10. Album rodzinny



Fred Astaire – Cheek to cheek

 

 

Eva westchnęła cicho. Siedziała z gitarą na wysokimstołku. Nikt nie zwracał na nią szczególnej uwagi. Była przyzwyczajona. Tylkoportrety z obrazów wypełniły wszystkie ramy i pchały się i czekałyniecierpliwie. Jakimś sposobem dodawały jej otuchy, ostatni raz występowałaprzed publicznością gdy miała zaledwie parę lat. I w tym momencie zastanawiałasię, czy chęć udowodnienia światu, że są coś warci nie była okupiona byt wysokąceną. Wspomnienia bombardowały jej umysł.

- Al, już się nie mogę doczekać… – zaśmiała się Lily.Siedziała  pomiędzy Albusem a Hugonem.

- Śliczna dziewczyna – zauważył Greg siedzący obokPottera.

- O, tak. Ale to dziwaczka. Jak cały zespół. Tak naprawdęnigdy ich nie widujemy w PW – odpowiedziała Lily. – I tak prawdę powiedziawszynikt nigdy nie słyszał jak śpiewają. ArtieFinningan przyjmuje zakłady, czy to przetrzymamy…

 - Heaven, I’m in heaven
And my heart beats so that I can hardly speak
And I seem to find the happiness I seek
When we’re out together dancing cheek to cheek…

Cały pokój zamilkłgdy dźwięczny głos Evy rozległ się po pokoju. Uczniowie młodszych klas patrzylina brunetkę z fascynacją, nie słyszeli jeszcze kim była. A starsi uczniowiepatrzyli zszokowani. Tak naprawdę wszyscy uważali, że to banda dziwaków, którzynie potrafią śpiewać, dlatego zawsze się ukrywają. Nikt nie podejrzewał, żedziewczyna może mieć tak piękny głos. Oprócz Albusa który usłyszał ją po razpierwszy dzień wcześniej.

- Heaven I’min heaven.
And the cares that hung around me
Through the week seem to vanish
Like a gamblers lucky streak
When we’re out together dancing cheek to cheek…

Teraz twarzewszystkich skupiły się na męskim śpiewaku. Eva uwielbiała śpiewać duety zFranco ze względu na jego głęboki wibrujący, przyjemnie zachrypły głos. I w tymmomencie zyskał sobie sporo cichych wielbicielek. Cichych, bo to przecieżodludek.

Pokój Wspólnywypełnił się cichymi pomrukami zachwytu. Spokojna, stara muzyka w połączeniu z niezwykłymi wokalami Evy i Franco wprawiały wszystkich w głębokie zdumienie.

- Oni naprawdęumieją śpiewać… – wymruczała Lily.

- Oh… I loveto climb a mountain
And to reach the highest peak
But it doesn’t thrill me half as much
As dancing cheek to cheek…

- To mało powiedziane…ja znam tę piosenkę… – zachwycił się Greg.

 

…dancing cheek to cheek…

- Kochamcię… – wymruczał jej do ucha.

-Ja ciebie też… Jesteś szalony… Wynająłeś cały lokal tylko dla nas na całąnoc?

Tańczylipowoli do rytmu starej piosenki.

- Dancingcheek to cheek… – zaśpiewał chicho z muzyką, po czym wyszeptał – Wyjdź zamnie… Wyjdź za mnie Rose… Gdy skończysz szkołę… I już zawsze będziemyszczęśliwi…

 


- …to cheek.

