12. Magia szeptu

AA Bondy – A slow parade

 

Pierwsze promienie słońca raziły ją w oczy. Nie chciała jeszcze wstawać, nie chciała jeszcze się budzić.

- Dzień dobry – usłyszała znajomy głos.

Zerwała się z łóżka jak oparzona. Robił to niemal codziennie, ale wciąż czuła się dziwnie zaskoczona i zmieszana.

- Do tej pory powinnaś się przyzwyczaić – zaśmiał się.

Uśmiechnęła się.

-Więc jak ci idą lekcje z Frankiem? – zapytał mimochodem siadając obok niej.

- Cóż jeśli opanuję zaklęcie odbierające głos powinnam to przeżyć – mruknęła kładąc sie ponownie i przykrywając głowę poduszką. – On ciągle gada. A najgorsze jest to, że czasem udaje mu się mnie w to wciągnąć! Ja z nim zwariuję! I opowiada każdemu tą głupią historię z żabami plus O’Donnell widział nas. Jeśli piśnie komuś słówko to zabiję!

Greg zaśmiał się.

- Czasem jesteś taka zabawna Rose.

- Tu nie ma nic zabawnego – wycedziła spod poduszki.

Znów się zaśmiał.

- Musisz przyznać, Rose, Frank ma w sobie swego rodzaju urok, który sprawia, że nie da sie go nie lubić. A historia z żabami jest naprawdę zabawna. Nawet sam profesor Longbottom mi o tym wspomniał.

Dziewczyna zsunęła poduszkę z głowy i spojrzała na niego powątpiewająco.

- Jaasne… Nie zrobiłby tego. – powiedziała pewnie, ale widząc Grega próbującego zdławić śmiech znów nakryła głowę poduszką. – ja przez nich oszaleję. I wcale nie są zabawni, wcale!

- Są i doskonale o tym wiesz. Podobno Longbottom uważał niegdyś, że wy dwoje kiedyś się pobierzecie…

- Wujek Neville musiał być po kilku głębszych jeśli uważa, że jakakolwiek dziewczyna zniesie gadanie jego syna…

- Ja uważam, że to wspaniały koleś. Pasowałby do ciebie… – powiedział poważnie.

Odsunęła poduszkę i zamknęła oczy.

- Greg, rozumiem, co próbujesz zasugerować, ale to się nie zdarzy. Ja jeszcze nie zapomniałam, nie potrafię odpuścić. Wszystko, co się wydarzyło we Francji… A później spotkałam ciebie i uwierzyłam, że już wszystko będzie dobrze, że w tym momencie wybierałabym już powoli suknię i kwiaty, że liczyłabym dni do końca roku szkolnego, by wreszcie móc być z tobą na zawsze… Ale stało się inaczej. Jestem tu, ze złamanym sercem i wspomnieniami, z którymi nie potrafię się uporać, ze straconą przyszłością, która wypadła mi z rąk i potłukła się na milion kawałków i nie mam pojęcia jak ją poskładać by cokolwiek miało sens…

- Pomogę ci… Przecież wiesz…

- Za półtora tygodnia wracasz do siebie a ja znów zostanę sama, Greg. Nie możesz mi pomóc. Nikt nie może.

- Może gdybyś pozwoliła swojej rodzinie…

- Nie! To oni mnie tam wysłali. Lepsze perspektywy. Lepsza przyszłość. Bo przecież córka znanych czarodziei..

- Musisz zapomnieć, wybaczyć, Rose. Nienawiść niszczy cie od środka.

- Nie potrafię – mruknęła i wyszła do łazienki.

Była spokojna odkąd pojawił się Greg, lecz nie potrafiła zapomnieć wszystkich złych rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich kilku lat. Wszystkie poniżenia, wszystkie ciosy, każda sekunda, kiedy czuła się samotna i odrzucona… Za wszystko winiła rodziców. Bo to oni zesłali ja do tego piekła na ziemi. A najbardziej naciskała jej matka. Z pewnością nie była złą osoba, ale nigdy nie znajdywała dla Rose wystarczająco czasu. Choćby po to by doczytać jej listy do końca, jeśli w ogóle je czytała. Więc i Rose pisywała coraz rzadziej, aż w końcu przestała w ogóle.

