, żeby wrócić do liceum choć na tydzień… jestem pewna, że nauczyciele zrobiliby to samo żebym nie wróciła hehehehe :D I tak było warto. Nie wiem jakim cudem nigdy nie można mnie było oskarżyć lub nic udowodnić hihi :)

          A w pracy nadal młyn :( brakuje rąk do pracyi choc szef mnie przekonuje, że jestem zajebista i dam rade, to wydaje mi się, że po prostu chce zaoszczędzić na wakacje :( ech… Nawet nie wiem czy wyrobię się z rozdziałem do piątku. Hippie też została przygnieciona obowiązkami ( a jeśli ona tak mówi to musi być naprawdę źle, bo ona jest najbardziej zorganizowana osoba jaką znam i zawsze znajdzie 5 minut wolnego czasu dla siebie) ;( Niestety.

          Ale do niedzieli na pewno będzie:)
          A Hippie da radę, marzą jej się Filipiny, więc to jej jej awaryjny silnik :P

          A z czego maturę zdajemy???

          • Dlaczego? Aż taka byłaś niegrzeczna? : D
            Nie wierze, nie wierze! : D Po prostu miałaś szczęście. Mnie też jest trudno przyłapać na czymkolwiek : D

            Młyn… to macie urwanie głowy. ; ( A co robisz? Może warto uwierzyć szefowi?
            Dacie radę! ;* Czasami zdarzają się takie okresy, kiedy nie wiadomo w co włożyć ręce. Znam to skądś. : ) Musicie być cierpliwe i nie możecie poddawać się : )

            Na rozdział czekam, jak zawsze z niecierpliwością. Lubię twoją historię : ) Jest taka inna niż inne : D

            Maturę zdaję z biologii, chemii i prawdopodobnie z fizyki, ale jeszcze do końca nie wiem. : )

            • Powiedzmy, że mi i moim znajomym nudziło się w szkole, a nauczyciele niekoniecznie podzielali nasze poczucie humoru :) na przykład kiedy namówiliśmy całą klasę by nawdychała się helu, haha,nasza matematyczka była niema tak czerwona na twarzy jak burak. Cóż, w każdym bądź razie stąd pseudonim hehe.

              A ja w kateringu utknęłam. Robimy tez jedzenie na wynos, a mój szef kochany, tak, uważa, że potrafię być jednocześnie w dwóch miejscach – przy ladzie, przyjmować zamówienia, i w kuchni gotując zamówienia. ugh! Ale przynajmniej da się przeżyć. na szczęście na wyspach płacą w miarę normalnie:)

              Uhuhuhuhu Fizyka – siła nieczysta, zuuuuoo. Jedyny przedmiot ścisły którego szczerze nienawidziłam. ja na maturze zdawałam biologię, geografie i historię. Tak, wiem, trochę pokręcony mix, ale co ja poradzę, że jak humano-mat jestem??? :P

  3. No ty to uwielbiasz trzymać ludzi w niepewności! Gdzie Rose i Scorpius ja się pytam? Ach w następnym rozdziale! No lepiej żeby byli bo cię normalnie rozszarpię! :P

    Fajnie , że Lily zmieniła zdanie co do Sergiusa, tak mi się wydawało że tak będzie. Ach, żeby mnie tak ktoś adorował…

    No a Gryfoni to już w ogóle pomieszanie z poplątaniem. Mam nadzieję że Eva przestanie się gniewać na Ala bo strasznie lubię tą parę:)

    Czekam z niecierpliwością na news!!!!