Dance with me
I want my arm about you
That charm about you
Will carry me through to…

- Heaven I’min heaven
And my heart beats so that I can hardly speak
And I seem to find that happiness I seek
When we’re out together swinging cheek to cheek…

-Come on and dance with me
I want my arm about you
That charm about you
Will carry me through
Right up to
Heaven I’m in heaven
And my heart beats so that I can hardly speak…

-And I seem to find that happiness I seek
When we’re out together dancing…

-Out together dancing…
Out together dancing
Cheek to cheek…*

 

Coldplay- Trouble

 

 

Pokój Wspólnywypełnił się oklaskami. Ku niezadowoleniu Annie i członków zespołu Red Rangers,którzy siedzieli naburmuszeni w kącie, wszyscy byli zachwyceni. Eva zaczęłaśpiewać kolejną piosenkę. Greg zatopił się we wspomnieniach, przywołanych starąpiosenką. Lily i Hugo dyskutowali na temat cudownego głosu Evy  oraz tego jakim wielkim zaskoczeniem sięokazała. Potterówna zaczęła się nawet zastanawiać, dlaczego nie utrzymywała znią kontaktów, ale młody Weasley przypomniał jej, że Eva nie była zbyt aktywnatowarzysko.

Al przyglądał siępięknej brunetce uważnie i choć pięknie się do wszystkich uśmiechała i machałado wypełnionych po brzegi obrazów, to odnosił wrażenie, że nie czuła się tukomfortowo, że coś było nie tak. Jakby śpiewanie dla tylu ludzi sprawiało jejniefizyczny ból, którego nie mógł pojąć.

- Hej, słuchaszmnie?! – szturchnęła go Lily.

- Zamyśliłem się,co mówiłaś?

- Pytałam, czymiałeś pojęcie, że są tacy dobrzy?

- Wczoraj słyszałemją po raz pierwszy… Jest dobra.

- Annie chyba niejest zadowolona… – mruknął Hugo.

- Annie jestwiecznie niezadowolona – skwitował Al. – Greg, choć, przedstawię cię tejślicznotce póki mają przerwę.

Oboje wstali iruszyli w stronę zespołu. Jednak nie byli jedynymi, którzy chcieli ją poznać.Tuż przed nimi do Evy podszedł pierwszoklasista z małym papierowym kwiatkiem,trzęsąc się jak galareta.

 - T-to dla ciebie… – wymruczał niepewnie. Wyglądał jakby oczekiwał odrzucenia i wrzasków, ale Eva uśmiechnęła się ciepło.

 - Najpiękniejszy kwiat, jaki dostałam –powiedziała, po czym pocałowała go w czoło.

Chłopiec pobiegł doswoich przyjaciół podekscytowany i szczęśliwy.

- Widzę że maszdziś wielu adoratorów – zaśmiał się Potter. – Evo, to Greg, nasza gwiazda.

Dziewczyna uścisnęłamu niepewnie dłoń.

- Bardzo miło micię poznać. Rzadko dziś słychać tak stare piosenki jak Cheek to cheek…

- To moja specjalnapiosenka. Przypomina mi o kimś bardzo wyjątkowym…

- To jest nas dwoje– uśmiechnął się Greg. – Twój zespół, wszyscy jesteście świetni.

- Cóż, jesteś jednymz niewielu którzy tak myślą. Jesteśmy odludkami i dziwakami. Różnie nasnazywają. Ale jesteśmy rodziną. Zawsze trzymamy się razem.

- Eva! – zawołał Franco,po czym dołączył do trójki obejmując dziewczynę ramieniem.

- To my jużpójdziemy – powiedział niespokojnie Al i oboje wrócili na swoją kanapę. Krótko później Eva znów czarowała wszystkich swoim pięknym głosem.

- Jej chłopak toniezły zazdrośnik… – zaśmiał się Greg.

- Taaa… Możemyślał, że ją podrywamy… Jest piękna, jakby nie patrzeć…

- Podoba ci się,co? – zaśmiał się Greg.

- Nie… Po prostujest.. inna. Trudno to opisać… Zastanawia mnie czasem kim naprawdę jest. Kimsą jej rodzice. Monae to dość znana rodzina… Ale mało usłyszysz o jejrodzicach… Zupełnie jakby nie istnieli…

-Oh… You better stop! Before you tear me all apart!
You better stop! Before you go and break my heart!
Oh… You better stop! You better!
You better! Baby stop!
You better stop!…**

- Ona sama jakbynie istniała – dodał po chwili.

