15. Opowieść Grega.

Rozdział smutny, wręcz przygnębiający jeśli chodzi o mnie, ale jeśli szczęśliwie przez niego przebrniemy będzie już tylko lepiej, a i więcej humoru się wkradnie z czasem.

Zapraszam do czytania i jeśli ktokolwiek czyta proszę o jeden malutki komentarzyk!

Przy okazji jak się podoba nowa szata graficzna? Wszystko jak zwykle dzięki mojej kochanej, która zabroniła mi wymieniać jaj nicka ze względu na ilość osób, która torturowałaby ją o powrót do swojego bloga :)

W każdym bądź razie dziękuję :)

***

Interpol – Pioneers to the fall

 

- ROSE! ROSE OTWIERAJ NATYCHMIAST! – wrzeszczał zza drzwi Alan.

Spała, twardo i spokojnie. Zupełnie jakby nic jej nie obchodziło, jakby świat nie istniał. Już dawno nie spała przez tak długi czas. Zdawało się, że sen trwał wiecznie, nie, nie miała koszmarów, Eliksir Słodkiego Snu ją chronił.

Greg stał przy oknie zamyślony. Nie potrafił wypowiedzieć jednego słowa. Bo i co miałby powiedzieć? Nie wiedział co zrobić, jak ją ochronić. Nie wiedział zbyt wiele o francuskim asystencie, ale wystarczająco by chcieć odseparować od niego Rose. Miał tysiące myśli i każda z nich podpowiadała coś innego.

- Rose! Liczę do trzech i wchodzę! – usłyszeli głos Mii. – Raz… Dwa…

Greg stanął przy drzwiach w jednej sekundzie. Otworzył je i wyszedł na korytarz zamykając je za sobą.

- Greg? – zapytali chórem zdziwieni prefekci.

- Rose nie czuje się najlepiej – powiedział oschle.

- Słuchaj, nawiała wczoraj ze szlabanu, bez słowa, a dziś nie wyszła z pokoju nawet na minutę. McGonagall chce z nią porozmawiać od rana. Musimy z nią pogadać – Alan próbował ominąć bruneta, ale ten mu nie pozwolił.

- Nie może w tym momencie rozmawiać.

- Posłuchaj, Greg, to poważna sprawa. Pobyt Rose w Hogwarcie nie jest taki pewny w tym momencie – powiedziała poważnie Mia.

-  Może to i lepiej… – mruknął.

- Że co proszę? – zdenerwowała się Mia. – Musisz mnie wpuścić. Jestem prefektem.

- To nie jest najlepszy moment…

- Nie no on zaczyna mnie wkurzać! Zejdź mi z dogi, jesteśmy prefektami! – zdenerwował się Alan.

Nie zamierzali ustąpić. Sprawa była poważna. Nie mogli jej zobaczyć w takim stanie. Zaalarmowali by dyrektorkę, wszyscy zorientowali się, że coś jest nie tak. A nie mógł do tego dopuścić. Ich uwaga nie mogła skupić się właśnie na niej. Nie teraz.

- Tylko Mia – powiedział w końcu poważnie, patrząc blondynce głęboko w oczy.

- Że co? Ty chyba…

- W porządku Alan – zarządziła blondynka. – Poczekaj razem z Chanem na dole, a ja dowiem się o co chodzi.

Spojrzał na nią obrażony i ruszył schodami w dół.

Greg otworzył drzwi i przepuścił ją pierwszą.

- Nie może rozmawiać bo śpi?

- Eliksir Słodkiego Snu. Musiałem jej go podać, nie mogła się uspokoić.

Popatrzyła na niego z niezrozumieniem.

- Co masz na myśli przez nie mogła się uspokoić?

- Rose dostała ataku paniki, nigdy nie widziałem jej w takim stanie… Potrzebuje czasu. Jest tak cały dzień. Skłam dyrektorce, że bardzo źle się czuje…  Że wymiotowała, dlatego nie pojawiła się na szlabanie… I że go odrobi jak tylko poczuje się lepiej. I że przeprosi Rostowa…

- Ale co się stało? Tak z niczego dostała ataku paniki?

- Nie zrozumiesz…

- No jeśli mi nie powiesz to nie będę miała szansy! – zirytowała się blondynka. Coraz mniej rozumiała z tego wszystkiego.

- Mia, ja sam nie rozumiem… jest taka część jej przeszłości z której nawet ja niewiele wiem…

- Czy to ma związek z nowym asystentem Rostowa?

- Tak. Ale nie wolno ci nikomu o tym wspomnieć.

- Ludzie już mówią. Podobno wyleciała przez niego z Beauxbatons. Scorpius powiedział Markowi, że jak tylko Rose zobaczyła Delaitre’a wybiegła z klasy jak oparzona.

