17. Zażyłości

Thirteen Senses – Into the fire

 

 

Stała przed drzwiami gabinetu dobre dwadzieścia minut. Oddychała ciężko, jej dłonie drżały. Serce waliło tak szybko, jakby miało zaraz wybuchnąć. Czuła dziwne dreszcze w żołądku. Bała się. Nie wiedziała co ją czeka, kiedy już wejdzie do gabinetu. Może Rostow zdecyduje, że Pierre będzie ją pilnował w czasie gdy on ocenia eseje? Miała w głowie tysiące różnych scenariuszy, nie było choćby jednego ze szczęśliwym zakończeniem.

- Boisz się wejść? – usłyszała za sobą.

Nie usłyszała nawet kiedy przyszedł. Kiedy oparł się o tą ścianę i patrzył na nią z zainteresowaniem.

- Oczywiście, że nie – prychnęła. – Po prostu jeszcze zostały dwie minuty do siedemnastej. Nie zamierzam przychodzić wcześniej.

Blondyn spojrzał na swój srebrny zegarek.

- Zostało dokładnie… Piętnaście sekund. – zamilkł na krótką chwilę. – Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć…

Zapukała do drzwi. Wiedziała, że Malfoy nie odpuści. Tylko skąd wiedział, o której ma szlaban?

- Proszę.

Otworzyła drzwi.

- Panna Weasley. Mam nadzieje, że tym razem się pani nie rozchoruje. A teraz proszę, do pracowni. Zapewne zaciekawiła cię wczesna godzina szlabanu. Otóż, prowadzę zajęcia wyrównawcze dla mniej uzdolnionych uczniów i bardzo mi się przyda twoja pomoc. Ja i pan Delaitre to za mało w niektórych przypadkach.

Rose poczuła falę ulgi. Wciąż czuła się zdenerwowana, ale już wiedziała na pewno, nie będzie z nim sam na sam. Będzie z nimi Rostow i kilkoro uczniów.

Kilkoro uczniów…

Rozejrzała się mimowolnie otwierając usta. W Sali znajdowało się około sześćdziesięciu osób.

- Zajęcia wyrównawcze… – mruknęła sama do siebie.

- Panno Wealey, pomoże pani pannie Wilson, wymaga indywidualnej pomocy.

Ruda spojrzała na miejsce, które wskazał profesor. Siedziała tam piątoklasistka z czarnymi włosami i dużymi orzechowymi oczami. Miała zielono-srebrny krawat Slytherinu.

- Jane – uśmiechnęła się wesoło.

- Wszystko jedno. To czego nie kapujesz? Tylko nie mów mi, że wszystkiego…

- Ee… Ja w ogóle z Eliksirów to tępa jak but jestem… Transmutacja, OPCM, Numerologia… Właściwie to z wszystkich przedmiotów jestem bardzo dobra, tylko te Eliksiry… A są mi potrzebne…

- Dobra, daj podręcznik.

Ruda zmarszczyła brwi. Pierwszy Eliksir w podręczniku znała bardzo dobrze. Eliksir Słodkiego Snu. Ale coś jej nie pasowało. Niby wszystko się zgadzało, ale coś było nie tak.

- W porządku? – zapytała Ślizgonka.

- Coś tu jest nie tak… – otworzyła książkę na ostatniej stronie i ujrzała wielką, udekorowaną literę W.

Zaśmiała się.

- Ktoś za tobą nie przepada, Jane… To – wskazała podręcznik – jest kopia podręcznika który powinnaś posiadać.

- Kopia? A co to ma do rzeczy? – zdziwiła się brunetka.

- A to, że została kupiona w Magicznych Dowcipach Braci Weasleyów. Receptury wyglądają tak samo, znaczy, składniki są te same, ale kilka słów jest zamienionych. Na przykład ten Eliksir Słodkiego Snu. Należy pociąć, a nie rozgniatać himalajską fasolę, i na koniec trzeba go gotować dokładnie dziesięć minut i jedenaście sekund, kiedy tu pisze, by go tylko podgrzać…

- Więc chcesz mi powiedzieć, że byłam taką sierota z Eliksirów, bo ktoś podmienił mi podręcznik? – Ślizgonka poczerwieniała na twarzy.

- No, to się okaże jak spróbujesz uwarzyć eliksir. Ale jeśli rzeczywiście jesteś taka świetna ze wszystkiego, to nie powinnaś mieć problemów.

- Ugh! To pewnie ten idiota mój braciszek. Zawsze chwali się matce, że chociaż w eliksirach bije mnie na głowę!

- Cóż, wygląda na to, że nie będę miała dużo roboty. Wez jakiś stary podręcznik z szafki.

Brunetka zrobiła co nakazała ruda i zabrała się za ważenie eliksiru.

- Więc ty i Alastair jednak jesteście razem? – zapytała mimochodem. Nie wydawała się bardzo zainteresowana, raczej szukała tematu do rozmowy.

- Nie, nie jesteśmy, nie będziemy.

- Serio? – zdziwiła się. – Wyglądacie na takich, co się świetnie dogadują. Byłaby z was udana para.