- Wiesz, tak przyokazji świetnie to wymyśliłeś z korkami dla tego Franka…

- Moja inspiracjaśpiewa przed tobą – zaśmiał się Potter. – Myślisz, że się uda?

- Tak myślę. KiedyRose powiedziała mi rano na jaką głupotę się zgodziła, od razu wiedziałem, żeto ma drugie dno.  Co twoje rodzeństwo nato?

- Nie wiedzą. Immniej osób wie, tym bardziej Rose będzie skłonna się otworzyć – zamilkł nachwilę. – Wiesz zastanawiałem się… Wtedy w SS… Nie powiedziałeś nam prawdydlaczego się rozstaliście, mam rację?

Greg posmutniał.

- Chciałbym, żebyśjej nie miał… – mruknął.

-Oh no! I see! A spider’s web it’s tangled up with me…
And I lost my head…***

- Wnioskuję, że niechcesz o tym rozmawiać?

-Oh no! What’s this? A spider’s web and I’m caught in the middle…***

- Nie chcę o tympamiętać – odpowiedział Greg usilnie wpatrując się w Evę. Nie chciał patrzeć naPottera. Poruszył temat, który Greg próbował wymazać z pamięci. Któregopróbował się pozbyć jak brudu zza paznokci, ale wszystko wciąż wracało.

- And oh, Inever meant to cause you troubles!
And I never meant to do you wrong…***

- Przepraszam, nieczuję się najlepiej… – Greg wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Al odprowadziłgo wzrokiem, ale nikt nie zwrócił na to uwagi.

- Dziękujemywszystkim za uwagę bardzo serdecznie i do zobaczenia jutro – ogłosiła Eva niezwracając uwagi na niezadowolone miny pierwszaków.

Jej chłopcy zaczęli pieczętować swój sprzęt muzyczny zaklęciami, by nie kusił innych uczniów.

- Zapomniałamczegoś z wieży – oznajmiła. – Możecie na mnie nie czekać, bo muszę napisaćjeszcze esej z eliksirów.

- Okej –odpowiedział Franco.

 Eva ruszyła szybkim krokiem przed siebie. Taknaprawdę nie zapomniała o niczym. Esej leżał zapieczętowany na jej biurku. Musiała uważać na wszystkie swoje rzeczy, inni uczniowie uwielbiali płatać dowcipy dziwakom. Często ginęły jej ubrania, wypracowania, książki. To nie miało znaczenia. Dziś potrzebowała odrobiny samotności.

- Eva!

- Al – uśmiechnęłasię. – zapomniałam tylko książki z naszego gniazdka, obiecuję, że zaraz wrócę,panie prefekcie.

- Och nie, to nie oto. Chciałem się zapytać jak się masz?

 

MelissaO’Neil – Safe place to hide

 

Potter sam niewiedział czemu za nią poszedł. Dostrzegł ten smutek w jej oczach podczas występu i nie dawał mu spokoju. Jakaś dziwna magia kazała mu za nią pójść i sięnią zaopiekować. Jakaś dziwna magia w powietrzu, którą ona sama wytwarzała.Zupełnie jakby była nie z tego świata.

- W porządku –odpowiedziała.

- Mogę cięodprowadzić?

- Jeśli chcesz. Aleostrzegam jestem straszną nudziarą – szepnęła pochylając się do niego.

- O tak… Zpewnością – zaśmiał się.

Szli w milczeniu ażdo zniszczonej wieży.

- Muszę się doczegoś przyznać – zaczęła Eva. – Nie zapomniałam książki.

- Powiedz mi cośczego nie wiem. Jestem prefektem. Zapomniana książka jest najczęstszą wymówkądla tych, co błąkają się po nocach – powiedział bardzo oficjalnym tonem po czymzaśmiał się.

- No tak… – uśmiechnęłasię.

- Wiesz, zauważyłemże byłaś dziś nieco smutna. To znaczy, tam w środku. Nie czułaś się komfortowotam, w PW…

Westchnęła cicho iusiadła na kanapie. Sięgnęła ręką pod siedzenie i wyciągnęła duży album.

