21. If only love was enough I would reach you…

Aqualung – Lost

Draco siedział w pokoju naprzeciwko kominka. Zasłony w oknach były zaciągnięte, toteż w pomieszczeniu panował półmrok, mimo iż na zewnątrz świeciło słońce. Właściwie już zapadał zmrok, pomarańczowo-złociste promienie słońca próbowały przecisnąć się przez szpary

- Draco… – Narcyza położyła dłoń na ramieniu syna.

- Tak?

- Może popełniliśmy błąd zostając w Malfoy Manor po upadku Czarnego Pana…

- Nie nazywaj go tak. Nie jest już żadnym panem. Poza tym już za późno na takie gdybanie. Muszę iść do Ministerstwa – mężczyzna wstał i wyszedł.

Narcyza patrzyła w ogień kominka.

- Nie powinniśmy byli tutaj zostawać Lucjuszu… – powiedziała kobieta patrząc na obraz męża.

- Tak. Ale jak powiedział Draco, za późno na takie gdybanie – westchnął obraz i zamknął oczy. – Odsłoń te zasłony. Mam dość tej nieustannej ciemności… Gdzie Astoria?

- Przygotowuje papiery Draco dla doktora Billiusa. Jest bardzo pozytywnie nastawiona do tej terapii… Lucjuszu, gdzie popełniliśmy błąd? To wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej… Spójrz na naszego syna… Cień człowieka, którym miał się stać… Scorpius… Niemal gardzi nami wszystkimi… A przecież zawsze pragnęliśmy dobra rodziny… Może za mocno i zbyt ślepo…

- Cóż, choć nie byłem zbyt zadowolony, kiedy Draco oświadczył się Astorii muszę przyznać, ze się myliłem. Ona jedna sprawia, że to wszystko się jeszcze trzyma…

- Zawsze myślałam, że to Dafne byłaby idealna dla Draco… Silna, niezależna, pewna siebie.. jak dobrze, że nas nie posłuchał…

***

- Myślicie, że przyjdzie? – dopytywał się Hugo, gdy razem z Alem, Jerrym i Lily przemycali przekąski i alkohol do PŻ.

- Jeśli nawet to na pewno się spóźni. Z tego co słyszałam teraz pierwszy wolny termin na szlaban ma na początku grudnia – powiedziała Lily.

- Wybacz Hugo, ale ja bym się nie nastawiał - rzucił Jerry.

- Ja też nie – dodał Al.

- Prawdę powiedziawszy, też raczej w to wątpię, choć staram się wierzyć, że może jednak… – powiedział smutno Hugo.

- Zawsze masz nas – uśmiechnęła się wesoło Lily – Co prawda nawet razem wzięci przez cały pobyt w Hogwarcie zarobiliśmy mniej szlabanów niż ona, ale myślę, że powinniśmy wystarczyć.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

- A ja myślę, że przyjdzie! – zaśmiała się Eva.

- Marzycielka – ucięła oschle Lily.

Al zignorował komentarz siostry i cmoknął brunetkę.

- Czasem warto marzyć… – powiedział wciąż wpatrując się w Evę..

***

Snow Patrol – Called out in the dark

Oboje stanęli przed ścianą na trzecim piętrze. Po chwili pojawiły się drzwi. Rose jednak nie ruszyła się z miejsca. Tylko wpatrywała się w drzwi. Chris nie wiedząc bardzo o co chodzi robił to samo, jednak po pięciu minutach zapytał:

- Czemu nie wchodzimy?

- Nie powinnam była tu przychodzić. Wróćmy do wieży…

Rose już chciała odchodzić, ale chłopak chwycił jej dłoń.

- Hej… O co chodzi?

- O nic… Po prostu, nie powinno mnie tam być.

- Właśnie, że powinnaś.

Chłopak pociągnął ją w stronę drzwi i otworzył je.

- Nie! – cicho syczała Rose, ale było już za późno. Drzwi otworzyły się z hukiem, toteż niemal wszyscy spojrzeli się w ich stronę.

- Trzeba było jeszcze wysadzić je w powietrze, może nikt nie zwróciłby na to uwagi – szepnęła Rose.