Zamyślił się. Mia była jedyną osobą w Hogwarcie, która mogła pomóc Rose. Nie przyjęłaby pomocy od rodziny czy dawnych znajomych. Ale Mia była inna. Cierpliwa i chciała pomóc, zauważył to już od pierwszego dnia. Tylko ile prawdy powinien jej powiedzieć?

- To potwór – rzucił nagle. – Rose się go boi. Musisz ją chronić, Mia. Ja za tydzień muszę wyjechać. Musisz jej pomóc. Musisz ją chronić…

- Niby jak? Ona ewidentnie nie chce niczyjej pomocy! – żachnęła się Mia.

- Masz w sobie cierpliwość i siłę by jej pomóc. Opowiem ci coś, czego nikt poza mną i Rose nie wie. Naszą historię… Wtedy może choć trochę zrozumiesz, dlaczego jest, jaka jest. Dlaczego wciąż ucieka. Dlaczego tak bardzo unika życia… Ale przysięgnij mi, że nikomu nie piśniesz słowem, nawet Markowi. Bo ona nie zniesie, jeżeli ludzie zaczną o tym mówić. To wszystko wciąż ją boli…

 

Adele – Skyfall

 

Mia usiadła w fotelu patrząc na niego zszokowana. Jakież tajemnice skrywali? Jego mina była tak smutna i poważna i niemal dostrzegła łzy w jego oczach.  Nie rozumiała co się dzieje, nie potrafiła tego zebrać w logiczną całość. Ale chciała to usłyszeć, chciała poznać tą historię, by móc zrozumieć.

Usiadł naprzeciw niej i spuścił głowę.

- Poznałem Rose w parku przy Palais de Chaillot… Płakała. Byłem wtedy strasznym dupkiem. Chciałem ją tylko zaciągnąć do łóżka. Ale zobaczyłem,że była tak zraniona, że aż zrobiło mi się jej żal i spotykałem się z nią od czasu do czasu, by porozmawiać, dotrzymać jej towarzystwa. Niedługo potem wyrzucili ją z mieszkania, które wynajmowała z Olivią. Przyjaźniły się. Nikt nawet nie zauważył, że nie spędzają nocy w szkole. Ja miałem mieszkanie i polubiłem te dwie wariatki, tak zwyczajnie, więc zamieszkaliśmy wszyscy razem. Tak łatwo mi przyszło się w niej zakochać… Musisz wiedzieć, że w tamtym czasie nie stroniłem od alkoholu i narkotyków. Nie byłem uzależniony. One tak. Byłem najgorszym towarzystwem, jakie mogły spotkać – zmilkł na chwilę. – Nie mogłem winić Rose za to że wpadła w nałóg. Chciała zapomnieć. A ja myślałem, że jej pomagam. Aż do pewnego wrześniowego dnia. Byliśmy na fazie. Nagle ona zaczęła krwawić. Niezła faza co? Ale to nie były omamy. Ona naprawdę cierpiała. Gdyby Olivia nie wróciła z pracy, nie wiem, co by się stało. W każdym bądź razie zabrała ją do szpitala. Okazało się że była w ciąży. Trzeci miesiąc, chłopiec.Nie zauważyliśmy zbyt zajęci imprezowaniem – jego głos załamał się i choć zakrył oczy zobaczyła, że po jego policzku popłynęły łzy.

Nie mógł o tym zapomnieć i sobie wybaczyć. Byli tylko dziećmi, a jednak poronienie zabolało ich oboje bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Bo naprawdę się kochali. I przez trzy miesiące niczego nie zauważyli. Lekarze mówili, że to częste u dziewczyn w tak młodym wieku, że nie dało się nic zrobić. Ale w głębi serca obydwoje wiedzieli, że wina była tylko ich.

I tamtego dnia wszystko się zmieniło. Oni się zmienili.

- Naprawdę mi przykro… ja… nie wiedziałam… – mruknęła cicho. Nie wiedziała co powinna powiedzieć, zrobić. Bo przecież  takie sytuacje nie zdarzają się na co dzień. Sama poczuła taką falę smutku gdy na niego patrzyła, że niemal czuła jego ból.

- Rose się załamała – kontynuował, gdy ochłonął nieco. – Nie chciała jeść, ani pić… Przez dwa tygodnie nie wypowiedziała jednego słowa. Do nikogo, nawet Oli. I nie umieliśmy sobie z tym poradzić. Nie potrafiliśmy nawet wrócić do tego mieszkania. Nie potrafiłem się go pozbyć. Czasem myślę, że jestem dość silny by wreszcie tam wejść i się z tym uporać, ale za każdym razem gdy przekręcam klucz wszystko wraca do mnie jak bumerang i nie mogę tego znieść. Ja przestałem imprezować i rzuciłem się w wir treningów i wkrótce stałem się tak dobry jak mój ojciec.  Ona trafiła na odwyk, potem wróciła do szkoły. Delaitre miał tam praktyki. Więc przestała tam chodzić w ogóle, aż ją wyrzucili.