- Usiądź –poklepała miejsce obok siebie.

Potter zrobił jaknakazała, zaciekawiony.

Otworzyła album napierwszej stronie. Było tam zdjęcie kobiety bardzo podobnej do dziewczyny, alenieco starszej.

 - To moja mama… Piękna, prawda?

- Jesteś do niejbardzo podobna… – mruknął Al spoglądając na zdjęcie.

- Była wspaniała…Silna. Uwielbiała śpiewać. Cheek to cheekto piosenka jej i taty…

- Była? – zapytałzaskoczony. – To znaczy, że ona…

- Zmarła kiedymiałam 5 lat. Długo chorowała. Ale nigdy się nie skarżyła…

- Przykro mi… Niewiedziałem…

- Nie przejmuj się. Byłam bardzo mała. Zdążyłam przywyknąć. Wiesz, zawsze kiedy przychodzili jejznajomi prosiła bym śpiewała przed nimi wszystkimi, a potem podchodziła do mniei śpiewałyśmy razem. Kiedy umarła, nie chciałam, by ktokolwiek mnie słuchał,jeśli ona nie mogła… Zaczęłam śpiewać dla skrzatów i obrazów. Jej portret nieopuścił jednego występu… Śpiewanie dla prawdziwej publiczności przypominałomi, że ona już nie wróci… A teraz po tylu latach… Wciąż nie czuję siędobrze śpiewając dla publiczności wiedząc, że jej tam nie ma. Że nie dołączy domnie już…

Przerzuciła stronę.Było tam zdjęcie mężczyzny, przystojnego. Miał około trzydziestu lat i długiwąs. Czarne pasma opadały szarmancko na jego czoło.

- To mój tata.Przystojniak.. – uśmiechnęła się. – Zawsze kochał podróże. Odwiedzili z mamątyle miejsc… Kiedy mama zachorowała musiał porzucić podróże…

Przerzuciła stronę.Na zdjęciu znajdował się ojciec Evy z małą czarnowłosą dziewczynką na rękach,która uśmiechała się słodko i machała malutką dłonią.

- To z przed jego ostatniej podróży. Był taki szczęśliwy… Himalaje. Ostatni punk na jego Absolutnie Podstawowej Liście Miejsc, Które Musi Zobaczyć… W moje szóste urodziny moja niania otrzymała informację, że zaginął. Po trzech miesiącach poszukiwań został uznany za zmarłego przez Ministerstwo… Wysłano mnie do najbliższego sierocińca. Tam poznałam bliźniaków. Lars mieszkał niedaleko. Jego matka zmarła przy porodzie a jego ojciec podczas eksperymentu z eliksirami.Mieszkał z macochą. Dobra kobieta, ale sama jest schorowana. To zabawne, czasem ludziom wydaje się, że ten olbrzym jest niebezpieczny, a on jest przecież tak potulny jak pluszowy miś…

- Ja…Przepraszam… Nie wiedziałem…

- W porządku –odpowiedziała chwytając dłoń Pottera. – Kocham moich chłopców, ale czasem miło porozmawiać z kimś obcym… Nie zrozum mnie źle… Są dla mnie jak bracia,których nigdy nie miałam. Jedyna rodzina jaką znam… Jest jeszcze koleżanka mojej mamy, zawsze traktowała mnie jak córkę… Chciała mnie nawet adoptować,ale były problemy. Zawsze dbała by niczego mi nie brakowało… O! To ona z moją mamą w czasach szkolnych… – wskazała na zdjęcie dwóch brunetek w srebrno-zielonych szatach. Obie piękne i uśmiechnięte ściskały w rekach dyplomy ukończenia szkoły.

- Twoja mama była wSlytherinie?

- Tak. A mój tata był Puchonem. Poznali się w tuż przed wojną. I już zostali razem. Mój tata pochodzi z mugolskiej rodziny, tak przy okazji. O, to oni na rozdaniu świadectw… – wskazała kolejne zdjęcie. Czarnowłosy chłopak trzymał Ślizgonkę na rękach i próbował ją całować, jednak ta co chwilę zasłaniała twarz świadectwem.