I z czasem dystans między nią, a jej rodziną rósł i rósł, karmiony brakiem kontaktu, bliskości, zainteresowania i gniewem. Aż po piątej klasie nie przyjechała nawet na wakacje wysyłając bardzo formalne zawiadomienie. I nie mogła się tego wyzbyć.

 

***

Natasha Bedingfield – Soulmate

 

- W porządku? – zapytał Longbottom siadając na kanapie.

- To na nic – westchnął Al. Wpatrywał się w trzaskające wesoło w kominku płomienie. – Próbuję z nią pogadać od 4 dni i wciąż nic. Ciągle się gdzieś spieszy, gdzieś biegnie gdzieś jest umówiona i już jest spóźniona. Ona nie chce ze mną rozmawiać i nawet się jej nie dziwię… A nawet gdy ma czas jej ochroniarze dbają, bym nie podszedł zbyt blisko. Głównie ten Latynos niczym z brazylijskiego tasiemca(odkąd Harry pokazał Ginny telewizję po raz pierwszy i zobaczyła swojego pierwszego „tasiemca” już się z nimi nie rozstała, stąd Al zna pojęcie – przyp. Autora).

- Nie poddawaj się. Ten – zaczął się prężyć i udawać osiłka i tworząc ze swoich dłoni rogi na swojej czuprynie – wiking, ten, co ciągle z nią łazi, jak on  miał na imię?

- Lars.

-Lars! Właśnie! Zaczepił mnie kiedy tutaj szedłem. To spoko koleś. Powiedział, że bliźniaki robią wszystko, by Eva nie znalazła dla ciebie minuty, ale Lars powiedział, że jest bardzo przygnębiona z tego powodu, a z Franco nie rozmawiała od kilku dniu, pokłócili się strasznie jak się dowiedział co  miedzy wami zaszło. Lars mówi że często się to zdarza, ale milczenie nigdy nie trwało tak długo. Ale mniejsza z tym, co istotne, bliźniaki muszą odrobić szlaban u profesora Rostowa ich eseje były niemal identyczne. W każdym bądź razie za piętnaście minut Eva zostanie tylko z Larsem, który nie zamierza ci niczego utrudniać…

Al niemal podskoczył z radości po czym złapał Franka za ramiona.

- Mówisz poważnie? – zapytał podejrzliwie.

- Idz już lepiej do niej – zaśmiał się Longnottom.

Albus poczuł się jak nowo narodzony. Przez kilka ostatnich dni czuł się przygnębiony i pełen wyrzutów sumienia. Czuł się jakby ją wykorzystał i zostawił, jak najgorszy ze szczurów jak Malfoy który lubił się zabawiać dziewczynami i porzucać bez słowa. A przecież on taki nie był! Przecież naprawdę ją lubił choć spędził z nią tak niewiele czasu. A jednak czuł jakby jakaś siła chciała by byli razem, by się nią zaopiekował. Przy niej czuł się inaczej, zupełnie jakby przechodził do innego świata, pełnego magii innego rodzaju.

Gdy wybiegał z PW zerknął na Franka, który wciąż siedząc w tym samym miejscu próbował wypowiedzieć jak najgroźniej i jak najgłębiej słowo wiking, co wyglądało przekomicznie, patrząc na niego z boku. Kilka dziewczyn chichotało patrząc na niego i choć panowała powszechna opinia, że syn profesora jest nieco stuknięty, to wszyscy go uwielbiali.

Ale Al nie miał dziś na to czasu. Miał jedną godzinę, by przeprosić i uzyskać wybaczenie. Więc biegł. Biegł najszybciej jak mógł, jakby nie mógł odczuwać zmęczenia, jakby leciał w powietrzu. Tak, zdecydowanie się w niej zakochiwał. Bo jak inaczej wyjaśnić to wszystko?  Biegł i biegł, i choć nie odczuwał zmęczenia zdawało mu się jakby biegł przez wieczność. Bo wreszcie będzie miał okazje wyjaśnić. Przeprosić. I może nawet zaprosić?