- Jeśli chcesz, możesz go sobie wziąć, krzyż wam na drogę… – powiedziała Rose.

Nie, nie miała ochoty na rozmowy, ale wiedziała, że jeśli Rostow zobaczy, że się nie komunikują, to podejdzie. Jeśli podejdzie, to zobaczy, że Jane radzi sobie świetnie sama, a wtedy przydzieli ją do kogoś innego. Nie daj Boże wygadanego albo co gorsza – kompletnie głupiego.

-  Nie, nie.. ja mam chłopaka i jestem względnie szczęśliwa. Tak się zastanawiałam tylko.

- Względnie?

- Oj no wiesz, raz pod wozem, raz na wozie, jak to w życiu, bajki nie ma, romantyk z niego jak ze mnie Puchonka. I wiecznie spóźniony! Ale jest dla mnie dobry. Znamy się od dziecka.

- Wiesz, jesteś całkiem normalna jak na Ślizgonkę… Nieraz słyszałam jakie to w Slytherinie pustaki…

- Teraz pustaki są wszędzie, słowo daje, nawet w Ravenclaw, gdzie podobno trafiają sami mądrzy! Elena Jones, na pewno zauważyłaś, wybielone kłaki, różowe dodatki, tapeta na twarzy, osobiście uważam, że wygląda jak pokemon…

- Co prawda to prawda… Ale zaraz, a ty skąd pokemony znasz?

- Och moja mama przyjaźni się z czarownicą mugolskiego pochodzenia. Często wpadałyśmy tam na herbatę. Jej dzieciaki nauczyły mnie parę rzeczy. Wbrew pozorom jest tu wiele osób jak ja, mam na myśli w Slytherinie. Dziewczyny nie wszystkie głupie. No, a chłopaki też nie takie złe. Mark Fitzpatrick na przykład. Był z niego kawał drania, ale ostatnie dwa lata zmienił się nie do poznania. Nawet Scorpius Malfoy nie jest taki zły jakby się mogło wydawać. Jeśli wiesz jak z nim rozmawiać i nie dać się uwieść.

Ruda uśmiechnęła się lekko.

- Czemu się tu przeniosłaś, nie podobało ci się we Francji?

- Nie miałam wyboru. Wyrzucili mnie – odparła nieco oschle Rose.

- Sorka, myślałam, że to tylko plotki były. No, cóż, bywa. Mojego brata wyrzucili już z dwóch szkół i w Hogwarcie znalazł swoje miejsce. Nawet znormalniał, więc to chyba dobrze, że tak się stało…

- I jak wam idzie panno Weasley? – usłyszały głos profesora Rostowa.

- O cudnie, ona jest świetna! – powiedziała wesoło Jane.

- Widzę, że Eliksir wygląda bardzo dobrze jak na razie, co myślisz, Pierre?

- Myślę, że panna Weasley ma niezwykłe zdolności – odpowiedział francuz patrząc jej w oczy.

Poczuła dreszcze.

- Miałem przyjemność uczyć Rose w Beauxbatons przez krótki czas…

- Och naprawdę? – zdziwił się Rostow spoglądając na Rose.

- Nie przypominam sobie… słaba pamięć… – skłamała ironicznie wskazując na swoją głowę.

- Cóż, może pani już iść, panno Weasley.

- Ach te dwie godziny zleciały tak szybko – westchnęła Jane. – Dzięki, Rose!

- Nie ma za co – odpowiedziała i wyleciała z klasy jak z procy.

 

Nina Simone – Sinnerman

 

I biegła jak najszybciej mogła. Przecież mógł za nią poleźć, prawda? Dobiegła do Wielkiej Sali i próbując wyrównać oddech dosiadła się do prefektów. Tak, póki co, to było najbezpieczniejsze dla niej miejsce.

- W porządku? – zapytał zmartwiony Chan.

- Ta… – wysapała Rose nakładając sobie na talerz sałatki warzywnej.

- A poszłaś na szlaban do Rostowa? – zapytał niepewnie Alan.

- Ta…

- I już cię wypuścił? – zdziwił się Chan.

- Już?! JUŻ?! Ja tam dwie bite godziny siedziałam! – oburzyła się.

- To co on ci kazał robić, że taka zziajana jesteś? – zapytała Mia.

- Tłumaczyć Eliksiry zajęciom wyrównawczym.

- I od tego się tak zmęczyłaś? – Alan spojrzał na nią jak na idiotkę.

- Wiesz, myślenie nie przychodzi każdemu z takim trudem jak tobie – odpowiedziała kąśliwie.

- To co się tak zziajałaś? – zirytował się Chan.

- Uprawiałam seks w schowku na miotły to się zziajałam.

Prefekci zamilkli i w konsternacji próbowali zająć czyś ręce i oczy.

- Seks w schowku i mnie tam nie było? Nie no, który to? – Chris usiadł, a raczej pacnął na ławce tuż obok Rose.

Rzuciła mu mordercze spojrzenie.

- Spokojnie, królowo, nie chcesz, nie mów. To o z naszym małym randez vous?