- Wyglądają na szczęśliwych.Mimo wszystkich możliwych uprzedzeń…

- Tak… Masz ochotę na grzane wino? Zrobiło się chłodno.

Potter zastanowiłsię chwilę, ale w końcu kiwnął głową.

Eva rozpaliła ogieńpod czajniczkiem wypełnionym aromatycznym trunkiem.

- Twój chłopak nie będzie zły? – zapytał Al. Nie wiedział czemu to pytanie wyskoczyło z jego ust,zanim zdążył o nim nawet pomyśleć.

- Chłopak? Kto przyzdrowych zmysłach by się ze mną chciał spotykać – zachichotała.

-  Ten latynoski przystojniak wysłał mi iGregowi jasne sygnały…

- Och, Franco siępo prostu o mnie martwi. Jest najrozsądniejszy z nas wszystkich – podała muduży, gorący kubek.

- Czy to twoja mamaz Draco Malfoyem? – zapytał nagle Al przeglądając album.

- Tak… –powiedziała spoglądając na zdjęcie. Matka Ewy wskakiwała na plecyDraco Malfoya, a ten obracał się wokół własnej osi. – To pod koniec siódmejklasy. Zajęli pierwsze miejsce na olimpiadzie z Eliksirów. O! Tu są razem ztwoją ciotką, Hermioną Granger…

- Weasley. Teraznazywa się Weasley – zaśmiał się Al.

- Znam tylkopanieńskie nazwiska. Mama podpisywała zdjęcia z tyłu. W każdym bądź razie twojaciotka była druga. Potem był niejaki Matthew Morris, Puchon… A to ja ichłopaki z macochą Larsa. Mieliśmy wtedy 12 lat. Tuż przed wyjazdem doHogwartu…

Na następnymzdjęciu znów pojawili się rodzice Evy tańcząc wesoło.

 

Millie Small – My boy lollipop

 

- My boy lollipop… You make my heart gogiddy-up… – śpiewała cichutko brunetka. – Tańczyli do tej piosenki. Chciałabymtak kiedyś zatańczyć z moim ojcem. Ale przynajmniej zmarł szczęśliwy…

Al zerwał się narówne nogi. Nie wiedział, czy to może w odruchu serca, a może w odruchugrzanego wina, które zaczęło mu mącić w głowie.

- Cóż, nie jestemtwoim tatą, ale mogę z tobą zatańczyć – wyciągnął do niej rękę, kłaniając sięnisko.

 - Jesteś szalony… – odpowiedziała podając muswoją dłoń.

- Ale musisz zaśpiewać. Tę piosenkę.

- Okej – zaśmiała się. – My boy lollipop, you make my heart go giddy-up! You are the sweetestcandy… You’re my sugar dandy… Whoa-oh. My boy lollipop! Never ever leave me!Because it would grieve me, my boy told me so… I love you, I love you, I loveyou so but I don’t want you to know…****

Tańczyli wesoło i śmialisię zupełnie jak rodzice dziewczyny na starej fotografii. Alkohol już szumiałim w głowie. Ile czasu już tu byli? Ile już wypili? Nie mieli pojęcia.

Nagle potknęli sięo stos miękkich kolorowych poduszek. Upadli strącając na siebie czajnik zgrzanym, zimnym już teraz, winem.

- Na brodęMerlina… Będziemy śmierdzieć alkoholem na dwie mile… – zmartwiła się Eva.