Usłyszał głosy. Znał je. Przynajmniej jeden z nich, głęboki, wibrujący, charyzmatyczny. Musiał się ukryć, nie mogli go zobaczyć. Wskoczył do schowka na miotły. I wydawało mu się ze siedział tam wieczność. Że zwolnili kroku do absolutnego minimum, gdy przechodzili obok niego. A przecież to było niemożliwe, bo nie wiedzieli, że Potter tam był.

Gdy kroki ucichły znów zaczął biec co sił, co tchu aż dotarł do ruin i do drzwi. Wpadł do pokoju zziajany, Eva i Lars patrzyli na niego zszokowani, ale nie mógł wydobyć z siebie słowa, musiał złapać oddech, uspokoić się.

- A-Al… W porządku? – zapytała zmieszana.

- Ja pójdę odrobić Historię Magii – powiedział Lars odkładając gitarę. Podniósł z podłogi książkę i kawałek pergaminu i udał sie do sypialni dziewczyny, machając skrzatom, by sobie poszły.

- Eva… – wysapał. – Przepraszam… Ja… Byłem… Strasznym… palantem…

Dziewczyna spuściła głowę.

- Usiądziesz? – zapytała.

Kiwnął głowa i usiadł na kanapie. Ona zrobiła to samo.

Jego oddech się uspokoił i czuł, że znów może mówić.

- Przepraszam Eva… Tamtej nocy… Nie wiem co we mnie wstąpiło… Ale to było niesamowite… Ale przestraszyłem się… I przepraszam, że wyszedłem bez słowa, bez żadnej wiadomości… Jestem strasznym palantem…

- Al, to ja powinnam cię przeprosić, nie powinnam była ci oferować wina a już na pewno nie własnego łóżka. Prawdopodobnie i mnie wino nie sł€żyło zbyt dobrze tamtej nocy. Przyjmuje twoje przeprosiny, ale nie musisz czuć się zobowiązany do niczego, naprawdę…

Ona też miała mętlik w głowie. Bo często zastanawiała się czy może Franco nie miał racji? I wiedziała, że Potter będzie chciał jej wszystko wynagrodzić by uciszyć swoje sumienie. Ale czy powinna mu na to pozwolić? Bo przecież koniec końców to ona ryzykowała kolejny zawód, a przecież wszystko czego chciała, to ktoś, kto naprawdę by się nią interesował, kto chciałby ja taką jaką była, kto dałby jej ciepło i miłość rodzinnego domu, którego nigdy nie miała. Tak, miała zdecydowanie inne priorytety niż większość dziewcząt w jej wieku.

- Ale ja chcę… Eva jesteś… Tak cudownie inna i ja… chciałbym cie zaprosić do Hogsmeade w sobotę.  Przez ostatnie kilka dni próbowałem z tobą porozmawiać, ale twoi przyjaciele nie pozwalali mi się do ciebie zbliżyć, i ty wciąż gdzieś się spieszyłaś i rozumiem dlaczego, ale pozwól mi wszystko naprawić. I przepraszam, wiem, że przez to wszystko pokłóciłaś się z Franco, nie chciałem, byś cierpiała. Musisz dać mi szansę…

- Al, to nie jest tak, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Ale znam cie na tyle by wiedzieć, że masz wyrzuty sumienia po tym wszystkim co się miedzy nami wydarzyło i wiem, że chcesz mnie zaprosić do Hogsmeade tylko by mi wszystko wynagrodzić, ale naprawdę nie musisz. Wiem, że nie chciałeś mnie skrzywdzić i doceniam jak sprytnie wykorzystałeś moment, kiedy Franco odrabia szlaban, ale nie musisz tego wszystkiego robić, naprawdę. A teraz przepraszam, Al, ja tez powinnam się zabrać za odrabianie lekcji.

Już miała odchodzić, ale Potter złapał ją za rękę.