- To twoja wina. Gdybyś nie chciała zwiać, to nie musiałbym otwierać drzwi szarpiąc się z tobą i nie byłoby żadnego huku.

Chris pociągnął ją lekko ruszając do przodu.

Wszyscy wpatrywali się w nich, jakby właśnie do pokoju wpadła sama Minevra McGonagal. Panowała niczym nie przerwana cisza, nawet muzyka ucichła.

- Jesteś martwy… – wysyczała przez zęby.

- Trzeba było się nie wyrywać…

- Rose! Co za niespodzianka! – ucieszył się Hugo podbiegając do nich. – A wy co się tak gapicie? Ognista sama się nie wypije! – zawołał do pozostałych uczniów i w mgnieniu oka w pokoju zawrzało od dzikich tańców, szeptów i rozbijanego szkła.

- Rose, super że jednak wpadłaś! – zaśmiał się Al. – Chciałbym ci kogoś przedstawić…. Eva!!! Hm… Jeszcze przed chwilą ją tu widziałem…

- Rose, to jest Kate – powiedział Hugo demonstracyjnie przesuwając Pottera i popychając na jego miejsce Gryfonkę. A to…? – spojrzał sugestywnie na Chrisa.

- Nikt istotny – mruknęła i już miała się odwracać i wyjść, kiedy Krukon złapał ją za ramię i pociągnął do siebie.

- To jej poczucie humoru… Chris jestem.

- O, A tu jest Eva! – Al ostentacyjnie stanął z dziewczyna tuz przed Hugo i Kate.

- Dużo o tobie słyszałam, miło wreszcie cie poznać – zaświergotała brunetka.

- ALBUS POTTER!!! – usłyszeli za sobą. Tuż za nimi stała Lily Potter. Jej twarz była niemal purpurowa. Patrzyła na brata z żądzą mordu. Podeszła do niego i wbiła mu palec w klatkę piersiową. Spojrzała na Rose łagodnie – Cześć, super, że przyszłaś! Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić… – spojrzała na Pottera – A ty mała jadowita gnido powiedziałeś McLaggenowi, że się w nim skrycie bujam, ale jestem zbyt nieśmiała, żeby się umówić?! I ZAPROSIŁEŚ GO NA IMPREZĘ???

- No może coś mi się wymsknęło…

- WYMSKNĘŁO?! Ej! Wy tam w rogu OSTROŻNIE Z TYMI BUTELKAMI!!! A ty, Albusie Potterze słono mi za to zapłacisz…

Odeszła rozjuszona.

- Czy ty… – zaczął Hugo.

- Tak. Powiem więcej. Powiedziałem mu, że Lilka lubi udawać niedostępną przez długi czas, żeby sprawdzić, czy facetowi zależy – zachichotał Potter.

- W każdym bądź razie, Rose, Chris rozgośćcie się. Ja idę tańczyć.. – powiedział Al po czym porwał Evę za rękę.

- Od kiedy Potter tańczy? - zdziwiła się Rose.

- Eva zmieniła to i owo – zaśmiał się Hugo. My tez idziemy na parkiet.

- To co? Siadamy? – zapytał Chris.

- Wszystko jedno.

Chłopak ruszył w stronę najbardziej zatłoczonego stołu.

- Nie tam – Rose złapała go za tył koszuli. – Tam – wskazała na róg pokoju, gdzie siedziała tylko jedna osoba.

- Okej, tam tez w sumie może być. Przyniosę coś do picia.

Rose usiadła na kanapie i rzuciła nieznajomemu jedno krótkie spojrzenie.

- Niezła impreza, co? – powiedział gorzko.

Uśmiechnęła się gorzko.

- Widzę, że jest nas dwoje…

- Przyszedłem tylko dlatego, że ona mnie prosiła – wskazał głową na Evę i Albusa. – Jest ślepa, kiedy jest zakochana…

- Nie trzymam się ze swoim kuzynostwem, ale wydaje mi się, ze Al nie traktuje kobiet przedmiotowo.

- Nie, jest wspaniały. Dopóki nie pojawia się pierwsze problemy… Zawsze jest tak samo. Zakochują się w jej inności, a później, kiedy coś się psuje uciekają, bo nie czują już tej magii…

- Powiało optymizmem – skomentowała sarkastycznie.