Ruda wywróciła oczami i już miała coś odpowiedzieć, kiedy zobaczyła Grega opartego o drzwi wejściowe i patrzącego na nią wyczekująco. Nie musiał nic mówić. Nie musiał nic robić. Podniosła się i wybiegła z WS.

- Powiedziałem coś nie tak? – zdziwił się Chris.

Prefekci tylko wybuchnęli śmiechem.

 

- I jak tam szlaban? – Zapytał opierając się o ścianę. Byli na trzecim piętrze, o tej porze nie było tam wielu uczniów.

- Pomagałam przy zajęciach wyrównawczych. Więc nie miał zbytnio okazji… – urwała.

- W porządku Rose. Od przyszłego tygodnia zamienisz Eliksiry na Zielarstwo. Ograniczysz mu zasięg. Nie spaceruj samotnie, jeszcze bardziej ograniczysz zasięg jego racek. Wtedy też nie będzie miał prawa  dać ci szlabanu za nic. Będziesz miała świadka. Och… Rose, tak bardzo chciałbym zostać…

- Wiem – złapała go za rękę. – Wiem.

- Rose! Greg! – zawołał Mia.

- A ty czego tu? – warknęła ruda.

- Rose… – skarcił ją wzrokiem.

- Macie pójść do dyrektorki. Oboje. Doszły ją słuchy, że macie romans. A przecież Rose jest uczennicą, a ty gościem. Jest zdenerwowana, więc Rose, tym razem bez żadnych chamskich tekstów, albo odeśle Grega jeszcze dzisiaj. Próbowałam jej wytłumaczyć, ale mnie nie posłucha. Ktoś życzliwy musiał jej donieść…

- I co teraz? – zapytał Greg.

- Przecież nie jesteśmy razem… – wyszeptała Rose.

- Tak… Tak… – zmieszał się.

Wziął Rose za rękę i powiedział:

- Mia, prowadź do gabinetu dyrektorki. Rose, pozwól, że to ja będę mówił.

- Okeej… – mruknęła i cała trójka ruszyła w stronę gabinetu dyrektorki. Panowała między nimi niezręczna cisza. Mia bała się odzywać ze względu na Rose. Rose nie miała ochoty na pogaduszki i była nieziemsko wkurzona, że znów ląduje u dyrektorki, tym razem za coś czego nie zrobiła. A Greg myślał. Myślał co powinien powiedzieć.

- Remus Lupin – powiedziała Mia, gdy stanęli przed gargulcem. Ten natychmiast odskoczył odsłaniając schody.

Dyrektorka siedziała za biurkiem przeglądając jakieś papiery. Spojrzała na nich znad swoich okularów.

- Panno Newman, może pani wrócić do swojego dormitorium. Panno Weasley, panie Alastair, proszę usiąść – wskazała fotele przed biurkiem. – Zapewne wiecie czemu was wezwałam. Doszły mnie bardzo niepokojące słuchy, a mianowicie, że miedzy moją uczennicą, a moim gościem nawiązał się romans. Czy możecie mi to wyjaśnić? Nie sądzę byście zhańbili szkołę w ten sposób, a jednak ludzie mówią.

Patrzyła na nich wyczekująco.

- Jeśli pani dyrektor pozwoli? – zaczął brunet, a kiedy kobieta kiwnęła głową, kontynuował. – Moje relacje z Rose mogą wydawać się nieodpowiednie z pewnej perspektywy. Ale nie sądzę, by trzymanie dziewczyny za rękę można nazwać romansem. Znam Rose bardzo długo, pani profesor. Kocham ją jak siostrę i nic więcej. Nie mógłbym o niej pomyśleć jako kobiecie. Musze wyznać, że jeszcze dwa lata temu byłem innym człowiekiem. Byłem zagubiony. Bardzo dużo piłem i imprezowałem, dzięki Rose wszedłem na właściwy tor…

- Greg – syknęła Rose rzucając mu mordercze spojrzenia.

- W każdym bądź razie nie obraził bym pani dyrektor w taki sposób. Jak już wspomniałem znam Rose bardzo długo, stąd nasza zażyłość.

- Hmm… Cóż, nie wydaje mi się, że kłamiesz. Jednakże wolałabym, abyście nie okazywali sobie zażyłości na korytarzach mojej szkoły.

- Oczywiście, pani dyrektor – przytaknął Greg. – To już się nie powtórzy.

- W takim razie możecie już iść.

5 Komentarze

  1. po prostu pieknie *.* czekam z niecierpliwoscia na wiecej :)

    kiedy moge sie spodziewac jakiegokolwiek zblizenia miedzy Rose i Scorpiusem? :D

    • cóż, na wszystko przyjdzie czas:)

      Ale jeszcze trochę trzeba poczekać. Niestety oni ciągle się mijają! Nosz nie mogą się jakoś zgrać w czasie…

      PS. Jeśli chcesz mogę cie informować kiedy pojawiają się nowe rozdziały, tylko zostaw swojego maila lub adres bloga w księdze gości:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.