- Eva, jesteś najbardziej wyjątkową osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Przy tobie czuję się inaczej… nie wiem co mi zrobiłaś, ale nie mogę przestać o tobie myśleć i to nie wyrzuty sumienia. Chciałbym wiedzieć wszystko co lubisz, i wszystko za czym nie przepadasz. Chciałbym cię poznać bo lubię cię i nie umiem sobie z tym poradzić…

- Al, to bardzo miłe i ja ciebie też lubię, ale nie jestem pewna czy jestem osobą, z którą chciałbyś się zadawać…

- Więc daj mi szansę, żeby się przekonać… Byśmy oboje się przekonali…

Potter czuł, że ona także nie wie co robić, co powinna powiedzieć. Po raz pierwszy nie umiała użyć swojej magii szeptu jak nazywał to Potter. I przez to coraz bardziej mu się podobała. Pierwszy raz w życiu chciał o coś zawalczyć i nie zamierzał się poddawać, nie tym razem, nie z nią.

- Nie wiem, Al…

Potter spojrzał jej głęboko w oczy i szepnął:

- Daj nam szansę, Eva. Będę czekał na ciebie w herbaciarni o piątej w sobotę…

Pocałował ją w policzek i wyszedł.

Siedziała lekko zaskoczona, nieco zagubiona wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedział prefekt. Nie wiedziała już sama co powinna zrobić i co myśleć.

- Ja myślę, że mówi szczerze – usłyszała za sobą. Lars prawdopodobnie stał w drzwiach sypialni przez cały czas obserwując tok wydarzeń. No tak, przecież mimo wszystko Franco by go zabił, gdyby się dowiedział, że zostawił ich samych, tylko we dwoje.

- Ja to wiem. Ale dzieciaki takie jak on nie trzymają z dzieciakami z bidula, jak my.

- Zawsze są jakieś wyjątki od reguły.

- Och, Lars, myślisz, że powinnam tam pójść? Do herbaciarni w sobotę?

- Myślę, że chcesz.

Brunetka rzuciła mu się w ramiona. Choć kochała chłopców równie mocno, to Lars okazywał jej największe wsparcie w sprawach sercowych. Pozwalał jej wybierać i popełniać błędy. Parzyć się i uczyć na błędach.

 

Alexz Johnson – Let me fall

 

- Że co proszę? – zapytał spokojnie, ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że to tylko pozory. Franco nie mógł tego przełknąć tak łatwo.

- Zamierzam pójść na randkę z Albusem Potterem. W sobotę – odpowiedziała spokojnie Eva. Lars stał tuz za nią. Leon tuż za plecami brata.

- Jak sobie chcesz – warknął, po czym dodał spokojniej, – ale pamiętaj, że tacy jak on nie zadają się z takimi jak my. A Potter słynie z tego, że nie potrafi nic doprowadzić nic do końca. Podowiadywałem się co nieco. I wiedz, że nigdy nie walczył do końca. Znika, jak tylko pojawiają się problemy. Ale ty się uparłaś, więc i tak zrobisz co zechcesz. Droga wolna, ale nie przychodź potem do mnie płakać, bo nie dostaniesz współczucia jeśli ciągle sama ściągasz na siebie kłopoty.

- Dlaczego choć raz nie możesz wesprzeć tego co robię? – zapytała cicho.

- Eva! Jeśli chcesz sam cię tam zaprowadzę! Wiesz, że zawsze jestem po twojej stronie, już nawet nie mam siły się z tobą kłócić. Ale z tego będą same kłopoty. I ty będziesz tą, która będzie cierpiała najbardziej, kiedy Potterowi minie zauroczenie twoją oryginalnością i aurą którą wokół siebie tworzysz. I wiesz że mam rację. Ile to już razy? Ale ty wciąż nie chcesz zrozumieć! Ty i Potter to dwa różne światy. Może gdyby twoi rodzice żyli, wtedy bylibyście tacy sami i może nawet coś by z tego wyszło – odwrócił się i już miał odchodzić, gdy usłyszał, że zaszlochała.