- Nie rozumiem, czemu akurat przez Delaitre’a?

- Pamiętasz, powiedziałem ci, że kiedy poznałem ją była tak zraniona, że zrobiło mi się jej żal? Nie wiele na ten temat mówiła, Olivia tez milczała jak zaklęta. Wiem jedno. Na sam wydźwięk jego nazwiska dostawała gorączki. Wzdrygała się przy dotyku a w jej oczach pojawiały się łzy. Nie chciała powiedzieć, a ja nie pytałem, by jej nie ranić. Jeden raz. Jeden raz odważyła się coś powiedzieć. Ma kilka dziwnych blizn na ciele. Jednego dnia zapytałem ją, skąd je ma. Odpowiedziała, że to prezent od Pierre’a. Możesz się domyślić więc przez co musiała przejść…

- Chcesz powiedzieć… Że oni byli parą i on ją maltretował?

- Nawet ja nie wiem jak daleko się posuwał. Ale skoro bała się nawet wymawiać jego imię…

- Musimy natychmiast powiedzieć dyrektorce! Musi go zwolnić!

- I co jej powiesz? Nie ma żadnych dowodów. I Rose sama wszystkiemu zaprzeczy. To nie ma sensu, jeśli ludzie zrobią sobie z tego sensację, ona tego psychicznie nie wytrzyma. Już jest w złym stanie…

- Więc co mamy robić? Jak mam ją chronić? Jak mam jej pomóc?

- Bądź przy niej. Nie pozwól jej czuć, że jest w tym sama. I pomóż mi znaleźć sposób, by nie uczęszczała na Eliksiry…

Zamyśliła się na chwilę. Czuła, że jej głowa zaraz eksploduje od natłoku myśli i informacji. Spodziewała się narkotyków i alkoholu. Ale damskiego boksera i dziecka, które się nie urodziło?  Rozbolała ją głowa.

- Pozbyć się Eliksirów nie będzie trudno. Musi tylko pójść do dyrektorki i znaleźć zajęcia zastępcze… Zielarstwo? Longbottom chętnie ją przyjmie…

- Longbottom… – mruknął. – Niech tak będzie.

 

***

 

Otworzyła powoli oczy. Czuła jakby przespała sto lat. Blade światło umierającej świecy migotało wesoło. Czuła się spokojna, jakby nic nie mogło już jej zagrozić. Sięgnęła ręką do nocnej szafki. Podniosła paczkę papierosów i usiadła na brzegu łóżka. Podniosła się powoli i podeszła do okna. Usiadła wygodnie na parapecie. Zapaliła papierosa i zaciągnęła się.

- Pierre – wyszeptała. – Dlaczego wciąż mnie prześladujesz…

- Powiedziałem Mii.. – usłyszała z ciemnego kata pokoju. Nawet nie zauważyła, że tutaj był. Ale o czy mówił?

Podszedł do okna i ukląkł przed nią.

- Za tydzień wyjeżdżam i nie mogłem cię zostawić samej… Przepraszam…

- Greg, o czym ty mówisz? – patrzyła na niego z niezrozumieniem w oczach.

- Powiedziałem Mii wszystko. Ubłagała dyrektorkę, żeby cie nie wyrzucała, by dała ci jeszcze jedną szansę… I Rostowa, by wyznaczył ci inny szlaban. I nie będziesz miała problemu z załatwieniem przeniesienia z Eliksirów na Zielarstwo…

- Powiedziałeś jej o naszym… – zamilkła.

- Wiem, że teraz mnie pewnie nienawidzisz… Ale z czasem zrozumiesz, że to było jedyne dobre wyjście… Musisz skończyć szkołę…

Zeskoczyła z parapetu jak oparzona.

- Jak mogłeś… Jak mogłeś komukolwiek powiedzieć…

- Przepraszam… ale wiesz, że musiałem to zrobić. Ona może ci pomóc, może cię ochronić… I nie powie nikomu, przysięgła, a wiesz, że ona nie złamie słowa…

- Wyjdź stąd… – powiedziała cicho.

- Rose…

- WYNOŚ SIĘ! – wrzasnęła przez łzy.

Spojrzał na nią smutno i wyszedł. Nie daleko, tylko za drzwi. Usiadł na podłodze.

I usłyszał jej szloch, i mógł niemal poczuć jej łzy.

2 Komentarze

  1. Ja czytam!!! Ani mi się waż przestawać pisać!
    No rzeczywiście nieco dołujący ten rozdział ale mam nadzieje ze zgodnie z obietnica pózniej już będzie lepiej.
    Szablonu mi się podoba taki prosty ale fajny. Cytat tez:) pidżama porno rządzi:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.