- Jestem realistą.

- Rose! Sorki za to wcześniej… Nienawidzę swoich braci… – Lily usiadła obok Weasleyówny. – Ale opowiadaj co u ciebie?

- Oj dużo się dzieje! – Chris usiadł z drinkami po drugiej stronie.

Rose spojrzała na niego wyczekująco.

- No co? Rostow cię nienawidzi, Malfoy się do ciebie dowala, ale ze mną nie ma szans, prefekci zaczynają cię lubić…

- Chris? Zamknij się do kur…

- Malfoy? Lepiej uważaj na niego. To wstrętny typ. No i po za tym twój ojciec by cię chyba zabił jakbyś zaczęła się spotykać z Malfoyem…

- Mogę się spotykać z kim chcę, a moi rodzice mają akurat najmniej do gadania – odpowiedziała oschle.

- Ale Malfoy? Nie możesz! W życiu bym na to nie pozwoliła!

Rose wstała rozjuszona.

- Nikt z was nie będzie mi mówił co mam robić – wysyczała. – Chris! Idziemy.

Aqualung – Lost

Ruszyła w stronę wyjścia. Zdezorientowany Krukon ruszył za nią. Dopiero kiedy niemal biegli schodami oprzytomniał i złapał dziewczynę za ramie i odwrócił w swoja stronę.

- Co jest? – zapytał.

- Nie twoja sprawa – wysyczała.

- Chyba należy mi się słowo wyjaśnienia?

- Nie powinnam tam była przychodzić, to po pierwsze!

- A co z tym Malfoyem? Czemu się tak unosisz? Chcesz być kolejna dziwką w jego ramionach? Proszę bardzo, nikt cię nie będzie powstrzymywał!

- Tu nie chodzi o Malfoya! Żaden z nich nie będzie mi mówił co mam robić! Raz zadecydowali za mnie i zrujnowali mi życie! Spójrz na mnie! SPÓJRZ NA MNIE! – oddychała ciężko – Nie jestem nawet cieniem osoby którą chciałam być…

- Wciąż masz czas… Jesteś młoda…

- Czasu nie cofniesz O’Donnel. Pewnych rzeczy nie da się tak po prostu wyrzucić z pamięci.

Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale uciszyła go gestem ręki.

- Chce być sama – odbiegła zostawiając go samego.

***

Puk! Puk!

- Rose, otwórz proszę… Martwię sie o ciebie… Nie wyszłaś z pokoju cały dzień… Przyniosłam ci kolację…

Podłoga zaskrzypiała i po chwili drzwi otworzyły się.

- Rose… – mruknęła Mia.

Ruda miała podkrążone oczy, włosy potargane i chodziła w za dużej koszuli, zupełnie jakby dopiero wstała z łóżka. Usiadła w fotelu i zapaliła papierosa.

- Co się stało Rose? – zapytała kładąc tacę na komodzie.

- Nie wiem… Nie wiem, Mia… – mruknęła.

- Chris chciałby z tobą porozmawiać… Szuka cię cały dzień… Powiedział coś? A może zrobił…?

- Nie… Nic nie zrobił. Po prostu powiedziałam więcej niż powinnam… On się staje dla mnie niebezpieczny… Za dużo się dowiaduje…

- Czy ty… Czy ty go… lubisz? – zapytała nieśmiało Mia.

- No chyba cię troszkę pojebało!

- Tylko pytam – uniosła ręce w pokojowym geście. – Pasowalibyście do siebie…

Ruda rzuciła w blondynkę poduszka po czym obie wybuchnęły śmiechem.

4 Komentarze

  1. podoba mi się i to nawet bardzo :) Widzę ze nawiązujesz tutaj do dwóch pokoleń. Naprawdę super styl pisania, tylko pozazdrosic ! Dodaje do czytanych i czekam na kolejny rozdział !

  2. No nie bylo mnie troche a tu tyle rozdzialow!!! Wszystkich super super super! Ha i Al jaki zmieniony hehe .
    Co do Rosé juz sie nie moge doczekac kolejnych rozdzialow czy he że z run Chrisem cos bedzie.
    Tylko szkoda że z yum gregiem nie wyszlo:/

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.