- Co jeśli mu nie minie? – zapytała ledwo dosłyszalnym szeptem.

Uśmiechnął się gorzko.

- Ty wciąż łudzisz się tymi swoimi nadziejami…. Ale skoro jesteś ciekawa powiem ci. Nawet jeśli jakimś cudem mu się nie odmieni. I nawet załóżmy, że nie ucieknie kiedy tylko pojawią się pierwsze problemy. Żeby być dla niego wystarczająco dobra, będziesz musiała się zmienić. Najpierw zacznie sugerować zmianę uczesań na bardziej regularne. Potem ubrania i z czasem zapomnisz o swoim dziwnych sukienkach. Póżniej już nawet nie zauważysz skrzatów czekających na twój występ, a ramy w twoim pokoju opustoszeją, bo nie będą już miały czego słuchać. Zamilkniesz i staniesz się niewidzialna.

- Czemu zawsze mi to robisz.. Ranisz mnie zanim ktoś inny zdąży nawet o tym pomyśleć… – zaszlochała.

- Bo cie kocham i widzę jak sama siebie niszczysz.

Odwrócił się i wyszedł.

I wszyscy wiedzieli, że ta kłótnia była inna, cicha, inna niż zwykle. I przez to może niebezpieczna. Bo zbyt prawdziwa. I tak naprawdę żadne z nich nie wiedziało do czego doprowadzi lub może doprowadzić. Franco był czasem tak nieprzewidywalny jak Eva, ale w tym momencie zdawał się mieć dość wszystkiego.

Nie, nie miał nic do samego Pottera. Ale on i Eva nie byli dla siebie. To nie miało prawa przetrwać. Eva potrzebowała kogoś, kto będzie, na dobre i na złe, kogoś kto da jej dom. Potter nie myślał o tym w ten sposób. I Franco czuł, że to wszystko skończy się źle i że Eva długo będzie leczyła złamane serce.

Zdecydował jednak więcej nie ingerować. Miał dość. I tak nigdy go nie słuchała. I tak robiła to, co mówiło jej serce. I czasem to rozumiał, ale czego nie potrafił zrozumieć to jej brak intuicji. A Franco zawsze czuł kłopoty od początku, gdy tylko pojawiał się na nie cień szansy. Już nie zamierzał się kłócić, radzić, wyjaśniać. Od tej pory musiała sobie radzić sama choć kochał ją najbardziej na świecie. Nie, nie przejawiał żadnych romantycznych odczuć, co to, to nie. Była dla niego jak młodsza siostra, którą trzeba chronić. I choć często tego nie widziała i nie doceniała, on jeden wiedział co kryło się w najciemniejszych zakamarkach jej serca – głęboka, nieustanna tęsknota, za czymś, czego nigdy nie miała, możliwością dorastania przy rodzicach, albo chociaż w domu ciotki. Ale ta jej nie chciała. I nie pozwoliła nikomu innemu jej mieć. Wciąż pamiętał łzy Ewy, gdy co niedzielę siadała na parapecie od samiutkiego świtu, czekając aż przyjedzie, bo przecież przypominała z wyglądu jej matkę. Ale z czasem coraz częściej zdarzało się, że mimo iż odmawiała sobie jedzenia i picia by nie przeoczyć momentu jej przyjazdu, nikt nie zjawiał się, nawet późno po zmroku. A ona wciąż czekała, obolała od siedzenia w jednej pozycji cały dzień. I dopiero gdy otrzymała list z Hogwartu i Astoria Malfoy zabrała ją na Pokątną, zrozumiała, że niewiele obchodziła swoją jedyną żyjącą rodzinę. Wyrzuciła wtedy wszystkie zdjęcia, na których była jej ciotka. I Franco tam był, tuż przy niej, przyrzekając, że on nigdy jej nie zostawi i że będą przyjaciółmi na zawsze. Ale ostatnio coś się psuło, różnice charakteru wykopywały między nimi głęboką przepaść, która poszerzała się z każdym dniem i nie umiał temu zaradzić.

I bolało go to. Bardziej niż powinno.

 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.