- Nie dojdziemynawet do wieży Gryfonów. Złapie nas Filch, albo któryś z dyżurnych. Znając mojeszczęście Ślizgonów…

- Ja tutajpraktycznie mieszkam, tu mam większość ubrań, książki… Rzadko sypiam wdormitorium… Oczywiście to zostaje między nami. Gorzej z tobą… Mogłabymwyprać twoje szaty w wodzie z cynamonem i świeżym imbirem, ale musiałbyś tuzostać do rana, aż ubrania wyschną…

- Cóż, jeślipodzielisz się kanapą…

- O nie, ja nieśpię tu, w tym pomieszczeniu. Chodź za mną – chwyciła go za rękę i ruszyła wstronę ściany. Rozchyliła delikatne, kolorowe tkaniny okrywające ściany iukazały się im drzwi. Popchnęła je lekko i zobaczyli okrągłą sypialnię, zwielkim łożem pośrodku okrytym baldachimem z kolorowych tkanin. Stała tam teżwielka szafa i biurko. Na suficie namalowana była mapa gwiazd z zaznaczonyminajwiększymi gwiazdozbiorami. Tuż obok szafy znajdowały się kolejne drzwi.

- Łał… sama tozrobiłaś?

- Nie do końca.Kiedyś tu była wieża gdzie mieszkała profesorka od wróżbiarstwa. Kiedy wieżazostała zniszczona wszyscy myśleli, że te dwa pokoje także uległy kompletnemuzniszczeniu. Więc meble zostały. A teraz rozbieraj się.

- Tak po prostu?

- Cóż nie mam dlaciebie nic na zmianę. I widziałam już półnagich mężczyzn. W bidulu się nieprzejmują, że dama jest w pokoju.

Potter niechętniezaczął się rozbierać. Ale nagle się uśmiechnął.

- Wiesz, czasemmyślałem o tym, że jakaś piękna dziewczyna będzie próbowała mnie rozebrać, alemyślałem, że to będzie w nieco innej sytuacji…

- Zboczeniec –teatralnie wyszeptała zbierając jego szaty. Weszła do łazienki znajdującej sięza drzwiami obok szafy.

Al czuł siędziwnie. Na początku nieswojo, ale teraz czuł się bardzo dobrze. Położył sięwygodnie na łóżku. Ciepłe, pachnące cynamonem i goździkami.

 

Maroon5 – She will be loved

 

- Powiesiłam je w łazience. Do rana powinny wyschnąć. Ale i tak będziesz musiał jeoddać do prania – powiedziała wychodząc z łazienki w zwiewnej długiej satynowejpiżamie.

- Dzięki… –mruknął Al.

Zgasiła wszystkieświatła zostawiając tylko jedną świecę.

- Nie lubiękompletnej ciemności. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza?

- Nie… A nie przeszkadzaci, że jakiś facet śpi z tobą w twoim łóżku?

- Nie. Chłopcyczęsto tu ze mną zostają. Oczywiście nie wszyscy naraz. A ja nie lubię spaćsama… Czuję się bezpiecznie wiedząc, że ktoś śpi tuż obok. Nie wiem dlaczego,prawdę powiedziawszy. Ale czuję się tak samotna, gdy jestem sama… A przecieżto normalne by być czasem samemu, choć przez chwilę – z każdym słowem mówiłacoraz ciszej, aż słowa zamieniły się w szepty, w wielką tajemnicę, której nienależy głośno wymawiać. – Czasami wydaje mi się, że wariuję, że to wszystko totylko moja wyobraźnia, że gdzieś w innej rzeczywistości jestem z rodzicami ijesteśmy szczęśliwi… Ale wtedy nie poznałabym moich chłopców… Może byłabymrozpieszczona i nie zwróciłabym na nich uwagi, może jak wszyscy uważałabym ichza odludków… Może wtedy nawet nie byłabym w Gryffindorze? Może byłabym wSlytherinie, jak moja mama, albo byłabym Puchonką jak tata…

Położyła się naboku, twarzą do Albusa i on zrobił to samo.

- Opowiesz mi coś?

- Bajkę? – zaśmiałsię Potter.

- Nie musi byćbajka. Cokolwiek. Powiedz mi o twojej rodzinie. Ty już wiesz o mojej prawiewszystko…

- Okej. No więc mójojciec był sławny od dziecka. Chłopiec, który przeżył. Chłopiec, który pokonałVoldemorta. To trochę do bani mieć takiego ojca. To znaczy jest wspaniały i wogóle, ale raczej niemożliwe, by mu dorównać. Moja mama pochodziła zwielodzietnej rodziny. Wszędzie pełno Weasleyów. Jest piękna i mądra. Robiświetne naleśniki. Mój starszy brat, James, jest zarozumiałym palantem, świetnymgraczem quidditcha i obrzydliwe przystojny…

Eva zaśmiała się.