    „Loffciam” haha
    Black-Eyed

    • No Al i Eva, to po Scorpiusie mi Rose moja ulubiona para, więc postaramy się wszystko ułożyć. Mam nadzieję, chyba, że Jerry z czymś wyskoczy :O

      A Rose i Scor w następnym rozdziale. Duuuużo ich :D Także czekać z niecierpliwością;D

  4. No, mam nadzieję, że i Lilce szczęście w miłości dopisze, skoro Rose już znalazła swojego boyfrienda (tymczasowego, mam nadzieję?). Nie trawię Cormaca, po prostu go nie znoszę. Infantylny, napuszony kretyn. Nie wiem czy on, czy Ron bardziej mnie w książce wkurzają – ale Twój Sergius jest taki słodki, że mimo znienawidzonego nazwiska, z chęcią bym go sama schrupała (i to samo doradzam Lilce!)
    Jestem beznadziejną sklerotyczką, ale kim jest Jerry?
    Może nie doczytałam gdzieś, pewnie już o nim pisałaś, ale wiesz, robię się stara, no cóż.
    Ha, ale Albus się ładnie wkopał, aż mu współczuję. Będzie się musiał dobrzw wytłumaczyć :D

    Ugh, Hugo opisał to tak, jakby Lily wyssała sobie z palca fakt, że facetom nie można było ufać – w przecież to święta prawda i wszyscy wiedzą. A Al zachował się jak świnia do kwadratu wg. mnie wsypując przyjaciela w taki sposób. Przyjaciel to przyjaciel i czego by nie robił to trzeba go kryć. A to, że jego dziewczyna się o to obraziła… powinna rozumieć, co to przyjaźń i postawić się w jego sytuacji – ona na pewno by żadnego ze swoich przyjaciół tak nie urządziła. Bo oprócz słowa „sprawiedliwość” istnieje jeszcze takie jak „lojalność”, względem przyjaciół chociażby. Uch, jestem zła. Tym bardziej, ze wyczuwam, że czekają Ala problemy ze strony Jerry’ego…

    O? To już koniec? Dlaczego nic się nie dowiedziałam o domniemanym dziecku Scorpiusa i nawet nie było żadnego spotkania Rose i Scorpiusa i w ogóle?

    Widzę, że obiecujesz poprawę w tej kwestii, co bardzo mnie cieszy i nie mogę się doczekać :D

    żeby nie było – to, że cały komentarz to narzekanie i zrzędzenie starej panny, nie oznacza, że mi się nie podobał rozdział. Nie wybitny? Ja bym chciała tak nie wybitnie pisać!

    Pzdr.

    • Tak, tak, Sergius ma swój uroczek :) Sama się zdziwiłam, kiedy zaczęła pisać i sama go polubiłam, bo ja Cormaca tez tak średnio po bandzie trawiłam.

      Ach, Jerry jest chłopakiem Lisy(przyjaciółki Lily i Kate), a przyjacielem Albusa. Nie było o nim zbyt wiele. Był tylko wspominany, że był, ale nic istotnego. sama o nim często zapominam. Dlatego postanowiłam się go pozbyć. Przy okazji dodałam nieco dramatyzmu i dodatkowo potrzymałam wszystkich w niepewności jeszcze jeden tydzień.

      Co do Pottera, może rzeczywiście trochę chamsko się zachował, ale z drugiej strony Jerry sobie zasłużył. Nigdy go nie lubiłam, nie wiem nawet dlaczego go urodziłam?
      A jeżeli chodzi o Evę, to ona jest bardzo wyrozumiała, ale też jeszcze wszystko o niej nie było przedstawione, a ona się nie obraziła dlatego, że Al krył przyjaciela, ale dlatego, że ona zrozumiała że według Pottera jeśli w związku zaczyna wiać nudą, albo się nie układa, to zdradzanie jest na miejscu. Wyjaśni się dlaczego tak ją to poruszyło za jakieś dwa, trzy miesiące(w kalendarzu wewnątrz opowiadania, czyli za jakieś… ja wiem, 5-7 rozdziałów?

      I tak, wiem, że mało blondyna, ale jak obiecałam nadrobię w następnym długim rozdziale. Powiem tylko, że bardzo wiele się będzie działo, oj tak! Dlatego poprosiłam nawet Hippie, by napisała kilka akapitów, inaczej nie wyrobiłabym się czasowo do przyszłego tygodnia.

      I dziękuje za komplement, ale te opisy kompletnie mi nie wyszły, chaotyczne jakieś, takie nieskładne i niezgrabne, ale w następny rozdział włożę dużo energii i skupienia.

      xoxo
      Bezczelna

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.