- Ale i tak gokocham. Moja siostra, Lily przypomina wyglądem moją babcie, Lily. Jest zabawnai mądra, ale czasem nieco zarozumiała. Córeczka tatusia, zdecydowanie.

- Myślę, że tyjesteś syneczkiem tatusia…

- Ja? Nie… ToJames…

- Jesteśnajbardziej do niego podobny. Ciocia mi opowiadała. Harry był zawsze skromny i cichy, mimo, że miał wszelkie prawo byćgwiazdą… Jego młodszy syn jest taki do niego podobny.  Z charakteru, nie tylko wyglądu. Sam mimówił, Al najbardziej mi mnie przypomina…

- Twoja ciocia?

- Przyjaciółkamamy. Nazywam ją tak, bo jest dla mnie jak matka. Jest wspaniała. Ma w sobie tyle ciepła… Opiekowała się też swojąbratanicą. I swoim synem oczywiście. Straszny palant, ale i tak go kocham. Takw zasadzie mam całkiem sporą rodzinę jak na sierotę…

 - Nie jesteś sierotą. Twoi rodzice wciąż żyją– dotknął ręką jej lewej piersi – Tutaj.

- Dziękuję –szepnęła całując go w policzek.

Nie wiedział czemu,ale czuł, że jakaś dziwna magia zbliża ich do siebie. Że chciałby ją terazprzytulić, kiedy już zobaczył, że za wesołą maską kryje się tyle smutnychwydarzeń. Że za tymi wielkimi, pięknymi oczami kryje się tyle samotności. Żeten jej słodki zapach kryje tyle nieznanych nikomu historii.

Pocałował ją wusta. Delikatnie, ale czule. I znów.

Może to przez wino,może ze smutku oddawała pocałunki. Czuła się przy nim dobrze. Nawet zdjęciaktóre zwykle doprowadzały ją do łez, wydały się przy nim miłym wspomnieniem.

Przyciągnął ją dosiebie i tulił mocno, jakby miała mu upaść i się porozbijać na milion kawałków.I całował ją z pasją, z namiętnością, jakiej nigdy wcześniej nie poczuł dożadnej innej dziewczyny. Może dlatego, że była inna, wyjątkowa? Nie wiedział,to nie było w jego planie. Chciał się tylko dowiedzieć czemu była smutna…

Położył się na nieji czuł, że tak jak on jest zdenerwowana i zszokowana swoim zachowaniem.

- Eva… wyszeptał.– Jeśli chcesz, żebym sobie poszedł…

- Nie… Zostań…– szepnęła. – Nie chcę być dziś sama…

Pocałował jąnamiętnie i powoli zdejmował satynową piżamę. Czuł jakby odkrywał wielkątajemnicę, Coś, co tylko on miał zobaczyć, co tylko on mógł poznać, co tylkoon mógł mieć.

Czuli coraz większepodniecenie, każdy dotyk przeszywał dreszczem. Całował jej szyję, namiętnie, zpasją, jakby była najsłodszą rzeczą na świecie. Parł na nią szybciej, iwolniej, i głębiej…

- Eva… – wysapał.

Pocałowała go czulei jęknęła cicho.

Świat zawirowałwokół gdy oboje dotarli na szczyty przyjemności. I brakowało im tchu. Zdawałosię, jakby było za mało powietrza w powietrzu, jakby żar ciał wypalił całytlen.

I zasnęli wtuleni wsiebie, zmęczeni. Wkrótce słychać było tylko ich równomierne oddechy.

 

 

 

* Cheek to cheek – Fred Astaire

** Stop! – Sam Brown

*** Trouble – Coldplay

**** My boy lollipop – Millie Small

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.